36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czy mógł się nią w międzyczasie znudzić? Niewykluczone. Czy zmęczyć intensywnością? Równie prawdopodobne. Momentami odnosił wrażenie, że na spotkaniu z Jamie zużywa zapas uśmiechów na cały tydzień, czy nawet miesiąc. To było… inne od codzienności, jaką znał i do jakiej był przyzwyczajony.
Rozważał przez moment, czy nie wrócić się jeszcze do kuchni po ręczniki papierowe, w razie, gdyby miało dojść do kolejnego wypadku, ale uznał, że podejmie ryzyko prania połowy salonu. Zresztą i tak nie spędzał tu zbyt wiele czasu, wolne godziny wykorzystując na spotkaniach na mieście, czy sporcie, więc to mała strata.
Jak najbardziej. Też miewam chwile, kiedy nie chce mi się wychodzić z łóżka. — Podniósł ręce w poddańczym geście, choć jakby tak sięgnąć pamięcią, to nie potrafił przywołać dnia, w którym rzeczywiście mógł sobie na to pozwolić. Zawsze było coś do zrobienia, a bezczynność potrafiła doprowadzić do szaleństwa, kiedy dłonie mrowiły z braku zajęcia, a noga trzęsła się, wprowadzając ciało w drżenie. Nie, zdecydowanie nie był typem przesiadującym na kanapie. Z utęsknieniem rozglądał się za emocjami, doświadczeniami, które podsycały pędzącą w żyłach krew, pozwalały przypomnieć, że nadal żyje. Wieczór w prosektorium zapowiadał się dość sztywno, ale skok ze spadochronem, czy strzelnica, to już zdecydowanie jego konik.
Przyjął warunek na powstanie kolejnego pokolenia, lecz nie zerwał się z miejsca, by rozpocząć budowę. Nie taki był cel dzisiejszego spotkania, a i teraz był zdecydowanie zbyt trzeźwy, by podejmować się podobnych głupot i dążyć do zrzucania z siebie ubrań. Nie wzbraniałby się przed wspólną rozrywką, zawsze przygotowany na taką zabawę, ale przecież Jamie wcale na tym nie zależało. Przerzucali się dwuznacznymi, a nawet jednoznacznymi komentarzami, ale Park sprawiała wrażenie typowej dziewczyny z sąsiedztwa, poszukującej miłości, tej odwzajemnionej, a nie szybkiej przygody, która skończy się zaraz po wzejściu pierwszych promieni słońca. Czy mógł jej zapewnić coś innego, wykraczającego poza przyjacielską przysługę? Na to nie był gotów, ale skąd Jamie mogła wiedzieć, skoro nie przeprowadzili żadnej prawdziwie poważnej rozmowy?
Podniósł się jeszcze na moment, by sięgnąć po rzeczoną herbatę i westchnął ciężko, godząc się na wskazany wybór.
Ja? Ja nigdy nie płaczę — skłamał gładko, jeszcze nie wiedząc, jak mocno uderzyłby go ten film i jak bardzo utożsamiłby się z głównym bohaterem, który lata świetności miał dawno za sobą. Oparł się wygodnie i wyciągnął ramię, robiąc przy sobie miejsce, by móc objąć Jamie i osadzić wreszcie wzrok na filmie.
Z początku wcale mu to nie przeszkadzało. Dotyk był bardzo miły, ciepły, pozwalał osadzić się w tu i teraz. Początkowo, bo za połową seansu spiął się lekko, kiedy zamiast skupić na filmie, myśli szybowały gdzieś, ciągnąc go w dal, ku wspomnieniom kobiet, z którymi czuł się komfortowo, przy których podobne spotkanie wydawałoby się bardziej właściwe, szczerze intymne. Sądził, że motyw udawanej randki jest niegroźny, nie padły przecież żadne obietnice, ani deklaracje. Oboje od początku wiedzieli — a przynajmniej tak się Michaelowi wydawało — że to nic poważnego. Zgodzili się na to w pełni świadomości, motywowani zabawą, wspólnie spędzonym czasem. To dlaczego teraz oddychał nieco ciężej, a serce przyspieszało swe bicie, dyktując cicho gdzieś z tyłu głowy poczucie winy?
Wybacz, nie robię tego często. — Czego, Graham? Nie chadzasz na randki? Nie przytulasz się? — To znaczy, odzwyczaiłem się — poprawił się, co nawet leżało blisko prawdy. Poruszył się, ale nie odsunął daleko, jedynie sięgając po miskę z popcornem.

Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Słowne przepychanki utrzymywały ich oboje zarówno w wygodzie i niewygodzie. Było na tyle bezpiecznie, że mogli żartować w ten sposób, wygodnie karmiąc jakąś potrzebę bliskości i intymności, nawet jeśli tylko po wierzchu, za to bez ryzyka. Z drugiej strony zdaje się, że oboje zaczynali czuć niewygodę niejasności tej relacji. Bo niby rzeczywiście miała to być tylko zabawa. Udawana randka, ale im bardziej szli w ten las, tym bardziej Jamie myślała, że byłoby naprawdę fajnie, gdyby to jednak była prawdziwa randka. Przyjemne ciepło czyjegoś ciała, uścisk silnych ramion. Zapach męskich perfum i ciała.
- This is nice... - mruknęła ponownie, tymi samymi słowami, jakie wyrwały się jej na lodowisku.
Wtedy nie miała odwagi ani okazji powiedzieć mu, że przyjemne nie było zwichnięcie kostki, ale to, jak dotykał ją po nodze. A teraz, zapadnięta pomiędzy poduszki, a jego ciało. Otoczona ramieniem byłego żołnierza, nakryta cieplutkim kocem, ogrzana przez herbatę i ośmielona przez drinka... Naprawdę jej się podobała ta sytuacja.
Poprosiła o odstawienie prawie pustej szklanki z whisky na stół, po czym wykorzystała moment gramolenia się na to, by przewrócić się na bok i wsunąć jedną rękę pod jego plecy, a głowę oprzeć na jego piersi, dzięki czemu "wygodniej" jej się patrzyło na film, a on oberwał z całą intensywnością zapachem wanilii i jej szamponu. Druga dłoń dziewczyny poprawiła koc, z troską okrywając też jego. Po omacku sprawdziła, czy nie ma żadnych wolnych przestrzeni, przez które mógłby wkraść się chłód zimy, bądź uciec duch tej intymnej bliskości, a potem wylądowała na jego brzuchu.
I tutaj Jamie wyczuła jego spięcie, zupełnie jakby te inne kobiety, o których myślał przebiegły także w jej myślach. Zmarszczyła brwi, nie odrywając głowy od jego piersi, a spojrzenie uciekło gdzieś na bok, w miejsce mózgu, w którym zaczyna się analizować przesłane sygnały.
- Och... Ale idzie Ci naprawdę dobrze. - odpowiedziała, zastanawiając się nad tym, czy nie powinna jednak cofnąć się z dotykiem, który narzuciła.
A może obrócić to wszystko w żart?
- Przepraszam, przesadziłam? - zapytała podnosząc się, by wysunąć dłoń spod jego pleców.
Chwilę tak wisiała blisko niego. Kocyk opadł jej na biodra, ramiączko swetra spłynęło na tyle nisko, by kusząco odsłonić bluzkę pod spodem, ale na twarzy Jamie malowało się zatroskanie i... wstyd?
- Odzwyczaiłeś się od czego? - zapytała, siląc się na uśmiech i żartobliwy ton, ale ciało samo zaczęło budować dystans, zmuszając ją, żeby cofnęła się kawałek i usiadła po turecku, nonszalancko sięgając po garść popcornu.
Czego nie wypowiesz, możesz zawsze zamaskować jedzeniem! To zawsze zmienia ton i rozluźnia atmosferę.

Michael Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wdzierająca się w nozdrza słodycz wanilii kojarzyła się już tylko z nią. Z puszystym biszkoptem, aksamitnym kremem, z dźwięcznym śmiechem i serdecznością, ale także z niewygodną myślą, że przez cały ten czas próbował mieć i zjeść ciastko jednocześnie. Jak to jest być z kimś naprawdę? Jak być szczerze, bez niedopowiedzeń i zachowywania części istotnych szczegółów dla siebie? Michael Graham tak mocno brnął w napisaną przez siebie rzeczywistość, że stracił już grunt pod nogami, choć usilnie wierzył, że wciąż utrzymuje się na powierzchni. Chłonął kobiece ciepło, rozkoszował się kojącym ciężarem ułożonej na piersi głowy, przez moment walcząc nawet ze sobą, by nie wtulić twarzy w miękkość czarnych pukli. A później drobna dłoń znalazła się w okolicy pępka i wiedział już, że tu zaczynają się schody.
Czy rozluźnienie atmosfery naprawdę było tym, czego szukał i czego potrzebował? Może nie tyle rozluźnienia, co oczyszczenia i sprostowania. Zawiązujący się w dole brzucha ścisk domagał się rozładowania napięcia, wyplucia z siebie słów średnio wygodnych, a już na pewno nie pasujących do romantycznego wieczoru.
Nie no, to tak… po prostu… — zacinał się, zupełnie, jak nie on, spuściwszy wzrok na wpół nagie ramię. Korzystając z okazji, że nadal pozostawała blisko, wyciągnął dłoń, odgarniając kosmyk ciemnych włosów za ucho, kciukiem muskając zaróżowiony policzek. Na swój własny sposób pokazywał, że nie chce, by odchodziła za daleko, lecz zaraz opuścił rękę, bijąc się z myślami. — Rzadko miewam ludzi tak blisko siebie. To znaczy w sytuacjach, w których jasno wiem, o co chodzi. Z tobą niby też wiem, ale… — urwał w połowie zdania, prawdę mówiąc samemu nie wiedząc, co rzeczywiście stanowi problem. Każdy argument, który przychodził na myśl, każda plącząca się i nasuwająca na język fraza, brzmiała błaho i idiotycznie, a już na pewno nie odpowiednio. — Jesteś zupełnie inna od kobiet, z którymi zwykle się umawiam. Przy nich mam pewność, że nie zmienią nagle zdania, bo to nie są relacje, które trwają. — Gestykulował dłońmi, wskazując na szerszy przedział czasu, bo przecież dotąd był wyłącznie w dwóch prawdziwych związkach, w których liczył, że wyjdzie zeń coś więcej. Rzeczywistość jednak zawsze rewidowała plany. Odwrócił tułów, by bez skrępowania osadzić jasne spojrzenie na rozmówczyni, uśmiechając się lekko z zakłopotaniem. Nie sądził, że poruszy dziś ten temat, ale głos w głębi duszy podpowiadał, że tak trzeba. — Nie zrozum mnie źle, jesteś cholernie atrakcyjna i w innych okolicznościach już dawno bym się za ciebie zabrał. — Marny to chyba komplement w obliczu romantycznej randki, jaką mieli tu sobie odbyć, ale na miarę średnio wrażliwego Michaela, to szczyt umiejętności. — Po prostu za bardzo lubię spędzać z tobą czas i obawiam się trochę, że jak pozwolę sobie na zbyt wiele, to wszystko spieprzę. — I to nie byłby pierwszy raz w jego randkowej historii.

Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Jamie była mocno empatyczną, ale także emocjonalną osobą. A do tego wszystkiego za grosz nie miała twarzy pokerzysty. Nie potrafiła blefować i nie potrafiła kłamać, więc kiedy Michael zaczął swoje jąkanie się, na jej twarzy odbił się cały kalejdoskop uczuć. Galeria zmian jej mimiki sama w sobie mogła zahipnotyzować, tak dużo się w tej twarzy działo.
Nie no... Tak po prostu...
Brak zrozumienia, zaskoczenie, niepewność. Czy ja zrobiłam coś źle? Nie rozumiem co źle zrobiłam? Czemu on mnie odpycha?
A potem jego dłoń przy jej twarzy. Delikatny, trochę rozmarzony uśmiech, kiedy odruchowo zbliżyła mocniej twarz do jego dłoni, nieco przekrzywiając głowę. Wreszcie grymas niezadowolenia, przypominający dziecko, któremu zabrano cukierka.
Rzadko miewam ludzi tak blisko siebie.
Moment chwilowego zrozumienia, jakby ulgi, a potem zakłopotania, kiedy kolejne słowa zaczęły padać. No tak, narobiłaś bigosu mała! Rzeczywiście mogłaś go skołować swoimi gestami. Z jednej strony mówiliście i umawialiście się na przyjacielską zabawę i udawanie, a z drugiej strony zaczęłaś się zachowywać, jakbyś była zakochana, albo gorzej, jakbyście byli parą. Miał prawo spanikować, miał prawo czuć się zagubiony... Głupia.
Już otwierała usta, żeby przeprosić i powiedzieć, że przesadziła, ale padły kolejne słowa, na które zareagowała podniesionymi brwiami i oczami tak wielkimi, jak u sowy. Co wcale nie jest takie proste w przypadku skośnookiej Koreanki, prawda?
Jesteś zupełnie inna od kobiet, z którymi zwykle się umawiam.
- Dziękuję... - wydukała, nie bardzo wiedząc, czy traktować te słowa jako komplement, czy przytyk, ale nie zdążyła powiedzieć nic więcej.
Przy nich mam pewność, że nie zmienią nagle zdania, bo to nie są relacje, które trwają.
Znów przebłysk zrozumienia, ale nie do końca. Bo czekaj, co to znaczy, że nie zmienię zdania? Czy on chciał, żebyśmy byli przygodą? Krótkim romansem, który nic nie znaczył? W sumie... Tylko czy ja jestem taką dziewczyną?
No właśnie, kiedy człowiek czuje się samotny, wtedy bardzo łatwo jest zrobić coś, co nie jest w zgodzie z samym sobą. Tylko po to, żeby poczuć się chociaż na chwilę lepiej. Albo przynajmniej inaczej niż do tej pory. Potem często pojawiają się wyrzuty sumienia, nawet nie w stosunku do innych, tylko samego siebie. Bo po prostu czuje się, że zrobiło się coś, co nie było w zgodzie z serduszkiem. Taki dysonans, na zasadzie: przecież nie jestem taka, to czemu w to brnę i czemu samemu to zainspirowałam?
Wodziła spojrzeniem czarnych oczu za jego dłońmi, jakby liczyła na to, że w języku migowym zrozumie o co mu chodzi. No i czemu Michael, który zawsze był typem, który rozmawiał z nią prosto z mostu, nawet jeśli mogło to ją lekko urazić, teraz kluczył i nie potrafił ubrać w słowa tego, co chciał przekazać?
To zabawne, jak trudno jest słowami przekazać swoje emocje i uczucia. Zawsze brakuje tego czegoś, jakiegoś drobiazgu, coś umyka... Dokładnie jak w jej ulubionym filmie. Zgubione w tłumaczeniu. Niuans emocjonalny, którego nie da się zakodować w słowach, bo język nie służył do tego.
No pewnie, że nie do gadania, tylko do całowania... Jamie!
Przywołała się do porządku, bo kolejne słowa zawisły w powietrzu, trochę jak dym z fajki albo wędzenia whisky. Ciężki, biały, piękny, powolny i leniwy.
Po prostu za bardzo lubię spędzać z tobą czas i obawiam się trochę, że jak pozwolę sobie na zbyt wiele, to wszystko spieprzę.
Patrzyła lekko przymrużonymi oczami na niego, jakby próbowała wyczytać coś więcej z tych słów, doszukać się czegoś więcej. Aż w końcu... Fuck it! Go for it!
Trochę niezgrabnie rozsupłała nogi z siadu i przeniosła cały ciężar w kierunku Michaela, a kiedy ten odruchowo się cofnął zmarszczyła brwi w "zagniewaniu" mówiąc:
- Możesz się nie ruszać? - a potem pocałowała go.
Czule i długo, ale nie namiętnie. Jeśli jej nie odepchnął, albo nie przerwał, to po chwili przeniosła ciężar tak, że usiadła okrakiem na jego biodrach i złapała jego twarz w dłonie ponawiając pocałunek, nieco bardziej śmiało. Wreszcie oderwała się od niego i spojrzała mu w oczy.
- Mike... Nie jestem z porcelany. I tak... Spieprzysz to. Tak jak i ja to spieprzę. To normalne w relacjach. Ważne jest to, jak się je naprawia. - tutaj się zawahała, bo chyba poszła za daleko z tym wszystkim. - No i to, czy Ci się to podoba...
Nagły przebłysk odwagi, dzielności i czegokolwiek, co było w sercu tej sarenki zdążył się już wypalić i powoli zamieniała się w panikującego zająca, uwięzionego pomiędzy światłami nadciągającej ciężarówki, które bardzo przypominały jasne spojrzenie Michaela.

Michael Graham
rzut kostką ;)
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mogła się odsunąć, przytakując, że to wszystko zabawa i nie powinien się niczym przejmować. Mogła też postawić granicę, potwierdzić moralność, o jaką ją podejrzewał, zaznaczyć wyższość priorytetów, które przyklepałyby, że niewinna z pozoru rozrywka kończy się tu i teraz. Ale tak się nie stało.
Zastygł posłusznie na dźwięk gniewnego oburzenia i pozwolił na złączenie ich ust. Pocałunek był długi, delikatny i ostrożny, a on trwał w nim w ciszy, jakby w obawie, że przyjemny czar pryśnie. Towarzyszący mu mętlik w głowie zamilkł na moment, dając przestrzeń na oswojenie się z nowym wrażeniem. Odruchowo ułożył dłonie w jej talii, gdy tylko wsunęła się na niego, pokonując ostatnie bastiony dystansu, jaki utrzymywali. Ucieczka nie wchodziła w grę, nie chciał jej, woląc trwać w subtelnej, intymnej przyjemności. Ta rozpływała się ciepłem po ciele, które spięło znów, tym razem inaczej, niż przed chwilą, kiedy przerwał sielankę. Mrowienie w palcach rozchodziło się po dłoniach, zwiastując narastający z wolna głód.
Jeszcze nie wiem. Potrzebuję więcej danych — mruknął, dopiero wtedy powoli rozchylając powieki i spoglądając w ciemną ton. Ta zdradzała zagubienie i niepewność, jakby trafił się nagły przebłysk trzeźwości, sprawdzający, czy to aby nie za daleko. Słowa mogły zostać odebrane żartobliwie, ale poważny ton, jaki przybrał i bijąca z oczu szczerość mówiły jasno, że nie zamierzał poprzestać na luźno rzuconej zaczepce. Był człowiekiem czynu, który lubił wspierać się analizą przed dokonaniem decyzji, ale tu umysł musiał ustąpić miejsca poznaniu poprzez inne zmysły.
Przesunął jedną rękę, układając ją na kobiecych plecach w mocniejszym, niemal zaborczym uścisku. Drugą powędrował na smukły kark i wplótł palce między kruczoczarne włosy. Na powrót złączył ich wargi, tym razem nadając własny rytm, bardziej śmiały i zdecydowany, niż z dotychczasową delikatnością. Nie był przeciwnikiem powolnego poznawania siebie, delektowania każdą przeciągającą się sekundą, ale zdecydowanie preferował namiętność i pasję nad subtelnością, czemu dał świadectwo, pogłębiając pocałunek.
Rozluźnił nieco uścisk, wciąż trzymając ją w objęciach, za to pozwalając na odrobinę oddechu. Nadal z przymkniętymi oczami wsparł czoło na jej, by odezwać się wreszcie szeptem:
Chcesz wrócić do seansu? Nikt nas chyba z kina nie wyrzuci, jeśli ominiemy kawałek. — Nie miał nic przeciwko, wszak widział go wielokrotnie i film zszedł na dalszy plan, ustępując ciekawości wobec tego, czego jeszcze nie doświadczył. Poza tym noc była jeszcze młoda i świeżą energię można było spożytkować na eksplorację, zwłaszcza że w ciągu tych paru długich sekund rozbudził się na tyle, że ponowne skupienie na świecie science ficion graniczyło z cudem. Nie czekał długo na odpowiedź, biorąc sprawy we własne ręce. Wargi odnalazły drogę do policzka i ciepły oddech owiał płatek ucha. Odgarnął długie włosy na bok, odsłaniając nagą szyję, by tam kontynuować wędrówkę, znacząc ślad drobnymi pocałunkami do cienkiego ramiączka koronkowej bluzki. — Chyba że potrzebujesz więcej alkoholu, bym ci się bardziej podobał — wymruczał, odbijając jeszcze piłeczkę, w nawiązaniu do jej wcześniejszych słów.

Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

trigger warning
Sceny erotyczne, nadmierna słodycz, fruwające ubrania
Czy to oznacza, że nie potwierdziła swojej moralności? Wewnętrznego kompasu bycia dobrą dziewczyną z sąsiedztwa? Aż tyle straciła na tym pocałunku? Jak to dobrze, że ludzie nie czytają sobie w myślach. Jamie sama była w tym zagubiona. Samotna, a od niedawna to uczucie dawało jej się jeszcze bardziej we znaki. Święta tylko bardziej rozdrapały ranę tego, że wszystko było tylko na jej barkach, tylko na jej głowie. Że nawet w nocy nie ma się do kogo przytulić. A tutaj... Było tak normalnie i fajnie. Nie idealnie, ale nigdy nie jest. Bywają spięcia, bywają nieporozumienia. Bywają też kłótnie i poważne kryzysy. Ale nie ważne było to, co się działo, tylko to, jak się to naprawiało. Ciekawe jak dużo będzie miała naprawiania teraz?
Sapnęła z mieszaniną niezadowolenia i rozbawienia, kiedy wspomniał, że jeszcze nie wie. Pacnęła go ręką w klatkę piersiową marszcząc przy tym brwi.
- Jesteś straszny!
Tym razem to ona lekko się cofnęła, na jego gwałtowne ruchy, a w głowie jej zaśpiewały jej własne słowa. Możesz się nie ruszać? Więc zwiotczała pod jego dotykiem, czując, jak przyjemne dreszcze rozlewają się po jej plecach, a kiedy jego dłoń znalazła się w jej włosach, aż westchnęła cicho i poruszyła biodrami czując, że właśnie przejął nad nią całkowitą kontrolę. I musiała przyznać, że bardzo się to jej podobało. Uwielbiała być słabsza od niego. Uwielbiała to, że robił co chciał. Uwielbiała być zamknięta w jego ramionach, całkowicie mu oddana, ale pewna, że jej nie skrzywdzi.
Namiętny pocałunek sprawił, że wyczuwalnie zadrżała na całym ciele, ale zaraz odwzajemniła go z jeszcze większą intensywnością, cały swój ciężar przenosząc na niego. Jej prawa dłoń wylądowała na jego policzku i jeszcze długo miała zamknięte oczy, opierając się czołem o jego czoło po tej chwili.
- Mhm... - odpowiedziała bez przekonania, nie odrywając się od niego, mimo że w telewizorze właśnie padały jakieś strzały i działo się naprawdę dużo.
Ale ona tego nie słyszała. Jej zmysły były zamknięte w maleńkiej, wyimaginowanej bańce, w której było jego ciepło, jego zapach, jego dłonie, szorstki zarost, ogień trzaskający na kominku i bardzo niewygodne ubrania.
Kolejne westchnienie wyrwało się z jej ust, kiedy jego gorące usta zaczęły znaczyć swoją ścieżkę na policzku a potem szyi. Gorący oddech sprawił, że kolejny dreszcz przebiegł po jej ciele. W głowie gdzieś zagrało coś o tym, że może to za szybko, że przecież nic nie ustalili, nie porozmawiali, a jeśli wyszła na kolejną dziewczynę, która "nie zmieni zdania, bo wszystko jest jasne"? A jeśli tak właśnie o niej myśli i ją traktuje? Ale pocałunki na szyi sprawiły, że jakikolwiek rozsądek zniknął, przywalony przez falę doznań i emocji. Tęsknotę, samotność, ale tylko na chwilę, bo jego usta i dotyk, w magiczny sposób leczyły każdą z tych ran, które powstały na przestrzeni lat.
Oderwała się od niego, odsuwając się na odległość swoich ramion. Złapała go za twarz i zmusiła do tego, żeby spojrzał jej w oczy. Znów miała zmarszczone brwi i gdyby to nie była ona, z tą swoją buzią aniołka, to mogłaby wyglądać na naprawdę złą.
- Nie psuj tego! - zażądała, po czym sięgnęła do rantu swojego swetra i sprawnym ruchem, podkreślonym przez dźwięk drobnych wyładowań elektryzujących się materiałów, ściągnęła przez głowę, zostawiając włosy w lekkim nieładzie, oraz pewność, że pod koronkową bluzką, zdecydowanie nie ma bielizny.
Cofnęła się, pociągając go za rękę, aż opadła plecami na kanapę i koc. Przez chwilę było jej niewygodnie, więc uniosła biodra w gwałtownym geście, wyciągając spod pleców jedną z poduszek i pociągnęła go na siebie, oplatając udami w pasie.

Michael Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
erotyka
Spoiler
Michael Graham nie narzekał na samotność, bynajmniej świadomie, przed samym sobą, o publice nie wspominając. Tak bardzo wzbraniał się przed bliskością i oceną o jej braku, że wmówił wszem wobec, iż jego życie ułożyło się w sposób inny od prawdziwego. Dla świętego spokoju zarzekał się, że wszystko jest w najlepszym porządku, przed rodziną i znajomymi pozując przez kilka lat na przykładnego, zakochanego w Danielle męża, by nie musieć wysłuchiwać nacisków na potomstwo, czy zgadzać się na kolejne randki w ciemno, ustawiane przez rodzicielkę. Oczywiście, że mógł wyraźniej postawić granicę, odciąć się i nie życzyć sobie dalszych ingerencji, lecz miał świadomość, że w ten sposób dystans do starszych Grahamów dodatkowo się pogłębi. Jak bardzo trzeba nie mieć wiary w siebie i swoje szczęście, by wybrać życie w kłamstwie, zamiast szukać tego, co prawdziwe?
Wzniósł brwi, na poły w zdziwieniu i powątpiewaniu, kiedy trafił go lekki cios w klatkę. Powstrzymał się przed śmiechem, jak i oburzeniem, mając o wiele ciekawsze czynności do wykonania. Dochodzące z głośników wystrzały i dialogi były tłem, zlewającym się w jedno. Wyczulony był na zupełnie inne dźwięki — drobne westchnienia i urywany oddech, w które wsłuchiwał się uważnie. I ta nagła złość, przy której nie mógł się już dłużej powstrzymywać, jak wyłącznie uśmiechnąć się, niczym niewiniątko, wsuwające palce między drzwi, pomimo licznych przestróg.
Już miał odpowiedzieć, kiedy trzasnął naelektryzowany sweter i rozproszył się na krótko. Teraz to panna Park wzięła sprawy we własne ręce, wyraźnie wskazując na kończącą się cierpliwość. Dał jej moment na poprawienie, samemu wykorzystując okazję, by rozpiąć kilka górnych guzików swojej koszuli.
Lubię, kiedy się irytujesz — przyznał rozbawiony, nie widząc w tym nic złego. Ściągnięte w gniewie brwi w połączeniu ze zdecydowanym tonem działały na niego pobudzająco, znacznie bardziej, niż uprzejme uśmiechy i słodkie słówka. Zacisnął palce na linii jej dżinsów, a wyraz twarzy nieco spoważniał. — Ale jeszcze raz mnie uderzysz, to cię stąd prędko nie wypuszczę.
Wsunął dłonie pod koronkową bluzkę, gładkim ruchem ciągnąc ją ku górze z zamiarem pozbycia. Nie zdjął jej jednak całkowicie, a zatrzymał się na wysokości nadgarstków i zebrał materiał w jednej dłoni. Przycisnął tuż nad jej głową, tym samym krępując ruchy Jamie. Zastygł na moment, niespiesznie przesuwając wzrokiem po kobiecej twarzy, przez szyję i krągły biust, aż do brzucha. Zwilżył wargi końcem języka, opuszkami palców wolnej dłoni naznaczył linię między piersiami i zahaczył o obojczyk. Własna żądza wyczuwalna przy napięciu garniturowych spodni mogłaby się zgodzić co do niewygodnych ubrań.
Zmieniłem zdanie. Do rana na pewno cię nie wypuszczę — stwierdził bez ogródek, wróciwszy spojrzeniem do czarnych oczu. Nachylił się, nieomal złączając ze sobą ich usta, lecz zamiast tego zajrzał głęboko w ciemną toń, przybierając poważny, acz miękki ton. — Chyba że zdecydujesz inaczej. W każdym momencie możesz się wycofać, wiesz to, prawda? Nie kiwaj głową, tylko odpowiedz, bo chcę to usłyszeć. — Może i sama zainicjowała pocałunek, może sama władowała mu się na kolana i przyciągnęła do siebie, zakleszczając uścisk ud, ale choć zarzekała się, że nie jest z porcelany, musiał mieć pewność, że nie będzie w to brnęła tylko ze względu na rzucone wyzwanie. — And this is nice — przytoczył jej słowa z zadowoleniem, gdy uzyskał satysfakcjonującą odpowiedź i uśmiechnął się zawadiacko, by wreszcie wpić w zaróżowione usta. Jamie podobała się możliwość oddania kontroli, zaś Michael lubił ją sprawować, co łatwo można było wywnioskować, widząc, jak nadal nie pozwał kobiecie oswobodzić rąk. Oderwał się od ust, utkwiwszy spojrzenie w jej twarzy, chcąc z bliska obserwować każdą zachodzącą nań zmianę. Dłoń, która jeszcze przed momentem znaczyła ślad na krągłości piersi, teraz sunęła wolno do brzegu dżinsowych spodni i odpięła guzik, dając sobie dostęp do niższej strefy. Materiał bielizny poddał się bez walki i palce dotarły wreszcie między wargi, by pieszcząc je bez zbędnego pośpiechu, wydobyć zeń upragnioną wilgoć.
Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Spoiler
Spojrzała na niego z mieszaniną rozbawienia i rezygnacji. Czyli tak to będzie wyglądało, że ciągle będą się łapać za słówka w żartach, wyrywać siebie nawzajem ze strefy komfortu? Ale czyż nie tak powinno być? W najlepszych relacjach wpływamy na siebie nawzajem, zostawiając coś, co bezpowrotnie zmieniło się na lepsze. Miejmy tylko nadzieję, że w kłótniach nie będzie takiego łapania się za słówka, bo to bardzo destrukcyjna rzecz.
Urocze uśmiechy nie działały tak intensywnie na Mike'a jak podirytowanie, sprawczość i inicjatywa? Dobrze, Jamie miała w sobie też tę drugą stronę, nieco wyzywającą... Słysząc jego słowa przygryzła dolną wargę i pacnęła go dłonią w ramię, po czym zacisnęła ją na jego bicepsie, uśmiechając się zachęcająco. Mogła być zniewolona do rana...
Uniosła ręce pomagając mu ściągnąć z siebie materiał bluzki, czując jak bardzo narasta to niewygodne uczucie w dole brzucha. Serce waliło jej jak złapanemu wróblowi, wybijając przyspieszony rytm emocji: niepewności, obaw, gorącego pragnienia. A kiedy skrępował jej ręce, aż jęknęła i wbiła rozpalone spojrzenie w jego twarz. Rozchylone wargi wentylowały nadmiar emocji z piersi, teraz wyginającej się w estetyczny łuk. Na jej skórze pojawiła się gęsia skórka, kiedy poczuła dotyk jego dłoni. Niewielkie piersi unosiły się w przyspieszonym oddechu, chronione jedynie przez dwie, wyprężone na baczność sutki. Linia żeber rysowała się wyraźnie pod skórą, a brzuch zadrżał pod jego spojrzeniem, niczym rzeczywiście dotknięty.
Spod nieco za luźnych spodni w pasie wystawał rant koronkowej bielizny, a ona już wyczuwała jego podniecenie, które sprawiło, że nie panując nad sobą poruszyła biodrami chcąc się choć trochę o nie otrzeć.
Uśmiech satysfakcji wypłynął na jej ozdobionej rumieńcem twarzy. Spodobała mu się i to bardzo spodobało się jej. Wstrzymała oddech, kiedy zbliżył się do niej by znów ją pocałować, ale ku swojemu zaskoczeniu nie zrobił tego, więc otworzyła oczy, żeby wbić spojrzenie w jego tęczówki. Na jej buzi pojawił się wyraz niewinnego zaskoczenia tą sytuacją, który spuentowała kiwając gorliwie głową.
Nie kiwaj głową, tylko odpowiedz, bo chcę to usłyszeć.
Wypuściła zatrzymane w płucach powietrze, po czym przełknęła ślinę i uniosła głowę by oprzeć czoło o jego.
- Jestem Twoja... - starała się zabrzmieć odważnie, ale głos lekko jej się załamał, kiedy dodała: - Tylko bądź też czuły...
Poprosiła, a jej głowa opadła. Całe jej ciało znów się rozluźniło pod kolejnymi pocałunkami. Nigdy nie była z partnerem, który był tak stanowczy, ale pamiętał też o niej. W jakiś niewytłumaczalny sposób to, że nie miała żadnej kontroli, ale mogła przerwać to w każdym momencie powodowało ekscytującą mieszankę emocji w jej ciele, która zmieniła się w gorącą kulę w okolicy splotu słonecznego. Nie walczyła z nim, żywo reagując na każdy dotyk, tym bardziej te doznania były dla niej intensywne, że to on wszystko dawkował. Chciała więcej, ale to on rządził.
Oblizała wargi, kiedy oderwał się od nich i patrzyła mu w oczy z rozchylonymi ustami, nie panując nad oddechem. Pierś sama uniosła się, nie chcąc przerywać dotyku jego dłoni, ale kiedy dla Jamie stało się jasne, w którym kierunku zmierza ta dłoń, ponownie zadrżała, wyginając ciało w łuk, chłonąc jak najwięcej z tego dotyku. Guzik ustąpił, z jej ust wydarło się drżące westchnienie i chwilę potem cichy jęk, kiedy poczuła dotyk na swoim wzgórku, a chwilę potem tam.
Jak się okazało jej podniecenie już było wysokie, więc Mike wcale nie musiał się mocno starać, by wydobyć to, czego oczekiwał. Jej ciało intensywnie reagowało na pieszczoty, zmuszając się do lekkich, niekontrolowanych ruchów. Oddech dziewczyny zmienił się w ciąg głośniejszych westchnień zmuszając jej pierś do falowania, a głowę do ruchów na boki. Zacisnęła mocno powieki i zgięła łokcie w odruchowej próbie uwolnienia się, kiedy rozkosz stała się na tyle intensywna, by wymusić jęknięcie, ale jeszcze nie wybuch.
Michael Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
erotyka
Spoiler
Łapanie za słówka, odwracanie kota ogonem, przerobienie każdego argumentu w taki sposób, by to nie on okazał się winnym — prosty i w istocie destrukcyjny sposób na wychodzenie z konfliktów wszelkiej maści. Dla Grahama często jedyny, czego panna Park jeszcze nie miała okazji zauważyć i oby takowa nigdy nie nadeszła. Marzenie ściętej głowy?
Potraktowała jego ostrzeżenie niczym żart, luźną, niezobowiązującą zaczepkę, których ich rozmowy były pełne. Nic dziwnego, że tak je zinterpretowała; był sam sobie winien za przekraczanie cienkiej granicy i mieszanie w niedopowiedzeniach. Czy powinien wyciągać konsekwencje, już teraz uświadomić, że musi uważać, czego sobie życzy? Na to miał całą noc.
Też? — znów to chwytanie za słówka. — Postaram się. — Na twarzy pojawił się cień rozbawienia, ale i zadowolenia. Droczenie się stanowiło jego wizytówkę niezależnie od sytuacji. Jednych irytował, drugich bawił, innych doprowadzał do porządku, w każdym momencie gotów znaleźć coś, co podniesie ciśnienie; to okoliczności dyktowały technikę.
Przyglądał się jej ciału oblanemu ciepłym blaskiem ognia, wyczulony na każdy niekontrolowany ruch. Wsłuchiwał się w przyjemność, odnajdując własną w widoku obsypanej dreszczem piersi, apetycznej linii bioder i melodii jęku. Odruchowa próba uwolnienia nadgarstków wywołała szarpnięcie w jego lędźwiach. Erekcja zaczynała dawać się we znaki, lecz zamiast skupić się na jej spełnieniu, zamruczał z zadowoleniem, odnajdując ustami drogę do kobiecej szyi. Otumaniał go intensywny zapach wanilii, choć nie od razu przypadł mu do gustu. Preferował cięższe, hipnotyczne nuty, lecz ta powoli łączyła się ze słonym potem, tworząc smaczny kompromis.
Przerwał pieszczotę wkrótce po tym, gdy kobiecy jęk przestał brzmieć, jak nieśmiałe westchnienia i przybrał na sile, z wolna przeradzając się w głośniejszą melodię. Wilgotne palce jasno oznajmiły, że jest na niego gotowa, więc wróciły tą samą drogą i Michael oblizał jeden z nich.
Dobrze smakujesz — zauważył, przenosząc opuszki na usta Jamie, gdzie zatoczyły leniwe koło i wsunęły wgłąb na spotkanie z językiem. — Takie słodycze lubię. — Zachęcał ją do spróbowania, ale przecież nie o sam smak chodziło, tylko wlepione w siebie spojrzenie rozpalonych oczu i tę namiastkę posłuszeństwa. Nie był w tym akcie bezczelny, czy przesadnie nachalny, a zwyczajnie sprawdzał, na jak wiele może sobie pozwolić — czy nie obiecał, że postara się być czuły?
Dopiero wtedy ucałował rozchylone wargi i rozluźnił uścisk w nadgarstkach, dając kochance przyzwolenie na zrobienie z nimi, co chce. Wyprostował się, zdejmując białą koszulę przez głowę i odrzucił ją na bok, przechodząc do spodni. Błysnęła sprzączka skórzanego paska i już po chwili prezentował się przed nią w całej okazałości.
Jamie Park
space cadet
30 y/o
LĄDOWANIE Z TELEMARKIEM
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

trigger warning
erotyka
Spoiler
Nie odpowiedziała mu na kolejną zaczepkę, to znaczy nie odpowiedziała słowami, bo na jej buzi pojawił się uroczy rumieniec zawstydzenia. Zupełnie, jakby obawiała się tego, że jeśli jasno popchnie granice daleko, daleko, to straci w jego oczach, albo swoich własnych? Może przestałaby być wtedy dziewczyną z sąsiedztwa?
Mike miał prawdziwy spektakl intensywnych reakcji ciała, które dawno nie czuło męskiego dotyku, ale też lubiło być dotykane. Widać to było w każdym westchnieniu, jęknięciu, niekontrolowanym spięciu mięśni, czy spazmie rozkoszy. Myśli uleciały gdzieś zupełnie daleko, za to ciało zalało ją dwiema emocjami. Z jednej strony więcej, natychmiast, a z drugiej strony - wolniej, dłużej...
Wtuliła policzek w jego włosy, kiedy całował ją po szyi, a jej stopa powolutku zsunęła się po jego udzie i łydce. Przyspieszone oddechy mieszały się, zapachy perfum tworzyły magiczną mieszankę, a z jej ust wyrwał się jęk zmieszanego podniecenia z niezadowoleniem, kiedy on przerwał pieszczotę.
Oddychała ciężko, przyglądając się temu, jak oblizał swój palec, a jego słowa spowodowały, że zarumieniła się jeszcze bardziej, jednocześnie czując, jak dreszcz podniecenia rozchodzi się po całym ciele. Ucałowała jego palce, po czym rozchyliła wargi pozwalając mu na to leniwe koło i wsunięcie się do ust. Zacisnęła nieco wargi i omiotła palce językiem, po czym uśmiechnęła się kącikiem ust, mrucząc przy tym cicho, patrząc mu głęboko w oczy.
Pocałunek odwzajemniła łapczywie, a kiedy uwolnił jej dłonie, zaraz znalazły się na nim, jedna w jego włosach, a druga na klatce piersiowej, szukając po omacku kolejnych guzików do rozpięcia. Kiedy wyprostował się, jej brwi ułożyły się w wyrazie smutku, ale zaraz zrozumiała, do czego to zmierzało, więc uśmiechnąwszy się szelmowsko, sama zsunęła z bioder spodnie. Ale kiedy rozpinał pasek spodni usiadła na kanapie i sięgnęła po pilota, żeby wyłączyć film. To nie był moment na wystrzały! No może na jeden... Albo dwa...
Chwilę potem spojrzała na niego rozognionym spojrzeniem. W jej tęczówkach odbijał się blask płomieni z kominka, kiedy przygryzała dolną wargę, w uśmiechu satysfakcji, na ten widok.
Wdrapała się cała na kanapę i na czworakach przysunęła do niego, wypinając zgrabną pupę. Poczuł jej gorący oddech w okolicach penisa. Ich spojrzenia znów na chwilkę się spotkały, aby zaraz potem poczuł na sobie gorąc jej ust w powolnej pieszczocie. Nie spieszyła się, poruszając powoli głową i językiem, od czasu do czasu wzdychając lub mrucząc z zadowoleniem, kiedy z jego ust wydobyły się pierwsze westchnienia.
W pewnym momencie przerwała i cofnęła się, siadając na kanapie, podciągając nogi po jednej stronie swego ciała. Ściągnęła oczami jego spojrzenie.
- Zanim odpłyniemy... Nie jestem na tabletkach, więc pamiętaj, żeby we mnie nie kończyć, dobrze? Ale możesz, gdzie chcesz... - zabrzmiało to tak...
No miało zabrzmieć seksownie, ale w jej własnych uszach zabrzmiało słabo. Wbiła czujne spojrzenie w Mike'a, bojąc się jego reakcji.
pobawimy się w doktora?
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Maxio
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”