Z prawniczego świata była jedyną osobą, którą respektował. Przez ponad dziesięcioletnią karierę spotkał na swojej drodze wielu prawników, lecz żaden nie zrobił na nim tak ogromnego wrażenia jak Charity. Była inna, bardziej pewna siebie, a przede wszystkim nie przypominała żywego kodeksu, oddychającego wyłącznie nudnymi regułkami, jakimi kierowali się przeciętni prawnicy. Dlatego każde spotkanie z przeciwniczką wyróżniało się nieprzewidywalnością i faktem, że nigdy nie był w pełni świadomy tego, co na niego go czekało.
- Znasz mnie, z kłamstwami mi nie do twarzy. - odparł ironicznie, mając świadomość opinii krążącej o nim po mieście. Tym razem jednak nie kłamał. Każdy wypowiedziany komplement był prawdą, podobnie jak fakt, że nigdy nie byliby idealną parą; ich temperament i wybuchowość doprowadziłyby ich wprost do katastrofy.
- Przy wrogach? My przecież teraz jesteśmy jak kumple. Nie myślałaś chyba, że ja to wszystko mówiłem w złości - dodał, pozwalając sobie na lekki przytyk do sytuacji sprzed kilku dni. Znał zagrożenie czające się za rogiem, czekające tylko na idealny moment do ataku. Gdyby mógł, najchętniej oddałby jej tę sprawę, przełknął gorycz porażki i przez kolejne tygodnie słuchał wyłącznie o triumfie pokonania największego z największych. Prawda była jednak gorsza. Znał warunki tej gry, w której słowa
albo razem wygramy, albo razem przegramy nigdy nie brzmiały tak prawdziwie i tak mrocznie jak teraz.
- Kim naprawdę jestem? Rozwiń, proszę - zapytał z zaciekawieniem. Choć w jej słowach było ziarenko prawdy. Nigdy nie traktował Lacey tak, jak powinien, tworząc związek, który z czasem przypominał jedynie marną próbę reanimowania trupa.
- Ostrzeżenie? To nie ja przychodzę z ochroniarzem, obrażam, a potem odgrywam rolę przestraszonej księżniczki potrzebującej ratunku - westchnął cicho, wiedząc, że i tak przerodzi się to w większą kłótnię, awanturę, a może nawet wybuch niekontrolowanych emocji zakończony wyrzuceniem go z klubu przez jej ochroniarza. Choć wzbudzało to w nim mieszane uczucia, i tak go do niej ciągnęło. Wciąż miał nadzieję, że w końcu uda im się znaleźć wspólny język i zakończyć to spotkanie na neutralnych warunkach.
- Znikają? Inne plotki słyszałem od innych, ale masz rację, każdy znika, kiedy każdego traktujesz tak samo jak mnie - odparł, oczekując odpowiedzi. Czy tylko on był wyjątkiem, z którym trzeba było sobie radzić, wzywając ochronę, czy był to jej znak rozpoznawczy wobec wszystkich?
- Wiem, że jestem, ale nigdy nie wyróżniałem cię w tym gatunku. Nie patrzę na to w ten sposób. Zaproponowałem tobie… wam ugodę z własnej inicjatywy. Nigdy nie chciałem z tobą wygrać, bo nie o to mi chodziło - powiedział, czując narastające zakłopotanie. Oczywiście, jako prawnik pragnął, by każda sprawa rozstrzygała się na jego i klientów korzyść, ale w przypadku Charity znalazł się w sytuacji, w której porażka nie kosztowałaby go tego co zawsze. Nie chodziło już tylko o klientów, chodziło o uratowanie siebie, jej i ICH z tarapatów. Oczekiwał jedynie
w s p ó ł p r a c y z jej strony.
- Więc nie wiem skąd, jak i gdzie. Ale jeśli postawiłaś mnie na równi z tymi pustymi debilami, którzy nie traktują was poważnie, to muszę cię zmartwić. Siedzę naprzeciwko kogoś, kto byłby w stanie mnie pokonać w równej sprawie. I nie, nie chowam głowy w piasek ze strachu przed procesem. Po prostu miałem nadzieję, że ten jeden, jedyny raz mi zaufasz i załatwimy to wspólnie - powiedział wprost, z serca. Jeśli by mu na niej nie zależało, nie próbowałby ratować jej przed błędem, który czekałby ją, gdyby dalej trwała przy swojej uporczywości.
- A tego nie chcesz? Powiedz mi prosto w oczy, że nigdy nie myślałaś o nas w tej kwestii - zapytał, choć znał odpowiedź. Czuł się dziwnie jak nastolatek, który z jednej strony zabiega o względy partnerki, a z drugiej rękami i nogami broni się przed przyznaniem do własnej słabości. Na kolejne próby obrażania i poniżania zareagował jedynie cichym westchnieniem. Nie miał już siły wykrzykiwać jej swoich racji. Oczywiście mógł dalej odpierać ciosy, odpowiadając tym samym, lecz dawno przestał go interesować taki format rozmowy. Gdy usłyszał ostatnie pytanie skierowane w jego stronę, przełknął ślinę i powiedział wprost:
- Nie. Chciałbym spędzić ten czas z kobietą, do której mam słabość. Ale jeśli dalej zamierzasz mnie obrażać… proszę bardzo. Czekam.
Cherry Marshall