ODPOWIEDZ
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Nie było tajemnicą, że Jamie była dość samotnym elementem tej śmiesznej, poszerzonej koreańskiej rodziny. Po śmierci mamy okazało się, że właściwie nie ma nikogo bliskiego. Związki, w których była umierały, jak tylko okazywało się, że była przepracowana, a wieczorami z trudem znajdowała czas, żeby pomalować sobie paznokcie, a co dopiero na randki. Minęło już kilka lat, ale dalej samotne święta sprawiały, że Jamie bardzo smutniała i potrafiła być drażliwa już na miesiąc przed. Dlatego tak bardzo cieszyła się, odkąd w życiu Elle pojawiła się Rin, bo jakoś tak łatwiej jej było zgodzić się na zaproszenie tej strony rodziny od Elle. Mamy obu dziewczyn były siostrami, z tego co pamiętam, więc dziewczęta zawsze były blisko, trochę jak siostry, ale mimo to, przez pierwsze lata Jamie czuła się trochę jak kula u nogi, przychodząc na Wigilię do do rodziny Sonów.
Kiedy dziewczęta zaczęły zapraszać gości do siebie było jakoś łatwiej. A może po prostu poradziła sobie z żałobą? Parkowe kobitki były ze sobą bardzo blisko, żeby nie powiedzieć, że za blisko. Jamie była od niej trochę emocjonalnie uzależniona i na pewno takie sprawy wymagały czasu, by się z nimi uporać.... Natomiast moje pisanie idzie w zupełnie nie tą stronę, w którą powinno.
Bowiem były święta! I Jamie cieszyła się na nie, jak nigdy. Upieczone blachy ciast, oraz inne słodkości, które zazwyczaj przygotowywała zostały przetransportowane z pomocą taksówki i teraz chętnie pomagała w kuchni z przygotowaniem reszty kolacji. Ja sobie wyobrażam to tak, że w domu było pełno członków obu rodzin i takie wielkie święta, ale nie chcę Wam się w nic wtryniać, więc poczekam może na Wasz opis tego, jak wyglądają święta u Austinów?
outfit

Rin Austin Elle Son-Austin
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
27 y/o
For good luck!
172 cm
współwłaścicielka Lumineaux Jewel Atelier
Awatar użytkownika
You're my soulmate. You feel familiar, like someone I have known since before. You are at the back of my mind always.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

outfit

Rin kiedyś nie zależało zbytnio na świętach. Znaczy to nie tak, że ich nie lubiła. Spędzanie czasu z rodziną było fantastyczne do momentu, w którym ojciec nie spraszał potencjalnych przyszłych zięciów. Jak było rodzinnie to było spoko! Potem związała się z Noelle i święta zaczęły być dużo przyjemniejsze jeśli się spędzało je z drugą połówką. Szczególnie, że rodzice Elle przyjęli Rin do rodziny i nie było żadnych nieprzyjemnych sytuacji. Rin dużo bardziej wolała spędzić święta z rodziną Son niż z własną, chociaż dla matki wpadały zawsze z wizyta na te ładnych kilka godzin!
Te święta były jednak wyjątkowe z tego powodu, że dziewczyny świętowały je pierwszy raz jako małżeństwo. Może dla kogoś z zewnątrz to nic wielkiego, ale dla Rin to było wyjątkowe. Dziewczyny jak zwykle na święta zaprosiły część rodziny Elle oraz matkę i rodzeństwo Rin. Nie było jakoś dużo ludzi, ale wystarczająco by Austin nie dostała pierdolca z ilością, bo jednak wolała jak było kameralnie a nie milion ludzi. Ogólnie miała zakaz zbliżania się do kuchni, bo jak wszem i wobec wiadomo ona nie potrafiła gotować. Prędzej by podjadała niż cokolwiek innego, więc przygotowania zostawiła żonie i reszcie pań, które akurat się na tym znały. Po co ma się kręcić pod nogami i przeszkadzać, chociaż nie omieszkała wbić by skraść całusa czy dwa Elle przez co dostała od własnej matki po łbie.
Ostatecznie jednak pomagała ogarnąć przy stole, bo nie chciała być tak okropnie nieużyteczna, chociaż brat wołał ją do konsoli, którą sobie niedawno sprawiła, by z nim pograła i zostawiła dorosłych w spokoju.

Elle Son-Austin Jamie Park
27 y/o
For good luck!
170 cm
nauczycielka muzyki w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I'm just a love machine
And I won't work for nobody but you,
I'm just a love machine,
A huggin', kissin' fiend.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

stylówka

Jamie zawsze była zapraszana na święta do rodziców Elle, ale Noelle była w stanie zrozumieć, że miała jakieś tam wewnętrzne opory przed przychodzeniem do nich i zwykle jednak się od tego wykręcała. Sama nie była typem człowieka, który chciałby zmuszać ludzi do czegoś, co im się nie podobało, więc nigdy nie próbowała na siłę zaciągnąć Jamie na rodzinną Wigilię. Uważała, że dziewczyna sama musi chcieć przyjść, bo inaczej będzie to robienie czegoś wbrew niej, a na takie naruszanie postawionych granic Elle się nie godziła, ani w stosunku do siebie, ani w stosunku do innych.
Jeśli chodzi o Elle, to ona również była podekscytowana tymi świętami właśnie ze względu na to, że po raz pierwszy obchodziły je jako małżeństwo. To chyba ta świadomość, że są już razem od lat, a w dodatku że są związane ślubną przysięgą i jeszcze to wszystko w połączeniu z ogólną świąteczną atmosferą sprawiało, że tego dnia Elle krzątała się po kuchni i przygotowywała kilka rzeczy na raz, niczym dobrze naoliwiona maszyna. Zależało jej na tym, żeby wszystko było ładnie przygotowane, tak jak zależało jej na tym, żeby wszystkim smakowało - zarówno jej lubej, kuzynce Jamie, mamie Rin, no i oczywiście jej rodzicom. Podobno jak Rin co jakiś czas do kuchni wpadał tata Noelle, żeby objąć żonę, cmoknąć ją w policzek lub po prostu trochę poprzeszkadzać, udając, że pomaga. Elle chichotała wtedy pod nosem, z jednej strony rozczulona tym widokiem, a z drugiej szczęśliwa, że ona sama odnalazła miłość tak wielką i prawdziwą, jak miłość jej rodziców.
Po jakimś czasie przygotowań Elle przyniosła do części jadalnej półmisek z koreańskimi, smażonymi plackami Jeon, po czym stawiając go na środku stołu klasnęła w dłonie i wydała polecenia:
- Tato, idź do kuchni i przynieś indyka. A ty, słoneczko, zgarnij wołowinę. - uśmiechnęła się szeroko do obecnych w domu gości, do swojej rodziny, i tej z urodzenia, i tej nabytej. - Jamie, pomożesz mi wybrać jakieś odpowiednie trunki do kolacji?

Jamie Park Rin Austin
palermo
kierowanie moją postacią, wieczne śmieszki, fatalna interpunkcja i ortografia
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

To nie tak, że nie lubiła spędzać świąt z rodziną Elle, po prostu czuła się tam jak na przylepkę. A tutaj, kiedy to było pierwszy raz u ukochanych dziewczyn, było jakoś lepiej. Nowe miejsce, nowe zwyczaje, które można było zbudować. W naturalny sposób łączyły się tutaj zwyczaje Rin, Elle i Jamie też mogła jakieś swoje drobiazgi przemycić, które sprawiały, że czuła się jakby była w domu. No i nie krępowała się, żeby przenocować i nacieszyć się świątecznym porankiem, pełnym prezentów. W końcu wszyscy wiedzą, że Mikołaj przychodzi w nocy, a nie zaraz po kolacji wigilijnej.
Dlatego w tym roku podchodziła do wszystkiego z sobie wrodzoną radością i entuzjazmem. Zupełnie jakby czuła, że przez to, że te święta będą inne, inny też będzie Nowy Rok i cały przyszły rok.
- Myślisz, że jestem właściwą do tego osobą? Ostatnio chciałam podać białe wino do pieczeni. - uśmiechnęła się pod nosem ruszając w kierunku "piwniczki" z winami.
Spodziewając się kolejnej takiej sytuacji trochę się wyedukowała w tym temacie, więc mogła rzeczywiście dobrać odpowiedni alkohol do kolacji.
Miło było oglądać z boku jak wyglądało wspólne życie dość dużej rodziny. Tak, dziewczęta miały własny dom, ale jednak były teraz takim naturalnym punktem grawitacyjnym, który ściągał w ich okolicę wszystkie wolne, rodzinne elektrony. Spora ilość ludzi na święta sprawiała, że Jamie miała uczucie, jakby siedziała przy kominku. Było przytulnie. Ciepło. Domowo. Tak, jak powinny wyglądać święta. Bez tęsknoty i zastanawiania się nad tym, czy nie zmarnowała kolejnego roku na samotność. Z resztą w tym roku Jamie miała za co dziękować. Zmiany na przestrzeni ostatnich miesięcy naprawdę poprawiały jej humor.

Rin Austin Elle Son-Austin
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
27 y/o
For good luck!
172 cm
współwłaścicielka Lumineaux Jewel Atelier
Awatar użytkownika
You're my soulmate. You feel familiar, like someone I have known since before. You are at the back of my mind always.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spędzanie świąt w takim gronie a nie innym było przyjemne i godna zapamiętania. Rin miała wokół siebie ludzi, na których jej zależało i to było w tym wszystkim najfajniejsze. Nie było spięć między rodzinami i zgrzytów (poza ojcem Rin, który i tak nie zamierzał z nimi spędzać świąt).
Rin nie potrafiła usiedzieć w miejscu i chociaż nie nadawała się do kuchni i zaglądała tam by przeszkadzać to jednak nosiło ją po całym domu. Dobrze chociaż, że psy nie kręciły się tak mocno pod nogami, bo to już byłby kompletny chaos. Rin dokuczała wszystkim dookoła z radością pięcioletniego dzieciaka. A to matce chuchnęła w ucho, a to cmoknęła Elle w policzek czy wbiła palucha od żebro Jamie.
Ostatecznie zostało jej pogrożone nożem, więc usunęła się i faktycznie poszła grać chwilę na konsoli z bratem, który z nimi te święta spędzał. Zapachy z kuchni dochodziły do Rin i sprawiały, że zaczynało jej mocno burczeć w brzuchu. Jak się nie pośpieszą z tym wszystkim to Rin wciągnie na szybko jakąś kanapkę by chociaż odrobinę zaspokoić głód. Chwilowo z bratem grali i wciągali popcorn.
Głos Elle sprawił, ze oderwała wzrok od ekranu tym samym przegrywając walkę. -Tak jest - zasalutowała i ruszyła do kuchni jeszcze wcześniej rzucając w brata padem, bo ten rzucił krótkie 'pantofel'.
Przyniosła wołowinę i pomagała ze wszystkim innym kręcąc się między salonem a kuchnią. Ilość jedzenia pewnie nakarmiłaby mały oddział wojska, ale to nic. Najwyżej zostanie na następne dni.
-Jak nie wrócicie za pięć minut wyślę ekipę ratunkową! - rzuciła za dziewczynami i uśmiechnęła się zadziornie by zaraz wrócić do swoich czynności. Matka prosiła ją by pomogła dokończyć zupę Tom yum gai, którą to jej mama przygotowywała zawsze na święta.

Jamie Park Elle Son-Austin
ODPOWIEDZ

Wróć do „#8”