-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Madox wyraźnie się nakręcił, Peach stoi taka niepewna, ale on jej mówi, że załatwi jej hajs, więc chyba o to jej chodziło, czyż nie? - Okay... - powtarza znów, oczy jej się robią coraz większe, jak słyszy, że Madox chce na tym ukręcić pół miliona też. I mówi o tym tak jakby to wcale nie było niemożliwe. On nawija i aż jej się w głowie zakręciło, jak do niej dotarło co on chce od niej.
- CO!? - pisneła aż się baby z parteru obejrzały - Ty chcesz żebym JA szła z toba na zwiady!? Madox, ja się nie nadaje do takich akcji! - pokręciła głową i włosy to jej zatańczyły wokół głowy, nagle poczuła że te driny i szociki to jednak już zaczynają swoje robić i się oparła ręką o barierę a drugą wyciąga do Madoxa. - Poza tym ja nie chce oglądać tego frajera! Już go obejrzałam ja i całe Bali go obejrzało!! - macha ręką ale w sumie to ciekawa jest co Frankie by powiedział, jakby ją zobaczył. Tylko się musi odjebać, bo teraz to wygląda może dobrze dla Madoxa, ale dla Frankiego to jeszcze troche za tanio. Hm, jakie buty na takie coś się wkłada? Z obcasem?
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tylko, że trochę go niepokoi ta Peach, której oczy się robią coraz większe i coraz bardziej błyszczące i już miał jej pytać, czy się naćpała, czy co, ale ona zaraz się wydziera na cały klub. Aż barmanki zerkają tutaj na górę, a jakiś goryl Madoxa to się zerwał ze stołka, bo chyba spał. Ładnie.
- Czemu nie? Skoro to Twój problem, to powinnaś trochę przyłożyć do tego rękę - zerknął nawet na jej dłoń zakończoną tymi długimi szponami - boisz się, że sobie paznokcie połamiesz? Przecież ze mną ci się nic nie stanie - nie to, że Madox się za wszystkich podkłada pod kulki, bo tylko raz mu się zdarzyło, ale za to umiał się bić. No i trzeba mu przyznać, że miał dużo farta w ogóle, zawsze wychodził ze wszystkiego obronną ręką, trochę pokiereszowany, ale jednak żywy. Zawsze.
Wywrócił oczami, kiedy ona mu tak powiedziała, że nie chce oglądać tego frajera, a potem do niej podszedł tak, że ta jej dłoń wylądowała na jego wytatuowanym torsie, na koszuli właściwie, ale to dlatego, że tak w nią wlazł nachalnie.
- No i nie chcesz się na nim za to zemścić? - zemsta to było coś, co jednak ludzi pociągało. Noriegę to na pewno. On by na to poszedł, a jak jeszcze mógłby na tym zarobić, to byłby pierwszy. Teraz mógłby już iść.
- Odjebiesz się, a ja założę ciemne okulary i będziemy wyglądać jak para tajnych agentów - sięgnął po te jej oksy, które gdzieś tam miała na stoliku i założył je sobie na nos. Trochę jakby jej w myślach czytał, ale z drugiej strony to chyba mógł wiedzieć, że ona na jakąkolwiek imprezę, to się na sto procent odjebie. Wszystkie laski chyba tak robią, a już zwłaszcza influencerki.
Podniósł do góry te jej okulary i spojrzał jej prosto w oczy.
- Tylko nie zakładaj szpilek, bo jak trzeba będzie spierdalać, to nie będę cię niósł - znowu jej czytał w myślach? A może po prostu ją już dobrze znał. Już mu porobiła na barze ślady po tych okropnie wysokich szpileczkach. Na tym nowym barze, na którym wywijała w pończochach, czy tam rajstopach.
- Pękasz Peach? - jak nie zemsta, to może chociaż własny honor? Będzie mu może chciała pokazać, że nie pęka. Taką miał nadzieję, bo sam tam nie wlezie. Co by miał powiedzieć? Cześć Frankie nie znamy się wcale, ale chce zobaczyć twoją chałupę? Może by przeszło.
Ale Peach zawsze mogła powiedzieć, że przyszła mu przebaczyć, czy coś tam. A zresztą jej śliczne oczy trochę chyba lepiej odwrócą uwagę Ferariego niż czarne ślepia Madoxa. Tak podejrzewał.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Zrobiła krok do tyłu i uśmiecha się jak on tak mówi, że się odjebią i łazi w tych okularach.
-To zrób tak, żeby nie trzeba było spierdalać tak? Bo idziemy tylko zadać pytania i zrobić rekonesans? - w sumie Peach nie wie czy Madox rozumie co ona powiedziała, ale no to już nieważne, ważne że nie pękała i chociaż trochę się bała, to uznała, że dobra, no musi to w końcu załatwić z tym typem a skoro Madox mówi, że trzeba to robić w ten sposób, no to sie poświęci i zrobi to w ten sposób.
- To kiedy idziemy?
Bo chyba musi sobie kosmetyczke ogarnac conie? Wyjmuje zaraz telefon z torebusi i odblokowuje go.
- Może od razu do niego napiszę?
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Co mi zrobisz? - zapytał, bo przecież jakby nie zapytał, to by nie był sobą, no i jeszcze tak zerknął na te jej palce na jego klacie, no bo co ona mu mogła zrobić? Oko wybić tym tipsem? W sumie mogła, a Madox miał przecież takie ładne oczy, to jednak lepiej żeby ich nie stracił.
Odsunął się od niej i złożył te okulary, gdyby jednak mu chciała te oczy wydrapywać.
- No dobra... To załóż te szpilki - znowu wywrócił oczami i podniósł okulary, żeby na nią spojrzeć sponad szkieł. Bo był święcie przekonany, że mu to powiedziała, żeby właśnie iść w szpilkach. Chociaż dobrze by też było, gdyby jednak nie musieli spierdalać. Zadali te kilka pytań i zrobili rekonesans, a najlepiej to jakby coś od razu znaleźli na tego Frankiego. Jakiegoś haka, może wtedy by nawet zarobili na tym jeszcze więcej, bo by go mogli sprzedać gdzieś dalej. Madox to przecież miał swoje gangsterskie kontakty, aż sobie usiadł z powrotem na krześle i sięgnął znowu po butelkę z rumem, żeby sobie nalać, bo go to szczerze podekscytowała taka akcja. I takie pieniądze.
- No a kiedy się chodzi na imprezy? W weekend? - zapytał, chociaż on to przecież codziennie miał imprezy, ale normalni ludzie, to jednak robili je w weekend. Ciekawe jak Frankie Ferrari.
- No napisz, zapytaj co robi w weekend, no i wyślij mu jakieś nudesy, to od razu będzie inaczej gadał - powiedział Madox znawca tematu, ale on by inaczej gadał, jakby dostał nudesy. Chociaż teraz to by się też musiał z nich tłumaczyć, to lepiej, żeby mu ich nie wysyłali.
- Albo najpierw zapyta czy ma dziewczynę - stwierdził, bo to jest jednak ważna kwestia, bo jak miał, to nudesy odpadają, też by się potem musiał chłop tłumaczyć.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Wszyscy nagle chcą na Bali, Madox chce na Bali, Clyde chce na Bali, pewnie nawet Wiliam by chciał, a pół roku żadnego tam nie można było uświadczyć.
No dobra, czas się zająć sytuacją, której nie można już dłużej przeciągać, oto własnie Peach wchodzi w ten plan Madox A. Noriega i postanawia faktycznie do dziada napisac. Najpierw to go oblokowała i nagle przyszło jej z piętnaście smsków od Frankiego. Przez chwilę nawet chciała je przeczytać, ale w końcu zescrollowała na sam dół, bo nie, jednak nie ma cierpliwości żeby czytać co ten pajac jej napowipisywał. Pewnie słowa przeprosin, ale nie ma tak łatwo! Zapłaci za to co zrobił.
- Nudesy, aphi - parsknęła na tę propozycję, ale chyba jeszcze bardziej parsknęła, jak Madox powiedział, żeby najpierw sprawdziła, czy Frankie Ferrari ma dziewczynę. No ta, tego jeszcze brakowało, żeby nadążała za jego lampucerami! - Ja mam chłopaka, Madox, jak będe komuś kiedykolwiek wysyłać nudesy, to jemu anie Frankiemu Ferrari - wywróciła oczami i przez chwilę zastanawia się co mu napisać, ale po prostu zaczęła od tego, że spytała jak się czuje po powrocie z Bali i czy chce się spotkać. Nawet nie zdążyła jeszcze spojrzeć czy Clyde jej przypadkiem nic nie napisał (nie napisał), a Frankie już odpisał. - Ło, odrazu odpisał. Mówi, że... - marszczy czoło, bo wyczytać z tych smsów Frankiego cokolwiek jest mega trudno. Może jak sie ma takie gigantyczne paluchy jak on ma, to faktycznie cieżko pisać smski. Ale na facetime jeszcze z nim gotowa nie była. - Narazie nic nie robi, bo się troche źle czuje po podróży - cienias - Okej, to spytam, czy mogę wpaść i pomóc mu się lepiej poczuć - już to pisze, ale jeszcze spojrzała na Madoxa - Czy to brzmi już mega zdzirowato?
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Aż on się zaczął zastanawiać jak ona tymi pazurami pisze te smski, ale szło jej to bardzo sprawnie, Noriega był pod wrażeniem, kiedy ona tak stukała w ekran telefonu, który chyba miał jakieś szkło pancerne, żeby to wytrzymać. Aż się do niej przysunął, żeby to zobaczyć, nie te wiadomości, tylko to szkło, ale ona chyba myślała, że on jej patrzył w prywatną korespondencję i się odsunęła, aż Madox opadł plecami na oparcie krzesła, skrzyżował ręce na piersi, że te jego tatuaże były jeszcze bardziej widoczne. Swoją drogą to miał jakieś nowe, które by jej pokazał pewnie, bo Peach ich nie widziała, ale ona zaraz prycha na te nudesy, a potem mu oznajmiła, że ma chłopaka.
- Nowego? - zapytał, bo ona to tych chłopaków zmieniała pewnie tak często jak tipsy, za nią to dopiero Madox nie nadążał. Nie żeby go to jakoś obchodziło, bo on nigdy też do niej nie uderzał. Chociaż Peach przecież była całkiem ładna...
Wcale go nie zdziwiło, że ten Frankie odpisał od razu, ale to nawet dobrze, skoro on był nią taki oczarowany, to ona go zagada, a Madox będzie mógł się rozejrzeć w jego chacie, plan idealny. Tak idealny, że aż Noriega sobie znowu walnął szota z tego rumu. Kupi sobie za to nowy samochód, może jakieś Lambo albo Ferrari?
Ferrari w kolorze krwistej czerwieni.
Trochę się rozmarzył, ale zaraz Peach mu zaczęła opowiadać, co ten Ferrari, który niebawem ufunduje Ferrari Madoxowi, jej napisał.
Momentalnie uniósł jedną brew, kiedy powiedziała co mu napisze.
- Nie no, dobrze to brzmi - stwierdził, chociaż jakby mu tak jakaś taka hot chica jak Peach napisała, to już by sobie wyobrażał nie wiadomo co, ale trochę ją podpuszczał, żeby tego Frankiego urobiła - albo napisz mu, że wiesz jak najlepiej się wyluzuje i zaproponuj imprezę w sobotę, i dodaj, że przyjdziesz z kolegą, bo ma zajebisty towar - no tak, żeby nie było później pytań skąd on się tam wziął. A swoją drogą przecież Madox miał zajebisty towar, mógł wziąć trochę koksu, dałby go temu Frankiemu, on by się zajął Peach…
A może w ogóle mógł mu dać coś, co by go odcięło?
Pomyśli nad tym, tak jak teraz jeszcze chwilę siedzieli i myśleli co i jak napisać temu Frankiemu Ferrariemu, żeby było wiarygodnie. W końcu umówili się na sobotę. We troje.
Dziwna randka, ale Peach uważała, że to wcale nie randka, bo ona ma chłopaka, nawet rzuciła, że to Madox może iść z Frankiem na randkę, ale nie chciał, bo też przecież miał dziewczynę, a zresztą faceci nigdy go nie pociągali. Nigdy.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Madox też pewnie sie odjebał, bo obiecał, Peach jak go zobaczyła to tak powiedziała:
- O, odjebałeś się dla swojego chłopaka? - i zaśmiała się z niego, ale tylko udawała takiego chojraka, bo szczerze to się bała MAKS tego co się wydarzy w apartamencie Frankiego Ferrari. Jak wjeżdżali na podjazd i byli jeszcze w aucie to powiedziała do Madoxa, że nic nie jadła dziś, bo się mega stresuje, na co on pewnie jej powiedział, że on np już zjadł kebsa. Na odwagę zresztą wypiła już jakiegoś szocika, bo bez tego to by chyba nie weszła do windy.
Peach nic nie komentuje tego kebsa, bo co tu komentować, że Madox bedzie miał sranie? Nieważne. Sprawdza w aparacie telefonu czy dobrze wygląda i jak tylko weszli do domu Ferrari, to zaraz się ogarnia w sobie i wita z Frankim:
- Ale cie długo nie widziałam bejbs, jak tam po powrocie? To jest mój kolega o którym ci mówiłam - przedstawia Madoxa, ale nie z imienia, bo w sumie może nie powinna mówić na prawo i lewo jego imienia. Idzie się walnąć na kanape, ale jak idzie to kręci tyłkiem jakby chciała conajmniej koło fortuny wykręcić. -Ale masz chatę wielką. Sam tu mieszkasz? - tak się rozgląda, ale przy okazji to sprawdza to co jej Madox powiedział, że ma sprawdzić, czyli czy ktoś jeszcze jest w mieszkaniu. Jeszcze tak spojrzała znacząco na Madoxa, żeby nie wyglądał jak cwel, tylko podzielił się z gospodarzem tym co dla niego przynieśli.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie będzie ci zimno? - ale z drugiej strony, to jak będą siedzieć w apartamencie tego Ferrariego to pewnie nie. Zaraz jej zresztą włączył podgrzewane siedzenie, żeby sobie tyłek dogrzała.
- Dla ciebie, a co? - pewnie, że musiał jej odbić piłeczkę, że niby się dla niej tak wystroił, ale naprawdę to nie. Chociaż obrócił się do Peach, żeby zobaczyć co ona by na to powiedziała, gdyby tak jednak serio było. Pewnie zaraz zrobi mu wykład, że ma chłopaka. Może on też jej w końcu powinien powiedzieć, że ma dziewczynę, a nie wozi ją swoim BMW, żeby ją wyrwać.
Oczywiście, że on już zjadł kebsa nauczony tym, że jak ostatnio był na balu dla bogaczy, to tam mieli wątróbkę, a on jej nienawidzi, no wiec głodny by nie poszedł, jakby Frankiemu na przykład przyszło do głowy, żeby im serwować wątróbkę. Ale dla Peach nie wziął, bo myślał, że ona też sobie cos zjadła, jakieś fikuśne, instagramerskie musli z borówkami. Tylko ona mu zaraz powiedziała, że wcale nie, tylko walnęła sobie szota. Też fajnie, tylko, żeby jej później nie musiał wynosić z tej imprezy.
Weszli do tego apartamentu Frankiego Ferrariego i Madox od razu się od progu rozglądał, chociaż jak ich Peach przedstawiła i zbili sobie piątkę, to sobie pomyślał, że ten Franki to ma łapy jak niedźwiedź, aż się zastanowił, czy on serio da sobie z nim radę.
Ale on by nie dał? Jak on to żył tylko treningami, napierdalankami i prochami. No i teraz swoja laską, żeby nie było.
- Mateo - zmyślił sobie fajne imię, bo w końcu miał grać jakiegoś fajnego typa. Fajny koks też miał mieć, więc kiedy Peach poszła na kanapę, to on też zaraz za nią ruszył i już siada gdzieś przy jej nogach, a potem sobie przyciąga jakiś złoty stoliczek.
- No fajna chawira, pewnie masz tu z osiem łazienek, a masz jacuzzi, Peach lubi bąbelki - rzucił, kiedy już sypał koks na ten złoty stoliczek, a Franki coś zaczął, że ma tylko trzy łazienki, ale ma wannę z masażem, ale, że zaraz przyniesie dla Peach bąbelki, i poleciał po szampana. A Noriega tylko rozłożył ręce na to spojrzenie brunetki, że on ją tak wjebał w jakąś "spula kopiel".
- Dosyp mu tego do szampana, jak poprawi koksem, to wyzgonuje - i już jej daje małą samarkę z białym prochem - a ja odwrócę jego uwagę... - może lepiej by było jakby jednak Peach to zrobiła?
No ale już słowo się rzekło, a Franki wrócił z szampanem i trzema kieliszkami i im polewa, ale najpierw to strzelił korkiem w sufit.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
No ale tak, wiedziała że nie dla niej się odwalił, tylko na akcje, bo ojej przecież obiecał. Trochę się zdzwila, że on taki zakutany w futra jeździ, no może ma problemy z chorobami jak każdy Latynos.
Jakoś od Choroby się uchroniła jednak na szczęście chyba wenerycznej, jak się okazało że Frankie nie ma bąbelków. Niby się zaśmiała, ale szczerze to jakby miała teraz iść do jacuzzi to chyba by się wkurwila, bo musiałaby bez niczego, a wiadomo że takie chłopy to by wtedy tylko się na nią gapiły i nic by nie załatwili.
Madox posypuje a ona zagaduje Frankiego o dziewczynę z Bali, ten jej mówi, że babka w piach się zapadła, nie wiadomo gdzie jest, wzięła torbę i wyszła z domu, peach kiwa głową niezdecydowana co zrozumiała z tego co mówił do niej Frankie, ale widać że on już tak w nią wlepia te swoje ślepia małe i pręży muskuły, bo pewnie jest już gotowy na kolejne amory.
Poszedł po ten szampan, a Peach oczy na Madoxa już przerażone, że chciał ją wjebac w taką sytuację, no ciekawe co by zrobił jakby ten wielkolud zaczął się do nieinwazyjnych tym hot tub dobierać. Wzięła ten proszek i chciała jeszcze zaprzeczyć
-Lepiej jak ja…- ale no nie wyszło i już przylazł z szampanem. Ta już klaszcze w dłonie zachwycona - Ojej, wspaniale. Celebration że jesteśmy tutaj wszyscy w Toronto! - patrzy jak chłop jej polewa i przesunęła palecem po torebeczce z proszkiem, który trzymała przy udzie pod sukienka. Frankie zaczyna gadać coś o mieszkaniu, śmieje się jak glupol i wspomina że nie mają się co bać bo on ma tu 3 ochroniarzy. Peach uśmiecha się wciąż, ale zastanawia jak oni zrobią przeszukanie jak tu są goryle. Nagle jednak Frankie wstaje żeby już po koksie pokazać im jakieś zdjęcia które wydrukował, a ona mu wtedy dosypuje, ale oczywiście ręką jej się omsknęła i trochę też do niej do kieliszka wpadło i też na stół. Zaraz to sprząta i z kurzem już z ręki wrzuca to do jego szklanki.
@mado
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Albo było?
Jemu to nigdy nie można ufać.
Noriega by się pewnie nie gapił, gdyby nagle wyskoczyła z ciuszków i poszła do tego jacuzzi! No dobra... nie oszukujmy się, na pewno by się trochę pogapił, ale nie był jakimś Frankim Ferrarim pozbawionym krzty kultury.
Madox za to był bardzo kulturalny, więc kiedy posypał koks, kiedy już go pozgarniał w ładne kreski, równiutkie, grube szczury, to najpierw spojrzał na Peach, czy nie chce?
Pewnie nie chciała, bo wiadomo, że koks to już przeżytek, instagramerki to teraz walą keratynę, czy coś. Zresztą takie laski rzadko dają w kipę, zawsze wolą piksy, albo jakieś kartony. Madox to trochę się na tym znał, w końcu prowadził klub, i to nie byle jaki.
Już miał częstować Frankiego, ale jeszcze się grzebał, aż tamten poszedł po szampana. No i jak poszedł to on w tym czasie zwinął stówkę w ładny rulonik, pochylił się nad tacą i wciągnął jedną kreskę, na jedną dziurkę, aż musiał oko zmrużyć. Podniebienie momentalnie mu zdrętwiało i on tak trochę bełkocze do tej Peach.
- Lepiej jak mu dopsypiesz, ja go zaljebiście zafgadam - już jej nawija wystrzelony, aż się zerwał z miejsca i podskoczył dwa razy, bo go już nosiło. I wiadomo już mu się włączył tryb króla życia i władcy świata.
Madox to w ogóle nie słucha tego Frankiego, tylko łazi po salonie, w jedną i w drugą, jak jakiś dziki kot w klatce, czarna pantera na kokainie.
Ale ten Frankie poszedł po jakieś zdjęcia i wtedy Madox patrzy na Peach, żeby teraz sypała i nawet zobaczył, jak ona to nieumiejętnie rozsypuje po stole, a nawet do swojej szklanki.
No może jak wypije tyle to jej nie odetnie? Nie powinno. Chyba nie...
Frankie wraca jak ona jeszcze tam sprząta, a Madox krzyczy nagle.
- O kurwa pingwin! - wskazuje na okno, aż ten Frankie Ferrari doskoczył do niego i się pyta gdzie, a Noriega tylko macha rękami - o chuj, wydawało mi się, a to drzewo - wzruszył ramionami, a Frankie patrzy na niego jak na debila, ale Noriega zaraz go walnął w ramię, a chłop okazał się twardy jak skała jakaś - mocny towar - kątem oka zobaczył, że Peach zgarnęła wszystko ze stolika do tego kieliszka Frankiego, więc Madox go już prowadzi do stolika. A zaraz łapie dwa kieliszki i temu Frankiemu daje odpowiedni, z tym syfem.
- No to zdrowie! - rzucił i jeszcze skinął Peach głową, żeby piła, a potem się stuknęli wszyscy i Madox to od razu wychylił ten swój kieliszek, do dna, a jak Frankie to zobaczył, to też musiał wychylić, bo co on gorszy będzie niż jakiś Mateo?
Nie był, wyjebał wszystko i jeszcze się oblizał. A Noriega go już klepie po plecach.
- Dawaj kreskę ziom - i mu daje studolarówkę...
Tylko ten cwel nagle kichnął! A ten cały koks poszedł na nich wszystkich na Madoxa, na Peach, i na Frankiego.
- Ja jebię! Co ty kur... - zaczął Madox, ale Ferrari już się tłumaczy, że ma katar, ale ma też koks, więcej koksu, w piwnicy. Noriega spojrzał na Peach, co ona na to, a ona ma tą kokainę wszędzie, bo akurat siedziała na przeciwko Frankiego i jej się najgorzej oberwało, na pięknych czarnych włosach i na policzkach nawet. Na rzęsach też...
Frankie już wystawia do niej te swoje łapy, żeby ją otrzepać, ale ubiegł go wystrzelony Madox. Może dlatego, że był właśnie naćpany? A może po prostu nie da żeby Frankie ją tak miział po buzi, jak on to zaraz zrobił?
Przesunął palcami po jej oczach, lekko, a później po policzkach.
- Nie zaciągaj się... - powiedział bezgłośnie, tak, żeby ona to czytała z ruchu jego ust. Bo to jednak wiedział, że jak ona wymiesza teraz to co wypiła z koksem, to na bank ją zetnie. Odpłynie.
Peach J. Pepper