-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Z drugiej strony nie kłamał jakoś szczególnie, a lekko naginał fakty, które miały postawić Wallace w lepszym świetle, niż to było rzeczywiście. Znaczy, tak sobie to tłumaczył, bo inaczej sumienie nie dałoby mu spokoju, ale w gruncie rzeczy liczyło się większe dobro Smitha w tym wszystkim.
Reakcja Savannah sugerowała tylko jedno - misja zakończona sukcesem, a raczej przedstawienie zakończone, chociaż bez owacji na stojąco. Wielka szkoda, bo za takie odgrywanie ról to powinien być jakiś szpitalny Oscar czy inne Emmy's.
Knox odprowadził wzrokiem kobietę w głąb korytarza i sam odetchnął. Nie omieszkał również przetrzeć twarzy. W tym tempie to ja tu osiwieje.
Kiedy Savannah zniknęła w czeluściach szpitalnych zakamarków, Stanley przeniósł swoje spojrzenie w kierunku Abigail i nie powiedział ani słowa. Obserwował, może odrobinę w zbyt natrętny sposób, ale miała "wykazać się inicjatywą".
Mieli coś zrobić. W końcu obiecał to przed chwilą i miał zamiar tego dopilnować.
Dobrze, że całkiem szybko się zreflektowała, więc blondyn mógł jej pokiwać głową na potwierdzenie. Tak - mieli razem pójść tę krew pobrać. Lepiej by tego nie ujął.
Jako że "dowódczyni" podjęła decyzję, że mogą już ruszać, Stanley ruszył i skierował swoje kroki do windy. Ta była bezpieczną alternatywą, aby przypadkiem nie trafić ponownie na Savannah. Mieli wystarczająco dużo interakcji z tą kobietą na dzień dzisiejszy.
I o ile podróżowanie w ciszy mu nie przeszkadzało, tak mógł mu przeszkadzać ewidentny atak na jego przestrzeń osobistą.
Kiedy na niego wpadła, Knox automatycznie wyciągnął ręce, aby ją asekurować, tak że jego dłonie wylądowały na jej plecach - zupełnie jakby się miała zaraz przewrócić do tyłu.
Jego twarz mówiła momentami więcej, niż on sam, a w tej chwili jasno i klarownie pytała: co? To pytanie było skierowane tylko i wyłącznie do Abigail, chociaż nie było jej dane jeszcze odpowiedzieć...
... bo wtedy się zaczęło.
Karma przyszła szybko. Savannah miała pierdolona rację. Nie powinien był się wtrącać, ale on oczywiście był mądrzejszy i wiedział swoje. Musiał też stanąć w obronie uciśnionych. Bohater, kurwa, jego mać.
- Oho - dało się slyszec od drzwi - Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy?
Oczywiście, że nie. W czym mieliby przeszkadzać? We wpadaniu na inne osoby?
Kurwa mać, Emily.
Albo jednak przeszkadzali, bo teraz to na pewno nie uda się zachować spokoju ducha przez kilka najbliższych dni. Plotki będą chuczały na lewo i prawo. No pięknie.
Najwieksza plotkara wśród personelu i jeszcze widziała ich w nietypowej pozie - zupełnie jakby mogło łączyć ich cos więcej, niż relacja zawodowa.
A bo łączyło - wspólne kłamstwo.
I to też nie tak, że Abigail była jakaś brzydka, bo była bardzo urodziwą rezydentka, chociaż opinia Knoxa była poparta faktem, że był heteroseksualnym mezczyzna i oceniał inne kobiety jako naturalny odruch, więc to było tylko tyle i aż tyle.
Z drugiej strony chodziło mu o to, ze nie chciał miec żadnych problemów czy nie chciał słyszeć żadnych plotek na swój temat. On tu był profesjonalista i interesowały go relacje czyste zawodowe - byli tutaj, aby ratować ludzi, a nie w jakichś innych celach.
Stanley przełknął ciężko ślinę. Zamykajcie się, kurwa, szybciej, miejmy to już za sobą.
- He he, no ładnie, panie doktorze - odezwał się starszy mężczyzna na wózku - Nie przeszkadzajcie sobie, my tylko przejazdem - żartował - Ja też mam dwie piękne panie przy sobie, panie doktorze - spojrzał to na jedną, to na drugą pielęgniarke - Jakby pan chciał, to możemy się wymienić. Ja oddam panią Emily albo panią Zoe, a z chęcią zostanę odprowadzony przez taką blondyneczkę - aż zagwizdał pod nosem na widok Abby.
Knox ciężko westchnął i odchrząknął.
- My jesteśmy razem, wy jesteście razem - uniósł palec wskazujący do góry, aby to podkreślić.
- To znaczy, my nie jesteśmy razem, a mamy wspólną misje - szybko się jednak wycofał ze swoich słów.
- To znaczy, że wy macie swój punkt docelowy, a my mamy swój - zmieniał wersję jak w kalejdoskopie, aby jakoś się z tego wytłumaczyć. Bez większego trudu dało się zauważyć, jak Stanley się gubi, miota i rośnie mu gula w gardle.
- Ech - opuścił głowę w rezygnacji, przejeżdżając dłonią po twarzy. Brakowało mu już sił na to wszystko - Nie będzie żadnej wymiany. Mniejsza o to. Mamy pacjenta i tyle. Proszę zamykać te drzwi, naprawdę - poganiał już z tych nerwów.
Blondyn nawet nie wiedział, co się działo z Abigail w tej chwili, wszak był zajęty tłumaczeniem tej przedziwnej sytuacji, w której się znaleźli.
Niech ta winda już ruszy, błagam.
Trwało to jednak cała wieczność, a niebieskooki chciał zniknąć z tej windy, szpitala, dystryktu i może nawet miasta.
Szykowało się spokojne popołudnie, a teraz będzie musiał otworzyć flaszkę i wypalić z pół paczki papierosów z tego wszystkiego.
- I proszę nie gwizdać w kierunku lekarzy. Doktor Wallace nie jest pańską koleżanką aby mógł sobie pan pozwalać na takie rzeczy. Nie pomyślał pan, że może to ją obrazić lub ujmować jej osobie? - rzucił jeszcze reprymendą w kierunku starszego mężczyzny.
Potrzebuje papierosa. Tu i teraz... bo mnie zaraz popierdoli.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jakby niewystarczająco ujmującym na jej godności był fakt, że niekontrolowanie wpadła na Knoxa — chociaż winda była długa i szeroka — kiedy chciała mu podziękować, to jeszcze do środka musiały napatoczyć się pielęgniarki z pacjentem.
Nawet nie zauważyła momentu, w którym jego dłonie osadziły się na jej plecach w geście asekuracji, chociaż z boku faktycznie mogło to wyglądać co najmniej dwuznacznie. Zdążyła spojrzeć mu przelotnie w oczy, nim odskoczyła w bok jak oparzona.
Błąd
Teraz z pewnością wyglądała na osobę, która miała coś do ukrycia. Chociaż przecież miała. Co prawda nie to, co myślały pielęgniarki i facet na wózku, a raczej kłamstwo, które dzieliła z Knoxem, jednak tego akurat nie musieli wiedzieć.
Przeczesała nerwowo włosy, zarzucajać grubszy kosmyk za ucho, podczas gdy twarz odwróciła w stronę tablicy z przyciskami. WCALE nie dlatego, żeby nikt nie zwrócił uwagi na jej zaczerwienione policzki. Absolutnie. Było to spowodowane tylko i wyłącznie faktem, że musiała zebrać myśli, by w końcu się odezwać, chociaż jak bardzo szybko się okazało: wcale nie musiała. Facet na wózku zrobił to za nich.
Uśmiechnęła się szczerze, gdy zaczął typowe dla starszych ludzi gadki o pięknych kobietach i doborowym towarzystwie, chociaż sama do końca nie wiedziała, co myśleć o tych komentarzach związanych z nią i Knoxem. Jeszcze serdecznego pacjenta mogła mieć w głębokim poważaniu i to, co myślał, jednak już Emily i Zoe niekoniecznie. Szczególnie gdyby wziąć pod uwagę, że były to dwie największe plotkary w całym szpitalu. Każdy, kto chciał dowiedzieć się świeżych ploteczek wiedział, że trzeba z nimi usiąść podczas lunchu. Cóż, wszystko wskazywało na to, że na dzisiejszym podwieczorku też będą miały nowe ciekawostki do sprzedania.
Już miała się odezwać, że wcale nie przeszkadzało jej, żeby się zmienili. Emily z pewnością wyśmienicie pobrałaby krew, jak na pielęgniarkę przystało, a Wallace mogła odwieść faceta gdziekolwiek jechał, może chociaż to zmieniłoby temat rozmowy, jednak Knox okazał się szybszy… I niekoniecznie bardziej skuteczny.
Każde jego kolejne zdanie tylko ich pogrążało. Do tego stopnia, że Emily aż złapała więcej powietrza w płuca i wcale niewidocznie uderzyła Zoe udo, przewracając oczami.
Świetnie.
Po prostu, kurwa, świetnie
Zastanawiała się, czy było coś, co mogła dodać, by jakoś naprostować sytuacje, jednak zabrnęło to tak daleko, że nawet Wallace nie miała w sobie mocy przerobowej w całym swoim gadulstwie, by to jakkolwiek przegadać. Zamilkła więc, postukując rytmicznie palcami o wyniki badań, które wciąż ściskała przyciśnięte do piersi, podczas gdy winda jechała… powoli. Ślamazarnie wręcz, a przecież to było tylko jedno piętro. Przynajmniej dla nich.
Ruszyła z miejsca, kiedy drzwi w końcu zaczęły się otwierać, a na uwagę Knoxa w stronę pacjenta prychnęła głośno i nachyliła nad wózkiem.
— Proszę go nie słuchać — złapała spojrzenie mężczyzny i uśmiechnęła się ciepło. — Można na mnie gwizdać, wcale mnie to nie obraża — zaśmiała się, puszczając oczko do pacjenta. Facet aż się rozpromienił, mrucząc pod nosem do Emily i Zoe że one też powinny być takie przyjazne, a potem coś jeszcze, tylko Abby już wysiadała z winy i nie słyszała. Zobaczyła za to spojrzenie Stanleya, które posłał jej zaraz po wyjściu. No tak może nie powinna podważać jego zdania, ale z drugiej strony…
— Trochę luzu — wzruszyła ramionami, spoglądając przelotnie w intensywnie niebieskie oczy. — Facet już i tak wiedzie marne życie na wózku, mieszkając aktualnie w szpitalu. Niech ma trochę zabawy — nie miała racji? Może Wallace jeszcze była w tym wszystkim świeża. Nie spaczona chłodnymi murami szpitala, wciąż starała się do każdego pacjenta podchodzić indywidualnie i z empatią. Nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ciężkie dla głowy musiały być takie długotrwałe pobyty w szpitalu, szczególnie dla ludzi, którzy nie mieli za bardzo rodziny albo ludzi, którzy by ich odwiedzili. — Doktor kiedykolwiek wrzuca na luz? — dodała jeszcze zanim weszli do sali numer dziewięć, a ciemne oczy Smitha uniosły się do drzwi.
Stanley Knox
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
No chyba że jako sukces można uznać pierwsze miejsce w tygodniowym zestawieniu plotek i ploteczek. Stanley już widział te szepty i spojrzenia, które mówiły: "... bo Knox i Wallace to w windzie...". To w windzie co? Co niby takiego robili?
Nic nie robili - wykonywali swoje obowiązki i tyle. Tu była wielka kropka.
Ale może lepiej, że Abigail nie dorzuciła swoich pięciu groszy, bo by mogli się już pewnie pakować i składać wypowiedzenie. To znaczy Stanley by to zapewne zrobił, bo w życiu by się z tego nie wytłumaczył przed Harvickiem w razie jakichkolwiek pytań. Takie sytuacje trzeba było puścić w niepamięć i udawać, że nie miały miejsca, a może wręcz zacząć unikać drugiej strony - w tym przypadku Wallace.
Musiał to poważnie rozważyć.
Tak samo jak szpital powinien był rozważyć konserwację tej windy, bo działała zbyt wolno w sytuacji, która tego wymagała. Co by było, gdyby trzeba było szybko przemieścić się na pilną operację? Albo stałoby się coś gorszego?! No właśnie, co wtedy?
Czy próbował podciągnąć argumenty o opiece zdrowotnej pacjentów pod fakt, że chciał się z tej windy ulotnić? Oczywiście, że tak.
Diiing. Ich piętro. W końcu.
Wyszedł z windy, ale ktoś miał coś do dodania ewidentnie. Szkoda, że wcześniej taka wygadana nie byłaś.
Knox zmrużył oczy i poczekał na nią. Na szczęście nie długo, ale nie omieszkał jej posłać tego spojrzenia, które ewidentnie oceniało i robiło notatki.
- Nie muszę, bo niektórzy maja aż za dużo luzu i wypełniają te braki u innych - rzucił pod nosem, może lekko gburowatym tonem, ale już mu się po prostu przelewało. Jego wewnętrzny stan spokoju był deptany, zagłuszany i niszczony od dobrych kilku minut, a to wszystko za sprawą jednej, zdolnej osobistości.
O ile jeszcze przed chwilą był w roli jej protektora, tak teraz zdawał się przejść do drugiego obozu i powoli stawał obok osoby Savannah w tym wszystkim - też dążył do reprymendy.
A próba wejścia pod dziewiątkę sprawiło, że tego było za dużo.
Siódemka, Abigail, siódemka, kurwa jego mać.
Knox dostał właśnie ataku wewnętrznej padaczki, widząc, gdzie wchodzi Wallace.
Szybko jednak podążył za nią, aby wszystko wyjaśnić.
- Pani doktor? - zagadał młody chłopaczek z gipsem na nodze.
- Panie doktorze? - dorzucił niepewnie, widząc Stanleya, który wszedł po chwili.
- Przepraszam, Adamie, nastąpiła ewidentna pomyłka - mówiąc te słowa, wbił swoje spojrzenie w plecy Wallace, zupełnie jakby chciał je przewiercić na wylot.
- Pozwolisz, że za chwilę do Ciebie wrócę. Daj nam tylko kilka minut - poprosił, a chłopak kiwnął głową.
Fakt, nazwisko się zgadzało, ale to był Smith spod dziewiątki - pacjenta Knoxa. Abigail poszukiwała Smitha spod siódemki.
Zaraz złapał ją za nadgarstek i wyciągnął na korytarz, aby młodzieniec nie musiał być częścią tej reprymendy, która właśnie nadciągała.
Niebieskooki wyszedł na zewnątrz i upewnił się, że młoda rezydentka też tam była, a następnie zamknął drzwi do pokoju numer dziewięć.
- Kobieto, skup się. To jest dziewiątka. Dziewięć. Numer dziewięć. Nie osiem, nie dziesięć. Dziewięć - próbował trzymać się w ryzach, chociaż każda kolejna sekunda przybliżyła go do eksplozji - A ten Smith od cukru to gdzie leży? Na dziewiątce? Czy może przypadkiem na siódemce? A może to Savannah Ci zrobiła psikusa i go specjalnie przeniosła w ramach zemsty, co?
Była cieniutka niczym włos linia, a zapalnik tkwił w dłoniach Abigail.
- Jesteś miłą panią z recepcji czy lekarzem? Chcesz zostać kardiochirurgiem, chyba o tym nie zapomniałaś? - dodał, bo może jednak zapomniała - Pacjent ma Ciebie szanować, a nie sobie pozwalać. Co to za jakaś aprobata na gwizdy? Co to za jakieś doszukiwanie się drugiego dna? To nie jest Twój kolega, a nawet jakby był, to jesteś w pracy. Ratujesz ludziom życia, chociaż na razie to próbujesz to robić, a nie zabawiać. Jesteś lekarzem czy może przedszkolanką? A może zawodowym komikiem? Szkoda, że nie wiedziałem - wzruszył ramionami - Niech ma coś od życia? Ma: ratunek i pomoc, którą tu otrzyma, bo tego potrzebował. Jak sama nazwa wskazuje: szpital, nie pub, nie knajpa, nie jakiś kabaret. Pomoc medyczna, a nie szopkę czy błazenadę - mówiąc ten cały ciąg słów, wyciągnął palec wskazujący, który poruszał się przód-tył w rytmie jego kolejnych punktów programowych.
Twarz Knoxa przybrała taki wyraz, jakby dosłownie zabiła pacjenta. Nie żartował. Był śmiertelnie poważny, aż musiał zacisnąć wolną dłoń w pięść.
Mimo zdenerwowania, które teraz nim kierowało, nie podniósł jeszcze głosu i nie krzyczał, mimo że stali na środku jednego z najczęściej używanych korytarzy. Mówił tak, aby to tylko ona mogła to usłyszeć - przynajmniej na razie.
- Jeżeli dalej będziesz biegać z głową w chmurach, to ja Cie w życiu nie wezmę na asystenta podczas operacji, bo mi pacjenta załatwisz. Zadbam też, że żaden inny chirurg Cię nie weźmie i będziesz czekała ruski rok, aż Harvick się łaskawie zjawi i postanowi Cię wybrać. Tego chcesz? - zmrużył oczy, skupiając się w pełni na jej własnych - Naprawdę tego chcesz? Tyle Cię dzieli, aby stało się to prawdą - pokazał na palcach krótki dystans, aby mogła to sobie zobrazować.
Czy przesadzał? Być może tak, ale chciał pracować z ekspertami i wymagał od innych profesjonalnego zachowania czy fachowego podejścia do tematu. Nie miało znaczenia, że Abigail była świeżakiem - miała się dostosować do zmieniających się realiów.
Chociaż może zawiało trochę hipokryzją, skoro dopiero co ją bronił przed Savannah, a właśnie dostawała reprymendę większą, niż mogłaby otrzymać od swojej przełożonej.
- Zapytam jeszcze raz, ostatni raz. Dobrze się zastanów nad odpowiedzią, bo naprawdę zaraz może zrobić się tutaj nieciekawie - ostrzegł ją - Gdzie jest Smith? Innymi słowy: w jakim pokoju leży Smith, któremu trzeba ponownie zbadać cukier, aby upewnić się, że nie doszło do żadnej pomyłki i móc podjąć decyzję odnośnie operacji w dniu dzisiejszym? - wytłumaczył, powtarzając wszystko raz jeszcze, aby mogła to sobie przeanalizować. Mówiąc te słowa, podciągnął rękaw i spojrzał na zegarek. Czas leciał, chociaż Knox nie miał już zamiaru odliczać na głos. Ewidentnie stracił humor. Tik, tak...
Jej kolejna reakcja była fundamentem do tego, czy Stanley zaraz dostanie załamania nerwowego, czy jednak będzie mu dane dotrwać do tego papierosa.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niekoniecznie.
Raczej wydawał się typem, który sztywno trzymał się zasad. Człowiekiem, dla którego wszystko musiało być dopięta na ostatni guzik, a jakakolwiek anomalia — niezależnie w jakiej formie — doprowadzała go do szału. A przecież w byciu wyluzowanym w większości rozchodziło się o to, by nie przejmować sie niedogodnościami, by dać głowie odpocząć i nie nakręcać się o byle szczegół.
I gdyby Abigail chociaż na moment to przemyślała, zastanowiła się, zanim cokolwiek powiedziała, pewnie zostawiłaby to pytanie dla siebie. Tak samo zresztą jak komentarz w kierunku pacjenta na wózku. Bo przecież to miało na celu tylko i wyłącznie rozluźnić nieco atmosferę. A nie jeszcze bardziej ją zagęścić. Szczególnie, że już po chwili Wallace dołożyła jeszcze do pieca, wchodząc do nie tej sali, co powinna.
Siódemka.
Była przekonana, że wchodzi do sali numer siedem.
Dopiero kiedy weszła do środka, a jej oczom ukazał się młody chłopaczek z zabandażowaną nogą, zrozumiała, że popełniła błąd. Niewielki. Szybki do naprawienia. W końcu co to za problem, żeby zapytać się pacjenta jak się czuł i czy wszystko było w porządku, a potem wyjść? Ż a d e n. Przynajmniej dla niej. Bo jak się szybko okazało; dla Knoxa wręcz karygodny.
W pierwszej chwili usłyszała jego słowa, a zaraz potem poczuła jak chłodne palce zaciskają się na jej nadgarstku. Nawet nie dał jej szansy, by zareagować, bo już stali twarzą w twarz za drzwiami, na opustoszałym korytarzu, gdzie nie było nikogo, kto mógłby ją ocalić. A przydałoby się, bo w oczach Knoxa z łatwością dało się zobaczyć narastający gniew.
Kobieto, skup się.
Aż otworzyła szerzej oczy, słysząc te słowa. Serce w piersi zabiło niesamowicie szybko, a żołądek ścisnął się momentalnie, podsuwając obiad zjedzony dwie godziny temu tuż pod samo gardło.
Głos Knoxa wcale nie pomagał — był oschły, stanowczy i poirytowany, zupełnie inny od tego, jakim jeszcze chwile temu rozmawiali na poprzednim piętrze. Rugał ja od góry do dołu, gromiąc wzrokiem, jakby co najmniej podała pacjentowi złe leki lub podmieniła wyniki badań, kiedy w rzeczywistości przecież weszli jedynie do złej sali.
Jesteś miłą panią z recepcji czy lekarzem?
Chcesz zostać kardiochirurgiem, chyba o tym nie zapomniałaś?
Nie miała pojęcia skąd wzięło się u niego tyle jadu. Skąd przyszła ta nagła złość i poirytowanie. Wyrzucał z siebie słowa z tak wielkim żalem, że Abby musiała przygryźć policzek od środka, by przypadkiem nie wybuchnąć albo — co gorsza — nie rozpłakać się na jego oczach. Sama nie wiedziała, która z tych opcji była gorsza. A najchętniej to nie przekonywałaby się o żadnej.
Oczywiście, że była lekarzem. Chciała zostać kardiochirurgiem, ale nade wszystko chciała być dobrym człowiekiem, e m p a t y c z n y m, który pomaga z serca a nie z obowiązku. Chociaż może nie powinna? Może powinna wyzbyć się wszelkich emocji, by stać się oschła jak Knox? By potem spoglądać na młodych rezydentów z wyższością i jebać ich od góry do dołu za najmniejszy błąd?
Bo to właśnie z nią robił.
Słowa, które w nią ciskał — chociaż po części uzasadnione — wcale nie powinny zostać wypowiedziane na głos. Nie w takiej formie. Nie używając tak wielu okrutnych słów. Słów, które godziły ją prosto w śledzionie.
Serce waliło jej jak oszalałe, a w ustach pojawił się już metaliczny smak krwi, będący skutkiem nadmiernego podgryzania policzka, żeby przypadkiem mu nie odpyskować. Chociaż miała ochotę. Ogromną. Kurwa. Ochotę.
Zamiast tego spojrzała na jego dłoń, w której wciąż zaciskał jej drobny nadgarstek.
— Możesz mnie puścić? — wydzeciła przez zęby, wwiercająć spojrzenie w jego niebieskie oczy. W tych Abby również można było zobaczyć ogień irytacji, chociaż ten jej był pomieszany z żalem i poczuciem niezrozumienia.
Uważała, że to co mówił było nie tylko mało profesjonalne ale i również niesprawiedliwe. Bo kto kurwa jawnie g r o z i swoim rezydentom, że nie weźmie ich na żadną operację i — co gorsza — zadba o to, żeby nikt inny również tego nie zrobił? Czy naprawdę wejście do złej sali było na tyle karygodne, by pozbawić ją możliwości praktykowania zawodu? Czy Knox aż tak jej nienawidził? Czy naprawdę miał za co? Oczywiście, że kurwa nie miał. I chociaż Wallace nie mogła mu odpyskować, odpowiedzieć, co naprawdę o nim w tej chwili myślała, miała chociaż nadzieje, że spojrzenie, które mu posłała — w te jego intensywnie niebieskie jak bezchmurne niebo oczy — jasno to przekazywało. Chociaż z drugiej strony miała też nadzieję, że wcale nie zauważył jej lekko wilgotnych spojówek.
Przełknęła głośno ślinę, spychając na koniec gardła zdanie, które cisnęło się na usta.
Pierdol się, Stanley.
— W siódemce — rzuciła krótko, stanowczo, posyłając mu ostatnie, przeszywające spojrzenie, nim podeszła krok bliżej, a następnie wyminęła go i przeszła korytarzem dalej.
Dupek.
Pieprzony dupek.
Powtarzała w myślach, zaciskając dłoń w pięść. Miała dokładnie dwadzieścia trzy sekundy na ten cały gniew, bo zaraz potem weszła do sali, w której urzędował odpowiedni Smith.
— Doktor Wallace! — siedemdziesięcioletni mężczyzna uśmiechnął się od ucha do ucha, poprawiając na łóżku.
— Cze… — zaczęła, jednak obecność Knoxa i słowa, które jej wcześniej nawrzucał w sekundę sprowadziły ją na ziemię. — Dzień dobry. Jak się czujemy? Wszystko w porządku? — zmieniła ton na o wiele bardziej poważny, niż ten, którego zazwyczaj używała, co momentalnie zwróciło uwagę Hanka. Zaraz przeniósł spojrzenie na Stanleya. — To doktor Knox. Jesteśmy tutaj, żeby pobrać ci krew do badania…
— Ale przecież już dzisiaj mi pobierali.
— Zgadza się, ale chcemy się upewnić, że wyniki na pewno są poprawne — taktyczna odpowiedź, by przypadkiem nie denerwować pacjenta, że jego cukier wyszedł tragiczny i mogło to opóźnić operacje.
— W takim razie bierz, ile potrzebujesz — powoli wyciągnął dłoń spod kołdry i rozprostował ją w powietrzu. W pierwszej chwili Abby chciała się uśmiechnąć i pochwalić Smitha za entuzjazm, ale przecież nie miałą zamiaru znowu dostać reprymendy za spoufalanie się. Zamiast tego po prostu odchrząknęła i spojrzała na chirurga.
— Hank Smith. Z rozpoznanym tętniakiem aorty brzusznej o średnicy sześć i dwa centymetra. Przyjęty w trybie planowo-pilnym do operacji — odbędniła standardową prezentacje pacjenta, jaką wykonuje się zawsze podczas porannego obchodu i spojrzała wymownie na Knoxa. Nawet kurwa bez karteczki. Dalej będzie jej sugerował, że nie przykuwa uwagi do swojej pracy?
Stanley Knox
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Stanley nie wyniósł też dobrych nawyków z domu, gdzie był traktowany jako persona non grata, więc ciężko było mu się postawić w roli jakiegoś zmartwionego rodzica czy partnera. Dla niego to było obce założenie i nie posiadał w swoim słowniku definicji dla takich stwierdzeń jak „kochająca rodzina” czy nawet „wspierająca rodzina”. Pod tym względem był bardzo wybrakowany, a nawet upośledzony, chociaż krył to przed wszystkimi, bo nie chciał być uznany za tego „innego” czy „dziwnego”.
To jednak nie zwalniało go z prawidłowego podejścia do Wallace, którą potraktował po macoszemu, zrównując ją niemal z ziemią.
Z drugiej strony zdarzały mu się pojedyncze przypadki empatii w stosunku do pacjentów, a zwłaszcza dzieci, którym współczuł z całego serca, że musiały spędzać czas w szpitalu zamiast na beztroskich zabawach. To jednak był rzadki widok, niemal unikatowy, i można było je policzyć na palcach.
Mimo wszystko nie było to żadnym wytłumaczeniem na jego karygodne zachowanie.
Knox nie zdawał sobie nawet sprawy, że jego pięść zaciskała się na nadgarstku Abigail. Był święcie przekonany, że już go puścił, i dopiero jej słowa sprawiły, że rzeczywiście to zrobił. Może gdyby nie był tak skupiony na swoim rancie skierowanym do stojącej przed nim blondynki, to mógłby się szybciej zorientować.
Kurwa mać.
Zgodnie z jej prośbą, a wręcz spostrzeżeniem, poluzował ucisk, aby po chwili puścić jej nadgarstek luzem.
Nie zmieniło to jednak faktu, że dalej oczekiwał odpowiedzi na swoje pytanie, chociaż jego twarz zmieniła wyraz po jej małej uwadze. Teraz rysowała się na niej gorycz wymieszana z żalem. O ile to pierwsze dotyczyło jego zachowania, tak to drugie było spowodowane błyszczącymi oczami Wallace, które najprawdopodobniej uroniłyby łzy, gdyby ta reprymenda trwała dalej.
Przegiąłem. Teraz był już tego pewien.
Ale dalej nie odpuszczał. Nie był ulepiony z jakiejś kruchej gliny, aby teraz się poddać i błagać o wybaczenie. Nic z tych rzeczy.
- Można? Można - rzucił jeszcze w odpowiedzi. Ich oczy się przecięły, a powieka zadrgała - Brawo - dodał z małym przekąsem.
Kiedy Abigail go minęła, Stanley stał jeszcze chwilę w tej samej pozie. Opuścił głowę, przygryzł wargę i przejechał dłońmi po swojej twarzy.
Odjebałeś teraz. Pomyliła tylko drzwi...
Wbił swoje spojrzenie w salę z numerkiem dziewięć.
Ale to nadal był błąd, a te powinno się eliminować do poziomu zera.
W klasyczny dla siebie sposób próbował znaleźć wytłumaczenie, które by go usprawiedliwiło.
Nie mógł dalej się nad tym głowić w tym miejscu, bo miał pewną rezydentkę do przypilnowania. Wróci niedługo do domu, to będzie myślał, co z tym dzisiejszym wydarzeniem zrobić.
- Dzień dobry, panie Smith - przywitał się z nim, nie przedstawiając się samemu, bo uczyniła to Abigail.
Knox podszedł zaraz do okna, aby spojrzeć w kierunku ulicy. Teraz wszystko było lepszym widokiem niż kolejny pojedynek na wzrok z Wallace, bo jeszcze by zobaczyła, że mogło mu się zrobić trochę głupio.
Dłonią odsunął kawałek rolety, aby mieć jeszcze lepszy widok. Ale ludzie sobie chodzą, to dopiero ciekawe...
Dopiero kolejne słowa tej niesfornej adeptki sprawiły, że odwrócił się w jej kierunku i ich spojrzenia znowu się przecięły - któryś już raz tego dnia.
- Proszę w takim razie przystąpić do pobrania krwi - odpowiedział jej w iście formalnym stylu. Trochę jakby nic się nie wydarzyło, a wejście do tego pomieszczenia było jak wczytanie zapisu gry bez poprzednich decyzji fabularnych.
- Panie Smith, proszę mi odpowiedzieć na kilka pytań - przeniósł swoje zainteresowanie z blondynki w kierunku pacjenta. W końcu to nie ona tu grała główne skrzypce.
- Jakieś inne powikłania, choroby? - zapytał go, podchodząc bliżej niego - Zespół Marfana? Niedomykalność zastawki aortalnej? - dodał, rozglądając się za jakąś opisówką przy jego łóżku. Mimo że Knox nie podejmował ostatecznej decyzji o tym, czy starszy mężczyzna może trafić dzisiaj pod skalpel, to mógł rzucić słowem u kierownika oddziału, aby miał na uwadze X czy Y.
- Tytoń? Dieta? Ciśnienie w normie? Uprawia pan jakiś sport? - kontynuował wywiad. Knox chciał się upewnić co do tego, jakie istnieją rokowania dla niego, jeżeli jednak tej operacji nie udałoby się dzisiaj przeprowadzić. Gdyby się okazało, że cukier jest zbyt wysoki, a istnieje zwiększone ryzyko pęknięcia tętniaka, to musieliby go operować bez zważania na jego cukier.
- Proszę powiedzieć jeszcze jedno. Kto jest pańskim lekarzem prowadzącym? I czy wcześniej pan się zgłaszał ze swoją dolegliwością do jakiejś placówki medycznej? - zakończył na razie serię pytań.
6 i 2 centymetra tętniaka. On był ogromny, a decyzję o jego wycięciu powinno się podjąć o centymetr wcześniej. Ktoś tutaj ewidentnie nie dopilnował swojego lekarskiego obowiązku albo ktoś ignorował pierwsze symptomy. Stanley miał zaraz to wybadać.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ba, nawet nie chciało jej się więcej z nim rozmawiać, jeśli tylko nie nadarzy się taka potrzeba. Knox wystarczająco pokazał swoimi słowami, gdzie było jej miejsce — czyli na szarym końcu hierarchii tego szpitala — i nie miała więcej zamiaru tego podważać. Szczególnie, kiedy jasno podkreślił, że jeszcze jeden występek i załatwi jej zakaz na salę operacyjną. Miejsce, gdzie każdy rezydent chciał finalnie skończyć. Operacje były najwyższą formą nagrody i to właśnie tam szło się najwięcej nauczyć, jeśli chodzi o praktykę. W końcu człowiek mógł przeczytać setki książek o budowie serca, obejrzeć masę filmików instruktażowych i z operacji, ale przecież to kiedy miało się je przed sobą
Albo marnym rezydentem tak, jak czuła się teraz, kiedy stojąc w niewielkim pomieszczeniu wysłuchiwała poleceń Knoxa.
Pewnym krokiem podeszła do niewielkiego stoliczka, przy którym znajdowały się wszelkie przybory medyczne. Przygotowała metalową tackę, na której umieściła igły, odpowiednie probówki, gaziki, płyn do dezynfekcji oraz zieloną opaskę uciskową i ruszyła do łóżka Smitha. Przeczekała grzecznie, aż pacjent odpowie na pierwszą serie pytań Knoxa, nim się odezwała, co by przypadkiem potem się jej nie dostało, że przeszkadza w zbieraniu wywiadu.
— Rozluźniamy rękę — uśmiechnęła się ciepło, przysuwając sobie obrotowy stołek. Uniosła w górę palce, a zaraz potem umieściła je na zgłębieniu w zgięciu łokcia. Delikatnie przesunęła nimi wzdłuż skóry w ekspresowym tempie odnajdując odpowiednią żyłę. — Tą weźmiemy — mruknęła bardziej do siebie niż kogokolwiek innego, jednak Smith od razu podłapał temat rzucił tekstem w stylu Doktor Wallace, to może brać którą tylko chce. Nie odpowiedziała. Zacisnęła zęby i spojrzała jedynie przelotnie na Knoxa, który intensywnie się jej przyglądał znad karty pacjenta. Chyba dopiero teraz wychodzi, jak luźne stosunki miała z większą ilością pacjentów. Ups?
Westchnęła głośno i zabrała się za zakładanie opaski uciskowej. Skóra odpowiednio się naprężyła, a jedna z żył nakreśliła się jeszcze wyraźniej. A potem już kolejno: odpowiednio zdezynfekowała miejsce pobrania, przetarła gazikiem i przebiła skórę pewnym, krótkim ruchem. Abby może i pod wieloma względami była chotyczna, robiła głupoty, jednak kiedy wykonywała faktyczną czynność, skupiała się na niej w stu procentach. Praktycznie odcinała od rzeczywistości. Tak jak w tamtej chwili.
Ciemnoczerwona krew płynnie spłynęła do probówki. A potem kolejnej. I kolejnej.
— No i super — rzuciła w końcu, prostując się i wyciągająć igłę. — I trzymamy, jak zawsze — docisnęła gazik, przekazując go pod dłoń Smitha, a następnie nakleiła na niego niewielki, biały plaster. Pacjent jedynie się uśmiechnął. Cóż, była to miła odmiana, bo kiedy jej wzrok powędrował w stronę Knoxa, ten był od tego zdecydowanie daleki.
— Coś jeszcze, Doktorze? — dopytała, gdyby chciał od niej wykonania jeszcze jakiegoś badania bądź informacji. Jej ton był chłodny, wciąż profesjonalny. Wstała z miejsce i posprzątała przybory, by już po chwili stanąć przed Knoxem. — Bo jeśli nie, pójdę zanieść próbki do badania.
Stanley Knox
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Innymi słowy "miał znajomości", a każdy, kto posiadał jakiekolwiek "plecy", był w lepszej pozycji od innych.
To jednak nie było w tej chwili najważniejsze, bo liczyło się zdrowie Smitha spod siódemki. Odpowiedź, którą otrzymali, zaprzeczała innym powikłaniom czy chorobom. Hank też nie palił - już nie palił, bo rzucił ze względu na swoją przypadłość. Dietę stosował po sterroryzowaniu przez żonę, a ciśnienie miał w normie. Z aktywności fizycznej wybierał spacery, które stanowiły ważny punkt jego porządku dziennego.
Pierwsza część odpowiedzi napawała optymizmem. Druga trochę mniej.
Jego lekarzem prowadzącym w Mount Sinai była doktor Lawrence - specjalistka i kobieta z wielkim doświadczeniem oraz zaangażowaniem, więc Stanley nie martwił się o dobór osoby sprawującej pieczę nad jego życiem.
Obawiał się za to faktu, że mężczyzna zgłosił się ze swoją przypadłością do jakiejś przychodni na prowincji, a tam odesłano go z kwitkiem do domu. Nikt nie pokwapił się na sprawdzenie jego stanu, argumentując, że "powinno samo przejść" i "nie jest to nic poważnego". Jak widać, to było tak mało pilne, że aż musiał wylądować w ich szpitalu w stanie wymagającym pilnej interwencji chirurgicznej, a pomyśleć, że przyjechał tylko w odwiedziny do córki.
- Dobrze. Dziękuję. Tyle informacji nam na razie wystarczy - kiwnął głową w kierunku mężczyzny, skupiając się na jego karcie. Nie omieszkał jednak bacznie obserwować działań Abigail, podnosząc co jakiś czas wzrok w jej kierunku. Można było stwierdzić, że dosłownie patrzył jej na ręce i na to, co robiła.
W gruncie rzeczy karta była tylko grą, aby nie czuła presji, że ktoś ją obserwuje. Ciekawe tylko, jak mogła nie czuć presji, jak przed chwilą została sprowadzona do parteru. No cóż, odpowiedzi na to nie znał.
Nie przeszkadzało mu to jednak w tym, aby kontynuować swoją obserwację. Był ciekaw, jak jej pójdzie to całe pobieranie krwi.
Chcąc lub nie chcąc, musiał przyznać, że szło jej bardzo dobrze. Knox mógłby się nawet pokusić o stwierdzenie, że poszło jej wzorowo, a może nawet książkowo. Ba! Lepiej, niż to opisywali w tych podręcznikach. Powinni byli nagrać krótki filmik tutorialowy, który tłumaczyłby innym adeptom, w jaki sposób powinno się pobierać krew.
Stanley dalej nie wierzył. Musiał aż zamrugać kilkukrotnie, aby upewnić się, że nie śnił. Wszystko wskazywało, że nie, i rzeczywiście uwinęła się z tym lepiej, niż niejedna pielęgniarka. Imponujące.
O ile jeszcze kilka minut temu na jego twarzy była cała gama emocji, chociaż raczej tych negatywnych, tak teraz było pełne zdziwienie i lekki szok.
- Wydaje mi się, że nie, doktor Wallace - odpowiedział równie profesjonalnie, chociaż dla niego nie było to niczym nowym - Brzmi to bardzo rozsądnie. Proszę tylko im podkreślić, że ta próbówka ma być sprawdzona priorytetowo - dodał jeszcze w kierunku Abigail, podnosząc w tym samym czasie rękaw, aby sprawdzić godzinę.
Późno już.
- Panie Smith, to była czysta przyjemność. Mam nadzieję, że krew pobrana przez panią doktor wykaże odpowiednie wyniki, a specjaliści szybko się uwiną z ich przygotowaniem - mówiąc te słowa, odłożył kartę pacjenta na swoje miejsce - Bo jeżeli tak będzie, to jeszcze dzisiaj przyjdzie doktor Lawrence i ustali z Panem wszystkie szczegóły - przedstawił sprawę jasno i klarownie. Tak mu się przynajmniej wydawało.
- Nie pozostaje mi w takim razie nic innego, jak życzyć miłego dnia i oddalić się w swoją stronę - przeniósł spojrzenie na Wallace - Pani doktor również - i uśmiechnął się na ułamek sekundy, a później czym prędzej ruszył do drzwi, aby pójść się przebrać.
Knox powinien był skończyć dyżur dobre 15 minut temu, a nadal tkwił w szpitalu. To jednak był jego najmniejszy problem, ponieważ kolejne kilka godzin spędzi zapewne na analizowaniu sytuacji z korytarza.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Krew pobrała jak zawsze nienagannie. Lubiła to. Jeszcze na studiach, gdy wybierała ścieżkę kariery rozważała pielęgniarstwo, jednak finalnie ambicje nie pozwoliły jej zatrzymać się jedynie na asystowaniu. Abby chciała wykonywać operacje, być dosłownie rękami, które leczą, a nie tylko tymi, które podpinają wenflony i podają skalpel, chociaż oczywiście każda rola na sali była istotna.
Upewniła się jeszcze, że z pacjentem wszystko dobrze, a następnie umieściła pobrane próbki na odpowiedniej podstawce, by zaraz zanieść je do dalszej diagnozy. Wcześniej jednak spojrzała na Knoxa.
Oczekiwała kolejnej reprymendy?
Może.
Po jego wcześniejszym wybuchu mogła się po nim spodziewać dosłownie wszystkiego. Może trzymałą igłe pod złym kątem, pobrała o milimetr za mało krwi, albo po prostu spojrzała zbyt miło na pacjenta? Bóg jeden wiedział, co chodziło po głowie lekarzowi chirurgii.
W tej Wallace natomiast zrodziła się niemała niechęć do wspomnianego osobnika. Nie była pamiętną osobą, a jednak słowa, które wypowiedział w jej stronę zakleszczyły się głęboko w jej głowie, pozostawiając po sobie szczery niesmak. I jak jeszcze na początku ich spotkania myślała, że będą w stanie się dogadać, tak teraz była przekonana, że to raczej nie nastąpi. Za bardzo się od siebie różnili — charakterem ale i poglądami i podejściem do pracy. Może to Abby było jeszcze zbyt dziecinne na chłodne mury szpitala — trudno. Czas to wszystko zweryfikuje.
— Świetnie — rzuciła w końcu, kiedy Knox oznajmił, że mogła się już oddalić. — W takim razie życzę miłego dnia — dodała pod nosem i po raz ostatni spojrzała w niebieskie oczy lekarza, nim pożegnała się z pacjentem i również wyszła z sali numer siedem.
Oddała próbki do badania i faktycznie jak się potem okazało; wyniki były zupełnie inne. Cukier — chociaż wysoki — na spokojnie kwalifikował się do operacji, którą doktor Lawrence zaplanowała na jeszcze tego samego dnia. Więc wychodzi na to, że to ich przypadkowe spotkanie i chaos jaki wokół siebie wytworzyli jednak nie był tak bardzo po nic. Chociaż tyle.
Stanley Knox