-
Grinch
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Najlepsze wieczory to były te, gdy nie pracowała. Latynoskie rytmy, smak niebezpieczeństwa i tequila definiowały jej wieczory spędzane w Emptiness. Odrobina świeżości, pewnego rytmu oraz niespodziewane zaproszenie od znajomych sprawiło, że wylądowała w... innym klubie. Sześć shotów na samym wejściu do klubu, a serce samo płynęło na parkiet. Tylko nie trafiała do niego. Za każdym razem wracała do barmana, spożywając kolejne porcje alkoholu. Tak wróciła do znajomych, idąc chwiejnym krokiem. Od razu dostała niemoralną propozycję wypicia brudzi.
— Ahahaha, Josh daj spokój! — parsknęła niemalże od razu Cyra, kręcąc delikatnie głową. Miała w sobie jeszcze odrobinę umiaru, chociaż powoli zaczął on hamować — ile ja mogę wypić? Będę chodziła jak messersmitt — prychnęła pod nosem, wywracając przy tym oczyma. Tylko zaraz na jej twarzy wkradł się chytry uśmiech. W trakcie wolnych wieczorów nie musiała się powstrzymywać. Ostatnie hamulce jej pękały, kiedy wypiła ostatniego shota. Stała się 5-drinkową Cyrą.
— A jebać to, idę po kolejnego drinka — machnęła ręką na Josha. Wcale nie musiał jej długo namawiać, by ruszyła. W głowie czuła się królową parkietu, bujając się w stronę barmana. Wiele piosenek mogła zaśpiewać, choć najbardziej zabawne wydawały się być te z odpowiednią ilością przekleństw. Może dlatego zaczęła pod nosem podśpiewywać — mordo nie może Cię nie być, dupy idą tu prosto ze Skierniewic — polonistycznego wykształcenia Carter nie miała. Pewnie podśpiewywała sobie kanadyjską wersję Grill u Gawrona .
— Tequila sunrise, mój drogi, bo skończę się z jej końcem — krzyknęła głośno Cyra. Zdążyła wyłożyć banknoty dla pracownika i już chciała ruszyć w stronę własnej imprezy, ale spotkała przeszkodę — o kurwa — wyglądała na zaskoczoną, przerażoną, a przede wszystkim rozżalona rozlanym drinkiem.
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiczas narracji-postaćautor
Była niemalże przez cały czas dostępna na zawołanie. Wszystko na wypadek tego, gdyby tylko w klubie pojawił się jakiś problem, który wymagałby jej interwencji. Szczęśliwie jednak tym razem wyglądało na to, że nie musiała się przejmować jakimikolwiek problemami. Impreza trwała w najlepsze, ludzie bawili się pod opieką jednego z lepszych DJów jakich miała okazję gościć w swoim przybytku, a barmani nie mieli okazji do tego, aby narzekać na napiwki. W skrócie: idealna noc.
Przynajmniej było tak dopóki nie zdecydowała się samodzielnie podejść do baru, aby zamówić dla siebie drinka. Akurat miała taki nastrój, że nie chciała siedzieć o suchym pysku i nie wzgardziłaby czymś mocniejszym. Po drodze jednak wpadła na nią jakaś młoda dziewczyna, której napój w jednej chwili znalazł się na gustownej sukience Ophelii ze złotym akcentem.
- O kurwa, faktycznie - mruknęła, gdy tylko uświadomiła sobie, że plamy po czymś takim raczej nie zejdą zbyt łatwo i potrzebować będzie wizyty w pralni.
Cyra Carter
-
Grinch
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Impreza mogłaby trwać dla Cyry w nieskończoność. Wszyscy tańczyli na parkiecie. Bujali się w rytm bitu. Leciał dym, a ludzie szaleli w najlepsze. Sama Carter chciała móc poczuć rytm muzyki. Zamknąć oczy i wczuć się w gorące rytmy panujące w klubie. Więcej do szczęścia nie potrzebowała. Chociaż istniała taka delikatna sprawa. Wolała nie wpadać na obce osoby, wylewając na nie drinki.
Coś w głowie Carter musiało się jej poprzestawiać. Spojrzała na drinka i dopiła ochłapy, które zostały jeszcze w szkle. Na całe szczęście jakieś resztki zostały. Wzięła głęboki oddech, mierząc kobietę wzrokiem. Nie pasowała do tego miejsca w gustownej sukience. Jakby została doklejona w paincie do złego obrazka.
— Laska, jak ty stoisz? Otwórz oczy i zwracaj uwagę na innych — warknęła finalnie Carter, zdając sobie sprawę, co się wydarzyło. Najgorsze, kobieta nie postanowiła przeprosić księżniczki ze straconym drinkiem. Westchnęła ciężko, wpatrując się w nią, wyczekująco. Nic nie powiedziała, a młoda miała dużo więcej do powiedzenia — poza tym jesteś za stara na ten klub, niunia — zacmokała, mierząc ją krótko wzrokiem. Znowu. Chłodno i przeszywająco. Spojrzała kątem oka na własną ekipę. Mieli ubaw ze straconego drinka biednej Carter. Nic dziwnego. Chociaż w brzuchu zaburczało coś niespodziewanego, aż ją cofnęło przez moment. Powstrzymała pierwszy odruch. Te ostatnie łyki alkoholu nie wydawały się być racjonalnym wyborem.
— Ładna jest ta sukienka. W kolorze tequili jeszcze ładniejsza — zaśmiała się pod nosem Carter, wkładając sobie niesforny kosmyk włosów za ucho. To spięcie w żołądku doprowadzało ją do szału. Chciała odejść, ale ścisk w klubie jej to uniemożliwiał.
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiczas narracji-postaćautor
- To raczej ty powinnaś uważać, ale zdecydowanie wypiłaś o kilka drinków za dużo - wzrokiem starała się odszukać któregokolwiek z barmanów, aby dyskretnie zakomunikować, że nie powinien już więcej polewać tej konkretnej osobie.
Wyczuwała, że przez to może dojść do jakiś nieprzyjemności i awantur, ale to wyczuwała tak czy siak, a lepiej było wyjść mimo wszystko na taką, która nie pozwala się upijać ludziom do nieprzytomności oraz podjudzać ich nadmiarem alkoholu.
- A może ty jesteś na niego za młoda? - odparowała, przyglądając się uważnie dziewczynie, która w tym momencie przybrała dla niej formę pyskatej gówniary.
Najchętniej by ją wyminęła i poszła z powrotem do swojego gabinetu, aby postarać się w jakiś sposób oporządzić. Nie sądziła, aby miała coś na przebranie, ale może uda jej się opanować jakoś tę sytuację.
Cyra Carter
-
Grinch
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
W klubach rzadko kiedy reagowano na dziewczyny pijące zbyt dużo. Nie robiły one problemów, dopóki nie stawały się czymś na wzór martwego ciała. Wymiociny nie wydawały się być na tyle wzniecającym alarm sygnałem. Cyra też zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała, w jaki sposób ukrywać się przed niechcianym spojrzeniem ochroniarzy. Sama pracowała w klubie i mijała się z wieloma dziwnymi klientami. Dopiero Ci powodujący prawdziwe problemy byli zauważani.
Młoda Carter chyba wkraczała w ten moment. Kiedy zostanie zauważona. Alkohol powodował u niej automatyczne podniesienie emocji, szybsze bicie serca, a przede wszystkim prawdziwą chęć walki.
— Za dużo? — aż parsknęła śmiechem. Może kolejny drink przypieczętowałby jej stan, obecnie znajdowała się na granicy. Między wkurzoną Cyrą, a taką która mogłaby się ostatecznie oddać we wir imprezy. Zarzucić biodrami, przelizać się z randomowym typem, by później móc z nim skończyć w toalecie. Wiele nie potrzebowała do szczęścia. Dla niej wystarczył moment, kilka łyków, a tak została z intensyfikującą się frustracją — Starucho, nie żeby coś, ale na liczniku mam jednego mniej — warknęła podirytowana Carter. Gdyby nie stanęła jej na drodze, siedziałaby zrelaksowana w loży, popijając własną tequilę. W odpowiednim nastroju na twarzy pojawiłoby się coś w rodzaju uśmiechu.
— O nie — zaczęła nerwowym głosem, czując, jak coś próbuje z niej wyjść. Kilka niebezpiecznych skurczów żołądka i pozbyła się pierwszej treści żołądkowej. Jej część rozbryzgała się z podłogi, zabrudzając buty Attwood — ja pierdolę — wybełkotała, zdając sobie sprawę, co się stało. Z loży jej kumpli wydobyła się głośna salwa śmiechu. Spodziewała się jej, ale zamiast uciec, spróbować posprzątać, musiała znowu chwycić się za usta — kolejny idzie... — i stanęła jak kłoda. W nogach nie miała sił, a świat delikatnie jej wirował. Może zauważyłaby stan szybciej, gdyby nie wielka tragedia związana z rozlanym drinkiem.
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie ulegało też wątpliwości to, że z pijaną dziewczyną miały zupełnie inny pogląd na kwestię jej upojenia. Naprawdę nienawidziła tego typu sytuacji, ale czy chciała czy nie to jednak musiała się z nimi co jakiś czas mierzyć. W końcu obsługa sama nie zawsze była w stanie wszystko wyłapać.
- Naprawdę wolałabym tego nie robić, ale jeśli chcesz sprawiać problemy to będę zmuszona cię wyprosić - odpowiedziała, dusząc w sobie rosnącą irytację i starając się zachować pełnię profesjonalizmu nawet w takich okolicznościach, co nie należało do najłatwiejszych.
Wszystko może dałoby radę szybko i sprawnie rozwiązać, gdyby nie to, że nieznajoma chlusnęła nagle wymiotami wprost na buty Attwood, która zaklęła krótko, robiąc krok w tył i czując nieprzyjemną mokrą konsystencję zawartości żołądka dziewczyny także na swoich rajstopach.
- Cholera jasna... CHRIS! - krzyknęła, starając się wyłapać spojrzeniem sylwetkę ochroniarza i licząc na to, że ten przybędzie do niej, aby uratować sytuację.
Ewidentnie imprezowiczkę należało wyprowadzić... oraz posprzątać czym powinna zająć się Janice.
Cyra Carter
-
Grinch
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
I poszła druga salwa. Powstrzymała ją przed pojawieniem na świecie. Zdążyła radę jej połknąć. Powinna zostać miano królowej balowania. Dała radę zatrzymać potwora z Loch Ness przed ujrzeniem światła dziennego. Choć bardziej mógłby przypominać tęczowy roztwór. Cyra nie pamiętała już, ile wypiła. Dla niej całe imprezowanie nadawało sens życia. Powstrzymanie się od wymiotowania powinna zapisać w książce życiowych sukcesów i przykleić mu specjalną gwiazdkę.
Pierwsza fala otrzeźwienia przyszła, słysząc o wyproszeniu. Takiego wyzwania dzisiaj nie chciała podejmować. Koniec imprezy łączył się od razu z końcem świata. Zamknięciem na cztery spusty. Ona, mimo chęci pozbycia się zawartości żołądka, była na tyle świadoma, że nigdy by na to nie pozwoliła. Poprawiła pierścionki na własnej dłoni. Była gotowa na bitwę, dumna, pijana. Musieliby ją wyrzucić na zbity pysk, żeby opuściła to miejsce. Wtedy do jej głowy wpadł jeden z bardziej fatalnych pomysłów.
— O nie — mruknęła pod nosem, chwytając Ophelię mocno za nadgarstek — idziesz ze mną stara krowo — i niewiele myśląc, pociągnęła ją w stronę toalety. Musiały zniknąć, chociażby na krótki moment. Wykorzystała siłę, którą nadały jej procenty. Trzymała mocno Attwood, licząc, że pójdzie za nią. Odwróciła jedynie głowę na krótki moment.
— Albo trzeci poleci wprost na Ciebie — warknęła Carter, a groźba wydawała się być realna. Jej żołądek z każdym krokiem dawał o sobie bardziej znać — nie psuj mi imprezy. Ogarniemy Cię, mnie i każda wróci we własne miejsce — dodała finalnie, a w jej oczach dało się przez moment zobaczyć dziecięcą prośbę. Jedynym jej świątecznym marzeniem była możliwość dalszego imprezowania. Niestety, powiązało się to z porwaniem menadżerki do toalety.
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiczas narracji-postaćautor
Attwood podjęła już decyzję odnośnie dziewczyny. Nie zamierzała dopuścić do tego, aby ta zepsuła imprezę komuś jeszcze przez swoje pijackie wybryki. Skoro już zwymiotowała jej na buty to jednocześnie dała jej znać, że nie jest zdolna do tego, aby kontynuować imprezę i bawić się jak na porządnego człowieka przystało.
- Nie jesteś tutaj szefem - odparowała, zapierając się na obcasach, aby nie dać się nieznajomej pociągnąć w kierunku toalety. - Posłuchaj... Jesteś w moim klubie i właśnie zdecydowałam, że to dla ciebie koniec imprezy. Nie zjebiesz wieczoru kolejnej osobie.
Dla niej sytuacja była oczywista. Kątem oka zauważyła barmana, któremu udało się ją dostrzec w pobliżu dziewczyny. Gestem nakazała mu przyzwanie ochroniarza, bo nie zamierzała się szczególnie bawić w dyplomację. Podjęła decyzję o usunięciu nieznajomej z klubu. Chris, który pilnował porządku w lokalu miał upewnić się czy na pewno ta trafi do taksówki i zostanie zawieziona pod wskazany adres. Na tym etapie byli już zaznajomieni z ogromem kierowców, którzy odbierali ich gości z lokalu, więc to nie byłby spory problem.
Cyra Carter
-
Grinch
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Cudownie — mruknęła pod nosem, słysząc kolejne słowa wypowiadane przez Ophelię. Teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo wpierdoliła się w bagno. Alkohol nie zmroczył jej na tyle umysłu, by nie wiedziała, że spierdoliła po całej linii. Mogła robić burdę wśród każdego z gości, ale gdy w grę wchodził personel klubu, miała przejebane — w takim razie sama wychodzę — już odwracała się na pięcie, chwiejąc się delikatnie. Miała jeszcze kilka słów do wypowiedzenia. Chciała wyjść z honorem. Czyli zostając najbardziej toksycznym gościem, którego Attwood pozna w całej swojej karierze. Otwierała buzię, by coś powiedzieć, ale zamiast tego beknęła. Dwie sekundy spokoju, byle nie wyjść z kolejnym bełtem i już wiedziała, co miała do powiedzenia.
— Tego nawet nie można nazwać klubem — mruknęła pod nosem, słysząc o pierdolonej szefowie. Jej pracodawca wydawałby się być zadowolony takimi problemami w klubie. Wywalał dopiero przy jasnej agresji, ale widocznie Cyra trafiła do klubu z wyższej półki. Muzykę i alkohol mieli dobry, ale za grosz prawdziwej zabawy — tylko jakąś speluną bez patologii — i ruszyła w kierunku wyjścia. Ochroniarze mogli ją odprowadzić, kiedy zataczała się jak najebany messerchmitz. Już nie zwymiotowała, no prawie. Dopóki nie wyszła z klubu, tam zostawiła jeszcze jedną znaczącą pamiątkę. Gdyby była facetem, to by stanęła i nasikała, a tak... ruszyła w swoją stronę.
z/t