-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Została w mieszkaniu całkowicie sama, bo Madox miał do załatwienia jakieś sprawy z klubem (jak zwykle zresztą), więc nudziła się przeogromnie. Zabijanie czasu przed telewizorem było w porządku tylko sporadycznie, jednak kiedy zbyt mocno się przedłużało, zaczynało robić się równie nużące, jak wszystkie te czynności, które Debbie na ogół uważała za nudne.
Nic więc dziwnego, że w końcu zajęła się przeglądaniem własnego telefonu, rozpoczynając wycieczkę od portali społecznościowych, a na zawartości własnej galerii kończąc.
To właśnie tam wpadła na fotografie, które całkiem niedawno przesłała Tracy’emu, chcąc zachęcić go do wizyty w restauracyjnej toalecie. Raz jeszcze przyjrzała się tym fotografiom dokładniej, dochodząc do wniosku, że prezentowała się na nich naprawdę d o b r z e, a tamten wieczór wspominała wyjątkowo p r z y j e m n i e.
Właśnie dlatego ostatecznie zdecydowała się do niego napisać. Nie było to nic zobowiązującego, jednak skoro pewien czas temu oboje doszli do wniosku, że kolejne spotkanie byłoby mile widziane przez nich oboje, zdecydowała się tę kwestię zweryfikować, tak naprawdę nie wiedząc, czy Raynott nie okaże się zajęty, albo czy przypadkiem nie będzie znajdował się na drugim końcu świata.
Miała więc spore szczęście, kiedy okazało się, że akurat był w mieście i najwyraźniej nudził się równie mocno, jak ona, skoro wymiana ich wiadomości nie trwała szczególnie długo, zanim Debbie doczekała się zaproszenia. Nie mogła jednak od razu zerwać się i ruszyć do jego mieszkania, ponieważ kanapę swojego byłego okupowała w nieszczególnie wyjściowym wydaniu. A skoro planowała odwiedzić Raynotta, musiała wyglądać choć trochę p o c i ą g a j ą c o.
Dotarcie na miejsce zajęło jej zatem mniej więcej godzinę. Po drodze zgarnęła jeszcze jakiś alkohol z barku Madoxa, który wcisnęła sobie do torebki, albo raczej spróbowała go tam wcisnąć, ponieważ szyjka butelki cały czas stamtąd wystawała. Tym nieszczególnie się przejęła, podobnie zresztą jak podejrzliwym spojrzeniem taksówkarza, który jednak nie odważył się w żaden sposób tego skomentować.
To przecież i tak nie była jego sprawa.
Przed budynkiem dla pewności raz jeszcze zerknęła na wiadomość od Raynott’a, chcąc upewnić się, że rzeczywiście znajdowała się pod odpowiednim adresem, a kiedy pozbyła się wątpliwości, pomaszerowała do środka. Zdołała odnaleźć odpowiednie drzwi, do których czym prędzej wcisnęła dzwonek. Tak, zaczynała odrobinę się niecierpliwić.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dzięki temu, gdy dotarł do domu, nie był padnięty i miał siły nawet na to, żeby spotkać się z Debbie, która spontanicznie zasugerowała, że powinni się zobaczyć. Po takiej podróży mogło mu to dobrze zrobić, tym bardziej, że z nią nie szło się nudzić.
Poza tym miał jej własność i jeśli chciała ją odebrać, to nie mógł jej tego utrudniać, prawda? Nie byłoby to w porządku, tym bardziej, że wyglądało na to, iż coś dla niego szykowała, odnośnie czego upewnił się po jej ostatniej wiadomości.
I całe szczęście, że nie spieszyła się, bo Tracy po tak długiej podróży musiał doprowadzić się do porządku. Przede wszystkim musiał wskoczyć pod prysznic co zrobił od razu po wymianie wiadomości z Debbie, a później zgodnie z jej życzeniem wskoczył w czysty mundur, do którego schował także jej własność. Jeśli miała właśnie taką fantazję i chciała zabawić się z pilotem, to mógł ją spełnić, nie miał nic przeciwko temu.
Czekając na nią zdążył jeszcze szybko coś przekąsić, nic wielkiego, były to jakieś małe przekąski, które ostatnio wciśnięto mu w markecie i które, jak się okazało, nie były takim złym pomysłem, skoro teraz były jak znalazł.
Wiele więcej nie zdążył zrobić zanim usłyszał dzwonek do drzwi. Wiedział, że to mogła być tylko jedna osoba, dlatego bez zastanowienia przywołał na twarz najbardziej czarujący uśmiech i poszedł do drzwi, aby otworzyć je brunetce. Widząc ją przed sobą, nim cokolwiek powiedział, omiótł ją badawczym spojrzeniem, rejestrując, jak się dziś prezentowała. Jeśli chciała mu się dziś podobać – to spełniła swoje zadanie, bo zdecydowanie wyglądała p o c i ą g a j ą c o w tych kusych ubraniach.
– Dobry wieczór, tu twój kapitan. Dziękujemy za wybór naszego lotu. Przed nami długa noc w Toronto – przywitał się z nią, wchodząc w swoją rolę i recytując formułkę na wzór tych, które często powtarzał na pokładzie samolotu przed lotem. Tuż po tym nieco odsunął się od drzwi – na tyle, żeby mogła przejść, ale jednak musiała zrobić to blisko niego.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Musiała więc poszukać czegoś innego.
Spotkanie z Tracy’m wydawało się idealnym pomysłem, aby uprzyjemnić sobie resztę wieczora. Wierzyła, że mógł podejść do tego podobnie, o czym zresztą upewniła się, kiedy uzyskała od niego odpowiedź. Miała nadzieję, że to spotkanie okaże się równie owocne, jak wszystkie poprzednie. Przy sobie z jakiegoś powodu nie potrafili się pohamować, a to zwykle miało niezwykle przyjemne skutki.
I dzisiaj również tak się zapowiadało. Kiedy Raynott otworzył jej drzwi w mundurze, usta Debbie wykrzywiły się w zadziornym uśmiechu, a przez oczy przebiło się pożądanie.
Przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce, ani trochę się z tym nie kryjąc. Jej spojrzenie musiało zdradzać, jakie myśli chodziły jej po głowie. Nie bez powodu przygryzła dolną wargę, kiedy w końcu spojrzeniem odnalazła jego oczy. — Powinnam częściej zaglądać do kokpitu — oznajmiła, w końcu decydując się na to, aby wślizgnąć się do jego mieszkania. I nie, kompletnie nie przeszkadzało jej to, jak blisko niego musiała się przy tym znaleźć. Prawdę powiedziawszy skorzystała z tego, kiedy zatrzymała się w połowie drogi.
— Przyniosłam ci prezent — o ile w ten sposób nazwać można było alkohol, który zwędziła z mieszkania Madoxa, które w ostatnim czasie okupowała. Teraz jednak to nie na prezencie pozostawała skupiona, a na tym, jak prezentował się Tracy. Pozwoliła sobie więc unieść obie dłonie, aby poprawić jego czapkę, choć ta wcale tego nie wymagała.
Nie umiała jednak odmówić sobie przynajmniej tego przelotnego dotyku, zanim w końcu weszła do środka, niemal od razu dobierając się do paska własnej kurtki, aby przynajmniej ją rozpiąć. — Tak witasz wszystkie pasażerki, czy tylko te ulubione? — zapytała, kiedy obróciła się w jego stronę, nadal nie przestając się uśmiechać.
Podobał jej się widok, który przed sobą miała.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I dziś nie miał nic przeciwko temu, żeby zostać nią dla Debbie. Podczas lotu udało mu się wypocząć, więc nie był tak zmęczony, żeby nie mieć sił na towarzystwo i różnego rodzaju aktywności z owym towarzystwem. A prysznic, który wziął przed jej przyjściem, pomógł mu rozbudzić się i zdobyć nową dawkę energii.
Był więc w pełni przygotowany na wizytę swojego gościa, któremu wiedział, że będzie musiał dotrzymać kroku podczas tego wieczora, ponieważ znał Debbie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie będzie spokojnie.
To samo podpowiedziało mu jej spojrzenie, którym obdarzyła go na dzień dobry i które było dla niego najlepszym komplementem. Tracy lubił podobać się innym i był łasy na komplementy w jakiejkolwiek formie, więc ta, którą zaserwowała mu dziś McDowell, także mu odpowiadała. – Powinnaś – zgodził się z nią i rozbawiony poruszył zaczepnie brwiami.
Z zaciekawieniem zerknął na brunetkę, kiedy wspomniała o prezencie. – Co takiego? – zapytał, nie zwracając uwagi na jej torebkę, z której wystawała szyjka butelki, w związku z czym raczej spodziewał się odpowiedzi w stylu mnie, do czego mogłaby dorzucić pozbycie się kurtki, pod którą nie zdziwiłby się, jakby nie miała wiele ponad jakąś skąpą bieliznę, w której chętnie by ją zobaczył. – Tylko ulubione – zapewnił Debbie, w końcu zamykając drzwi, od których odstąpił, aby móc udać się w głąb mieszkania, bliżej swojego gościa. – Za chwilę rozpoczniemy serwis sprzedażowy na pokładzie. Czy ma Pani jakieś życzenia? – uniósł brwi, wracając do oficjalnego, ale jednocześnie lekko zalotnego tonu głosu, w którym zwracał się do niej na początku. Dziś najwyraźniej miał pełnić nie tylko rolę pilota, ale też stewarda.
I rozpoczął teraz zabawę paskiem przy jej kurtce, którą przy okazji lekko rozchylił, żeby lepiej przyjrzeć się temu, jak Debbie się dziś prezentowała. I ten widok wywołał na jego twarzy uśmiech. A jeśli pozwoliła mu na to, pomógł jej zdjąć kurtkę, przecież nie będzie w niej tu siedziała.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wątpliwości względem tego rozwiać powinna ich wspólna wizyta w Abu Zabi, gdzie przecież wyciągnęli z niej znacznie więcej, niż wyłącznie własna bliskość. Bez niej naturalnie się nie obyło, ale nie stanowiła ona jedynego elementu tych chwil, które spędzili razem. I być może to właśnie to przesądziło o tym, że Debbie zapałała do niego szczerą sympatią. Polubiła go nie tylko za to, jak się z nią obchodził, ale przede wszystkim za to, jaki był.
Gdyby jednak ktokolwiek poprosił ją teraz o wymienienie jakiejkolwiek z jego zalet, najpewniej poważnie by się zacięła, ponieważ od chwili, w której stanęła w jego drzwiach, myśleć mogła wyłącznie o tym, jak p o c i ą g a j ą c o wyglądał w swoim mundurze. Tego wrażenia z pewnością nie miało zatrzeć to, w jaki sposób z nią rozmawiał, czyniąc tę grę jeszcze bardziej atrakcyjną.
Debbie lubiła takie dodatki - lubiła wszystko, co mogło uczynić zbliżenia bardziej pikantnymi. A choć jego mundur teoretycznie nie powinien zmieniać wiele, w okamgnieniu zdołał ją nakręcić. Być może przyczynił się do tego fakt, że do niego również miała pewną słabość.
Obserwowała go uważnie, kiedy zbliżał się w jej stronę. W jego oczach było coś, co sprawiało, że nie była w stanie oderwać od nich wzroku. — Najlepszy na świecie mezcal, ale chyba możesz zająć się nim potem — ponieważ teraz wolała, żeby z a j ą ł się nią. Nie bez powodu spoglądała na niego w ten głęboki, pełen pożądania sposób. Była szczerze spragniona jego bliskości.
Uśmiechnęła się zaczepnie, gdy zatrzymał się przed nią, a kiedy poczuła, że jego dłonie zaczęły dobierać się do paska na jej kurtce, kąciki jej ust uniosły się jeszcze wyżej. — Mam — przyznała, pozwalając na to, aby zsunął materiał kurtki z jej ramion. Za jego sprawą zrobiło jej się tak gorąco, że i tak w ogóle jej już nie potrzebowała. — Mam nadzieję, że pana też mają dziś w ofercie — odparła, najwyraźniej nie mając nic przeciwko temu, aby również zaangażować się w odgrywaną przez niego scenę. I nie odmówiła sobie tego, aby palcami obu dłoni zahaczyć o jego pasek, za który przyciągnęła go bliżej siebie.
Na krótko po tym, jak koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, zdecydowała się w końcu na to, aby wpić się w jego usta.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z Debbie dla odmiany poza łóżkiem łączyły go jeszcze kumpelskie relacje. Przeżywali razem przygody, pili i szaleli, trochę też brojąc, ale w ten sposób też kładąc solidne podstawy pod przyjaźń, która mogła pomóc im w zostaniu w swoich życiach na dłużej, co wcale nie byłoby takie straszne, ponieważ blondyn naprawdę ją polubił. Nie tylko za to, co wyprawiała w łóżku, ale też za to, jaka jest.
Dziś jednak on również nie był skupiony na szalonych przygodach, a na tym, by zabawić ją i spełnić jej fantazję, w związku z czym od samego początku wczuł się w swoją rolę, którą lekko musiał urozmaicić, aby móc dobrze zająć się brunetką. – Racja, jeszcze do niego wrócimy – zgodził się, ponieważ alkohol mógł poczekać. Później może im się przyda, ale na razie, cóż, Raynott miał ochotę na coś zupełnie innego i patrząc na nią mógł powiedzieć, że ona również.
Po rozprawieniu się z kurtką Debbie, rzucił ją na znajdującą się w pobliżu szafkę, ponieważ do wieszaka miał za daleko, a nie chciał się stąd ruszać.– Mhm. Świetny wybór – odparł, nie przestając uśmiechać się zadziornie. To była nieskromna, ale szczera uwaga, bo naprawdę uważał, że Debbie nie mogła dziś lepiej wybrać. I coś mu podpowiadało, że się z nim zgadzała, biorąc pod uwagę to, jak szybko wzięła się za niego, przyciągając go do siebie, na co blondyn zareagował uniesieniem wyżej kącików ust.
Z odpowiedzią na pocałunek nie czekał. Odwzajemnił go, niemal od razu pogłębiając go z wyraźną zachłannością, podczas gdy jego dłonie rozpoczęły podróż po jej ciele, ostatecznie docierając do jej ud, za które uniósł ją, zachęcając ją do tego, żeby oplotła go nogami w pasie. Musiał przecież zabrać ją w l o t, prawda? – Gdzie chciałaby się pani wybrać? – zapytał po przerwaniu pocałunku, po którym zdecydował się z bliska spojrzeć w jej oczy.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie znaczy to jednak, że miała coś przeciwko spokojniejszym okolicznościom, o ile w jej przypadku w ogóle można mówić o s p o k o j u. Nie oponowała, kiedy na miejsce dzisiejszego spotkania Tracy zaproponował swoje mieszkanie, choć jednocześnie sama podsunęła mu pomysł, który mógł odrobinę urozmaicić im także te okoliczności.
I nie miała tego pożałować, ponieważ już w momencie, w którym Raynott otworzył jej drzwi, poczuła silne uderzenie pożądania. Był niesamowicie przystojny, a jednak mundur dodatkowo robił swoje. Wyjątkowo ją nakręcał, a Debbie przez pewien czas miała ochotę po prostu się na niego rzucić. Nie zrobiła tego, w ten sposób wyłącznie wzmagając własny apetyt.
Sama więc niemal kompletnie zapomniała o alkoholu, który spoczywał w jej torebce. Nie myślała o nim również w chwili, w której Tracy rozprawił się z jej kurtką, czemu Debbie przyglądała się, koniuszkiem języka zwilżając dolną wargę. Moment później zacisnęła na niej dolną wargę, jednocześnie korzystając z okazji ku temu, aby pozbyć się swojej czapki. Ona też była jej zupełnie zbędna.
Przez krótką chwilę pozwoliła sobie na delektowanie się pocałunkiem, co skwitowała pomrukiem zadowolenia, który wyrwał się z jej ust jeszcze w jego trakcie. Sama powiodła dłońmi po jego klatce piersiowej, a kiedy poczuła, dokąd zmierzał, objęła go nawet, aby w ten sposób ułatwić mu zadanie. Gdy ją uniósł, na jej ustach wymalował się zaczepny uśmiech. — W jakieś niesamowicie gorące miejsce, ale chyba w ofercie masz tylko takie — skwitowała, trącając jego nos własnym, za sprawą czego jej uśmiech nabrał bardziej figlarnego wyrazu. Tracy mógł jednak obserwować go tylko przez krótką chwilę, ponieważ już moment później Debbie rozpoczęła wędrówkę drobnych pocałunków przez jego policzek.
Zatrzymała się dopiero, kiedy dotarła do jego ucha. — Nastawiam się na turbulencje — wyszeptała mu do ucha na krótko po tym, jak pozwoliła sobie zaczepnie przygryźć jego płatek.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I to mimo lekkiego zmęczenia po locie. Bo jasne, podczas lotu zdołał trochę odpocząć, ale to wcale nie znaczy, że wrócił do domu z pełną porcją energii. Nie bez powodu nie miał żadnych planów na ten wieczór, ale… Cóż, opcja spędzenia czasu z Debbie okazała się na tyle kusząca, że Raynottowi nie przeszkadzało już to, że miał za sobą długą podróż, a nawet znalazł w sobie nowe pokłady energii, które zamierzał wykorzystać na wszelkiego rodzaju aktywności z McDowell.
A z przejściem do rzeczy najwyraźniej w ogóle nie zamierzali czekać. Wszelkie zasady gościny czy alkohol przyniesiony przez brunetkę odeszły w zapomnienie w momencie, gdy ich usta po raz pierwszy połączyły się w pocałunku. A może stało się to nawet wcześniej, w momencie, gdy wymienili ze sobą pełne pożądania spojrzenia, które mówiły wszystko na temat ich pragnień.
Kiedy trąciła jego nos, na twarz Tracy’ego wkradł się zadziorny uśmiech. – Innej destynacji nie przewidujemy – potwierdził, gdyby jednak pojawiły się jakieś wątpliwości. Ich jednak nie powinno być, biorąc pod uwagę to, że oboje dbali o utrzymanie wyższej temperatury, nie dając sobie nawet chwili wytchnienia.
W ślad za jej ustami podążało przyjemne mrowienie, które sprawiło, że blondy jeszcze wyżej uniósł kąciki ust, przez chwilę po prostu poddając się temu przyjemnemu uczuciu. Jednak tym, co sprawiło mu największą przyjemność, były jej słowa, po których Tracy zaśmiał się krótko, postanawiając w końcu obrać konkretny kierunek – na razie niedaleki. Ale to mógł być tylko jeden z wielu przystanków tego dnia, w końcu nigdzie się nie spieszyli, prawda?
– Proszę mocno się trzymać – zalecił, ponieważ o pasach trudno było mówić w ich sytuacji. Tuż po tym Raynott podszedł do stołu w salonie i po odepchnięciu dalej książki, którą na nim zostawił, posadził tam Debbie, której spojrzał w oczy tylko na krótką chwilę, ponieważ nie zamierzał czekać z tym, aby z zachłannością wpić się w jej usta, podczas gdy jego dłonie spoczywały teraz oparte o blat po obu jej bokach.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dziś miało być jednak nieco g r z e c z n i e j, choć to wcale nie znaczy, że miało być nudno. Wystarczyła jedna sugestia, aby Tracy gotów był zapewnić jej nieco inną formę rozrywki, która także wyjątkowo ją pociągała. Wystarczyło spojrzeć na to, jak spoglądała na niego od samego progu i z jaką zachłannością zabiegała o każdy dotyk, jaki mógł jej zaoferować.
Ten zaś był wyjątkowo przyjemny, nawet wtedy, kiedy ograniczał się do drobnostek. Nawet smak jego ust był wyjątkowo dobry i wybijał się na tle wszystkich innych, co mogło wiązać się z przeświadczeniem, że przy nim czuła się tak, jak nie czuła się przy nikim innym.
Nie brakowało jej też swobody, z którą była w stanie zaczepiać go i żartować z nim nawet w tak intymnych chwilach. To zaś sprawiało, że uśmiech znikał z jej ust tylko wtedy, kiedy te zajęte były jego wargami, co w przypadku ich dwójki zdarzało się całkiem często.
Posłuchała jego polecenia i objęła go nie tylko po to, aby poczuć się w jego ramionach stabilniej. Zrobiła to również dlatego, że zwyczajnie sprawiało jej to przyjemność. Podobnie zresztą jak fundowanie mu rozproszenia, dlatego sama dobrała się do jego szyi jeszcze w trakcie tego krótkiego spaceru. Dopiero wtedy, kiedy jej pośladki wylądowały na blacie, Debbie oderwała się od jego szyi, nie spoczywając tam jednak bezczynnie, ponieważ Tracy niemal od razu zamknął jej usta własnymi.
Na pocałunek odpowiedziała zachłannie, nie odmawiając sobie również tego, by zaraz go pogłębić. Pozwoliła, aby ich języki odnalazły wspólny rytm, podczas gdy jej dłonie odnalazły drogę do zapięcia jego spodni. Nie zwlekała z rozprawieniem się z nimi, ponieważ była go naprawdę spragniona. A choć lubiła eksplorować jego ciało, na razie postanowiła odpuścić sobie pozbawiania go wszystkich innych partii odzieży, ponieważ w tym mundurze prezentował się wyjątkowo s e k s o w n i e. I zamierzała pozwolić, żeby to właśnie w nim zajął się nią na tym blacie, po raz pierwszy tego wieczora doprowadzając ją do ekstazy.
Kolejnych fal przyjemności doświadczyć mogli już w łóżku, nieco bardziej standardowo, ale też bardzo przyjemnie. Przynajmniej Debbie nie mogła stwierdzić, że była niezadowolona.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
McDowell miała w sobie tę iskrę, która sprawiała, że chciało się znaleźć w jej otoczeniu. Jeśli kogoś można nazwać duszą towarzystwa, to na pewno właśnie ją. I między innymi tym przyciągała do siebie Raynotta.
Inny powód był dość oczywisty i nie trzeba chyba niczego podpowiadać. To, co wyprawiali ze sobą od początku tej znajomości, było rzeczą, z której trudno byłoby tak po prostu zrezygnować. Na pewno Tracy nie zamierzał robić tego dobrowolnie, skoro rozumieli się wręcz doskonale i żadne z nich nie miało wobec tej znajomości oczekiwań, które nie sposób byłoby spełnić. Blondyn nie sądził, że mogłaby liczyć na to, że znajdzie przy nim coś więcej ponad romans. Nie rozmawiali o tym ze sobą, ale sygnały z jego strony powinny być dość oczywiste. Interesował go seks i inne formy rozrywki, jakie mogli sobie zapewnić na kumpelskiej stopie.
Związki niezmiennie go nie interesowały.
Ale cała reszta rzeczy jak najbardziej go interesowała. Nie bez powodu dziś dał się wciągnąć w grę wymyśloną przez Debbie, która, co od razu można było zauważyć, spodobała mu się. Tracy momentalnie wczuł się w swoją rolę i pozostał w niej dość długo, choć w pewnym momencie kapitan Raynott ich opuścił. Pożegnali się z nim mniej więcej gdzieś w momencie, gdy jego mundur wylądował na podłodze gdzieś w jego mieszkaniu, jeszcze zanim dostali się do sypialni, w której spędzili prawdopodobnie najwięcej czasu.
Łóżko może wydawało się zbyt zwyczajną opcją, jak na nich, to jednak Tracy także nie mógł narzekać na to, jak bawił się tam z Debbie. Również to miejsce dobrze wykorzystali i Raynott z całą pewnością na koniec nie był niezadowolony.