34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nieczęsto zastanawiała się nad tym, co by było, gdyby los potoczył się inaczej. Nie wierzyła w przeznaczenie, a jednak ich ścieżki splotły się dopiero ponad rok temu. To wydawało się ironiczne, bo w rzeczywistości miały się na wyciągnięcie ręki. Dokładnie od momentu, gdy Zaylee rozpoczęła pracę w policji. Mogłyby dobrać się sobie wzajemnie do majtek dużo wcześniej, gdyby nie kilka przeszkód. Jedną z nich była sytuacja osobista Eviny, która była wtedy jeszcze mężatką. To mogłoby stanowić problem, nawet jeśli ta nie była wierną żoną. W teorii nie stanowiło to większego problemu, ale koronerka miała przecież swoje zasady. Kolejną przeszkodą był stosunek Miller do Swanson. Wtedy szczerze jej nie znosiła, bo traktowała ją jak żółtodzioba, podważała wszystkie jej kompetencje i Zaylee musiała długo udowadniać, że zna się na swojej pracy i potrafi podejmować właściwe decyzje. Dopiero po długim czasie, przez drobne zwycięstwa i niezliczone dowody swojej wartości, zdobyła cień uznania.
Teraz patrzyły na siebie inaczej. Miniony czas, doświadczenia, błędy i sukcesy, które je ukształtowały, sprawiły, że wszystko, co kiedyś wydawało się nieosiągalne, nagle stało się realne. Był w tym coś fascynującego. Coś, co sprawiło, że z czasem zrodziła się między nimi czasami trudna, ale niewątpliwie prawdziwie piękna miłość.
Na to liczę — oświadczyła, bo może i Evina miała operowaną nogę, ale ręce i język były sprawne. Umówmy się, Zaylee nie wytrzymałaby bez seksu w oczekiwaniu, aż narzeczona wróci do pełni zdrowia. Musiałaby się zaspokoić sama, najlepiej na jej oczach, żeby rozpierdalało ją od środka.
Popatrzyła na nią pobłażliwie, kiedy wspomniała o użytku ze szpitalnego łóżka. I choć propozycja była kusząca, to w tym wypadku trzeba było wykazać się rozsądkiem. Miller była znana w szpitalu, tutejszy lekarze sądowi często korzystali z jej opinii, więc musiała dbać o reputację.
Masz lekarza w domu — przypomniała, gdyby Swanson jakimś cudem o tym zapomniała. — Zrób w końcu z tego dobry użytek — wymruczała tuż przy jej uchu, a wtedy do drzwi rozległo się pukanie. Ale nie zwykły stukot, trochę jak kopnięcia. No tak, pewnie Sammy nie miał, jak nacisnąć na klamkę. — Kocham cię najmocniej na świecie — powiedziała jeszcze, skradając jej ostatni pocałunek, po czym niechętnie zwlekła się z łóżka.
Przeszła przez salę i otworzyła drzwi. Po drugiej stronie stał dziewięciolatek, który prawie wpadł do środka, bo okazało się, że uderzał w nie nie nogą, a głową. W dodatku jeden kubek z gorącą czekoladą był do połowy pusty, a jego zawartość wylądowała na szarej bluzie.
Żartujesz sobie? — Zaylee bezradnie rozłożyła ręce i przesunęła się, robiąc Młodemu miejsce i jednocześnie prezentując go narzeczonej. — Mówiłyśmy, żebyś uważał — westchnęła, ale oczywiście nie posłuchał. — I nawet nie próbuj udawać, że nie biegłeś. Słyszałyśmy ten pisk tenisówek na korytarzu — zastrzegła, kiedy chłopiec otworzył usta, aby się wytłumaczy. Miller spojrzała na Evinę z wysoko uniesionymi brwiami, jakby chciała powiedzieć tylko spójrz na naszego syna. I pierwszy raz złapała się na tym, że właśnie tak o nim pomyślała. Ich syn.
Poczuła jak serce rośnie jej w piersi i nagle zrozumiała, że nie potrafiła się na niego gniewać. Pokręciła jedynie głową, zmierzwiła mu włosy i poprosiła, żeby zdjął upaćkaną bluzę.
Potkłem się — wymamrotał Sammy, podchodząc do łóżka, żeby podać Evinie ten pełny kubek.
Potknąłem — poprawiła go automatycznie Zaylee.
No przecież mówię — odparł chłopiec. — Te buty są aż zbyt nieśliskie — wskazał palcem na tenisówki i Miller poczuła się trochę winna. Niby przyjechali samochodem i mieli do przejścia tylko drogę z parkingu do szpitala, ale może powinna mu kazać założyć zimowe trapery. Ale on się uparł. Jak zwykle zresztą.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie były kobietami, które raczej nic nie nakłaniało do myślenia o przeszłości. Wolały skupiać się bardziej na tym, co skrywała dla nich przyszłość oraz sprawach obecnych. Często dotyczyły one pracy, która pochłaniała ogrom ich czasu, ale również tego jakie perspektywy miały jeśli chodziło o wspólne życie. W końcu jakby nie patrzeć to przed nimi znajdowała się garść naprawdę istotnych wydarzeń. Ślub, adopcja dziecka... A to zdawał się być dopiero początek ich rodzinnego życia.
Kiedyś taki scenariusz byłby do nie pomyślenia. Znały się od niemal dekady i przez większą część znajomości szczerze nie cierpiały. Uprzykrzały sobie życie jak tylko mogły. a ich niechęć była powszechnie znana na całej komendzie. Można byłoby pomyśleć, że tak intensywne emocje mogą już wcześniej do czegoś doprowadzić, ale niestety... Nie było im po drodze. Teraz zdawały się próbować nadrobić cały ten czas.
Miały swój szacunek. Miłość. Łączyły je podobne charaktery, które stanowiły istną mieszankę wybuchową i kiedyś doprowadzały do nieustannych konfliktów, ale teraz... Teraz nie przejmowały się tym w najmniejszym stopniu. Zresztą dzięki temu było ciekawiej. Obie potrzebowały swoistej rywalizacji i ciągle ją sobie wzajemnie dostarczały.
Wiedziała, że propozycja, którą jej właśnie złożyła była kusząca. Chociaż niezwykle ryzykowna i zdrowy rozsądek kazał koronerce ją odrzucić. Z pewnością jednak postarają się w domu nadrobić wszelkie deficyty uwagi. Była doskonale świadoma tego jak wielkie potrzeby seksualne ma Zaylee. Dlatego też nie ulegało wątpliwości, że pomimo pewnych ograniczeń na pewno wymyślą coś, aby zaspokoić rozszalałe libido koronerki.
- Wiem o tym. Już robię z ciebie dobry użytek... Za każdym razem, gdy trafiasz między moje uda - odpowiedziała mrukliwym głosem, ale zaraz też oprzytomniała i wyszła z trybu spragnionej kochanki, bo wyglądało na to, że ich syn powrócił. - Też cię kocham.
Ostatni krótki pocałunek był wszystkim na co mogły sobie pozwolić nim Miller poszła otworzyć koczującemu pod drzwiami dziewięciolatkowi, który pomyślał o tym, aby kupić dwie gorące czekolady, ale niekoniecznie o tym, że jakoś będzie musiał się dostać do sali. Całe szczęście, że nie wywinął orła w progu.
Po raz kolejny nie mogła zrobić nic więcej poza pokręceniem głową. Widziała to spojrzenie Zaylee i doskonale odczytała jego znaczenie. Wiedziała, że jeszcze tysiące razy będą patrzyły na siebie w ten sposób za każdym razem, gdy tylko ich syn coś odwinie. Czasem na pewno będą mogły mu odpuścić. Podobnie jak teraz...
- Dobra. Nic wielkiego się nie stało, prawda? Jakoś się to dopierze - stwierdziła, odbierając od chłopca kubek z napojem.
Ona również czuła często zrywy intensywnych matczynych uczuć, gdy tylko patrzyła na Samuela oraz znajdującą się obok niego koronerkę. Chociaż był to kolejny niespodziewany obrót zdarzeń to na pewno nie miała wątpliwości, że to właśnie z nimi malowała się jej przyszłość. To właśnie przy nich czuła, że wszystko jest na swoim miejscu.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zupełnie nie obchodziła ją przeszłość Swanson. Jej własna była dość barwna, a ich związek był na tak zaawansowanym etapie, że zazdrość i wypominanie sobie czegokolwiek nie miało najmniejszego sensu. Oczywiście Zaylee, mimo że nie mówiła o tym głośno i pozostawała niewzruszona, bywała zazdrosna. Taka już jej natura. Wystarczyło, że ktoś spojrzał na Evinę nie tak, jak powinien, a Miller toczyła ze sobą wewnętrzną walkę, żeby nie rzucić sarkastycznego komentarza. To była jak najbardziej zdrowa reakcja, która oznaczała, że naprawdę jej zależało. Poza tym lubiła zaznaczać swój teren.
Wetchnęła, spoglądając na Sama, który siłował się z bluzą. Ręce wyciągnął z rękawów, ale głowa utknęła mu w podwiniętym kapturze. Zaylee podeszła do niego i pomogła mu wyswobodzić się z upaćkanego ubrania, rozwieszając je na oparciu krzesła. Najlepiej byłoby to zaprać od razu, ale pomęczy się przy tym w domu.
Nic się nie stało — zapewniła z uśmiechem, a słysząc dźwięk powiadomienia, sięgnęła po telefon. — Przyjechała nasza chińszczyzna. Skoczę na dół. Nie rozrabiajcie za bardzo — wymierzyła w nich ostrzegawczo komórką i tym razem to ona opuściła salę, kierując się windą na parter.
W tym czasie Sammy wlazł na łózko, rozlewając resztkę gorącej czekolady na szpitalną pościel.
Ojej — wymamrotał, próbując zatrzeć ślady dłonią, ale tylko pogorszył sprawę. — Tylko nie mów Zaylee — poprosił i uśmiechnął się niewinnie do Eviny. — Znowu powie, że to nic, a przecież wiemy, że wcale tak nie uważa — westchnął ciężko, oczami wyobraźni widząc minę koronerki. — Myślisz, że jeszcze kiedyś zagrasz ze mną w piłkę? — zerknął na nogę Swanson. Miał dziewięć lat, nigdy niczego sobie nie złamał, a to wiązało się z zerowym pojęciem, jak długo goją się podobne urazy. — Chciałbym, żebyś szybko wyzdrowiała — dodał trochę smutno, jakby obawiał się, że detektywka będzie długo dochodzić do siebie. Nic dziwnego, ta podwieszona na szynach noga wyglądała dosyć niepokojąco. O ile Zaylee starała mu się wytłumaczyć, że to tylko tak strasznie wygląda, to chyba nie do końca zdołała go przekonać.
Dla Sammy'ego szpital był dość przerażający. Wszędzie roiło się od lekarzy, na korytarzu stały różne aparatury, a do tego wszystkiego dochodził specyficzny, trudny do określenia zapach. Trochę jak u dentysty i trochę ja płyn antybakteryjny, którym Miller psikała jego dłonie, kiedy czymś się pobrudził. Nie chciał, żeby Evina musiała spędzić w takim miejscu więcej czasu, niż to naprawdę było konieczne. Wolał odwiedzać ją w domu, żeby mogli oglądać razem fajne filmy i dokończyć w końcu budować Gwiazdę Śmierci z lego.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To co było je ukształtowało, ale w żaden sposób nie definiowało ich przyszłości. Praktycznie każdy kto znajdował się w zbliżonym do nich wieku posiadał już jakiś swój bagaż doświadczeń, który należało zaakceptować. Zadziwiające jednak było to jak potrafiły być ze sobą zgodne oraz jak bardzo starały się dla siebie wzajemnie, aby zwalczać swoje najgorsze cechy. Nie zawsze im to wychodziło, ale liczyła się sama chęć włożenia w to odpowiedniego wysiłku.
Z rozbawieniem obserwowała to jak Sam siłował się z ubrudzoną bluzą przez co wymagał asysty ze strony Zaylee, która znajdowała się tuż obok. Koronerka właśnie otrzymała najlepsze świadectwo tego jak wyglądać będzie ich życie, gdy już na dobre zagości w nim dziewięciolatek. W końcu nie zawsze będą mogły być przy nim obie. Na tym etapie starały się bardzo, aby spędzać czas w trójkę, ale później na pewno będą dni gdy tylko jedna lub druga będzie mogła towarzyszyć chłopcu i się nim zajmować.
Przytaknęła jeszcze narzeczonej, gdy ta tylko oświadczyła, że ich jedzenie znajdowało się pod szpitalem. Wyglądało zatem na to, że teraz ona miała mieć oko na niezdarnego dziewięciolatka.
Nie minęła nawet minuta, a jakimś cudem Samuel zdołał wylać resztę gorącej czekolady na kołdrę.
- Dobra... - mruknęła, starając się przewrócić kołdrę tak, aby plama po napoju nie była widoczna. - Wiem, że nie chcesz tego słuchać, ale naprawdę musisz być ostrożniejszy. Nie możesz wiecznie robić takich wpadek.
Może i Evina była nieco bardziej tolerancyjna niż Zaylee jeśli chodziło o brud oraz nieuwagę dziewięciolatka, ale nawet ona miała swoje granice. Poza tym Sam powinien wiedzieć, że nie mogą wiecznie na wszystko machać ręką, bo nigdy się niczego nie nauczy.
- Jasne, że zagram. Tylko przez jakiś czas co najwyżej będziemy mogli to zrobić na konsoli - odparła, uśmiechając się do niego po czym wręczyła mu swój kubek czekolady, z którego zdążyła upić jedynie odrobinę napoju. - Do tego czasu musimy znaleźć sobie jakieś inne zajęcia... Robiliście ostatnio coś fajnego z Zaylee?
Sama również chciała jak najszybciej opuścić szpital. Wcale nie podobała jej się ta wizyta, ale niestety... Jeszcze długi czas będzie zmierzała się z konsekwencjami starcia z Blythe'em.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W teorii Sam zdawał sobie sprawę, że nie zawsze wszystko będzie uchodzić mu płazem. W praktyce czasami wykorzystywał, świadomie lub nie, swój urok osobisty i duże, niebieskie oczy, żeby Evina i Zaylee patrzyły nieco przychylniej na jego wpadki. W końcu nie robił tego specjalnie! Jasne, czasami zdarzało się, że był za mało uważny, ale to przez rozkojarzenie i ciągłe paplanie.
Przepraszam — wymamrotał, spuszczając nos na kwintę. — Postaram się bardziej — zapewnił i pokiwał blond czupryną, żeby Swanson uwierzyła mu na słowo. Co z tego, że gadał już tak milion razy, tym razem na pewno pójdzie mu lepiej.
Dopił to, co miał w kubku i wrzucił go do stojącego przy łóżka kosza, choć przez chwilę wyglądało to tak, że odbije się od metalowej poręczy i wyląduje na podłodze, zostawiając na niej kolejne, ciemne plamy. Ochoczo sięgnął po czekoladę, którą wręczyła mu detektywka, w podziękowaniu obdarowując ją szerokim uśmiechem. Zerknął jeszcze na nią, czy faktycznie nie chciała jej pić, ale zaraz stwierdził, że skoro podała mu kubek, to chyba jednak nie chciała.
Nie mamy piłki nożnej na konsolę — przypomniał jej, bo doskonale kojarzył, jakie gry instalowali ostatnio. — No i to nie to samo — posmutniał, uświadamiając sobie, że Evina jeszcze przez jakiś czas nie pokopie z nim piłki. Może dopiero na wiosnę, jak stopnieje śnieg w ogrodzie. — Inne zajęcia też są fajne! — podłapał jej pomysł. — Możemy rysować i grać w planszówki. Tylko nie Cluedo — zastrzegł natychmiast. Ciągle pamiętał o swojej sromotnej porażce i o tym, jak został OSZUKANY.
Zamyślił się na chwilę, przypominając sobie, co ostatnio robił z Zaylee.
Byliśmy w bibliotece, bo teraz czytamy Anię z Zielonego Wzgórza. Mówiłem jej, że przeczytam streszczenie, ale nie chciała słuchać — nadąsał się trochę. — A potem oglądaliśmy Encanto. I przyszła na mój trening. I strasznie krzyczała, jak jeden chłopak mnie podkosił — zaśmiał się akurat w chwili, jak drzwi do szpitalnej sali uchyliły się i do środka weszła Miller z odebranym zamówieniem.
Bo to był faul — wtrąciła w połowie ich rozmowy.
Nie był, trafił w piłkę.
Ale cię przewrócił. Czyli faul — dla Zaylee było to bardzo proste. Nieważne, czy był kontakt z piłką, czy nie. Sam wyrżnął orła na hali, więc w jej mniemaniu zawodnik z przeciwnej drużyny od razu powinien zostać ukarany czerwoną kartką. Nawet, jeśli to tak nie działało. — Usiądź na krześle przy stoliku — poprosiła. Nie chciała potem zbierać kawałków kurczaka z podłogi. Wyjęła z reklamówki styropianowe pojemniki i rozdała każdemu wybrane wcześniej danie.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogły mu wiecznie pobłażać, bo w końcu odwróci to się przeciwko nim. Nie zamierzały go rzecz jasna ganić za każdą najmniejszą rzecz, ale musiały coś zrobić, żeby w końcu chłopiec zaczął sobie uświadamiać, że nie może wiecznie ignorować swojego otoczenia i robić wszystkiego na najwyższe tempo. Kiedyś to naprawdę się na nim zemści.
- Oby tak było - rzuciła krótko, ale bez zbędnej hardości w głosie.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi, gdy tylko dojrzała spojrzenie chłopca po czym skinęła zachęcająco głową. Szczerze mówiąc to nie miała wielkiej ochoty na czekoladę. Szukała jedynie pretekstu do tego, aby się go pozbyć na chwilę z sali i nie kontynuować wyśpiewywania hymnów pochwalnych na cześć Zaylee. Sprawdziło się znakomicie.
- Może nie mamy, ale zawsze można kupić jakąś fifę... Ale to może dopiero jak wrócę do domu, żebyś nie zdążył jej całkowicie opanować - powiedziała, uśmiechając się do niego zaczepnie po czym szturchnęła go łokciem.
Dalej pamiętała to święte oburzenie po tym jak postanowiła zastosować pewien wybieg w Cluedo. Do tej pory młody odmawiał kategorycznie gry w tę planszówkę, ale nie miał za to żadnego problemu z tym, aby siedli do innych. Przynajmniej tyle dobrego.
Wysłuchała jeszcze z zainteresowaniem relacji dziewięciolatka z tego, co ostatnio porabiał w towarzystwie koronerki. Musiała przyznać, że faktycznie Ania z Zielonego Wzgórza brzmiała niesamowicie nudnie. Sama jej nie cierpiała.
- Czyli teraz w szkole omawiacie Anię? Nie wiem jak chcą was zachęcić do czytania takimi książkami - westchnęła, bo z Miller starały się usilnie zachęcić go do czytania książek oraz wynajdowały mu co rusz coś, co mogłoby mu się spodobać, a tutaj przychodziła szkoła i im pieprzyła całą robotę.
Zerknęła jeszcze pospiesznie w kierunku drzwi, w których pojawiła się narzeczona z wyczekiwanym zamówieniem. Mogła się spodziewać tego, że nieobeznana z piłką nożną i zdecydowanie nadopiekuńcza koronerka będzie przeżywała każdą bardziej kontaktową akcję.
- To jest piłka. Czasami się człowiek przewraca. Ważne jest to czy intencją zawodnika było uderzenie w Sama czy w piłkę... oraz to czy stała mu się realna krzywda, a z tego co widzę to jednak nie - skomentowała krótko, bo dla niej sprawa była prosta i jasna jak słońce.
Z wdzięcznością przyjęła swoje opakowanie z zapakowaną w nią aromatyczną kaczką na przesiąkniętym azjatyckim sosie ryżu. Naprawdę brakowało jej takich rzeczy. Nagle proste posiłki na telefon stawały się prawdziwym rarytasem w porównaniu ze szpitalną kuchnią, na której była zmuszona żyć.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sam wydawał się podekscytowany faktem, że po wyjściu ze szpitala Evina kupi grę na konsolę, gdzie będą mogli rywalizować. Mógł nawet sądzić, że miał większe szanse na padzie niż na trawniku, jeśli mógłby poćwiczyć trochę przed jej powrotem do domu, ale detektywka szybko sprowadziła go na ziemię. Teraz już nie było co się czarować, oboje będą startować z tego samego poziomu. Młody mógł co najwyżej liczyć na to, że szybciej załapie kombinacje klawiszy.
Na komentarz o lekturę, wzruszył jedynie ramionami. On też nie był zachwycony, że musiał czytać takie głupie książki o jakiejś głupiej sierocie. Jakby mało miał własnych doświadczeń z pobytu w domu dziecka. Wiedział jednak, że Zaylee mu nie odpuści i dopilnuje, żeby przeczytał całość od deski do deski. A potem szczegółowo wypyta go o fabułę. Musiał więc spiąć się w sobie i dać z siebie wszystko.
Totalnie nie znasz sią na piłce nożnej — powiedział znad swojego opakowania, bo to, co Miller uważała za faul, było przepisowym starciem o pozycję. — Ale koledzy powiedzieli, że jesteś ładna — dodał wesoło. — Opowiadałem im w szatni, że przyszłaś specjalnie mnie oglądać i że kiedyś z wami zamieszkam — w głosie Młodego wybrzmiała autentyczna duma.
Zaylee wzruszyła lekko ramionami, posyłając narzeczonej rozbawione spojrzenie. Proszę bardzo, nawet dziesięcioletni chłopcy potrafili ją zachwalać. W przeciwieństwie do Swanson, która nie chciała, żeby jej kobieta obrosła w piórka.
Nie można mieć wszystkiego — westchnęła i umieściła sobie kawałek kurczaka w ustach. — Nie muszą znać się na piłce. Najważniejsze, że jestem ładna — pokiwała z uznaniem głową. To jej całkowicie wystarczało. Jeszcze jak koledzy Sama przekonają się, jaka jest mądra, to szczęki im opadną z wrażenia.
Kiedy kończyli posiłek, do sali zajrzał lekarz, oznajmiając, że zaraz rozpoczyna się popołudniowy obchód. Zaylee wykorzystała okazję, żeby chwilę z nim porozmawiać i dopytać o szczegóły zdrowia narzeczonej. Na szczęście dobrze znała tutejszy personel, więc nikt nie próbował niczego przed nią zatajać. Zresztą nie było nawet czego, bo wszystko było w porządku, a Swanson miała dostać wypis na początku przyszłego tygodnia. Sammy mocno wyściskał ją na pożegnanie, Miller skradła jej jeszcze kilka pocałunków, po czym udali się prosto do domu, gdzie koronerka znów musiała zmagać się z przygodami superbohaterów. I tym razem to Młody korygował jej intonację i poprawiał błędnie wypowiadane nazwy komiksowych postaci.
koniec
Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”