-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Ostatnie wydarzenia były jedną, wielką pomyłką. Nie pamiętała, co zdarzyło się, że trafiła do szpitala, ani w jaki sposób powinna na niego zareagować. Szczerze bała się osądu rodziny. Idealna panna Marshall miała podpalone włosy, była pijana, a dodatkowo zjarana. Coś we wychowaniu Charity musiało pójść nie tak, skoro skończyła w taki sposób.
Z tamtego wieczoru pamiętała dobrze jedynie balkon, a później mgła, której nie mogła sobie przypomnieć. Cokolwiek się stało, wolało o tym zapomnieć. Przyszły konsekwencje. Najgorsze w jej życiu, który dotyczyły jej samej. Włosy. Cała duma, którą nosiła, opierała się właśnie na nich. Idealne fale układające się na ramionach. Dodawały jej pewności siebie oraz uroku, kiedy tylko nimi zarzucała.
Z tego powodu odpaliła alarmowy chat rodziny Marshall. Całe, dostępne rodzeństwo musiało znaleźć się w jej apartamencie, by opłakać największą tragedię życia Cherry. Inaczej nie była w stanie tego nazwać. Jedna noc szaleństwa pozbawiła ją dumy.
Może nawet godności.
Z ulgą przyjęła dźwięk dzwonka do drzwi. W takim stanie nie mogła się nikomu pokazać. Co prawda włosy były lekko spalone, miała oparzenia na ramieniu. Rany mogła ukryć pod warstwą ubrań. Podobno nie miała mieć po nich żadnych blizn. Gorzej z włosami. Nie wyobrażała sobie doczepów. Dlatego zwołała rodzinne spotkanie ratunkowe. Tylko ono mogło jej naprawdę pomóc.
— Ile mam na Was czekać? — spytała z wyraźnym zirytowaniem, otwierając drzwi rodzeństwu. Zaraz wyleciała na nich cała zadowolona Koko, merdając ogonem. Zaatakowała zarówno Charlie'ego i Corę, by skoczyć na nich, merdać ogonem i przynosić zabawki. Cherry od razu poszła do środka apartamentu, a na blacie kuchennym stały trzy kieliszki. Szybko zapełniła je tequilą, a sama wypiła własny bez chwili zastanowienia.
— Tnij, Cora — powiedziała surowym tonem, przekazując blondynce nożyczki. Jej wzrok od razu padł na MŁODSZEGO brata — a ty Charlie ją pilnuj — mruknęła do niego z miną pod tytułem, uważaj, bo cię zasztyletuję, jeśli będzie inaczej.
— Pamiętasz, że uratowałam Tobie życie? — kiedy tylko mogła, wypominała to bratu. Teraz głos Cherry brzmiał poważniej, jakby faktycznie mogła zużyć w tym momencie tę kartę — moje włosy muszą być idealne, kobiece i na poziomie pani prezes — powiedziała nerwowym, szybkim głosem, spoglądając w lustro. Zaraz nalała sobie kolejny kieliszek. Nie zniesie upokorzenia, łysej głowy, czy krzywego cięcia.
— Błagam, nie spierdolcie tego — mruknęła finalnie Charity, wzdychając ciężko. Najgorsza, wyolbrzymiona chwila życia właśnie się rozpoczynała.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego informacja o wyskokach panny Charity ją…. Rozbawiła. Oczywiście była zainteresowana jej stanem zdrowia czy żyje i ma wszystkie kończyny, ale poza tym ją rozbawiła i bardzo zaskoczyła. Po tym gdy w końcu uspokoiła śmiech, to poczuła nawet dumę w stosunku do siostry i niemały podziw - jednak Cherry nie miała kija w tyłku! Może to ten niezobowiązujący kutas podziałał na nią w taki sposób? W końcu sama przyznała, że nawet blondynki, czyli Cora, mają rację. Będzie musiała ją wypytać o to jak było i czy PAMIĘTAŁA O ZABEZPIECZENIU oraz PRZEBADANIU SIĘ NA CHOROBY WENERYCZNE.
Kiedy pod dom Cory podjechał Charles w limuzynie, ona już stała gotowa z dwiema butelkami tequili. W końcu trzeba świętować odpowiednie wejście w nowy rok w wielkim stylu! Ale byli też przejęci w jakim stanie fizycznym i emocjonalnym zastaną siostrę, dlatego trzeba było ukoić nerwy w alkoholu. Niestety, wtedy blondynkę łapała zawsze gastrofaza, więc wymusiła, aby zatrzymali się na kebaba, którego musiała zjeść na zewnątrz, bo brat uznał, że mu pobrudzi wypasioną limuzynę i będzie śmierdziało. Kochała go całym sercem, więc wzięła jeszcze trzy porcje na wynos dla każdego z nich. Kto pijany odmówi kebaba? Nie było takiej osoby.
W końcu po małych przebojach dotarli do apartamentu pani prezes. Cora szczęśliwa na widok żywej z dwiema rękoma i poruszającej się na obu nogach siostry, przytuliła ją mocno. To była prawdziwa, szczera reakcja, ponieważ kochała rodzinę ponad życie. Za większością skoczyłaby w ogień, a za tą dwójką? Szczególnie. Dlatego odetchnęła z ulgą mogąc wyściskać siostrę, utwierdzając się przy tym, że nic jej nie jest. Jednak zaraz jej uwagę skradła Koko obok której usiadła na podłodze, odkładając tequilę i reklamówkę z jedzeniem obok.
- Sorrki Skarbie, Charlie po drodze….- zaczęła głaskać psa i spojrzała na brata, ale wybuchła śmiechem. - Charlie struł się mango i….- próbowała wydusić z siebie naraz całą odpowiedź, ale śmiech jej na to nie pozwalał. - I musieliśmy się zatrzymać na kupę- na koniec roześmiała się tak głośno, że pewnie ją usłyszeli w apartamencie obok. Siedziała na podłodze i śmiała się niczym dziecko, a nie dorosła specjalistka od marketingu ogromnej firmy.
- O teraz syczysz tak jak Miranda w Diabeł ubiera się u Prady- zażartowała wstając z podłogi i zbierając swoje skarby, z którymi przyjechali. Odstawiła je na blat w kuchni i polała im wszystkim. Uniosła też znacząco brew widząc jak jej siostra nie czekając na nich opróżnia swój kieliszek. Skoro tak chciała się bawić, to Cora napełniła jej od razu ponownie. - Jak będzie mnie tak pilnować jak wtedy, gdy mnie zgubiliście na plaży, gdy miałam osiem lat, to masz przejebane- wzięła nożyczki do rąk i wskazywała to na jednego, to na drugą. Pamiętała dosyć dobrze tamto wydarzenie z dzieciństwa. Nabawiła się przez nich traumy! - Nic się nie bój. Nie opierdolę Cię przecież na łyso- powiedziała z uśmiechem i podeszła bliżej siostry. Trzymając nożyczki w jednej ręce, drugą zgarnęła jej włosy i zaczęła oglądać niczym zawodowy fryzjer. Nagle dostrzegła bliznę na ramieniu Cherry. Poczuła ukłucie w sercu, ale nie chciała by ten wieczór był smutny. Mieli się bawić i świętować życie w kolejnym roku. - O może machnij sobie potem tatuaż w tym miejscu- dodała w swoim żartobliwym tonie.
Cherry Marshall Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
To miało być spokojne lądowanie. Po tygodniu spędzonym na Hawajach, gdzie jedynym problemem był wybór między kolejną odmianą mango a chłodnym drinkiem z palemką, Charles liczył na powrót do swojej zaplanowanej od A do Z rutyny. Niestety, zdążył wpaść do apartamentu tylko na moment – akurat by Blair mogła rozpakować pamiątki, a on mógł przekazać asystentowi torbę z ubraniami do pralni z krótką instrukcją dotyczącą jedwabnych koszul. I wtedy telefon na blacie zawibrował.
- Cherry jest stuknięta - rzucił do Blair, wykrzywiając usta w pełnym politowania uśmiechu, gdy zakładał świeżą marynarkę. Zanim wyszedł, pocałował swoją ukochaną narzeczoną w czółko i wysłał krótką wiadomość do portiera, by zadbał o dostawę jej ulubionych kwiatów. Blair zasługiwała na odrobinę luksusu, gdy on musiał użerać się z chaosem, który rozpętała jego siostra.
Pół godziny później już siedział w limuzynie obok Cory. Podróż przez miasto była specyficznym rodzajem tortury. Z jednej strony jego żołądek, który po kilogramach hawajskich owoców postanowił przeprowadzić gwałtowną rewolucję, z drugiej – Cora, która wnosiła do sterylnego wnętrza auta chaos, energię i zapach tłustego jedzenia. Patrzył na nią, jak szaleje na siedzeniu obok, i mimo narastającej migreny, czuł to specyficzne ciepło w piersi. Kochał swoje siostry. Kochał je tą trudną, niewypowiedzianą miłością, która kazała mu rzucać wszystko na jedno ich skinienie.
Kiedy w końcu wtoczyli się do apartamentu PANNY SIIJO, Charlie czuł się, jakby przetrwał sztorm na pełnym morzu. Zapach tequili uderzył w niego jak taran.
- Po pierwsze, Cora, to nie była „kupa”, tylko nagły błąd systemowy mojego organizmu. I stało się to w najdroższym hotelu w okolicy, a nie „na trasie”, miejmy resztki klasy - wyjaśnił, rzucając siostrze spojrzenie pełne wyższości, które zepsuło jedynie lekkie zzielenie na jego twarzy. - Po drugie, zabierzcie tego kebaba poza zasięg moich nozdrzy.
Przeniósł wzrok na Charity. Wyglądała… niecodziennie. Spalone włosy panny prezes były czymś, czego nie przewidział żaden podręcznik kryzysowy w Londynie. Charlie poczuł ukłucie współczucia, ale nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z okazji do...
- Cherry, skarbie. Pamiętaj, że chętnie cię zastąpię. Przynajmniej dopóki włosy ci nie odrosną - rzucił pod nosem. Podszedł bliżej, ignorując radosne ataki Koko, która najwyraźniej jako jedyna w tym pomieszczeniu miała czyste sumienie. Stanął za plecami siostry, kładąc jej dłoń na nieoparzonym ramieniu. - Uratowałaś mi życie, tak, pamiętam. Ale przypominam, że miałem wtedy siedem lat i nie prosiłem o kąpiel w przeręblu. I tak w ogóle to na pewno była twoja wina, że tam weszliśmy.
Nie pamiętał, czyja to była wina i jak się tam znalazł - najprawdopodobniej sam uciekł opiekunkom na środek jeziora w pogoni za swoją wyobraźnią i niespełnionymi, dziecięcymi marzeniami. Na szczęście, Cherry wyciągnęła go z lodowatej wody zanim było za późno i dzięki temu mógł być najlepszym wiceprezesem firmy OZE na świecie. No, okej, tak, zawdzięczał jej życie.
Kiedy Cora wypomniała im incydent na plaży, jedynie przewrócił oczami, bo nagły skurcz żołądka przypomniał mu o trzeciej odmianie mango.
A ty Charlie ją pilnuj.
- Będę sprawował nadzór kuratorski, Cherry. Jeśli Cora choćby o milimetr przekroczy linię cięcia, złożę wniosek o natychmiastowe zamrożenie jej aktywów i osobiście dopilnuję, by jedyną rzeczą, jaką będzie mogła kupić w tym miesiącu, były gumki recepturki - rzekł spokojnie. Brakowało, żeby rozsiadł się wygodnie przy stole, wyjął z teczki gazetę i ktoś przyniósł mu kawę. Czarną, bez cukru. - I niech ktoś, na miłość boską, otworzy okno. Albo wyrzuci tego kebaba. Albo mnie dobije.
Westchnął, wzruszył ramionami i wyminął Corę dzierżącą nożyczki. Stał przez chwilę na środku, wlepiając wzrok w spalone włosy bliźniaczki. No i po kilku sekundach sam poszedł otworzyć to okno, no. Wszystko musiał robić sam, bo nie widział tutaj żadnej GOSPOSI. Nie widział też Cheval Blanc, rocznik 1947, tylko jakąś TEQUILĘ.
Oczywiście, wybrzydzał, bo najchętniej napiłby się teraz wody, ale chodziło o sam fakt, że Cherry była fatalną panią domu. Bez gosposi. Chyba że umarła. Gosposia, nie Cherry.
Cherry Marshall Cora Marshall
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Odwzajemniła przytulenie siostry. Mogły działać sobie na co dzień na nerwy, ale w newralgicznych chwilach wspierały siebie nawzajem. Nieważne, co działo się dookoła. Miały siebie, mogły trzymać się mocno za ręce i to była najważniejsza wartość, którą posiadali. Rodzina. Wielkie słowo. Nawet przy nich momentami Cherry musiała trzymać gardę, ale też przy nich była w stanie ją odpuścić, pokazać samą siebie słabą.
— Co zrobiłeś? — spytała najstarsza wśród rodzeństwa. Po chwili opowieści zmarszczyła brwi ze zdegustowania — kupa w publicznej toalecie? — jej usta mimowolnie się skrzywiły, a sama aż wzdrygnęła. Sama ostatnio była zmuszona załatwiać w niej potrzeby — ohyda — tylko tyle była w stanie powiedzieć na ten temat.
— Dalej jesteś ohydne, Charlie — skwitowała, słysząc wytłumaczenie brata. Najdroższy hotel dalej miał publiczną toaletę. Cherry była w stanie wyobrazić sobie, co robili w niej bogaci ludzie i na samą myśl miała ochotę puścić pawia.
— Cora. — nie miała zamiaru słuchać nic na temat Mirandy. Wystarczył jej jeden raz na jarmarku bożonarodzeniowym, a myślami nie chciała do niego wracać.
— A chcesz przekonać się, dlaczego to ja wyszłam pierwsza? — spytała, gromiąc brata. Jakiekolwiek wspomnienie o ZASTĄPIENIU jej powodowało falę wściekłości. Nie zastanawiała się długo, sprzedała mu kuksańca. Nawet w żartach nie byłaby w stanie przełknąć, że ktoś mógłby usiąść na JEJ fotelu. Miała dumę, ale też była perfekcjonistką. Wszystko musiała mieć dopięte na ostatni guzik — sam mnie tam zaciągnąłeś, debilu. Mówiłam, że to zły pomysł i musiałam Cię ratować — wytknęła mu język. Uwielbiała mu to przypominać. Był to jeden z wielu haczyków, które na niego miała.
— Wiesz, że Cię zabiję, jak coś będzie nie tak? — spytała ostrym, wręcz oschłym tonem, siadając na krześle. Odwróciła głowę w stronę blondynki. Musiała zdawać sobie sprawę, z tego jaką rozpacz przeżywała w tym momencie. Serce biło jej szybciej, miarowo, jakby nie mogło się zatrzymać nawet przez moment.
— No chyba sobie kpisz, Charlie — burknęła, kiedy jej wzrok padł na bliźniaka — może jak będziesz, miał go pod pierdolonym nosem, to skupisz się na bliźniaczce, co? — uniosła wzrok, by spojrzeć Corze prosto w oczy i wręcz błagała ją bez słów, by umazała brata kebabem. Zero wrażliwości, a jego bliźniaczka, druga połowa, cierpiała prawdziwe katusze. Cherry nie potrzebowała służby, potrafiła kliknąć kilka przycisków, by zrobić sobie kawę w ekspresie.
— Nie — odpowiedziała, naciągając odrobinę wyżej sweter. Chciała wyglądać perfekcyjnie, nawet przy rodzinie. Mimo to jeden z kącików ust jej drgnął, kiedy poczuła na ramieniu sweter — nie chcę mieć żadnej pamiątki — stwierdziła poważnym tonem, a jej usta ułożyły się we wąską linię. Nie chciała pamiętać jednego wyskoku, o którym marzyła, by zapomnieć. Chciała wymazać go z pamięci, póki tylko mogła.
— Mógłbyś mieć w sobie odrobinę więcej empatii, Charlie — prychnęła finalnie i odwróciła się w stronę siostry — Cora, tnij. — zdążyła zarzucić na siebie ręcznik, by najlepszych dresów nie mieć we włosach. Była gotowa. Uniosła brodę ku górze i odliczała do momentu, w którym jej duma zostanie ukrócona.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
A wypadek Cherry to był szczególny incydent. W końcu nie tak często chyba dochodzi do podpalenia włosów przez fajerwerki? A tym bardziej przez tak rozważną osobę jak Charity Marshall. Dlatego Cory nie mogło tutaj dzisiaj zabraknąć. Będąc w apartamencie siostry prowadząc rozmowę o tak przyziemnych sprawach jak korzystanie z toalety, czuła się naprawdę dobrze. Czuła się jak w domu, ponieważ dom to nie ściany, a ludzie z którymi jesteś. Cherry i Charlie byli jej domem. Nawet jeśli całą trójką sobie dokuczali.
- Ależ oczywiście Charlie. Po prostu doszło do intensywnego użytkowania zaplecza sanitarnego, które wymagało następnie pilnego odświeżenia- wypowiedziała to z pełną powagą, aby na koniec wybuchnąć głośnym śmiechem, aż Koko spojrzała na nią nieco zdegustowana. Chyba nawet pies lepiej od niej przestrzegał pewnych norm społecznych. Blondynce to ani trochę nie przeszkadzało.- A powiedział, że mój kebab to ohydztwo- dodała z prawdziwym lekkim oburzeniem, bo akurat to danie nie raz uratowało ją po imprezie.
Przysłuchiwała się dwójce najstarszego rodzeństwa ze ściągniętymi brwiami. Była bardzo malutka, gdy Charlie wpadł do wody. Zna tą sytuację tylko z opowieści różnych osób. Co najlepsze - każdy ja opowiadając dodawał zawsze jakiś fragment od siebie, które oczywiście rzadko ze sobą współgrały.- Halo! A ja i zgubienie mnie na plaży, to co?!- krzyknęła oburzona, bo całkowicie ją pominęli, a przecież to też była dramatyczna sytuacja! Mogła wylądować w większej wodzie niż jakiś tam kawałek jeziora, do którego wpadł Charlie. Niech już tak tego nie przeżywa.- Żadne z Was nie nadaje się na stanowisko prezesa. Oboje jesteście skrajnie nieodpowiedzialni. To ja powinnam tam być- i nie, teraz nie żartowała. Po ich zachowaniu zaczęła się zastanawiać czy faktycznie ona by się nie okazała lepszym prezesem. Póki co nieźle sobie radziła na swoim stanowisku!
- Słuchaj, gorzej już być nie może- uśmiechnęła się lekko i puściła oczko Cherry na jej rozkaz o niespieprzeniu włosów. Ale taka była prawda , skoro teraz miała je nierówne z popalonymi końcówkami. Nawet łysa mogłaby wyglądać znacznie ciekawiej niż teraz. I na słowa Charliego jedynie przewróciła oczami. Słabe straszenie. - To sobie znajdę bogatego faceta i on mi będzie wszystko sponsorował- a może już nawet znalazła? W końcu niejaki Gavin Fraser nieźle chyba zarabiał jako taki producent? Sądząc po jego apartamencie i samochodzie, którym ją wszędzie woził, nie był raczej biedny. Może powinna zostać jego utrzymanką? Nie, Cora może nie była tak ambitna jak ta pozostała dwójka, ale nie pozwoliłaby sobie być uzależniona od kogoś. Ojciec się oczywiście nie liczy.
Skoro Cherry była taka niecierpliwa, to trzeba było wziąć się do roboty.- Dobra, nie ruszaj się- rozczesała jej włosy próbując je ułożyć jak najbardziej prosto. Nie miała żadnego punktu odniesienia, skoro były spalone. W końcu jednak zaczęła je ciąć - najpierw tuż nad tym, gdzie były najbardziej spalone, aby je wyrównać. Następnie cięła kolejną i kolejną warstwę. - Ej, a jak bardzo krótkie miały być?- spytała nie przestając ciąć
Charlie Marshall Cherry Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Cherry, na litość boską, przestań nazywać to „kupą”. To była strategiczna ewakuacja organizmu w warunkach polowych - odbił piłeczkę, choć skrzywił się na wspomnienie tamtej toalety. Pamiętał swój zdegustowany wyraz twarzy, ale pamiętał też, że mimo publicznego charakteru tego miejsca, na marmurowym blacie stało mydełko o zapachu drzewa sandałowego i ambry. Pachniało obłędnie drogo i było jedyną rzeczą, która powstrzymała go wtedy przed całkowitym załamaniem nerwowym. Przynajmniej standardy higieny trzymały poziom.
- A co do jeziora… nigdzie cię nie zaciągałem - kontynuował na głos, oburzając się na jej wersję wydarzeń. - Po prostu szłaś za mną, bo jak zwykle musiałaś mieć ostatnie słowo, a ja niefortunnie straciłem grunt pod nogami. Twoje „ratowanie mnie” polegało głównie na tym, że darłaś się wniebogłosy, zanim w ogóle dotknąłem tafli wody, przyciągając uwagę połowy gości. Język, Cherry - skarcił ją odruchowo, gdy nazwała go debilem, choć sam ledwo powstrzymał uśmiech. - To był nieszczęśliwy wypadek, a nie moja wina.
Gdy Cherry pokazała mu język, Charlie w odpowiedzi jedynie wolno i z namaszczeniem przewrócił oczami, jakby składał niemą modlitwę o cierpliwość do swojej rodziny. Chwilę później dostał też kuksańca, którego również przyjął z kamienną twarzą.
- Empatia nie odratuje ci spalonej grzywki, Cherry - mruknął pod nosem. Stanął tuż za krzesłem Charity, kładąc dłonie na jego oparciu i górując nad nimi obiema niczym sędzia, który właśnie ma ogłosić wyrok. Z tej perspektywy widział dokładnie każdy ruch nożyczek Cory i każdy spięty mięsień na karku najstarszej z sióstr. - A co do ciebie, Cora, nikt cię nie zgubił. Po prostu wszyscy zgodnie uznaliśmy, że pięć minut ciszy bez twojego gadania to jedyny urlop, na który faktycznie zasłużyliśmy.
Zmierzył młodszą siostrę rozbawionym wzrokiem.
- Gdybyś została prezesem, Northland Power zbankrutowałoby w tydzień, bo zamieniłabyś fundusz inwestycyjny na dożywotni zapas brokatowych konfetti i biletów na festiwale. Choć przyznaję, spotkania zarządu byłyby przynajmniej kolorowe - skwitował i zaśmiał się pod nosem, wyobrażając sobie obecne biuro CEO Charity Marshall pełne balonów, konfetti i brokatu.
Kiedy jednak Cora wspomniała o znalezieniu bogatego faceta, Charlie skrzywił się, jakby właśnie ugryzł cytrynę. Jako starszy brat miał wbudowany radar na każdego, kto kręcił się wokół jego sióstr, zwłaszcza jeśli jedynym atutem kandydata był stan konta.
- Bogaty facet to nie plan emerytalny, tylko proszenie się o kłopoty. Poza tym, żaden portfel w tym mieście nie wytrzyma twoich wydatków na rzeczy, których nie potrzebujesz - rzekł, wzruszając ramionami.
Odszedł na chwilę od sióstr, by w końcu otworzyć to nieszczęsne okno. Walczył chwilę z klamką, wpuszczając do dusznawego apartamentu mroźne, ostre powietrze Toronto, które miało wywietrzyć zapach spalenizny i kebaba. Gdy w końcu się z tym uporał i odwrócił z powrotem do nich, zamarł na moment. Przez te kilka sekund, gdy stał tyłem, Cora zdążyła już przejść do fazy radykalnych cięć.
Pytanie o to, "jak krótkie miały być te włosy", sprawiło, że Charlie po prostu parsknął śmiechem, opierając się o ramę otwartego okna.
- Cora, „jak bardzo krótkie” to pytanie, które zadaje się PRZED pierwszym cięciem! - zauważył, a jego oczy błyszczały z nieskrywanej uciechy. Ponieważ stał przy oknie, nie widział dokładnie momentu, w którym nożyczki zatrzasnęły się na pierwszym pasmie, i teraz z czystym rozbawieniem obserwował efekt tego chaosu, gdy już wrócił do sióstr z powrotem. - Nie widziałem, co tam wyrabiasz, ale po ilości włosów na podłodze wnioskuję, że Charity właśnie traci swoją tożsamość. Nie ruszaj się, siostro, bo jak Cora teraz kichnie, to zamiast boba będziesz miała fryzurę „na rekruta”.
Przyglądał się temu z dystansu, ciesząc się, że tym razem to nie on jest w centrum katastrofy.
- Tnij dalej, Cora. Zaczyna to wyglądać… odważnie. Jeśli to spieprzysz, zawsze możemy powiedzieć tacie, że to nowa, minimalistyczna moda prosto z Londynu.
Cherry Marshall Cora Marshall