39 y/o
For good luck!
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

wiz

Magiczny czas nowego roku. Cały świat szykował się na przywitanie tego, co ma być nowe, ekscytujące. Kanada świętuje ten dzień jako jedno z ostatnich państw, więc telewizja miała trochę czasu by znaleźć najlepsze kadry. Tak, by to świętowanie wyglądało lepiej niż w innych krajach. Bo jak wszyscy wiemy to zawsze są zawody. W Toronto nie było lepszego miejsca na obserwowanie fajerwerków, pokazu dronów, laserów, czy co tam w tym roku wymyślali niż CN Tower. Ich najwyższe, przeszklone piętra oferowały jeden z najlepszych widoków na panoramę miasta. Jako największa lokalna stacja oczywiście mieli wyłączność. Przygotowania trwały już od kilku dni. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, a to znaczyło wiele pracy dla Maxa. Jako producent musiał załatwić całe piętro, wszystkich techników, dźwiękowców oraz oczywiście gwiazdę wieczoru, więc jego podopieczną. O ten segment zabijało się wiele dziewczyn. Nie tylko prezenterek ale i reporterek. W końcu to zapisuje się poniekąd na kartach historii. Shepherd uciekł się do pewnego nepotyzmu bo jako producent decyzja należała do niego, więc oczywiście w roli została obsadzona Bronte. Nawet jeśli w ostatnich tygodniach ich relacja nie układała się jakoś szczególnie intymnie.
Sam Max nie musiał tu być. Miał zaufanie do całego zespołu. Sam nie występował. Nie miał nic do załatwienia, lecz zawsze twierdził, że jeśli ktoś zostaje po godzinach albo wkłada pracę w dni wolne, on też powinien to robić. Akurat tytułu tytana pracy nie można było mu odebrać. Wiele ze swoich scen wykonywał sam, nie potrzebował dublerów. Nie prosił kogoś o zrobienie czegoś, czego sam by nie zrobił. Więc ubrał się, jak wypadało na taką okazję, zamówił jedne z najlepszych ciast w mieście, trochę przekąsek. Tak by wszyscy, którzy pracują zamiast świętować z bliskimi mieli coś z tego wieczoru.
Wszystko poszło tak, jak zakładano. Bronte wyglądała zjawiskowo, z segmentem poradziła sobie świetnie. Na długo przed pierwszą w nocy wszyscy mogli się już zwijać. Niektórzy zostawali jeszcze by wyskoczyć na jakąś imprezę w mieście, jednakże on nie miał takich planów. Robił się już trochę za stary na huczne imprezowanie. Z resztą następnego dnia znów były segmenty noworoczne do poprowadzenia. Na pewno coś się wysypie. Wolał być na to w miarę przygotowany. Wszyscy dość szybko się rozeszli. Przynajmniej tak mu się wydawało. Kiedy pogasił już większość świateł udał się w stronę wind. Jedna z nich akurat się zamykała. Udało mu się ją zatrzymać. W środku zobaczył nikogo innego, jak blondynkę, z którą nawet dzisiaj za dużo nie porozmawiał. Posłał jej przelotny uśmiech i wkroczył do kabiny stając obok niej.
- Podwieźć Cię gdzieś? Impreza? Dom? - zagaił gdy kolejne z dziesiątek pięter znikały na wyświetlaczu - I wiem, że już to mówiłem, ale świetnie Ci dzisiaj poszło. - obrócił twarz w jej stronę z uprzejmym uśmiechem.
Więcej już nic nie powiedział. Nie miał pomysłu, co więcej mógłby powiedzieć. Ta cisza pomiędzy nimi robiła się trochę niezręczna i strasznie się przeciągała. Shepherd nie był fanem takich rozwiązań. Może nie był jakoś wielce przesądny, ale nie lubił wchodzić w nowy rok z nierozwiązanymi sprawami. Dlatego zanim drzwi na parterze zdążyły się rozsunąć wcisnął przycisk stop. Dzwoneczek zadzwonił, winda stanęła, lecz nie było żadnego zagrożenia.
- Myślę, że w nowy rok warto wchodzić z czystą kartą, więc zapytam wprost Bronte. Czy to między nami to była tylko chwilowa słabość? - zapytał otwarcie opierając się o ścianę kabiny - Mieliśmy wyskoczyć na randkę, zobaczyć, czy może być z tego coś więcej. Zapraszałem Cię dwa razy, dwa razy się zgodziłaś i dwa razy mnie wystawiłaś. - spoglądał na nią dość swobodnie, a w jego głosie nie było żadnej pretensji.
- Nie zrozum mnie źle. Mówiłem, że zaczekam, będę cierpliwy i jestem. Nie mam nawet problemu jeśli lubisz być zdobywana. Jestem w tym dobry. - uśmiechnął się zalotnie przekrzywiając lekko głowę - Po prostu myślę, że nowy rok jest dobrym momentem żeby podjąć w końcu jakąś decyzję. - patrzył w jej oczy szukając tam jakiejś odpowiedzi, która może nie padnie z jej ust.

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Welkom in Canada
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnio działo się dużo, może nawet z a dużo, przez co Bronte miotała się z tym, co powinna zrobić.
Sytuacja między nią a Maxem rozwijała się w kierunku, którego dla nich chciała. Pragnęła dać tej znajomości realną szansę i sprawdzić, jak się między nimi poukłada, ale zanim rzeczywiście zdołaliby się o tym przekonać, to właśnie ona zaczęła wszystko psuć.
Rzecz w tym, że to jej obawy zaczęły wymykać się spod kontroli. Nie dlatego, że bała się tego związku. Obawiała się raczej sytuacji, w której nieświadomie się znalazła - w centrum zamieszania związanego z programem ochrony świadków i niebezpieczeństwem z tym związanym. Chcąc poznać szczegóły dotyczące domniemanej śmierci dawnego przyjaciela, Bronte zaczęła grzebać w bombie, która lada moment mogła wybuchnąć.
A to oznaczało kłopoty.
Była więc rozkojarzona, a poza tym nie chciała ściągnąć niebezpieczeństwa na Shepherda. Na nikogo nie chciała go ściągnąć, dlatego w końcu doszła do wniosku, że to mógł nie być dobry moment, aby z kimkolwiek randkować. Rzecz w tym, że nie wiedziała, jak mogłaby mu o tym powiedzieć. Nie chciała też tego robić, dlatego zgadzała się na kolejne spotkania, a później głupio się z nich wykręcała.
Wiedziała, że postępowała dziecinnie, ale w tym momencie po prostu nie umiała inaczej.
Ciężko było jej też skupić się na dzisiejszym programie. Wiedziała jednak, że relacja na żywo z miejskiego sylwestra była dla niej ogromną szansą, którą zamierzała wykorzystać. Musiała się przyłożyć, niezależnie od tego, gdzie uciekały jej myśli. I tak też zrobiła, choć wbrew temu, co mówili wszyscy dookoła, ona wcale nie czuła się z siebie zadowolona.
Jeszcze przez dłuższą chwilę katowała się niepochlebnymi myślami zamknięta w toalecie na najwyższym piętrze. Mając nadzieję, że nikt nie urwie jej za to głowy, wypaliła tam też kilka mentolowych papierosów, które zwykle pomagały jej się rozluźnić. Tym razem nawet to nie pomogło, ale przecież nie mogła siedzieć tu w nieskończoność.
I tak w końcu trafiła do windy. Tej samej, którą w ostatniej chwili zatrzymał Max.
Uśmiechnęła się łagodnie i przemknęła spojrzeniem po jego sylwetce. Prezentował się dziś w y j ą t k o w o dobrze, ale ona nic nie mogła z tym zrobić. Nie, jeżeli zamierzała trzymać się myśli o tym, że konieczny był dystans. — Nie jestem tego taka pewna, ale… dzięki — odparła, a grymas na jej twarzy zdradzał, że nie kłamała. Wcale nie uważała, że udało jej się dzisiaj szczególnie popisać.
Wciągnęła głębiej powietrze, już mając zamiar powiedzieć, że nie chciała sprawiać mu żadnego kłopotu, ale nim wypowiedziała choćby słowo, winda się zatrzymała. Dopiero wtedy zwróciła uwagę na to, że odpowiadał za to Max, na co ona zareagowała ściągnięciem ku sobie brwi. Cholera, mogła domyślić się tego, że w końcu spróbuje ją przycisnąć.
Ja… — spróbowała wejść mu w słowo, ale ostatecznie zacięła się, pozwalając mu mówić dalej. — To nie wypadło najlepiej — przyznała po chwili, wypuszczając głośniej powietrze z płuc. Nie przypuszczała, że w nowy rok będzie zmuszona wejść poważniejszą rozmową, ale może rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem miało okazać się zrzucenie tego ciężaru z serca.
Nawaliłam — przyznała otwarcie i potarła dłonią czoło. — Ja po prostu… Pojawiło się ostatnio trochę zamieszania, które musiałam uporządkować, ale to okazało się trudniejsze, niż myślałam — i nadal nie wiedziała, co powinna na ten temat myśleć.
W jej umyśle panował ostatnio przeogromny mętlik.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
For good luck!
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Max już od wielu lat nie był typem faceta, który uganiałby się za kobietami. Może gdy jeszcze był nastolatkiem w Montanie trochę uganiał się za spódniczkami, jednak odkąd stał się gwiazdą? To zawsze one zabiegały o jego uwagę. Nawet jego była żona. To ona znalazła jego, nie na odwrót. Był nieco zbyt zajęty na szukanie sobie stałej relacji. Zawsze na planie albo na imprezie. Może dlatego właśnie zainteresował się swoją podopieczną? Blondynka nie uganiała się za nim. Nie wykazywała większego zainteresowania poza jego karierą czy tym co aktualnie robili razem. Złapał ją kilka razy na jakimś zaciekawionym spojrzeniu lecz nigdy nie dała mu żadnego wyraźnego znaku, że chciałaby czegoś więcej. Nie flirtowała z nim otwarcie. Właściwie w ogóle. To było coś nowego, ciekawego. To pewnie te całe biologiczne predyspozycje do zdobywania tego, co nie wydaje się zainteresowane. To nie miało jednak większego znaczenia. Chciał spróbować. Tym razem zbudować całkiem zdrową relację będąc bardziej świadomym tego, co właściwie robi. Był gotów trochę się za nią pouganiać, lecz ona też musiała tego chcieć, a na razie nie był tego taki pewien.
Dzisiaj nie pomagało też to, że wyglądała absolutnie zjawiskowo i cóż... cholernie seksownie. Nie potrafił oderwać od niej oczu przez większość transmisji. Dokładnie tak jak jej powiedział na ich pierwszej randce. Miał ochotę ją pocałować. Nie tylko dlatego, że był akurat nowy rok, a to zdawało się być pewną tradycją. Chciał zrobić o wiele więcej, ale nie mógł. Tym bardziej, kiedy przez większość wieczoru ona wydawała się go wręcz unikać. Nie brał tego do siebie. Zrzucał to na suche fakty. Była zajęta. Jest gwiazdą dzisiejszego wieczoru i wszyscy jej potrzebowali. On był po prostu dodatkiem. Producentem. Istniał jedynie w napisach końcowych.
- Ty nie musisz być tego pewna. Pewni muszą być producenci. Czyli w tym wypadku ja. - uśmiechnął się do niej zaczepnie pozwalając sobie jeszcze raz przemknąć wzrokiem po jej sylwetce.
To oczywiście był błąd. Zamknięci w windzie, ona w pół prześwitującej sukience nie pozostawiającej wiele dla wyobraźni plus zapach jej perfum powoli wypełniający zamkniętą przestrzeń? Max był tylko facetem i to w dodatku skłonnym do nałogów. Poczuł jak zalewa go fala ciepła, ale skutecznie trzymał się swoich postanowień.
Widział skruchę w jej postawie. Potrafiła też przyznać, że nawaliła. Niemniej jej tłumaczenia... Niezbyt go przekonywały. Nawet jeśli wydawały się szczere, nadal brzmiały jak wymówka. Żadnych konkretów. Po prostu była zajęta. Czy tak właśnie wygląda zbywanie? Shepherd nie był do tego przyzwyczajony, ale próbował dać jej jeszcze szansę. Dać im szansę.
- Nawaliłaś. - przyznał przytakując głową, ale nie był o to zły - Wiesz, jestem przyzwyczajony do tego by moja partnerka była zajęta. Moja była żona była reporterką, a ja też miałem bardzo napięty grafik. Tylko wiesz... Ech... Nie jestem w tym dobry. - westchnął cicho kręcąc głową - Nadal nie odpowiedziałaś na pytanie. Chcesz czegoś więcej czy chcesz po prostu fajnego producenta, który ma do Ciebie słabość? - uśmiechnął się nieco nieporadnie bo może wydawał się dość dojrzały w tym wszystkim, lecz prawda była taka, że stworzenie takiej relacji to też był jego pierwszy raz.
Nie był przyzwyczajony do takich rozmów. Prowadzenia otwartego dialogu. Próbował. Jednak potrzebował też trochę decyzyjności z jej strony.

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Welkom in Canada
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała tendencję do podejmowania niewłaściwych wyborów. Miała tendencję do popełniania b ł ę d ó w, których później musiała żałować. Nie była więc pewna, czy przypadkiem w ogóle nie powinna trzymać się z dala od mężczyzn.
Shepherd miał jednak w sobie coś, co dawało jej odczuć, że tym razem mogło być inaczej. Nie był związany z jej najlepszą przyjaciółką, ani też po trzech tygodniach znajomości nie zaproponował jej małżeństwa, na które ona najpewniej zgodziłaby się, gdyby było między nimi choć trochę intensywniej.
Ich znajomość była jednak o tyle nietypowa, że była zwyczajnie s p o k o j n i e j s z a, co zaś obudziło w jej umyśle myśl, że być może jako pierwsza miała szansę stać się czymś poważnym, szczerym. Prawdziwym.
Czegoś takiego dla siebie chciała, a jednak w ciągu ostatnich tygodni naprawdę się pogubiła. Cała ta sytuacja, która nagle wypłynęła w kwestii jej dawnego znajomego przerastała ją. Co więcej, stanowiła też źródło potencjalnego niebezpieczeństwa, w które ona nie chciała go wpakować. Przez pewien czas wydawało jej się, że nie chciała też pakować w to siebie, ale czy rzeczywiście mogła postawić kreskę na osobie, która z dawnego życia nie miała już przy sobie nikogo?
Było zbyt wiele rzeczy, które musiała sobie poukładać, ale żeby to zrobić, musiała też odpowiednio je przemyśleć. To z kolei oznaczało, że potrzebowała czasu, którego też wcale nie miała pod dostatkiem, ponieważ cały ten świąteczno-sylwestrowy szał wymagał od niej pracy na wysokich obrotach. Nawet dziś nie mogła swobodnie świętować nadejścia nowego roku, choć… Czy rzeczywiście byłaby w nastroju? Wydawało jej się, że raczej niekoniecznie.
I jeszcze czekała ją c i ę ż k a rozmowa.
Nie spodobała jej się jednak sugestia, która padła na końcu. Ściągnęła ku sobie brwi i spojrzała na niego tak, jakby udało mu się ją urazić. Spokorniała jednak trochę, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że właśnie takie sygnały mogła mu w ostatnim czasie wysyłać. Musiała mocno namieszać mu w głowie.
To nie tak, Max — odparła, odwracając się w pełni w jego stronę. — Ostatnio naprawdę sporo się skomplikowało — dodała, marszcząc przy tym brwi i jeszcze przez moment zastanawiając się nad tym, co tak właściwie mogła mu powiedzieć.
Doszła do wniosku, że było tego raczej n i e w i e l e, bo całe to zamieszanie, które wkradło się do jej życia, nie dotyczyło jej bezpośrednio. Było sprawą kogoś innego, w dodatku cholernie skomplikowaną sprawą, o której nawet ona nie powinna była się dowiedzieć. — Chciałabym, ale nie mogę powiedzieć ci więcej. Nie o tym, ale… Jeśli chodzi o całą resztę, nie kłamałam. Lubię cię i chciałabym, żeby to się udało, ale potrzebuję trochę czasu — wyjaśniła ogródkowo, uważnie studiując przy tym jego twarz spojrzeniem. Denerwowała się, a to odczucie brało się głównie z tego, iż naprawdę nie wiedziała, czego mogła się teraz po nim spodziewać. — Myślisz, że możesz mi zaufać? — zapytała, nerwowo zagryzając policzek od środka, mając to dziwne przeczucie, że p o w a ż n i e j s z y kształt ich relacji mógł zakończyć się jeszcze szybciej, niż zdołali go nawiązać.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
For good luck!
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Nie tak chciał rozpoczynać nowy rok. Nawet jeśli nie był specjalnie przesądny i nie brał na poważnie tych wszystkich postanowień noworocznych, tak skoro już złapali się w tej windzie, choć wcale nie musieli, postanowił uwierzyć, że był to poniekąd jakiś znak od losu. Przeznaczenie nie było słowem, którego chciał kiedykolwiek używać. Zawsze był w przekonaniu, że nie ma co odkładać rzeczy na później. Jest tu i teraz. Trzeba korzystać z chwili. Więc poruszył coś, co od dłuższego czasu nie dawało mu spokoju. Zawróciła mu trochę w głowie. Była tym powiewem świeżości, którego chyba po prostu potrzebował. Czymś nowym w Kanadzie, gdzie układał sobie życie na nowo. Jest pierwszą osobą, którą tak naprawdę się ekscytował. Wszystko inne znał. Miejsce, pracę. Robił to wcześniej. To osoby były nowe i to ona była tą, którą zaprosił na randkę. Właściwie randki, na których się nie pojawiała. Jeśli trochę ją uraził, co zauważył w jej wyrazie twarzy, nie miał sobie za dużo do zarzucenia. Wiedział, że ma taki efekt. Zawsze był dość bezpośredni. Można było to lubić bądź też nie. Taki po prostu był.
Kiedy ponownie powtórzyła, że trochę się u niej skomplikowało tylko uśmiechnął się z pewnym zrezygnowaniem. Więcej tego samego. Z jednej strony to rozumiał. Nawet gdyby byli razem miała prawo do własnego, prywatnego życia, aczkolwiek teraz brzmiało to trochę jak wymówka. Jakby nie chciała się zaangażować, a po prostu trzymała go na wszelki wypadek. Gdyby się jednak zdecydowała. Max nie był facetem, który jest wyjściem awaryjnym. Nagrodą pocieszenia. Tak się teraz trochę czuł. Słyszał już kiedyś to całe chcę, ale nie mogę powiedzieć więcej. To niestety tylko rodziło więcej pytań i nie ukrywał, że nie taką odpowiedź chciał usłyszeć. Nawet jej zapewnienia o tym, że nadal tego chce nie wywoływały już tych samych wesołych iskierek w jego tęczówkach, co za pierwszym razem.
- Ufam Ci Bronte. Ufam, że nie możesz mi powiedzieć. Ufam też, że nadal tego chcesz. - powiedział nie trzymając jej w napięciu - Dałem Ci czas Bronte. Dam Ci też go trochę więcej. - uśmiechnął się lekko podchodząc bliżej i pocierając delikatnie jej policzek swoim kciukiem tak by nie rozmazać jej makijażu. - Ale nie będę czekać w nieskończoność. Nie wątpię, że jesteś tego warta. - zapewnił ją z ciepłym uśmiechem.
- Po prostu jeśli mam się z kimś spotykać to z kimś, kto nie spotyka się ze mną w wolnym czasie, a po prostu znajduje dla mnie ten czas. - spojrzał jej w oczy żeby dobrze go zrozumiała i widziała, że nie jest urażony ani nie było to w żaden sposób pasywno-agresywne.
Jego dłoń w końcu opadła a on odsunął się od niej nieco by sięgnąć do przycisków i odblokować windę.
- A teraz, gdzie Cię podwieźć? - otrząsnął się i wrócił do swojego normalnego żartobliwego tonu - Bo zarówno jako twój producent, jak i jako potencjalny chłopak... - pozwolił by jego wzrok bardzo wyraźnie przesunął się po jej sylwetce - Nie wypuszczę Cię na miasto w tej sukience. Wyglądasz po prostu za dobrze. - uśmiechnął się do niej znacząco rozluźniając już atmosferę.

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Welkom in Canada
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła tłumaczyć sobie to w sposób, że związki po prostu nie były łatwe, ale prawda jest taka, że na ich drodze pojawiło się po prostu zbyt wiele wyboi. W dodatku powstały one właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowali stabilnego gruntu.
Stawiali w tej znajomości swoje pierwsze kroki, a przynajmniej tak było w kształcie, który wspólnie zapragnęli mu nadać. To właśnie w tym momencie najbardziej powinni zatroszczyć się o komfort drugiej osoby, aby w ten sposób dać jej zapewnienie tego, że byli po tej samej stronie i wcale nie chcieli się zranić.
Bronte wiedziała już, że go zawiodła. Wiedziała, że pod tym względem zawaliła na całej linii, a jednocześnie nie była w stanie pozbyć się wrażenia, że w obliczu ostatnich wydarzeń postąpiła po prostu s ł u s z n i e. Może więc to rzeczywiście był znak? Tyle tylko, że wcale nie tak optymistyczny, jak sama by tego chciała. Raczej taki, który miał im pokazać, że budowanie wspólnego szczęścia zwyczajnie nie było im pisane.
I czuła się z tym p a s k u d n i e. Zupełnie inaczej, niż kiedy ostatnim razem rozmawiali ze sobą, a on niemal zamykał ją w swoich ramionach. Obecnie wydawało jej się to niesamowicie odległe, może nawet odrobinę nierealne. Naprawdę nie wiedziała już, dokąd ich to wszystko zaprowadzi.
Nie proszę cię o to — odparła, kiedy wspomniał o nieskończoności. Nie próbowała wodzić go za nos, nie próbowała też okręcić go sobie wokół palca wyłącznie dla własnych korzyści. Ostatnich kilka tygodni było jednak dosyć niefortunnych, a jednak pomimo tego, jak bardzo chciała się wytłumaczyć, była to granica, której nie mogła przekroczyć. Nie była w stanie tak po prostu wszystkiego mu wyśpiewać, jednocześnie ignorując to, jak bardzo niebezpieczne mogło być to dla niego, albo dla osób bezpośrednio w to zamieszanych.
Nie była aż tak nierozważna.
Ale najwyraźniej nie umiała też powiedzieć sobie p a s, kiedy okazja ku temu sama do niej przyszła. Mogła przecież powiedzieć mu, że powinni to zakończyć. Mogła ukrócić to wszystko i puścić go wolno, w ten sposób ograniczając ewentualne straty, ale doskwierało jej to dziwne poczucie niesprawiedliwości, które jej na to nie pozwalało.
Bo dlaczego miałaby rezygnować z własnego szczęścia? Czemu miałaby poświęcić wszystko tylko dlatego, że ktoś inny wpakował się w tarapaty? Już w przeszłości popełniła zbyt wiele błędów, a teraz przecież obiecała sobie, że nie będzie ich powielać. Mogła to być najwyższa pora, aby się do tego zastosować.
Słyszałam, że to sprawka kogoś z produkcji — bo przecież to nie tak, że sama wybierała swoje stroje. W skrajnych przypadkach mogła powiedzieć n i e, choć ono też nie zawsze było wysłuchiwane. — Możesz podwieźć mnie do domu, jeśli chcesz. Marna ze mnie kucharka, ale potrafię zrobić tosty — dodała po chwili zastanowienia, po czym omiotła go też pytającym spojrzeniem.
Tak, to bez wątpienia była forma zaproszenia, z którego mógł skorzystać, jednak biorąc pod uwagę jej przewinienia, mógł też po prostu je odrzucić. Zrozumiałaby. Wbrew temu, co mówił, naprawdę mógł postąpić inaczej, a ona nie miałaby prawa mieć mu tego za złe.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
For good luck!
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Kiedyś Max pewnie skreśliłby już tę znajomość. Należał do osób, które zazwyczaj niełatwo się poddawały, jednakże jeśli chodziło o związki... Już nie był w tym taki dobry. Był przyzwyczajony do tego, że to kobiety uganiały się za jego osobą. Czy to fanki, czy od czasu do czasu inne aktorki, z którymi lądował na planie filmowym. Jego żona również poniekąd zaliczała się do tej kategorii bo poznali się kiedy udzielał jej akurat wywiadu. Nigdy nie musiał specjalnie o nią zabiegać. Ich relacja była dość... Swobodna. Obojgu im pasowała. Przynajmniej do czasu aż nie zaczął naprawdę upokarzać się na dragach. Wtedy po prostu miarka się przebrała.
Z Bronte starał się postąpić inaczej. Tak, zawiodła go tym jak mało czasu im poświęcała, lecz nie zamierzał skreślać jej po jednym przewinieniu. Mieli podejść do tego na spokojnie, małymi krokami. Nawet jeśli nie zamierzał czekać na nią wiecznie, mógł dać jej jeszcze trochę czasu. Podobno na tym polegają zdrowe relacje. Rozmawianiu o swoich problemach. Nawet jeśli oficjalnie nie byli jeszcze parą. Po prostu poszli na jedną randkę. Max chciał więcej, ale nie chciał też tego spieprzyć, jak swojego małżeństwa. Pomimo tego, że nad ich relacją zbierały się nieco czarne chmury, nadal mieli czas. Blondynka będzie musiała nadrobić trochę w jego oczach. Postarać się nieco mocniej. To właśnie na początku spotykania się zazwyczaj trzeba poświęcić sobie najwięcej czasu, jeśli ona nie potrafiła zrobić tego teraz, nie wróżyło to dobrze na przyszłość. Żadne z nich jednak nie planowało przecież jeszcze ślubu czy nawet oświadczyn. To miało być coś luźnego, bez wielkich emocji. Chyba oboje byli winni sobie drugą szansę.
Ta rozmowa nie poszła tak źle jak się spodziewał. Nikt tego nie zakończył. Nikt nie podniósł głosu, nikt się nie obraził. Już to uważał za sukces. Nie mógł tego powiedzieć o zbyt wielu swoich wcześniejszych związkach.
- Hej, na mnie nie patrz. Nie miałem z tym nic wspólnego. - podniósł dłonie w pacyfikującym, obronnym geście, lecz jego uśmiech był nieco zbyt enigmatyczny by w ogóle nie moczył w tym palców.
- Teraz to Ty zapraszasz mnie na randkę? - uśmiechnął się nieco szerzej, a w jego tęczówkach pojawiły się te wesołe iskierki, które dobrze znała - Tosty są w porządku, nie jestem aż tak wybredny. - nie mógł zaprzeczyć, że jednak trochę był, chociaż przynajmniej chorobliwie nie unikał cukru i śmieciowego jedzenia.
Zanim jednak pozwolił im wyjść z windy, wychylił się nieco przez otwarte drzwi i upewniając się, że nikogo nie było akurat w tym momencie w lobby zrobił krok w jej stronę, złapał ją za biodra i przycisnął do bocznej ściany windy tak by nikt ich nie zobaczył. Zanim zdążyła jakkolwiek zareagować po prostu ją pocałował przywierając do niej swoim ciałem. Długo, namiętnie, nawet go pogłębiając jeśli na to pozwoliła.
- Noworoczny pocałunek odbieram w ramach długu za nie poświęcanie mi czasu. - uśmiechnął się do niej zadziornie unosząc wzrok do jej tęczówek i powoli się odsuwając - Mentolowe? - oblizał usta czując na nich nadal smak, którego ostatnim razem tam nie było - Chodź, bo utkniemy w korkach, a nie tak chciałbym z tobą tracić cenne godziny swojego snu. - puścił jej oczko odsuwając się od wyjścia by pozwolić jej wyjść pierwszą jak na dżentelmena przystało.

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Welkom in Canada
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Teoretycznie to wszystko miało być całkiem łatwe. Mieli poświęcać sobie dokładnie tyle czasu, ile go potrzebowali, aby z powodzeniem zaangażować się w relację, która w oczach ich obojga była czymś pożądanym.
I to rzeczywiście powinno było okazać się przyjemne, podobnie jak każdy inny ekscytujący początek związku. Jeszcze pewien czas temu Bronte myślała, że właśnie to było im pisane, że będą cieszyć się swoją bliskością i bawić dokładnie tak, jak mieli okazję robić to przed kilkoma tygodniami. Spędzanie z nim czasu było po prostu p r o s t e, ale wyglądało to tak wyłącznie wtedy, kiedy jeszcze jej codzienność nie była skomplikowana.
Teraz nie wiedziała już nic. Nie była ani trochę pewna tego, że im się uda i nie wiedziała też, jak wiele mogła mu obiecać. Czy w ogóle c o k o l w i e k powinna obiecywać? Ewentualna poprawa zależała jednak od niej i to ona musiała zadbać o to, aby wygospodarować dla niego więcej czasu, jeśli tego właśnie chciała.
A przecież chciała. Naprawdę pragnęła dać temu szansę.
Posłała mu spojrzenie pełne politowania, jak gdyby nie do końca wierzyła w wersję, którą jej przedstawił. Czy naprawdę tak było? Niekoniecznie, ponieważ wydawało jej się, że po rozmowie, którą odbyli całkiem niedawno, Max będzie ostatnią osobą, która zdecydowałaby się na ingerowanie w jej garderobę. Z drugiej jednak strony… Może w zanadrzu mieli dla niej coś g o r s z e g o? Jeśli tak, powinna być mu niesamowicie wdzięczna, ponieważ w tej sukience czuła się naprawdę swobodnie i to pomimo tego, jak wiele miejscami odkrywała.
Wzruszyła nieznacznie ramionami, być może nawet będąc gotową na to, aby coś mu odpowiedzieć, ale Max nie dał jej ku temu okazji. Kiedy z zaskoczenia przyparł ją do ściany i zamknął jej usta w pocałunku, Bronte zdołała jedynie wciągnąć głębiej powietrze, a później odwzajemnić tę czułość. Odruchowo już zacisnęła dłonie na materiale jego marynarki, jak gdyby w ten sposób miała zamiar przyciągnąć go bliżej siebie. I być może zrobiłaby to i nie dałaby mu uciec tak szybko, gdyby jej nie wyprzedził.
Nie od razu oderwała się od ściany, przez chwilę po prostu obserwując go i zęby zaciskając na dolnej wardze. — Zaczynam myśleć, że powinnam robić to częściej — jeśli tak miała wyglądać jej k a r a, mogłaby drażnić go w ten sposób regularnie. Przypomniało jej to zresztą, jak przyjemna była jego bliskość. Kiedy miała go obok, myślami aż tak bardzo nie uciekała w stronę tego, co wydawało jej się skomplikowane. Może właśnie to było dla niej receptą? Może po prostu powinna zadbać, aby wciąż był gdzieś obok.
Jeśli tak bardzo jesteś zmęczony, to mam przecież kanapę — odparła przekornie i obejrzała się przez ramię, kiedy przekraczała próg windy. Pozwoliła mu poprowadzić się w kierunku samochodu, gdzie usadowiła się na miejscu pasażera. Stamtąd pozwoliła sobie uważniej omieść go spojrzeniem. — Pewnie ktoś ci już to wspominał, ale powinieneś nosić się tak częściej — skomentowała, podczas gdy jej usta wykrzywiły się w zadziornym grymasie.
Nie było przecież nic bardziej atrakcyjnego, niż mężczyzna w eleganckim wydaniu. Bronte zdecydowanie miała do takich słabość.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
For good luck!
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Jako producent starał się stosunkowo mało ingerować w jakiekolwiek sprawy związane z danymi departamentami. Wolał odpowiadać za to żeby wszystko jakoś toczyło się do przodu oraz za ogólną wizję, a większość decyzji zostawić ekspertom. To niekoniecznie zawsze mu się udawało jeśli chodziło o Bronte. Niektórzy ze stylistów mieli już pewnie dość jego ględzenia o tym żeby nie wciskali jej w kółko w jakieś obcisłe kiecki, w których nie będzie się mogła ruszać. Słuchali go bo musieli. Nie był natomiast jakiś bardzo anty temu by niektóre z ich kreacji były dość odważne. Nie należał do bardzo zazdrosnych facetów. Nie mógł jako były aktor. Zdawał sobie też sprawę, że każdy musi używać swoich atutów. On też miał kilka bloków fan serwisowych w swoich filmach. Dzisiaj rzeczywiście mocno nie ingerował, po prostu powiedział żeby nie przesadzili i szczerze miał mieszane uczucia. Blondynka wyglądała zjawiskowo. Odważnie. Chyba czuł małe ukłucie zazdrości dlatego, że tak naprawdę jeszcze nie była jego? To był dobry wybór dla niej. Dla niego? Może nie w stu procentach.
Pewnie też częściowo dlatego zdecydował się na ten, nieco ryzykowny, krok. Ryzykowny nie dlatego, że bał się odrzucenia. Dlatego, że ktoś potencjalnie mógł ich zobaczyć nawet jeśli postarał się by tak nie było. Trochę pewnie chciał dodać sobie pewności siebie. Upewnić się, że po ich rozmowie zdecydowanie chciała tego wszystkiego. Bo czy może być lepszy sposób niż sprawdzenie tego, jak na niego zareaguje? Czy go odtrąci? W większości natomiast chciał po prostu ponownie posmakować jej ust po tych wszystkich tygodniach. Liczył, że do tego czasu będą już trochę dalej w swojej relacji, ale czekanie wcale nie było takie złe. Ten pocałunek był bardzo... Pobudzający. Przerwał go tylko dlatego, że wiedział, że gdyby to przeciągnął mogliby zrobić o wiele więcej. Zwłaszcza kiedy ona wyglądała tak jak dzisiaj.
- Unikać mnie? Bez sensu. Pomyśl, jak przyjemnie byłoby mieć to na co dzień. - uśmiechnął się do niej wymownie oblizując usta jakby chciał posmakować jej o te kilka sekund dłużej.
Podobało mu się to, jak właśnie na niego patrzyła. To było potwierdzenie, którego w tym momencie potrzebował. Z takim nastrojem mogli kontynuować ten wieczór zapominając na razie o rozmowie, którą przed chwilą mieli.
- Kanapę? W moim wieku? Chcesz mnie zabić? - zaśmiał się z dystansem do samego siebie kręcąc jedynie głową.
Chociaż było w tym ziarenko prawdy. Po wszystkich kontuzjach, których doznał przez kilkanaście lat swojej kariery rzeczywiście coś takiego jak wygodne łóżko było dla niego czymś ważnym. To nie sprawiało, że nic go nie bolało, ale przynajmniej... mniej.
Zaprowadził ich do swojego auta, gdzie oczywiście zajął miejsce kierowcy. Odpalił samochód, przezornie włączył również ogrzewanie jej siedzenia. Miał już wyjeżdżać z miejsca parkingowego kiedy usłyszał jej komentarz.
- Staram się nie rozpraszać Cię na planie. - posłał jej zawadiacki uśmiech wrzucając bieg i po puszczeniu jej jeszcze oczka wyjeżdżając w końcu z podziemnego garażu.
Zdążyli ujechać zaledwie kilka przecznic zanim przyszło im się zatrzymać w pierwszym korku wśród kilku taksówek, które krążyły po ulicach jak zapracowane mróweczki.
- To chyba nie będzie tak szybki powrót jak sądziłem. Znasz jakieś skróty? - zapytał rozglądając się za jakąś luką, w którą mógłby się wcisnąć ponieważ nawigacja była nieszczególnie teraz pomocna.

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Welkom in Canada
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znajdowała się w położeniu, w którym nie mogła okazać się zbyt marudna. Nie mogła bezustannie grymasić i narzekać na to, co podsuwały jej osoby odpowiedzialne za realizację programu, bo przecież wiedziała, że z nich wszystkich to właśnie ona była tą, którą najprościej byłoby zastąpić.
Nie była jedyna w swoim rodzaju, ponieważ wcale nie posiadała jeszcze r e n o m y, która niektórym dziennikarzom zapewniała nietykalność. Jak mogłaby, skoro pracowała wyłącznie dla lokalnej stacji, a wszystko to, co istotne, nadal ograniczało się do Ottawy?
Mimo to nie wyobrażała sobie tego, że mogłaby tam wyjechać. Nie pchała się do stolicy, ponieważ odrobinę obawiała się tego, że jeżeli tutaj nie była w stanie stanąć na wysokości zadania i całkowicie się wybić, tego samego nie zdołałaby zrobić tam, gdzie wyścig szczurów trwał w najlepsze.
Musiała więc przyzwyczaić się do roli, jaką pełniła tutaj i zaakceptować to, że czasem nie wszystko szło po jej myśli. Nie zawsze było tak ze strojami, choć to też nie tak, że nogami i rękoma zapierała się przed tym, by ubrać na siebie coś, co zbyt wiele nie pozostawiało wyobraźni. Inną rzeczą było zaś to, że o wiele bardziej lubiła, kiedy sama się na to decydowała.
Wolałaby bowiem widzieć na jego twarzy zachwyt, mając świadomość tego, że doprowadziła do niego samodzielnie.
Ostatecznie jednak nie mogła narzekać na to, jak rozwinęła się sytuacja, skoro częściowo to właśnie jej strój sprowokował go do tego, aby wykonać w jej kierunku krok. W ten sposób sprawił dodatkowo, iż uświadomiła sobie, jak głupia była. Tak bardzo zafiksowała się na myśli o tym, że wpakowała się w kłopoty, iż zupełnie zapomniała, że coś takiego mogła mieć przecież na co dzień.
Czyli obiecujesz, że od teraz za każdym razem będziesz tak całował mnie w windzie? — zapytała, a na jej ustach wymalował się zaczepny uśmiech. Nie miałaby nic przeciwko temu, choć wiedziała też, że w tym konkretnym przypadku zadziałał na nią również element zaskoczenia. Przed chwilą wszystko stało przecież pod znakiem zapytania, a jednak mimo to Shepherd zdecydował się sięgnąć po jej bliskość.
I dobrze, że to zrobił.
Uśmiechnęła się szerzej, wyraźnie rozbawiona jego komentarzem. Powstrzymała się przed oczywistym, czyli skomentowaniem tego, w jak dobrej był jeszcze formie. Ledwie dobiegał przecież czterdziestki, podczas gdy wiele osób twierdziło, że to właśnie w tym momencie rozpoczyna się życie. W jego przypadku dotyczyło to może tej poukładanej części?
W odpowiedzi wydała z siebie tylko pomruk, który mógł sugerować, że wcale nie była z jego t r o s k i aż tak zadowolona. Nie tak bardzo, jak z dzisiejszego widoku, zatem nie miałaby nic przeciwko temu, aby nosił się tak częściej. Wiedziała jednak, że w pracy nie zawsze miał ku temu okazję.
Okazało się jednak, że z tym widokiem przyjdzie jej dziś utknąć nieco dłużej. Kiedy się zatrzymali, przysunęła się bliżej szyby, aby nieco lepiej rozejrzeć się w sytuacji na drodze. Wyglądało to zwyczajnie k i e p s k o. — Moglibyśmy pojechać tędy, ale nie wiem, czy nie trwają tam jeszcze remonty — wskazała odpowiedni zakręt, nieznacznie marszcząc przy tym nos. — Możemy też po prostu rozbić obóz na jakimś parkingu i przeczekać najgorsze, ale nie wiem co na to twoje plecy — dodała, odrobinę się przy tym zgrywając, przez co na jej twarz znów wstąpił wesoły grymas. Wolałaby nie ryzykować, że rzeczywiście go tym wykończy.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „CN Tower”