-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Hej maleńka, załóż naszą fotowoltaikę, a następnym razem już Cię nie zaboli, gdy spadniesz z nieba
Nie, to było beznadziejne. Nie zrobi tego, bo na stówę ją ojciec wtedy nie awansuje. Dlatego przez tak słabą randkę uznała, że potrzebuje spaceru i świeżego powietrza. Stąd wynika brak taksówki. A czemu zdecydowała się iść przez park? Bo w połowie drogi zmieniła zdanie i postanowiła jednak dotrzeć do domu wcześniej.
Dlatego teraz szła nieco żwawym krokiem, bo miała wrażenie, że idzie ktoś za nią. Naoglądała się za dużo horrorów, żeby się tym nie przejmować w tym momencie. Kroki były coraz bliżej, a jej serce podchodziło do gardła.
Maleńka! Gdzie się tak śpieszysz?!
Jej intuicja się nie myliła - trafiła na kolejnego idiotę. Pech w tym, że była teraz z nim sam na sam w środku jebanego parku. Jej kroki przyspieszyły jeszcze bardziej, aż nagle poczuła dłoń na swoim ramieniu. Próbowała ją stracić jednocześnie poszukując w torebce gaz pieprzowy. Powinien gdzieś być, bo przecież Jay jej go tam wcisnął ostatnim razem słysząc , co odwalała w nocy z koleżankami na mieście. Pewnie lepszy miejscem na ten gaz byłaby kieszeń kurtki, ale na to już za późno. Może zaraz jej zwłoki zostaną poćwiartowane i rozrzucone po całym parku? Nie. Tak nie może być.
- Pomocy!- krzyknęła czując metalowy ciężar w dłoni. Wyjęła ją z torebki szarpiąc się z mężczyzną i próbując w niego wycelować.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
002.
I was gonna get up and find the broom,
but then I got high
Zazwyczaj jeździła do pracy samochodem. Nie dość, że było to praktyczne, szybkie i wygodne, to jeszcze udało się jej załatwić własne miejsce parkingowe. O ile przez załatwienie mówimy tutaj o fakcie, że pewnego dnia przyniosła własną tabliczkę po tym, jak usłyszała, że Gloria z socialnego rozwaliła auto i nie będzie go miała przez następne dwa miesiące i bezczelnie przywłaszczyła sobie jej miejsce.
Istniał jednak pewien wyjątek od reguły, w którym Abby wybierała komunikację miejską, a mianowicie te dni, w których razem z innymi rezydentami po zakończonej zmianie kończyli w barze, zaledwie ulice od szpitala.
I tak też było tym razem — posiedzieli, popili, przedyskutowali dzisiejsze przypadki, zaczynając od tych najprostszych, a kończąc na skrajnych sytuacjach, których wcale nie dało się rozwiązać bez dalszej diagnostyki. Zdążyła trzy razy posprzeczać się z Tommym, że u faceta spod piątki to wcale nie była zwykła amnezja po alkoholu, a nabyta prozopagnozja po udarze, a na koniec wygrać darmowego shota na odchodne za to, że pomogła kelnerce ze szklankami.
Czuła się wybornie.
Tak wybornie, że nawet nie miała zamiaru kłopotać się, by iść na autobus i zdecydowała się postawić na najbardziej niezawodny transport: własne nogi.
Przeszła dwie przecznice, zagryzając hot-doga, którego przy okazji zgarnęła ze stacji benzynowej i weszła do parku. Miało pójść szybko, miało pójść gładko, jednak kiedy blondynka była w połowie drogi, usłyszała donośne krzyki.
Stanęła jak wryta, czując, jak przez ciało przebiegł chłodny, nieprzyjemny dreszcz. Nie była walczakiem — nie potrafiła się bić ani nawet nie miała przy sobie żadnego pożytecznego narzędzia, które pomogłoby w samoobronie — a jednak bez większego namysłu ruszyła w stronę hałasu.
Na żwirowej ścieżce tuż obok rzędu drewnianych ławek stała drobna kobieta w towarzystwie mężczyzny, który mocno osadzał palce na jej ramieniu. Dziewczyna zawzięcie szukała czegoś w torebce i może nawet miałaby szansę to wyciągnąć lub jakoś się facetowi odwinąć, jednak Wallace była szybsza. W ułamku sekundy znalazła się w bliskiej odległości od całej sytuacji.
— Hej!! — krzyknęła na całe gardło i nie myśląc zbyt wiele, cisnęła tym w połowie zjedzonym hot-dogiem prosto w mężczyznę. Chociaż nie umiała się bić, cela miała wyjątkowo dobrego. Bułka trafiła szemranego typa prosto w twarz, a keczup, który z niej wyleciał chyba dostał się do oka mężczyzny, bo już po chwili zgiął się w pół, klnąc pod nosem i przykładając dłonie do twarzy.
— Głupia suk…
— Policja już jedzie — przerwała mu praktycznie od razu, powoli podchodząc bliżej. — Więc lepiej, żeby zaraz cię tu nie było! — krzyknęła stanowczo, chociaż w środku cała się trzęsła. I chociaż często los odwracał się przeciwko niej, tym razem postanowił zadziałać na jej korzyść, bo wraz ze słowami Wallace w tle wybrzmiały policyjne syreny.
Naturalnie, funkcjonariusze zapewne kierowali się w zupełnie inne miejsce, jednak sam dźwięk wystarczył, by facet wzdrygnął się energicznie, przeklął pod nosem i… zaczął uciekać. Abby zamrugała kilkakrotnie, jakby sama nie mogła uwierzyć, że poszło aż tak łatwo.
Podbiegła do dziewczyny, przyglądając się jej uważnie.
— Wszystko okej? — spytała z wyjątkową troską, tonem, który często używała w pracy, przyjmując nowych pacjentów. — Coś ci zrobił? — przeskanowała kobiete szybkim spojrzeniem, a kiedy nie znalazła nic niepokojącego, rozejrzała się dookoła. Tuż obok nieszczęsnego hot-doga — a raczej jego resztek — leżał idealnie skręcony, chociaż lekko powyginany joint. — No proszę — schyliła się po skręta, a następnie spojrzała na dziewczynę.
Cora Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ze wszystkich sił próbowała się wyszarpnąć z jego uścisku, aż nagle usłyszała głos za swoimi plecami, a wraz z nim jego palce nieco się rozluźniły. Wykorzystała ten moment, aby się wyswobodzić i cofnąć o krok akurat wtedy, gdy tuż przy jej twarzy coś przeleciało lądując wprost na oczach faceta. Ten obrazek był zaskakujący, aż nie zdążyła się zorientować co to w ogóle było. Nawet się nie odwróciła, a jedynie zaczęła się cofać cały czas będąc zwrócona w stronę swojego przeciwnika. Nie chciała, aby znowu zaatakował ją od tyłu. Najwyraźniej jednak pogróżki policją i rzeczywisty odgłos syren w tle, przestraszył go na tyle, że spierdolił.
- Tak, właśnie! Spierdalaj!- krzyknęła jeszcze na doczepkę wymachując ręką, gdy uciekał. Pewnie jej nawet już nie widział, a nawet gdyby to mogłaby go tylko rozśmieszyć aniżeli wystraszyć. Ale sama się czuła trochę pewniej, gdy mogła mieć chociaż minimalny wkład w to, że dalej żyła.
Gdy w końcu mężczyzna zniknął za horyzontem, Cora mogła głośno wypuścić powietrze. Nawet nie zdawała sobie, że w ogóle wstrzymywała oddech. Adrenalina nagle zaczęła z niej schodzić, więc i zaczęła głośniej i głębiej oddychać, by się nie stresować już. - Jezu, laska… uratowałaś mi życie-spojrzała na kobietę będąc po pełnym podziwem, ale również w szoku. Nie spodziewała się, że będzie miała tyle szczęścia i jednak przeżyje ten napad. Na jej pytanie pokręciła szybko głową.- Nic mi nie zrobił. Dzięki za wszystko- dodała będąc niesamowicie wdzięczna nieznajomej i podążyła za jej wzrokiem. - I przepraszam za hot-doga….- w pierwszej chwili zauważyła tylko rozwalone jedzenie na ziemi. Głupio się jej zrobiło, że kobieta poświęciła jedzenie, a z drugiej strony była pod wrażeniem, że to była jej jedyna broń! Musiała mieć niezłe jaja.
Dopiero po chwila dostrzegła blanta, którego już trzymała w dłoni. - To nie mój, chyba tego debila- kiwnęła głową w kierunku dokąd pobiegł. Raczej nie zamierzała go odszukiwać i oddawać mu zgubę. Wprost przeciwnie - miała ochotę zapalić i się odprężyć po tych wieczornych atrakcjach. Jednak to nie ona go znalazła. Nie do niej należał. Niestety. - Jak chcesz, może być Twój. Należy Ci się relaks za pogonienie jakiegoś zboczeńca- dodała z lekkim uśmiechem, chociaż w głębi duszy miała nadzieję, że się z nią poczęstuje. W końcu można przyznać, że razem go pokonały! Im obu należała się nagroda, a ta wydawała się odpowiednia.
Cora jednak przypomniała sobie co jeszcze sprawiło, że jej napastnik się przestraszył. - W ogóle gdzie ta policja?-spytała rozglądając się wokół, ale wydawało jej się, że są całkowicie same w parku.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Całe szczęście nic takiego nie miało miejsca, gdyż kobieta już po chwili zaczęła jej dziękować za interwencje.
— No coś ty, każdy zrobiłby to samo na moim miejscu — odparła, łapiąc większy haust powietrza. Tylko czy na pewno każdy właśnie tak by się zachował? Czasami miala wrażenie, że żyła w czasach, kiedy zimnota ludzka niekiedy przekracza wszelkie granice — człowiek potrafił być obojętny na krzywdę i cierpienie, przekładając własne dobro i wygodę nad wszystko inne. — Cieszę się, że wszystko okej — uśmiechnęła się blado, nie wchodząc w większą dyskusję. Była zadowolona, że mogła pomóc, szczególnie widząc ewidentną ulgę na twarzy nowo poznanej kobiety.
Kiedy wspomniała o hot-dogu, Wallace szybko namierzyła go wzrokiem i podeszła nieco bliżej — leżał cały rozwalony z parówką kilka centymetrów dalej i czerwonym sosem, wyglądającym jak krew, który wylewał się z ugryzionej bułki.
— I tak nie był jakiś wybitny — wzruszyła ramionami. — Prosiłam gościa o sos czosnkowy, a on i tak dał mi ketchup — aż przewróciła oczami, bo przecież każdy szanujący się człowiek wiedział, że hot-dog z samym ketchupem to była największa nuda na świecie. No cóż, najwyraźniej innego zdania był pracownik stacji benzynowej, który ją obsługiwał. Jednym ruchem kopnęła bułkę w stronę trawy, żeby nie leżała tak na samym środku chodnika, tym samym zaciskając dłoń i przypominając sobie o joincie, który znalazła.
— Wygląda jak zwykły joint… — stwierdziła, przysuwając go sobie pod sam nos i dokonując oględzin. Ekspertką nie była — raczej stroniła od tego typu zabaw — ale kilka w życiu spaliła. — Chociaż na dobrą sprawę pod bletką może być tak naprawdę wszystko, więc wypalenie tego może być ryzykowne… — wciąż się wahała, przewracając go między palcami. Dopiero kiedy jej spojrzenie uniosło się na twarz kobiety i zobaczyła, jak wciąż wydawała się zestresowana, Wallace wyprostowała się i odchrząknęła. — Ale wiesz co? W sumie nie dowiemy się, jak nie spróbujemy — w końcu wystarczył jeden buszek, żeby łatwo stwierdzić, czy było to faktycznie zielsko czy jakieś inne majeranki. Kolejnym problemem na ich drodze okazał się natomiast ogień. A raczej jego brak. Całe szczęście Abby w ostatniej chwili przypomniała sobie, że miała w plecaku paczkę zapałek. Zawsze nosiła je przy sobie, bo średnio co kilka dni, dostawała nagłej potrzeby pojechania na grób brata, a znicze same się nie odpalą.
Rozejrzała się dookoła.
— Tam jest jakiś plac zabaw — wskazała dłonią na ogrodzony teren na środku parku, o tej porze kompletnie opustoszały. — Dawaj, zapalimy sobie — posłała jej szczery uśmiech, a kiedy dziewczyna spytała o Policje, Wallace wybuchnęła głośnym śmiechem. — A nie wiem, pewnie nie przyjadą, bo wcale ich nie wezwałam. Tak tylko gadałam od rzeczy, a to, że akurat faktycznie przejeżdżali był czystym przypadkiem — niesamowitym swoją drogą, bo jakie istniało prawdopodobieństwo na powtórkę takiej synchronizacji wydarzeń? Raczej niskie. A nawet bardzo niskie.
Otworzyła furtkę i skierowała się prosto w stronę huśtawek. Zajęła miejsce na jednej, a kiedy kobieta usiadła tuż obok, Wallace wygramoliła z kieszeni skręta.
— A tak w ogóle, to jestem Abby — wyciągnęła rękę w jej kierunku, podczas gdy drugą umieściła jointa w ustach.
Cora Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyglądała się jej jak podchodziła do narzędzia zbrodni, czyli hot-doga. Miała nadzieję, że nie była bardzo głodna, bo Cora w swojej torebce mogła wygrzebać jedynie gumę do żucia. - Mam nadzieję, że chociaż ostry, żeby wypaliło temu pojebowi oczy- rzuciła słysząc o ketchupie. Nie wiedziała czy tak by to zadziałało i w ogóle nie była typem osoby, która życzyła innym źle, ale facetowi, który ją napadł i nie wiadomo jakie miał ostatecznie wobec niej plany? Tak, życzyła wypalenie oczu przez ostry ketchup.
- Może się nawet poszczęści i będzie znacznie lepszy towar- zdobyła się nawet na lekki uśmiech w kierunku kobiety, gdy ta akurat oceniała, co może skrywać ten skręt. Cora raczej nie stroniła od tego typu używek, ale też nie była wielkim znawcą. Lubiła po prostu od czasu do czasu pomóc sobie w rozluźnieniu.- Już się bałam, że nie zaproponujesz- powiedziała z wyraźną ulgą pozwalając opaść swoim spiętym ramionom, a kąciki jej ust poszybowały momentalnie ku górze. To kobieta ją uratowała i ona znalazła tego jointa, więc był jej. Marshall jednak miała ogromną ochotę go wypalić od razu , gdy tylko go zauważyła, więc chęć podzielenia się przyjęła z wielkim entuzjazmem .- Zajaranie to jest to , czego właśnie potrzebuję tuż po tym jak przed oczami widziałam swoje poćwiartowane zwłoki w tych krzakach- pomału zaczęła się też już odprężać w towarzystwie nieznajomej. Nic tak nie zbliża jak uratowanie przed śmiercią, prawda? A jeszcze, gdy usłyszała, że policja wcale tutaj nie jedzie, to aż się roześmiała głośno zarówno z pomysłu jak i zbiegu okoliczności. - Kurwa , dobra jesteś. Nie pomyślałabym, żeby tak krzyknąć- Cora pewnie w takim momencie krzyknęłaby zgodnie z prawdą, że zaraz wezwie policję. Niestety kiepsko działała pod presją czasu. Jej starsza siostra była w tym znacznie lepsza.
Poszła z kobietą na plac bez chwili zawahania. Może powinna się zastanowić czy to, aby dobry pomysł jarać teraz blanta niewiadomego pochodzenia z nieznajomą kobietą, gdy kilka minut temu została zaatakowana przez jakiegoś zboczeńca. Rzecz w tym, że Cora nie zawsze działała racjonalnie, ale uważała też, że posiada szósty zmysł i wie, kiedy może zaufać ludziom. A kobieta wzbudziła jej zaufanie tym rzutem hot-dogiem za dziesięć punktów. - Cora, miło mi- podała jej rękę, a następnie złapała się za łańcuch od huśtawki po obu stronach i odchyliła się do tylu.- Chyba powinnam sobie darować randkowanie. Porządny facet powinien mnie odprowadzić do domu, prawda? Albo kurwa zaprosić do siebie, a ja spierdalałam z tej randki jak oparzona wybierając drogę na skróty przez park. Nigdy więcej tindera. To zło- jak widać jej szósty zmysł do ludzi czasami zawodził. Przejęła od Abby skręta i zaciągnęła się głęboko przytrzymując dłużej dym w płucach zanim go wypuściła. Stety niestety, ale była to trawka. - Też byłaś dzisiaj na jakiejś chujowej randce, a hot-dog miał być na pocieszenie?- spytała jeszcze zanim zaciągnęła się drugi raz. Tym razem szybciej, by przekazać jej blanta.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie umiała nie analizować.
Nawet nad tym jointem z początku zastanawiała się dłużej niż przeciętne człowiek, znając każde, pojedyncze działanie, jakie zielsko miało na mózg. Jednak finalnie przeszła z kobieta na plac zabaw i zasiadła wygodnie na jednej z huśtawek.
— Może nie byłoby aż tak źle — spojrzała na nią ciepło, chociaż przecież nigdy nie wiadomo. Szczególnie w takich przyciemnionych miejscach jak park, gdzie latarnie były jak na lekarstwo i tak naprawdę, gdyby ktoś chciał kogoś poćwiartować, wcale nie byłoby to aż tak trudno zrobić nocą za pierwszym, lepszym drzewem. — Faceci to świnie. Jakoś nigdy nie słyszy się o kobietach, które napadają i gwałcą bez powodu — zauważyła, chociaż pewnie i takie przypadki by się znalazły, jakby człowiek głębiej poszukał. Jednak smutna prawda była taka, że płeć silniejsza często poczuwała się, że ma prawo posiąść kobietę jak tylko im się podoba i kiedy im się podoba. Wykorzystali swoją siłę do nieodpowiednich celów, próbując tym zasłonić niskie ego i podbić poczucie własnej wartości. A pijane typy to już w ogóle był najgorszy możliwy sort.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy Cora w końcu się jej przedstawiła. Zacisnęła palce na ciepłej dłoni, wstrząsając ją nieznacznie, a już po chwili zaczęła szukać za zapałkami, przy okazji wsłuchując się w jej kolejne słowa.
— Było aż tak źle? — zainteresowała się. — Weź opowiedz coś więcej. Potrzebuje szczegółów — Abby kiedyś używała Tindera i próbowała tam swojego szczęścia, jednak nigdy z pozytywnym skutkiem. Nawet nie udało jej się spotkać z ani jedną osobą, pewnie dlatego, że czytała te wiadomości w biegu, a potem zapomniała odpisać. Wallace w ogóle miała problem z utrzymywaniem relacji właśnie w związku z pracą, jaką miała. Dwunastogodzinne zmiany robiły swoje z człowiekiem, i ostatnie na co miało się ochotę, to ciągłe wymiany wiadomości, kiedy ten czas można było spożytkować na coś przydatnego — na przykład na spanie.
— Ja? — spojrzała na nią rozbawiona, gdy Cora spytała, czy również była na nieudanej randce. — Nie. Nie mam ostatnio czasu na randkowanie — stwierdziła, wzruszając ramionami. W międzyczasie w końcu udało się jej znaleźć zapałki. Trochę lamersko, jak żule za blokiem, ale skoro żadna z nich nie miała zapalniczki, to co zrobić? To i tak lepsze, niż jakby musiały krzesać ogień z kamienia.
Umieściła jointa w ustach, a następnie odpaliła. Abby nie była żadnym nałogowym palaczem — kilka razy zapaliła ze znajomymi skręta na jakiejś imprezie, ale to by było na tyle — dlatego kiedy tylko zaciągnęła się dymem, praktycznie od razu się zakrztusiła, czując w ustach charakterystyczny smak zioła. Nie była jakąś znawczynią, ale miała wrażenie, że w tej partii, która im się ostała nie było ono nawet zmieszane z tytoniem, tylko czysty towar.
— Kurwa, jakie to mocne — mruknęła pod nosem, kiedy już doszła do siebie, a następnie ściągnęła kolejnego bucha. Tym razem zrobiła to już o wiele delikatniej, łapiąc w płuca zdecydowanie mniej dymu niż wcześniej. — Może się nie potrujemy — bo w sumie nigdy nie wiadomo. Szczególnie kiedy spalało się znalezisko prosto z podłogi.
— Dużo używasz tego Tindera? — zagadała po chwili, nachylając się i podając Carze skręta. — Ja to sama nie wiem, wydaje mi się strasznie męczące, szczególnie ta drętwe gadki na początek rozmowy. Hejka, co tam — jakby ich to kurwa interesowało, nie? I piszą taką samą wiadomość to dwudziestu innych lasek.
Cora Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No właśnie! My kobiety potrafimy się zachować i utrzymać na wodzy swoje jakieś chore fantazje i pożądanie. A faceci to czasami się zachowują jak pies spuszczony ze smyczy, który nie miał dostępu do miski z wodą od tygodnia. Biegną i chlapią tym jęzorem na lewo i prawo- może i brzmiała stereotypowo, ale jednak takie były fakty. Oczywiście, że i płeć piękna nie była bez skazy, ale jednak statystyka wprost określała, kto najczęściej jest katem, a kto ofiarą. Cora niestety przez swój rozrywkowy tryb życia nie raz spotkała na swojej drodze faceta, który uważał, że należy ona do niego i może zrobić z nią co chce. Gaz pieprzowy w jej torebce nie znajdował się tam bez powodu, ale zazwyczaj działo się to w miejscach, gdzie nie była sama i łatwo było się obronić. Żaden z nich nie był też aż taki namolny. Po dzisiejszym wieczorze na pewno będzie ostrożniejsza
Powinna też lepiej dobierać partnerów na randkę. Robić bardziej skrupulatną weryfikację i selekcję przed spotkaniem. Albo najlepiej po prostu skasować tą aplikację i skupić się na relacji z Gavinem. Skupić się na tym czego w ogóle chce od niego, od ich dwójki. Jednak znacznie łatwiej było to po prostu zostawić tak jak jest i powtarzać sobie, że to tylko nic nieznaczący seks z przyjacielem. To było znacznie prostsze niż zagłębienie się we własne emocje, czego nigdy wcześniej nie robiła. Dlatego wylądowała dzisiaj na randce z kompletnym idiotą, zamiast zasypiać w ramionach Frasera.
- A weź szkoda gadać- machnęła ręką, ale w sumie kontynuowała i tak. Chyba potrzebowała się wygadać komuś. - Na dzień dobry bezczelnie obczaił mnie wzrokiem. Jak nie wiem kurwa jakiś typ z jury Top Model. Nawet tego nie ukrywał. Ale sobie myślę- spoko, nieźle wyglądam, to niech sobie popatrzy. Sam swoją drogą był całkiem przystojny, ale ja patrzyłam mu tylko w oczy w porównaniu do niego- doprecyzowała żeby nie wyjść na hipokrytkę. - Wchodząc do restauracji mogłam zapomnieć o przytrzymaniu drzwi, ale luz - machnęłam na to ręką. Potem podczas składania zamówienia od razu zaznaczył kelnerowi, że życzy sobie dwa oddzielne rachunki. Znaczy nie mam problemu z płaceniem za siebie, ale no kurwa na dzień dobry z czymś takim wypalić?- oczywiście kartą głównie zasilaną hajsem ojca, ale to nie miało większego znaczenia w tej historii. - Mówił tylko o sobie. Całe czterdzieści pięć minut gadał o sobie. Ile ćwiczy, ile jego była miała followersów na instagramie, z czego składa się jego dieta… Gadał non stop. Cieszyłam się, gdy przyszedł posiłek, bo mogłam jedząc zakryć moją mimikę- westchnęła głośno na wspomnienie tamtej randki, gdy zmierzały na ten plac zabaw. Mówiąc to wszystko na głos sama siebie uznawała za idiotkę, że nie uciekła stamtąd znacznie szybciej. - I na koniec oznajmia mi. Tak, oznajmia- spojrzała jeszcze na Abby, aby dostrzegła powagę w oczach Cory. - Że obecnie ma remont mieszkania, więc mieszka u swojej byłej, więc musimy iść dzisiaj do mnie. I nie, wcześniej nie było żadnej mowy o seksie. On po prostu tak z góry założył- przewróciła z zażenowaniem oczami na kogo dzisiaj straciła swój cenny czas i przez kogo prawie straciła swoje życie. Ten koleś nie był wart, aby go nawet przesunąć w prawo. Czy to była jej głupota czy wszechświat dawał jej sygnał, że na swojej drodze spotkała już odpowiedniego mężczyznę? A może powinna w ogóle całkowicie darować sobie spotykanie się z facetami? Słowa Abby uświadomiły jej pewien fakt. Spojrzała na nią, jakby to dopiero do niej dotarło.
- W sumie też powinnam sobie darować randkowanie. Nie wiem na co mi to, skoro są na świecie naprawdę świetne wibratory, które potrafią być momentami znacznie lepsze niż chuj- i o wiele bezpieczniejsze przede wszystkim. Brak ryzyka chorób wenerycznych czy niechcianej ciąży.
Uśmiechnęła się lekko widząc jak mocno się zaciąga jej nowa koleżanka, a następnie kaszle. Nie naśmiewała się z niej. To był po prostu taki uroczy obrazek. Cora najwidoczniej znacznie częściej sięgała po używki. - Po dzisiejszym wieczorze to nie zdziwiłabym się, gdyby wisienką na torcie było wylądowanie na ostrym dyżurze- zaśmiała się biorąc bez żadnych obaw skręta do ręki. Akurat noc na SORze w porównaniu do kiepskiej randki i ataku, nie wydawała się aż tak straszna. Tym bardziej czując jak mocny był ten joint, podejrzewała że dzisiaj wszystko już będzie znacznie przyjemniejsze.
- Żeby chociaż jeszcze czytali potem te odpowiedzi i jakoś się do tego odnosili! Możesz opisać cały swój dzień, a i tak w żaden sposób się do tego nie odniesie i tylko Cię poprosi o link do insta albo od razu zaproponuje spotkanie, bo przecież oczywiście nie lubią pisać i wolą się spotkać. A w rzeczywistości szkoda im czasu na pisania I wolą od razu zaliczyć- powiedziała przekazując blanta swojej nowej koleżance, przy której jak widać Cora wpadała na bardzo ciekawe spostrzeżenia.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ileż to razy Abby słyszała od koleżanek o podobnym zachowaniu ich drugich połówek, gdzie na pytanie czemu wciąż z nim jesteś szła ta sama głupia argumentacja bo przecież go kocham. Fascynujące było, jak człowiek potrafił szybko adaptować się do chujowych sytuacji, a strach przed byciem samotnym zakrywał tak mocne i rażące w oczy red flagi.
— Brzmi, kurwa, okropnie — podsumowała pokrótce, nim ponownie zaciągnęła się jointem. Tym razem zrobiła to już o wiele bardziej delikatnie, nie podrażniając przy tym nie przyzwyczajonego do dymu gardła. — Ale wiesz co, Cora? — spojrzała na dziewczynę, przyglądając się jej uważnie. — To dobrze, że wyszło z niego wszystko co najgorsze już na pierwszym spotkaniu. Najgorsze, co mogło być, to gdyby udawał kogoś innego przez kilka spotkań, a dopiero potem wyszedłby z niego tak wielki klaun. Tak to przynajmniej mogłam się od razu poznać i typa zablokować. Bo chyba nie masz zamiaru już więcej z nim gadać? — dopytała, marszcząc brwi, jakby co najmniej miała prawo mówić jej co powinna, a czego nie. A przecież nie miała takiego prawa — nie były dobrymi koleżankami, dopiero co się poznały. Chociaż to może ten skręt zaczął już powoli działać? Rozluźniał ciało i umysł w ten najbardziej przyjemny, kojący sposób.
Zaśmiała się głośno na uwagę o wibratorach, które z pewnością mogły zastąpić blondynce facetów. Było w tym wiele racji, chociaż istniało też zupełnie rozwiązanie tego problemu.
— A wiesz co jest lepsze niż wibratory i zjebani faceci? — zapytała po chwili, łapiąc jeszcze jednego buszka i przekazując jointa, przy okazji muskając delikatnie jej palce przy tej czynności. — Kobiety — zauważyła. Sama Wallace nie ograniczała się tylko do mężczyzn i z perspektywy czasu uważała, że to była najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć. Płeć piękna miała tak wiele do zaoferowania i tu nie była mowa jedynie o świetnym seksie, ale przecież kobiety zupełnie inaczej podchodziły do relacji niż mężczyźni, były o wiele bardziej empatyczne, czuły zdecydowanie więcej i to było zajebiste. No tylko nie każdy był otwarty na tego typu eksperymenty. — Byłaś kiedyś z kobietą? Po co zamykać się tylko na typów? — mruknęła, kręcąc głową. Wychodziła z założenia, że każdy powinien spróbować obu, zanim w pełni podejmie decyzje, czy chciał się ograniczać. Bo jak możesz wiedzieć, że lubisz czekoladę ze słonym karmelem, kiedy jedyne co jadłeś w życiu to mleczną? To działało na dokładnie tej samej zasadzie. I dlatego Wallaca zadała to pytanie — z czystej ciekawości, czy Cora chociaż kiedykolwiek eksplorowała te tereny. Może było to pytanie bezeczlne, nie na miejscu, ale przecież one i tak były nie na miejscu, siedząc na placu zabaw o drugiej w nocy i jarając skręta. Tu nic nie było tak jak powinno.
— Na ostrym dyżurze mówisz? — zaśmiała się głośno, na moment odchylając na huśtawce. Aż musiała przytrzymać się chłodnych łańcuchów po bokach, żeby przypadkiem nie wywinąć orła. — Wolałabym tam już dzisiaj nie wracać — skwitowała krótko, wbijając spojrzenie przed siebie. Dopiero po chwili doszło do niej, że może dla Cory ta odpowiedź nie była wystarczająco jasna, przecież nie czytała jej w myślach, nic o niej nie wiedziała poza imieniem.
— Pracuje tam — wyjaśniła. — To znaczy nie tylko na ostrym dyżurze, ale tam też. Jestem lekarzem, a dokładniej to rezydentem na pierwszym roku w Mount Sinai — posłała jej firmowy uśmiech numer cztery. — Więc uwierz mi, nie chciałabyś skończyć dzisiaj na SORze. Jest tam od zajebania ludzi — wzruszyła ramionami, jakby to była najbardziej normalna informacja na świecie. Czasami zapominała, że nie każdy obracał się w towarzystwie medycznym. Niektórzy ludzie wiedli przecież normalne życia.
Cora Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
I wtedy nagle Abby zadała jej pytanie, które nikt inny wcześniej nie zadał. Bez słowa pokręciła głową, bo nie miała pojęcia , co może być lepszego. KOBIETY. Kiedy tylko Wallace to wypowiedziała delikatnie dotykając skóry Cory, wzdłuż jej kręgosłupa przeleciał przyjemny dreszcz… ekscytacji.- Nie byłam…- szepnęła niepewnie i trochę wstydliwie. Zaciągnęła się krotko i szybko, ale jeszcze nie przekazała jej blanta dalej. Odchyliła się spoglądając w niebo i zastanawiając się jakby to było z kobietą. Czuła jak jej mózg eksploduje wyobrażając sobie te wszystkie obrazki i analizując za i przeciw. - A może to nie głupi pomysł….- dodała po chwili bardziej chyba nawet do samej siebie. Na pierwszy rzut wszystko wydawało się spoko, ale brakowało jej w tym doświadczenia. Nie wiedziała jakby to było z kobietą w rzeczywistości. Może to tylko w wyobrażeniach jest takie nieskomplikowane i przyjemne? Dlatego spojrzała ponownie na Abby z żywym zainteresowaniem. - A Ty byłaś kiedyś z kobietą?- spytała, bo skoro to ona jej podsunęła pomysł relacji z kobietą to dlatego, że wiedziała coś więcej na ten temat? Najlepiej z własnego doświadczenia.
Cora musiała przyznać, że nowo poznana koleżanka ją zaskakuje na każdym kroku. Najpierw tak świetnie ją uratowała poświęcając hot doga, potem znalazła skręta, podsunęła pomysł seksu z kobietą, a na koniec się okazała lekarzem! Co to był za wieczór. Oczy blondynki aż wystrzeliły z orbit słysząc, czym się zajmuje. - Wow, to dlatego jesteś taka mądra- powiedziała to bez cienia złośliwości czy śmiechu. Szczerze ją podziwiała i uważała za mądrą. Nawet jeżeli nie powiedziała jej jeszcze wiele, to na zjarany (dosyć szybko) umysł Cory wystarczyło to co wiedziała o niej, aby uznać ją za mądrą. Zaciągnęła się jeszcze raz blantem i go jej oddała, łapiąc potem się za łańcuchy huśtawki. - A nie obrzydza Cię krew, rany i wystające kości? Oglądałam kiedyś Grey’s Anatomy i o fuuuj nie! Nie dałabym rady- kolejny raz się wzdrygnęła, ale tym razem na wspomnienie scen przy których musiała zamykać oczy.
Abby Wallace
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ale wiesz czemu? — prychnęła, zaciągając się jointem, który powoli już zaczynał działać. Czuła to w nagłym rozluźnieniu ciała i sposobie rozkminiania rzeczy, który zaczynał nieco różnić się od tego jej rozważnego. Teraz była raczej na etapie mówienia wszystkiego, co tylko nawinie się jej na język. — Bo debile przyciągają debili. Rozumiesz? Normalnie przyciągają się nawzajem. To trochę tak jak z magnesami, ale nie do końca. To ten testosteron tak ich przyciąga, fluidy jakieś rozprowadzają, a potem jak wracałaś do domu, to pewnie ten drugi totalnie to wyczuł, bo zostałaś naznaczona przez debila. Rozumiesz? — odwróciła się w stronę Cory z wielką nadzieją w głowie. Czuła, że powoli zaczyna gadać bez sensu, ale z drugiej strony jej nowa koleżanka również jarała to samo, więc może ona też była już pod lekkim wpływem? Chociaż z drugiej strony przecież najlepiej wiedziała, że na każdy organizm zioło działało inaczej.
Na Abby musiało działać całkiem mocno, skoro bez większych problemów przeszła z wibratorów na rozmówki o kobietach. Chociaż kiedy Cora oznajmiła, że nigdy z żadną nie była, Wallace aż wywaliła szeroko oczy i nachyliła się w jej stronę, opierając ramię o łańcuch huśtawki.
— No co ty mówisz — rzuciła z niemała fascynacją. — Nawet się z żadną nie całowałaś?! — dopytała, chociaż to akurat pewnie Cora miała za sobą, chociażby w szkole czy na jakiejś imprezie. A może nie? — To skąd możesz wiedzieć, że wolisz facetów? — spytała najszczerzej, jak tylko mogła. Żadna częśc jej pytania nawet nie podchodziła pod przysłowiowe podśmiechujki, a wychodziła z głębi serca. Bo skąd mogła wiedzieć? Ludzie z góry zakładali, że pary muszą składać się z mężczyzny i kobiety, małym dziewczyną od dzieciaka wpajało się, że muszą znaleźć swojego księcia z bajki i jakoś nigdy nie była to inna księżniczka, więc jak mózg ma potem myśleć inaczej? A może gdyby taka śnieżka zeszła się z kopciuszkiem, to byłby najbardziej epic duo w całej historii Disneya? Ano właśnie. I tą samą sytuację miały tutaj; bo skoro Cora nigdy nie była z kobietą, może nawet nie wiedziała, jak epicko mogło być.
— Ja? No pewnie, że byłam — skinęła dumnie głową, kompletnie nie przejmując się, że nagle zrobiła się jakaś taka cięższa. — Ja to już w przedszkolu zakochałam się w pierwszej dziewczynie. Miała na imię Tory i przepięknie śpiewała piosenki z bajek. Normalnie kochałam ją całym sercem i duszą, byłam w nią zapatrzona jak w obrazek — oczywiście ta historia nie miała wielkiego happy endu, bo Wallace jeszcze na tamtym etapie kompletnie nie rozumiała uczuć i razem z Tory były po prostu najlepszymi przyjaciółkami przez lata, dopiero inne szkoły postanowiły przerwać ich wspólną historię. A szkoda.
I kiedy tak sobie myślała o Tory, nagle przypomniała sobie, że w torbie miała przecież otwartą paczkę żelków. Schyliła się do niej z takim impetem, że o mały włos nie wywinęła orła na huśtawce, a już po chwili wcisnęła sobie dwa do ust, oczywiście dzieląc się z Corą.
— Kobiety są zajebiste — zaczęła z pełną buzią. — Są o wiele bardziej emocjonalne, wiesz, rozumieją emocje. Mało kiedy powiedzą ci, że wyolbrzymiasz albo zwalą to na twój okres. Co więcej, Cora, uważam, że laska w życiuuu nie zachowałaby się na waszej randce tak, jak ten gbur — aż się skrzywiła na samo wspomnienie gagatka. — A no i jeszcze jedno — władowała kolejne trzy żelki do ust, spoglądając tajemniczo na blondynkę. — Nie żeby coś, ale seks z laskami jest nie do porównania: Nigdzie się nie śpieszą, cenią sobię grę wstępną, potrafią nakręcić do czerwoności i już nawet nie mówię o fakcie, że mogą dochodzić wiele razy, na okrągło i bez przerwy — bo to akurat był solidny argument. Jasne, seks z facetami też miał swoje plusy i przyjemne momenty, ale ten z kobietami Abby wspominała o wiele lepiej. Może dlatego, że każdy był inny, ciekawy? Opcji było wiele i mogła się tak jeszcze rozwodzić aż nie wzejdzie słońce, ale wtedy one nagle przeskoczyły na rozmowę o jej pracy, a Wallace zaśmiała się głośno na reakcję Cory.
— No co ty, krew jest super! — zabrzmiała jak seryjny morderca. — Wcale mnie to nie obrzydza, jak już to… — zawahała się. — Dobra chuj, powiem ci — przysunęła się nieco bliżej huśtawką w stronę Cory, jakby miała jej powiedzieć jakiś sekret, chociaż w rzeczywistości było to po prostu tak obrzydliwe. — Najgorsze są zmiany na SOrze jak pogotowie przywozi bezdomnych, hatfuuu, to znaczy wiadomo, człowiekowi trzeba pomóc, ale kurwa, mówię ci Cora, raz jeden typ miał w stopie ROBAKI!! — podzieliła się tym jakże traumatycznym wspomnieniem i mogła sobie tylko wyobrażać, jaka będzie reakcja pięknej, zadbanej blondynki na te słowa.
Cora Marshall