36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

# 011
Rzadko zapraszał kogoś do swojego domu. Był mało przytulny, pozbawiony osobistych drobiazgów, zdecydowanie za duży dla osoby, która spędzała w nim tak mało czasu. Graham sam nie wiedział, dlaczego się na niego zdecydował, lecz nie widział powodu, by wyprowadzać się z cichej dzielnicy — jednej z nielicznych, szczęśliwie położonych daleko od skraju York Mills, gdzie w potężnej willi mieszkali jego rodzice, jak i on sam do osiemnastego roku życia. Szukając własnego domu, kierował się nie tylko odległością i spokojem, co względną prywatnością i dostępem do przyrody.
Krzątał się między salonem a kuchnią, upewniając się, że zdążył wszystko przygotować na dzisiejszy wieczór. Nie miał na horyzoncie żadnego płomiennego romansu, ani wielkiej miłości, a same walentynki zamierzał spędzić w pracy, wprost uwielbiając ludzi zgłaszających się tego dnia na ratunkowy. Już kilka dni wcześniej wśród lekarzy i pielęgniarek rozpoczęły się zakłady, jakie najdziwniejsze przedmioty trzeba będzie wyciągać spomiędzy pośladków pacjentów, a na konwersacjach krążyły memy z serii if you’re brave enough. Plan na całodobowy dyżur odszedł jednak w zapomnienie, kiedy w luźnej wymianie wiadomości z Jamie, doszli do wniosku, że to idealna okazja, by zrealizować ich trzecią randkę. Wprawdzie poprzednie spotkania randkami były wyłącznie z żartobliwej nazwy, a i wieczór spędzony na oglądaniu filmów także miał takim być, ale Michael miał wciąż z tyłu pamięci słowa Park o beznadziejnym romantyzmie. Może i sam tkwił na przeciwległym biegunie, mając głęboko w poważaniu całą tą komercyjną otoczkę, to uznał, że chętnie pójdzie jej na rękę i zaoferuje coś, w czym ona się lubuje. Nie zamierzał się na nic nastawiać, nawet jeśli w ciągu ostatniego miesiąca widywali się parokrotnie, kiedy Graham wziął sobie wreszcie za punkt honoru, by doglądać pacjentki. Ich rozmowy nadal były przyjacielskie, ale poprzetykane niewinnymi dwuznacznościami, więc dlaczego tego nie podtrzymać?
Planem na kolację było oczywiście zamówienie czegoś z dostawą, bo pomimo posiadania przestronnej kuchni, lepiej dla świata byłoby, gdyby Michael z niej nie korzystał, a przecież nie będzie zmuszał Jamie, by gotowała. W lodówce już chłodziło się wino, a barek był standardowo wyposażony we wszelkie trunki z wyższej półki. Graham miał ich pokaźną kolekcję, choć tak naprawdę wolał nie pić w domu, zwłaszcza że nie miewał tu gości. Butelki były bardziej otrzymanymi prezentami i tylko jedna whisky została otwarta i nadpita parę miesięcy wcześniej.
Wystroił się, bo jakże inaczej. Białą koszulę zestawił z garniturem w kolorze głębokiej, butelkowej zieleni. Dobrał do nich krawat i poszetkę do butonierki zgodnie z wpajanymi przez rodziców zasadami. Wywodząc się z szumnie zwanych wyższych sfer, doskonale wiedział, co wypada, a co okaże się szpetnym faux pas. Plan był taki, by finalnie przebrać się w coś wygodniejszego, ale na początku warto sprawiać pozory.
Słysząc dzwonek do drzwi, przedostał się doń pospiesznym krokiem, w holu jeszcze przejrzawszy się w lustrze, czy prezentuje się odpowiednio godnie, po czym chwycił pokaźny bukiet czerwonych róż, jakie sprawił Jamie, by wszelkim zwyczajom stało się zadość.
Witam w moich skromnych progach — skłonił się nisko i zaprosił ją do środka, nie chcąc, by marzła na zewnątrz dłużej, niż to niezbędne.

Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Noga nie była chyba aż tak ciężko zraniona, żeby wymagała prywatnych wizyt lekarskich u niej w domu, ale Jamie musiała przyznać, że te wizyty sprawiały jej ogromną przyjemność. Pierwsze złe wrażenie, jakie Michael wywarł na niej w trakcie apokalipsy zombie, już dawno zostało zmazane jego ciepłem i opiekuńczością. Z resztą, jeśli mam być w pełni szczery, to też tego złego wrażenia wcale tak dużo nie było. Wtedy też zachował się jak prawdziwy dżentelmen i naprawdę zaopiekował się nią jak trzeba.
I tylko jedynym problemem było to, że towarzyskie i przyjacielskie wizyty coraz częściej wiązały się z żarcikami w flirciarskim klimacie. No właśnie, czy to rzeczywiście był problem? Ani trochę, raczej problemem było to, że oboje chodzili na około siebie trochę jak pies na około jeża. Napięcie, jakie się pojawiło między nimi było niezaprzeczalne, przynajmniej dla Jamie, ale czy było prawdziwe? Czy znowu sobie coś ubzdurała? Nie była mistrzynią podrywu ani randkowania. Szczerze, to nie bardzo potrafiła w te wszystkie półsłówka, ocieranie się o tematy i sondowanie. Zdecydowanie bardziej wolała otwarte podejście, ale... Jeśli wyskoczyłaby z tematem randki jako takiej, to istniało zbyt duże ryzyko, że utraci chociażby tę namiastkę randkowania, a tego absolutnie nie chciała. Zatem trochę będąc w potrzasku swoich pragnień nie bardzo wiedziała co zrobić innego niż dalej brnąć w tę situationship, jeśli w ogóle można było ją tak nazwać.
Zabawnym było, że już od drugiej wizyty kontrolnej Michaela, paznokcie u stóp miała pomalowane elegancko, nawet jeśli opatrunek usztywniający kostkę to utrudniał. Nie, żeby podejrzewała, że był stópkarzem, ale zdecydowanie chciała mu się podobać.
I zaś kolejna sytuacja trudna do zdefiniowania, bo jakże to randka w walentynki? Przecież na nie umawiają się zakochani, pary, małżeństwa. A nie przyjaciele, którzy ze sobą flirtują! Chyba, że nie są flirtującymi przyjaciółmi, tylko... Po prostu flirtują? A może są w związku? Wypadałoby się pocałować chociaż raz, jeśli jest się w związku!
No, możemy sobie teraz wyobrazić, jak bardzo trudny był wybór ubrania na tę randkę! Koszmar, w który zostały zaangażowane wszystkie dziewczyny, jakie znała, czyli kuzynka, koleżanki z pracy i żona kuzynki. W końcu nie wybrała żadnej z sukienek, ani spódniczek, które jej proponowali, za to postawiła na sweterek, na tyle wydekoltowany, żeby odsłonić coś bardziej seksownego.
Ubrała się ciepło, bo przecież kanadyjska zima była bezwzględna i zapakowała do stanowczo za dużej jak na siebie torby jakieś smakołyki, żeby przygotować ewentualny deser. Nie podejrzewała Michaela o umiejętności cukiernicze, ale cieszyła się na kolację u niego. Chociaż to też rodziło pewien przyjemny niepokój. W końcu atmosfera walentynek jej też mogła się udzielić! Czemu nie? No może chociażby dlatego, żeby nie zepsuć tego, co już jest? Głupia, seks nie może popsuć niczego między przyjaciółmi! Naiwnie...
Wszystko to sprawiło, że stała pod drzwiami trochę za długo. Na tyle, żeby zainteresowała się nią starsza sąsiadka Grahama. Na szczęście, zanim zdecydowała się podejść do Jamie, ta nacisnęła na dzwonek i bum, chwilę potem stała w holu, patrząc z podziwem na to, jak ubrany był Michael.
- Kurczę... Chyba nie jestem wystarczająco dobrze ubrana. - powiedziała, odwijając szalik z szyi, szczerze zatroskana tym, że nie będzie pasowała.
Wgapiała się w wielki bukiet kwiatów nie bardzo wiedząc jak zareagować, aż w końcu uśmiechnęła się kącikiem ust i zrzuciwszy płaszcz na podłogę, podeszła do Michaela i wspięła się na palce by pocałować go w policzek.
- Dziękuję! Są piękne! - wbrew temu, co mówiła w święta, że chce kwiaty dostawać bez okazji, musiała przyznać, że taki gest ją po prostu rozmiękczył. - Ktoś tu liczy na udany wieczór.
Zażartowała cicho, od razu modląc się o to, żeby jednak jej nie usłyszał. Cofnęła się, odwracając się do niego plecami, żeby ukryć w ten sposób rumieniec i ściągnąć buty.

Michael Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Starał się nie zastanawiać nad tym, co tak naprawdę się między nimi działo i jak można to nazwać. Był zwolennikiem jasnych komunikatów i chodzenia na żywioł na swój własny, uporządkowany sposób. Przy Jamie nie czuł presji, że musi być jakiś. Nie musiał się przesadnie starać, trzymać języka za zębami, powstrzymywać sarkastycznych komentarzy i wyłgiwać się jakimiś bzdurami. Już podczas apokalipsy zombie dostała Grahamowy starterpack, dobrze teraz wiedząc, czego może się spodziewać, że ostrożność i gwałtowność potrafią iść przy nim w parze, wcale nie wykluczając sympatii. Bo przecież ją lubił — ją, Jamie Park, uroczą właścicielkę piekarni, jakże różną od wszystkiego, z czym Michael miał na co dzień kontakt. Odnosił momentami wrażenie, że ich znajomość tak mocno gryzie w oczy, że tym bardziej chciał się z nią przyjaźnić — na przekór opiniom z zewnątrz. Poza tym miał słabość do kobiet o ciemnych oczach i włosach, które stanowiły kontrast z jasną skórą. Lubił zapatrywać się w głębokiej toni tęczówek, na krótki, bądź dłuższy moment, zapominać o reszcie świata i zwyczajnie rozpływać się w elektryzującym cieple.
Wystarczająco dobrze? Sama mówiłaś, że ma być, jak na prawilnej randce — przypomniał, nie wiedząc jeszcze, co Jamie ma na myśli, lecz gdy spuścił wzrok i zauważył dżinsowe spodnie, całość z wolna nabierała sensu. Wszystko wskazywało na to, że mieli różne rozumienie tego, jak wygląda randka i co się na niej dzieje. Czy oto zaczyna się nowa seria niefortunnych zdarzeń?
Schylił się, gdy spostrzegł, że Park wspina się na palce, bo różnica wzrostu nie była tu ich sprzymierzeńcem. Dotyk chłodnych warg na policzku prędko rozlał się po ciele delikatnym mrowieniem.
Jesteś tu, więc już jest udany. — Wzruszył ramionami, bo oczywiście, że ją usłyszał w panującej w domu przejmującej ciszy, poprzetykanej wyłącznie dźwiękami ich rozmowy. Odebrał od niej płaszcz i schował za drzwiami przesuwnej szafy. Dopiero wtedy skupił wzrok na stroju Jamie, rozumiejąc już, co miała na myśli, wspominając o byciu niewystarczającą. Miękki sweter odsłaniał ramiączko koronkowej bluzki, w połączeniu z dżinsami będąc luźniejszą interpretacją tego, do czego przywykł Graham. Dla niego randka była czymś oficjalnym, wymagającym swoistego protokołu i to pewnie dlatego tak rzadko na nich bywał, szereg spotkań z kobietami nazywając zwyczajnie umawianiem się.
Według mnie wyglądasz wspaniale, ale jeśli nadal uważasz, że ubranie, to problem, to mam na to proste rozwiązanie. — Gładkim ruchem zdjął marynarkę i ułożył na meblu pod lustrem oraz poluzował krawat, dokładając go na stworzony stos. — Czy tak lepiej? Jakby co, to mogę się jeszcze przebrać w dres — zaproponował i rozpostarł ramiona z wyraźnie malującym się na twarzy rozbawieniem. Dzisiejszy wieczór nie był po to, aby się spinać i denerwować. Mieli luźno i przyjemnie spędzić czas, pogadać, pośmiać się i obejrzeć serię filmów, a przynajmniej tak to wszystko rozumiał Graham, kiedy przytakiwał na kolejne pomysły, proponując własne.
Bardzo zmarzłaś? Wolisz rozgrzewającą herbatę, czy od razu wino? Zresztą chodź ze mną, to wybierzesz, na co masz ochotę. — Poprowadził gościnę bocznym przejściem do przestronnej kuchni, której blaty były przejmująco czyste. Nie dlatego, że lekarz szorował je po zaciętej batalii z gotowaniem, a dlatego, że zwykle niewiele się tu działo. W rogu szafek tuż obok czajnika królował ekspres do kawy, wcale nie jakiś wymyślny, acz z wyższej półki cenowej, który przygotowywał dla Michaela niezbędny do życia napój. — Są wina, whisky, jakiś szampan też się znajdzie — wymieniał kolejno, otwierając jedną z szafek, zastawioną butelkami. Powtarzał sobie, że bardziej elegancko byłoby poprzelewać je do karafek, ale póki stały zamknięte, nie wietrzały i nie kusiło, by sięgać po nie w samotności. — Z herbat wyłącznie czarna, albo mięta. — Kącik ust poszybował ku górze, wyraźnie wskazując autoironiczne podejście, bo herbatę trzymał dla sporadycznych gości, zaś zioła w stricte zdrowotnym celu.

Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Tak różni, że daj spokój! Zabawne, że wychodziło to właśnie w takich kwestiach. Dla niego randka była protokołem, bo wychowywał się w rodzinie, w której wszystko było pewnym utartym rytuałem, dobrze rozumiem? Trzeba było zachowywać się w określony sposób, bo inaczej nie wypadało. Dla Jamie randka była chwilą ciepła i bliskości. Z resztą Michael chyba już zauważył, że była przylepna i lubiła dotyk. Lubiła być blisko i spędzać razem czas i pewnie zabrana do wykwintnej restauracji czułaby się spięta. Co nie znaczy, że nie ubrałaby się naprawdę wystrzałowo!
Dobrze, że Graham nie widział, jak wielkie oczy zrobiła, ściągając buty, odwrócona do niego zgrabnym tyłkiem. Nawet nie sądziła, że weźmie te słowa o prawilnej randce tak poważnie, ale z drugiej strony to dobrze, bo może rzeczywiście oznaczało, że między nimi było coś więcej? I te słowa o wieczorze... Rety, ale jej się zatelepało serduszko. W końcu odwróciła się z rumieńcem na twarzy i uśmiechnęła do niego tylko po to, by zaraz zbierać szczękę z podłogi, kiedy zdjął dla niej marynarkę i krawat.
- Mój bohater. - powiedziała ciepło, po czym spojrzała na rozłożone ramiona, które zinterpretowała zupełnie inaczej niż on chciał.
Michael chciał pokazać to, jak wyglądał teraz, bardziej każualowo, ale ona odebrała to jako zaproszenie do przytulenia się, więc, nie wiele myśląc zrobiła dwa szybkie kroki, lekko ślizgając się w grubych, wełnianych skarpetach, by przytulić się do jego piersi i zapleść ręce na jego lędźwiach. Dopiero ta krótka chwila zawahania jej Romea uświadomiła jej, że chyba nie o to mu chodziło. Na szczęście padło pytanie o zmarznięcie.
- Tak! Bardzo... - zatrzęsła się na wspomnienie zimna, więc w sumie mogło chodzić o to, że tylko chciała się ogrzać, nie? - Jak ostatnio piłam wino, to widziałeś moje majtki... Więc zacznę od herbaty, nawet mam jakieś przyprawy, to zrobię zimową, chcesz?
Zapytała, nie bardzo wiedząc, czy powinna się od niego już oderwać, czy jeszcze nie?

Michael Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Choć uważał się za kogoś, kto dobrze interpretuje sygnały, nie zamierzał się tu opierać na przypuszczeniach. Teraz też wolał założyć, że spąsowiałe policzki oznaczają reakcję na różnicę między zimnem i ciepłem, a nie jego komentarze i drobne problemy w komunikacji. Sam dotyk był trochę obcy, nie tak naturalny, jak dla panny Park, która w fizyczny sposób okazywała sympatię. W jego zawodzie nie mógł sobie pozwolić na nadmierną wylewność, zresztą jak przez fakt bycia facetem. Nie były mu obce pogłoski o nadinterpretacji dotyku, o przekraczaniu granic i molestowaniu. Wolał być ostrożny i nie kusić losu.
To dlatego zdziwił się ponownie, tym razem na zaciskające się na sobie ramiona. Nie tego się spodziewał, nie tak zakładał, ale w sumie biorąc pod uwagę wszystkie informacje, jakie zdołał o Jamie zgromadzić, było to mało zaskakujące. Zawahał się moment, by wreszcie odpowiedzieć uściskiem.
Mówisz o tym, jakby to była wielka tragedia — żachnął się, przybierając teatralny ton. — To tylko oznacza, że już nie masz nic do ukrycia i nie trzeba się tym przejmować. — Wzruszył lekko ramionami, rozluźniając uścisk, lecz zamiast zupełnie ją puścić, ułożył dłoń na jej plecach i poprowadził dalej. — Mam chyba nawet dzbanek, więc można przygotować pełen zestaw. Do seansu kupiłem jakieś softy, także jest też cola i sprite. Nie byłem pewien, co lubisz, a maraton bez odpowiedniego przygotowania, to żadna przyjemność.
Uzupełnił czajnik wodą, wyjął wspomniany dzbanek, dwa identyczne kubki, ale też niskie szklanki z rżniętego szkła.
Jak ci minął dzień? Zakładam, że w cukierni był dziś niemały ruch — zagaił, zerkając na Jamie przelotnie. Spędził większość dzisiejszego dnia w domu, więc nie miał okazji zmarznąć. To dlatego sięgnął do zamrażalnika po lód i wrzucił dwie kostki do jednej ze szklanek, by zaraz uzupełnić ją whisky. — Jesteś pewna? Jeśli chcesz, możesz dodać do swojej herbaty, sądzę, że rozgrzeje w kilka sekund. — Posłał kobiecie pytające spojrzenie, trzymając wciąż w ręce otwartą butelkę. — Nie, nie chcę cię celowo rozpijać, upewniam się, bo wiem, że w Kanadzie grzeczność i nieśmiałość potrafią sięgnąć ekstremum — zaśmiał się, mając na myśli stereotyp o przesadnej sympatii, z którą sam nigdy się nie utożsamiał. — Ja muszę zacząć od razu, bo nie lubię kłamać, kiedy dzwonią ze szpitala. Tylko w ten sposób dadzą mi spokój i nie będą naciskać — wyznał z rozbrajającą szczerością, dzieląc się lekarskim lifehackiem. Widział to u swojego ojca, widział u wielu innych medyków, sam też się go trzymał, bo nie zliczył, ileż to razy był zmuszony w dzień wolny gnać do pracy. Na wieść, że jest po alkoholu, nikt nie mógł go zmusić, ani ryzykować, a przecież wystarczył mały łyk.
Czego potrzebujesz do tej herbaty? — spytał, wskazując na czajnik, który za moment miał obwieścić wszem wobec, że woda osiągnęła temperaturę wrzenia.

Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Chwila niezręczności zdecydowanie była warta tego, jak przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele. Na moment poczuła się znowu malutka i rozluźniła się w jego objęciach, chociaż mógłby to zrobić jednak trochę mocniej... Albo podnieść ją z ziemi tak, żeby oplotła go też nogami. No mógłby...
Westchnęła z niezadowoleniem, kiedy wypuścił ją z objęć i dała się poprowadzić w kierunku kuchni.
- No ładnie... Nawet mnie nie pocałowałeś, a już wysyłasz mnie do kuchni. - zauważyła z przekąsem i uśmiechnęła się pod nosem, trochę zastanawiając się nad tym, jak taki pierwszy pocałunek w wykonaniu Pana Doktora wyglądałby?
- Hmmm... Ale nie masz dzisiaj żadnego dyżuru na telefon? Chyba moja duma by nie wytrzymała, gdybyś musiał w połowie masowania mi stóp uciekać do pracy. - stanęła za ladą, powoli wyciągając ze swojej torebki cynamon, goździki, pomarańcze i jakieś inne utensylia potrzebne do cukierniczego cuda herbacianego. - I nie pijesz tylko po to, żebym Ci się bardziej podobała?
Zatrzymała na nim spojrzenie prawie czarnych tęczówek, po czym wyszczerzyła ząbki w rozbrajającym uśmiechu. - Umiesz zrobić whisky sour? Lubię tego drinka
Tak, jak cię upije to będziesz łatwiejsza! Brawo Jamie!
Uśmiechnęła się do swoich myśli i zabrała się za parzenie czarnej herbaty i przygotowywanie zimowego naparu, tak jak trzeba. Jak się okazało, zabrała ze sobą też bezy, słoiczek domowego musu z truskawek, orzechy, śmietanę do ubicia i winogrona. Zapowiadała się przesłodka i przesmaczna przekąska na później.
- Postarałeś się! - pochwaliła, kiedy wymienił wszystkie przygotowane rzeczy. - Miło jest dla odmiany przyjść na coś przygotowanego, a nie samej szykować. Czuję się bardzo zaopiekowana. Jak mi jeszcze powiesz, że rozpalisz w kominku i masz jakiś mega miękki koc, na tyle duży by pomieścił nas oboje, to już będę wdzięczna. Tylko wygnieciesz spodnie...
Ale to jest problem, który przecież bardzo łatwo rozwiązać, zupełnie tak, jak było z krawatem i marynarką. Oj Jamie, jakie niesforne myśli się ciebie dzisiaj trzymają!

Michael Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jestem wolnych od takich skrupułów. Zresztą masz dowód na to, że kiepski ze mnie materiał na męża — odparł niewinnym głosem, niewiele sobie robiąc z nadąsanego tonu Park. — Poza tym nie wspominałaś, że dążysz do mistrzostwa w obracaniu kota ogonem. To zaś czyni cię idealnym materiałem na żonę. — Wsparł się tyłem o kuchenny blat i splótł ręce na piersi, przez moment obserwując poczynania Jamie, kiedy zaczęła wyciągać z torby kolejne rzeczy. Przemknęło mu przez myśl, że to pierwszy raz od długiego czasu, kiedy ta kuchnia miała okazję widzieć tak wiele produktów spożywczych. Lata temu poddał się w walce o zdobycie kulinarnych umiejętności, godząc się z tym, że do końca życia przyjdzie mu być zdanym na cudzą łaskę. W wojsku nie był to żaden problem, wszak każdy żołnierz odwiedzał stołówkę i tam następował podział zadań. Już wtedy kompani wiedzieli, że nawet jeśli Graham potrafi posługiwać się nożem, to w formie narzędzia medycznego, lub broni, nie zaś do gotowania. Chętnie brał fuchę na zmywaku, gdzie nie istniało ryzyko, że mógłby kogokolwiek otruć, bądź oparzyć. Zaśmiał się zaraz krótko i pokręcił głową z niedowierzaniem. Masowanie stóp? A więc to miała na myśli, mówiąc, że przygotuje jakieś atrakcje. Wybiórczość w odpowiadaniu na pytania wcale go nie zrażała, było widać, że Jamie ma swój świat i własny tok myśli.
Whisky sour? Zakładam, że wchodzi tam cytryna i coś słodkiego? Mam limonki i cukier, jeśli to rozwiązuje sprawę. Internet podpowie proporcje — zasugerował, zabierając się do roboty i skutecznie ignorując mnogość produktów, jakie pojawiły się na kuchennym blacie. Może to i lepiej, że nie zamówił jeszcze kolacji, bo wszystko wskazywało na to, że Jamie spakowała się, jak na piknik. Tu też dobrze się uzupełniali, bo Michael, który za słodkościami przesadnie nie przepadał, w ogóle o nich nie pomyślał, zamiast tego przygotowując standardowy zapas słonych przekąsek, czyli popcornu i czipsów.
Nie mogłaś wysłać mi wcześniej listy z zapotrzebowaniem? Bez kominka mogłoby tu być ciężko, więc ucieszy cię wieść, że ogień już hula. Koce są, ale czy na tyle miękkie, by zaspokoić twoje potrzeby? Najwyżej będę musiał znaleźć inne rozwiązanie. — Kącik ust zawisł w rozbawieniu, kiedy myśli uciekły w innym kierunku, ciekawym trafem również ku pozostawionych w holu marynarki i krawata. Wręczył jej szklankę z trunkiem przyrządzonym wedle znalezionego w sieci przepisu. Sam preferował alkohol bez dodatków, ale kimże był, by odbierać Jamie przyjemność z jej własnego drinka? Spojrzał na nią pytająco, przygotowany na to, by w razie potrzeby poprawić proporcje słodyczy i kwasowości.
Dość tego kucharzenia, seans zaraz się zacznie. Nie chcesz chyba, żeby bilety nam przepadły — zawyrokował, wyciągając z szuflady tacę i ułożył nań drinki, herbatę i całą resztę niezbędnych do oglądania rzeczy, po czym wskazał brodą na korytarz prowadzący w głąb domu.
Przestronny, skąpany w półmroku salon został na tę okazję nieco przearanżowany. Rozłożona kanapa zastawiona stosem poduszek i wspomnianymi wcześniej kocami mieściła się na wprost sporego ekranu. Na niskim stoliku były już miski ze słonymi przekąskami, tuż obok wylądowała niesiona przez Michaela taca. Pokój dzienny, podobnie jak kuchnia, nie nosił zbyt wielu oznak prywatnego życia lekarza. Brakowało w nim fotografii, bibelotów, czy kartek świątecznych, pozostawiając przestrzeń, niczym z żurnala, a więc mało osobistą. Niewątpliwym plusem, nadającym salonowi przytulności, był leniwie trzaskający w kominku ogień.

Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

- Wcale nie jesteś taki zły! - zadecydowała w odpowiedzi. - I byłabym zajebistą żoną! Och, mówię Ci: ultimate wifey! Ubierałabym te pinupowe sukienki, zawsze w makijażu. Tak kochanie, jak było w pracy kochanie, musisz być bardzo zmęczony! Zjedz obiad, a potem zrobię Ci masaż...
Poruszała zabawnie brwiami, jakby w ten sposób chciała podeprzeć moc swojego argumentu.
Ale rzeczywiście żyła trochę w swoim świecie, łatwo się rozpraszała i czasem zapominała o odpowiedzi na pytania, szczególnie jak wchodziła w ferwor mistrza alchemii, bo cukiernictwo, to tak naprawdę nic innego jak chemia. Proporcje są bardzo ważne, tyle tylko, że w tą chemię można jeszcze włożyć swoją fantazję i umiejętności twórcze. Z resztą Michael nie raz widział w cukierni małe cuda cukiernicze, może nie na miarę gwiazdki pewnej marki sprzedającej opony, ale na pewno powyżej przeciętnej bajadery kupowanej gdzieś w budzie na targu. Nie żeby ta bajadera była jakoś zła, każdy kto ją jadł dobrze wie, że smak jest obłędny, nawet jak się wie, że to przegląd niesprzedanych ciastek z tygodnia.
- Dziękuję, że zapytałeś o pracę i tak... Masz rację. Ilość czekoladek i ciastek, oraz pączków w kształcie serca, jaką dzisiaj sprzedaliśmy powinna mnie na spokojnie utrzymać przez dwa miesiące. No gdyby nie podatki. - uśmiechnęła się pod nosem nalewając gorącej herbaty do dwóch pięknych pucharków, już przygotowanych na finałowy dotyk jej dłoni. - Mężu, czy mógłbyś schować śmietanę do lodówki?
Poprosiła wlewając do dwóch kieliszków trochę własnoręcznie robionego soku z malin i miodu tak, żeby obie warstwy stworzyły piękną, rozdzielną mozaikę. No dobra, po prostu były obok siebie niezmieszane, ale mozaika brzmi bardziej poetycko.
- Dziękuję! To był najszybciej przygotowany syrop cukrowy, jaki widziałam. - uśmiechnęła się do niego sięgając po drinka i upijając z zadowoleniem łyka. - Och tak, idealny!
Może odrobinkę za ciepły, ale nie dało się tego uniknąć, zważywszy na przygotowywanie syropu cukrowego. Poza tym Jamie doskonale wiedziała, że jeśli skrytykujesz faceta za coś, co robi dla ciebie, nawet jeśli nie zrobił tego perfekcyjnie, to szansa na to, że zrobi to jeszcze raz drastycznie spada! I to naprawdę drastycznie.
- Chciałam, żebyś miał możliwość wykazania się. I naprawdę zbierasz punkty wzorowo. Jakoś Ci wybaczę to, że nie otworzyłeś mi drzwi w fartuchu kuchennym. Pamiętasz, jak Ci mówiłam, że kwiaty powinno dawać się bez okazji? Musiałam upaść na głowę, tak pięknego bukietu w życiu nie widziałam. - podeszła z pucharkiem herbaty do bukietu i aż oczy jej się zaświeciły.
Chyba nigdy w życiu nie dostała tak wielkiego bukietu czerwonych róż. Zdarzało jej się kupić kwiaty samej sobie albo do wystroju mieszkania, ale zazwyczaj były kolorowe i na pewno nie aż tak romantyczne.
- Ale na początku są tylko reklamy i kończy się popcorn! - zaprotestowała trochę jak dzieciak, ale dała się poprowadzić w głąb domu, trzymając w rękach drinka i herbatę.
Ale dopiero tutaj ją zatkało. Kominek, półmrok, rozłożona kanapa. Wszystko wyglądało tak pięknie, jak tylko mogła sobie wyobrazić. Zupełnie jakby wiedział, czego ona chciała, a wcale mu nie opowiadała, jak to ma wyglądać. Co z resztą skutkowało pełnym garniturem! Aż westchnęła z wrażenia i spojrzała na Michaela wzrokiem, w którym było tak dużo wdzięczności, zachwytu i uwielbienia, że przez moment mógł się poczuć jak prawdziwy bohater. Póki się nie odezwała...
- Zrobiłeś dla mnie barłóg! - przygryzła swoje wargi, próbując zatrzymać okrzyk radości, po czym poczłapała szybko do kanapy, na tyle niezręcznie, że rozlała trochę herbaty na podłogę. - Ups!
Zaraz wróciła, żeby swoją skarpetką wytrzeć odrobinę wilgoci, co nie było najrozsądniejsze, więc ściągnęła grube skarpety i niczym łania przeskoczyła po chłodnej jeszcze podłodze na kanapę, chowając się między poduszkami.
- Jesteś wspaniały!

Michael Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Oh od razu mnie zabij! — wywrócił oczami, z łatwością mogąc zobaczyć w wyobraźni Jamie we wspomnianych scenach. Zagłaskiwanie i nadmierna cukierkowość mogła doprowadzić do natychmiastowych wymiotów, czy nawet zawału. Inaczej miała się sprawa z pinupową sukienką. Ten obraz był znacznie przyjemniejszy, zwłaszcza że jak Jamie już zdążyła mu przypomnieć, miał okazję widzieć jej bieliznę. Ten obraz przyszedł bez ostrzeżenia, rozlewając się po ciele ciepłą falą; na tyle zaskakującą, że aż odchrząknął, nim powrócił do przyrządzania drinków.
Nie jest łatwo prowadzić samodzielnie biznes. Musisz mieć w sobie dużo siły i wytrwałości — zauważył, spoglądając z ukosa na dekorowane pucharki. Nie zareagował na bezpośrednie określenie, a raczej zareagował, tylko już bez większego zdziwienia, zwyczajnie przejmując śmietanę i usłużnie chowając ją do lodówki. Dlaczego przyszło mu to tak łatwo? Czyżby oswoił się już z lekkością, z jaką się do niego zwracała? A może to komplement, nadcierający równie niespodziewanie, co wcześniejszy obraz kusej sukienki? Michael wychodził z założenia, że nie należy do grona typowych facetów, ale kto aspirował w bycie kojarzonym z przeciętnością? Nie lubił krytyki, to fakt, lecz nie do skrajności, która zmuszałaby do obrażonego tonu (może trochę), czy ostatecznego porzucenia wszelkich starań (na pewno nie!). Skinął oszczędnie głową, gdzieś w głębi serca czując, że ego zostało podłechtane, lecz nie dał tego po sobie poznać. I to nie dlatego, że komplementów przyjmować nie chciał, a dlatego, że naprawdę się postarał nie wysadzić domu w powietrze.
Wpiszę to sobie do CV. “Michael Graham, zdobywca punktów.” Choć nie wiem, czy nie zostałoby to źle odebrane — mruknął, wyciągając rękę w przelotnym geście, jakby prezentował chwalebny szyld. — I naprawdę, trzeba było mówić, że fartuchy, to twój kink. Następnym razem przyniosę z pracy. — Wprawdzie lekarski, to nie to samo, co kuchenny, ale kto mówił, że oczekiwań nie będzie interpretował na swój własny sposób? — I proszę bardzo. — Skłonił jeszcze głowę na wzmiankę o kwiatach. Chciał jej zrobić przyjemność, poza tym uznał, że bukiet, to nieodzowny element każdej randki. Skoro miała być niemal podręcznikowa, to nie mogło go zabraknąć. Poza tym chciał dać Jamie kolejny powód do uśmiechu.
Po przejściu do salonu zastygł, czując wlepione w siebie spojrzenie i czekał na ostateczny wyrok, by wreszcie parsknąć śmiechem. Ryzykownie, bo niesiona w dłoniach taca zachwiała się i tylko jeden nieostrożny krok dzielił go od tragedii.
Za każdym razem, kiedy mam poczucie, że o wszystko zadbałem, uświadamiasz mi, że jestem w błędzie. — Pokręcił głową z dezaprobatą na widok wytartej skarpetką plamy. — I przepraszam, ale barłóg? Może od razu całą bazę z kocy zbudować? To będzie nasz dom, drzewo już zasadzone — umieszczone w wazonie kwiaty były idealnym synonimem — pozostanie tylko jedna, szalenie istotna rzecz. — Bo czymże jest szczęśliwa rodzina bez spłodzonego potomka? Opadł wreszcie na kanapę i sięgnął po pilot, osadzając wzrok na zakopanej wśród poduszek Park. — ”Blade runner” czy “Lost in translation”? — Oczywiście, że pamiętał tytuły filmów, o których rozmawiali. Miewał problemy z twarzami i imionami, z tymi drugimi radząc sobie, nadając ludziom pseudonimy, o których wiedział tylko on i spis numerów w telefonie. Może i spędził dłuższą chwilę, próbując sobie przypomnieć, o czym Jamie mówiła, ekscytując się opowieścią o niewypowiedzianych emocjach, ale był z siebie szalenie dumny, gdy odnalazł wspomniany film. Wzniósł wyżej brwi, czekając na odpowiedź. No, chyba że film miał zejść na dalszy plan w imię obowiązków.

Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Czy to było zagłaskiwanie na śmierć? Zabawne, że kiedyś tak wyglądało idealne małżeństwo i to wcale nie tak dawno temu. Insza inszość, że to były też czasy, kiedy spokojnie mąż mógł utrzymać całą rodzinę, a żona mogła zajmować się domem. Komu to przeszkadzało? Ale tak! Sukienki to zdecydowanie był żywioł Jamie i jak tylko zrobi się cieplej, albo na tyle ciepło, by wskoczyć w letnie sukienki, to Michael będzie miał mnóstwo możliwości by nacieszyć się tym widokiem. O ile w międzyczasie nie znudzi się nią, albo nie uzna, że jednak za dużo jest niej w niej.
Tak... Te majtki... I to wcale nie były jakieś seksowne, strach pomyśleć co by było, gdyby zobaczył te dzisiejsze!
Komplement na temat prowadzenia biznesu przyjęła wdzięcznym uśmiechem i cichym "dziękuję". To też byłą nowość w jej życiu, bo zazwyczaj wzbraniała się przed komplementami jak diabeł przed wodą święconą. Wiesz, umniejszanie swojego wysiłku albo powagi osiągnięć i tak dalej i dalej. Natomiast Nowy Rok - Nowa Jamie, zaczynał się od większego doceniania samej siebie.
- Gotujecie w pracy? - zapytała zdziwiona, najwyraźniej nie wyłapując tego drobnego niuansu, że i jeden ciuch i drugi nazywany jest fartuchem.
Szybko jednak zdecydowała się tę nieścisłość puścić w niepamięć, tym bardziej, że dostrzegła to zdegustowane spojrzenie odnośnie wycierania herbaty skarpetką. Nie była taka, normalnie sprzątała i tak dalej, po prostu zareagowała jakoś tak instynktownie. No dobra, mimo że dbała o porządek, to czasem przy takich drobiazgach zdarzało jej się zachować jak mały brudas, ale zdecydowanie było to niegroźne. No i w efekcie znów miała gołe stopy, a to już coś!
Gdyby Michael mógł zobaczyć swoją własną minę, kiedy w oczach Jamie pojawiła się dziecięca dzikość, na wspomnienie bazy z koców. Nie mógł wymyślić lepszego pomysłu w tym momencie i naprawdę z wielkim trudem powstrzymała się przed zmuszeniem go do takiej zabawy.
- Ale to taki pozytywny barłóg! Taki, z którego nie chcesz wychodzić, bo jest tak przytulnie. Naprawdę nie mogłeś mi sprawić lepszej randki! - przyznała szczere, zaczynając się powoli zastanawiać, czy to też był jego sposób spędzania czasu, czy raczej musiałaby w podzięce przygotować coś zupełnie innego.
Nie wiem, skok ze spadochronem, strzelnicę, nielegalne wyścigi, wieczór w prosektorium?
zarumieniła się na wspomnienie o tej kolejnej, bardzo istotnej rzeczy i pąsowa schowała się pod kocem. No tak... Teraz to już naprawdę będę musiała się z nim przespać.
Westchnęła pod nosem, po czym wyjrzała zza koca i odpowiedziała.
- Nie ma bazy z koców nie ma dzieci.
Ale przecież jest mnóstwo czynności, które nie koniecznie muszą się kończyć narodzinami, z resztą przecież była na randce z lekarzem. Kto, jak nie on będzie wiedział czym jest bezpieczny seks? Aż zachichotała na tę myśl, po czym wyciągnęła ręce w kierunku szklanki z herbatą. Stęknęła niezadowolona, bo była za daleko, po czym spojrzała pytająco i prosząco za razem na Michaela.
- Blade Runner, a potem ten drugi nie pamiętam który miał tam rocznik. Na "Między Słowami" faceci płaczą, a przypuszczam, że nie ufasz mi jeszcze na tyle, by uronić przy mnie łezkę. - wyjaśniła swój wybór, kiedy już dostała herbatę do ręki i z zadowoleniem upiła z niej łyk.
Ach cudowny aromat. Rety, jak przemiło było tutaj...
- Usadź się wygodnie, bo będę się do Ciebie przytulać. - zadecydowała.

Michael Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”