-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiczas narracjipostaćautor
- ¡Huir! - rzucił głośniej, starając się jednak, żeby nie było to zbyt głośne i żeby nie ściągnęło im na kark policji szybciej, niż to nieuniknione - ¡Vete a la mierda, antes de que llegue la policía!
Nie dawał się pociągnąć do wyjścia, a rysy jego twarzy się wyostrzyły. Zaciskał i rozluźniał szczęki nerwowo, odruchowo napinając wszystkie mięśnie. Kiedy zobaczył, że to nic nie daje, a Alvaro nie zamierza go zostawić, skrzywił się i wyszarpnął pistolet z kabury pod swoją pachą, chwilę później celując nim w mężczyznę.
- ¡Fuera!
Ręka mu drżała; sam nie był pewien, czy bardziej z emocji, czy przez chorobę. Nie brał ostatniej dawki leków, zajęty ratowaniem sytuacji na tyle, na ile było to możliwe, a powinien je wziąć kilka godzin temu. Ciało zaczynało coraz mocniej dawać mu znać, że to źle, że bez tych cholernych zastrzyków nie jest już w stanie normalnie funkcjonować. Ale teraz teżsamo celowanie w Alvaro sprawiało, że Santiago miał ochotę raczej przyłożyć tę lufędo swojego podbródka i wystrzelić; brzydził się sobą mimo, że jednocześnie robił to dla jego dobra.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Gdy zobaczył wycelowaną w siebie broń jego oczy rozszerzyły się w niemym zaskoczeniu, a chwilę później ręce Salvatierry uniosły się nieco do góry, z otwartymi dłońmi skierowanymi wnętrzem w stronę Santiago, jakby gestem mówił mu, żeby się uspokoił i nie robił głupich rzeczy.
- Vamos. No me vas a disparar... - prychnął krótko pod nosem i zrobił krok do przodu, w jego stronę. - Vamos, vámonos de aquí juntos...
Nie było to z jego strony lekceważenie zagrożenia, po prostu nie sądził, że Santiago faktycznie będzie chciał go niego strzelić i że będzie w stanie zrobić mu krzywdę. Byli przecież przyjaciółmi od wieków, znali się jak łyse konie i Palermo zawsze mógł liczyć na Kocura, nawet jeśli ten bywał często aroganckim, zadufanym w sobie dupkiem, zmieniającym kobiety jak rękawiczki i nie dostrzegającym jak bardzo Alvaro go kochał... Tak czy siak - nie zabiłby go przecież, nie strzeliłby do niego, bo nie po to zgarnął go z ulicy, nie po to go wychował, dał mu dom, opiekował się nim, zapewnił edukację i nie po to był jego bratem i najlepszym przyjacielem jednocześnie, żeby teraz nacisnąć na spust, na miłość boską!
Santiago de la Serna
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiczas narracjipostaćautor
Najwyraźniej jednak nie: Palermo nie wierzył, że Santiago mógłby mu zrobić krzywdę. Tym samym tracili cenne minuty. Łzy w końcu pojawiły się w oczach Santiago i popłynęły po jego policzkach, jego oddech był coraz cięższy i bardziej nierówny, a ręce trzęsły mu się coraz mocniej. Gardło mu się ścisnęło i nie pomogło nawet nerwowe przełknięcie śliny.
Strzelił. Nie w Alvaro - ułamek sekundy wcześniej skierował broń w bok, tak, żeby kula świsnęła niedaleko głowy Salvatierry, ale żeby na pewno w niego nie trafiła. Zaraz potem jednak de la Serna ponownie wycelował w mężczyznę: w jego ramię.
- Voy a disparar - oświadczył łamiącym się głosem, ale w jego oczach widać było determinację. Był zrozpaczony, że jeszcze chwila tej całej głupiej przepychanki i prób wygonienia Alvaro, a to wszystko się nie uda i młodszy nie zdąży stąd wyjść. Że wszystko weźmie w łeb, że to będzie na nic. Byli teraz w samym środku między ukrytymi w tunelu ładunkami wybuchowymi - to miejsce już za moment miało przestać istnieć. Musiało przestać istnieć, jeśli choć część z ich ekipy ma stąd uciec i cieszyć się wolnością oraz zarobioną przez tych kilka dni forsą. Ale Alvaro musiał stąd odejść.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Santi... - wymamrotał cicho, niemal nie poruszając przy tym ustami, ręce mając uniesione nad głową. Gdyby nie to, że chwilę temu kula świsnęła mu nad głową prawdopodobnie nadal kłóciłby się z przyjacielem, próbując wyciągnąć go za zewnątrz. Teraz jednak, gdy przekonał się, że Santiago był w stanie strzelić tak blisko jego głowy, a potem zwrócić celownik na jego ramię, nie był już tak waleczny i pewny tego, że mężczyzna nie zrobi mu niczego złego. Faktycznie się wystraszył i było to po nim widać.
Dźwięk stóp biegnących w ich kierunku policjantów nieco go otrzeźwił, więc Alvaro zaczął się powoli wycofywać, patrząc jednak wciąż na mężczyznę swojego życia i nie mogąc uwierzyć, że to wszystko się dzieje naprawdę. Że Santiago naprawdę go pocałował. Że naprawdę się z nim żegna. Że naprawdę strzelił.
Pojawił się w jego głowie krótki przebłysk protestu i chciał jeszcze raz spróbować jakoś go przekonać, żeby uciekał razem z nim, żeby nie zgrywał bohatera i nie poświęcał się dla dobra reszty jak jakiś bohater powieści, ale stchórzył w momencie, gdy zaczął słyszeć nie tylko kroki, ale także głosy policjantów - a właściwie, żeby być bardziej precyzyjnym, ich krzyki. Wtedy odwrócił się na pięcie i ruszył biegiem w stronę wyjścia z tunelu, na niemal drżących nogach, bo ze świadomością, że właśnie zostawił za sobą tego, który lata temu ocalił go przed całkowitym upadkiem.
Santiago de la Serna
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiczas narracjipostaćautor
Po kilkudziesięciu sekundach odpalił ładunki i wszystko pogrążyło się w huku, pyle, mroku i bólu... a potem przestało istnieć.
Alvaro Salvatierra
/zt.