ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę fotograf dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

after fifteen shots of Jameson
the morning always hurts. I feel like shit.
“Chujowo się czuję”, przemknęło mu przez myśl.
Obudził się daleko stąd, w którymś z pobliskich miast, odruchowo mocniej ciągnąc coś, co przypominało kołdrę, ale gwałtownie wciągnął powietrze w płuca. Bezwiednie chwycił dolną część pleców dłonią, po czym mocno uścisnął bolące miejsce. Czuł się tak, jakby z każdym poruszeniem odnawiały się stare pęknięcia, stłuczenia i złamania. Od razu się obudził.
Głowa pękała mu tępym bólem.
Westchnął, starając się przypomnieć sobie, co, do diabła, się działo. Ale nieważne, jak bardzo próbował, i tak pamiętał jedynie wycinek ostatnich paru dni: lejącego się Jamesona, barmana wołającego: “trzecia godzina, panowie. Zbieramy się”, a potem wycieczkę w poszukiwaniu czegoś z procentami celem zwieńczenia (któregoś z kolei) dnia. Tyle. Skąd wzięła się dziewczyna obok, czemu leżał w dżinsach, gdzie byli — usilnie o tym myślał, jak na razie jednak bez większych skutków. Aż wreszcie pogodził się z tym, z czym pogodzić się musiał: to, dlaczego spał na podłodze hotelowego pokoju, co robił ostatnich parę dni, a także czemu nieznajoma obok leżała w ubraniu bez ruchu, już na zawsze pozostanie niezgłębioną tajemnicą pokroju rasgueado. O wiele lepiej pamiętał decyzję, charakterystyczne: “przyszedłem tylko na jednego” powtarzane ze śmiechem zarówno do barmana, jak i kolegów, niż to, co rzeczywiście robił. Łapiąc swoją komórkę, a obcą odrzucając gdzieś w bok, dostrzegł parę nieodczytanych wiadomości i nieodebranych połączeń, niemniej jednak wolał oszczędzić sobie historii.
Trudno.
Crowe leżał tak chwilę, pozwalając sobie odsapnąć, przede wszystkim jednak — przywyknąć do bólu, zanim wreszcie podniósł się z widocznym wysiłkiem. Otrząśnięcie się chwilę mu zajęło, ale potem chwycił bluzę z oparcia fotela i wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami.

***


Jadąc z miasteczka oddalonego o pół godziny od Toronto, boleśnie uświadomił sobie jedno: “chujowo” to mało powiedziane. Raczej czuł się jak gówno. Trzęsące się dłonie mocno zaciskał a to łapiąc kierownicę, a to dźwignię zmiany biegów. Co chwilę przełykał ślinę. Jak to dobrze, że tak szybko znalazł kluczyki w bluzie.
Wciąż bił się z myślami, próbując zdecydować, czy powinien sprawdzić kartę kredytową, ale przynajmniej dotarł do domu bez ani jednej kontroli. Trochę krzywo zaparkował forda, tylnym kołem zatrzymując się na trawniku sąsiadów, ale zgasił silnik. Idąc do domu, dwukrotnie upuścił klucze i minęło dobrych parę minut, zanim zorientował się, gdzie upadły.
Kiedy wreszcie zamknął za sobą drzwi z głośnym trzaskiem, stracił równowagę. Oparł się więc dłonią o szafkę stojącą nieopodal wejścia, strącając jednocześnie jakąś tandetną wazę, której — mógł przysiąc — jeszcze tydzień temu tutaj nie było.
Trochę po omacku odłożył klucze, dopiero teraz podnosząc wzrok.
Zamarł dosłownie na sekundę.
Schudłaś — powiedział jedynie, od razu rozpoznając młodszą siostrę, chociaż ostatnio widzieli się tak dawno temu. Od niechcenia pogłaskał oba psy, jednocześnie odsuwając od siebie ich duże cielska. Wyminął dziewczynę, od razu idąc do kuchni w poszukiwaniu piwa.

Ramona Crowe
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ramona nie miała pewności co do słuszności swojej decyzji powrotu do Toronto po tak długim czasie. Czy powrót to zawsze dobra opcja? Czy naprawdę nie było innego wyjścia? A może było to wbrew pozorom najlepsze? Wątpliwości miała bardzo dużo, no bo przecież nie było jej tyle czasu, nie wracała do tego co znała, bo tego już po prostu nie bylo, a na pewno nie w takiej formie, nie w takiej konfiguracji. Ale ważne jest też to, że miała też nadzieję. To w połączeniu z presją jaką na siebie narzuciła działało jednak jak bardzo dobry motywator, który sprawił że się tu wprowadziła... Dobra, wprowadziła to może byc za duże słowo, ale chwilowo miala trudno wyjaśnić właścicielowi co tu robi.

Tak, przez te przez kilka dni, prawie tydzień, siedziala tu sama a główny lokator nie dał znaku życia. Wielki fan psów, który swoje czworonożne istoty zostwł na pastwę losu. Co prawda, zdarzyło się, że Ramona musiala grzecznie (jak na nia) wyprosić sąsiadkę, która uporczywie domagała się wydania zwierzat. Chodzi mi o pewien typ.

Ramona nie była pewna co to znaczy i nie chciała wybiegać w przyszłość, bo mogło to znaczyć bardzo dużo. W końcu, ostatni kontakt mieli bardzo dawno i te... Wlaśnie, ile? Z piętnaście lat bez słowa? Cholera, to dużo.

Z rozmyślań wyrwał ją jakiś rumor dochodzący z zewnątrz. Więc Ramona wstała z kanapy i podeszła do okna, odsłaniając firankę. Przyglądała się Demianowi przez chwilę, dopóki nie straciła go z oczu. Chyba tak bliskich ludzi nigdy się nie zapmina. Westchnęła. Wiedziała, że nie miała prawa oceniać, ale poczuła jakieś dziwne ukłuciem, które zazwyczaj kojarzyła z jakimś rodzajem niepokoju, lękiem.

- Dzięki - odpowiedziała krótko, po czym poprawiła wazon. Nie, jeszcze nie wpadla na pomysl dekorowania mu mieszkania z własnych środków. Po prostu go znalazła i uznała, że będzie pasowal do wystroju. A skąd był w jego mieszkaniu? Tego to już nie wie.

- Ciebie też miło widzieć. - Dodała jeszcze, podążając za nim do kuchni.

Wiedziała przyjeżdżając tutaj, że będzie potrzebna jakaś rozmowa. Może o przeszłości, o przzyszłości, i o teraźniejszości. A że to ostatnie było najprostsze, to od tego postanowiła zacząć.

- Słuchaj... - zaczęła więc od razu - potrzebowałam chwilę sie gdzieś zatrzymać. - Oznajmiła. I to chyba wystarczyło na ten moment, musiala poczekać na jego reakcje i decyzję, do ktorej będzie przecież musiała się dostosować.

Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę fotograf dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyminął zarówno zwierzęta, grzecznie drepczące parę kroków z tyłu, jak i młodszą siostrę, bez posyłania komukolwiek choćby jednego krótkiego spojrzenia. Omiótł jednak wzrokiem pomieszczenie. Co najwyżej odruchowo, ot, mimowolnie. Bezmyślnie wręcz. W pierwszym odruchu dostrzegł to, co zostawił, wychodząc parę dni temu — mniejszy lub większy porządek: trochę walającej się gdzieniegdzie psiej sierści, pustą w połowie paczkę papierosów, rzuconą od niechcenia zapalniczkę.
Tyle że reszta niekoniecznie pokrywała się ze wspomnieniami.
To, co się działo, okazało się niewiadomą, pewnie, niemniej jednak pamiętał jedno: robił wszystko w pośpiechu, a obracając dwukrotnie klucz w zamku, co chwilę myślał: “później posprzątam”. Świadomie i z pełną premedytacją zostawił w s z y s t k o: uszczerbioną filiżankę z niedopitą kawą, talerz z okruchami, a obok umywalki — otwartą paczkę ciasteczek. Brud zniknął. Domowa, powyciągana bluza, w której od czasu do czasu mimo wszystko wychodził do któregoś z pobliskich sklepów, teraz wisiała niedaleko drzwi wejściowych, chociaż zawsze leżała przewalona przez oparcie fotela.
Widział o wiele lepszy porządek, niż ten, który zostawił, wychodząc “tylko na chwilę”.
Ściągnął brwi, zachodząc w głowę, jak długo tutaj jest i jak długo zamierza zostać.
Ale nieważne, jak dużo komentarzy cisnęło mu się na usta, milczał. Milczał, mocno napinając mięśnie w stresie, złości i innych uczuciach, których nigdy nie potrafił zidentyfikować.
Otworzył lodówkę, z której od razu wyciągnął schłodzone piwo, a zatrzaskując drzwi barkiem, przekręcił kapsel jednym silnym ruchem. Od razu odpił parę dużych łyków. Delektował się smakiem pełnym goryczki, po czym odrzucił nakrętkę gdzieś w bok, najpierw słysząc, jak turla się po blacie, a potem spada na podłogę.
Dopiero gdy się odwrócił, przypomniał sobie o Ramonie, a w szczególności o tym, że odpowiedział jedynie w myślach — bardziej zresztą krążył opłotkami, zamiast wyartykułować cokolwiek wprost. Ale uważał to za oczywiste. Wprawdzie Ramona była ostatnią osobą, jaką spodziewał się zobaczyć, jednak łączyło przecież ich coś więcej. Coś więcej niż głupie, często powtarzane w amerykańskich filmach “więzy krwi”. Łączyło ich coś, co Demian z braku lepszych określeń zawsze nazywał jako “wspólny ciężar”, nie za bardzo wiedząc, jak inaczej (i bardziej trafnie) to opisać.
Jednak tym razem, uważnie obserwując siostrę, doszedł do nieprzyjemnych wniosków. Wystarczyło jedno pospieszne spojrzenie. Ramona stała jakby… ciszej, niż zapamiętał. Przez ułamek sekundy coś ścisnęło go pod żebrami — od razu to zignorował. Tego odruchu najbardziej nie znosił.
Od niechcenia wzruszył więc ramionami.
Dobra — powiedział. Odsunął butelkę, trzymaną w trzech palcach za szyjkę, jednocześnie opierając się dupą o blat. Dość uważnie obserwował siostrę, ale chyba od zawsze źle znosił ciszę, więc za chwilę odezwał się jeszcze raz: — Tylko o niczym nie gadamy. Przynajmniej nie dzisiaj. Cokolwiek — podniósł rękę z piwem, ostrzegawczo wyciągając wskazujący palec — zamierzasz powiedzieć o czymkolwiek, przełóż to na inny dzień.


Ramona Crowe
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak. Ramona faktycznie ogarnęła mieszkanie. Co prawda, nie włączyła jeszcze prania i nie czekała roztrzęsiona az Demian wróci z obiadkiem na kuchence. Głównie dlatego, że dość szybko zorientowała sie, że nie ma sensu czekć na kogoś, kto nie wraca. Jeden dzień, drugi, trzeci... W pewnym momencie człowiek czekać przestaje. Zwłaszcza jak się wie, że ten ktoś wrócic nie chce, że tam - choć średnio zależy to od miejsca - ma to co chce i czego szuka.

Więc tak, posprzątała. Tak, zabrała tę bluzę z krzesła, wylała resztki z kubka które może kiedyś były kawą, ale już jej nie przypominało. Postawiła wazon, który znalazła, a który świadczył o tym. że w pewnym momencie musiało tu być dobrze. Musiał ktoś mieć kwiaty. ktore do niego wkładał. A nie ma kwiatów w złych miejscach. Są kwiaty wszędzie tam, gdzie są ludzkie emocje, a tych jest od groma. Są tam, gdzie jest się szcześliwym.

Ale oprócz znalezionego wazonu, niestety znalazła też rzeczy, co do których miała wątpliwości. Nie, wróć, nie miała wątpliwości. Była przekonana, że butelki po piwie na kuchennym blacie nie świadczą o niczym dobrym. Tym bardziej dobrego wrażenia z pewnoscią nie robi stojaca obok butelka jakiejś gównianej whisky. Nie, nie ma w tym nic dobrego. Ale tego nie ruszyła. Butelka była na wykończeniu, znajdująca się w niej ciecz odrzucała. Pierwsza myśl? Niestety, jednej nie było. Było bardzo dużo, ale mimo to i tak tego nie dotknęła. Puste? Puste to co innego.

Więc dlaczego posprzątała? Chyba czuła potrzebę odwdzięczenia się. Albo musiała odreagować lęk i napięcie, które w niej wzbierły od jakiegoś już czasu. Tylko czy jest to wystarczajace wyjaśnienie na to, że nie wyrzuciła tamtej? Chyba tej butelki jakby się bała. Jakby po tylu latach nadal mogła mieć na nia jakiś wpływ.

Ramona zmarszczyła brwi, przyglądając się swojemu bratu. Z taką lekkością potrafił otworzyć butelkę i opróźnić niemal do połowy. Czy jest do połowy pełna, czy pusta? Jeśli potrafi sobie człowiek zrujnować przez to życie, to chyba pesymiści mogą mieć z tego pożywkę. Demian za to nawet w takim momencie potrafił być zabawny, bo troche ją rozśmieszył.

Ale naprawdę miło go było zobaczyc. Dlatego się jednak uśmiechnęła.

- Bo wyglądasz jak gówno? - Zapytała.

Chociaż... cóż. Pytanie chyba było raczej zbędne, ale i tak je zadała. A potem podeszła do niego i objęła. Tak jak wita się ze soba rodzeństwo, ktorych łączyło wszystko.

Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę fotograf dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Roześmiał się, krótko, cicho. Jednocześnie potrząsnął głową, odzwyczajony od reakcji, szczególnie tak otwartych i tak pozytywnych. Widocznie nieważne, co się działo, jak dawno ostatnio się widzieli, bo wciąż rozumieli się prawie bez słów. Ale to było niebezpieczne. Cokolwiek bowiem robił, czuł się tak, jakby Ramona w i e d z i a ł a. Jakby wiedziała naprawdę wszystko — co mówi zgodnie z prawdą, o czym kłamie, co woli przemilczeć, a czym po prostu zmienia temat.
Wciąż opierając się o blat, sięgnął do tyłu, po omacku odstawiając opróżnioną w połowie butelkę. Nieopatrznie potrącił nóż, łyżeczkę, cokolwiek tam leżało. Uderzając o metal, szkło wydało charakterystyczny, czysty dźwięk — na szczęście piwo stało pewnie, on z kolei zaspokoił już największe pragnienie.
W pierwszym odruchu chciał skrzyżować przedramiona na piersiach, Ramona jednak przysunęła się, zanim zdążył cokolwiek zrobić. Chwilowo zamarł. Odruchowo napiął większość mięśni, broniąc się przed dotykiem. Trochę niechcianym, trochę niespodziewanym, ale równocześnie — trochę przyjemnym. Wbrew temu, co mówił na głos, naprawdę dobrze było poczuć kogoś tak bliskiego obok siebie. Szczególnie młodszą siostrę, osobę, którą zawsze w miarę możliwości chronił, chociaż miejsce, którego dotknęła, zaczęło płonąć dawno zapomnianym, niewyleczonym bólem.
Mimo to lekko się cofnął, dosłownie o pół kroku, co mogła nawet przeoczyć.
Minęła jedna sekunda, potem druga i dopiero wtedy rozluźnił część mięśni.
Ale przynajmniej tym razem reakcja okazała się adekwatna do sytuacji.
Jedną ręką objął Ramonę w pasie, drugą — wokół łopatek, opierając dłoń pewnie i mocno, ale im silniej zaciskał przyzwyczajone do ciągłego napięcia dłonie, tym mniej się trzęsły. Trzymał dziewczynę blisko, równocześnie licząc coraz głębsze oddechy. Jeden. Drugi. Trzeci. Wbrew temu, co robił, naprawdę cieszył się z niezapowiedzianej wizyty. Ramona wyglądała o wiele lepiej niż Demian — zdrowo i zadbanie. Wyglądała, po prostu, d o b r z e. Uświadomiwszy sobie to wszystko, coś w nim drgnęło, krótko, nieprzyjemnie. Odruchowo napiął mięśnie, jakby dzięki temu sprawdzał, czy rzeczywiście radzi sobie tak dobrze, a zaraz potem poczuł kłucie w boku, takie, od którego myślami automatycznie wędrował do którejś ze stojących za plecami butelek.
Ale pachniała też inaczej. Mniej domem, bardziej światem. Czymś innym niż zazwyczaj.
Dlatego przełknął nerwowo ślinę
Nieźle. Wracasz po piętnastu latach i pierwsze, co robisz, to mnie krytykujesz — powiedział cicho. Początkowo jego głos brzmiał twardo, trochę nieprzyjemnie, jednak z każdym kolejnym słowem miękł coraz mocniej, aż wreszcie wyszczerzył zęby w czymś, co miało przypominać uśmiech. Trudno byłoby to dostrzec, szczególnie biorąc pod uwagę, jak mocno przycisnął policzek do jej włosów, niemniej jednak przynajmniej cień przyjacielskiego gestu dało się dosłyszeć w wypowiadanych słowach.
Jakbyś chciała wiedzieć — podniósł wreszcie głowę, odsuwając się od znajomego niegdyś zapachu, a potem się wyprostował — czuję się lepiej, niż wyglądam.
Rozluźnił uścisk, przenosząc obie ręce na chude ramiona, po czym odsunął od siebie siostrę. Wciąż trzymając dziewczynę w dość mocnym uścisku swoich dłoni, ściągnąwszy brwi, pochylił głowę, uważnie przyglądając się tak podobnej, a jednocześnie tak innej twarzy. Zmieniła się, ale, cholera, on przecież też się zmienił. Jakby tego było mało: dopiero teraz uświadomił sobie, jak długo trzyma Ramonę. O wiele dłużej, niż było to konieczne. I dopiero odsuwając się, zrozumiał, dla kogo to robił. Dla siebie.
Miło cię widzieć — odezwał się już poważniej, równocześnie starając się brzmieć jak najbardziej szczerze. Tym razem powiedział jednak całkowitą prawdę: rzeczywiście cieszył się z odwiedzin. O wiele lepiej by się jednak czuł, gdyby sam wyglądał lepiej. Rzygał już tymi współczującymi, nieraz zniesmaczonymi spojrzeniami nieznajomych, a co dopiero kogoś tak bliskiego.

Ramona Crowe
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mówiąc szczerze, trochę nie wiedziała jak zareagować, jak się zachować, a tym bardziej nie wiedziała jak zachowa się jej brat. Chyba jednak potrzebowała tego uścisku, dlatego sobie na niego pozwoliła. Dlatego oplotła ręce wokół jego szyi, wieszając się na nim. Trzymając się go jakby to była jedyna deska ratunku. Prawda jest taka, że właśnie tak o tym myślała - że nie ma już gdzie uciec, że jakieś poczucie bezpieczeństwa - niezdrowe, ale zawsze - miała jednak tutaj, przy nim.

Więc kiedy Demian jednak odpowiedział uściskiem, sama się rozluźniła. Jego ręce na niej działały na nią w sposób bardzo uspokajający, zwłaszczakiedy je tak przesunąłpo jej plecach.. Jakoś tak koiły napięcie jakie się w niej zbierało, a on nieświadomie głaskałi uspokajał małą dziewczynkę, która nadal potrzebowała zopiekowania. Tylko... kto się na kim opierał?

- Nie chciałam wyjeżdżać - powiedziała. - Przecież wiesz - Dodała. Ramona bowiem pamiętała swój stres i lęk I dużą niechęć do opuszczenia tego miejsca. Oczywiście głównym i najważniejszym powodem był jej brat. Na pewno nie znajomi, a tym bardziej nie reszta tej popapranej rodziny, w której nie chciała być. Demian był jedynym człowiekiem przy którym nie czuła się samotnie, który wie i rozumie co się z nią dzieje. Tak samo teraz, kiedy bardzo intuicyjnie tak mocno ją uścisnął. Możliwe że to dlatego że sam chciał, ale jeśli te ich dwie potrzeby tak dobrze się zgrały, to chyba świadczy bardzo dobrze o ich relacji.

Pozwoliła więc sobie wykorzystać tę przyjemną okazję, żeby pobyć przez chwilę tą samą małą dziewczynką, kiedy tak samo się żegnali jak zabierali ją do Ameryki. I jeszcze mocniej wtuliła głowę, wcisnęła twarz w jego szyję. Ale jednak czuła, że coś jest nie tak. Że coś tutaj bardzo nie gra.

Jak to mówią - wszystko co dobre szybko się kończy. Magiczna chwila, dająca wytchnienie

- Trochę trudno mi w to uwierzyć - powiedziała więc w zgodzie ze swoimi przemyśleniami, odsuwając głowę na nieznaczną odległość. Ale nie odsunęła się całkiem. Przesunęła natomiast ręce z jego szyi na barki i teraz bardziej z bliska miała okazję obserwować jego twarz. I czuć zapach jaki od niego biję.

- Śmierdzisz - palnęła jeszcze jakby było mało. - Idjiot. - Uśmiechnęła się delikatnie na wspomnienia wypomnień, przytyków, które jednocześnie nigdy nie były przekraczające. Wbrew pozorom, mieli do siebie bardzo dużo życzliwości w tym, a na pewno miała ją Ramona. Nie mówiła więc tego w jakimś niecnym planie, z perfidną satysfakcją.

Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę fotograf dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Fizyczność, trochę rozpoznawalna, a trochę mimo wszystko inna, ożywiała kurewskie wspomnienia. Gorszych czasów, pewnie, że gorszych. (Bo jakie mogłyby być? Lepsze? W takim domu?) Pamiętał szkołę, to, jak pod szerokim kapturem ukrywał siniaki. I pamiętał też i c h. Pamiętał też, jak uciekał z lekcji, a potem pił w parkach, kiedy dostrzegali ciemnofioletowy cień pod okiem.
Ręce Demiana zacisnęły się samoczynnie, ściskając siostrę mocnym, bolesnym uściskiem.
Oddychał płytko, a powieki o wiele za długo trzymał zamknięte.
Zorientował się jednak za późno.
Zawsze uważna obserwatorka — odezwał się cicho, prawie mruknął, ale pełnym przekąsu tonem, kiedy wreszcie się opamiętał i rozluźnił. Cholernie mało brakowało, aby poszedł o krok dalej, przewracając oczami, rzucając głupim, dziecinnym wręcz komentarzem, ograniczył się jednak do pokręcenia głową oraz zaciśnięcia warg w węższą kreskę. Kto wie dlaczego. Być może przez gówniany nastrój, a być może przez usłyszane słowo. Idjiot wbiło mu się w głowę. Serce uderzyło mocniej raz, a potem drugi, ale zaraz do głosu doszły wspomnienia — ton, okoliczności, wspólnie przeżyte chwile. Wtedy coś niepokojąco ukuło mężczyznę w bok, zanim mocno ścisnęło za gardło.
Mimo to…
Jerk — wyrzucił z siebie bezwiednie. Zachowywał się trochę tak, jakby testował stare słowo w nowych okolicznościach. Brzmiało tak, jak brzmiało zawsze. Niewiele się zmieniło, no, wyłączając jedynie „oczywiste” oczywistości, takie jak piętnastoletni brak odzewu czy piętrzące się kłamstwa. Wszystko kręciło się tak jak parę sekund temu. Wszechświat wciąż istniał, Ramona wciąż stała obok, natomiast alkohol wciąż był na wyciągnięcie ręki.
Pogadamy, jak ty dobijesz do tygodnia bez prysznica i odpoczynku.
Odsunął się wreszcie, a właściwie — odsunął od siebie Ramonę, po czym wykonał mały krok, im dalej, tym lepiej. Bezwiednie odwracając się bokiem, tylko trochę, ledwie zauważalnie, minimalizował ryzyko następnego niechcianego kontaktu fizycznego. Zabrzmi to, co tu dużo mówić, źle, niemniej jednak czuł się o niebo lepiej, będąc dalej. Bo im bliżej stała, tym więcej widziała, a im więcej widziała — tym większą miał ochotę wyjść. Bez trzaskania drzwiami, cicho, ale w jedynym słusznym celu. Wypić coś, co pomoże mu się zrelaksować, łyknąć tabletkę, może dwie, po których wreszcie zaśnie. Odciąć się od tego, co bolało.
Sięgnął przed siebie. Odruchowo. Szybko.
Kurwa, za szybko.
Dłoń pokryta tatuażami zawisła przez moment w powietrzu, a on rozejrzał się dookoła trochę zdezorientowany. Szukał czegokolwiek, czego mógłby dotknąć, aż wreszcie — z braku innych możliwości — powoli cofnął rękę. "Idiota", przemknęło mu przez myśl. Bez chęci zacisnął palce na materiale ręcznika rzuconego niedbale obok lodówki.
Przesunął go bliżej wzdłuż blatów.
Długi dzień. Zaraz wskoczę pod prysznic — wytłumaczył i tym razem zabrzmiał śmiertelnie poważnie. Odsunął się o parę następnych kroków, po czym podniósł kran umywalki. Chlapał twarz zimną wodą tak długo, aż wreszcie zakręcił strumień. Odczekał parę sekund, zanim się wyprostował. Powoli. Ostrożnie. Wyłącznie cudem powstrzymał się od odruchowego chwycenia dolnej części pleców. Syknął jednak cicho, bo chociaż ból promieniował w znanych miejscach, kac jedynie wzmagał to uczucie.
Kurwa.
Po omacku sięgnął po ręcznik, a następnie otarł nim twarz.
Wieczorem pewnie pójdę coś zjeść — odezwał się od niechcenia. Materiał tłumił część wypowiadanych słów, z kolei Demian wahał się trochę za długo, zanim kontynuował, wzruszając niedbale ramionami: — Jak chcesz, możesz się przyłączyć.
Mimowolnie poczuł, jak zaciskają się jego palce, mięśnie drżały jednak tak, jakby robił to już od dobrych paru sekund. Powoli rozprostował ręce. Z pozoru normalny gest w rzeczywistości wyglądał jak bardzo wymuszony. Jednym ruchem odrzucił więc ręcznik gdzieś w bok, po czym trochę za szybko potarł dość długą brodę prawą dłonią.
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czarnowłosa nie komentowała uścisku, trochę jakby bojąc się, że wtedy Demian by ją puścił, a tego przecież bardzo nie chciała. W tym silnym, łapczywym uścisku poczuła, że sama może siebie przestać trzymać. Mogła się rozluźnić, opaść i nie trzymać już gardy. W przeciwieństwie do niego, który ściskał i puścić nie miał zamiaru. Ale nie, nie myślała o narzekaniu. Raczej pozwoliła sobie skorzystać z okazji, czerpiąc z sytuacji jak najwięcej mogła. A mogła dużo.

- Ja to odbieram jako komplement - rzuciła, żeby sobie nie pomyślał, albo może chciała po prostu mieć ostatnie słowo, bo co niby miałby pomyśleć. Ostentacyjnie pokazać, że żaden komentarz niezależnie od ładunku nie jest w stanie nic zmienić, choć bardziej pasowałoby określenie "trafić do niej".

Kiedy go zobaczyła, wróciły wspomnienia, głównie tego dziecięcego czasu bez odpowiedzialności, a w wolności zabawy. Niestety próbowały przebić się też i wspomnienia, które bolały. Sytuacje i zdarzenia, które nie powinny mieć miejsca. Demian nie był tego częścią, nie był współodpowiedzialny za krzywdy jakich doznała. Wiedziała i na swój sposób rozumiała, że on też musiał być ofiarą, tak jak tylko rodzeństwo potrafi siebie znać. Może zabrzmieć to dziwnie, ale przyjemnie było (nawet bardzo), usłyszeć te obelgę z ust brata. Bo, wbrew pozorom, tak naprawdę nie była to obelga. To było słowo, za którym kryła się bliskość i wyrażało więcej niż tysiąc innych, nawet więcej niż merci. To było coś, co ich wtedy łączyło, i być może z innym wydźwiękiem też będzie spoiwem, swojego rodzaju mostem. Jasne, nie ma co się oszukiwać że będzie jak było, bo dzieliło ich dużo więcej niż kilometry, ale też nie znaczy to że nie będzie już nigdy dobrze.

Nawet jeśli jednak bardzo chciała, to nie zatrzymała go. Pozwoliła się puścić, nawet brutalnie odsunąć, odstawić i wyminąć, ale też odwróciła się za nim, przyglądając się mu. Podążała za nim wzrokiem, tylko tym razem już nie skracała dzielącej ich odległości. Faktycznie, to mogło być trochę za dużo. Ale nawet po tak długim czasie wydawało się to adekwatne.

Słuchała jego tłumaczenia o tygodniu bez prysznica i, mówiąc szczerze, była tym co najmniej zadziwiona. Dlatego zmarszczyła brwi, mrużąc przy tym oczy, jakby to miało jej pomóc w lepszym zrozumieniu.

- Możemy pójść - odpowiedziała szybko, trochę bez zastanowienia, ale w sumie nad czym miałaby myśleć.

- Ale trochę mnie niepokoi twój stan - dodała, no bo skoro można mieć okazję żeby się wymądrzać, to czemu tego nie zrobić, prawda? Przecież to z empatią, z życzliwością. Co w tym złego? Jeśli intencja jest dobra, to łatwiej jest się usprawiedliwić.

- Co, w Afryce byłeś że nie miałeś jak się wykąpać? - Palnęła. Przechyliła głowę, nadal nie spuszczając z niego wzroku.

Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
34 y/o
For good luck!
188 cm
trochę wokalista, trochę fotograf dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

 Pomimo narastającego bólu w dolnej części pleców, oparł się lędźwiami o któryś blat i drgnął minimalnie. Od razu pożałował impulsywnego ruchu. Poczuł klamkę jednej z szuflad, wbijającą mu się w kręgosłup, zamiast jednak zareagować — przekląć, zacisnąć pięść, odetchnąć głębiej — wyłącznie mocniej zacisnął szczękę. Nieważne, jak bardzo bolało, wolał się oprzeć, powalczyć z chwilowym dyskomfortem, niż ryzykować odkrycie czegokolwiek. Jak zaciskał dłonie, mniej ludzi widziało, jak bardzo mu drżą. Jak się opierał, łatwiej było mu ustać i przynajmniej łapał punkt odniesienia, coś, przez co myślał: "jestem tutaj. Czas się skupić". Sorcha niegdyś to wiedziała, Ramonie prawdopodobnie to umknęło — jako dziecko robił to rzadziej. Ale od czasów bagatelizowania następnych złamań, pęknięć oraz stłuczeń, coraz częściej się podpierał. Prosty gest pomagał mu zachować siłę. Gotowość. Aż wreszcie zrozumiał, czemu to robi: wygodniej się oprzeć, zamiast przestępować z nogi na nogę. Przynajmniej minimalizował ryzyko niepotrzebnego tłumaczenia się.
Demian przetarł twarz dłonią, po czym skrzyżował przedramiona na piersiach.
Odruchowo przymknął oczy, dosłownie na króciuteńki moment, sekundę lub dwie.
Wróciłaś — wreszcie odnalazł spojrzeniem Ramonę, ale pokręcił powoli głową — i pierwsze, co robisz, to mnie oceniasz.
Uważnie przypatrywał się siostrze z lekko ściągniętymi brwiami, mierząc spojrzeniem całą, w teorii znajomą, ale w praktyce tak inną, sylwetkę od tego, co zapamiętał. Omiatając dziewczynę pierwszym, trochę sprawdzającym spojrzeniem, dostrzegł parę małych tatuaży, a także, co do czego mógł się mylić i prawdopodobnie tak było, inny, ciemniejszy kolor włosów. Zmieniła się.
Tyle że on pozostał taki sam.
Wciąż krzyżując przedramiona na piersiach, mocno zaciskał dłonie w pięści i wbijał kłykcie w mięśnie ramion. Inaczej ręce już dawno by drżały: z nadmiaru nieokreślonych emocji, głodu, a także niepewności, co zrobić. Coś go uwierało. Widok Ramony, niezależnie od tego, w jakich stosunkach się pożegnali, bolał. Dziwaczne uczucie, ni to zazdrość, ni to złość, bo... ona potrafiła uciec.
Z kolei on ciągle tutaj tkwił.
Pracowałem, Ramona. Czasem pracuję — dodał, zanim zdążyła dodać coś, czym by się wkurzył. Skąd jednak mogła to wiedzieć? Skąd mogła wiedzieć cokolwiek? Odetchnął głębiej, dopiero teraz uświadamiając sobie, jak desperacko to mogło zabrzmieć. Całe zdanie wypowiedział ciszej, trochę ostrzej, na wydechu. Chciał jednak zamknąć temat, szczególnie tak niewygodny, dotykający tego, jak czuł się z sobą samym.
Jeśli to wszystko... — uśmiechnął się, nieznacznie, ledwie widocznie, bardziej wyginając usta w grymasie, po czym odepchnął się od blatu. Gwałtowność działań okazała się błędem — ból natychmiast rozlał się dookoła, obejmując większą część pleców. — ...idę pod prysznic.
Obie dłonie wcisnął głęboko w kieszenie spodni, znoszonych dżinsów, początkowo pokonując parę małych kroków z zamiarem wyminięcia Ramony dość szerokim ruchem. Ale porzucił swój pomysł.
Zamiast tego zatrzymał się tuż przed siostrą.
Opuścił głowę, aby przyjrzeć się oczom dziewczyny, po czym uniósł brew.
Mogę? Czy jeszcze coś chcesz mi powiedzieć?

Ramona Crowe
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tym razem to Ramona zacisnęła mocniej wargi, niemal w jedną kreskę. W swoim automatycznym odruchu chciała się obronić, bo przecież tak samo ją lustrował od góry do dołu, skomentował wygląd zanim zdążył się w ogóle przywitać. Tak samo rzucił, że wyjechała jakby to była jej chęć, jej wola, decyzja. Na wiele rzeczy w swoim życiu nie miała wpływu. Próbowała go odzyskać, złapać się czegoś stabilnego, stanąć pewnie na własnych nogach. Znalazła używki, które dawały zgubne poczucie wolności. Teraz niezależność stała się obsesją. Pozwolenie komuś zajrzeć, dostać do środka, mieć jakikolwiek wplyw - to było zagrożenie. Musiałaby bardzo dużo zaryzykować, dając komuś na siebie wpływ.

A jednak Demian - mimo upływu tych wszystkich lat - miał go. Może dlatego weszła automatycznie w system obronny. Dlatego czarnowłosa rozluźniła nieco mięśnie twarzy, wydymając jeszcze usta. Odgarnęła kosmyk włosów za ucho. Skrzyżowała ramiona na brzuchu, osiadając na biodrze. Napięła mięśnie, szykując się do jakiejś konfrontacji, albo niczym lwica polująca na ofiarę.

- Mówię co widzę - odparowała, wzruszając przy tym ramionami. I to był koniec dyskusji dla dziewczyny.

Może tak ciężko się cieszyć jak jednak ma się do siebie wzajemnie oprócz miłości, dużo złości. Tyle że z jakiegoś powodu chciała - pewnie nieświadomie - być w tym co jest. Ale na ten moment co mogło się wydarzyć innego. Nie widząc się z kimś tyle czasu, utrzymując coraz rzadziej kontakt aż do momentu jego całkowitej utraty, nie można oczekiwać że będzie idealnie.

Ale tak, oczywiście że wiedziała jak przekracza granicę. Odkąd zrobiła to dosłownie przylatując ze Stanów Zjednoczonych do Kanady, tak nie przestała. Wparowała do jego domu jak do siebie (pewne przyzwyczajenia się nie zmieniają, jeśli ktoś za dzieciaka chował klucz pod kamieniem, to jest duże prawdopodobieństwo że nadal będzie to robił). Nawet w jego domu ne krępowała się żeby poprzestawiać jego rzeczy. A teraz? W tym momencie wtykała nos w ewidentnie nie swoje sprawy.

I o ile miała świadomość tego, że używa jego gościnności, bo przecież Demian wcale nie musi jej pomagać, o tyle stwierdzenie o ocenianiu było trochę na wyrost. Ramona po prostu łączyła kropki. Tylko że one nie były ponumerowane, nie było jednoznacznej odpowiedzi, więc można pokusić się o stwierdzenie, że patrzyła na to ze swojej perspektywy, bo wracanie o takiej porze, w takim stanie, było tak znajome, że aż trudne do wytrzymania. I prostu umiała sobie ładnie wytłumaczyć swoje zachowanie - w tym akurat jest mistrzem.

- W sumie odkąd tu jestem to znalazłam pracę - poinformowała - więc i tak muszę wychodzić. - Dodała.

Po co się odezwała? Bo nie myślała że ta informacja nie może zostać przekazana. Pomyślała, że wręcz powinna. A jak odbierze to Demian? To już jego sprawa.

- Spotkamy się na miejscu? - Zapytała.
zt
But I made it to my house so it could be worse.
Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#112”