ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
185 cm
Owner | Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
We both know how the story ends.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Lokal miał w sobie ten poziom gwaru, który zaprasza cię do środka, obiecując przyjemny wieczór w bezproblemowym towarzystwie. Ciepłe światło sączyło się po drewnie i miedzi, szkło wypełniało półki niczym trofea, a w powietrzu wisiała mieszanka chmielu, jałowca i czegoś ostrzejszego – może ambicji, może tylko spirytusu.
Mal Menard siedział w boksie ze swoją paczką tak, jakby był tu częścią wystroju – i tak samo czułby się w taniej spelunie, jak i w klubie, do którego wejdziesz tylko z zaproszeniem. Lokal był dla niego tylko scenografią. Ludzie w takich miejscach i tak grali w te same gry, niezależnie od warstwy społecznej czy zawartości portfela. Czarne dżinsy, czarna koszula rozpięta pod szyją, włosy zaczesane do tyłu oraz jego nieodłączny element wyposażenia, zaraz obok telefonu, kluczy i fajek: skórzana kurtka przewieszona przez oparcie krzesła – mały manifest obwieszczający kto przewodzi temu stadu rozrechotanych twarzy wokół niego. Siedział wygodnie rozpostarty w krześle, dłonie splecione na brzuchu i wzrok stale wodzący w leniwym tempie po sali. Miał w zwyczaju podwijać rękawy do łokci, głównie dla wygody. I żeby tusz na przedramionach mógł mówić za niego, gdy on milczał. Zwykle to działało. Zwykle też nie miał dnia, w którym cisza przyklejała mu się do języka tak jak dziś.
Rzadko miewał zły humor, bo nie miał w zwyczaju brać świata na poważnie i przejmować się pierdołami. Ale tego wieczoru coś go uwierało. Uczucie niewyjaśnione, irytujące, jak kamyk w bucie, którego nie można znaleźć, choć obciera cię przy każdym kroku. Może był po prostu zmęczony? Ostatnio nie sypiał najlepiej. Był cichszy niż zwykle, co oczywiście nie uszło uwadze jego kompanów, którzy nie omieszkali tego skomentować.
– Mal, mrugnij dwa razy, jeśli cię nie sparaliżowało. Chyba że… o Boże, ty masz chwilę refleksji? – rzucił ktoś z przesadną trwogą.
Pierwsza salwa szydery i rechotu poszła natychmiast, głośna i bezczelna, taka, na jaką stać tylko ludzi, którzy znają cię za dobrze. Mal przewrócił oczami z powolną pogardą, jakby okazywał im litość, postanawiając nie skomentować tej zaczepki.
– Stary, ty jesteś dziś… grzeczny. Przerażasz mnie – dorzucił drugi, przeciągając słowo „grzeczny” tak, jakby przeżuwał coś obrzydliwego.
Słowo „grzeczny” musnęło go po karku niczym niechciany dotyk z zaskoczenia. Prychnął w myślach – jego matka pewnie klaskałaby z zachwytu, słysząc, że zasłużył sobie na takie miano.
Przeniósł wzrok na swojego towarzysza, gotowy coś odszczeknąć, kiedy nad jego ramieniem wzrok Mala zahaczył nagle o kogoś w oddali, przy barze. Nie był to moment jak z filmu, ze zwolnionym tempem, nastrojową muzyką i intrygującymi ujęciami. Po prostu – tak jak się zauważa coś, co wyróżnia się w pewien sposób, czerwona kredka wśród niebieskich. Czas zgrzeszyć – pomyślał.
Wstał nagle, dopił piwo jednym łykiem i odstawił szklankę na stół z głośnym stukiem.
– Pies was jebał – rzucił neutralnie do swoich kompanów i wśród salw śmiechu ruszył w stronę baru, ku intrygującej go sylwetce.
Przeciął gwar bez pośpiechu, zręcznie wymijając ludzi stojących mu na drodze. Przy barze zatrzymał się obok niej, o krok za daleko na nachalność, o krok za blisko na przypadek. Pochylił się nieco nad blatem, skinął do barmana i wskazał na szklankę stojącą przed nieznajomą, dla której tu przywędrował.
– To samo.
Kiedy barman kiwnął głową, dając znać, że przyjął zamówienie, Mal przeniósł wzrok na twarz kobiety i podchwycił jej spojrzenie.
– Zdaję się na twój gust. Jeśli mi nie posmakuje, to przynajmniej będę miał pretekst, żeby tu zostać i ponarzekać – uśmiechnął się zawadiacko, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
Oparł łokieć o bar i podparł głowę na dłoni, pozwalając spojrzeniu zatrzymać się na jej twarzy odrobinę dłużej – bez pośpiechu, bez presji. Ot tak, sprawdzając, czy gra jest warta świeczki.
– Dasz się namówić, żebym postawił ci następnego?

Cherry Marshall
Roro
Nie lubię, kiedy ktoś nic od siebie nie dokłada do fabuły. Nie przepadam też za Mary Sue, postaciami idealnymi non stop, które nie popełniają błędów oraz gdy są wszechwiedzące. Nie mam problemu z drobnym poruszeniem moją postacią dla popchnięcia sceny do przodu, ale nie lubię podejmowania za nią większych decyzji. Jak coś, mam na drugie imię Chill, zawsze możemy się dogadać 💕
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Mal Menard

Gwar panujący w lokalu potrafił koić nerwy. Odpowiednio dobrana muzyka lecąca w tle, lekko przyciemnione światła oraz przepiękne złote zdobienia, na które aż chciało się patrzeć, zatrzymać przez krótki moment wzrok. Cała otoczka lokalu sprawiało, że aż chciało się do niego wracać. Zapomnieć o troskach życia codziennego i przez moment udawać zwykłą kobietę.
Doskonale pamiętała ostatnią rozmowę z siostrą. Od wypadu na świąteczny jarmark minęła wieczność, a jednak gdzieś z tyłu głowy tkwiła jej pewna myśl. Zaszczepiona, wręcz wgrana przez siostrę. Siedzenie w pustym apartamencie nie miało większego sensu. Powodowało jedynie ból w sercu, które przeszywała drzazga.
Dużo łatwiej było być samotnym w gronie ludzi. Człowiek mógł się oszukiwać, że jest częścią czegoś więcej.
Usiadła przy barze. Nie dzwoniła do żadnej przyjaciółki, czy rodzeństwa. Samodzielnie łatwiej było zebrać wszystkie myśli. Zastanowić się nad wydarzeniami rozgrywającymi się w ostatnim czasie. Zreflektować się, ułożyć w głowie charakterystyczną hierarchię kolejnych działań.
Pragnęła błyszczeć jak gwiazdy na bezchmurnym, nocnym niebie. Jednak nic nie było w stanie ukryć jej zmartwień. Odpowiednio dobrany korektor nie ukrywał zmęczenia. Duże, czerwone usta pomalowane pomadką nie były już tak kuszące jak wcześniej. Przed wieloma osobami grała pozorami, próbując ruszyć do przodu. Nawet granatowa, satynowa sukienka idealnie ułożona na ciele dopełniała cały obraz. Tylko ktoś znany przez Charity mógłby zauważyć rozłam w jej wyglądzie. Dla pozostałych pozostawała jedną z wielu kobiet w barze. Nie wyróżniającą się niczym poza brakiem towarzystwa.
Zawołała barmana, składając zamówienie. Old Fashioned. Klasyka połączona z elegancją. Idealna dla pani prezes. Nie chciała czuć smaku słodkości na języku, a gorycz. Ona byłaby w stanie otrzeźwić ją, pozwolić, by zaczęła myśleć co dalej. Wyjęła telefon, by sprawdzić skrzynkę mailową. Charity była tym typem człowieka, który wychodził z pracy, ale ona nigdy nie wychodziła z niej. Sprawdzała najnowsze raporty, biorąc od czasu do czasu łyka.
Odwróciła wzrok od ekranu, słysząc go. Zmierzyła go, choć na jej ustach wymalował się uroczy uśmiech. Nawet wśród tłumu można było znaleźć towarzystwo.
Jeżeli nie jesteś grzecznym chłopcem, to Ci posmakuje — odparła bez większego zastanowienia, odkładając telefon na blacie. Uniosła ku górze oba kąciki ust. Delikatnie obróciła się, by zobaczyć co dokładnie tkwiło w jego oczach.
Zwykle nie ufam obcym — zaczęła Charity, poszukując na jego twarzy jakiegoś znaku. Czegoś co mogłoby jej powiedzieć więcej niż tysiąc słów — ale dziś mogę zrobić wyjątek — dodała finalnie, wkładając sobie kilka niesfornych kosmyków za ucho. Mogła zaryzykować, pójść o poziom wyżej tego wieczoru. Jedna rozmowa przy barze nic nie znaczyła.
Ale jeśli chcesz zostać, nie pytaj, dlaczego siedzę sama — uprzedziła Cherry, unosząc delikatnie ku górze brodę — wolę się bawić niż zwierzać, a ty? — na zwierzenia przyjdzie czas na trzeźwo, kiedy zda sobie sprawę z konsekwencji wieczoru. Nie teraz, kiedy dopiero się zaczynał.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Spirit of York Distillery Co.”