28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

outfit


Nie spodziewała się tej wiadomości. Zdecydowanie nie spodziewała się tej wiadomości. I to do tego stopnia, że przez dłuższą chwilę w ogóle zastanawiała się, czy powinna odpisywać, a jeśli tak to, co powinna odpisać. Jeśli jakąś relację można było zakwalifikować do tych z kategorii skomplikowanych to właśnie tą. Właściwie nawet nie była w stanie powiedzieć na jakim byli etapie…
Ale czy miała coś do stracenia? To tylko jedna randka. Oczywiście, że przez jej głowę przemknęło całe mnóstwo wątpliwości i miała przygotowanych przynajmniej kilka ripost o tym, że była opcją zapasową i czy wszystkie jego modelki były w ten weekend zajęte, ale póki co zostawiła to dla siebie.
Przecież mogło być miło, prawda? Wiedziała, że tak.
To te wszystkie dobre momenty sprawiały, że nie zablokowała jego numeru, że nie odwracała się na pięcie, gdy wpadali na siebie na mieście albo u wspólnych znajomych. Miał w sobie coś, co sprawiało, że wracała jak bumerang i chociaż nie była z tego dumna, później pluła sobie w brodę i obiecywała, że to ostatni raz – ciągle to robiła. Głupia, głupia, glupia…
Powtarzała to sobie też, gdy siedziała już w taksówce, która wiozła ją pod ten dobrze znany jej adres, ale mimo wszystko nie zawróciła. Nie poszła po rozum do głowy i ostatecznie zadzwoniła do odpowiednich drzwi. Walentynkowa randka u Joela… no naprawdę! Jeszcze raz przeklęła się w myślach, ale gdy otworzył jej drzwi, gdy przesunęła spojrzeniem po męskiej sylwetce a ostatecznie ich spojrzenia się spotkały – i tak kolana się pod nią ugięły. Trudno było nie być w takim momencie naiwną. Uśmiechnęła się i weszła do środka.
- Kolacja w walentynki… nie wiem, czym sobie zasłużyłam, Delaney. – rzuciła swobodnie, gdy zdjęła płaszcz i mogła się rozgościćNie mów, że się stęskniłeś… albo w sumie mów? To mogłoby być dobre dla mojego ego. – bo cóż, nie dało się pominąć tego, że te wszystkie zawirowania w jej życiu prywatnym bardzo mocno odbiły się na jej pewności siebie. Dobrze, że chociaż miała jeszcze pracę i tam nic się nie zmieniało. Nic dziwnego, że tak bardzo skupiała się na swojej karierze, gdy była to jedyna stała w jej życiu. No a przynajmniej była bardziej stabilna niż mężczyźni! – Cieszę się, że napisałeś. – bo była naiwna i cieszyła ją ta odrobina zainteresowania.



Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ostatnio zaniedbywał swoją znajomość z Love. Może nie powinien tak o tym myśleć, bo przecież ich relacja była… Cóż, ciężka do opisania i nie nosiła znamion bycia razem, ale mimo to Joel czuł, że ostatnio przegiął. Ciągłe wyjazdy na mecze, treningi, konferencje prasowe i inne nudne rzeczy związane ze współpracami zabierały mu każdą wolną chwilę. Może nie na tyle, żeby nie odbierać telefonu czy zapominać odpisywać na wiadomości, ale nadal były dość angażujące i skutecznie zaprzątały głowę koszykarza. A przynajmniej tak usprawiedliwiał siebie w myślach, gdy wracał wieczorem do hotelu i przypominał sobie, że przecież miał do niej oddzwonić. Wiedział, że jeśli tego nie naprawi, to Love w końcu odetnie go od siebie grubą kreską i prawdę mówiąc, wcale by go to nie zdziwiło. Mimo wszystko nie chciał do tego dopuścić. Nie potrafił logicznie wytłumaczyć, jakie emocje nim kierowały, ale myśl o tym, że Roderick mogła poczuć do niego obojętność, mierziła go od środka.
Walentynki nie były dniem, który kiedykolwiek miał w zwyczaju świętować. Początkowo nawet wcale nie wiedział, że wypadają akurat w tę sobotę, którą miał wolną, ale to go nie powstrzymało, żeby napisać do Love i zaprosić ją na kolację. Do siebie. Taką prawdziwą, którą sam zamierzał przygotować od A do Z, bo choć na co dzień wsuwał specjalnie dla niego przygotowany katering, to naprawdę lubił gotować. Postanowił przygotować nawet swoje popisowe żeberka w miodzie, pieczone razem z warzywami, które zamarynował już dzień wcześniej, żeby nasiąkły smakiem i w sobotę były gotowe do upieczenia. Tak jak zaplanował, tak też zrobił i gdy wszystko siedziało grzecznie w piekarniku, wino chłodziło się w lodówce, a stół został nakryty (bardzo podstawowo, bo Joel nie miał głowy do jakichś obrusów czy innych ozdobników), poszedł się przebrać. Założył beżową, casualową, lnianą koszulę z długim rękawem i materiałowe, brązowe chinosy i spryskał się ulubionymi perfumami, ostatni raz przeglądając się w lustrze, gdy rozległ się dzwonek do drzwi.
Poszedł niepośpiesznie otworzyć, a gdy tylko zobaczył przed sobą Love, na jego ustach pojawił się łagodny, trochę nonszalancki uśmiech.
Wpuścił ją do mieszkania i pomógł w zdjęciu płaszcza, odwieszając go gdzieś na wieszak.
- To dzisiaj są walentynki? - udał szczerze zaskoczonego, ale zaraz kącik jego ust drgnął ku górze. - Nie wiedziałem - dodał, lekko wzruszając ramionami, ale ten zadziorny błysk w oku zdradzał, że tylko się z nią tak perfidnie przekomarzał.
- Czy się stęskniłem się? Hmmm - powtórzył słowa brunetki, jakby sam się nad nimi musząc chwilę zastanowić. Wtedy podszedł do niej bliżej, ułożył dłonie na jej biodrach i wlepił spojrzenie w ładną buzię. - A może po prostu nie mogłem pozwolić na to, żebyś poszła na walentynkową randkę z kimś innym? - zapytał, przekrzywiając głowę lekko na bok. Och, w życiu by nie przyznał, że się za nią stęsknił. Wolał odbić piłeczkę i uciec z tego niewygodnego pytania. Bo tęsknienie za kimś oznaczało emocje. A on swoje starał się trzymać na wodzy tak bardzo, jak było to możliwe.
- Cieszę się, że przyszłaś - odparł i chwycił Love za dłoń. - Chodź - powiedział i poprowadził ją do kuchni, zostawiając brunetkę przy wysepce. Sam sięgnął do szafki po dwa kieliszki na wino i postawił je tuż obok niej. Wtedy wyjął ze specjalnej, małej lodóweczki butelkę czerwonego wina i zaczął szukać w szufladzie korkociągu, bo zawsze go gdzieś gubił.
- Dzisiaj szef kuchni serwuje żeberka w miodzie z pieczonymi warzywami, mam nadzieję, że lubisz? - zerknął na nią przelotnie, podczas wkręcania się w korek. Następnie z cichym pyknięciem otworzył butelkę i powąchał korek, oceniając jakość trunku jeszcze przed degustacją.
- Ale to jeszcze chwilę, muszą się dopiec - dodał i rozlał wino do przygotowanych kieliszków, jeden od razu wręczając Love. Swój również wziął z blatu i wystawił w kierunku Roderick, by się z nią stuknąć.

Love Roderick
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo czy mogła się spodziewać jakiejkolwiek innej odpowiedzi? Czy wierzyła, że nie wiedział? Ani trochę. To jeden z tych dni, który naprawdę ciężko było przeoczyć, napędzany światowym konsumpcjonizmem wylewał się z każdej jednej publicznej przestrzeni. Nie można było wyjść z domu, otworzyć telefonu ani nawet lodówki, żeby nie zauważyć czegoś w walentynkowym klimacie. Jak łatwo się domyślić Love nie była fanką tego święta z kilku różnych powodów. Po pierwsze była wieczną singielką i nawet najdłuższe, najbardziej intensywne relacje w jej życiu rzadko przechodziły na bardziej zaawansowany etap, a po drugie to okres, w którym w przeszłości wyjątkowo mocno dokuczano jej w kwestii imienia. No czy może być jakieś bardziej w klimacie? W każdym razie jako wieczna singielka ten wieczór również planowała spędzić sama albo równie samotnych koleżanek – parę dni temu przeglądała nawet oferty lotów w jakieś ciepłe miejsce. Może dobrze, że nic z tego nie wyszło?
- Jest to zaskakująca forma zaangażowania, Delaney… – umówię się, żeby nikt inny nie mógł? Znowu uśmiechnęła się pod nosem, ale jednocześnie nawet na moment nie odwróciła uwagi od jego twarzy. Sunąc spojrzeniem od oczu do ust i z powrotem – Na szczęście mogłeś przegrać tylko z wypadem w jakieś ciepłe miejsce. Chociaż może wcale nie na szczęście… – rzuciła przekornie i żartobliwie, marszcząc przy tym nos. Ale tak… możliwe, że dochodziła do etapu w życiu, w którym zwyczajnie chciałaby mieć z kim spędzić walentynki. Z kimś, kto z pełną premedytacją i świadomością chciałby je spędzić właśnie z nią. Nierealne…
Pozostało jej cieszyć, że on cieszył się, że przyszła. Nie broniła się, dała się poprowadzić do kuchni, rozglądając się po niej i oceniając dzisiejsze straty. Tylko, że cokolwiek przygotowywał pachniało zaskakująco dobrze, a ona chyba go od tej strony nie znała. Oparła się o blat wyspy i obserwowała jego poczynania… ładnie pachnąca kolacja, czerwone wino – naprawdę się postarał.
- Lubię szefa kuchni. Mam nadzieję, że to wystarczy... Bo gdzie zamawiałeś? – zażartowała, zachowując przy tym jednak niewzruszoną twarz. Bo przecież nie jego lubiła, prawda? Do tego tak prosto i otwarcie przyznać się nie mogła! Nawet jeśli to właśnie zrobiła, a błysk w jej spojrzeniu nie pozostawiał złudzeń. Odebrała też od niego kieliszek i wyprostowała się, wyciągając kieliszek w jego stronę – Za ten szczęśliwy zbieg okoliczności, że mamy wolną sobotę i nikogo lepszego do spotkania się. – nie mogła sobie odmówić, upiła niewielki łyk alkoholu – Więc… co słychać? Skoro mamy jeszcze chwilę… – wskazała głową na piekarnik, jednocześnie odstawiła kieliszek na blat, a sama sięgnęła do męskiej koszuli, łapiąc go za nią i lekko przesuwając w swoją stronę tak, żeby mogła zarzucić łapska na jego ramiona – … będziemy rozmawiać?



Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

On tak bardzo uwielbiał się z nią droczyć…
Zostawiać mnóstwo niedopowiedzeń, grać słowami, mącić. Wszystko, żeby tylko nie przyznać się do tego, że zwyczajnie lubił spędzać z nią czas. Tak po prostu, bez większych powodów.
I oczywiście, że wiedział, że są walentynki, ale do tego akurat nie przykładał żadnej uwagi. Tak szczerze, a nie tylko w oficjalnej wersji dla Love. Nigdy ich nie obchodził, drażniły go wszechobecne serduszka i kolor czerwony, uważał to za kicz, cringe i nie wiadomo co jeszcze. Więc tak, puścił te całe walentynki w niepamięć, skupiając się teraz w pełni na ślicznej brunetce przed nim i tym, co dla niej zaplanował.
- A to nie jest tak, że cały jestem po prostu zaskakujący? I to cię kręci we mnie najbardziej?- wprawdzie tak trochę było. Love nigdy nie mogła być w stu procentach pewna, czego może się po nim spodziewać. On właściwie też tego do końca nie wiedział. - Chyba że się mylę, to mnie popraw - wzruszył ramionami. Ale fakt, zaleciało trochę psem ogrodnika - sam nie wezmę, ale inny też nie będzie cię miał. Bo to nie tak, że był przecież o nią zazdrosny… On po prostu nie był fanem dzielenia się. A randkowanie z kimś innym oprócz niego, z pewnością się do tego zaliczało.
- Planowałaś gdzieś przede mną uciec, huh? - zapytał z rozbawieniem majaczącym w głosie. Czy to spontaniczne zaproszenie na prawdę by ją powstrzymało, gdyby miała już te bilety w tropiki w dłoni? Było to zastanawiające, ale Joel przecież nie zamierzał jej o to dopytywać. Z drugiej strony, mógłby lecieć razem z nią, gdyby nie to, że za dwa dni grał kolejny mecz.
Przeszli do kuchni, a brunet zaczął się po niej krzątać, nie zauważając nawet oceniającego wzroku Love, który błądził po blatach. Żadnych strat nie było, bo choć niewiele osób o tym wiedziało, to Delaney lubił gotować i robił to całkiem dobrze. No dobra. Czasami przyeksperymentował sobie za bardzo i całe danie trafiało do kosza, ale na ogół było smacznie. Pewnie gdyby nie fakt, że miał tę dietę pudełkową, to gotowałby częściej, ale w obecnej sytuacji pozostawiał to na specjalne okazje. Jak ta.
- Ha. Ha. Żartowniś z ciebie - przelotnie popatrzył na brunetkę z ukosa, zaraz wracając do nalewania wina. Nawet nie próbował zaprzeczać, że dzisiejszy obiad nie pochodzi z żadnej restauracji, bo doskonale wiedział, że się z nim przekomarzała. A może jednak naprawdę wątpiła w jego umiejętności kulinarne? Nie dawał jej zbyt wielu powodów do tego, by mu wierzyła. Ale nawet jeśli, to dzisiaj miało się to zmienić. Mięso grzecznie siedziało w piekarniku i coraz lepiej pachniało, więc nic nie zwiastowało jakiejś niespodziewanej klęski.
Love wygłosiła toast, a Joel skomentował to uśmiechem i delikatnie stuknął swoim kieliszkiem o jej. Upił niewielki łyk alkoholu, zaraz swoją uwagę znowu skupiając na Roderick. Powiódł wzrokiem za jej dłonią, gdy ostawiała szkło na blat i sam uczynił to samo, jakby przewidując, że mogą mu się teraz przydać wolne ręce. I nie mylił się, bo gdy Love chwyciła go za koszulę i przyciągnęła bliżej siebie, nie protestował. Uśmiechając się łobuzersko, patrzył na jej śliczną buzią, a jego duże dłonie niemalże z automatu wylądowały na jej biodrach.
- A co? Chcesz mi zaproponować jakąś lepszą rozrywkę niż rozmowa? - zapytał, po czym mocniej zacisnął palce na czarnym materiale sukienki i bez wysiłku podniósł Love, sadzając ją na blacie wyspy przed sobą. Różnica wzrostu przez większość czasu wcale mu nie przeszkadzała, ale czasami wolał sobie ułatwić życie, niż łamać kark schylając się. A teraz było mu znacznie wygodniej, więc wślizgnął się między jej nogi, całkowicie niwelując dzielący ich dystans. Popatrzył wtedy prosto w błyszczące oczy Love, ale dość szybko jego spojrzenie uciekło niżej, prosto na pełne usta brunetki. Zwilżył końcem języka swoje wargi i pocałował ją. Powoli i namiętnie. W tym samym czasie jedna dłoń niesfornie zjechała niżej, na pośladek Roderick. Drugą zaś podniósł, przesuwając kciukiem po gładkiej skórze policzka, by finalnie wsunąć opuszki palców między miękkie kosmyki jej włosów.

Love Roderick
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Spojrzała na niego wymownie, przekornie… zmierzyła go wzrokiem i ewidentnie zastanawiała się, czy to właśnie to ją najbardziej w nim kręciło. No i jakby do końca nie była przekonana, bo aż cyknęła i pokręciła lekko głową – Nieeee… to chyba jednak to, że jesteś wysoki. – poprawiła go swobodnie i wzruszyła przy tym bezradnie ramionami, bo co zrobisz jak nic nie zrobisz. Wyszczerzyła przy tym kły w pogodnym uśmiechu, bo przecież to była głupota – ale hej, czy to nie jest jeden z tych powodów wojny damsko-męskiej, że dziewczyny za bardzo patrzą na wzrost? Więc to akurat dobra okazja, żeby sobie z tego pożartować! Tym bardziej, że przy jej wzroście praktycznie każdy facet był wysoki, nie musiała szczególnie mocno się naszukać, a proszę… znalazła jegoI nie planowałam uciec przed tobą – doprecyzowała – Raczej przed… wszystkim, wszystkimi, nudą, siedzeniem samej w domu, kolejną śnieżycą i brakiem witaminy d. – wzruszyła lekko ramionami, bo prawdę powiedziawszy uciekała przy każdej możliwej okazji – dużo i często, z towarzystwem i bez. Lubiła podróżować, a przede wszystkim lubiła grzać tyłek gdzieś, gdzie było cieplej niż w Toronto. O co akurat nie jest trudno!
I właściwie sama nie wiedziała, czego się po nim spodziewać w kwestii gotowania. Podziwiała, że przygotował coś sam i była ciekawa, bo chyba trochę ją tym zaskoczył. Pozytywnie zaskoczył. Czy to, że się tak wysilił znaczyło, że mu zależało? Jakoś? Oczywiście, że jej myśli drgnęły w tym kierunku, za co momentalnie się zganiła i tylko ładnie do niego uśmiechnęła.
Mniej myślenia, Roderick. Mniej myślenia!
A kiedy jego dłonie znalazły się na jej biodrach i przeszył ją całkiem przyjemny dreszcz wiedziała, że popiera ten plan – nawet jeśli go nie znał. Ten na mniej myślenia – Nie wiedziałam, że przyszłam cię tu zabawiać… że po prostu moje towarzystwo jest dla ciebie atrakcją samą w sobie. – rzuciła przekornie, podśmiechując się pod nosem, gdy z łatwością posadził ją na blacie, a ona rozsunęła uda, żeby mógł zająć miejsce między nimi. Jej krótka sukienka niebezpiecznie podsunęła się w górę uda, ale prawdę powiedziawszy była to ostatnia rzecz, którą się przejmowała. Na krótki moment ich spojrzenia się spotkały, a kolejny przyjemny dreszcz rozszedł się po jej karku i tylko mocnej zacisnęła palce na jego koszuli. Mruknęła zadowolona prosto w męskie wargi, bo tak… takie niemyślenie chodziło jej po głowie. Miękko i spokojnie odwzajemniła męski pocałunek, przysuwając się do niego mocniej i ciaśniej… z każdą kolejną sekundą chcąc od niego więcej – Mhm… to mój ulubiony rodzaj dyskusji. – wymamrotała rozbawiona w męskie wargi, drażniąc je ciepłem swojego oddechu, ponownie odnajdując spojrzenie Joela – To… jak długo możemy się całować zanim szef kuchni coś przypali? – dodała rozbawiona, bo nie mogła sobie darować, no nie mogła! Póki co wszystko było bezpieczne i pachniało doskonale, ale jak bardzo mogli się zapomnieć?
Tym bardziej, że chciała się zapomnieć. A on mógł poczuć drobną kobiecą dłoń, wsuwając się pod jego koszulę, gdzie drażniąco musnęła skórę na jego umięśnionym brzuchu. Jak mogłaby nie mieć do niego słabości? Niemożliwe.



Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Uniósł brew i popatrzył na Love badawczo, bo miał tyle wspaniałych cech, a ona najbardziej lubiła w nim… wzrost?
- Zabrzmiało to bardzo płytko - stwierdził po chwili. - Nie ładnie tak patrzeć na kogoś tylko przez pryzmat jego… Centymetrów - dodał i rzucił brunetce wymowne spojrzenie. Nie precyzował już, o jakie centymetry dokładnie mu teraz chodziło.
Fakt faktem, że Joel na wzrost nie mógł narzekać i nigdy nie rozumiał tej całej dramy, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się powyżej 180 centymetrów, bo z jego dwoma metrami absolutnie go to nie dotyczyło. Ale trzeba przyznać, że słowa Love, choć wypowiedziane żartobliwie, gdzieś wewnątrz lekko ubodły jego przerośnięte ego. Na szczęście nie należał do osób, które nadmiernie wszystko analizowały, więc nie doszukiwał się tutaj drugiego dna.
Zresztą, szybko o tym zapomniał, gdy Love powiedziała, że wcale nie chciała uciec przed nim. Było to swego rodzaju pocieszenie, bo tak, był doskonale świadomy tego, że potrafił dać jej w kość. I kompletnie by się nie zdziwił, gdyby w końcu spakowała walizkę i zniknęła bez słowa. Choćby na trochę. Zaraz zmarszczył jednak brwi.
- Coś się dzieje? - zapytał. Wolał wiedzieć, czy za tym niewinnym wyznaniem stały jakieś większe problemy, niż brak witaminy d i śnieżyce. Joel aż tak nie odczuwał tej przeklętej zimy, bo cały czas podróżował. Grał mecze w przeróżnych miastach w Stanach i raz trafiał do gorącego Miami, a innym razem do przyjemnej o tej porze roku Kalifornii. Potem wracał na kilka dni do zasypanego śniegiem Toronto i zaraz znowu ruszał w drogę, co czasami było dla niego dość męczące. Ale absolutnie nie narzekał!
- Tak Love, twoje towarzystwo jest dla mnie atrakcyjne, jeżeli potrzebujesz jeszcze potwierdzenia - odparł, bawiąc się wypowiedzianymi przez nią słowami. Myślał, że było to oczywiste, bo w innym wypadku nawet nie pomyślałby o tym, żeby zaprosić ją tutaj w wolną sobotę, których nie miał ostatnio zbyt wiele.
A chwilę później stał już między jej udami, starannie, bez pośpiechu muskając jej pełne wargi swoimi. Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy Love stwierdziła, że takie dyskutowanie lubi najbardziej, bo całkowicie popierał jej zdanie. Jej ciepły oddech przyjemnie go połaskotał, więc Joel szybko skradł jej kolejnego buziaka, lekko go przeciągając, ale zaraz z ust Roderick padło dość istotne pytanie.
Delaney zerknął przez ramię na piekarnik, prowadząc w głowie szybkie kalkulacje. Z pewnością nie myślał teraz do końca trzeźwo, bo miał przed sobą piękną brunetkę o dużych, błyszczących oczach i nabrał apetytu na coś innego, niż żeberka w miodzie.
- Szef kuchni ma rękę na pulsie, nie musisz się o to martwić - odparł po chwili, odnajdując spojrzenie Love, by bardzo szybko przeskoczyć wzrokiem na jej usta. Jeszcze raz je musnął, dłońmi zjeżdżając na zewnętrzną stronę ud, na których lekko zacisnął swoje długie palce. Zaraz odsunął nieznacznie swoją twarz i trącił kobietę nosem w policzek, zachęcając ją do odchylenia głowy. A gdy już to zrobiła, nachylił się i przesunął językiem po delikatnej skórze szyi, zaczynając tuż nad wgłębieniem obojczyka, a kończąc za uchem, tworząc na niej wilgotny ślad. Tam jeszcze raz popieścił jej skórę pocałunkiem i odsunął się, by móc szepnąć jej do ucha.
- Trzymaj się - wymruczał, dłonie znowu lokując na pośladkach Love, by najpierw przysunąć ją bliżej, a potem podnieść. Poprawił chwyt i powędrował do przestronnego salonu połączonego z kuchnią. Zadbał o to, by było nastrojowo. Paliły się tylko lampki, które absolutnie nie zakłócały widoku na rozświetlone, nocne Toronto, które było pięknie widoczne przez przeszkloną ścianę. Ale przecież nie przyniósł jej tutaj, by podziwiać widoki. A przynajmniej nie takie, bo Joel zamierzał podziwiać, ale ją. Z tego powodu powoli usiadł na kanapie tak, by mieć Love na kolanach. Dobrze, że był w formie i przysiad z jej ciężarem nie sprawił na nim żadnego wrażenia. Mogła się przy nim czuć jak piórko.

Love Roderick
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Uwielbiała w nim wiele i wzrost był prawdopodobnie ostatnią z tych rzeczy – właśnie dlatego wyciągnęła go na światło dzienne. Bo był sztampowy, bo był głupi… i naprawdę ani trochę nie świadczył o wartości człowieka. A Love wcale nie była tak płytka, żeby tego nie wiedzieć. Była wzrokowcem, oczywiście że tak! Ale nie była aż tak płytka i sprawienie przykrości było ostatnią rzeczą, która przeszła jej przez myśl. Zagranie mu na nosie i zwyczajowa złośliwość? Już jak najbardziej! Kiedy jednak wytknął centymetry… bardzo wymowne centymetry nie mogła się nie zaśmiać, kręcąc lekko głową – Ładnie, czy nieładnie… przecież i tak masz się czym pochwalić. – rzuciła swobodnie, bezczelnie i z błyskiem w oku. Jeśli jeszcze tych parę chwil temu wychodząc z taksówki zastanawiała się, czy to był dobry pomysł i czy powinna do niego przychodzić – teraz już nie żałowała. Te wątpliwości uleciały, jego towarzystwo było zaskakująco przyjemne.
A czy coś się działo? Zmarszczyła śmiesznie nos, ale pokręciła głową. Wszystko i nic, prawda? Zresztą na dobrą sprawę nie działo się nic konkretnego, a to nie był też czas i miejsce na jakieś trudne do zidentyfikowania momenty gorszego nastroju. Tym bardziej, że chyba… nie przywykła. Nie przywykła do dzielenia się z nim takimi rzeczami, nie chciała zawracać mu głowy ani zadręczać. Miało być przecież miło, a nie poważnie. Dlatego bardzo szybko uśmiech wrócił na jej twarz. Tym bardziej, że… - Nie tyle potwierdzenia, co po prostu lubię tego słuchać – chociaż tak, potrzebowała potwierdzenia. Nie czuła się w tej relacji pewnie, bo niby jak mogłaby, prawda? Nigdy sobie nic nie obiecywali, nigdy się nie szufladkowali… było miło, żeby za chwilę po prostu zamilknąć, albo pokłócić się o jakąś pierdołę – najczęściej właśnie o to, że sobie nic nie obiecywali. Nie miała zielonego pojęcia na czym tak właściwie stali i nigdy nie miała odwagi o to zapytać. Jednocześnie chciała i nie chciała tego przeklętego szufladkowania.
Za to cholernie lubiła się z nim całować. Lubiła jego ciepły oddech na swojej szyi, miękkie wargi, dłonie zaciskające się na skórze i to z jaką łatwością potrafił ją podnieść. Momentalnie objęła go udami w biodrach, ręce zarzuciła mu na kark i wcale nie ułatwiała tego zadania przetransportowania ich gdziekolwiek, bo raz za razem sięgała jego warg, skubiąc je zaczepnie i drażniąco. I chociaż uwielbiała ten widok i gdy tylko miała okazję mogła godzinami wpatrywać się w widoczną stąd panoramę miasta tak teraz… całą uwagę skupiła na Joelu. Gdy tylko opadli na kanapę, oderwała się na krótką chwilę od jego warg, złapała go za podbródek i skierowała twarz Joela w swoja stronę… przyglądała mu się i przez krótką chwilę nawet wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko się uśmiechnęła. Pochyliła się do męskich warg, musnęła je raz i drugi, a zaraz kolejny – Trochę się czuję jakbyśmy przechodzili do deseru przed kolacją – szepnęła, nie odrywając się od niego praktycznie wcale, a palce odrobinę mocniej zaciskając na materiale jego koszuli.


Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie był w stanie nic poradzić na to, że w reakcji na odpowiedź Love, kącik jego ust drgnął ku górze. Nawet nie brał pod uwagę opcji, że tylko próbowała wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Wierzył, że naprawdę tak myślała i tym samym sprawiła, że jego ego zostało przyjemnie połechtane.
Wpatrywał się przez cały ten czas w jej śliczną buzię, błądząc wzrokiem od oczu do ust i na odwrót. Gdy pokręciła przecząco głową na pytanie czy coś się dzieje, postanowił nie drążyć dalej tematu, biorąc jej odpowiedź za pewnik. Raz, że nie miał powodu, by w to nie wierzyć, a dwa, że nie przywykł do poruszania głębszych tematów i nawet nie był pewien, czy Love w ogóle chciała je poruszać. Z góry założył, że gdyby miała jakieś problemy, to po prostu by mu o tym powiedziała. A Joel nie należał do ludzi, którzy nalegali, by opowiadać im o swoich trudach życia, bo i bez tego miał sporo na głowie.
Temat na szczęście szybko zmienił się na przyjemniejszy.
- Ach tak? - uniósł brew. - W takim razie może powinienem częściej mówić ci takie rzeczy? - zapytał, przekrzywiając lekko głowę. - A może nie, bo się do nich przyzwyczaisz i przestaną robić na tobie wrażenie - dodał zaraz, trochę głośno myśląc, a trochę się drocząc. Jego pytające spojrzenie mówiło jednak, że oczekuje od Roderick wyrażenia opinii, bo choć całkiem dobrze znał się na kobietach, to nadal go zaskakiwały i było to na swój sposób fascynujące.
Tak samo fascynujące były usta Love, które teraz pieczołowicie całował. Do momentu, gdy brunetka się odsunęła i złapała go za podbródek, co sprawiło, że Joel momentalnie wlepił w jej twarz swoje ciemne, rozmarzone oczy. Wpatrywał się w nią wyczekująco, nie do końca wiedząc, czemu przerwała, ale wtedy pocałowała go znowu, a brunet całkowicie się temu oddał.
Uśmiechnął się, gdy wspomniała o deserze przed kolacją i zaraz znowu zachłannie musnął jej wargi. W rzeczy samej, tak właśnie było. Z tą różnicą, że ten deser zamiast ich zapchać, miał sprawić, że zgłodnieją jeszcze bardziej, więc były tego same plusy!
Przeniósł się dłońmi z pośladków na uda, sunąc nimi powoli do kolan Love i z powrotem, z tym, że w drodze powrotnej jego palce wkradły się pod materiał sukienki, który teraz miękko poddawał się naporowi jego dłoni i powoli podwijał się ku górze.
- Zamiast miąć mi koszulę, to może byś ją zdjęła? - zapytał zaczepnie w przerwie między pocałunkami, doskonale czując zaciśnięte palce Love na beżowym materiale. Nie żeby aż tak się o nią bał, bo zawsze mógł kupić sobie nową, ale czy tak naprawdę była mu teraz potrzebna?

Love Roderick
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Love była typem, który zawsze wszystko trzymał w sobie. Z a w s z e w s z y s t k o. Nie skarżyła się, nie narzekała, nie marudziła… nie była tego nauczona. Wiedziała, że niezależnie od wszystkiego – niezależnie od tego ile będzie gadać i smęcić – koniec końców i tak musi o wszystko sama zadbać. Nikt nic dla niej nie zrobi, jeśli czegoś chciała lub potrzebowała… musiała sobie na to zapracować. Mówienie o problemach, jakichkolwiek - niezależnie, czy działo się coś poważnego, czy była to największa pierdoła na świecie - było tylko i wyłącznie słabością, a kto ją będzie brał na poważnie jeśli będzie okazywała słabość? Więc tego nie robiła. Dusiła w sobie wszystko i tylko od czasu do czasu wybuchała… i zawsze tego później żałowała. Zresztą sam Delaney miał wątpliwą przyjemność pewnie parę razy stać się ofiarą jej wybuchu. Zupełnie bez sensu! Zupełnie… szczególnie, gdy można się było skupić na tych przyjemnych częściach wieczoru.
- Nie wiem, czy mogłabym się do tego przyzwyczaić, Jo. – rzuciła całkiem poważnie i może nawet trochę zbyt szczerze jak na swoje standardy, albo… ich standardy? Bo to oczywiste, że lubiła słuchać, gdy miał jej do powiedzenia miłe rzeczy, lubiła słuchać, że jej towarzystwo sprawia mu przyjemność, że mu się podoba… mogło to być płytkie, a może była to zwyczajna ludzka potrzeba. Bo mogła być samodzielna, mogła uchodzić za silną i niezależną, mogła być nawet trochę jak ta kotka, co to chodzi własnymi ścieżkami, ale ugh… kto nie lubi być adorowany przez drugiego człowieka. Zwłaszcza, gdy samej ma się do niego absurdalną słabość, do której ciężko się przyznać. Nie musiała jednak przyznawać się do tego nawet sama przed sobą – po prostu wiedziała. Czuła to teraz, gdy jego dłonie sunęły po jej skórze, a ich wargi łączyły się w zachłannym pocałunku. Gdy przez tą krótką chwilę oddychali tym samym powietrzem, a jej serce zaczęło bić odrobinę szybciej. A może wcale nie tak odrobinę?
Zaśmiała się na tą bezczelną męską sugestię na temat koszuli. Oderwała się od jego warg, wyprostowała i zmierzyła go wzrokiem, jakby jeszcze się zastanawiała… jakby jeszcze się wahała, chociaż dobrze wiedziała, czego chciała. Wbiła wzrok w męskie tęczówki, kącik ust drgnął jej w kierunku uśmiechu i zabrała się za powolne, drażniące rozpinanie guzików męskiej koszuli, a gdy z wszystkimi sobie poradziła – chociaż wcale się przy tym nie spieszyła – zsunęła materiał z męskich ramion i przesunęła dłońmi po jego nagim, umięśnionym torsie drażniąc skórę paznokciami, lekko i zdecydowanie przyjemnie a nie boleśnie – Uwaga dla siebie na przyszłość… zawsze umawiaj się ze sportowcami. – rzuciła przekornie i żartobliwie, bo wrażenia wizualne były pierwszorzędne. I tak, to był komplement! Zaśmiała się swobodnie i pochyliła do Joela, żeby znów sięgnąć jego warg.


Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Uśmiechnął się na słowa Love. Faktycznie, były rzeczy, do których nie dało się przyzwyczaić. Szczególnie że nigdy do końca nie wiedziała, czego może się po Joelu spodziewać, co na pewno powodowało dodatkowy dreszczyk emocji. A jemu podobało się to, jak Roderick promieniała w reakcji na jego komplementy, jej oczy stawały się błyszczące i jakby jeszcze ciemniejsze, niż normalnie.
- To dobrze, bo jeszcze byś się mną znudziła - rzucił w ramach żartu, ale czy rzeczywiście brał taką możliwość pod uwagę? Nie można zapominać o tym, że Joel był cholernie pewny siebie i mało kiedy w siebie wątpił. Nie tylko w sporcie, ale i w życiu prywatnym, więc na ten moment absolutnie się o to nie bał. Był dobrym obserwatorem. Widział, jak Love na niego patrzyła i nie pozostawał jej dłużny, często nie mogąc się powstrzymać, by nie rozebrać jej, chociażby wzrokiem. To wzajemne przyciąganie było bardzo pociągające.
Prawie tak pociągające, jak Love, w ten krótkiej, czarnej sukience, która mocno pobudzała wyobraźnię bruneta. Cholernie chciał wiedzieć, co miała pod nią, ale póki co resztkami sił trzymał swoje zniecierpliwienie na wodzy. Właściwie to była sobie winna, bo sama to zainicjowała, dobrze wiedząc jak działa na Delaneya i, że absolutnie nie będzie się jej opierał.
Wydawało mu się, że rozpinanie guzików od koszuli trwa całą wieczność. Ręce go świerzbiły, by złapać za materiał i jednym mocniejszym pociągnięciem rozwiązać ten problem, ale powstrzymał się w porę. Doskonale wiedział, że robiła to specjalnie i nie chciał dać jej tej satysfakcji. W zamian znalazł sobie inne zajęcie, błądząc palcami po udach Love, jednocześnie skupiając się na jej szyi, którą drażnił rozgrzanym oddechem i co rusz muskał pełnymi wargami. Testowała jego cierpliwość, oj testowała, ale gdy reszcie rozpięła wszystkie guziki, ruchem barków starał się pomóc jej w zsunięciu materiału niżej, następnie wyciągając z rękawów zniecierpliwione ręce.
- Bo mają dobrą kondycję? - odparł i z uniesioną zadziornie brwią, popatrzył prosto w oczy Love. Nie na długo, bo zaraz oplótł ją swoimi długimi rękami i przyciągnął bliżej siebie, maksymalnie zmniejszając dzielący ich dystans i przyklejając ją do swojego nagiego torsu. Wtedy pocałował ją jeszcze zachłanniej. Najchętniej zdjąłby już z niej tę sukienkę, by poczuć jej nagą skórę na swojej. Przez moment nawet błądził palcami po materiale za jakimś suwakiem, ale bezskutecznie.
- Nienawidzę sukienek za to, że tak ciężko się zdejmują - wymruczał w jej usta pomiędzy pocałunkami, nakreślając swój problem i jednocześnie licząc na małą pomoc. Był przecież tylko facetem, nie lubił się domyślać.

Love Roderick
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”