Tak właściwie to w ogóle jej nie znał. Znaczy - trochę znał. Wiedział, że miała na imię Maddie, że pracowała w barze, że była prowokacyjna do bólu i miała cholernie seksowne ciało, które dla niego grało główną rolę w ich wspólnej relacji, przynajmniej na razie. Jednak nie wiedział, jaką miała przeszłość, i nie wiedział, jak wiele wycierpiała w swoim życiu. Nie wiedział też, ile musiała znieść, ile osób ją zostawiło i ile przy niej zostało. A chciał się dowiedzieć, naprawdę cholernie chciał ją lepiej poznać i chciał po prostu wiedzieć wszystko. Jakie kwiaty lubiła, jaką kawę lub herbatę piła codziennie rano, czy potrafiła pływać i czy kiedykolwiek była na kempingu. Nigdy tak nie miał - był przyzwyczajony, że ludzie przychodzą i odchodzą, zwykle się do nich nie przywiązywał, jednego dnia była Monica, drugiego Elisabeth, a trzeciego Jessica, ale... z Maddie było inaczej. Była jak
narkotyk. Chciał jej więcej i więcej, jak narkoman na głodzie. Gdy jej nie było, szukał sposobu, aby się przy niej znaleźć. A gdy już przy niej był, nie chciał odchodzić. Dziś również tak było. Miał jej tylko oddać tę jebaną bransoletkę, po prostu podać jej błyskotkę przez próg i wrócić do auta. A zamiast tego nawet nie wiedział kiedy znalazł się na jej kanapie i patrzył na jej skupioną twarz, gdy opatrywała jego rozcięte usta.
-
A jeśli potrzebowałem to... co? - odparował krótko, rzucając jej wyzywające spojrzenie. Nie potwierdził, nie zaprzeczył, po prostu odbił piłeczkę w jej stronę, bo był ciekawy jej reakcji i zastanawiał się, jak długo będzie musiał czekać, aż jej zadziorna maska pęknie. Chciał sprawdzić, czy zobaczy na jej twarzy szok, czy może to samo miękkie spojrzenie, którym obdarzyła go w Nowy Rok, a o którym za nic w świecie nie potrafił zapomnieć. Tak naprawdę obstawiał trzecią opcję - że znów rzuci prowokacyjną półprawdę, pół żartem, pół serio i trochę mocniej przyciśnie gazik do jego twarzy w ramach rewanżu.
Wypuścił powietrze z płuc, próbując przyjąć wygodniejszą pozycję na kanapie, ale przy głębszym wdechu poczuł ostre kłucie w prawym boku. Miał tylko nadzieję, że tego nie zauważyła, bo nie miał ochoty jej się tłumaczyć.
-
Fajne porównanie, ale między mną a tobą nigdy nie chodziło o „sens” - mruknął pod nosem, lekko unosząc brodę, aby miała lepszy dostęp do jego twarzy, gdy manewrowała gazikiem. -
Chodziło o to, że jak już raz cię dotknąłem, to cała reszta świata nagle stała się nudna. Więc przestań mi tu cytować mądre przysłowia i przyznaj po prostu, że te trzy dni bez „zjadania ciastka” były dla ciebie taką samą męczarnią jak dla mnie.
Nie chciał jej spłoszyć, ale... Jak szło to przysłowie?
Daj palec, a wezmą całą rękę? Chyba tak to szło. Maddie dała mu palec, a on chciał jej całą rękę, nogę, tułów. Był uzależniony od adrenaliny, a ona mu ją gwarantowała. Pierwsza rozmowa. Pierwszy drink. Pierwszy taniec.
Pierwszy pocałunek.
Wszystko z nią było nowe, świeże i cholernie nieprzewidywalne. Alexander łapał się na tym, że zamiast planować kolejny ruch na sali treningowej czy na mieście, analizował każde jej spojrzenie. Stała się jego nową fiksacją - zagadką, której nie chciał rozwiązywać za szybko, żeby zabawa trwała jak najdłużej. Chciał odkrywać każdy centymetr tej dziewczyny, sprawdzać, gdzie kończył się jej cięty język, a zaczynało coś, co sprawiało, że traciła oddech. Potrzebował tego dreszczu, jaki czuł tylko wtedy, gdy była blisko. Tak jak teraz, gdy w nozdrzach czuł jej zapach i widział w jej oczach, że wcale nie jest jej obojętny. Chyba.
-
Świat do stóp? Brzmi potwornie nudno, Lennox. Co byś z nim niby zrobiła? Postawiła na półce obok szklanek? - mruknął, nie odrywając wzroku od jej oczu. Ułożył usta w ten swój denerwujący, leniwy uśmiech, starając się za wszelką cenę zachować pozory swobody, ale prawda była taka, że gdzieś w środku poczuł nagłe, irytujące ukłucie. Poczuł czystą, prymitywną zazdrość na samą myśl o tym, że jakiś inny facet mógłby mieć Maddie na własność. Że mógłby na nią patrzeć tak jak on teraz, albo że ona w ogóle mogłaby mu na to pozwolić. Sam fakt, że ta wizja tak go ruszyła, wkurzał go bardziej niż to rozcięcie na wardze. I pewnie ta wizja ruszyłaby go jeszcze bardziej, gdyby nie był takim ignorantem i zainteresowałby się światem wokół niego. Jednak Lex nie był typem faceta, który rano przeglądał nagłówki gazet albo śledził debaty polityczne w telewizji. Dla niego ten świat był równie odległy i nudny, co życie na innej planecie. Na cholerę miał sobie zawracać głowę ludźmi w krawatach, skoro jedyne garnitury, z jakimi miał do czynienia, należały do prawników wyciągających go z kłopotów albo do tych nadętych bogaczy, którzy chcieli postawić na niego pieniądze w nielegalnej walce? Nie miał pojęcia, że Madison była kimś więcej niż barmanką z Downtown. Nie wiedział, że pod tą skórą i ciętym językiem kryła się córka polityka i wpływowa „księżniczka” z dobrego domu. Dla niego była
zagadką, którą chciał rozwiązać na własnych zasadach. I jakoś nie chciało mu się wierzyć, że Maddie marzyła o garniturach, kwiatach, klęczkach i całej tej różowej otoczce amantów, którzy mogliby próbować zawrócić jej w głowie.
Jak będziesz niegrzeczny to wyciągnę kajdanki.
-
Kajdanki... - powtórzył powoli, jakby smakował to słowo na języku. -
Brzmi kusząco, ale oboje wiemy, że nie musisz mnie wiązać, żebym został dokładnie tam, gdzie chcesz.
Zawiesił wzrok na jej ustach, czując, jak napięcie między nimi gęstnieje do granic wytrzymałości. Chciał poczuć smak tego zaproszenia. Chciał sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak odważna, na jaką wyglądała z tym specyficznym blaskiem w oku. Mocniej zacisnął palce na kanapie. Tak bardzo chciał ją dotknąć, przyciągnąć do siebie i sprawdzić, czy pod tymi prowokacyjnymi tekstami jej skóra jest równie gorąca jak propozycje. Zwykle nie czekał i brał to, co mu się tylko podobało, bez zbędnego owijania w bawełnę. Jednak oni grali w grę, w której stawka rosła z każdym ruchem. Czuł, że wystarczył tylko jeden gwałtowny, nieostrożny i nieprzemyślany krok, żeby stracić ją bezpowrotnie, a tego bardzo, ale to bardzo nie chciał.
Alexander skrzywił się lekko na jej kolejne słowa.
Pechem można nazwać zgubiony portfel, stłuczkę, a nie obitą buzię. Nie uwierzyła mu. Patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, a w jego głowie biła się myśl, czy powinien dalej brnąć w te swoje bzdury, czy po prostu odpuścić. I bardzo szybko się okazało, że z Maddie odpuszczenie wydawało się jedyną sensowną opcją.
-
Brutalna szczerość. To twoja nowa metoda leczenia czy po prostu lubisz patrzeć, jak się wiję? - odparował, odwzajemniając jej głębokie spojrzenie. -
Masz rację, portfela nie zgubiłem. I gdyby to była stłuczka, to auto wyglądałoby gorzej niż ja, a póki co ma się całkiem nieźle.
Obserwował ją uważnie, aż kilka minut później rzuciła gazik na stół, odgarnęła mokre włosy z czoła i posłała mu najbardziej diabelski uśmiech z tych, które zdążył u niej poznać.
Skoro ten widok uśmierza Twój ból, to może mam pomysł jak go wyleczyć całkowicie. Bez słowa wyjaśnienia usiadła na nim okrakiem -
jej ciężar na jego udach,
jej dłonie na ramionach i ten
jej bezczelny sposób, w jaki poprawiła się na jego kolanach, sprawiły, że krew zawrzała mu w żyłach. Zapomniał o bransoletce, zapomniał o ringu, zapomniał nawet o tym, że jeszcze przed chwilą ledwo łapał oddech. Teraz liczyło się tylko to, że miał ją dokładnie tam, gdzie chciał.
Znowu. Był pieprzonym
artystą i
magikiem. Gdy zagryzła wargę, patrząc na jego usta, poczuł, że wszelkie hamulce za moment znikną. Bliskość Maddie była nowością, którą chciał chłonąć każdą komórką ciała. Nie znał jej przeszłości, nie wiedział nic o politycznych salonach ani o tym, ile osób ją zostawiło, ale w tej sekundzie wiedział jedno - ta dziewczyna była jego najbardziej niebezpiecznym uzależnieniem.
-
Tydzień bez ciebie to o siedem dni za dużo, żeby zachować jakiekolwiek pozory zdrowego rozsądku, Madison - wychrypiał. Pierwszy raz użył jej pełnego imienia, patrząc jej przy tym prosto w oczy i odruchowo zaciskając dłonie na jej biodrach. Nie mógł się powstrzymać i przesunął jedną dłoń trochę wyżej, pod jej koszulkę, w okolice talii. Znów zagryzła wargę, znów posłała mu powłóczyste spojrzenie i znów zerknęła na jego usta.
Cholera. Demon, nie kobieta. Czuł, jak pod jego palcami skóra Maddie delikatnie zadrżała, co tylko podkręciło i tak już napiętą atmosferę. Każda chwila pełna jej bliskości była jak dolewanie benzyny do ognia. Kiedy zapytała o tę jebaną wargę, Lex poczuł, że resztki jego samokontroli właśnie idą w zapomnienie.
-
Warga? - powtórzył nieco niecierpliwie. -
Przestała boleć w chwili, gdy usiadłaś mi na kolanach.
Nie zamierzał dłużej czekać na jej zaproszenie. Jednym zdecydowanym ruchem przyciągnął ją jeszcze bliżej, tak by ich klatki piersiowe niemal się ze sobą zderzyły, a jego druga dłoń powędrowała na jej kark, wplatając się w te jej jasne włosy. Uwielbiał to robić. Jeszcze bardziej uwielbiał delikatnie odchylać jej głowę do tyłu, zmuszając ją, by odsłoniła przed nim jasną, delikatną skórę na szyi. Pochylił się i złożył palący, drapieżny pocałunek tuż pod jej uchem. Przesunął nosem po jej skórze, chłonąc jej zapach wymieszany z owocową nutą żelu pod prysznic. Jednocześnie ta dłoń Alexa, która do tej pory spoczywała na talii blondynki, powędrowała wyżej. Wsunął ją głębiej pod materiał koszulki, rozprostowując palce na jej gołych plecach.
-
Wiesz, że nikt nie będzie cię trzymał tak jak ja, prawda? - wyszeptał prosto do jej ucha i złożył trzy powolne pocałunki na jej szyi. Po chwili zmienił nacisk dłoni na jej karku, delikatnie nakierowując ją z powrotem na siebie. Gdy patrzył jej głęboko w oczy, chyba nie musiał nic więcej dodawać. To był ten moment, w którym nie chciał dłużej czekać. Bez uprzedzenia skrócił dystans między nimi i złożył na jej ustach niecierpliwy pocałunek, który nie miał w sobie nic z delikatności. Był po prostu głodny, surowy i desperacki. Lex wbił palce głębiej w jej włosy, pogłębiając pocałunek i na moment zapominając o całym świecie poza tym, jak smakowała Maddie - a smakowała pastą do mycia zębów - i o tym, jak bardzo pasowała do jego ramion.
Maddie Lennox