Czy uważała, że Stanley Knox
wrzucał kiedykolwiek na luz?
Niekoniecznie.
Raczej wydawał się typem, który sztywno trzymał się zasad. Człowiekiem, dla którego wszystko musiało być dopięta na ostatni guzik, a jakakolwiek anomalia — niezależnie w jakiej formie — doprowadzała go do szału. A przecież w byciu
wyluzowanym w większości rozchodziło się o to, by nie przejmować sie niedogodnościami, by dać głowie odpocząć i nie nakręcać się o byle szczegół.
I gdyby Abigail chociaż na moment to przemyślała, zastanowiła się, zanim cokolwiek powiedziała, pewnie zostawiłaby to pytanie dla siebie. Tak samo zresztą jak komentarz w kierunku pacjenta na wózku. Bo przecież to miało na celu tylko i wyłącznie
rozluźnić nieco atmosferę. A nie jeszcze bardziej ją zagęścić. Szczególnie, że już po chwili Wallace dołożyła jeszcze do pieca, wchodząc do nie tej sali, co powinna.
Siódemka.
Była przekonana, że wchodzi do sali numer siedem.
Dopiero kiedy weszła do środka, a jej oczom ukazał się młody chłopaczek z zabandażowaną nogą, zrozumiała, że popełniła błąd. Niewielki. Szybki do naprawienia. W końcu co to za problem, żeby zapytać się pacjenta
jak się czuł i czy wszystko było w porządku, a potem wyjść? Ż a d e n. Przynajmniej dla niej. Bo jak się szybko okazało; dla Knoxa wręcz karygodny.
W pierwszej chwili usłyszała jego słowa, a zaraz potem poczuła jak chłodne palce zaciskają się na jej nadgarstku. Nawet nie dał jej szansy, by zareagować, bo już stali twarzą w twarz za drzwiami, na opustoszałym korytarzu, gdzie nie było nikogo, kto mógłby ją ocalić. A przydałoby się, bo w oczach Knoxa z łatwością dało się zobaczyć narastający gniew.
Kobieto, skup się.
Aż otworzyła szerzej oczy, słysząc te słowa. Serce w piersi zabiło niesamowicie szybko, a żołądek ścisnął się momentalnie, podsuwając obiad zjedzony dwie godziny temu tuż pod samo gardło.
Głos Knoxa wcale nie pomagał — był oschły, stanowczy i poirytowany, zupełnie inny od tego, jakim jeszcze chwile temu rozmawiali na poprzednim piętrze. Rugał ja od góry do dołu, gromiąc wzrokiem, jakby co najmniej podała pacjentowi złe leki lub podmieniła wyniki badań, kiedy w rzeczywistości przecież weszli jedynie do złej sali.
Jesteś miłą panią z recepcji czy lekarzem?
Chcesz zostać kardiochirurgiem, chyba o tym nie zapomniałaś?
Nie miała pojęcia skąd wzięło się u niego tyle jadu. Skąd przyszła ta nagła złość i poirytowanie. Wyrzucał z siebie słowa z tak wielkim żalem, że Abby musiała przygryźć policzek od środka, by przypadkiem nie wybuchnąć albo — co gorsza — nie rozpłakać się na jego oczach. Sama nie wiedziała, która z tych opcji była gorsza. A najchętniej to nie przekonywałaby się o żadnej.
Oczywiście, że była lekarzem. Chciała zostać kardiochirurgiem, ale nade wszystko chciała być
dobrym człowiekiem, e m p a t y c z n y m, który pomaga z serca a nie z obowiązku. Chociaż może nie powinna? Może powinna wyzbyć się wszelkich emocji, by stać się oschła jak Knox? By potem spoglądać na młodych rezydentów z wyższością i jebać ich od góry do dołu za najmniejszy błąd?
Bo to właśnie z nią robił.
Słowa, które w nią ciskał — chociaż po części uzasadnione — wcale nie powinny zostać wypowiedziane na głos. Nie w takiej formie. Nie używając tak wielu
okrutnych słów. Słów, które godziły ją prosto w śledzionie.
Serce waliło jej jak oszalałe, a w ustach pojawił się już metaliczny smak krwi, będący skutkiem nadmiernego podgryzania policzka, żeby przypadkiem mu nie odpyskować. Chociaż miała ochotę. Ogromną. Kurwa. Ochotę.
Zamiast tego spojrzała na jego dłoń, w której wciąż zaciskał jej drobny nadgarstek.
—
Możesz mnie puścić? — wydzeciła przez zęby, wwiercająć spojrzenie w jego niebieskie oczy. W tych Abby również można było zobaczyć ogień irytacji, chociaż ten jej był pomieszany z żalem i poczuciem niezrozumienia.
Uważała, że to co mówił było nie tylko mało profesjonalne ale i również niesprawiedliwe. Bo kto kurwa jawnie
g r o z i swoim rezydentom, że nie weźmie ich na żadną operację i — co gorsza —
zadba o to, żeby nikt inny również tego nie zrobił? Czy naprawdę wejście do złej sali było na tyle karygodne, by pozbawić ją możliwości praktykowania zawodu? Czy Knox aż tak jej nienawidził? Czy naprawdę miał za co? Oczywiście, że kurwa nie miał. I chociaż Wallace nie mogła mu odpyskować, odpowiedzieć, co naprawdę o nim w tej chwili myślała, miała chociaż nadzieje, że spojrzenie, które mu posłała — w te jego intensywnie niebieskie jak bezchmurne niebo oczy — jasno to przekazywało. Chociaż z drugiej strony miała też nadzieję, że wcale nie zauważył jej lekko wilgotnych spojówek.
Przełknęła głośno ślinę, spychając na koniec gardła zdanie, które cisnęło się na usta.
Pierdol się, Stanley.
—
W siódemce — rzuciła krótko, stanowczo, posyłając mu ostatnie, przeszywające spojrzenie, nim podeszła krok bliżej, a następnie wyminęła go i przeszła korytarzem dalej.
Dupek.
Pieprzony dupek.
Powtarzała w myślach, zaciskając dłoń w pięść. Miała dokładnie dwadzieścia trzy sekundy na ten cały gniew, bo zaraz potem weszła do sali, w której urzędował
odpowiedni Smith.
—
Doktor Wallace! — siedemdziesięcioletni mężczyzna uśmiechnął się od ucha do ucha, poprawiając na łóżku.
—
Cze… — zaczęła, jednak obecność Knoxa i słowa, które jej wcześniej nawrzucał w sekundę sprowadziły ją na ziemię. —
Dzień dobry. Jak się czujemy? Wszystko w porządku? — zmieniła ton na o wiele bardziej poważny, niż ten, którego zazwyczaj używała, co momentalnie zwróciło uwagę Hanka. Zaraz przeniósł spojrzenie na Stanleya. —
To doktor Knox. Jesteśmy tutaj, żeby pobrać ci krew do badania…
—
Ale przecież już dzisiaj mi pobierali.
—
Zgadza się, ale chcemy się upewnić, że wyniki na pewno są poprawne — taktyczna odpowiedź, by przypadkiem nie denerwować pacjenta, że jego cukier wyszedł tragiczny i mogło to opóźnić operacje.
—
W takim razie bierz, ile potrzebujesz — powoli wyciągnął dłoń spod kołdry i rozprostował ją w powietrzu. W pierwszej chwili Abby chciała się uśmiechnąć i pochwalić Smitha za entuzjazm, ale przecież nie miałą zamiaru znowu dostać reprymendy za
spoufalanie się. Zamiast tego po prostu odchrząknęła i spojrzała na chirurga.
—
Hank Smith. Z rozpoznanym tętniakiem aorty brzusznej o średnicy sześć i dwa centymetra. Przyjęty w trybie planowo-pilnym do operacji — odbędniła standardową prezentacje pacjenta, jaką wykonuje się zawsze podczas porannego obchodu i spojrzała wymownie na Knoxa. Nawet kurwa bez karteczki. Dalej będzie jej sugerował, że nie przykuwa uwagi do swojej pracy?
Stanley Knox