-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Poza tym oni są wredni i tylko tak gadają. Uwierzysz bardziej im niż nam? - dodała jeszcze, bo to był kolejny niezwykle ważny argument w tej dyskusji.
W końcu Sammy już im opowiadał o tym, że chłopcy z sierocińca często mu dokuczali, więc z pewnością nie mieli takiej mocy autorytetu jak jego przyszłe matki, które zdecydowanie chciały dla niego jak najlepiej. W dodatku przecież ich wiedza była tak rozległa, że na pewno wiedziały czy Mikołaj był prawdziwą osobą czy po prostu zmyślnym kłamstwem.
Widząc jak szczęśliwy był Samuel, gdy mógł nareszcie dopaść do sterty prezentów, nie mogła powstrzymać uśmiechu. Zerknęła jeszcze na narzeczoną, która wtulała się w jej ramię i wyciągnęła w jej kierunku dłoń, w której spoczywało małe pudełeczko.
- Święty Mikołaj nie zapomniał także o tobie... Wesołych świąt, kochanie - szepnęła tuż przy jej uchu nim sama złożyła pocałunek na jej policzku.
Była świadoma tego, że pewnie nasłucha się na temat tego, że nie miała nic przygotowywać, ale nie mogła się powstrzymać. Nie w momencie, gdy zobaczyła w sklepie jubilerskim komplet kolczyków i naszyjnik, które tak dobrze pasowały do pierścionka zaręczynowego, który podarowała koronerce podczas wakacji na Lesbos.
Ten cichy moment między nimi był rzecz jasna zakłócany przez dźwięki rozrywanego papieru prezentowego oraz pełne ekscytacji westchnięcia czy okrzyki Sama, który rozpakowywał swoje zabawki. Oczywiście musiały patrzeć na każda pojedynczą rzecz i wydawać się zaskoczone tym, że coś takiego w ogóle znalazło się pod ich choinką. W końcu jednak nadeszła pora na wspomnianą konsolę, która nie bez przyczyny znajdowała się w takim miejscu, aby młody sięgnął po nią możliwie jak najpóźniej, bo po niej większość prezentów nie robiłaby już takiego wrażenia.
- Jasne. Możemy zaraz ją podłączyć i zobaczyć czy znajdą się jakieś fajne gry - przytaknęła, bo właśnie takiego obrotu sprawy obie się spodziewały.
Nie zostało im zatem nic innego niż przeniesienie kartonu pod telewizor i powolne rozpakowanie konsoli, którą należało podłączyć do ekranu poprzez wejście HDMI. Nie potrzeba było wiele czasu, aby w końcu konsola zapaliła się po wciśnięciu przycisku na jednym z padów, a Evina w tym czasie włączyła telewizor, aby upewnić się czy na pewno wszystko było dobrze ustawione.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miller z uśmiechem obserwowała, jak chłopiec z nieskrywaną ekscytacją rozpakowuje kolejne prezenty, a papier szeleści pod jego niecierpliwymi palcami. Ta scena koiła ją bardziej, niż była gotowa przyznać. Dopiero głos narzeczonej sprowadził ją na ziemię. Zerknęła na Swanson, wyraźnie zbita z tropu, aż w końcu dostrzegła w jej dłoni niewielkie, eleganckie pudełeczko.
— Evina… — zaczęła pobłażliwym tonem. — Miałyśmy umowę — przypomniała ciszej. Ale co właściwie miała zrobić? Unieść się dumą i odmówić przyjęcia podarunku? Ostatecznie otworzyła pudełeczko, a jej oczom ukazały się kolczyki i naszyjnik. Biżuteria idealnie komponowała się z pierścionkiem zaręczynowym. — Naprawdę nie powinnaś… — mruknęła, choć w jej głosie zabrakło prawdziwego sprzeciwu. W podziękowaniu ujęła jej podbródek i musnęła usta i pociągnęła zębami za dolną wargę. — Są piękne, dziękuję. Ale na swój prezent będziesz musiała poczekać, aż ten gościu pójdzie spać — wyszeptała, wskazując na Sama, który już czekał na podłączenie konsoli i na razie nie zapowiadało się, żeby szybko wymiękł.
— Będzie Fortnite? — dopytywał Sammy, na co Zaylee zareagowała rozłożeniem rąk. Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia, o czym mówił. Niby robiła research, ale wciąż nie do końca orientowała się, czym interesowali się dziewięcioletni chłopcy. Szczególnie, jeśli chodziło o gry wideo.
— Przygotuję kakao i przyniosę pierniczki — wymigała się zręcznie, pozostawiając elektronikę w rękach Swanson. — Obiecuję, że postaram się nie spalić garnka — zapewniła, bo chociaż jej umiejętności kulinarne były poniżej poziomu morza, to potrafiła zagotować mleko bez wszczynania pożaru w kuchni. Nieprawdopodobne, ale jednak. — Sam, nie jesteś jeszcze głodny?
— No co ty, Zaylee — chłopiec machnął niedbale ręką. — My tutaj mamy teraz ważniejsze rzeczy do roboty — stwierdził poważnym tonem, przyglądając się, jak Evina sprawdza ustawienia telewizora, więc Miller nie pozostało nic innego, jak na zniknąć w pomieszczeniu obok, gdzie zajęła się przygotowaniem drobnego poczęstunku. Nawet ona wiedziała, że gamerzy musieli mieć jakieś przekąski, zanim całkiem zostaną pochłonięci przez wirtualną rzeczywistość.
Evina J. Swanson
-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiedziała, że Miller nie spodziewała się tego prezentu. W końcu faktycznie miały umowę, z której Evina postanowiła się nie wywiązać, ale sądząc po tonie głosu koronerki to ta nie miała jej tego szczególnie za złe. W końcu w tej kwestii intencje miała jak najbardziej czyste.
- Wyczekiwane prezenty są najlepsze - odpowiedziała szeptem, gdy tylko narzeczona odsunęła się od niej, pociągnąwszy wcześniej zębami za jej dolną wargę.
Najchętniej poświęciłaby jeszcze chwilę lub dwie na to, aby Zaylee mogła jej podziękować nieco bardziej wylewnie za podarowaną biżuterię, ale była świadoma tego, że zniecierpliwiony dziewięciolatek nie byłby w stanie tego znieść. Za bardzo ekscytowała go wizja odpalenia otrzymanej pod choinkę konsoli.
- Będzie Fortnite. Tylko nie przesadzaj od razu za bardzo z różnymi grami - odpowiedziała, kręcąc pobłażliwie głową.
Rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie w kierunku koronerki, która zniknęła w kuchni, aby przygotować dla wszystkich kakao. Jej z kolei przypadło o wiele bardziej niewdzięczne zadanie polegające na podłączeniu sprzętu oraz upewnieniu się, że wszystko działa jak należy.
- Ledwo zjedliśmy kolację. Nie przesadzaj - poparła jeszcze chłopca, bo faktycznie nie mieli jeszcze okazji zgłodnieć.
W końcu jednak wylądowali wspólnie na kanapie z padami w dłoniach, a Swanson powoli prowadziła chłopca przez pierwsze kroki, które musieli poczynić przy pierwszym odpaleniu konsoli, która wymagała skonfigurowania oraz zalogowania się na odpowiednie konto PlayStation, które rzecz jasna utworzone było na maila Eviny, a Samowi przyszło posiadanie profilu dla dzieci.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyjęła do wiadomości informację, że żadne z nich nie było głodne, chociaż dla samej Zaylee było to dziwne, bo jej samej wiecznie doskwierał głód. Dlatego w kuchni podjadła jeszcze trochę indyka i poprawiła dwoma pierniczkami, w międzyczasie zagotowując mleko na kakao, które przez chwilę nieuwagi, prawie wykipiało na kuchenkę. Zaklęła pod nosem, finalnie opanowując sytuację. Cóż, przynajmniej niczego nie spaliła.
— A są jakieś gry na dwóch graczy? — dopytywał Młody, kiedy wróciła do salonu, ustawiając na stoliku przygotowane słodkości. Po drodze kakao rozlało się na tacę, zostawiając ciemną smugę na jej brzegu. To był ewidentny dowód na to, że z Miller kelnerki nigdy nie będzie. — Bo chciałbym pograć też z tobą — dodał, spoglądając w stronę Eviny z wyraźną nadzieją w oczach.
Zaylee rozłożyła bezradnie ręce i uniosła brwi.
— A ze mną to nie? — zapytała, udając oburzoną. — Co, już mnie skreślasz jako przeciwnika? — przysiadła na oparciu, po czym dźgnęła Sama palcem pod żebra.
Chłopiec zakwiczał, podskakując na kanapie.
— Bo ty wolisz czytać książki i układać puzzle — podsumował i w sumie Miller nie mogła się z nim nie zgodzić. Co nie oznaczało, że chętnie nie spróbowałaby gry na konsoli. Zawsze to jakiś sposób, żeby utrzeć nosa narzeczonej, chociaż istniało spore prawdopodobieństwo, że ich wirtualna rywalizacja skończy się kłótnią.
Już planowały ze Swanson, żeby kupić Overcooked, a to przecież nie mogło skończyć się dobrze. Nie dość, że trzeba współpracować, to jeszcze gotować. To po prostu nie mogło się udać.
— Jacie, to się strasznie długo instaluje... — westchnął Sammy, przywierając policzkiem do ramienia Eviny. — Jakby nie można było po prostu włączyć i grać.
— Musisz uzbroić się w cierpliwość, Sam — pouczyła go Zaylee. — Czasem trzeba po prostu poczekać. Nie wszystko dzieje się w tempie, które nam odpowiada. Napij się lepiej, bo kakao ci stygnie.
— Nie lubię czekać — przyznał cicho, wydymając usta w podkówkę, ale posłusznie wyprostował się i sięgnął po kubek z gorącym napojem.
Miller posłała Swanson rozbawione spojrzenie. Tym zniecierpliwieniem również je przypominał, bo każda z nich miała z tym problem, tylko w różnych sytuacjach.
Evina J. Swanson
-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie dało się ukryć, że koronerka chyba miała podobne zapotrzebowanie na jedzenie i apetyt, co dorastający chłopak, ale całe szczęście mogła się poszczycić dobrą przemianą materii przez co pochłaniane posiłki nie odkładały się zbytnio w jej ciele. Evina była nieco inna. Często jadła dlatego, że po prostu powinna, bo nagle przypominała sobie, że od ostatniego posiłku dzieliły ją długie godziny. Zapominała jednak o tym, gdy tylko wpadała w ferwor swoich zajęć. Przynajmniej tyle dobrego, że teraz miała przy sobie kogoś kto dbał o jej pory karmienia.
- Powinno się znaleźć coś na dwóch graczy, ale chwilę ci zajmie zainstalowanie tego. Elfy w fabryce Mikołaja nie instalowały od razu gier tylko przygotowały ci nową i nierozpakowaną jeszcze konsolę pod choinkę - odpowiedziała i musiała naprawdę mocno uważać na słowa, aby nie wymsknęło jej się coś, co mogło sugerować, że tak naprawdę ten prezent pochodzi od nich.
Nie minęło tak wiele czasu nim w końcu Zaylee również do nich dołączyła z tacą, na której znajdowało się aromatyczne kakao. To znaczyło tyle, że zadanie jej nie przerosło. W końcu mleko było o wiele łatwiej przypalić niż wodę.
- Jestem pewna, że Zaylee popisałaby się też w grach konsolowych. Potem można pomyśleć o trzecim padzie, bo może znajdzie się coś w co moglibyśmy pograć wszyscy razem - zapowiedziała, bo pewnie i takie produkcje się znajdowały.
Robiąc swoisty research napotkała na opinie, że do wspólnego grania o wiele bardziej nadawała się konsola Nintendo, ale chyba wolała zakup stacjonarnej konsoli. Przynajmniej miały w ten sposób kontrolę nad tym ile czasu dziewięciolatek by przed nią spędził. W końcu nie mógł niezauważenie jej podprowadzić do swojego pokoju.
Z taką myślą objęła chłopca ramieniem i spojrzała ku narzeczonej, czekając na to aż pasek z pobieraniem gry w końcu się zapełni.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Szkoda — odezwał się Sam, kiedy Evina opowiedziała mu o Elfach w fabryce Mikołaja, a Miller uśmiechnęła się pod nosem. Narzeczona miała fantastyczny podejście do dzieci, mimo że ta często uważała inaczej. — Pewnie miały dużo pracy. Tak, jak wy — pokiwał ze zrozumieniem głową. Już niejednokrotnie odczuł na własnej skórze, że obie kobiety były mocno zapracowane, przez co ich spotkania musiały być przekładane. A jednak potrafiły wywiązać się z obietnic i zjawiły się na jego meczu, chociaż chłopiec wszedł na boisko dopiero pod koniec drugiej połowy. W dodatku jego drużyna przegrała, więc nie mogło obyć się bez ciastka na pocieszenie.
— A ten cały Fortnite... — Zaylee wyciągnęła rękę i zmierzwiła Młodemu włosy. — O co chodzi w tej grze? — zainteresowała się, bo szczerze mówiąc, zupełnie nie orientowała się, w co teraz grywały dzieciaki. Zresztą, skąd miała wiedzieć, skoro dopiero uczyła się, jak być rodzicem? Kiedy Sam z nimi zamieszka, na pewno obie ze Swanson będą na bieżąco, żeby kontrolować, w co dziewięciolatek gra i czym się interesuje.
— No jak to? Nie wiesz? — chłopiec wybałuszył na nią oczy. — Nooo, to taka gra, w której wchodzisz na taki wielki plac zabaw i nagle jesteś z innymi ludźmi. Wszyscy skaczą z latającego autobusu i spadają na wyspę. I możesz budować różne rzeczy! Ściany, schody albo całe fortece, żeby się schować przed innymi. A potem musisz szukać broni i strzelać do innych graczy, żeby wygrać. No i jak jesteś ostatni na wyspie, to wygrywasz i dostajesz taką fajną koronę albo punkty! — wyjaśnił, gestykulując przy tym zawzięcie.
Miller uniosła wysoko brwi i posłała narzeczonej, za którym czaiły się pewne wątpliwości. Cmoknęła i poprawiła się na podłokietniku kanapy.
— I to jest gra dla dzieci, tak? — zapytała, kierując słowa do Eviny, bo to oczywiste, że Młody natychmiast przytaknął skinieniem głowy. — Strzelanie i zabijanie innych graczy? — zmrużyła oczy, kiedy pasek instalacji dobiegł do końca i w końcu można było uruchomić grę. Jakoś niespecjalnie podobała jej się ta wizja. Jakby nie patrzeć, Fortnite promował przemoc i agresję, a musiały przecież pamiętać, że Sammy miał zaledwie dziewięć lat.
Evina J. Swanson
-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wyglądało na to, że chwilowo chłopiec łykał jak pelikan wszystko co tylko chciały mu rzucić. W końcu nie miał powodów do tego, aby im nie ufać. Elfy Mikołaja stały się zatem faktycznymi stworzeniami, które z pewnością miały ogrom pracy, aby przygotować prezenty dla wszystkich grzecznych dzieci i nie mogły zajmować się wgrywaniem gier na pojedyncze konsole.
- Są bardzo zapracowane. Pomyśl tylko ile na świecie jest dzieci, dla których muszą przygotować wymarzone prezenty - przytaknęła.
Przynajmniej w jego głosie nie było słychać szczególnego żalu, gdy mówił o tym, że one dwie również dużo pracują. To był niezaprzeczalny fakt. Samuel zdawał sobie sprawę z tego od samego początku i chociaż faktycznie mógł się o tym kilkukrotnie przekonać to starały się zawsze o to, aby jednak czuł, że jest dla nich ważny i będą obok tak często jak tylko były w stanie.
Miała wrażenie, że pytaniem o to czym jest gra, którą zainteresował się Sammy otworzą prawdziwą puszkę Pandory, a ten nie zamknie się ani na chwilę na temat tej konkretnej pozycji. Przede wszystkim jednak na pewno udało jej się wzbudzić oburzenie, że nie mają pojęcia o czym jest mowa. No i... rzecz jasna otrzymały całkiem dobre wyjaśnienie.
- Brzmi w zasadzie jak większość filmów czy gier - oceniła krótko Swanson, ale jednocześnie wyciągnęła telefon, aby szybko wygooglować grę i pokazać narzeczonej jak to wyglądało.
Nie można było mówić o przesadnym realizmie. Wszystko było utrzymane raczej w dziecięcej estetyce i zabawnym klimacie bez krwi i zbytniej realistycznej przemocy. Widziała jednak wspomnienie o mikrotransakcjach i już wiedziała, że na pewno będą musiały zadbać o to, aby podczas zakupów w sklepie na konsoli nie podawać ani nie zapisywać swoich danych do kart kredytowych.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Fakt, że gra, o której opowiedział jej Sammy, brzmiała niczym produkcje dla starszych dzieciaków, w niczym jej nie uspokoił. Wyciągnęła rękę, żeby przyjrzeć się lepiej włączonemu urywkowi z rozgrywki. Jakaś postać w dziwnym przebraniu skakała nienaturalnie wysoko, a potem jednym strzałem wyeliminowała postać innego gracza. Zaylee ściągnęła brwi.
— Mhm — mruknęła z wyraźnym niezadowoleniem, oddając komórkę narzeczonej. — Tylko że większość tych filmów i gier ma ograniczenia wiekowe — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Nie chciała, żeby Młody miał styczność z przesadną przemocą.
— Oj, Zaylee... — jęknął Sam, dając jej do zrozumienia, że ewidentnie przesadzała. — Popatrz tutaj mogę zrobić swoją postać — dodał, kiedy gra uruchomiła się, a on kliknął na padzie odpowiedni przycisk i przeszedł w tryb tworzenia. Od razu zaczął wybierać dostępne skórki, przełączając między teksturą a kolorami, za czym Miller kompletnie nie nadążała. A powinna, przecież wcale nie tak dawno grywała w Simsy. Co z tego, że wtedy miała jakieś czternaście lat.
W końcu chłopiec zsunął się z kanapy i usiadł przed telewizorem po turecku, co wiązało się z kolejnym pomrukiem niezadowolenia, ale Zaylee postanowiła tego nie komentować. Oczywiście przyszło jej to z trudem, ale przemawiała do niej argumentacja, że były święta, a on ekscytował się nowym prezentem. Dlatego zsunęła się z podłokietnika i przysunęła bliżej Swanson, po czym sięgnęła po jej rękę i zarzuciła ją sobie na ramię, aby móc się w nią wtulić. Było coś błogiego w tej rodzinnej atmosferze, do której przyzwyczajała się za każdym razem, kiedy gościły u siebie Sama.
— Naprawdę uważasz, że to w porządku? — zapytała, wskazując podbródkiem na ekran, bo Młody właśnie rozpoczynał swoją rozgrywkę. — Że w strzelaniu i zabijaniu dla frajdy nie ma nic złego? — podniosła na nią wzrok, chociaż kogo ona właściwie pytała o zdanie? Związała się z policjantką, która na co dzień nosiła przy sobie giwerę, więc jej zdaniem Swanson była po prostu nieobiektywna. — Wiem, co powiesz — dodała, zanim narzeczona zdążyła otworzyć usta. — To normalne, na topie i dzieciaki grają teraz w takie rzeczy. Jasne. Ale ona ma dziewięć lat — przypomniała. Nie chciała, żeby chłopiec się przebodźcował od nadmiaru kolorów i przeskakującego obrazu. Może trochę zapędziły się z tym kupnem konsoli i powinny zafundować mu takie prezent, kiedy na przyszłe święta albo na jeszcze następne?
Evina J. Swanson
-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chyba jeszcze musiały obie przejść przez rozmowę na temat ograniczeń wiekowych oraz tego na co powinny pozwalać Samowi. Obie zgadzały się zdecydowanie, co do tego, że nie należało go wystawiać na jakiekolwiek materiały z zawartością czy podtekstem seksualnym czy brutalne i realistyczne horrory, ale jeśli chodziło o przerysowaną i nieco bajkową przemoc to jeszcze nie doszły do porozumienia.
- Nie są to na pewno ograniczenia wiekowe dla dorosłych. Nie przesadzaj - mruknęła na tyle cicho, aby pochłonięty grą chłopiec nie bardzo miał możliwość je usłyszeć.
Nie chciała się sprzeczać przy dziecku i pokazywać mu, że nie były zgodne w takich kwestiach, bo potem mógłby to jedynie wykorzystywać przeciwko nim. Może nie teraz, ale w niedalekiej przyszłości już mogłoby dojść do czegoś podobnego.
Zadziwiało ją to jak szybko i sprawnie dziewięciolatek zaczął poruszać się po interfejsie gry. Zupełnie jakby był do tego zaprogramowany. Przez chwilę również podziwiała różne kolory i kształty sunące po ekranie, aby w końcu poczuć to jak narzeczona zsuwa się z podłokietnika kanapy, aby wcisnąć się na miejsce tuż obok i wtulić się w nią bezpardonowo.
Objęła ją mocniej ramieniem i już miała odpowiedzieć coś na jej uwagi, ale jak zwykle kobieta bezbłędnie przejrzała jej myśli i odgadła, co też miała do powiedzenia. Nie musiała nic komentować. Przez moment w zamyśleniu sięgnęła wolną dłonią do kolana narzeczonej i przeciągnęła palcami w kierunku jej biodra, delikatnie muskając przez materiał spodni jej udo.
- Tak nie wygląda prawdziwa przemoc... Zresztą wszędzie jej pełno - wymruczała blisko jej ucha, muskając delikatnie wargami jego płatek przy wypowiadaniu tych słów. - Jak wspomniałaś ma dziewięć lat. Nie pięć. W tym wieku jak najbardziej dzieciaki bawi strzelanie, zabawy w żołnierzy czy policjantów i tym podobne...
Nie widziała w tym nic zdrożnego. Kiedyś po prostu dzieci latały z kolorowymi pistoletami i strzelały do siebie z zabawkowych pistoletów. Teraz po prostu robiły to przez konsolę. Bardziej już mogłoby ją martwić to, że Sammy wejdzie w interakcje z nieodpowiednimi ludźmi jeśli tylko będzie grał z kimś przez internet.
Zerknęła na ekran telewizora, gdzie Sam właśnie biegał jak oszalały i starał się ustrzelić jakiegoś przeciwnika, co nie wychodziło mu do końca. Strzelał zbyt szybko i pudłował, nie mogąc dobrze wycelować, a tym samym jedynie zdradzał swoją pozycję dla innych... Musiał się jeszcze sporo nauczyć.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdy usta musnęły jej płatek ucha, świat zredukował się do oddechu przy skórze i dreszczu, który przebiegł wzdłuż kręgosłupa. Przymknęła powieki, bezwiednie wciskając dłoń między uda narzeczonej i dopiero po chwili dotarło do niej, że nie są same. Miller zesztywniała i instynktownie cofnęła rękę, nerwowo zerkając na Młodego. Na szczęście chłopiec był całkowicie pochłonięty rozgrywką.
— Dobrze, już dobrze — rzuciła dla świętego spokoju, chociaż wiedziała, że Swanson po prostu miała rację. To ona wyolbrzymiała i doszukiwała się we wszystkim nieodpowiednich treści dla dziewięciolatka. — Nie możesz tak robić — odwróciła głowę i spojrzała w oczy narzeczonej. — Wiesz, jak to na mnie działa — wyszeptała prosto w jej rozchylone usta, ale zaraz odsunęła się na bezpieczną odległość, żeby nie dać wodzić się na pokuszenie.
Postać, którą stworzył Samuel szalała po ekranie, co chwila ginąc i odradzając się w jakimś losowym miejscu, ale dzieciak przyjmował to nadzwyczaj spokojnie. Raz tylko mruknął pod nosem kurde, kiedy był bliski zdobycia jakiejś skrzynki, ale na prostej drodze ktoś go unicestwił.
— Wbiłem kolejny poziom! — ucieszył się, bo dzięki temu mógł przyodziać postaci nowe wdzianko. — Woah, patrzcie jaką dostałem broń! Widzicie? Cała czerwona! A jak się świeci, widzicie?!
— Widzimy — odezwała się Zaylee i musiała przyznać, że nowy shotgun robił wrażenie. Szczególnie, kiedy się podświetlał. — Sam, ale ty wiesz, że nie spędzisz przed telewizorem całej nocy? — upewniła, bo robiło się dosyć późno, a jeszcze miał się wykąpać.
— Co? — Młody nawet na nią nie zerknął, bo właśnie skakał po kolejną skrzynkę.
— Jeszcze pół godziny — zadecydowała Miller i posłała Evinie porozumiewawcze spojrzenie. Któraś z nich musiała być tą stanowczą, która czegoś zabrania i wydaje niefajne polecenie, bo podejrzewała, że Swanson pozwoliłaby mu spędzić na graniu pół nocy, argumentując to świętami i wolnym porankiem.
— Ale jak to? — jęknął Sam, wciskając pauzę. Odwrócił się i popatrzył na nie swoimi dużymi, niebieskimi oczami.
— Jutro też jest dzień — przypomniała tonem, który nie podlegał dyskusji. — Musisz się wyspać. Proszę cię, Sammy, nie każ mi recytować regułki, w której mówię ci, dlaczego sen dla dzieci w twoim wieku jest taki ważny. Już to przerabialiśmy — westchnęła, niezauważalnie sprzedając narzeczonej kuksańca, aby ta ją poparła. W końcu miała w tym też swój interes — im szybciej położą dzieciaka do łóżka, tym szybciej będą mogły się sobą zająć. A przecież Swanson musiała odebrać swój prezent, a ten wręcz prosił się, żeby go rozpakować.
Evina J. Swanson