-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie spodziewała się tej wiadomości. Zdecydowanie nie spodziewała się tej wiadomości. I to do tego stopnia, że przez dłuższą chwilę w ogóle zastanawiała się, czy powinna odpisywać, a jeśli tak to, co powinna odpisać. Jeśli jakąś relację można było zakwalifikować do tych z kategorii skomplikowanych to właśnie tą. Właściwie nawet nie była w stanie powiedzieć na jakim byli etapie…
Ale czy miała coś do stracenia? To tylko jedna randka. Oczywiście, że przez jej głowę przemknęło całe mnóstwo wątpliwości i miała przygotowanych przynajmniej kilka ripost o tym, że była opcją zapasową i czy wszystkie jego modelki były w ten weekend zajęte, ale póki co zostawiła to dla siebie.
Przecież mogło być miło, prawda? Wiedziała, że tak.
To te wszystkie dobre momenty sprawiały, że nie zablokowała jego numeru, że nie odwracała się na pięcie, gdy wpadali na siebie na mieście albo u wspólnych znajomych. Miał w sobie coś, co sprawiało, że wracała jak bumerang i chociaż nie była z tego dumna, później pluła sobie w brodę i obiecywała, że to ostatni raz – ciągle to robiła. Głupia, głupia, glupia…
Powtarzała to sobie też, gdy siedziała już w taksówce, która wiozła ją pod ten dobrze znany jej adres, ale mimo wszystko nie zawróciła. Nie poszła po rozum do głowy i ostatecznie zadzwoniła do odpowiednich drzwi. Walentynkowa randka u Joela… no naprawdę! Jeszcze raz przeklęła się w myślach, ale gdy otworzył jej drzwi, gdy przesunęła spojrzeniem po męskiej sylwetce a ostatecznie ich spojrzenia się spotkały – i tak kolana się pod nią ugięły. Trudno było nie być w takim momencie naiwną. Uśmiechnęła się i weszła do środka.
- Kolacja w walentynki… nie wiem, czym sobie zasłużyłam, Delaney. – rzuciła swobodnie, gdy zdjęła płaszcz i mogła się rozgościć – Nie mów, że się stęskniłeś… albo w sumie mów? To mogłoby być dobre dla mojego ego. – bo cóż, nie dało się pominąć tego, że te wszystkie zawirowania w jej życiu prywatnym bardzo mocno odbiły się na jej pewności siebie. Dobrze, że chociaż miała jeszcze pracę i tam nic się nie zmieniało. Nic dziwnego, że tak bardzo skupiała się na swojej karierze, gdy była to jedyna stała w jej życiu. No a przynajmniej była bardziej stabilna niż mężczyźni! – Cieszę się, że napisałeś. – bo była naiwna i cieszyła ją ta odrobina zainteresowania.
Joel Delaney
-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Walentynki nie były dniem, który kiedykolwiek miał w zwyczaju świętować. Początkowo nawet wcale nie wiedział, że wypadają akurat w tę sobotę, którą miał wolną, ale to go nie powstrzymało, żeby napisać do Love i zaprosić ją na kolację. Do siebie. Taką prawdziwą, którą sam zamierzał przygotować od A do Z, bo choć na co dzień wsuwał specjalnie dla niego przygotowany katering, to naprawdę lubił gotować. Postanowił przygotować nawet swoje popisowe żeberka w miodzie, pieczone razem z warzywami, które zamarynował już dzień wcześniej, żeby nasiąkły smakiem i w sobotę były gotowe do upieczenia. Tak jak zaplanował, tak też zrobił i gdy wszystko siedziało grzecznie w piekarniku, wino chłodziło się w lodówce, a stół został nakryty (bardzo podstawowo, bo Joel nie miał głowy do jakichś obrusów czy innych ozdobników), poszedł się przebrać. Założył beżową, casualową, lnianą koszulę z długim rękawem i materiałowe, brązowe chinosy i spryskał się ulubionymi perfumami, ostatni raz przeglądając się w lustrze, gdy rozległ się dzwonek do drzwi.
Poszedł niepośpiesznie otworzyć, a gdy tylko zobaczył przed sobą Love, na jego ustach pojawił się łagodny, trochę nonszalancki uśmiech.
Wpuścił ją do mieszkania i pomógł w zdjęciu płaszcza, odwieszając go gdzieś na wieszak.
- To dzisiaj są walentynki? - udał szczerze zaskoczonego, ale zaraz kącik jego ust drgnął ku górze. - Nie wiedziałem - dodał, lekko wzruszając ramionami, ale ten zadziorny błysk w oku zdradzał, że tylko się z nią tak perfidnie przekomarzał.
- Czy się stęskniłem się? Hmmm - powtórzył słowa brunetki, jakby sam się nad nimi musząc chwilę zastanowić. Wtedy podszedł do niej bliżej, ułożył dłonie na jej biodrach i wlepił spojrzenie w ładną buzię. - A może po prostu nie mogłem pozwolić na to, żebyś poszła na walentynkową randkę z kimś innym? - zapytał, przekrzywiając głowę lekko na bok. Och, w życiu by nie przyznał, że się za nią stęsknił. Wolał odbić piłeczkę i uciec z tego niewygodnego pytania. Bo tęsknienie za kimś oznaczało emocje. A on swoje starał się trzymać na wodzy tak bardzo, jak było to możliwe.
- Cieszę się, że przyszłaś - odparł i chwycił Love za dłoń. - Chodź - powiedział i poprowadził ją do kuchni, zostawiając brunetkę przy wysepce. Sam sięgnął do szafki po dwa kieliszki na wino i postawił je tuż obok niej. Wtedy wyjął ze specjalnej, małej lodóweczki butelkę czerwonego wina i zaczął szukać w szufladzie korkociągu, bo zawsze go gdzieś gubił.
- Dzisiaj szef kuchni serwuje żeberka w miodzie z pieczonymi warzywami, mam nadzieję, że lubisz? - zerknął na nią przelotnie, podczas wkręcania się w korek. Następnie z cichym pyknięciem otworzył butelkę i powąchał korek, oceniając jakość trunku jeszcze przed degustacją.
- Ale to jeszcze chwilę, muszą się dopiec - dodał i rozlał wino do przygotowanych kieliszków, jeden od razu wręczając Love. Swój również wziął z blatu i wystawił w kierunku Roderick, by się z nią stuknąć.
Love Roderick
-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Jest to zaskakująca forma zaangażowania, Delaney… – umówię się, żeby nikt inny nie mógł? Znowu uśmiechnęła się pod nosem, ale jednocześnie nawet na moment nie odwróciła uwagi od jego twarzy. Sunąc spojrzeniem od oczu do ust i z powrotem – Na szczęście mogłeś przegrać tylko z wypadem w jakieś ciepłe miejsce. Chociaż może wcale nie na szczęście… – rzuciła przekornie i żartobliwie, marszcząc przy tym nos. Ale tak… możliwe, że dochodziła do etapu w życiu, w którym zwyczajnie chciałaby mieć z kim spędzić walentynki. Z kimś, kto z pełną premedytacją i świadomością chciałby je spędzić właśnie z nią. Nierealne…
Pozostało jej cieszyć, że on cieszył się, że przyszła. Nie broniła się, dała się poprowadzić do kuchni, rozglądając się po niej i oceniając dzisiejsze straty. Tylko, że cokolwiek przygotowywał pachniało zaskakująco dobrze, a ona chyba go od tej strony nie znała. Oparła się o blat wyspy i obserwowała jego poczynania… ładnie pachnąca kolacja, czerwone wino – naprawdę się postarał.
- Lubię szefa kuchni. Mam nadzieję, że to wystarczy... Bo gdzie zamawiałeś? – zażartowała, zachowując przy tym jednak niewzruszoną twarz. Bo przecież nie jego lubiła, prawda? Do tego tak prosto i otwarcie przyznać się nie mogła! Nawet jeśli to właśnie zrobiła, a błysk w jej spojrzeniu nie pozostawiał złudzeń. Odebrała też od niego kieliszek i wyprostowała się, wyciągając kieliszek w jego stronę – Za ten szczęśliwy zbieg okoliczności, że mamy wolną sobotę i nikogo lepszego do spotkania się. – nie mogła sobie odmówić, upiła niewielki łyk alkoholu – Więc… co słychać? Skoro mamy jeszcze chwilę… – wskazała głową na piekarnik, jednocześnie odstawiła kieliszek na blat, a sama sięgnęła do męskiej koszuli, łapiąc go za nią i lekko przesuwając w swoją stronę tak, żeby mogła zarzucić łapska na jego ramiona – … będziemy rozmawiać?
Joel Delaney
-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Zostawiać mnóstwo niedopowiedzeń, grać słowami, mącić. Wszystko, żeby tylko nie przyznać się do tego, że zwyczajnie lubił spędzać z nią czas. Tak po prostu, bez większych powodów.
I oczywiście, że wiedział, że są walentynki, ale do tego akurat nie przykładał żadnej uwagi. Tak szczerze, a nie tylko w oficjalnej wersji dla Love. Nigdy ich nie obchodził, drażniły go wszechobecne serduszka i kolor czerwony, uważał to za kicz, cringe i nie wiadomo co jeszcze. Więc tak, puścił te całe walentynki w niepamięć, skupiając się teraz w pełni na ślicznej brunetce przed nim i tym, co dla niej zaplanował.
- A to nie jest tak, że cały jestem po prostu zaskakujący? I to cię kręci we mnie najbardziej?- wprawdzie tak trochę było. Love nigdy nie mogła być w stu procentach pewna, czego może się po nim spodziewać. On właściwie też tego do końca nie wiedział. - Chyba że się mylę, to mnie popraw - wzruszył ramionami. Ale fakt, zaleciało trochę psem ogrodnika - sam nie wezmę, ale inny też nie będzie cię miał. Bo to nie tak, że był przecież o nią zazdrosny… On po prostu nie był fanem dzielenia się. A randkowanie z kimś innym oprócz niego, z pewnością się do tego zaliczało.
- Planowałaś gdzieś przede mną uciec, huh? - zapytał z rozbawieniem majaczącym w głosie. Czy to spontaniczne zaproszenie na prawdę by ją powstrzymało, gdyby miała już te bilety w tropiki w dłoni? Było to zastanawiające, ale Joel przecież nie zamierzał jej o to dopytywać. Z drugiej strony, mógłby lecieć razem z nią, gdyby nie to, że za dwa dni grał kolejny mecz.
Przeszli do kuchni, a brunet zaczął się po niej krzątać, nie zauważając nawet oceniającego wzroku Love, który błądził po blatach. Żadnych strat nie było, bo choć niewiele osób o tym wiedziało, to Delaney lubił gotować i robił to całkiem dobrze. No dobra. Czasami przyeksperymentował sobie za bardzo i całe danie trafiało do kosza, ale na ogół było smacznie. Pewnie gdyby nie fakt, że miał tę dietę pudełkową, to gotowałby częściej, ale w obecnej sytuacji pozostawiał to na specjalne okazje. Jak ta.
- Ha. Ha. Żartowniś z ciebie - przelotnie popatrzył na brunetkę z ukosa, zaraz wracając do nalewania wina. Nawet nie próbował zaprzeczać, że dzisiejszy obiad nie pochodzi z żadnej restauracji, bo doskonale wiedział, że się z nim przekomarzała. A może jednak naprawdę wątpiła w jego umiejętności kulinarne? Nie dawał jej zbyt wielu powodów do tego, by mu wierzyła. Ale nawet jeśli, to dzisiaj miało się to zmienić. Mięso grzecznie siedziało w piekarniku i coraz lepiej pachniało, więc nic nie zwiastowało jakiejś niespodziewanej klęski.
Love wygłosiła toast, a Joel skomentował to uśmiechem i delikatnie stuknął swoim kieliszkiem o jej. Upił niewielki łyk alkoholu, zaraz swoją uwagę znowu skupiając na Roderick. Powiódł wzrokiem za jej dłonią, gdy ostawiała szkło na blat i sam uczynił to samo, jakby przewidując, że mogą mu się teraz przydać wolne ręce. I nie mylił się, bo gdy Love chwyciła go za koszulę i przyciągnęła bliżej siebie, nie protestował. Uśmiechając się łobuzersko, patrzył na jej śliczną buzią, a jego duże dłonie niemalże z automatu wylądowały na jej biodrach.
- A co? Chcesz mi zaproponować jakąś lepszą rozrywkę niż rozmowa? - zapytał, po czym mocniej zacisnął palce na czarnym materiale sukienki i bez wysiłku podniósł Love, sadzając ją na blacie wyspy przed sobą. Różnica wzrostu przez większość czasu wcale mu nie przeszkadzała, ale czasami wolał sobie ułatwić życie, niż łamać kark schylając się. A teraz było mu znacznie wygodniej, więc wślizgnął się między jej nogi, całkowicie niwelując dzielący ich dystans. Popatrzył wtedy prosto w błyszczące oczy Love, ale dość szybko jego spojrzenie uciekło niżej, prosto na pełne usta brunetki. Zwilżył końcem języka swoje wargi i pocałował ją. Powoli i namiętnie. W tym samym czasie jedna dłoń niesfornie zjechała niżej, na pośladek Roderick. Drugą zaś podniósł, przesuwając kciukiem po gładkiej skórze policzka, by finalnie wsunąć opuszki palców między miękkie kosmyki jej włosów.
Love Roderick
-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
I właściwie sama nie wiedziała, czego się po nim spodziewać w kwestii gotowania. Podziwiała, że przygotował coś sam i była ciekawa, bo chyba trochę ją tym zaskoczył. Pozytywnie zaskoczył. Czy to, że się tak wysilił znaczyło, że mu zależało? Jakoś? Oczywiście, że jej myśli drgnęły w tym kierunku, za co momentalnie się zganiła i tylko ładnie do niego uśmiechnęła.
Mniej myślenia, Roderick. Mniej myślenia!
A kiedy jego dłonie znalazły się na jej biodrach i przeszył ją całkiem przyjemny dreszcz wiedziała, że popiera ten plan – nawet jeśli go nie znał. Ten na mniej myślenia – Nie wiedziałam, że przyszłam cię tu zabawiać… że po prostu moje towarzystwo jest dla ciebie atrakcją samą w sobie. – rzuciła przekornie, podśmiechując się pod nosem, gdy z łatwością posadził ją na blacie, a ona rozsunęła uda, żeby mógł zająć miejsce między nimi. Jej krótka sukienka niebezpiecznie podsunęła się w górę uda, ale prawdę powiedziawszy była to ostatnia rzecz, którą się przejmowała. Na krótki moment ich spojrzenia się spotkały, a kolejny przyjemny dreszcz rozszedł się po jej karku i tylko mocnej zacisnęła palce na jego koszuli. Mruknęła zadowolona prosto w męskie wargi, bo tak… takie niemyślenie chodziło jej po głowie. Miękko i spokojnie odwzajemniła męski pocałunek, przysuwając się do niego mocniej i ciaśniej… z każdą kolejną sekundą chcąc od niego więcej – Mhm… to mój ulubiony rodzaj dyskusji. – wymamrotała rozbawiona w męskie wargi, drażniąc je ciepłem swojego oddechu, ponownie odnajdując spojrzenie Joela – To… jak długo możemy się całować zanim szef kuchni coś przypali? – dodała rozbawiona, bo nie mogła sobie darować, no nie mogła! Póki co wszystko było bezpieczne i pachniało doskonale, ale jak bardzo mogli się zapomnieć?
Tym bardziej, że chciała się zapomnieć. A on mógł poczuć drobną kobiecą dłoń, wsuwając się pod jego koszulę, gdzie drażniąco musnęła skórę na jego umięśnionym brzuchu. Jak mogłaby nie mieć do niego słabości? Niemożliwe.
Joel Delaney
-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Zabrzmiało to bardzo płytko - stwierdził po chwili. - Nie ładnie tak patrzeć na kogoś tylko przez pryzmat jego… Centymetrów - dodał i rzucił brunetce wymowne spojrzenie. Nie precyzował już, o jakie centymetry dokładnie mu teraz chodziło.
Fakt faktem, że Joel na wzrost nie mógł narzekać i nigdy nie rozumiał tej całej dramy, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się powyżej 180 centymetrów, bo z jego dwoma metrami absolutnie go to nie dotyczyło. Ale trzeba przyznać, że słowa Love, choć wypowiedziane żartobliwie, gdzieś wewnątrz lekko ubodły jego przerośnięte ego. Na szczęście nie należał do osób, które nadmiernie wszystko analizowały, więc nie doszukiwał się tutaj drugiego dna.
Zresztą, szybko o tym zapomniał, gdy Love powiedziała, że wcale nie chciała uciec przed nim. Było to swego rodzaju pocieszenie, bo tak, był doskonale świadomy tego, że potrafił dać jej w kość. I kompletnie by się nie zdziwił, gdyby w końcu spakowała walizkę i zniknęła bez słowa. Choćby na trochę. Zaraz zmarszczył jednak brwi.
- Coś się dzieje? - zapytał. Wolał wiedzieć, czy za tym niewinnym wyznaniem stały jakieś większe problemy, niż brak witaminy d i śnieżyce. Joel aż tak nie odczuwał tej przeklętej zimy, bo cały czas podróżował. Grał mecze w przeróżnych miastach w Stanach i raz trafiał do gorącego Miami, a innym razem do przyjemnej o tej porze roku Kalifornii. Potem wracał na kilka dni do zasypanego śniegiem Toronto i zaraz znowu ruszał w drogę, co czasami było dla niego dość męczące. Ale absolutnie nie narzekał!
- Tak Love, twoje towarzystwo jest dla mnie atrakcyjne, jeżeli potrzebujesz jeszcze potwierdzenia - odparł, bawiąc się wypowiedzianymi przez nią słowami. Myślał, że było to oczywiste, bo w innym wypadku nawet nie pomyślałby o tym, żeby zaprosić ją tutaj w wolną sobotę, których nie miał ostatnio zbyt wiele.
A chwilę później stał już między jej udami, starannie, bez pośpiechu muskając jej pełne wargi swoimi. Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy Love stwierdziła, że takie dyskutowanie lubi najbardziej, bo całkowicie popierał jej zdanie. Jej ciepły oddech przyjemnie go połaskotał, więc Joel szybko skradł jej kolejnego buziaka, lekko go przeciągając, ale zaraz z ust Roderick padło dość istotne pytanie.
Delaney zerknął przez ramię na piekarnik, prowadząc w głowie szybkie kalkulacje. Z pewnością nie myślał teraz do końca trzeźwo, bo miał przed sobą piękną brunetkę o dużych, błyszczących oczach i nabrał apetytu na coś innego, niż żeberka w miodzie.
- Szef kuchni ma rękę na pulsie, nie musisz się o to martwić - odparł po chwili, odnajdując spojrzenie Love, by bardzo szybko przeskoczyć wzrokiem na jej usta. Jeszcze raz je musnął, dłońmi zjeżdżając na zewnętrzną stronę ud, na których lekko zacisnął swoje długie palce. Zaraz odsunął nieznacznie swoją twarz i trącił kobietę nosem w policzek, zachęcając ją do odchylenia głowy. A gdy już to zrobiła, nachylił się i przesunął językiem po delikatnej skórze szyi, zaczynając tuż nad wgłębieniem obojczyka, a kończąc za uchem, tworząc na niej wilgotny ślad. Tam jeszcze raz popieścił jej skórę pocałunkiem i odsunął się, by móc szepnąć jej do ucha.
- Trzymaj się - wymruczał, dłonie znowu lokując na pośladkach Love, by najpierw przysunąć ją bliżej, a potem podnieść. Poprawił chwyt i powędrował do przestronnego salonu połączonego z kuchnią. Zadbał o to, by było nastrojowo. Paliły się tylko lampki, które absolutnie nie zakłócały widoku na rozświetlone, nocne Toronto, które było pięknie widoczne przez przeszkloną ścianę. Ale przecież nie przyniósł jej tutaj, by podziwiać widoki. A przynajmniej nie takie, bo Joel zamierzał podziwiać, ale ją. Z tego powodu powoli usiadł na kanapie tak, by mieć Love na kolanach. Dobrze, że był w formie i przysiad z jej ciężarem nie sprawił na nim żadnego wrażenia. Mogła się przy nim czuć jak piórko.
Love Roderick
-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
A czy coś się działo? Zmarszczyła śmiesznie nos, ale pokręciła głową. Wszystko i nic, prawda? Zresztą na dobrą sprawę nie działo się nic konkretnego, a to nie był też czas i miejsce na jakieś trudne do zidentyfikowania momenty gorszego nastroju. Tym bardziej, że chyba… nie przywykła. Nie przywykła do dzielenia się z nim takimi rzeczami, nie chciała zawracać mu głowy ani zadręczać. Miało być przecież miło, a nie poważnie. Dlatego bardzo szybko uśmiech wrócił na jej twarz. Tym bardziej, że… - Nie tyle potwierdzenia, co po prostu lubię tego słuchać – chociaż tak, potrzebowała potwierdzenia. Nie czuła się w tej relacji pewnie, bo niby jak mogłaby, prawda? Nigdy sobie nic nie obiecywali, nigdy się nie szufladkowali… było miło, żeby za chwilę po prostu zamilknąć, albo pokłócić się o jakąś pierdołę – najczęściej właśnie o to, że sobie nic nie obiecywali. Nie miała zielonego pojęcia na czym tak właściwie stali i nigdy nie miała odwagi o to zapytać. Jednocześnie chciała i nie chciała tego przeklętego szufladkowania.
Za to cholernie lubiła się z nim całować. Lubiła jego ciepły oddech na swojej szyi, miękkie wargi, dłonie zaciskające się na skórze i to z jaką łatwością potrafił ją podnieść. Momentalnie objęła go udami w biodrach, ręce zarzuciła mu na kark i wcale nie ułatwiała tego zadania przetransportowania ich gdziekolwiek, bo raz za razem sięgała jego warg, skubiąc je zaczepnie i drażniąco. I chociaż uwielbiała ten widok i gdy tylko miała okazję mogła godzinami wpatrywać się w widoczną stąd panoramę miasta tak teraz… całą uwagę skupiła na Joelu. Gdy tylko opadli na kanapę, oderwała się na krótką chwilę od jego warg, złapała go za podbródek i skierowała twarz Joela w swoja stronę… przyglądała mu się i przez krótką chwilę nawet wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko się uśmiechnęła. Pochyliła się do męskich warg, musnęła je raz i drugi, a zaraz kolejny – Trochę się czuję jakbyśmy przechodzili do deseru przed kolacją – szepnęła, nie odrywając się od niego praktycznie wcale, a palce odrobinę mocniej zaciskając na materiale jego koszuli.
Joel Delaney