27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Odwiedzanie klubów za dnia nie było dla ludzi, którzy mieli poukładane życie, zero zmartwień, albo po prostu byli normalni. Odwiedzanie klubów za dnia w gruncie rzeczy bardziej sketchy niż odwiedzanie ich po północy z białym proszkiem pod nosem. Peach jednak nie mogła pozwolić sobie na to, żeby takie konwenanse ją w życiu ograniczały, a wiedziała, że jeżeli chce złapać Maddoxa w miarę trzeźwego i jeszcze zanim spadnie na niego rzeczywistość weekendowo-klubowej sytacji, to musi iść i gadać z nim przed otwarciem.
Doświadczenie w bywaniu w klubach popłaca rzadko, najczęściej zresztą chyba tylko osobom z półświatka, do którego Peach nie należała w żadnym wypadku, a jednak była osobą, która po klubach chodziła od trzynastego roku życia, więc swoje wiedziała. Wiedziała na przykład, że gdyby przyszła w niedzielę, mogłaby Maddoxa wcale tu nie zastać, albo zarówno on i jego obsługa byliby tak porobieni po weekendzie, że musiałaby z nim później gadać jeszcze raz. Wiedziała również, że nie pozwala palić rosyjskim sprzątaczkom ich rosyjskich fajek w środku, więc drzwi wychodzące na tylną uliczkę zawsze są otwarte. Tego akurat dowiedziała się po tym jak chyba tydzień po otworzeniu klubu(i imprezowania), Maddox taki był zrobiony, że wołał o pomoc i twierdził, że nie może wyjść klubu. Jego koledzy go ratowali i próbowali wejść przez okno, jednemu się wtedy jak to twierdzą "dupa rozerwała" jak próbował to zrobić, tyle że te starania poszły na noc bo dość szybko okazało się, że okna są podłączone do alarmu, więc jasna sprawa zaraz zaczęło wyć na całą ulicę. Ekipa ratunkowa, równie porobiona, co uwięziony w swoim zamku Noritega, po tym jak uruchomili już alarm, zaraz wzieła nogi za pas by zwiać i ponieważ bardzo byli zmęczeni, postanowili schować się w pierwszych otwartych drzwiach - które jak sie okazało, były właśnie tylnymi drzwiami do klubu. Czy Peach przy tym była, czy nie była - nieważne, słyszała te historie już z pięćset razy, bo stare dziady pokroju Maddoxa uwielbiają wspominać stare sprawy, szczególnie kiedy mogą powiedzieć "rozpruta dupa" w międzyczasie. No, nieważne. Ważne, że Peach właśnie ikognito, w dresach i w czapce z daszkiem, weszła tymi drzwiami do klubu.
Dopiero co wylądowała na lotnisku w Torotno, a już wiedziała kto będzie pierwszą osobą którą odwiedzi. I nie, nie był to jej boyfriend (status: to skomplikowane), ani rodzina, ani nawet jej pieseczek Mato. Kiedy tylko jej stópka postała na kanadyjskiej ziemi, pchana chęcią zemsty i w wielkich emocjach, planowała iść do Emptiness żeby ustalić z Maddoxem plan g r y.
Jasna sprawa jednak tak sie nie wydarzyło, bo po drodze okazało sie, że jej piękne mieszkanie jest zdewastowane, pojechała do rodziców, nie wytrzymała tam nawet dwóch godzin, spakowała się i kategorycznie odmówiła mieszkania w tym domu wariatów. Rodzice oczywiście jak zawsze chcieli jej pomóc i ponieważ akurat siedzieli ze swoimi przyjaciółmi na tenisie, wszyscy w czwórkę zgodnie zaproponowali, żeby w takim razie mieszka z z ich synem Williamem, który ma bardzo duży i piękny apartament - gotowy na przyjęcie gości. No i tak zamieszkała z nim, co też nie było tak do końca perfekcyjnym rozwiązaniem. Później musiała się przespać - bo dojechał ją jetlag i w końcu kiedy się obudziła była już 4 rano, co nie było dobrą porą na rozmowy z Maddoxem, więc musiała czekać znów, i znów zasnęła... ale w końcu jest tutaj i jest wciąż tak samo nakręcona jak 24h temu, kiedy stawiała swoją stópkę na kanadyjskiej ziemi.
Znalazła go tam gdzie sądziła ze będzie, przy barze skupionego na czymś w telefonie - gdyby go lepiej nie znala, pewnie pomyślałaby, że na pracy, ale pewnie grał w gierkę. Nawet nie zwrócił na nią uwagi, bo pewnie sądził, że to ktoś z jego zespołu, ale położyła mu przed nosem siatę wielkich mango i uśmiecha się szeroko.
-Powinnam się obrazić, że ani razu nie przyjechałeś odwiedzić mnie na Bali?
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

20
Careful what you ask for in this place.
Kolejny spokojny dzień, może nawet jakiś nudny? Taki, gdzie Madox pół dnia przesiedzi przy barze, drugie pół u siebie w gabinecie waląc koks, albo pijąc rum prosto z Medellin. N u d a.
Tak to się zapowiadało, nikt nie złamał przed otwarciem nogi, nikt nie chciał się na wejściu bić. Wszystko było gotowe, dostawy rozłożone, szklanki wypucowane. Nawet barmanki były dzisiaj jakieś uśmiechnięte, chociaż nie było tej ulubionej Noriegi, latynoskiej, Laury. Za to dwie jakieś blondynki, które wyglądały identycznie, ale świetnie się uzupełniały. Tylko, że Madox wcale nie lubił serwowanego przez nie cuba libre, więc dzisiaj pił piwo.
Czemu on w ogóle wpadł na to, żeby wypić piwo? Mózg mu się rozpadł na milion kawałeczków, czy jak? (sorry bejbi ;p) Kiedy pociągnął kolejny łyk tego chamskiego sikacza... No dobra, może nie mieli w Emptiness najgorszego browara, ale przecież nie mógł się umywać do rumu, który Noriega sprowadzał prosto z Medellin, którym się szczycił w całym mieście. Zapytajcie gdzieś na imprezie gdzie mają najlepszy rum w Toronto, odpowiedź jest jednoznaczna - Emtpiness.
Już pół godziny siedział nad tym piwem i wypił może ze dwa łyki, trzy razy zastanawiał się czy nie iść po rum. Ale mu się nie chciało, zwłaszcza, że w jakiejś grze o zombie był już na jakimś wysokim poziomie i tak mało energii brakowało mu, żeby rozwalić bossa. Więc Madox siedział i gapił się w swój telefon, jak ta energia mu się odnawia, jedna kreska co minutę, a potrzebował chyba ze stu tych kreseczek. Przejechał palcami po krótkich, jasnych włosach, których Peach pewnie nie widziała, bo to jego stosunkowo nowy pomysł.
Dopiero, kiedy przed nim na ladzie wylądował ten worek z mango, to odchylił się na wysokim stołku do tyłu, prawie z niego spadając, chwycił wytatuowaną dłonią za blat i poprawił kolorową koszulę, którą miał na sobie.
- Ja pierdole... - zaczął a jego ciemne tęczówki spoczęły na postaci, która obok stanęła. Zmierzył ją wzrokiem zaglądając pod daszek czapki. Oczywiście, że poznał te jej duże, błyszczące oczy, ten zadarty nosek i te czarne kudły.
- Kurwa Peach - rzucił może trochę zbyt głośno niż powinien, bo zaraz w mózgu doszło do zwarcia i się kapnął, że ona w tych wielkich okularach przeciwsłonecznych i czapce, to chyba chce tutaj być incognito, czy coś - a ja powinienem się obrazić, że ani razu nie wysłałaś mi filmików z tych waszych zajęć jogi, czy tam pilatesu, miałaś wysyłać - aż odłożył telefon na blat i go wygasił, a potem sięgnął po to swoje okropne, wygazowane piwko - kiedy wróciłaś? - zapytał, a zaraz machnął na barmankę, żeby do nich podeszła - dla tej pani jakieś cosmo? - uniósł jedną brew patrząc pytająca na brunetkę. Może dobrze kojarzył, a może wcale? Pamiętał za to jak ta loca chica tańczyła na tym właśnie barze, po kilku cosmpolitanach i kresce i Madox musiał ją ściągać, bo nie chciała zejść. Kilka lat wstecz, jak on był jeszcze całkiem młody i piękny, teraz też był, chociaż pewnie by ją kazał ściągać ochronie. Kurwa. Może on jednak zdziadział?
Albo spoważniał. Poważny właściwie klubu, w tej swojej barwnej koszuli z pięcioma złotymi łańcuszkami na klacie i tyloma tatuażami, że ciężko byłoby je zliczyć.
Sięgnął do tych mango i wyjął jedno, żeby je powąchać, skrzywił się jakoś.
- Byłem ostatnio w Kolumbii, wiesz jak tam pachnie mango, zupełnie inaczej - stwierdził i nawet jej dał do powąchania ten owoc. Nie był zły, ale to nie to samo, co mango zbierane w ogrodzie jego ciotki, prosto z drzewa. Ach to mango.

Peach J. Pepper
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Trochę śmiesznie, że tak go przestraszyła, aż się uśmiechnęła widząc jak Madox prawie fikołka zrobił na jej widok. Jeszcze go przytula na powitanie, bo młot siedzi jak jakiś dziad. W końcu stwierdziła, że ściąga te okulary, bo chyba nici z bycia ikognito skoro ten na cały bar już ogłosił kto go odwiedza.
- Och daj spokój, przecież jakbyś do mnie przyjechał, to byś miał te widoki na żywo. Poza tym, słuchaj - ja tam byłam w pracy, ty mi też nie wysyłasz wszystkich filmików z tego co tu się odwala. Podobno mieliście tu pokazy Sexy Pedros? No wiesz, chłopaków, którzy się rozbierają do piosenek? - trochę go podchodzi, bo pewnie wcale czegoś takiego nie było, ale skoro już wróciła do kraju, to mogłaby na taki pokaz pójść.
- Wczoraj - chciała odrazu przejść do opowiadania, ale temu się załączył gospodarz roku, więc skinęła głową, że mogłaby się czegoś napić. Na samo wspomnienie cosmo trochę się skrzywiła więc póki ma czas zmienic zamówienie to sprawdza z barmanką. - A może espresso martini?
Co pewnie ją absolutnie zdenerwuje, bo akurat martini zawsze jest upierdliwe. Ale Peach też jest.
-Wczoraj, nawet się jeszcze nie rozpakowałam. Mam sprawę - wyjaśnia i byłoby super, gdyby nie gadała z gangusem co ma przećpany mózg, i sie rozkojarza co dwie minuty.
No żesz, jak tylko usłyszała te narzekania na mango, to zaraz oczami wywraca. Prezent mu przywozi, a ten znów o tej swojej wsi gada. Madox to taki typ, że cokolwiek mu kiedykolwiek nie dasz, to i tak powie że w Kolumbii mają bardziej zielone, mocniejsze, lepiej pachnące, większe i smaczniejsze. Prawdopodobnie jest przekonany nawet o tym, że w Kolumbii są śledzie lepsze niż w Norwegii, Krzywa Wieża bardziej krzywa niż w Pizie i rzeki dłuższe niż Amazonka.
- To jest mango z Indonezji - wyjaśnia mu, a ponieważ widzi że coś tu nie styka to dodaje -Czyli z Bali. Przywiozłam je dla Ciebie, bo wiem jak bardzo doceniasz dobre owocki tak - i tym uśmiechem daje mu do zrozumienia, że powinnien teraz ją docenić również. No w każdym razie potrząsnęła głową i siada sobie na krzesełku obok. - Możemy tu porozmawiać Madox? Muszę się Ciebie o coś poradzić. Ale to jest top secret, rozumiesz, więc jeżeli ktoś ma tu podkładać nam gumowe ucho, to może chodźmy..?
Peach jak tak się rozejrzała, to uznała, że pewnie ta barmanka może być tak nie do końca legit, bo wygląda na ruską, a co jak podsłuchuje dla swojego ruskiego chłopa i zaraz poleci mu nagadać co tu Peach planuje z Madoxem?
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox to nigdy nie wiedział, czy się przytulać z tymi infuencerkami, czy nie, żeby go nie oskarżyły później o molestowanie, no ale skoro ona się przytulała, to on też objął ją lekko i poklepał po pleckach. Pac pac.
W pierwszej chwili to się uśmiechnął, kiedy sobie wyobraził, że miałby te widoki jogi i pilatesu na żywo i to jeszcze na Bali, mógł jechać. Ale w drugiej zaraz ściągnął do siebie brwi, kiedy powiedziała o tych Sexy Pedros.
- Kiedy mieliśmy tu taki pokaz? - zapytał, jakby serio w to uwierzył, bo Madox czasami to wierzył w takie bzdury, bywał łatwowierny, łatwo było go urobić. No i przecież mogli tu coś takiego odwalić, kiedy on był w Kolumbii, całe trzy dni. Trzy pokazy Sexy Pedros!
Uniósł obie brwi, gdy oznajmiła, że wróciła wczoraj.
- No i jestem pierwszym typem, którego odwiedzasz? Czym sobie zasłużyłem? - może kurwa tą piękną twarzą? Aż przesunął palcami po tym swoim wcale nie równo przyciętym zaroście. Ale chyba to nie to.
Barmanka oczywiście pokiwała głową na to espresso martini, ale Madox się skrzywił, co to w ogóle, drink, czy kawa? Wzruszył ramionami, kiedy blondyna na niego spojrzała, no przecież niech jej poda co chciała. Tylko czy oni w ogóle mają tutaj martini? Jakieś pewnie mają.
Aha, czyli już wyszło szydło z worka, że ona tutaj wcale nie przychodzi bezinteresownie z tym workiem mango, przywitać się i sobie poplotkować, tylko ma sprawą. Madox aż wywrócił tymi brązowymi ślepiami. Mógł się tego spodziewać.
- Jaką? - zapytał od razu, chociaż nie spodziewał się, że to będzie coś poważnego, raczej coś w stylu, chcę sobie zrobić babską imprezkę, zapić pałę, pobalować z koleżankami i ktoś musi mnie przypilnować, żebym nie skończyła pod stołem. Takiego czegoś by się po niej spodziewał.
Tak jak ona się spodziewała, że to mango mieli lepsze w Kolumbii, kawę po kolumbijsku, rum i koks też. Dużo jeszcze innych rzeczy, które Madox mógłby wymieniać przez dziesięć godzin, ale tego na szczęście nie zrobił. Skrzywił się za to kiedy powiedziała, że to mango z Indonezji i już miał pytać skąd, ale Peach go ubiegła.
- No... na pewno będą zajebiste, w Toronto takich nie ma - stwierdził, żeby jednak nie wyjść na buraka, co nie docenia prezentów, czyli jak zwykle. Nawet może by to jedno mango rozkroił, bo już wyjął z kieszeni jakiś scyzoryk, rozłożył go, ale wtedy brunetka zapytała, czy mogą tutaj rozmawiać. Od razu w głowie zapaliła mu się jakaś lampka, że chyba jednak nie będą rozmawiać o jej pijanej, tylko może chodzić o coś grubszego. Zerknął na te blond barmanki, nie ufał im, zresztą on ostatnio tutaj nikomu nie ufał, odwrócił się na tym krzesełku plecami do baru.
- Dobra, to chodźmy tam - pokazał jej lożę na górze, z tych specjalnych dla VIPów, gdzie waliło się koks ze złotych tacek, albo cycków tancerek. Dzisiaj nie było tam jeszcze tancerek, ani nawet koksu. Za to była butelka rumu, którą Madox musiał tu wcześniej przynieść. Może wczoraj? Albo dzisiaj rano, jak jeszcze był na rauszu po wczoraj?
Nieważne, ucieszył się na ten widok, a kiedy Peach usiadła na przeciwko niego, w tej loży, to sięgnął po flaszkę i ją odkorkował.
- No i o co chodzi? Czego chcesz się doradzić? Bo jak znowu mi powiesz, że czy do sukienki założyć rajstopy czy pończochy, to po pierwsze wciąż nie wiem czym są pończochy, a po drugiej mam to gdzieś - tak, zadzwoniła kiedyś do niego po pijaku o trzeciej w nocy, oczywiście, że Madox nie spał, bo był w klubie i pytała, co ma założyć do miniówy. A skąd on miał to wiedzieć? Mógł sprawdzić w ogóle w jakiś goglach czym są te pończochy, ale zapomniał, teraz mu się przypomniało i znowu zaczął się nad tym zastanawiać.

Peach J. Pepper
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Madox A. Noriega

- Nie mam pojęcia kiedy mieliście, co to ja tu jestem czy ty na miejscu? Ale może powtórzyłbyś taki weekendzik? Ja bym przyszła obejrzeć Pedrosków- Peach sie już śmieje na samą myśl o tym, w sumie to na prawdę Madox powinien trochę więcej czerpać pomysłów od niej, a nie tylko ciągle cuba libre i te same piosenki ciągle latynoskie. Tzn, oczywiście tak jak każdy tak i Peach lubi latynoskie nuty, ale faktem jest, że czasami człowiek chciałby posłuchać czegoś innego, ale no tutaj w tym Emptiness się nie da.
-Jak to mówią najpierw praca później przyjemności. Zresztą, ja mam teraz chłopaka, który ma zajebistą pracę, taką że wczoraj był na d e l e g a c j i - tak się przechwala, in your face. A tak serio, to faktycznie pomyslała sobie, że pewnie jej boyfriend jakby się dowiedział, że ona łazi do kogoś innego zamiast najpierw do niego przyjechać, to mógłby się trochę wkurzyć, szczególnie, że czekał na nią wiernie całe te kilkanaście tygodni.
Jak sobie szli do tej loży VIP, to Peach tak się patrzy na tego Madoxa i patrzy i skrzywiła lekko nosek.
- Hej, ty jesteś naturalnym blondynem czy sobie zrobiłeś takie włosy jak Justin Bieber specjalnie? - przystanęła na chwile na schodach i tak go po tych włosach poczochrała, bo szedł za nią. No jak pieska. - Hot. Może jakaś Hailey Bieber ci sie trafi kto wie - zawachlowała rzęsami, w sumie ciekawa jaka tam jest sytuacja romantyczno erotyczna u Madoxa, bo no wiadomo, to jest jednak top trzy jej tematów życiowych. Kiedyś jej Madox nawet sie zwierzył jak był pijany że chciałby kiedyś mieć dzieci, co było takie super sexy, że od wtedy Peach zawsze sobie myśli, że to byłyby na pewno bardzo biedne dzieci, ale przynajmniej nie miałyby nudno w życiu.
Siadają sobie w VIP roomie, Peach ma już w ręce swój wymarzony drink Espresso Martini, siada sobie wygodnie i patrzy na Madoxa, który znów znalazł jakąś butelkę rumu. One się tu walają jak popadnie, na prawdę. Dobrze, że przyszła, to przynajmniej ogarną mu bar zanim otworzą. Prawdę mówiąc się zdziwiła, że ten tak siada daleko, ale okay może tak się załatwia sprawy poważne. Zazwyczaj jednak miała z nim zupełnie niepoważne sprawy, które można było załatwić na przykład siedząc sobie na kolanach.
Tego co on wygaduje to na prawdę czasami ciężko słuchać, ale okay, chyba faktycznie kiedyś truła mu dupę o to co ma włożyć. Akurat wtedy to było bardzo istotne, bo powiedział, że zamontował nowy bar i tym pytaniem chciała go dopytać czy ten bar wytrzyma jak ona na niego wejdzie i będzie na nim tańczyć. Ale oczywiście chłop nie skumał.
-A weeeź, Maddox, ty to jesteś - zaśmiała się jak głupia baba, bo w sumie śmieszne było, że on takie rzeczy o niej pamięta. Napiła się wielkiego łyczka drinka, doceniając jaki jest pyszny i mocny. Ostawia szklankę na stół i wzdycha ciężko.
-Słuchaj, niestety sprawa jest bardziej skomplikowana. Może zacznę tak: nie wiem czy słyszałeś, ale na Bali wydarzył się niezły kocioł po tym jak jeden z moich gości, odwalił coś na plaży publicznej. Lokalsi się bardzo zdenerwowali, zrobili mi tam wjazd policji i jakiś gangsterów, na całe szczęście miałam mojego tłumacza Alego, który powiedział, że dają nam dwa dni na zniknięcie stamtąd albo nas wszystkich rozwalą. Spakowałam wszystko w dwa dni i już mieliśmy wyjeżdżać, ale jakiś urzednik dał mi jakieś papiery i znów Ali - nasz tłumacz, wyjaśnił, że to jest kara za naruszanie świętej ziemi. No nie wiem, masakra. Musiałam zapłacić ogromny mandat, żeby nie trafić do tamtejszego pierdla. Te więzienia tam wyglądają gorzej niż te w Kolumbii, tak mi Ali powiedział - wzdrygnęła się i wyciąga telefon. - No i w wielkim skrócie, ten gość od którego wszystko się zaczęło, to nasz wspólny znajomy. Jak się domyślasz największy pacan na świecie - nie kto inny jak Frankie Ferrari - tu klika coś w galerii i pokazuje mu filmik na którym jest nagranie z telewizji w Indonezji z szalonymi napisami i czerwonymi wykrzyknikami, gdzie w rogu prezenterka pokazuje ocenzurowane nagranie na którym Frankie Ferrari wykonuje pewne ruchy z jakimiś osobami. Na Peach to nagranie w sumie już nie robi wrażenia, ale ją denerwuje niesamowicie i tak zawsze jak sobie pomyśli o tym głąbie.
Oparła się w fotelu i mruży oczy patrząc na Madoxa.
- Ty jesteś w gangu prawda - a kiedy on chciałby zaprzeczyć unosi palec - Nawet mi nie wciskaj kitu, że nie, bo słyszałam co gadaliście w tym pokoju jeszcze kilka miesięcy temu z chłopakami - pewnie myślał, że ona była nieprzytomna czy coś, albo po prostu jak każdy chłop, nie zwracał na dziewczynę uwagi, zbyt pochłonięty rozmową na ważne męskie tematy. -No to powiedz mi co się robi w takich sytuacjach
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox zmarszczył brwi, bo go tutaj w zasadzie też nie było na miejscu. TRZY DNI. I tak już przez te trzy dni się tutaj oczywiście coś odpierdoliło, więc nie zdziwiłby się, jakby tu były jakieś pokazy męskiego tańca erotycznego. Będzie musiał to sprawdzić na kamerach.
- To nie wystarczą te tancerki, co kręcą dupami? - zapytał, kiedy Peach powiedziała, że przyszła by oglądać tych pedrosków, według niego to wystarczyło i wyglądało to dobrze, estetyczniej jakoś niż faceci wywijający salta na barze. Ale może to dlatego, że Madox to był kompletnie hetero i jemu nawet nigdy się nie podobał żaden chłop.
Uniósł jedną brew na to jej stwierdzenie, że najpierw praca potem przyjemności, no właściwie to Noriega się z tym zgadzał... Do pewnego moment, bo potem pojechał sobie do Kolumbii i stracił głowę i teraz to ta jego praca schodziła na jakiś dalszy plan, ale przecież w życiu by się do tego nie przyznał. Za to od razu skomentowała tą delegację.
- Tak mówią faceci, którzy potem lądują w Emptiness, tam w tych lożach dla VIPów - powiedział, Madox kurwa znawca tematu. Ale właściwie to tak było, to co miał jej kłamać?
Prawie w nią wlazł, kiedy się tak zatrzymała w połowie schodów, aż musiał się przytrzymać barierki, żeby nie spierdolić się w dół, kiedy się zatoczył. Spojrzał na nią z politowaniem, kiedy zapytała, czy jest naturalnym blondynem. Zapewne, z tymi czarnymi oczami, czarną brodą i śniadą karnacją, blondyn w stu procentach naturalny, mógłby reklamować te wszystkie farby do włosów. Zaczął zaraz zezować na jej rękę, kiedy tak go czochrała po głowie.
- A znasz jakąś? - zapytał odnośnie tej Hailey Bieber, bo może i Madox miał już swoją Hailey, ale mieli udawać, że się nie lubią. To dopiero była relacja skomplikowana, do tego top secret, więc musiał czasem udawać, że on wciąż szuka, pobujać się po klubie z jakimiś małolatami, zatańczyć salsę z nieznajomą, czy coś.
Bardzo musiał być pijany, kiedy mówił Peach o tych dzieciach, bo Madox ich nie lubił, ale jednak kiedy się nawalił, to sam nie wiedział do końca, co lubi, a co nie. Kiedyś zjadł nawet wątróbkę po pijaku, a to był jego wróg numer jeden.
Oczywiście, że te ważne sprawy to się załatwia siedząc na przeciwko siebie, jak w ojcu chrzestnym, albo chłopakach z ferajny, nie mylić z rybkami! A do tego w Emptiness to najczęściej się wali przy tym wódę, rum, albo koks. Dzisiaj musieli się zadowolić rumem i tym dziwnym drinkiem, bo Madox od jakiegoś czasu chodził czysty, chyba jednak głębsze relacje z psiarnią wychodziły mu na dobre. Może niedługo chłop zacznie do kościoła chodzić, czy coś?
Poprawił tylko swoją kolorową koszulę i pociągnął łyk z butelki, już miał coś tam gadać, pewnie pytać co on jest, albo jaki jest, bo Madox to czasem był taki niekumaty, ale na całe szczęście Peach zaczęła mu opowiadać o co chodzi.
Ściągnął do siebie brwi słuchając jej uważnie. Starał się, serio, aż mu jakaś żyłka wyszła na czole i zaczęła pulsować. Coś tam słyszał, ale jakoś za bardzo się nie zagłębiał w temat, bo miał trochę ważniejszych rzeczy na głowie... Właściwie to w chuj ważniejszych rzeczy, na przykład dziurę w brzuchu.
- Frankie Ferrari? Co on znowu... - zaczął, ale nawet nie skończył bo brunetka mu już pokazywała ten filmik, i Madox w pierwszej chwili parsknął śmiechem, bo może Frankie to był debil, ale wyglądało to dość śmiesznie, jeszcze takie ocenzurowane i z tymi napisami. Ale zaraz spoważniał, bo zobaczył jej spojrzenie, które jakby mogło, to wypaliłoby mu dziurę w tej blond łepetynie.
Odchrząknął i pociągnął łyka z butelki z rumem, ale to był błąd, bo kiedy Peach powiedziała o tym gangu, to alkohol mu poszedł nosem.
- O kurwa... - aż się musiał walnąć pięścią w splot słoneczny, bo by się zakrztusił, umarł i już wcale nie był w żadnym gangu. Ale jednak nie umarł, i był. Chociaż skąd Peach mogła o tym wiedzieć, to on nie wiedział, ale zaraz się okazało. Zrobił duże oczy, kiedy jej słuchał, bo oni serio myśleli, że zezgonowała, a tu proszę bardzo. Aktoreczka.
Skrzywił się, ale tylko na moment, a potem nonszalancko wzruszył ramionami.
- Można mu nakopać, połamać nogi, albo upozorować wypadek. Zależy jak bardzo chcesz mu dojebać - uniósł jedną brew w niemym pytaniu: no jak? Nie podejrzewał, że chciała go zabić, bo jednak Frankie Ferrari był największym pacanem na świecie, ale był też jakiś nieszkodliwy, śmieszny. Madox nawet myślał, że gość po prostu nie przekminił tego, że ta plaża to było jakieś święte miejsce.
- Ale to nie są tanie rzeczy Peach - dodał zaraz, no bo wiadomo, że połamanie komuś nóżek kosztuje trochę więcej niż najnowsze Play Station, czy torebka od Prady. Chociaż... Madox nie wiedział ile kosztują torebki od Prady.
- Więc też zależy ile jesteś w stanie na to przeznaczyć - rozwalił się na tym krześle zakładając łokieć na oparcie, jak prawdziwy gangus, brakowało mu tylko ciemnych okularów, bo łańcuchy są, koszula jest, zakapiorska gęba trochę też.

Peach J. Pepper
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- No tancerki hot, wiadomo, ale tacy Don Pedroski, to by była dopiero jazda. Mówię ci, odrazu by ci podskoczyły ilości panieńskich - wymądrza się Peach, jakby znała się na biznesie lepiej od szefa klubu.
- Ha! - parska śmiechem Peach, bo sama myśl że Clyde kłamie jej i zamiast pracować przebywa w jakimś klubie z dupami w stringach, tak ją rozbawiła że nie mogła się powstrzymać. Ona była przekonana, że co jak co, ale Clyde to jest spokojny good guy, ktory może nawet jest trochę dla niej zbyt basic. W senie, on ma poważną pracę, jest z dobrej rodziny, jest odpowiedzialny (nikomu nieodpowiedzialnemu nie zostawiłaby przecież Moto). Poza tym ma poważne plany na przyszłośc. Peach nie była przekonana czy przyszłość ich czy swoją - no ale ma, nie to co poniektórzy. W jej świecie Clyde nawet nie wie, że są takie kluby jak Emptiness. - Madox, Ty to jesteś serio! Nie wszyscy faceci są tacy zdemoralizowani jak ty, wiesz?
Peach to się oczywiście nabija z tych blond włosów Madoxa, bo chyba zaczęły mu siwieć, skoro stwierdzil, że to dobry pomysł. Ale jak większość facetów nie przyjął tego przytyku, tylko zamiast tego skupił się na dupach.
- Może znam, a co jesteś zainteresowany? - ciekawe, bo zazwyczaj Madox dobrze sam sobie radził z znajdywaniem swoich dziewczyn na jedną noc, ale no może mu się znudziły te wszystkie chicas locas które odwiedzają jego klub. Kto wie, może faktycznie nowe włosy nowy Madox?
Nie no nie przesadzajmy, Madox to Madox, i nic dziwnego że go rozbawił filmik, Peach to się spodziewała, że nie robił zdjęć jej telefonu jak to puszczała. Tak na pamiątkę. Ale musiała na niego spojrzeć krzywo bo jednak to jest ważna sprawa a ten się śmieje.
Trochę jej ulżyło, że Madox jednak potwierdził, że jest w gangu, bo jednak Peach tak na sto procent nie była pewna czy to co usłyszała, to czy to było tak do końca legit czy jej się tylko wydawało. No jednak była trochę pijana jak słyszała co chłopaki gadały o zakładaniu komuś betonowych butów. Okazało się zresztą, że jak Madox wchodzi w swoją gangsterską gadkę, to nagle jest trochę bardziej hot niż jak jest tylko właścicielem baru. Połamać nogi, upozorować wypadek? Hm, chyba nie o to do końca jej chodziło, bo już ledwo uniknęła więzienia w Indonezji i nie chciałaby teraz nagle trafić do takiego w Kanadzie.
- Okay, ale dasz rade to załatwić no wiesz… po cichu? - przygryza usta i tak sie zastanawia ile taki gangster na przykład wziąłby za takie betonowe sandałki. - Ja już zapłaciłam bardzo dużo Maddox. Teraz zależy mi na tym, żeny Frankie też zapłacił …
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ilość panieńskich... Przecież Madox tutaj miał gangusów w złotych zegarkach, z giwerami ukrytymi pod drogimi marynarkami, czy potrzebował tutaj rozwrzeszczanych, pijanych panienek, które chciały się zabawić w swój ostatni wolny wieczór? No niekoniecznie. Pedrosków też nie potrzebował. Znowu uśmiechnął się pobłażliwie do Peach, dobrze, że chociaż była taka ładna, bo trochę też naiwna, ale Noriega postanowił jej tego wcale nie mówić. Bo on nawet lubił, czasem, jak był nawalony jak biszkopt, te jej szalone pomysły. Może wtedy nawet by się ucieszył na te panieńskie w jego klubie.
Na te jej słowa, że jest zdemoralizowany wywrócił ślepiami, no był, i to nawet większość ludzi sobie nie zdawała sprawy jak bardzo, ale to nawet nie chodzi o to, że on jadł śniadanie w klubie, a przed twarzą dupą mu kręciła jakaś tancerka, a na obiad to robiła szpagaty na róże. No bo to to akurat była jego praca. Bardziej pewnie chodzi o to, że on na tych kolorowych mankietach miał więcej krwi, niż to sobie ludzie wyobrażali. Chociaż... ostatnio od brudzenia rączek to miał goryli. Tylko dlaczego musiał się bić i jeszcze nawet przyjąć kulkę? Chyba jednak ta jego ochrona to była dość nieporadna.
- Skoro tak uważasz Peach - wzruszył ramionami, no może ona lepiej się znała na facetach, zwłaszcza takich, co jeżdżą w delegację, niż on? Chociaż niekoniecznie. Ale nie jego sprawa to przecież była.
- Może, jak będzie chociaż w połowie tak śliczna, jak Ty - mrugnął do niej jednym okiem. Chyba jednak stary Madox, stare teksty, czy coś. Nic się nie zmienił. A to, że ostatnio nie wyprowadzał stąd panienek na górę, no to już inna sprawa. Chociaż może dla niepoznaki powinien? Mógł zaprosić Peach do gabinetu, miałby z głowy. Na jakiś czas.
A tak oni sobie siedzieli w loży VIP i wszyscy widzieli, że siedzą od siebie co najmniej pół metra, a w biurze to by nie widzieli, co się dzieje, jakieś plotki by poszły, aż przejechał palcami po tych jasnych włosach. Nie przemyślał tego, zjebał, troszeczkę.
A później znowu z tym gangiem, przecież mógł zaprzeczyć, spalić jakiegoś jana, że oni wtedy gadali o drużynie hokeja, czy coś, która się nazywa Gangusy. Ale już jej wszystko wygadał, a do tego siedział przed nią, jakby on co najmniej w tym gangu, to był jakimś szefem. A nie był, bo on był bardziej kretem niż gangsterem, nikt mu do końca nie ufał, chociaż kontakty swoje miał. Akurat cementowe bucki to umiał załatwić jednym telefonem. Albo jakąś zgniatarkę na wysypisku.
Parsknął śmiechem na jej kolejne słowa, śmiał się głośno, długo, aż się musiał za brzuch złapać, bo go szwy, które miał na boku po postrzale, pociągnęły, aż mu kurwa jedna samotna łza spłynęła po policzku chowając się w tej czarnej brodzie.
- Nie kurwa, wystawiam na klubie wielki transparent, łamanie nóżek, cementowe buciki, to dzisiaj, za jedyne pięć dolców możesz popatrzeć - zaśmiał się znowu, bo może by na tym nawet zarobił? No ale przecież wiadomo, że robili to po-ci-chu.
Chociaż zaraz przestał się śmiać i spojrzał na nią poważnie.
- Przecież to jest jakiś obwieś bez kasy - aż pokręcił głową, chociaż z drugiej strony ten cały Frankie, to może miał kasę, woził się fajnym samochodem, teraz jeszcze posuwał jakieś panienki na Bali na świętej plaży. No nie każdego na to stać. Na przykład Madoxa nie było.
- A co on w ogóle robi ten Frankie? - zapytał, bo jak przychodził do klubu, to mu tylko wkurwiał panienki i raz zarzygał całą toaletę, ale może można było jakoś na nim zarobić, a przy okazji go trochę postraszyć. Myśl Madox, myśl, oparł łokcie na stoliku pochylając się w jej kierunku. Zawieszając ciemne tęczówki na jej ślicznej buźce.
- Musisz mi dać więcej informacji Peach, to coś wymyślimy - uniósł jedną brew. Bo wiadome było, że za darmo to nikt nie pójdzie go poobijać, chyba, że jakiś psychopata. Ale Madox miał teraz zajęty każdy weekend, a w środy chodził na sparingi do klubu bokserskiego. Nie miał czasu napierdalać się z jakimiś randomami.

Peach J. Pepper
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peach to chyba sobie tak na prawdę wcale nie zdawała sprawy z tego, kim jest ten cały Madox i że dobrze go mieć za przyjaciela, bo jakby nie miała z nim dobrych relacji, to by mogła bardzo źle skończyć na przykład gdzieś w rowie na trasie Toronto-Ottawa. Co-nie-co tam rozumiała, na przykład to, że takie chłopy doceniają pewne siebie girls, które są przy okazji słodkie i śliczne, więc nawet na przykład jak przychodziła dziś do niego żeby załatwić poważny job w dresie, to oko miała zrobione, paznokcie też i tak na wszelki wypadek założyła diamentowe kolczyki, żeby to mu przypominało, że ona hajs ma. Natomiast jej własny ojciec jakby się dowiedział, że jego córcia się z takimi chłopami zadaje, to zaraz by ją odciął o źródełka, pewnie zresztą z troski o to, żeby nie przelala kolumbijczykowi wszystkich rodzinnych oszczędności. No i też w sumie pewnie by spytał, dlaczego zamiast iść do obcego nie idzie po pomoc do kuzyna, który też jest gangusem, ale hinduskim.
Może dlatego na przykład, papi, że Madox jest śmieszny, a hinduscy gangusowie są creepy i zawsze jednak Peach troche się boi, że oni mają na nią chrapkę ale nie taką hot jak ci kolumbijscy, tylko taką bardziej przerażającą. No albo po prostu leci na latynosów i co tu dużo gadać.
- Okay - zaśmiała sie zadowolona i idzie do tego VIP roomu. Potem już jak tam siedzą i gadają jak na biznesowym spotkaniu, a ten nagle z niej zaczyna się śmiać, to się trochę zdziwiła i tak spieła, bo może jednak trzeba było iść do tych kuzynów, oni mieli przynajmniej jakiś szacun do jej ojca, a tutaj to dość niebezpiecznie tak się wystawia na łaskę co-jak-co, ale jednak ćpuna. Z tego wszystkiego wypiła do końca drinka i mruga z trzy razy zanim nie zorientowała się, że może on jej nie zrozumiał.
- Chodziło mi o to... no kurwa Madox, a jak coś źle pójdzie to czy trafie do wiezienia za to?? - no bo akurat tego to by nie chciała, ale jest troche naiwna, pewnie zazwyczaj klienci Madoxa nie zadają takich pytań. Oczy ma niewinne jak sarna i wielkie jak pięciozłotówki, bo trochę się cyka jednak, no i zazwyczaj jak np idzie sobie do salonu i mówi, że nie wie czy robić takie paznokcie akrylowe czy nie, to jednak ta stylistka jej doradza, więc troche miała nadzieję, że tu też tak będzie???
Jak spytał co robi ten Frankie Ferrari, to trochę się zdziwiła, że może faktycznie ona wie coś więcej. Więc szybko się skupia i przypomina co on tam mówił podczas pierwszego ogniska.
- Hm, no on się chwalił, że ma jakieś dostawy morskie i że ma coraz więcej kontenerów. Ja jestem prawie pewna, że on wtedy mówił o koksie, ale pewna nie jestem. Może sprowadza ewentualnie jakieś antyki..? Coś wspominał o jakiś klamkach - wzrusza ramionami i aż sobie nalała szota tego rumu, napiła się i wstaje i zaczyna chodzić po tym VIProomie. - Kurwa Madox, to nie może być tak, że ja inwestuję milionyyy w biznes, a przyjeżdża mi taki jeden z drugim i tak to rozpierdala, że jest afera na całą wyspę. Czy ty wiesz, że JA dostałam zakaz wjazdu na Bali już dożywotni?? JA?! Przecież to jest moje ukochane miejsce, ja tam chciałam się przeprowadzić na dobre, a teraz nie dość że straciłam przez niego pieniądze to jeszcze mam zakaz wjazdu. - w końcu po tym gadaniu zatrzymała się i pokazuje na Madoxa - Ja chcę żebyś mu najechał na chatę nad ranem, skopał tyłek i powiedział że ma mi oddać pół miliona dolarsów amerykańskich. No to ile to będzie kosztowało??
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiał się z niej trochę obśmiać, chociaż przecież jej słuchał z miną dość poważną, gangsterską taką. No ale takie naiwne pytania, takie głupiutkie myśli, że ona do więzienia trafi, musiał skwitować śmiechem, głośnym i szczerym. Jak to Latynosi mają w zwyczaju. Patrzył w te jej wielkie sarnie oczy i gdyby one mu tak nie błyszczały ładnie w tym świetle klubowych lamp, na różne dzikie kolory, to może jeszcze znowu by się z niej zaśmiał, ale spoważniał. I z tą poważną miną, czarnymi oczami utkwionymi w jej ładnej buźce, odezwał się.
- Pojebało cię Peach? A co ty myślisz, że ja jestem jakimś żółtodziobem? Nikt nie chce trafić do więzienia - pokręcił głową, bo on to na pewno nie chciał, by go tam chyba zatłukli, łyżeczką na stołówce, bo on miał tam tyle wrogów - takie rzeczy się robi tak, żeby nie poszły źle, albo w razie czego, żeby poszedł siedzieć jakiś... nie wiem, Pedro, kolega Frankiego - bujali się we dwóch, dwa śmieszki i ćpuny, pewnie łatwo by było wrobić tego drugiego, czy coś. Zresztą... Ferrari miał na pewno sporo wrogów, zanim psy dojdą, który go załatwił, to Madox już umyje rączki i będzie sobie obracał panienki w klubie. Tak to zawsze wyglądało.
Słuchał jej kiedy zaczęła mu opowiadać o tym Frankim, bo on to właściwie zawsze jej słuchał, tylko nie zawsze się skupiał, ale teraz się skupiał, chociaż polewał sobie właśnie rum do jakiegoś kieliszka, znowu by się zakrztusił, kiedy ona powiedziała o tych klamkach, no bo kurwa... Chyba to jest proste, że klamki to jest broń?
No chyba, że nie dla takiej ślicznej, hinduskiej księżniczki.
Aż Noriega strzelił tymi ciemnymi oczami. Ale zaraz podrapał się po brodzie, bo czy kurwa serio ten cały Frankie Ferrari mógł robić w przemycie bronią? Taki leszcz?
Ale w zasadzie miał drogie buty, drogą furę i ostatnio wprawił sobie złoty ząb. Coraz więcej kontenerów. A już Madox się ostatnio nadział na jakąś nielegalną broń. Aż mu oczy zaświeciły, bo to może być lepsza akcja niż nakopanie jakiemuś debilowi. Broń, kontenery z bronią. Kiedy ona tak wstała i zaczęła chodzić po tym VIProomie, to on też wstał. I teraz to już mnie jej słuchał, jak ona gadała o tym Bali, ale dlatego, że myślał o tych kontenerach z bronią. Kiedy stanęła przed nim, to zaraz ją chwycił za ramiona, mocno na nich zacisnął palce.
- Pół miliona - wypalił, ale zaraz pokręcił głową, żeby go źle nie zrozumiała, pochylił się do niej i jej patrzy głęboko w te ciemne, piękne oczy - powiemy mu, żeby dał milion dolarów i podzielimy się po pół - chyba dobry plan? Tylko musiał się dowiedzieć, czy on naprawdę przemyca broń. W broń to on się jeszcze nie bawił, prędzej w koks, a najprędzej to w ogóle w jakieś pobicia, czy wymuszenia. Puścił ją i teraz to on się przespacerował po tym piętrze, a potem złapał ten kieliszek, który sobie nalał.
- Dobra Peach, to nie będzie proste, ale jak nam dobrze pójdzie, to oboje będziemy zadowoleni, a Frankie cię przeprosi, spłaci i jeszcze na Bali pojedzie, żeby tam postawić jakąś świętą kapliczkę na tej zbezczeszczonej plaży - walnął tego kieliszka na raz, a potem go odstawił na stolik z hukiem, tak, że się zatoczył i spadł pod te kanapy, ale Madox to się wcale nie przejął - tylko musze to sprawdzić... Może byś się do niego wprosiła, a ja z tobą i się trochę rozejrzymy? - zaproponował, bo przecież nie wiedział czy ona jest już u niego spalona, czy może mogłaby wymusić jakąś przeprosinową imprezkę w chacie Frankiego. To by było dobre.

Peach J. Pepper
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”