34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

042.
Samuel nie odpuszczał. Od kilku dni bez przerwy dopytywał, kiedy wreszcie odwiedzą Evinę w szpitalu. Wracał do tematu przy śniadaniu, w drodze na trening, a nawet wieczorem, tuż przed snem, obawiając się, że jeśli przestanie pytać, sprawa rozpłynie się w powietrzu. Zaylee powiedziała mu tylko tyle, ile było absolutnie konieczne. W tej wersji wydarzeń Swanson poślizgnęła się na oblodzonej drodze, straciła równowagę i upadła, łamiąc nogę. Proste, logiczne, pozbawione niepotrzebnych detali. Historia, która nie budziła pytań ani podejrzeń. Młody łyknął ją bez wahania, jak pelikan rybę. Nie miał żadnych powodów, żeby wątpić w jej słowa. W końcu dlaczego miałby? Świat wciąż był dla niego miejscem, w którym dorośli mówili prawdę, a wypadki zdarzały się po prostu nieszczęśliwie. Poza tym Miller technicznie rzecz biorąc wcale go nie okłamała. Zdarzenie faktycznie miało miejsce, szpital istniał, a złamana noga była faktem.
Sammy wpadł do szpitala, ściskając w dłoni ręcznie robioną laurkę, która przedstawiała postać policjantki. Wokół, oczywiście, domalował milion serduszek i dodał napis, życzący Evinie szybkiego powrotu do zdrowia. Pewnie biegłby tak korytarzami, gdyby Zaylee w pewnym momencie nie złapała go za rękę i nie wciągnęła do windy. Ale po wyjściu znów się rozpędził, rozglądając w poszukiwaniu numeru sali, na której leżała detektywka. Kiedy już stanął przed drzwiami, natychmiast szarpnął za klamkę i wparował do środka.
Cześć! — zawołał i jedyne, co powstrzymało go od tego tego, żeby rzucić się na Swanson, to jej noga zawieszona na szynie. — Woah! — wydusił, bo ten widok zrobił na nim niemałe wrażenie. — Ale czad! A będziesz miała potem gips? Będę mógł się na nim podpisać? — od samego wejścia zasypał ją pytaniami.
Miller stanęła w progu, opierając się ramieniem o framugę. Przez chwilę obserwowała, jak Młody wręcza Evinie laurkę i próbuje władować się na drugą stronę łóżka, z dala od unieruchomionej kończyny. Jeszcze wczoraj zdążyła dowiedzieć się, że druga operacja przebiegła bez żadnych komplikacji. Udało się usunąć wszystkie fragmenty kości i teraz wystarczyło poczekać, aż opuchlizna zejdzie. Dopiero wtedy Swanson będzie mogła zostać wypisana do domu. Zaylee chciała przyspieszyć ten proces, ale liczyła się z tym, że inni lekarze wiedzieli, co robią. Nie chciała podważać ich kompetencji, kiedy narzeczona była w dobrych rękach.
Ostrożnie — powiedziała, kiedy Sam wiercił się na łóżku, próbując przybrać wygodną pozycję. Odepchnęła się od framugi i weszła do sali, a gdy była już przy łóżku, nachyliła się i musnęła usta ukochanej. — Nie dawał mi spokoju — wyjaśniła, wskazując podbródkiem na Młodego, który z zainteresowaniem przyglądał się wszystkim urządzeniom, ale i tak to podwieszona nad łóżkiem noga wzbudzała w nim największy zachwyt. — Jak się czujesz? — zapytała z troską w głosie, automatycznie przykładając dłoń do czoła Eviny, żeby skontrolować, czy nie miała przypadkiem podwyższonej temperatury.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To było do przewidzenia, że młody zechce ją odwiedzić w szpitalu raczej prędzej niż później. Chciała jak najbardziej opóźnić ten moment, w którym dowiedziałby się o całym wypadku. Dzięki temu z pewnością o wiele krócej musiałby czekać na moment, gdy nareszcie detektywka opuści szpitalne łóżko.
Miała też nieco za złe narzeczonej, że ta sprzedała mu bajeczkę o przewróceniu się na oblodzonej drodze, bo według niej jedynie staruszki się łamały w takich warunkach. Wolała już wersję wypadków, w której spadła ze schodów, bo to jej zdaniem lepiej wyjaśniłoby jej obrażenia oraz przy okazji pokazało Sammy'emu, że nie powinien biegać po schodach jak to niejednokrotnie czynił w ich domu. No, ale stało się już i nie zamierzała ingerować w historię Zaylee.
Czas spędzany w szpitalu był prawdziwą udręką. Pocieszenie znajdowała w tym, że kolejna operacja faktycznie się udała i na razie wszystko wydawało się zmierzać w odpowiednim kierunku. Większość pomniejszych obrażeń jakie odniosła w momencie starcia z Blythe'em pozostawiła po sobie raczej nikłe ślady. Sińce powoli wsiąkały pozostawiając na skórze zielono-żółte wspomnienia otaczające ciemnofioletowe krwiaki, a zadrapania pokryły się twardymi strupami, których zdrapywanie stanowiło jedną z nielicznych rozrywek Swanson. Oraz jeden z powodów czemu bywała ganiana przez pielęgniarki.
Nie mogła przegapić tego wulkanu energii, który wpadł do sali. Evina niemal od razu odłożyła na bok jakiś gruby tom skandynawskiego kryminału, którym się obecnie zaczytywała i uśmiechnęła się na jego widok.
Książki i obecność laptopa były jedynym, co pomagało jej jakoś przeżyć podczas pobytu szpitalnego. Miller mogła być również zadowolona z faktu, że ze względu na wstrząśnienie mózgu detektywka została poddana również badaniu wzroku. Oznaczało to bowiem koniec ich sporu o wizytę u okulisty oraz stwierdzeniem specjalisty, że Swanson powinna w końcu zacząć korzystać z okularów do czytania i pracy przy komputerze. Wciąż jednak nie potrafiła się przełamać do tego, aby je założyć...
- Cześć, Sammy - przywitała się i nie umknęło jej to żywe zainteresowanie zawieszoną na szynie nogą. - Jak będę miała to z pewnością będziesz mógł to zrobić.
Mogła się spodziewać takiej reakcji. Wzrokiem uciekła na chwilę do stojącej w wejściu narzeczonej, ale nie mogła skupić się na niej zbyt długo, bo zaraz została zaatakowana widokiem może i nieco krzywo narysowanej laurki, ale na pewno pochodzącej od serca. O czym świadczyły najszczersze życzenia oraz masa serduszek wymalowana na przodzie kartki.
Najchętniej przesunęłaby się na łóżku i pomogła dziewięciolatkowi się na nie wdrapać, ale jak tylko się poruszyła natychmiast poczuła ciągnący ból w żebrach oraz kolejną eksplozję w kolanie. Środki przeciwbólowe działały i trzymały wszystko pod kontrolą tak długo jak tylko nie podejmowała prób większego przemieszczania się na powierzchni łóżka.
Uniosła dłoń i umieściła ją na karku, gdy tylko narzeczona podeszła bliżej i nachyliła się ku niej. Musnęła kciukiem kąt jej żuchwy i zamruczała z niezadowoleniem, że ta odsunęła się zdecydowanie zbyt szybko. Zdecydowanie brakowało jej tych drobnych czułości. Dotychczas nie miała zbytnio okazji do tego, aby stęsknić się za bliskością narzeczonej, ale leżąc w szpitalu uświadomiła sobie jak ważne dla niej były wszelkie gesty mimowolnie wykonywane w ciągu dnia oraz fakt, że mogła zasypiać przy jej boku.
- Domyślam się - przyznała, bo Sam potrafił być naprawdę nieznośny, gdy tylko czegoś pragnął. - Tak jak można by się tego spodziewać...
Nie chciała mówić na głos przy Samuelu jak naprawdę się trzymała. Jej czoło zdecydowanie było nieco zbyt ciepłe, a na jej twarzy widoczne było zmęczenie. Mimo wszystko starała się tego po sobie nie pokazywać.
- Rozmawiałaś już z lekarzem? - zapytała jeszcze, obejmując przy okazji kręcącego się na łóżku dziewięciolatka.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wprawdzie Młody nie przestał biegać po schodach, ale bajeczka o poślizgnięciu się na lodzie przynajmniej przyniosła jeden pożyteczny skutek — sprawiła, że stał się znacznie ostrożniejszy, ilekroć wychodził na zewnątrz. Teraz uważnie stawiał każdy krok na zaśnieżonych chodnikach, czujnie obserwując, gdzie ląduje jego stopa. Miał świadomość, że pod niewinną warstwą białego puchu może kryć się zdradliwy lód, dlatego chodził wolniej i zawsze wyciągał ręce z kieszeni.
To zrozumiałe, że Evina nie mogła liczyć na większą rozrywkę w szpitalnej sali. Laptop i książki musiały wystarczyć. Kiedy dostanie wypis, Zaylee przygotuje dla niej wygodny kącik w salonie przed telewizorem, który pewnie na jakiś czas zastąpi ich sypialnie. Lepiej będzie, żeby nie nadwyrężała nogi i nie wchodziła niepotrzebnie na piętro. Miller zawsze uważała, że duży dom z dwiema łazienkami to idealne rozwiązanie.
Pomimo potwierdzenia prze okulistę, że Swanson powinna używać okularów do ekranów i czytania, chwilowo nie zamierzała jej suszyć o to głowy. Jeszcze przyjdzie na to czas.
Teraz już nie umieszcza się nóg w gipsie — oznajmiła Zaylee, a Sammy wybałuszył na nią oczy.
Jak to? — zdziwił się szczerze, wtulając mocno w detektywkę.
Tak to — zmierzwiła mu jasne włosy. — Przy urazach najpierw przez krótki czas stosuje szyny, które utrzymują kolano w pełnym wyproście, a potem sztywną ortezę. Jest lżejsza i pozwala na lepszą kontrolę gojenia niż gips — wyjaśniła dokładnie, jednak chłopiec nie wyglądał tak, jakby ta odpowiedź mu wystarczała. Ewidentnie przeżywał wewnętrznie, że nie będzie mógł złożyć podpisu na nodze Eviny.
Miller przeszła wzdłuż łóżka i sięgnęła po zawieszoną na poręczy kartę informacyjną pacjenta. Przyjrzała się uwagom i pomiarom, bo nie podobał jej się ten stan podgorączkowy. Niby oczywiste, że organizm narzeczonej był osłabiony, ale Zaylee musiała mieć wszystko pod kontrolą.
Rozmawiałam — powiedziała, a potem Samuel uparł się, że chce pokazać Swanson zdjęcia i filmiki z treningu, więc podała mu swój telefon. A to oznaczało, że między pracą a wizytą szpitalu znalazła jeszcze momenty, żeby podjechać na halę, na której w zimowym okresie trenowała drużyna Młodego. — Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Jeszcze tydzień i będziesz mogła wrócić do domu — zapewniła z uśmiechem, chociaż dla Eviny tydzień pewnie oznaczał całą wieczność.
Zobacz jaki tutaj odebrałem piłkę w obronie! — dziewięciolatek aż podskoczył na łóżko. — A widzisz, jak dokładnie podałem? — spojrzał na detektywkę, praktycznie przykładając jej telefon do twarzy, jakby chciał się upewnić, czy na pewno ogląda nagranie.
Sammy coraz lepiej radził sobie na pozycji lewy obrońcy i trener Hopper wspomniał, że chciałby dać mu szansę w meczu na początku przyszłego miesiąca, więc Swanson musiała jak najszybciej wracać do formy, bo przecież nie mogła pominąć tak ważnego wydarzenia.
Eleane i David wspomnieli, że jutro do ciebie przyjechać — powiedziała, przypominając sobie wieczorną rozmowę z przyszłymi teściami. Rodzice Eviny co jakiś czas dzwonili i dopytywali o zdrowie córki w obawie, że ta nie mówi im wszystkiego, żeby ich nie zamartwiać. Zgodnie z umową, Zaylee przedstawiała wszystko w spokojny i racjonalny sposób. Zresztą nie miała powodów, dla których musiałaby cokolwiek zatajać — operacja przebiegła pomyślnie, więc nie musieli zachodzić w głowy, czy nie działo się coś okropnego. — Odradzałam im to, bo zapowiadają potężne opady śniegu, ale twoja matka jest cholernie uparta — posłała narzeczonej rozbawione spojrzenie. Nic dziwnego, Evina była dokładnie taka sama.

Evina J. Swanson
Ostatnio zmieniony sob sty 10, 2026 10:33 pm przez zaylee miller, łącznie zmieniany 1 raz.
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy sposób na to, aby zapanować jakoś nad młodym zdawał się być dobry. Szkoda tylko, że faktycznie musiały wymyślać tak wiele sposobów na to, aby jednak wpłynąć na jego wyobraźnię. W dodatku pamięć miał krótką jak na dziewięciolatka przystało, więc kwestią czasu było kiedy zapomni o tym, że powinien uważać podczas spacerów i wróci do biegania po chodnikach.
Ewidentnie brakowało jej domu. Nie mogła się doczekać tego, aż w końcu zostanie wypisana. Mogliby wtedy spędzić zwyczajny rodzinny dzień bez pikającej aparatury w pobliżu oraz niewygodnego łóżka, na którym ledwo co mógł się zmieścić Sam. Kiedy tylko wróci rozsuną kanapę w salonie i będą mogli urządzić sobie pokaz jakiś filmów.
Uśmiechnęła się tylko na dźwięk głosu Zaylee, która po raz kolejny wyjaśniała coś dziewięciolatkowi. Jego świat właśnie został wywrócony do góry nogami, ale wydawał się być niezwykle zainteresowany tym, co mówiła mu Miller. Gdyby tylko wcześniej nie wyrażał tak sporej niechęci do nauki i nie nawijał jak najęty o policjantach to jeszcze byłaby skłonna podejrzewać go o to, że nagle poczuł chęć pójścia w ślady koronerki. Przynajmniej częściowo.
- Dla pewności... Mówimy dokładnie siedmiu dniach? Nie mam pojęcia czy wytrzymam dłużej w tym wariatkowie... - przyznała szczerze, bo pobyt w szpitalu był dla niej prawdziwą katorgą.
Miała wrażenie, że pielęgniarki specjalnie faszerowały ją środkami nasennymi, bo nie mogły zaakceptować tego, że sen Swanson przypominał bardziej głębokie i krótkie drzemki. Nie była jednak w stanie zasnąć. Była wyczulona na hałasy i światło. Pomimo zmęczenia ciało dalej wydawało się w stanie pełnej gotowości, a obce otoczenie nie pozwalało jej się zrelaksować. Dlatego też zaczytywała się po nocach w kolejne powieści kryminalne, które dawały jej chociaż namiastkę tego, co traciła w pracy.
- Widzę. Coraz lepiej ci idzie - pochwaliła chłopca, przeczesując palcami jego blond włosy, gdy tylko narzeczona przysiadła się z telefonem, na którym widniały nagrania z treningów.
Faktycznie dziewięciolatek poruszał się coraz sprawniej na boisku. Wymijał skutecznie przeciwników i płynnymi ruchami potrafił odebrać im piłkę. Miał też całkiem dobrego cela. Była dumna z tego jakie postępy robił na treningach, a dodatkowo podziwiała Zaylee za to, że pod jej obecnością nie tylko zajmowała się domem i sprawami zawodowymi, ale także poświęcała dodatkową energię oraz czas na to, aby Samuel czuł przy sobie czyjąś obecność. W tym momencie poczuła jeszcze wyraźniej jakby jej klatka piersiowa była rozpierana od środka przez to jak bardzo kochała tę kobietę.
Mruknęła jedynie potakująco na wzmiankę o rodzicach. Mogła się tego spodziewać. Zaskakujące było, że tak długo wytrzymywali bez oblegania szpitala, ale najwyraźniej Miller doskonale sprawdziła się w uspokojeniu ich i trzymaniu z dala pod pretekstem tego, że Evina potrzebuje ciszy oraz spokoju.
- Zadzwonię do nich i spróbuję ich przekonać, że to niepotrzebne. Może zaprosimy ich do siebie na przyszły tydzień jak już będę w domu? Może niekoniecznie w dzień wypisu, ale na następny? - zaproponowała, bo to wydawało jej się rozsądne rozwiązanie.
Nie była pewna czy chciałaby zastać swoich rodziców, gdy tylko przekroczy próg domu. Musiała wpierw nadrobić ten stracony czas z narzeczoną i oswoić się z tym jak przez najbliższy czas będzie wyglądało jej egzystowanie.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie nie podejrzewała Sama o to, że kiedykolwiek mógłby chcieć zostać lekarzem. Jego zainteresowanie medycznymi pojęciami gasło równie szybko, jak zapał do czytania książek. Trudno było uwierzyć, że ktoś tak niecierpliwy, łatwo rozpraszający się i wiecznie poszukujący nowych bodźców mógłby odnaleźć się w świecie wymagającym długich godzin nauki, skupienia i żmudnej pracy. Zaylee natomiast pół wczorajszego wieczoru spędziła na wspólnym czytaniu komiksów. Była to zazwyczaj domena Eviny, która znacznie lepiej odnajdywała się w podkładaniu głosów, modulowaniu tonów i sprawnym dzieleniu kwestii pomiędzy bohaterów. Potrafiła ożywić nawet najbardziej banalny dialog, sprawiając, że Sammy słuchał z zapartym tchem. Tym razem jednak Zaylee musiała tymczasowo przejąć te obowiązki. Starała się kontynuować rutynę, do której Młody przywykł, wiedząc, jak ważne było dla niego to wieczorne poczucie stałości i bliskości. A później, pod nieobecność Swanson, zasypiali w jednym łóżku, bo chyba oboje czuli się wtedy pewniej.
Mniej więcej — odparła spokojnie. Nie mogła dać narzeczonej gwarancji, czy to będzie siedem dni, pięć czy może dziewięć. Wszystko zależało do stanu jej zdrowia. — Obiecałam, że nie zostaniesz tutaj dłużej niż to będzie konieczne — przypomniała jej i zamierzała dotrzymać słowa. Musiała mieć jednak pewność, że nie będzie żadnych przeciwskazań, żeby Evina została wypisana ze szpitala i że jej kondycja nie pogorszy się znacząco w przeciągu kilku następnych dni.
Pokiwała głową, dając do zrozumienia, że pomysł z zaproszeniem Swansonów dzień lub dwa po opuszczeniu szpitala był naprawdę dobry. Nie wypowiadali tego na głos, ale podczas rozmów telefonicznych w ich głosach słychać było wyraźną troskę i niepokój. Na szczęście Miller spokojnie i cierpliwie przekonywała ich do tego, że wszystko było w najlepszym porządku. Komu mieliby ufać bardziej niż narzeczonej własnej córki, która dodatkowo miała wykształcenie medyczne i doskonale znała się na sprawach zdrowia?
A ja niedługo zaczynam ferie — pochwalił się Sam, który aż dostał wypieków na twarzy od tych wcześniejszych pochwał. Najwyraźniej zauważał swoje postępy i potrzebował aprobaty nie tylko ze strony trenera. — I Zaylee powiedziała, że jak będziesz dobrze się czuła to będę mógł u was zostać na dłużej niż weekend!
Tylko, jeśli Evina będzie czuła się na siłachh — zaznaczyła, zerkając na narzeczoną. Nie chciała podejmować bez niej żadnych decyzji, skoro teraz Swanson nie sypiała najlepiej. W obecnej sytuacji całe dwa tygodnie opieki nad Samem nie wchodziły w grę, ale cztery dni zamiast dwóch miały sens.
No wiem — mruknął chłopiec, po czym wtulił się w ramię detektywki. Niewątpliwie był bardzo stęskniony i równie mocno odczuwał to, że nie było jej w domu. — Ale jak zostanę to przysięgam, że będę sprzątać — aby nadać mocy tej obietnicy, przycisnął sobie dłoń do klatki piersiowej. — I nauczę się gotować, bo Zaylee nie umie.
Fair — stwierdziła Miller. — Ale wiesz, że nie o to nam chodzi? — zerknęła na niego, po czym usiadła po drugiej stronie łóżka, żeby złożyć na ustach narzeczonej pocałunek. Trwał dłużej niż poprzedni, co oczywiście wiązało się z dziecięcym chichotem. Tym sposobem chciała dać Swanson do zrozumienia, że naprawdę za nią tęskni. — To fajnie, że chcesz pomóc — odwróciła głowę do Samuela. — Jesteś super facet, Sam, ale po powrocie do domu Evina musi najpierw porządnie odpocząć — oznajmiła w taki sposób, żeby Młody nie czuł się niechciany. Chciała po prostu uświadomić go, że jego odwiedziny mogą rozciągnąć się w czasie.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie nie miały właściwie pojęcia jak będzie wyglądała przyszłość Sama. Wciąż był na tyle mały, że właściwie wszystko mogło się stać. Może z wiekiem nieco się uspokoi i faktycznie zapała miłością do bardziej ścisłych przedmiotów. Może ujmie go coś związanego z informatyką? Trudno powiedzieć, ale i tak Evina obstawiała, że na pewno jeszcze kilkukrotnie zmieni swoje plany.
Nie wyobrażała sobie jak trudne dla Zaylee musiało być samodzielne zajmowanie się chłopcem, który jeszcze na dobre nie stal się ich. Niemniej dokładała wszelkich starań w to, aby chłopiec wciąż czuł się istotny i kochany. Doskonale pamiętała jak koronerka w czasie jednej z kłótni kazała jej zadbać o to, aby nie została samotną matką... Teraz jednak musiała wcielić się w podobną rolę. Całe szczęście jedynie chwilowo.
- Wiesz, że lubię konkrety - mruknęła z niezadowoleniem, ale finalnie nie była w stanie zrobić nic poza zaakceptowaniem faktu, że dokładna data jej wyjścia ze szpitala nie jest niczym pewnym.
Wyglądało zatem na to, że były zgodne jeśli chodziło o kwestię rodziców Swanson. Musiały jednak wpierw poznać datę wypisu detektywki, aby potem ustalić konkretny dzień, w który Elaine oraz David mogliby przyjechać w odwiedziny. Chociaż znając tę dwójkę to najchętniej przystroiliby odświętnie cały dom, a następnie odebrali ją samodzielnie ze szpitala. Chyba, że matce zależałoby na tym, aby od progu podać jej porządny domowy obiad, bo w końcu co dobrego mogła jeść w szpitalu?
- Fajnie, a nie macie przypadkiem jakiejś wycieczki ze szkoły? - dopytała, bo nie zdziwiłoby jej to, gdyby faktycznie organizowany był podobny wyjazd.
Wiedziała, że Miller nie miałaby nic przeciwko temu, aby taki wypad opłacić dla Samuela. W końcu już teraz czuły, że był ich synem i gotowe były na ponoszenie takich kosztów, które i tak nie były niczym szczególnie wielkim przy ich zarobkach.
Wiedziała, że chłopiec chętnie spędzał czas w ich domu i się stęsknił, ale nie było nic złego w tym, aby pojechał gdzieś z kolegami i się nieco zabawił. Zwłaszcza, że Swanson w swoim stanie nie bardzo mogła mu zapewnić jakiekolwiek bardziej aktywne rozrywki.
- Najpierw muszę zobaczyć kiedy mnie stąd wypuszczą i wtedy pogadamy o tych feriach, dobrze? - zapewniła, uśmiechając się do chłopca. - Powinieneś zawsze po sobie sprzątać, ale nasza decyzja nie będzie od tego zależała... No i nie musisz gotować. Wyjątkowo będziemy mogli sobie pozamawiać jakieś dobroci, a może babcia Elaine coś nam przyszykuje.
Nie miała pojęcia kiedy właściwie stało się tak, że zaczęła tytuować swoją matkę babcią Samuela, ale wyszło jej to dosyć naturalnie. Zresztą była pewna tego, że kobieta z pewnością zadba o to, aby miały masę jedzenia skoro jej córka była w tragicznym stanie, a koronerka tragicznie nie umiała gotować. Nie zdziwiłoby jej nawet, gdyby Elaine wpadło do głowy przyuczyć Miller przygotowywania kilku potraw, aby mieć pewność, że nie będą musiały polegać na restauracjach z dowozem za każdym razem, gdy Evina będzie niedysponowana.
Uśmiechnęła się z zadowoleniem, gdy tylko narzeczona przysiadła się do niej i gdyby nie obecność chłopca, której była świadoma przeciągnęłaby jeszcze bardziej ten pocałunek. Nie mogły się jednak przy nim zapominać. Za bardzo tęskniła za tymi ustami i tym dotykiem, aby pozostać obojętną.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jedyne, czego pragnęła, to wychować Samuela na dobrego człowieka. Nieważne, czy zostanie sportowcem, nauczycielem, czy kimkolwiek innym – chciała, aby miał serce pełne empatii, umiał dostrzegać potrzeby innych i nigdy nie zatracił w sobie człowieczeństwa. Marzyła o tym, żeby jego decyzje były kierowane uczciwością, a nie chęcią zysku czy sławy. Chciała, żeby potrafił kochać bezwarunkowo, wybaczać, kiedy trzeba i stawać w obronie tych, którzy sami nie potrafią się obronić. I wiedziała, że Evina chciała dla niego tego samego.
Informacja, jaką uraczyła narzeczoną, musiała na razie wystarczyć. Nie potrafiła podać jej dokładnej daty z dokładnością co do godziny, kiedy w końcu zostanie wypisana ze szpitala. Tydzień mógł się wydłużyć o kilka dni, ale nie jakoś diametralnie. Równie dobrze lekarz prowadzący mógł stwierdzić, że jej stan pozwala na wyjście ze szpitala nieco wcześniej. Swanson musiała to zaakceptować.
Młody zamyślił się na chwilę, próbując sobie przypomnieć, czy faktycznie w tych dniach w Wierzbowym Zakątku nie było zaplanowanej żadnej wycieczki. Ściągnął brwi i wystawił język, ale zaraz pokręcił głową.
Nigdzie w tym roku nie jedziemy — odparł z lekkim smutkiem w głosie. — Brakuje wychowawców. Pani Rose powiedziała, że na pewno wybierzemy się do planetarium, muzeum i ogrodów botanicznych. I mają być organizowane w domu dziecka jakieś głupie warsztaty teatralne — skrzywił się z niezadowoleniem, niezbyt zadowolony z tego rodzaju rozrywki.
Hej, to chyba fajnie? — zagaiła Zaylee, na co Młody tylko wzruszył ramionami. Oczywiste, że wolałby spędzić ten czas z nimi, jednak nie zawsze było to możliwe.
Nawet gdy Swanson opuści szpital, Miller i tak będzie musiała od czasu do czasu pojawiać się w pracy, choć już zapowiedziała, że nie będzie wykonywać obowiązków w pełnym wymiarze godzin. Chciała wspierać swoją narzeczoną, zanim ta przystosuje się do nowej rzeczywistości i odzyska pełną samodzielność. Początki z pewnością będą trudne i frustrujące, zarówno dla Swanson, jak i dla niej, ale z czasem sytuacja powinna się ustabilizować.
Słuchaj, zróbmy tak — spojrzała na Sammy'ego, który podniósł na nią swoje duże, niebieskie oczy. — Jak już zrobicie te wszystkie szalone rzeczy, to na pewno przyjdziesz do nas chociaż wekend. Zgoda? — wyciągnęła do niego rękę, żeby zawrzeć umowę.
Zgoda — chłopiec skinął głową i uścisnął dłoń Miller. Był już duży i rozumiał, że miały swoje obowiązki, a dodatkowo zdawał sobie sprawę z tego, że Evina nie mogła teraz chodzić i potrzebowała spokoju, który pozwoli jej wrócić do zdrowia. — Zawsze po sobie sprzątam. Tylko czasem trzeba mi o tym przypominać — zastrzegł natychmiast, spoglądając na Swanson, jednak na wzmiankę o dobrociach, aż mu się te niebieskie oczy zaświeciły z ekscytacji. — A babcia Eleane upiecze jakieś pyszne ciasto? — zapytał rozmarzonym tonem, wracając myślami do wyjazdu do Whitby.
Zaylee zaśmiała się głośno, muskając ustami policzek narzeczonej. Mieć jednego głodomora, to dla Eviny niemałe wyzwanie, a dwóch to już w ogóle. Z pewnością Miller i Sama łatwiej było ubrać niż wykarmić.
Niespecjalnie zdziwiło ją, że zarówno Sam, jak i ona sami nazywali Elane babcią. Taka była naturalna kolej rzeczy. Młody nie mógł przecież przez całe życie zwracać się do Swansonów czy Millerów formalnym "pan" i "pani", ani mówić im po imieniu. W pewnym momencie bliskość rodzinna narzucała własne reguły, a słowo babcia brzmiał tak samo naturalnie, jakby zawsze tam pasowało. Zaczęła się zastanawiać, czy kiedyś nadejdzie dzień, w którym Samuel będzie nazywał je mamami. Nie przeszkadzały jej jednak obecne formy, które aktualnie stosował, i z pewnością nie miała zamiaru niczego na nim wymuszać. Jeśli kiedyś uzna, że woli mówić ciocia, to też będzie dla niej zupełnie w porządku.
Jak to w ogóle się stało, że się poślizgnęłaś? — dziewięciolatek zerknął wymownie na podwieszoną i unieruchomioną nogę. — Zaylee nie mówiła ci, żebyś nie biegała? — pokręcił z dezaprobatą głową, bo przecież wielokrotnie słyszał od koronerki podobne ostrzeżenia.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie chciały, aby przede wszystkim Samuel był po prostu szczęśliwy w życiu. Niezależnie od tego kim by został. Oczywiście miło by było jakby nie zatracił ciekawości świata i wyrósł na mądrego mężczyznę. Evina była świadoma tego, że świat potrafił być okrutnym miejscem i wolała, aby jej syn był świadomy tego, gdy ktoś mógł go wykorzystać lub stanowić zagrożenie. Ważne, aby podchodził do wielu rzeczy nie tylko z dobrocią w sercu, ale także rozwagą.
Fakt, że sama nie miała pojęcia kiedy opuści szpitalne mury naprawdę utrudniał zaplanowanie czegokolwiek na najbliższą przyszłość. Nie mogły na razie uzgodnić niczego ani z rodzicami Swanson ani też z dziewięciolatkiem, który niezwykle mocno liczył na to, że jednak spędzi w ich domu ferie.
- A to szkoda... Na pewno nikt z nauczycieli niczego nie organizuje? Albo trener Hopper? - dopytała, bo czasami różne szkoły czy kluby organizowały wyjazdy dla swoich uczniów, ale informacja o wyjściach z sierocińca również nie brzmiała tak źle.
Całe szczęście Miller wiedziała, co powiedzieć i od razu zaproponowała rozwiązanie, które przypadło młodemu do gustu. Było to całkiem cwane, biorąc pod uwagę, że nie mogły mu składać żadnych konkretnych obietnic. Kryzys na razie został zażegnany, a Sammy od razu skupił się na tym, co było dla niego najważniejsze.
- Czyli nie zawsze, bo wtedy nie trzeba byłoby ci przypominać - odparowała, uśmiechając się z rozbawieniem na to, co powiedział chłopiec.
Oczywiście, że jak na dziewięciolatka przystało był dosyć chaotyczny. Należał do bałaganiarzy i wiele rzeczy robił dosyć niechlujnie, ale Miller zawsze pilnowała go czy na pewno wywiązał się dobrze ze swoich obowiązków. Pod tym względem na pewno nie była gorsza od niejednego wychowawcy w sierocińcu.
- Znając ją to pewnie upiecze. Ciasto albo ciasteczka. Może oba? - zasugerowała i zaśmiała się, bo faktycznie Sammy niezwykle przypominał jej z tym pytaniem Zaylee.
Właśnie w takich momentach czuła, że chłopiec jest naprawdę ich. Były momenty, w których potrafił przejawiać niektóre z ich cech. Czasami zastanawiała się czy z czasem nie upodobni się do nich jeszcze bardziej, gdy zaczną na stałe ze sobą mieszkać czy może był już nieco za duży na to, aby przejąć od nich nawyki i część usposobienia. Na pewno jednak bez względu na to będą go kochały tak samo.
Nie miała też pojęcia jak z czasem będzie wyglądała ich relacja, ale z jednej strony chciała, aby w pewnym momencie Samuel czuł się z nimi na tyle dobrze, aby w naturalny sposób nazywać je mamami. Chciała, aby Miller tego doświadczyła. Aby miała prawdziwą rodzicielską relację z ich synem tak jakby od samego początku był ich własnym. Nie zamierzały jednak na nic naciskać i pozwalały na to, aby takie decyzje chłopiec podejmował samodzielnie. Choć zwykle podejmowały się one same.
- Tak. Dokładnie tak było - odpowiedziała i spojrzała jeszcze na chwilę na narzeczoną, aby upewnić się czy na pewno podejmuje odpowiednią decyzję. - Wiesz jaka jest Zaylee. Często jak coś mówi to ma rację. Dlatego właśnie powinieneś się jej słuchać.
Nie chciała nad tym szczególnie dużo rozprawiać. Miała nadzieję, że Sammy szybko porzuci temat i zaraz zainteresuje się czymś innym. Nie bardzo była w nastroju na to, aby mu wymyślać przeróżne bajeczki na temat tego, co niby miało miejsce w ostatnim czasie. W jej głowie pojawiły się tylko nieprzyjemne przebitki z tego dnia, gdy Blythe próbował ją zamordować a wolałaby nie myśleć o tym przy dziecku.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sam ponownie wzruszył ramionami, jakby temat wciąż nie był wart większej uwagi. Jednak gdy Evina wspomniała o trenerze Hopperze, chłopiec nagle zesztywniał. Drgnął, jakby w jednej chwili wróciła do niego myśl, którą zepchnął na samo dno świadomości. Coś ważnego. Takiego, o czym wcześniej nawet nie próbował mówić, bo uznał to za bezsensowne.
Jest tygodniowy obóz zimowy ze szkółki piłkarskiej — odezwał się w końcu, ale jakoś bez entuzjazmu. — Ale tylko dla bogatych dzieciaków — dodał ciszej, spuszczając wzrok, który wbił we własne dłonie.
Zaylee wymieniła krótkie spojrzenie z narzeczoną. W jej oczach pojawiło się coś pomiędzy zaskoczeniem a wyrzutem sumienia. Po chwili delikatnie ujęła podbródek Młodego i uniosła go tak, aby musiał spojrzeć jej w oczy.
Sam — zaczęła spokojnie. — Musisz nam mówić o takich rzeczach — podkreśliła poważnym tonem.
W jej głowi pojawiła się nieprzyjemna myśl, że to może one zawiodły? Może powinny częściej interesować się tym, co działo się na treningach, dopytywać i rozmawiać z trenerem Samuela, zamiast zakładać, że wszystko jest w porządku. Przecież nie chciały, żeby chłopiec był pomijany w sprawach, które mogły mieć realny wpływ na jego przyszłość. To, że wciąż był podopiecznym domu dziecka, nie mogło i nie powinno go w niczym wykluczać. A już na pewno nie w marzeniach.
Tylko wy jesteście teraz zajęte i nie chciałem zawracać wam głowy — wyznał nieśmiało, najwyraźniej uważając, że pobyt Swanson w szpitalu jest ważniejszy niż obóz piłkarski.
Miller zagryzła nerwowo wargę. Cholera, a przecież nie powinno tak być. One zawsze będą zajęte, ale musiały sprawić, aby naprawdę zrozumiał, że jego sprawy też były ważne i miały dla nich znaczenie.
Sammy... — westchnęła, ale on tylko pokręcił głową.
To nic. Przyjadę na weekend i obejm się ciastków od babci Elaine — powiedział wesoło, jednak Zaylee tak zamyśliła się nad tym wyjazdem, że zapomniała go poprawić.
W obecnej sytuacji nie miała pojęcia, czy powinna zadzwonić i porozmawiać z trenerem Hopperem. Dowiedzieć się, czy nie jest jeszcze za późno, aby Samuel pojechał na obóz, bo przecież wraz z Eviną zarabiały wystarczająco dużo i mogły opłacać mu podobne rozrywki, choć oficjalnie nie był jeszcze ich synem. To nie zmieniało faktu, że właśnie tak go traktowały i chciały dla niego jak najlepiej.
No Zaylee zawsze mówi, żeby nie biegać, nie skakać i w ogóle — paplał dalej Młody, kręcąc przy tym z politowaniem głową, po czym wyprostował się, dał Swanson buziaka w policzek i znów przyspawał się do ramienia Swanson.
No widzisz? Zaylee mówi, ale Evina nie słucha — wtrąciła Miller, spoglądając wymownie na narzeczoną. Nie chodziło o ten wyimaginowany poślizg, a o całą sprawę z Blythe'm. Powtarzała jej, że plan, w którym robi za przynętę wcale nie jest dobrym pomysłem. Od początku twierdziła, że istnieje zbyt duże ryzyko, że akcja zakończy się całkowitym powodzeniem, bez ponoszenia jakichkolwiek strat.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już podświadomie Evina wyczuwała, że dziewięciolatek coś przed nimi ukrywa, aż w końcu postanowił przyznać się do tego, że klub sportowy organizował wyjazd na ferie. Młody nie mógł dłużej kręcić w momencie, gdy padło bezpośrednie pytanie o trenera ze szkółki piłkarskiej. Może jeszcze kiedyś nauczy się kłamać i będą miały przez to problemy, ale na razie mówił im wszystko jeśli tylko wiedziały jak przycisnąć.
Nie musiała nawet patrzeć na narzeczoną, aby wiedzieć o czym dokładnie myśli. Mimo wszystko zerknęła na nią przelotnie i zamilkła na chwilę, aby pozwolić Zaylee przejąć inicjatywę. W końcu ona również miała niezwykle dobre podejście do dziecka i wiedziała jak mu wytłumaczyć pewne kwestie.
- Posłuchaj, będziemy bardzo często zajęte, ale to nie znaczy, że masz nam nie mówić o różnych rzeczach - dodała, gdy tylko dziewięciolatek próbował jakoś się wytłumaczyć z tego wszystkiego. - Nie chcemy, abyś sam musiał się borykać ze swoimi problemami. Rodzina jest od tego, aby się wspierać. Poza tym... To nawet nie jest problem. Możemy załatwić to od razu jeśli tylko jeszcze nie jest za późno.
Będą na pewno musiały się odezwać do trenera. Oraz do Lily Rose, aby upewnić się czy na pewno nie byłoby to wielkim problemem, gdyby Samuel pojechał na opłacony przez nie wyjazd ze szkółki piłkarskiej. Przy odrobinie szczęścia wszystko da się zorganizować.
Wyglądało na to, że tak lakoniczne wyjaśnienie jej urazu było jak najbardziej satysfakcjonujące dla dziewięciolatka, dla którego wszystko miało sens. Zaylee zawsze go ostrzegała przed różnymi konsekwencjami, ale możliwe, że mogła mieć rację w pewnych kwestiach skoro ktoś inny ucierpiał. Może dzięki temu zacznie zwracać większą uwagę na słowa koronerki choć sama Swanson była zdania, że narzeczona potrafiła przesadzać.
- Teraz nie da mi zapomnieć, że jej nie posłuchałam - mruknęła konspiracyjnie do Samuela, co i tak Miller mogła doskonale usłyszeć.
Starała się nie myśleć o tym jak te przekomarzanki mogłyby się odnieść do tego, co naprawdę się wydarzyło w chatce pośrodku lasu. Miały właśnie miłe popołudnie i nie zamierzała tego zepsuć. Wolała dużo bardziej skupić się na tym, że mogła spędzić nieco czasu w towarzystwie swojej przyszłej żony i syna.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”