
A zwłaszcza, gdy odkryłam swoje prawdziwe powołanie jako mała bułeczka, inżynier od rozmontowywania każdej ciekawej rzeczy; każdej nowej rzeczy, jaką moi opiekunowie kupili, a potem brak umiejętności w jej ponownym skleceniu w całość. Bo no cholera! Zawsze zostawała jakaś mała część, śrubka, która nagle znajdywała się już po złożeniu, a nigdzie nie pasowała. Mimo że z tego powodu nigdy nie podnieśli na mnie ręki to, nie obyło się bez poważnej rozmowy i małego szlabanu, a przynajmniej do momentu aż zauważyli, że w sumie nic im to nie daje. Z biegiem latek byłam jednak w tym coraz lepsza i teraz umiem już sama naprawiać poniektóre sprzęty. Taka mała złota rączka ze mnie, być może dlatego w szkole mam głównie problemy z przedmiotami humanistycznymi, ale mam mądrą mamę, który zawsze mi w tym pomaga. Za to jestem, jak to mówią „geniuszem” w sprawach fizyki, czy ogólnie przedmiotów ścisłych, co chyba mam po kimś spoza rodziny.
Po ów osobie mam jeszcze „bezkolorowy świat”, który widzę wszystko w szarych, pozbawionych kolorów barwach. Początkowo zmartwiło to mamę, gdyż rówieśnicy mogli nie zrozumieć mojej choroby i dokuczać mi z powodu tej inności. Dlatego długo rozmawiałam na ten temat z psychologiem. Ostatecznie akceptuje siebie taką, jaką jestem i mam gdzieś co myślą o tym inni. Przynajmniej wyróżniam się w otoczeniu! A jeśli o zagubieniu mowa...pamiętam jeszcze jak w moje siódme urodziny, poszliśmy wszyscy do wesołego miasteczka, gdzie oddaliłam się od rodziny i wtedy złapał mnie on! Ten obrzydliwy klaun, który chciał mnie porwać i zabrać w dziwne ciemne miejsce, wiem, że chciał to zrobić! (mimo że kuzyn mówił, że prowadził mnie do ochrony, bo zobaczył samotne płaczące dziecko), ale ja wiem swoje… Od tamtego momentu boję się tych dziwnie umalowanych osób, do takiego stopnie, że prawie dostałam zawału oglądać IT...
O tym też rozmawiamy z psychologiem na naszych specjalnych wizytach, które mają naprawić moje problemy w głowie. Spokojnie nie jestem szalona! Jestem trochę inna…do takiego stopnia, że gdy zobaczyłam film o smutnej krówce, która szła na…. Ach to słowo nie przejdzie mi nawet przez usta, dlatego zostałam weganką. I nadejdzie dzień, kiedy przekonam do tego całą rodzinę.
Oczywiście akceptują oni ten fakt, jak akceptują to, że żyją ze mną, małą aktywistką, która często lata z pikietami w miejscach, gdzie nie powinna. I również z tego powodu wpadam w różne, kłopoty...ale nie moja wina, że kocham naszą małą ziemię zbyt mocno, a te parszywe szczury z korpo ją tak traktują. Dodatkowo! Jak mogą wykorzystywać, ludzi płacąc im grosze za pracę, jaką dla nich wykonują…
Niestety jestem jeszcze dzieckiem, którego mało kto słucha i zazwyczaj mało kto akceptuje, dlatego miewam problemy z rówieśnikami, przez co zdarza mi się wpadać na uczelnie i spędzać czas z przyszłą „inteligencją” naszego świata...ale o tym kiedyś indziej...swoją drogą, nazywam się Flower Libby Oriana, cudne imię, które wybrała moja mama! W domu jednak mówią na mnie „Flo” i mam dopiero 17 lat...
✿mam straszne uczulenie na orzechy i brzoskwinie.
❀od siódmego roku życia boję się klaunów, a od małego ciemności i zamkniętych pomieszczeń, dlatego pomimo bycia młodym dorosłym, ciągle śpię z małym światłem, jak i przy otwartych drzwiach.
✿kocham zwierzęta, nie mogę patrzeć, gdy ktoś je krzywdzi. Dumna posiadaczka psa rasy kundelek, którego kiedyś znalazłam przywiązanego do drzewa.
❀ od ponad roku jestem wolontariuszką w PETA oraz Greenpeace.
✿posiadam kilka szczurków, które ktoś kiedyś
❀jeśli tak na to wszystko spojrzeć, to wyrosła ze mnie mała aktywistka, która patrzy z pogardą na te wszystkie wielkie korpo, które nagminnie niszczą środowisko, czy łamią podstawowe prawa człowieka. Ostatni jednak zaczęłam pracować w pewnej firmie, która tworzy odnawialne źródła energii.
✿weganka z wyboru, jednak nie studentka prawa…
❀w wolnych chwilach zbyt długo przesiaduje na przeróżnych grupach, forach dyskusyjnych i innych redditach. Zazwyczaj używam tam nicku „Oxygen”. Owszem! Uciekam w świat internetu z racji problemów w nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich.
✿niestety rówieśnicy uważają mnie za dziwaczkę, przez co bywam czasami smutne, bo nie starają się nawet zrozumieć mojej strony rozumowania – mojego punktu widzenia.
❀wbrew pozorom, gdy moje kontakty z rówieśnikami cierpią, tak kontakt z „przyszłą inteligencją”, jest o wiele lepszy. Nie wszyscy imprezują na studiach, zdarza się im mnie zaciekawić swoimi poglądami, czy po prostu słuchają również często, tego, co ja mówię.
✿od małego mam dziwną manię rozbierania rzeczy na czynniki pierwsze; przez co dochodzi często do rozmów na ten temat z mamą, ale głównie wtedy, gdy nie umiem czegoś przywrócić do pierwotnego stanu.
❀jak można się zatem, domyślić jestem bardziej umysłem ścisłym, niż humanistycznym. Dlatego zwą mnie „geniuszem” od ścisłych, a „idiotką” od humanistyki. No ale nie mogę być dobra we wszystkim, prawda?
✿mimo że jestem jeszcze młoda, mam swoje osiągnięcia! I nie mówię tu o prostych konkursach w szkole! Artykuł o „drzwiach dokądkolwiek”, który wysłałam jako kochany tatuś (którego sobie wymyśliłam), gdy byłam jeszcze niepełnoletnia, został opublikowany w amerykańskim czasopiśmie „youth science journal”. Musiałam jednak obejść się bez nagrody, by nie wpaść w sidła własnego kłamstwa…nie sądziłam jednak, że moja teza narobi tyle szumu i wygra.
❀ostatecznie i tak mama zobaczył artykuł całkiem przypadkiem i doszło do małej pogadanki ze mną o tym, że więcej mam nie kłamać w takich sprawach, bo mogą wyjść z tego poważne kłopoty. Obiecałam więc, że więcej tego nie zrobię… mówiła to ona! Flo pisząca właśnie kolejną pracę na konkurs…
✿kocham fizykę i matematykę, ubóstwiam zagadki liczbowe i wszystko co związane z liczbami.
❀nie wiem jeszcze, co chce robić w swoim życiu, czy chce wiązać się z nauką, czy z czymś innym.
✿kocham jazdę rowerem! Mam taki rodem wyjęty z lat 80. Jest stary! Prawda, ale ja kocham takie starocie, gdyż nadal używam discmana i walkmana.
❀ubóstwiam. Kocha „stranger things”, jak i wszystko w takich klimatach, dodatkowo jako fanka tych „papierowych rpg”, kocham system tales from the loop
✿kolejnym moim małym dziwactwem jest to, że w domu noszę kitel naukowca, który kiedyś kupił mi go dziadek na jakieś licytacji charytatywnej, love tak bardzo.
❀poza domem noszę raczej ubrania zakupione w szamteksach i innych mniejszych lokalnych sklepach. Omijam sieciówki i wielkie dyskonty ubraniowe, mówimy im kategoryczne nie!
✿nigdy nie poznałam biologicznego ojca, a próba nawiązania rozmowy z mamą o nim, zawsze kończyła się jednym i tym samym - ten człowiek nie istnieje dla naszej rodziny. mimo wpajanego frazesu, na jego temat, bardzo chętnie go poznam.
❀życie na Kubie nie jest proste dla normalnych ludzi. Dlatego moja mama odkładała każdy grosz, bym mogła wyjechać z kraju gdzieś, gdzie będę miała lepsze perspektywy na dobre życie.
✿i tak oto po dogadaniu się z kuzynem Madoxem i ubłaganiu go przez moją matkę, chwilowo został moim nieprawnym opiekunem, a ja jego pasożytem domowym. Inaczej mówiąc pomógł mi z wszelakimi formalnościami bym mogła legalnie mieszkać w Kanadzie.
❀nim jednak opuściłam domostwo, moja mamusia kategorycznie zakazała mi szukać ojca - użyła dosłownie słowa "kategorycznie", gdy tylko wspomniałam o adresie albo jakichkolwiek jego danych. Ja wiem jednak swoje, ona specjalnie trzymała to zdjęcie z jego imieniem i nazwiskiem, które ukradłam i ukryłam w odmętach mojego bagażu.

