-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W dodatku Sam już niejednokrotnie przekonał się, że Zaylee i Evina były bardzo zapracowane, więc swoim dziecięcym tokiem myślenia, na pewno nie chciał dokładać im problemów. Z kolei one nie chciały, aby od tej pory jego dzieciństwo ucierpiało na tym, że nie mógł czegoś doświadczyć.
Na jego twarzy wymalowało się szczerze zdziwienie, do czego przyczyniły się wyjaśnienia Swanson. Poderwał głowę z jej ramienia i zamrugał kilkakrotne, nie do końca dowierzając w to, co przed chwilą powiedziała.
— Naprawdę mogłybyście? — zapytał z nieukrywanym zaskoczeniem.
— Jasne, że tak — Miller potwierdziła słowa narzeczonej. — Dlatego to takie ważne, żebyś mówił nam o wszystkim i nie miał przed nami większych tajemnic. Na przyszłość będziemy mogli uniknąć podobnej sytuacji. Jeszcze dziś zadzwonię do trenera Hoppera i z nim porozmawiam. Tylko musisz mieć świadomość, że jeśli będzie za późno na opłacenie obozu albo nie będzie już miejsc, to wtedy nie pojedziesz z resztą drużyny — zaznaczyła, aby Młody nie nastawiał się na nic konkretnego, dopóki Zaylee nie porozmawia z trenerem. Jej siła perswazji i urok osobisty pewnie zadziałają, ale jeśli okaże się, że faktycznie lista jest już pełna, to nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Najwyżej Sammy będzie miał nauczkę i następnym razem nie będzie czekał do ostatniej chwili, żeby powiedzieć im, że chciałby gdzieś pójść czy pojechać.
Posłusznie skinął głową, kompletnie zapominając już o rozmowie o rzekomym upadku Eviny. Teraz już wiedział, że lepiej słuchać Miller, bo inaczej wyląduje w szpitalu z podwieszoną na szynie nogą. O tym też pewnie za jakiś czas zapomni, nie robiąc sobie nic z jej ostrzeżeń.
— Jestem głodny — oznajmił, teatralnie łapiąc się za brzuch, ale nawet nie ruszył się z miejsca, dając obu kobietom do zrozumienia, że na razie jeszcze nigdzie się nie wybiera. Chciał nacieszyć się obecnością Swanson, wiedząc, że kolejny raz zobaczy ją dopiero za kilka dni.
— Jest na to jakiś sposób — Zaylee sięgnęła po swój telefon. — Szpitalne jedzenie jest paskudne, więc może pozwolimy wybrać Evinie, co chciałaby zjeść? — zerknęła na Młodego, który od razu przytaknął, a ona podała narzeczonej komórkę. — Wybierz, na co masz ochotę. Miałaś operowaną nogę, a nie żołądek, nie musisz sobie niczego żałować — dodała, czego akurat trochę jej zazdrościła. Kiedy to Miller leżała w szpitalu, musiała być na ścisłej diecie. Jadła jakieś obrzydliwe puddingi i zupy ryżowe, żeby nie obciążać narządów wewnętrznych. Dzień, w którym Swanson nielegalnie przyniosła jej burgera, był jednym z najlepszych dni w jej życiu.
— Weź pizzę — podpowiedział cichutko Sam. — Tylko bez papryki. O, albo nie! Tego dobrego chinola, po którym Elvira jest taka grubaśna — rzucił kolejną propozycję, jednocześnie wspominając o tym, że kotka przybrała na wadze, chociaż Evina ciągle upierała się przy tym, że była po prostu puszysta.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Starały się jak mogły, aby pomimo swojego zapracowania wciąż dać mu możliwość doświadczenia prawdziwego dzieciństwa oraz zapewnić o tym, że będą obok w tych najważniejszych momentach. Miały być dla niego wsparciem.
- Zobaczymy czy się uda. Jeśli tak to najesz się ciastek od babci jak wrócisz z obozu - potwierdziła po czym spojrzała na siedzącą obok narzeczoną i ściszyła głos, aby tylko ona ją mogła usłyszeć. - Kocham cię... Dziękuję, że się tym zajmiesz.
Nic nie stało na przeszkodzie, aby to Swanson ze szpitalnego łóżka wykonała kilka telefonów oraz przelew na podane konto. Zaylee już i tak wystarczająco wiele spraw musiała ogarniać ostatnimi czasy, więc detektywka naprawdę podziwiała ją za to, że na wszystko potrafiła znaleźć czas. I chociaż wcale nie musiała to z chęcią się jej z to odwdzięczy jak już będzie w stanie.
Pokręciła głową, gdy tylko dziewięciolatek ogłosił w dramatyczny sposób, że zgłodniał. Naprawę utknie niedługo z dwójką wiecznych głodomorów w domu. Jak da sobie radę z tym, żeby ich wykarmić? Zwłaszcza, że jednak dorastający chłopak potrzebował zdrowej i zbalansowanej diety.
- Nawet nie masz pojęcia jak się stęskniłam za normalnym jedzeniem - westchnęła ciężko.
Może nie było faktycznie aż tak źle, ale na pewno potrawom przydałoby się dużo więcej smaku i nieco inna faktura. Swanson miała już dosyć miękkich gotowanych warzyw i innych specjałów, które podobno były dla niej zdrowe.
- Po pierwsze to jest zima. Koty przybierają na wadze, bo dzięki temu jest im cieplej. Po drugie... Możemy jak najbardziej wziąć chińszczyznę. Jakieś konkretne życzenia? - dopytała jeszcze nim znalazła ofertę ulubionej restauracji w odpowiedniej aplikacji.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na wyznanie miłości uśmiechnęła się promiennie i musnęła usta narzeczonej. Najchętniej przedłużyłaby pocałunek, ale nie dość, że znajdowały się w szpitalu, to miały obok umierającego z głodu dziewięciolatka, który domagał się jedzenia. No cóż, niewątpliwe Swanson będzie miała duży problem z wykarmieniem Zaylee i Sama. Ale to był problem na przyszłość, teraz mogli po prostu coś zamówić.
— Nie dawaj jej tego kurczaka, zobacz jaka już jest tłusta — powiedział Młody, emitując głos Miller, która spojrzała na Evinę z udawanym niedowierzaniem. Po kim on był taki bezczelny? — Ja chcę coś super pikantnego — dodał, jakby znów chciał udowodnić, że jego kubki smakowe zniosą najostrzejsze potrawy świata.
— Nie chcesz — Zaylee popatrzyła na niego pobłażliwe. — Weź mu to co zwykle — zaznaczyła, mając na myśli kurczaka ze smażonymi warzywami, nauczona doświadczona, że jak kilka razy dały namówić się Samowi na coś innego, to kręcił nosem. — Dla mnie chrupiący kurczak z sezamem — zdecydowała od razu, bez żadnych wymyślnych życzeń.
— I ostry sos! — Sammy dalej nagabywał Evinę. — Proszę!
— Potem będzie go bolał brzuch — Zaylee też nie dawała za wygraną. Już raz przystały na jego prośby i wzięły na pizzy papryczki jalapeno. Chłopiec później przez pół wieczoru narzekał na kłucie żołądka. — I co się stało z tym, że Zaylee trzeba słuchać, co? — uniosła wysoko brwi, na co Młody wzruszył ramionami.
— Zaraz, a to nie chodziło tylko o bieganie? — zapytał, szczerząc się przy tym łobuzersko.
Cholerny cwaniak. Miller zaczęła zastanawiać się, czy zawsze był taki wyszczekany, ale wtedy uświadomiła sobie, że raczej tak. Już podczas przesłuchania w sierocińcu potrafił owinąć sobie je wokół palca. I w sumie od tego wszystko się zaczęło. Nieprawdopodobne, że miały tylko obejrzeć z nim wspólnie serię Gwiezdnych Wojen, a teraz były w trakcie dopełniania formalności w kwestii adopcji.
— A ty co bierzesz? — zagadnęła narzeczoną. — Bo jak na razie do zjadasz ekran oczami — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Nie było się co dziwić, od przeszło tygodnia podawano jej lekkie i zdrowe posiłki, a Zaylee dobrze znała ten ból.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kompletnie nie dbała o to, że właśnie znajdowały się w szpitalu. Jedynie obecność dziewięciolatka powstrzymywała ją od tego, by przyciągnąć bliżej koronerkę i pogłębić ten zdecydowanie zbyt krótki i lekki pocałunek. Stęskniła się za nią. Cały czas starała się skupiać właśnie na tym. Na tęsknocie za domem, na tym jak bardzo brakowało jej ich codziennych rytuałów, które wykształciły wspólnie w zasadzie przypadkiem oraz za całą gamą różnych drobnych rzeczy. Było to o wiele prostsze niż myślenie o wydarzeniach rozgrywających się tamtego dnia w domku.
Aż otworzyła usta ze zdziwienia, gdy tylko usłyszała jak Samuel naśladuje głos Miller, ale finalnie nie była w stanie nic powiedzieć. Młody bezbłędnie potrafił naśladować sparodiować ton i intonację, z którą Zaylee przestrzegała ją przed dawaniem kotu zamówionego kurczaka. Miał niesamowity talent w dziedzinie komedii.
- Nie ma mowy, młody. Zamówimy coś, co na pewno zjesz - poparła narzeczoną, bo mimo wszystko wiedziała, że ostry sos okaże się dla niego za ostry i wtedy zostanie im cała porcja, której dziewięciolatek nie tknie, a z którą nie miałyby co zrobić poza wymienieniem się z nim na posiłki.
Posłusznie kliknęła na zwyczajowe danie, które zamawiał Sam oraz wspomnianego kurczaka dla Zaylee. Przy okazji też dodała nieco więcej sajgonek jako przystawkę i poza sosem słodko-kwaśnym dobrała też do nich pikantny, aby przynajmniej z nimi chłopiec mógł spróbować czegoś bardziej ostrego.
- Nie tylko o bieganie. Zaylee zna się na wielu rzeczach - odpowiedziała machinalnie, scrollując ofertę restauracji na telefonie koronerki i nawet nie spojrzała na nią, gdy tylko zapytała o jej własny wybór. - Chyba kaczkę po syczuańsku. Chociaż szczerze zjadłabym teraz chyba wszystko.
W końcu kliknęła odpowiednią pozycję i przeszła do składania zamówienia. W ostatnim momencie przypomniała sobie, że powinna jeszcze zmienić adres dostawy na szpital i dopiero wtedy oddała urządzenie Miller. Pełen sukces. Teraz mogli jedynie odczekać na to, aż dostaną upragnione potrawy.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Na jakich rzeczach jeszcze się zna? — dopytywał Młody, kiedy Swanson złożyła już zamówienie. Oczywiście chwilę wcześniej siedział trochę nadąsany, że nie dostanie żadnej ostrej potraw, ale pikantny sos do sajgonek szybko go udobruchał.
— Wszystkich rzeczach — powiedziała, a dostrzegając, że Sammy pakuje sobie palec do ust, żeby odgryźć kawałek skórki, zdzieliła go po łapie. — Na przykład na tym, że właśnie przenosisz do buzi wszystkie zarazki z rąk.
— Ale one same odchodzą — mruknął cicho.
— Jak nie będziesz skubał, to nie będą odchodzić — zastrzegła, na co chłopiec wywrócił oczami. Zaylee znów wymieniła szybkie, pełnie niedowierzania spojrzenie na spojrzenie z ukochaną. Kiedyś naprawdę z nim nie wytrzyma. Jakby tego było mało, przewracał tymi ślepiami dokładnie tak, jak robiła to Miller. — Skórki chronią twoje palce przez bakteriami, które są wszędzie. Na klamkach, poręczach i nawet na telefonie. Jeśli je obgryzasz, wszystkie te bakterie trafiają do ranek, które powstają przy skórkach, co powoduje infekcję. Palec może się zrobić czerwony, spuchnięty albo może zacząć ropieć — zobrazowała mu to wszystko i chyba podziałało, bo Sam szybko schował ręce w kieszeniach bluzy.
— Ty tylko o tych zarazkach — jęknął z niezadowoleniem. — Evina, na czym jeszcze zna się Zaylee? Oprócz chorób i trupów — podniósł wzrok na detektywkę i Miller poczuła się autentycznie urażona, że do tej pory Młody nie doceniał jej wszechstronności.
Nie pozostało jej nic innego, jak poprawić się na łóżku i w oczekiwaniu na dostawę z chińskiej knajpki, wysłuchiwać, jak narzeczona ją zachwala. Już za chwilę miały paść te wszystkie fantastyczne komplementy i Zaylee nie miała zamiaru z tego powodu narzekać. Niby znała swoją wartość, ale kto naprawdę nie lubił być doceniany? Nie chodziło o to, żeby od razu obrosnąć w piórka z nadmiernej dumy, jednak czasem przyjemnie było poczuć, że ktoś naprawdę dostrzega wysiłek i starania.
Tylko, cholera, może rzeczywiście nigdy nie pokazała Samuelowi swojej bardziej beztroskiej strony. Może jedyną jej odsłoną były ostrzeżenia, żeby nie wkładał łap tam, gdzie nie trzeba i zaganianie do porządków? Czy to jednak automatycznie skazywało ją na etykietę wyrodnej matki, która ciągle czegoś zabrania i nie potrafi się dobrze bawić?
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nikt nie zna się na wszystkich rzeczach, więc Zaylee sporo przesadza, ale zna się na wielu rze... - zaczęła, ale wtem nastąpiła mała niezgoda w rodzinie za sprawą obgryzającego skórki dziewięciolatka.
Swanson już chciała rzucić komentarz o tym, że koronerka zdecydowanie przesadza i Sam był zwykłym dzieciakiem, więc nic złego mu się nie stanie od takich drobnych praktyk póki nie obgryzał sobie palców do krwi... Szczerze mówiąc to i detektywce zdarzało się to robić, ale głównie w momentach gdy faktycznie zadarła jej się skórka przy paznokciu.
- No cóż... - mruknęła, a przelotne spojrzenie na kobietę uświadomiło jej to jak bardzo wyczekuje ona teraz istnego zalewu komplementów. - Widziałeś jak rysuje. Radzi sobie z tym całkiem nieźle. Dobra jest też w wielu grach planszowych, które wymagają myślenia oraz szybko zapamiętuje różne rzeczy i...
Nie miała pojęcia, co jeszcze mogłaby powiedzieć. Na chwilę zamilkła. Nie do końca dlatego, że miała nagle pustkę w głowie i jej myśli zaczęły krążyć wokół niecenzuralnych oraz zawodowych talentów Miller, ale także dlatego, że jednak po części nie chciała dawać jej tej satysfakcji z powodzi komplementów. Była to jedna z niewielu okazji, aby lekko się z nią podrażnić.
- Nie miałbyś w sumie ochoty na gorącą czekoladę? Chętnie bym ją wypiła. Automat powinien być na końcu korytarza - zwróciła się do chłopca, aby jakoś odwrócić jego uwagę od tego o czym aktualnie mówili po czym spojrzała z niewinnym uśmiechem na ukochaną. - Skarbie, masz jakieś drobne?
Na pewno był to jakiś sposób na to, aby wyjść z tej sytuacji, ale czy był on skuteczny i właściwy to jeszcze z pewnością czas pokaże.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Propozycja gorącej czekolady trochę zbiła ją z tropu, ale Sammy wyglądał na zachwyconego. Natychmiast poderwał się z łóżku, ochoczo przytakując głową. Zaylee również musiała ruszyć się z miejsca, żeby sięgnąć po torebkę, z którego wyciągnęła portfel i wysypała kilka monet.
— Tylko nie biegaj — upomniała dziewięciolatka, bo ten już był gotowy wystrzelić z sali jak z procy. — W szpitalu nie można biegać. I uważaj, jak będziesz niósł gorącą czekoladę, żeby nie wylać i się nie poparzyć — poinstruowała skrupulatnie, a Młody westchnął ciężko i spokojnym krokiem wyszedł na korytarz. Ale potem był słychać piszczenie butów i Miller dałaby sobie odciąć rękę, że właśnie rzucił się pędem w stronę automatu.
Odłożyła torebkę na krzesło i zmrużyła oczy, przyglądając się narzeczonej, po czym podeszła bliżej łózka i przysiadła na jego brzegu. Ujęła jej twarz w obie dłonie, patrząc prosto w niebieskie tęczówki.
— Co to ma znaczyć, że nie znam się na wszystkich rzeczach? — zapytała poważnym tonem. — Może i nie umiem gotować, ale to nie oznacza, że nie potrafię zgotować ci piekła — rzuciła zaczepnie z łobuzerskim uśmiechem i przygryzła jej dolną wargę, żeby zaraz wsunąć język pomiędzy rozchylone wargi i pogłębić pocałunek. Kurwa, jak ona za tym tęskniła. — Nie powinnyśmy go okłamywać, ale mówienie o mnie w samych superlatywach to przecież czysta prawda — wymruczała między jednym a kolejnym muśnięciem ust.
Przejechała paznokciami po odsłoniętym karku Swanson i westchnęła cicho, dając do zrozumienia, jak bardzo brakuje jej ich bliskości. Zaylee najchętniej już dziś zabrałaby ją do domu, ale wiedziała, że to nie było możliwe. W takich sytuacjach zawsze kierowała się rozsądkiem, a lekarz prowadzący wyraźnie powiedział, że muszą przetrzymać ją na oddziale jeszcze przez kilka dni. A to niewątpliwie będzie bardzo długi tydzień.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Widziała to jak pewne skonfundowanie ogarnia koronerkę, gdy tylko przerwała tę całą litanię zalet, aby nagle zboczyć z kursu i zapytać młodego o chęć na gorącą czekoladę. Odniosła zatem zamierzony efekt. Choć nie zamierzała się z tym zbytnio obchodzić. Jedynie lekki uśmiech zadowolenia pojawił się na jej ustach, gdy tylko młody przystał na jej propozycję, a Zaylee musiała wyłuskać z portfela kilka monet.
- Tylko powoli. Nie szalej - dodała jeszcze, popierając narzeczoną w ostrzeżeniach, ale te zdawały się mieć moc sprawczą wyłącznie w momencie, gdy chłopiec znajdował się w zasięgu ich wzroku.
Evina pokręciła z politowaniem głową na dźwięk ślizgających się po szpitalnej podłodze tenisówek. Nie miała jednak czasu na to, aby jakkolwiek to skomentować, bo już po chwili na brzegu jej łóżka przysiadła koronerka. Swanson uśmiechnęła się zaczepnie, gdy tylko ta ujęła jej twarz w dłonie po czym wydała z siebie zadowolony pomruk, gdy poczuła zatapiające się w jej dolnej wardze zęby.
- Gotuj ile chcesz - zdołała jeszcze rzucić nim zręczny język Zaylee pogłębił kolejny pocałunek.
Brakowało jej tego. Tak bardzo. Czuła jak przyjemne ciepło rozpala ją od środka. Sięgnęła ostrożnie do karku ukochanej, starając się po drodze nie zahaczyć niczego o ten cholery wenflon, który tkwił w jej dłoni.
Całowała ją zachłannie. Niczym spragniony człowiek, który w końcu napotkał wodę na pustyni. Potrzebowała tej chwili tylko dla ich dwójki. Nie mogła się doczekać tego, aż w końcu opuści szpital i będzie ją miała tylko dla siebie.
- Pamiętasz jak wypisali cię po sprawie z Amandą Morton? - szepnęła do koronerki, odsuwając się na tyle, aby móc przenieść swoje usta na odsłonięty fragment szyi, który musnęła w drażniąco delikatny sposób wargami. - Próbowałaś zaciągnąć mnie do łóżka, ale szwy za mocno ciągnęły... Pierwszy raz spędziłyśmy ze sobą noc. Tak po prostu. Całując się, jedząc pizzę i oglądając filmy.
Leżąc samotnie w sali wracała czasami do tych dni, gdy ich role były odwrócone. Wtedy też chyba po raz pierwszy zaczęły sobie uświadamiać, że między nimi zrodziło się coś zupełnie innego niż intensywne napięcie seksualne, które pojawiało się w niespodziewanym momencie, utrudniając im przebywanie w swoim towarzystwie bez uciekania myślami do tego jak chętnie powtórzyłyby wydarzenia z tamtej nocy w salonie detektywki.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm — mruknęła na znak, że doskonale pamiętała tamten wieczór. Została wtedy wypisana ze szpitala i zaparła się, że będzie trzymać ręce przy sobie. Ale finalnie emocje wzięły górę i nie wytrzymała, zaciągając Evinę do sypialni w swoim mieszkaniu w centrum Whitby. Pamiętała też kurewski ból, który rozszedł się po całym ciele, kiedy świeże szwy dały o sobie znać i które uniemożliwiły dalszą eksplorację ciała detektywki.
Przez moment zastanawiała się, czy gdyby nie tamten splot wydarzeń, to wszystko doprowadziłoby je do tego konkretnego miejsca, w którym znajdowały się teraz. Nie chodziło dokładnie o salę szpitalną, ale o związek, zaręczyny i dopełnianie formalności w sprawie adopcji niesfornego dziewięciolatka. Czy gdyby Zaylee nie została wtedy postrzelona, to zaczęłyby spotykać się na poważnie, to jeszcze długo brnęły w kłamstwa, że to tylko niezobowiązujący seks, który nie ma nic wspólnego z prawdziwymi uczuciami? A może w końcu skapitulowałyby, stwierdzając, że to jednak nie jest dobry pomysł i postawiły na całkowity dystans, co w ich przypadku i tak byłoby trudne ze względu na pracę.
— Przyzwyczajaj się, że teraz będzie podobnie. Minie trochę czasu, zanim rozłożysz przede mną nogi — uśmiechnęła się prosto w jej usta, ale obie wiedziały, że znajdą na to sposób. Może nadejdzie w końcu dzień, w którym Swanson da się unieruchomić i nie będzie się wierzgać, pozwalając Miller zrobić swoje. — Czekają nas długie wieczory z całowaniem, pizzą i filmami — wyszeptała, ponownie pogłębiając pocałunek. — Właściwie brzmi to całkiem dobrze — dodała jeszcze, kiedy oderwała się od jej ust i delikatnie zacisnęła palce wokół szyi narzeczonej.
Wpatrywała się w jej niebieskie tęczówki, aż w końcu na twarzy koronerki pojawił się łobuzerski uśmiech, świadczący o tym, że za chwilę, korzystając z nieobecności Sama, powie coś niegrzecznego.
— Nie wiem, czy to moje medyczne zboczenie, ale strasznie mnie kręcisz w tych szpitalnych pieleszach i wenflonem w dłoni — Zaylee spoważniała na chwilę, ale w jej oczach dało się dostrzec rozbawienie. Dalej nie potrafiła zrozumieć, dlaczego do tej pory jeszcze nie zdecydowały się odgrywać scen łóżkowych z podziałem na rolę, skoro było to tak cholernie podniecające. Kiedyś będą musiały się poprawić.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Trudno było zapomnieć początki ich związku. Po części dlatego, że nie było tu mowy o jakiejś zamierzchłej przeszłości, a raczej o czymś, co miało miejsce przed rokiem. Dodatkowo były to wydarzenia, którym towarzyszyły ogromne emocje i ciekawe okoliczności, które sprawiały, że tym trudniej było o wszystkim zapomnieć.
Kto wie jak potoczyłaby się ich historia, gdyby tylko wprowadzono w niej jakąś zmianę. Choćby ten cholerny postrzał we wspólnocie chrześcijańskim, gdy Evina była przeświadczona, że zaraz straci koronerkę. Czy kiedykolwiek miałyby szansę na to, aby uświadomić sobie, że to co się między nimi znajdowało było czymś w co warto się zagłębić? Pozwoliłyby sobie nareszcie na uczucia czy może zgodnie z przewidywaniem detektywki skończyłoby się na przelotnej fascynacji i wygodnym seksie, który po jakimś czasie by zniknął? Trudno powiedzieć. Dlatego choć czasem mogło być trudno to cieszyła się, że wszystko potoczyło się takim, a nie innym krokiem. W końcu przetrwały to wszystko. Wszelkie problemy jedynie umocniły ich więź, a przed sobą miały świetlaną przyszłość.
- Może i nie... Ale z pewnością będę w stanie się tobą zająć - odmrunęła, zaczepnie przeciągając językiem po dolnej wardze kobiety.
Czuła obezwładniająca przyjemność za każdym razem, gdy tylko Zaylee całowała ją w ten sposób. Jakby dłużej nie posiadała władzy nad swoim ciałem. Rozpływała się pod jej dotykiem i pragnęła jedynie poczuć ją bliżej siebie. Mocniej, bardziej. Chciała czuć ją całą sobą.
Przez całe to rozprawianie na temat wieczorów pełnych pizzy, filmów oraz godzinnych sesji całowania się na kanapie czuła się tak jakby miała lat ledwie piętnaście, a nie niemal pięćdziesiąt. Chyba tylko przy Miller potrafiła odnieść wrażenie jakby na nowo przeżywała swoją młodość z wszelkimi obowiązującymi w niej ekscytacjami.
Przez moment starała się jeszcze podążyć za ustami narzeczonej, napierając jeszcze mocniej na dłoń, która zacisnęła się na jej szyi. Koronerka bez trudu mogła wyczuć pod palcami puls Swanson, który jeszcze bardziej przyspieszył. Tyle dobrego, że nie znajdowała się już pod aparaturą śledzącą funkcje życiowie, bo jeszcze brakowało im tego, aby nagle do sali wkroczyła jakaś pielęgniarka zaalarmowana tak szybkim tętnem u pacjentki.
- W takim razie następnym razem przyjdź bez młodego to może zrobimy jakiś użytek z tego szpitalnego łóżka - mruknęła, uśmiechając się do niej zaczepnie. - O wiele chętniej oddałabym się w pani ręce, doktor Miller niż tutejszego personelu.
W niebieskich oczach zatlił się niesforny blask. Chętnie oddałaby się temu uczuciu, ale trudno było to zrobić, gdy jednocześnie musiała nasłuchiwać tego czy na korytarzu nie słychać właśnie kroków dziewięciolatka powracającego z zakupioną w automacie gorącą czekoladą. I choć uwielbiała naprawdę Sama to jednak niekiedy nie mogła się doczekać momentu, w którym zostawiłby je, aby zająć się sobą.
zaylee miller