26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ruszyły ją słowa Kiry. Ale wcale nie dlatego, że zrobiło się jej przykro, a bardziej z faktu, że gdyby wszystko poszło zgodnie z planem cała ta tragedia by się nie wydarzyła. Wszystko byłoby o k e j. A przynajmniej tak postanowiła sobie powtarzać Hollis, trwając wciąż w fazie jakiegoś chorego wyparcia, nie potrafiąc przyznać się do winy. No po prostu nie mogła dopuścić do siebie myśli, że jej poczynania przyczyniły się do tego, że teraz trzy osoby mogły być martwe.
Jasne, nie miała wpływu na to, że tak potoczą się sprawy, ale jednak brała w tym wszystkim udział. Była w samochodzie, który potracił i może również podchodziłą do tego tak bardzo emocjonalnie ze względu na ojca? Te dwie sytuacje były od siebie k o l o s a l n i e inne, a jednak nie mogła nic poradzić na nieprzyjemny dreszcz, który przeszedł jej ciało, kiedy razem z Finch schodziły w dół rowu, by przyjrzeć się sytuacji z bliska.
Lyric trzymała się z tyłu, walcząc z paniką, jaka ją ogarniała, pozwalając Kirze przejąć stary, chociaż kiedy oznajmiła, że trzeba ich bylo wyciągnąć z auta, Hollis popatrzyła na nią wielkimi oczami.
A to nie było tak, że nie powinno się ruszać ludzi po wypadku? — spytała durno. Sama nie znała odpowiedzi na to pytanie, jednak była przekonana, że gdzieś przeczytała, że przez wyciąganie z pojazdu na siłę można było ludziom połamać kręgosłup lub przyczynić się do zgonu, a tego przecież tu nie chcieli. Chociaż z drugiej strony, istniała przecież szansa, że Porche stanie w płomieniach, a wtedy połamany kręgosłup czy nie i tak już nic nie zmieni. — A zresztą, róbcie, co uważacie — machnęła ręką, nerwowo poprawiając włosy, a zaraz potem sama słuchała się Kiry i pomagała wyciągać poszkodowanych kolegów G-Forca z tylnych siedzeń, pozostawiając ich pod drzewem w bezpiecznej odległości. Poszło im nawet sprawnie i już po chwili wszyscy znowu stali przy żółtym Ferrari Finch.
Podniosła spojrzenie na blondynkę, gdy wspomniała o apteczce.
Co? — a co jej z apteczki? Chciała im jeszcze bardziej pomóc? Dopiero po chwili spojrzała na swoją dłoń i przesunęła opuszkami po twarzy, by ściągnąć z niej niewielkie ilości krwi. — To nic — rzuciła, wbijając spojrzenie w jej szare oczy. — Ogarne to potem. Jedźmy już — poprosiła, przestępując z nogi na nogę. Sama nie wiedziała, co bardziej ją gryzło: fakt, że gdyby ktoś ich teraz przyłapał, mogli mieć z tego niemałe kłopoty (kurewsko duże nawet), czy jednak bardziej sama kwestia wypadku i tego, że nagle nie mogła przestać myśleć o swoim ojcu. Ciekawe ile on leżał, zanim go znaleźli.
Uciekali z miejsca wypadku zupełnie jak tamten pijany kierowca. Tylko właśnie on wtedy zrobił to z bezmyślności, a oni tak naprawdę tylko uciekali. Spojrzała jeszcze raz w kierunku samochodu.
Myślisz, że będą w stanie nas z tym jakoś powiązać? — wypaliła po chwili w kierunku Kiry, kiedy reszta już ładowała się do środka pojazdu. — No wiesz, po tym kutasie, co Sony zdążył narysować? — chociaż z drugiej strony jak? Na farbie przecież nie było żadnego DNA, nie mówiąc już o braku jakiegokolwiek monitoringu w starej fabryce.

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie to, że Porsche dymiło się jak niedogaszone ognisko, Kira na pewno zostawiłaby G-Force'a i jego kumpli w takim stanie, w jakim zastała ich w rowie. Istniało jednak ryzyko, że samochód mógł eksplodować, a wtedy sfajczyliby się żywcem i dopiero byłby kłopot. Wyciągając całą trójkę z samochodu zrobili, co mogli — unieruchomili głowę, a potem ułożyli ich w bezpiecznych pozycjach. Jeśli któremuś przy tym pękło żebro, to trudno, zrośnie się.
O ile Lyric nie chciała skorzystać z apteczki, Finch musiała zakleić sobie ranę na policzku jakimś plastrem, bo chociaż szrama nie była głęboka, ciągle mocno krwawiła. Otworzyła bagażnik, wyciągnęła co trzeba z plastikowego pudełka i niedbale przykleiła sobie opatrunek na twarz.
Nie wiem — odparła zgodnie z prawdą. Nie miała pojęcia, w jaki sposób policja zabezpieczy ślady i czy będą je zbierać z ubrań poszkodowanych. Jeśli tak, to niewątpliwie wszyscy będą mieć przejebane, zważywszy na fakt, że każde z nich było notowane. Ale Kira dalej twierdziła w słuszność swoich czynów. Postąpili jak należy, nie skazując rannych na pewną śmierć. — Bardziej obawiałabym się tego, jak wiele będą z tego pamiętać i co McMillan powie swojemu staremu — mruknęła, zajmując miejsce w fotelu kierowcy. Ravy i Sonic ulokowali się z tyłu, więc Lyric pozostało miejsce z przodu obok Finch.
Jakby tego było mało, Ferrari na początku nie chciało odpalić. Silnik dławił się z przegrzania, bo po wcześniejszym przegrzaniu gwałtownie zetknął się z zimnym powietrzem. Różnica temperatur mogła spowodować, że mieszanka paliwowo-powietrzna była zbyt mocno albo zbyt słaba, a a elektronika nie potrafiła dobrać właściwych parametrów zapłonu. Do tego rozgrzane elementy silnika traciły chwilowo szczelność, a zimne powietrze pogarszało parowanie paliwa. Samochód zatrybił dopiero po kilku minutach, a wtedy w oddali słychać było już sygnały karetek. Kira wcisnęła pedał gazu i ruszyła w przeciwnym kierunku, żeby na razie ukryć się gdzieś dalej za miastem i nie natrafić na nadjeżdżające służby.
Dokąd jedziemy? — dopytała Ravy, opatulając się kurtką.
Przed siebie — odparła zdawkowo Finch, całkowicie skupiona na drodze.
Ale gdzie konkretnie?
W dupę, kurwa — warknęła przez zaciśnięte zęby. — Jak najdalej stąd. Właśnie uratowałam dupę, a wy co? Żadnego "dzięki, Kira". Jeśli myślicie, że zapomnę o tym, co się stało, to jesteście w dużym błędzie — prychnęła wyraźnie poirytowana zaistniałą sytuacją. Wciąż nie mogła uwierzyć, że wykazali się taką nierozwagą, pakując prosto w łapska G-Force'a. — Sonny, zadzwoń do Boosta. Zapytaj, czy wszystko gra — poleciła, bo przecież on też spierdalał przed koleżkami McMillana. Finch miała nadzieję, że udało mu się uciec i znalazł bezpieczną kryjówkę. — Przekaż, że jak staniemy, to wyślę mu naszą lokalizację.
Ravy poruszyła się niespokojnie na tylnym siedzeniu.
Daj spokój, już się tak nie wściekaj — nie dawała za wygraną, a w odpowiedzi Kira mocniej ścisnęła kierownicę i wydała z siebie bliżej nieokreślony pomruk. Naprawdę nie miała siły na zbędne, prowadzące donikąd dyskusje.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stała z boku, przyglądając się, jak Finch grzebie w apteczce, by już po chwili opatrzyć sobie twarz. W pierwszym odruchu chciała zaproponować, że jej pomoże, jednak te chęci skończyły się jedynie na cichym stęknięciu i rozchylonych wargach, z których nie wyszedł żaden dźwięk. Może dlatego, że oczami wyobraźni już widziała, jak Kira spławia ją z głośnym prychnięciem, tak bardzo charakterystycznym dla swojej osoby? A może po prostu uznała, że to nie było miejsce na zgrywanie pielęgniarki i oferowanie się z czymkolwiek, kiedy ona ewidentnie była na nich — a pewnie przede wszystkim na nią — wkurwiona. Dlatego stała w ciszy, czekajać, aż wszyscy załadują się do auta. I to był błąd. Bo Sonic nagle zdecydował, że teraz on będzie siedział z tyłu, przez co dla Lyric zostało jedynie miejsce z przodu.
Świetnie.
Nie czekając jednak na żadne specjalne zaproszenie, ruszyła do drzwi, a już po chwili zapinała pas na miejscu pasażera. Znała je już aż za dobrze, a wspomnienia tych poprzednich wizyt momentalnie wleciały do jej głowy, aż w uszach usłyszałą jęki Kiry, kiedy ta pod nią dochodziła. Ta chwila nostalgii trwała jednak tylko chwilę, bo samochód, który nagle nie chciał odpalić jednak ruszył ją bardziej.
Z sercem pod gardłem wyczekiwała aż Finch w końcu uda się odpalić silnik, słysząc już w tle policyjne syreny. Mieli przejebane. Kurwa, jak oni mieli przejebane. Chociaż może nie wszyscy, bo akurat Kirę z pewnością jej ojciec wyciągnąłby z dołka w mniej niż godzinę, ale ją? Ona w tym więzieniu to by kurwa zgniła. Pewnie nawet własna matka nie przyszłaby jej odwiedzić.
Całe szczęście nie musiała się już nad tym dłużej zastanawiać, bo Ferrarii w końcu ruszyło i to z takim impetem, że Finch momentalnie wbiło w siedzenie. Dobrze, że zapięła pasy, bo Kira od razu weszła w zakręt, a jej ciało mimowolnie poleciało w przeciwną stronę, o mały włos nie roztrzaskująć się na bocznej szybie.
Zaciskając mocno palce i udając, że szybka jazda WCALE jej nie rusza, próbowała skupić się na słowach Finch, która wyrzucała z siebie wkurwione pociski, żaląc się, że nie usłyszała nawet, żadnego dzięki, Kira. Lyric prychnęła głośno.
Dzięki, Kira — rzuciła spokojnie, spoglądając na nią przelotnie. I chociaż można to było odebrać jako szczyt bezczelności, Lyric wcale nie miała tego na myśli. Bo ona faktycznie była jej wdzięczna. Jasne, była przekonana, że gdyby sam ogarniałą tą akcje lub Boost odpaliłby racę na czas, to wszystko poszłoby jak po maśle, ale nie poszło. I prawie przypłacili za to własnym zdrowiem, gdyby nie Finch, która znalazła się w odpowiednim miejscu i czasie.
Mówi, że jest git — odezwał się po chwili Sonic, drapiąc po głowie.
To co masz taką minę? — Ravy od razu podłapała dziwne zachowanie kumpla.
A sam nie wiem — wzruszył ramionami. — Był tam straszny pogłos, brzmiał jakby był w jakiś kanałach.
No i? Najważniejsze, że jest bezpieczny — Ravy przewróciła oczami i trzepnęła Sonica w tył głowy, karcąc go za to, że tylko niepotrzebnie przez moment napędził wszystkim stracha swoim zachowaniem.
Ał! — skrzywił się i zamachnął, jakby chciał jej oddać, ale oczywiście tego nie zrobił, jedynie rozmasował bolące miejsce. — Powiedział też, że czeka na współrzędne — nachylił się między siedzeniami i spojrzał na Finch.

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W piździe miała ich podziękowania. Jeśli będzie mieć przez to problemy, inaczej wtedy porozmawiają. Na razie chciała ich dowieźć w jakieś bezpieczne miejsce, z dala od policji, która pewnie już zjawiła się na miejscu zdarzenia wraz z pomocą medyczną. I oczywiście, że słowa Lyric odebrała jako sarkazm. Nic dziwnego, skoro wdzięczność przyszła dopiero po wymuszonych podziękowaniach.
Drobiazg — prychnęła pod nosem. Nie, to wcale nie był drobiazg. Po tych półgłówkach siedzących z tyłu mogła się tego spodziewać, ale że Hollis naprawdę podłapała realizację ich pomysłu? O to by ją nie posądzała. Nie mogła powiedzieć, że się na niej zawiodła, bo nie były blisko, ale ratując ich tył, Finch znów ściągała na siebie kłopoty. Powinna usiąść i przemyśleć swoje zachowanie. A najlepiej zastanowić się porządnie nad tym, czy nie zmienić towarzystwa, skoro otaczała się samymi debilami.
Teraz przemawiało przez nią wkurwienie, ale przecież w rzeczywistości za Ravy, Sonica i Boosta oddałaby życie. Zbyt wiele razem przeszli, żeby mogła ich porzucić na pastwę losu. Połączyła ich miłość do szybkich samochodów, wyścigi i wspólne zajawki. I chociaż mieli zupełnie inne charaktery niż Finch, to oni też niejednokrotnie wyciągali ją z szamba, kiedy znów bezwiednie wpierdoliła się po same pachy w totalne gówno.
Słysząc, że z Boostem wszystko w porządku, wypuściła po cichu powietrze. Zdołał uciec przed ludźmi G-Force'a. Dobrze. Niedobrze, że na pewno rozpoznali jego furę i pewnie wysprzęglą się na psach. No nic, o to będzie martwić się później. Dostrzegłszy, że Ravy zdzieliła Sonica po głowie, uśmiechnęła się pod nosem. Czuła, jak pierwsze emocje opadają z niej jak bitwy po nierównej bitwie. Trzeba było liczyć na to, że G-Force pójdzie po rozum do głowy i nie przedstawi ojczulkowi pełnej wersji wydarzeń. Albo że przez wylądowanie w rowie nabawił się amnezji.
Trzymaj — Kira podała Lyric swój telefon. — Napisz Boostowi, że będzie przy opuszczonym tartaku. Wie, gdzie to jest — skinęła głową, skupiając wzrok na nieoświetlonej drodze. Na obrzeżach asfalt wciąż pokryty był lodem, a niektóre odcinki w ogóle nie było odśnieżone, więc naprawdę trzeba było się spiąć, żeby nie stracić panowania nad pojazdem. Piaskarki jeszcze tutaj nie dojechały i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek zaszczycą rzadko przejezdne ulice swoją obecnością.
Finch ostrożnie skręciła w lewo, żeby nie wypaść z trasy i nie skończyć jak G-Force. Wjechała w boczną, żwirową drogę. W oddali rysował się zniszczony, drewniany budynek, który kiedyś był tartakiem. Teraz co najwyżej stanowił schronienie dla bezdomnych zwierząt i imprezową miejscówkę dla mieszkających po sąsiedzku nastolatków. Zatrzymała Ferrari pod blaszanym zadaszeniem i wysiadła z samochodu. Przysiadła na masce i wyjęła z kurtki kieszeni paczkę papierosów. Ravy i Sonic natychmiast zlecieli się jak sępy.
Też chcesz? — zagaiła do Hollis, wyciągnęła w jej kierunku rękę z pomiętą czaszką. — Śmiało, częstuj się. To i tak złote rozdanie — wzruszyła lekko ramionami. Gdzieś w schowku powinna mieć jeszcze jedną paczkę.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała zamiaru się z nią sprzeczać. Zdawała sobie sprawę, że całą tą akcję można było nazwać pojebaną i akurat Kira w tym wszystkim ze swojej perspektywy mogła uważać ich działanie za bezmyślne, szczególnie teraz, po fakcie, kiedy wyszło z tego tak wielkie gówno. Bo gdyby to się tylko udało, gdyby ta raca odpaliła na czas… nie no, nie powinna już o tym myśleć. Łapała się głupio przekonania, że ten plan miał ręce i nogi, podczas gdy był jednym wielkim fiaskiem, a ona po prostu nie potrafiła się do tego przyznać.
Dlatego po prostu się zamknęła.
Pozwoliła Finch jechać w ciszy i dopiero kiedy ta przekazała jej swój telefon, Lyric skinęła głową, a następnie wystukała odpowiednią wiadomość do Boosta, podając mu miejsce docelowe, w którym powinni się wszyscy spotkać. Wcisnęła wyślij i odstawiła telefon Kiry do wnęki między siedzeniami.
Gotowe — oznajmiła, i jeszcze przy okazji przeczytała wiadomość zwrotną, która pojawiła się na wyświetlaczu. — Wysłał kciuka — to chyba dobrze. Przynajmniej znaczyło, że dalej żył i był w jednym kawałku. Najprawdopodobniej.
Droga dłużyła jej się niemiłosiernie, chociaż było to raczej spowodowane nie odległością, a bardziej faktem, że Finch wciąż dodawała gazu i Lyric najzwyczajniej w świecie ciągle robiło się niedobrze. Całe szczęście drogi były wystarczająco oblodzone, że nie blondynka nie przekraczała jakiś kolosalnych cyferek.
Wygramoliła się z auta, kiedy już byli na miejscu i podeszła na przody, dołączając do ekipy. Oczywiście, że chciała fajkę. Swoje zgubiła gdzieś podczas ucieczki.
Dzięki — mruknęła, malując na twarzy kwaśny uśmiech. Nie za bardzo wiedziała, co jeszcze powiedzieć. I chyba nikt nie wiedział, bo każde z nich zapewne zastanawiało się, co się właśnie działo z G-Forcem i jego kumplami. Czy karetka już przyjechała? Wezwali policje? Czy wszystko było z nimi okej? Czy to pieprzone porche w końcu wybuchło, czy może jednak udało się je ugasić zawczasu? Pytania mnożyły się w jej głowie do momentu, w którym czarne auto nie podjechało, parkująć zaraz obok Ferrari Kiry.
Jezu, Boost! — Ravy pisnęła tak głośno, że aż papieros wypadł jej z ust. Schyliła się po niego szybko, a już w następnej sekundzie rzucała się przyjacielowi w ramiona. — Wszystko dobrze? Co tam się stało?
Jest git — Boost oczywiście odwzajemnił uścisk, może nawet trochę aż za bardzo wtulając twarz we włosy Ravy. Lyric aż uniosła w górę brewkę.
Weź stary, opowiadaj — Sonic również podszedł zbić mu piąteczkę.
No co, ta jebana raca nie chciała odpalić — wyrzucił ręce w górę. — Brat mi mówił, że to takie zajebiście łatwe w obsłudze, a okazało się, że wcale kurwa nie. No ale w końcu zadziałało — przeszedł się do maski Ferrari i zgarnął paczkę fajek, również się częstując — Powiem wam, że nawet szybko zgubiłem tych zjebów. Wystarczyły trzy ostrzejsze zakręty i nawrotka na skrzyżowaniu i już było po nich. Aż dziwne, bo przecież G-Force jest zajebistym kierowcą — skrzywił się.
Bo go tam nie było… — Ravy nabrała powietrza w płuca i rozejrzała się po towarzystwie.
— Jak to? To gdzie był? — spytał zdziwiony, a potem jakby dopiero do jego głowy dotarło, że Kira stoi tutaj z nimi. — A ty w ogóle co tu robisz?

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła przestać myśleć o tym, co się stało. Już chuj z durnym pomysłem, jakim była próba wymalowania samochodu G-Force'a kutasami czy innym dziełami sztuki. Chodziło o samego G-Force'a i o to, czy pomoc dotarła na czas. To zabawne, bo przecież Kira powinna mieć szczerze wyjebane. Gość wystarczająco napsuł im krwi, nie tylko tym pościgiem, ale przez te wszystkie lata. Ciągle były z nim same problemy i można byłoby nawet stwierdzić, że zwyczajnie zasłużył sobie na nauczkę. Ale Finch wcale nie życzyła mu źle. Rzadko zdarzało się, żeby faktycznie chciała, aby komuś podwinęła się noga. Jasne, lubi ucierać ludziom nosa i pokazywać, że znowu miała rację, ale wbrew pozorom posiadała sumienie. Gdzieś tam. Jakieś.
Posłała Lyric słaby, ale szczery uśmiech, po czym, dostrzegłszy mieniące się w ciemnościach reflektory, oderwała się od maski samochodu. Boost wyskoczył z auta i od razu zaczął paplać jak najęty. Szybko okazało się, że nie tylko on był skończonym kretynem, ale jego brat również, więc to najwyraźniej u nich rodzinne. Kira przysłuchiwała się jego opowieści, zaciągając się mocno papierosem, a kiedy kumpel na nią spojrzał, niewzruszenie wypuściła dym kącikiem ust. Miło, że w końcu zauważył jej obecność.
Sonic po mnie napisał — odparła krótko, bez zbędnych tłumaczeń.
Sonic? — Boost spojrzał na stojącego obok ziomka. — A po co? Ach, wiem! — pokiwał mocno głową, aż czapka zsunęła mu się na oczy. — Pewnie chciał zebrać wszystkie pochwały. Chciałbym zobaczyć minę G-Force'a, jak zobaczy w jakim stanie jest jego Porsche. Zrobiliście jakieś zdjęcia?
Sonic i Ravy wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Ta druga westchnęła ciężko i kopnęła poniewierającą się pod nogami bryłę lodu.
Nic nie zrobiliśmy, McMillan nas przyłapał — powiedziała takim tonem, jakby zżerały ją wyrzuty sumienia. — Kira zjawiła się w ostatnim momencie. Inaczej dostalibyśmy kosmiczny wpierdol.
Co? — Boost zrobił wielkie oczy. — Czekaj, nic z tego nie kumam — powodził wzrokiem po ich twarzach, zatrzymując spojrzenie na Lyric. — Przecież wszystko mieliśmy ustalone — popatrzył wymownie na Hollis. Jej plan wydawał się nie mieć wad. Co poszło nie tak?
Musieliśmy spierdalać, Boost — wtrącił Sonic. — Nie wzięliśmy pod uwagę, że tylko trzech z nich ruszyło za tobą w pogoń, a reszta została w bazie. A potem doszło do wypadku...
Boost od razu wychylił się przez ramię kumpla, żeby przyjrzeć się lepiej zaparkowanemu Ferrari. Widok wybitej szyby sprawił, że wciągnął powietrze. Dopiero teraz doszedł do niego sens wypowiedzianych słów. Zerknął na plaster na twarzy Finch i na pokaleczone policzki Lyric.
Kurwa mać — warknął pod nosem. — Niech ja tylko dorwę tego zjeba.
Spoko, oni wyglądają gorzej — Kira machnęła niedbale ręką. — To nie my mieliśmy wpadek. Chuj z tą szybą, ją akurat wybili kamieniem, ale na drodze jest taki gołoledź, że G-Force stracił panowanie nad kierownicą i wleciał do rowu. Wezwaliśmy karetkę i... — urwała, przenosząc spojrzenie na Hollis. — Właśnie, trzeba cię opatrzeć — stwierdziła, cisnąć niedopałek pod nogi, który przygasiła czubkiem buta. — Chodź — wskazała ręką na swój samochód, po czym wyciągnęła z bagażnika apteczkę.
Ravy i Sonic zostali z tyłu, żeby dokończyć streszczenie historii Boostowi, który wyglądał na mocno zaniepokojony faktem, że uciekli z miejsca wypadku, zamiast poczekać na przybycie służb.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wcale nie zdziwiło jej to, że Boost był szczerze zaskoczony. Ona też by była, gdyby rozstawała się z ziomkami z DOKŁADNYM i szczegółowym planem, a potem nagle by się okazało, że wszystko chuj jasny strzelił. Bo trochę tak było w ich przypadku. Posypało się dosłownie w s z y s t k o, co tylko mogło, nie wspominając już o skutkach w postaci ich poharatanych twarzy i tego wszystkiego, co stało się z G-Forcem i jego kumplami.
Chociaż przecież na dobrą sprawę, to wcale nie była ich wina — ani Lyric i ekipy, a tym bardziej Kiry. Przecież ona nawet nie zepchnęła go z drogi. Oni sami stracili przyczepność i zjechali w rów. Nie można się było obwiniać o rzeczy, na które nie miało się wpływu, a przynajmniej z takiego założenia wychodziła Lyric. Bo gdyby tak przejmowała się każdą pierdołą, już dawno by ją pojebało. Chociaż faktycznie, gdzieś z tyłu głowy zastanawiała się, czy pogotowie już przyjechało i odpowiednio ich opatrzyło oraz czy Kira i ich ziomki nie będą mieć z tego przypadku przejebane, no i oczywiście ona sama, ale to raczej było nieuniknione.
Uniosła brew, gdy Finch oznajmiła, że trzeba ją było opatrzyć. Z tego wszystkiego kompletnie zapomniała o ranach, które miała dosłownie na całej twarzy. I już miała machnąć ręką, że to przecież nic, kiedy faktycznie zaczęła czuć jak ją szczypią. Adrenalina powoli schodziła z ciała i ten lekki ból był z pewnością dopiero marną zapowiedzią tego, co mogła odczuwać potem.
Idę, mamo — mruknęła sarkastycznie, jakby od niechcenia, chociaż może faktycznie trzeba to było przynajmniej odkazić, żeby nie wdało się żadne zakażenie.
Przeszła na tyły samochodu Kiry, zostawiając resztę ekipy przy furze Boosta, drapiąc się po głowie. Ciągle miałą wrażenie, że wszędzie miałą kawałki szkła.
No pojebie mnie — rzuciła pod nosem, a następnie osadziła dłoń na ramieniu Kiry. — Posuń się na chwilę — poprosiła, odsuwając ją od siebie, by zaraz zarzucić łbem w dół i zacząć trząść głową na lewo i prawo, jakby dostała jakiegoś jebanego paraliżu. I faktycznie — drobinki szkła zaczęły sypać się z jej głowy jak śnieg w grudniowy poranek, opadając dźwięcznie na podłogę. Kręciła się tak z dobrą minutę i kiedy już nic nie leciało, podniosła sie do pionu. Chyba trochę za mocno, bo zaraz musiała się oprzeć o karoserię, by się nie przewrócić.
Dobra już — uśmiechnęła się delikatnie, widząc minę Finch. No tak, musiało to wyglądać kurwa wybornie. — Teraz mogę być spokojnie opatrzona, nie będąc zagrożeniem dla innych — bo przecież mogła! Co jakby Kira przysunęła się do jej twarzy, żeby nakleić jej jakiś plasterek, a wtedy z włosów Lyric wypadałoby szkło i wpadło jej na przykład do… oka? Dobra, ten scenariusz wcale nie był jakiś realistyczny, ale you get the point!

kira finch
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Boost chyba dalej nie dowierzał w to, co się wydarzyło. Kira wyczytała to z jego twarzy. Jak ich genialny plan mógł okazać się aż takim niewypałem? A gdyby chociaż raz jej posłuchali, nie doszłoby do tego wszystkiego. G-Force nie rzuciłby się za nimi, nie wirowaliby na lodzie jak w jakiejś maszynie losującej i nie doszłoby do wypadku. Finch nie miałaby rozciętego policzka, a Lyric kilograma szkła w swoich bujnych włosach.
Stała z wysoko uniesionymi brwiami i patrzyła, jak dziewczyna strząsa z siebie resztki szyby. Powinna jeszcze ściągnąć ubranie i upewnić się, że żadne odłamki nie wpadły jej po kurtkę i bluzę, ale do tego nie zamierzała jej przekonywać. Temperatura była na minusie i nikt o zdrowych zmysłach nie powinien paradować bez odzienia wierzchniego. W dodatku znajdowali się przy starym tartaku na totalnym wypizdowie, a tutaj mróz był odczuwalny trzykrotnie bardziej.
Mogłaś mówić wcześniej, że masz w zanadrzu tajną broń — rzuciła ironicznie, wyciągając z apteczki jakiś preparat do dezynfekcji, którym wcześniej spryskała sobie gazik. Policzek piekł od tego wykurwiście, ale lepiej było nie ryzykować żadnym zakażeniem, do którego pewnie i tak by nigdy nie doszło. — Ostrzelalibyśmy tymi szklanymi odpryskami furę G-Force'a — zażartowała na rozluźnienie atmosfery. Nie będą się przecież tak spinać. Najważniejsze, że nikomu nie stało się nic poważnego. Nikomu z ich piątki.
Kira kompletnie nie znała się na medycynie, ale umiała nakleić plaster. I to był jej szczyt umiejętności pierwszej pomocy. Nie zdziwiłaby się wcale, gdyby podczas wyciągania z samochodu tamtych zjebów, przypadkowo skręciła któremuś kark. Chciała dobrze, ok? Oczywiście najlepiej zrobiłaby nie uciekając z miejsca zdarzenia, ale na to było już trochę za późno.
Pokaż te rany — ujęła jej podbródek i przyjrzała się dokładnie skaleczeniom. — To tylko draśnięcia. Jak na moje, to nie powinny zostać żadne blizny. Ale musisz wiedzieć, że w ogóle nie mam pojęcia, o czym mówię — zaznaczyła, bo nie będzie się tutaj doktoryzować. Od tego to była Zaylee Miller. Spryskała gaziki preparatem i przyłożyła je do twarzy Hollis — jeden do policzka, a drugi do czoła. — Trzymaj tak przez chwilę — poleciła i sięgnęła po opakowanie z plastrami. Przez chwilę siłowała się z nim, bo nie mogła go otworzyć, tak skostniały jej dłonie. W końcu się udało. Niezgrabnie nakleiła je w oczyszczonych wcześniej miejscach i zerknęła na pocięte ręce Lyric. — Chyba lepiej tylko zdezynfekować? Ewentualnie owinąć plastry wokół palców. Nie wiem, czy na zgięciach nie będą się zaraz odklejać — wzruszyła lekko ramionami, ale jak już wspomniała, nie znała się na tym ani trochę. — Chyba, że wolisz bandaż? — to też była jakaś myśl.
Co ty jej robisz? — nagle przy jej boku pojawiła się Ravy. — Kurwa, Kira, wszystko źle. Daj mi to — wyrwała jej plastry z dłoni, poprawiła ten na policzku Hollis i zajęła palcami przy lewej dłoni.
Finch skrzywiła się ostentacyjnie, okazując swoją dezaprobatę. Nie lubiła, kiedy coś jej nie wychodziło. To akurat u nich rodzinne. Rodzice małego wychowywali ją i jej siostry tak, żeby zawsze były najlepsze, niezależnie od dziedziny i sytuacji. Nic dziwnego, że z każdą, nawet tak małą porażką, przychodził pewien niesmak, który Kira musiała przełknąć z goryczą.

lyric hollis
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
172 cm
barmanka w the shop | po kryjomu też robi graffiti
Awatar użytkownika
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chociaż twarz powoli zaczynała ją boleć, Lyric za nic nie chciała po sobie pokazać, że cokolwiek z nią jest nie tak. Nie przy Kirze i jej znajomych, kiedy tak naprawdę wychodziło na to, że to wszystko było jej winą. Chociaż ten fakt, że G-Force finalnie ich gonił i rozbił szybę w żółtym Ferrari akurat było tylko i wyłącznie winą Sonica. Przecież kazała im poczekać, a on poszedł jak ostatni idiota i zaczął malować kutasy. Kutasy kurwa. Chyba bardziej prostackiej formy sztuki nie dało się już wymyślić.
Ale to wszystko już było nie ważne, bo przecież wszyscy byli bezpiecznie, a Hollis nawet udało się pozbyć nadmiaru szkła we włosach. Oczywiście zaśmiała się na słowa Kiry, że jej bujnych loków można było użyć jako broni i już nawet chciała powiedzieć, że może następnym razem, ale chyba na następny raz wcale się nie zapowiadało. A już na pewno nie z inicjatywy Lyric, bo jeśli cokolwiek będzie robić — zrobi to sama. Dostała już wystarczającą nauczkę, żeby nie mieszać w to osób trzecich, bo wtedy człowiek nie był już za wszystko odpowiedzialny i aż prosiło się o jakiś fuckup.
Serio nic mi nie jest — rzuciła, kiedy Kira zaczęła pocierać jej twarz i naklejać plasterki jak u jakiegoś małego dziecka. Bo co to miało być? Jeszcze tylko brakowało, żeby zamiast zwykłych, beżowych miala jakieś w pokemony albo inne księżniczki. Wtedy to już w ogóle by zajebiście wyglądała. Chociaż kiedy w końcu skończyła, Hollis wcale nie zapomniała o dobrych manierach. — Dzięki — uśmiechnęła się delikatnie, bo może faktycznie powinna nieco bardziej docenić Kirę w tej całej sytuacji. W końcu nie tylko pomogła jej teraz z ranami na twarzy, ale też z całą ucieczką przed Goergem. W końcu gdyby nie ona… chuj wie jakby się to wszystko skończyło. A mogło przecież tragicznie. Jeszcze bardziej tragicznie niż to ich rozjebane o rów auto.
Na palce chyba nie trzeba — spojrzała w dół, widząc jak Finch przymierza się, by okleić jej całe dłonie w plasterkach. Całe szczęście zaraz przyszła Ravy i zaczęła się doktoryzować. Oblała to wszystko Lyric płynem do dezynfekcji i poleciła zostawić. Podobno rany szybciej goiły się, kiedy miały wystarczającą ilość powietrza. Hollis nie miała zamiaru się z tym kłócić, dlatego tylko skinęła głową, a potem wróciły do reszty.
Lyric poczęstowała się od Kiry jeszcze jednym papierosem, chwile pogadali, Boost przejrzał samochód Kiry, czy nic oprócz okna ni ucierpiało, a potem trzeba było się rozjechać. Na zewnątrz panował obrzydliwy mróz, a przecież opuszczona fabryka wcale nie miała odpalonego ogrzewania i tyłki powoli zaczęły im zamarzać.
Z początku Hollis miała ambitny pomysł pójścia do domu na pieszo, by nie musieć się prosić, potem oznajmiła, że idzie na autobus, ale finalnie Kira w końcu się nad nią zlitowała i oznajmiła, że przecież ją odwiezie. Szczerze mówiąc Lyric nie była już pewna, na czym dokładnie stała ich relacja, ale może już wcale nie ocierało się to już tylko i wyłącznie o nienawiść? W końcu wspólne traumy i ciężkie wydarzenia potrafiły łączyć.

kira finch
koniec
kasik
czytania w myślach mojej postaci oraz braku ciągnięcia fabuły do przodu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”