ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#1

David siedział w swoim gabinecie przy biurku, pijąc trzecią herbatę (czarną z torebki) i przeglądając akta jednej ze świeższych spraw. Czytał już je wcześniej, lecz mimo to, chciał je przeczytać ponownie, by zwrócić uwagę na kilka informacji. Zatrzymał się na chwilę tuż przy danych personalnych ofiary. Ashley Potts, lat dziewiętnaście. Studentka pierwszego roku, brak kartoteki, brak chorób przewlekłych... Standardowo. pomyślał, bo chyba zdziwiłoby go o wiele bardziej, gdyby chodziło o kogoś z przeciwnymi informacjami. Harrison przeczytał jeszcze kilka rzeczy z akt i gdy już miał wrażenie, że lepiej wszystko pamięta, odłożył akta na pobliskie biurko, a następnie przetarł oczy, jakby za długo patrzył w jedno miejsce. W raporcie toksykologicznym było więcej białych plam niż konkretów tj. alkohol w ilości znikomej, brak amfetaminy, brak MDMA, brak benzo. Za to lakoniczna adnotacja lekarza dyżurnego: „reakcja nietypowa, możliwy związek z nieznaną substancją psychoaktywną; halucynacje, nagły spadek ciśnienia, niewydolność oddechowa”. Ktoś bardzo się postarał, żeby nie było się czego uczepić. Pytanie kto to zrobił i dlaczego... co te dzieciaki biorą. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. David westchnął, bo doskonale wiedział, że ludzie lubili eksperymentować i sprawdzać swoje granice.
Drzwi gabinetu otworzyły się bez pukania, a Harrison szybko podniósł głowę - choć po takim wejściu doskonale wiedział, kto właśnie przekraczał próg.
- Zdecydowałeś się?- dotarło pytanie do jego uszu od naczelnika wydziału. David spojrzał to na akta, to na naczelnika i tak kilka razy, aż wreszcie skinął głową. Naczelnik klasnął w dłonie i pokazał dwa kciuki uniesione do góry, ciesząc się z podjętej przez detektywa decyzji.
- To lepiej się zbieraj, bo Twoja towarzyszka już na Ciebie czeka. - Posłusznie więc czym prędzej opuścił swój gabinet i skierował się do miejsca, gdzie czekał na niego nikt inny jak sama Pilar we własnej osobie.
Plan był prosty - wchodzą do klubu pod przykrywką, próbują zdobyć to, co zażyła Ashley i spadają.
Spotkali się przed klubem wieczorem - on nie chcąc rzucać się w oczy, ubrał się tak, jak - wydawało mu się że - ubierają się młodzi do klubów, czyli ciemne spodnie i granatowy t-shirt, a na to starą kurtkę jeansową, która już trochę wyblakła.
- Ciekawe jak szybko nam to pójdzie. - powiedział do Pilar, zastanawiając się nad tym, jak najlepiej będzie spróbować przekonać sprzedawcę i dystrybutora do tego, by im dał to, po co przyszli.
Tak czy inaczej, po chwili, David ruszył do wejścia i zaczął się rozglądać za dilerem.
- Myślisz, że zaszczyci nas dzisiaj swoją obecnością? - spytał Pilar, kiedy stanęła tuż obok niego. Oczywiście pierwsze co zrobił, to ruszył w kierunku baru, gdzie zajął miejsce na stołku i czytał kartę drinków.

Pilar Stewart
gall anonim
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


019.
investigation: in progress



Sprawa z prochami w The Fifth śmierdziała na kilometr. I to wcale nie dlatego, że imprezowały tam głównie małolaty (a oni pewnie się nie myli), ale bo sam toksykolog jasno zaznaczył w raporcie, że nie była to żadna znana substancja, a przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawało się jak coś nowego. I może jeszcze zostałoby to zbagatelizowane, tłumaczone tym, że jakiś jeden dzieciak pomieszał kilka różnych narkotyków i po prostu zszedł, tylko że to wcale nie był jeden dzieciak. Bo tych dzieciaków w ostatnim czasie nazbierała się cała gromadka; u każdego z tymi samymi skutkami i wynikami badań. A to znaczyło jedno: ktoś bawił się w dilerkę z zupełnie nowym produktem.
Pilar chociaż miała na głowie już sprawę z kontenerami Wyatta, która zajmowała cały jej wolny czas, na dokładkę dostała jeszcze to. I może gdyby miała chociaż trochę bardziej rozważny charakter, poszłaby się kłócić, żeby dali to komuś innemu, ale Stewart była pracoholiczką, a do tego k o c h a ł a sprawy w terenie pod przykrywką. I to był jeden z głównych powodów, dla których się zgodziła. No i oczywiście fakt, że tym razem został jej przypisany Harrison.
Lubiła gościa. Zawsze dobrze się dogadywali, nie wspominając nawet o fakcie, że był jedynym, który potrafił ją pokonać na strzelnicy w trafieniach na czas. Razem zostawiali wszystkich innych daleko w tyle, raczej konkurując jedynie między sobą. On był pod wrażeniem, że laska mogła tak dobrze strzelać, a ona, że ktoś robił to lepiej niż ona. Jakby się nad tym zastanowić, tworzyli zajebiste duo assassinów. Szkoda tylko wylądowali w klubie dla gówniarzy i tutaj raczej strzelanki nie były przewidziane. A szkoda.
Przed klubem zjawiła się jak zwykle o czasie spóźniona. Nie dużo, studencki kwadransik, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że była pożyczyć kieckę od sąsiadki z dołu, bo akurat jej napomknęła, że idzie dzisiaj do The Fifth, a ona jako stała bywalczyni oczywiście zaoferowała się z pomocą, wcale nie omieszkając się zapytać Pilar, czy nie była trochę za stara. Cóż, pewnie dostałaby w łeb, gdyby nie fakt, że sukienka, którą jej dała była idealna do okazji. Obcisła i krótka — podobno tak się teraz chodzi.
Harrison, ty to jednak nie umiesz się bawić — przewróciła oczami na jego zagwozdkę czy szybko im pójdzie. — Idziesz do klubu, a ty jedyne o czym myślisz, to żeby szybko się zwijać? — szturchnęła go w ramię, podchodząc nieco bliżej i przejechała ręką po kurtce, by mu ją nieco poprawić. Może to kwestia nerwicy natręctw, ale ten podwinięty kołnierzyk popierdoliłby ją szybciej, niż weszliby do środka. — Z takim podejściem od razu będą wiedzieć, że jesteś szczurem — oznajmiła, zresztą zgodnie z prawdą. Mogła być to kwestia tego, że David na co dzień zajmował się innymi sprawami i raczej stronił od przebywania w klubach dla gówniarzy, a może po prostu Pilar była sobą i rzuciła tą zaczepką dla samej zasady. Kwestia interpretacji.
Klub był po brzegi wypchany ludźmi. Praktycznie wszystkie loże były okupowane przez upijających się w trupa studentów, a parkiet wypełniania spora grupa gorących ciał, poruszających się ze sobą w rytm muzyki. Nijak miało się to do ognistej latynoskiej muzy z Emtpiness, ale tragedi również nie było. Zajęła miejsce tuż obok Davida, rozsiadająć się wygodnie i jeszcze wykona pełny obrót na krześle, rozglądając się dookoła.
Myślę, że tak — krótka odpowiedź, ale za to konkretna. — Popatrz ile tu ludzi. Nie przepuściłby takiej okazji — dodała, przyglądając się tej zatłoczonej scenerii. Chciała nawet jeszcze dodać kilka słów, jednak nim zdążyła się odezwać, pod drugiej stronie lady już wyrosła śliczna, lokata blondynka, wbijając spojrzenie w Davida.
Co dla ciebie przystojniaku? — jej głos był wysoki, delikatny, chociaż w sposobie, w jaki na niego patrzyła nie było za grosz delikatności. — Jesteś tu pierwszy raz? — umieściła łokcie na chłodnym blacie i nachyliła się do przodu. — Taką twarz na pewno bym zapamiętała.

David Harrison
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cóż, faktem było, że David lubił działać w parze z Pilar przy różnych sprawach. Dobrze się uzupełniali, a skoro ich współpraca regularnie przynosiła efekty, porucznik nie widział powodów ani przeciwwskazań, by przestawać wysyłać ich razem w teren - o ile David w tym samym czasie nie był w trakcie poszukiwań niebezpiecznej jednostki. W sumie... teraz też takiej szukamy. Ktoś, kto sprzedaje jakieś gówno, które powoduje śmierć młodych osób, raczej nie jest kimś, komu można przyczepić łatkę "bezpieczny". W sumie Davida zaczęło zastanawiać, czy ofiary były przypadkowe, czy może wręcz przeciwnie. I czy chciały zakończyć swój żywot, czy jednak chciały żyć, lecz nikt nie był w stanie ich uratować... to przypomniało o jednym zbiegu, który w szale dokonał morderstwa na swoich dwóch sympatiach, a potem uciekł i długo się ukrywał z nadzieją, że wszyscy zapomną.
Czekał przed klubem, oparty o znak drogowy, z rękami w kieszeniach, patrząc na każdy przejeżdżający obok samochód. Skupiał się na marach tak, jakby próbował zapamiętać w jakiej kolejności przejeżdżają, doskonale wiedząc, że nie jest to do niczego potrzebne.
Gdy nagle dostrzegł znajomą twarz, która zmierzała w jego stronę, wyciągnął telefon rękę z kieszeni i popukał w tarczę od zegarka, jednocześnie cmokając. Odsunął się od znaku drogowego - bo przecież nie będzie tak stał przez cały czas. Zaraz mieli wejść do klubu, więc i tak musiał się ruszyć i tak.
- Stewart... czy wiesz, którą mamy godzinę? - spytał, unosząc brew, choć tak naprawdę kwadrans studencki był jeszcze w stanie wybaczyć.
- Korki były? Czy za późno wyszłaś? - oczywiście wcale nie musiała podawać powodu, a on tylko wymienił to, co zazwyczaj słyszał, kiedy ktoś z kim był umówiony, przybywał po czasie. Oczywiście do tego dochodziło jeszcze kilka zwrotów ale Harrison postanowił pozostać przy wypowiedzianych dwóch.
David słysząc oskarżenie, wykonał głośne:
- Pfff! Jeszcze Cię zaskoczę. - odpowiedział, brzmiąc całkowicie poważnie, bo nie przyjmował do siebie takiego oszczerstwa. - I nieprawda. Nie myślę jedynie o tym... po prostu tak mi się powiedziało. - doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że źle brzmi to jego wyjaśnienie, no ale już szkoda mu było czasu na wybielanie się i szukanie dobrych wymówek.
Po przekroczeniu progu, gdy Pilar zdjęła kurtkę, David zauważył coś białego i szybkim ruchem schował tą wystającą metkę za sukienkę dziewczyny. Nie chciał przecież, by wszyscy ludzie, którzy ich będą mijali, zwracali uwagę na metkę. Ona mu wcześniej poprawiła kurtkę, to on schował jej metkę - uważał, że są kwita. A David musiał przyznać, że frekwencja w klubie była całkiem spora, żeby nie powiedzieć bardzo spora. Harrison poruszył głową kilka w rytm muzyki, próbując sobie przypomnieć młodzieżowy slang. Nie mógł mówić tak jak mówił na co dzień, bo wtedy od razu byłby podejrzany, a na ekranie pojawiłby się wielki napis WASTED jak w GTA.
- Spoko nuta. - powiedział do Pilar i pewnie gdyby nie byli tu służbowo, to od razu poszedłby na parkiet.
- Możesz mieć rację. - odpowiedział Pilar, obserwując bawiących się ludzi, rozmawiających ze sobą oraz opróżniających kieliszki. Gdzieś tu się ukrywa lew... lew, który poluje na zwierzynę. mówił do siebie w myślach, żałując, że nie istnieją okulary, które potrafiłby wskazać poszukiwanego lub poszukiwaną - aczkolwiek czy z drugiej strony, nie odebrałoby to całej frajdy? Z myśli wyrwały go słowa barmanki.
- Na start chętnie napiłbym się Mojito, a Ty Paulo? - zapytał, patrząc na Pilar, specjalnie zmieniając imię, by nie zdradzać prawdziwej tożsamości. Nie był detektywem od wczoraj. Po chwili wrócił spojrzeniem na barmankę, do której uśmiechnął się najładniej jak potrafił, ukazując swoje białe zęby.
- Masz mnie... jak się nazywasz? Chętnie poznam imię takiej ślicznotki. - odbił piłeczkę, bo coś czuł, że kto jak kto, ale barmani tutaj mogli swoje wiedzieć. A skoro barmanka rozpoczęła grę w postaci flirtu, to czemu on nie mógłby jej kontynuować? Szczególnie, że potem mógł to wykorzystać dla dobra sprawy.

Pilar Stewart
gall anonim
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy ofiary były przypadkowe? Istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że tak. Nie można było zakładać, że każdy kto sięgał po cokolwiek to było, miał w planach zakończyć swój żywo, z bardzo prostej przyczyny — nie każdy kończył w piachu. Jasne, mieli kilka przypadków śmiertelnych, ale przecież były też takie, które skończyły się jedynie krótką hospitalizacją, no i oczywiście nie można było również zapominać o tych, o których policja nie miała pojęcia. Bo przecież na dobrą sprawę mogła istnieć cała gromada ludzi, na których działało to jak jakieś zwykłe MDMA i którzy po udanej imprezie po prostu mieli zjazd i zwijali się do domu.
Mieli za mało informacji.
I dlatego razem z Davidem znaleźli się tutaj tego wieczoru. Żeby dowiedzieć się czegoś więcej; podpytać innych ludzi, może pracowników, a może bawiących się małolatów — ktoś z pewnością coś wiedział i chociaż istniały marne szanse, że już dzisiaj uda im się rozwiązać ten case, tak każdą poszlakę będzie można spokojnie uznać jako sukces.
Uśmiechnęła się przelotnie, kiedy Harrision poprawił jej metkę. Aż dziwne, że było ją widać przy ilości gęstych włosów kudłów na jej głowie, ale plus dla niego za spostrzegawczość. Pewnie jeszcze dzisiaj przyda się to jego sokole oko do wypatrzenia wszelkich podejrzanych zachowań. Chociaż jak na razie David zdawał się skupiać bardziej na muzyce, dudniącej z głośników.
Spoko nuta? — prychnęła, spoglądając w jego kierunku. — Czy to jakaś marna próba zaproszenia mnie na parkiet? — przyjrzała mu się uważnie, a potem znowu zakręciła na stołku, jakby miała co najmniej pięć lat. Może był jakiś wadliwy? Strasznie chodził na boki. Albo to tylko i wyłącznie kwestia jej nieumiejętności, by wysiedzieć w jednym miejscu na dłużej. A co do tańca — niby nie było na niego czasu, bo przecież byli na misji, ale z drugiej strony jakoś musieli się wtopić w tłum, czyż nie?
Chociaż na ten moment zajęli się barmanką. A raczej David się nią zajął, kiedy ta robiła do niego maślane oczka. Chociaż kiedy kolejne słowa opuściły jego usta, Pilar nie była pewna czy bardziej zdziwił ją fakt, że Harrison zamówił M o j i t o, czy może, że przypisał do niej imię Paula. Cokolwiek to jednak było, nie dała nic po sobie poznać i uśmiechnęła się delikatnie.
Dla mnie Cuba Libre — oznajmiła. Najchętniej wypiłaby popisowe Santa Muerte z Emptiness, ale przecież tutaj nikt pewnie nie wiedział, co to za drink. W końcu była to specjalność Noriegi, której małolaty za nic by nie doceniły. Szczególnie tego płatka złoty, który Madox tak lubił dodawać. Dla specjalnych gości, oczywiście.
Barmanka skinęła głową, chociaż spojrzenie wciąż miała wbite w Harrisona. Nawet w pewnym momencie przeczesała rozpuszczone włosy i zarzuciła nimi do tyłu, nachylając się jeszcze mocniej nad barem.
Meredith — przedstawiła się, wystawiając przed siebie dłoń, którą zrobiły najdłuższe pazy, jakie Stewart widziała w całym swoim życiu. Zwinnie zahaczyła nimi materiał kurtki Harrisona. — A ty powiesz mi jak ma na imię tak przystojny, ciekawy, intrygu…
Ben — wtrąciła się Pilar, mając wrażenie, że to zdanie nie miało końca. — Mój kumpel ma na imię Ben — a pewnie na nazwisko Dover. If you get it, you get it. — To co z naszymi drinkami? — dopytała, bo przecież ile można siedzieć i flirtować, kiedy oni tak tutaj przy suchych pyskach?
Dopiero kiedy Meredith fuknęła pod nosem urażona i poszła zajmować się swoją pracą, Stewart przysunęła się bliżej Harrisona, szturchając go łokciem.
Mojito? — jedna brew poszła jej w górę razem z kącikiem ust. — Bardziej babskiego drinka nie mogłeś sobie wybrać? — prychnęła, osadzając na nim ciemne spojrzenie. — Chociaż nie, zawsze zostaje ci jeszcze jakaś Pina Colada albo Cosmopolitan — czy ona właśnie naśmiewała się ze swojego partnera w sprawie i jego wyboru alkoholu? Tak. Istniało takie prawdopodobieństwo.

David Harrison
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wiadomo, nie wszystkie ofiary należało wrzucać do jednego worka ale fakt albo nawet i fakty były takie, że na pewno jakiś syf powstał i był rozprowadzany. Ciekawe po jakim czasie od wzięcia tego, następował zgon. pomyślał jeszcze, nim wpadł w klubowy wir. Dopóki nie posiadali większej ilości informacji, mogli tylko gdybać, a na to, szkoda było czasu. Gdybając sprawa nie zostanie rozwiązana.
Cóż, z oczami jeszcze większego problemu nie miał - o dziwo na każdym badaniu wzroku, potrafił przeczytać te niższe rzędy (aż sam był w szoku). Oczywiście, czasami zakładał okulary lecz były to zwykłe zerówki. Innym razem, zakładał też soczewki, które zmieniały kolor tęczówki - a wszystko po to, by pozostać incognito w trakcie poszukiwań. Okej, kilka razy też użył kolorowych soczewek na halloween, gdy przebrał się np. za wampira. Natomiast jeśli chodziło o zauważenie metki, to udało mu się to, gdy Pilar wykonała ruch głową, a wraz z nim przemieściły się włosy, odsłaniając kawałek środka pleców. Gdy to zrobił, poklepał lekko Stewart, jakby chciał by dobrze przyległa do pleców, choć z zewnątrz można było pomyśleć, że ten gest albo coś oznacza, albo kompletnie nic i jest tylko pokrzepiającym, dającym otuchy lub pokazaniem, iż nikt inny nie mógł Pilar tknąć poklepaniem.
- A poszłabyś ze mną na parkiet? - spytał, zabawnie poruszając brwiami, lecz po sekundzie, uważnie zaczął patrzeć na Pilar, nie chcąc wyjawiać od razu prawdy i czekając na odpowiedź, bo to właśnie od odpowiedzi zależała jego reakcja.
David widząc gibający się stołek, zsiadł ze swojego, poszedł po jakiś wolny - też się gibał więc sprawdził kolejny. Dopiero trzeci wolny stołek okazał się stabilny. Zatem wziął go i postawił obok swojego.
- Siadaj na tym. Jeszcze z tamtego spadniesz i będę Cię musiał zawozić do szpitala. - powiedział stanowczo. Jasne, istniało prawdopodobieństwo, że gibiąc się na stołku z niego nie spadnie, lecz Harrison wolał uniknąć sytuacji w której jego towarzyszka zalicza spotkanie z podłogą.
Uśmiechnął się, kiedy usłyszał co zamawia Pilar, bo przypomniało mu to, kiedy w lato byli w klubie i wtedy Stewart także zamawiała właśnie Cuba Libre. On wtedy pił whiskey z colą.
- Miło mi. - powiedział, posyłając barmance uśmiech oraz ściskając swoją dłonią jej dłoń, którą lekko potrząchnął.
David słysząc swoje nowe imię, odwrócił głowę, bo musiał powstrzymać śmiech. Wdech, wydech, wdech....
- Dokładnie tak. Benjamin ale możesz mi mówić Ben. - dodał od siebie z bananem wyrysowanym na twarzy. Gdyby właśnie kręcili film, David na pewno nie potrafiłby wytrzymać dłużej i po prostu wybuchnąłby śmiechem, lecz ponieważ tu nie mogli sobie pozwolić na żadne duble, starał się zachować zimną krew.
Parsknął dopiero gdy Meredith zajęła się przygotowywaniem drinków.
- To było pierwsze o czym pomyślałem... whiskey piłem przedwczoraj, a rum... w zeszłym tygodniu. Kurde, mogłem w sumie poprosić o tequillę... No ale nic, przecież baru nie zamkną za chwilę. - powiedział, bo kto wie, może zamówią jeszcze po jednym lub kilkudrinkach.
- W ogóle... Ben? O mały włos a bym wybuchnął. - powiedział, nachylając się do ucha Pilar, by to głownie ona usłyszała.
Meredith całkiem sprawnie poszło przygotowanie drinków, więc David wyciągnął kartę i przyłożył ją do terminala.
- Twoje zdrowie Meredith. - powiedział, unosząc szklankę w kierunku barmanki i biorąc kilka łyków.
- Mam wrażenie, czy zrobiła mi od serca.... - odparł, pozwalając Pilar wziąć łyka swojego drinka. Naprawdę miał wrażenie, że dolano mu więcej rumu niż syropu cukrowego. A może po prostu dawno tego nie piłem i przesadzam? zapytał samego siebie.

Pilar Stewart
Ostatnio zmieniony sob sty 17, 2026 11:30 pm przez David Harrison, łącznie zmieniany 1 raz.
gall anonim
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar nie nosiła okularów. Akurat ze wszystkich zmysłów wzrok miała nienaganny. Zawsze na tych wszystkich literowych testach potrafiła przeczytać nawet ostatni rządek bez najmniejszych problemów, co często spotykało się z niemałym podziwem ze strony lekarzy. Ze słuchem było już gorzej, ale to może wynikało z częstego strzelania sobie przy uszach albo faktu, że ostatnimi czasy więcej krzyczała. Z różnych powodów. Do tego wszystkiego często chodziła po klubach, a tam muzyka wcale nie była cicho. Szczególnie tutaj. Aż spojrzała w stronę DJki po drugie stronie sali, żeby zaraz rzucił się jej w oczy wielki napis Filippo, napisany jaskrawo-zielonym sprayem. Chłopak z loczkami szalał za konsolą, energicznie podskakując z balującymi małolatami, szczerząc się od ucha do ucha. Uroczo. Aż się na moment zamyśliła, jednak pytanie Davida szybko wyrwało ją z tego amoku.
A poszłabyś ze mną na parkiet?
A umiesz się ruszać? — odbiła piłeczkę, przechylając głowę i wbijając w niego ciemne spojrzenie. Pilar z natury miała w sobie element bezczelności i niektóre rzeczy wychodziły z niej aż za naturalnie. Tak samo jak naturalnie znowu zachwiała się na tym przeklętym krześle, nim zdążyła dopowiedzieć jeszcze jedno zdanie. Ku jej zaskoczeniu Ben zeskoczył ze swojego i zaraz przyniósł jej jakąś nówkę sztukę nieśmiganą do podmiany. Aż zamrguała zaskoczona na ten miłī gest dobroci.
Aż tak ci zależy na moim tyłku, Harrison? — prychnęła, faktycznie zeskakująć z hwiejącego się krążka, pozwalajać, by jej kompan dokonał podmiany. Usiadła ponownie, sprawdzając stabilność i bujając się na boki. — No i teraz w końcu można pracować — oznajmiła, kiwając głową z aprobatą i znowu obróciła się o trzysta sześćdziesiąt stopni. Tak bardziej dla zasady niż jakiegokolwiek przymusu.
Kiedy Meredith odeszła robić drinka w wielkich katuszach, raz po raz rzucając Pilar mordercze spojrzenie, śledcza przysunęła się jeszcze bliżej swojego partnera w sprawie. By zrobić jej na złość i ją wkurwić? Oczywiście, że nie tak. Stewart była złośliwa, szczególnie kiedy ktoś przed chwilą pokazał jej środkowy palec. Wtedy następowało zero litości. Nawet uśmiechała się bardziej przesadnie niż powinna, chociaż słowa Davida faktycznie ją bawiły.
A przepraszam bardzo, co jest nie tak z Benem? — dopytała, spoglądając na niego przelotnie, co jakiś racz wracajać wzrokiem do klubu i tego co działo się dookoła. — Kiedyś nazwałam jednego Frank N. Stein, to dopiero była zajebista tożsamość — pochwaliła się na krótki moment wracając do momentu, kiedy to razem z Galenem pojechali do burdelu Quebec pod przykrywką. Anita P. Ness i Frank N. Stein. Aż kurwa dziwne, że nikt ich wtedy nie przyłapał i recepcjonistka poszła na te nazwiska. Chociaż z drugiej strony, ludzi z burdelach raczej mało interesowała tożsamość gości, a bardziej to czy mieli w portfelu odpowiednią ilość pieniędzy .
I David tez miał, bo zaraz zapłacił za ich alkohol, na co Pilar podziękowała mu pięknym uśmiechem. Upiła drinka, kręcąc nosem. W Emptiness były o wiele lepsze. Albo przynajmniej barmanki pałały do niej większą sympatią i chociaż trochę się starały. Chociaż jak się szybko okazało, tylko ona dostał spaczonego, bo Harrison wydawał się zachwycony.
Pokaż to — zabrała mu szklankę i upiła kilka łyków. Faktycznie był mocny, ale też… — Jezu ale słodkie — pokrzywiła się cała na buzi, oddając mu szkło i popijając jeszcze własnym. To już wolała to chujowe Cuba Libre niż Mojito zrobione z miłością.
Tylko oni tutaj nie przyszli testować alkoholi (a szkoda), a bo mieli zadanie do wykonania. A przecież samo się nie zrobi, prawda? Dlatego Pilar Paula odwróciła się o pół obrotu na stołu i przyparła plecami do lady, a kiedy David Ben zrobił to samo, przysunęła się do niego na tyle blisko, że ich ciałą idealnie się ze sobą stykały. Nawet łokieć wcisnęła gdzieś za jego plecy. Musiała być odpowiednio blisko, by nikt inny nie mógł ich usłyszeć.
Dobra, więc tak… — nabrała w płuca więcej powietrza, w wzrokiem analizowała klub, chociaz usta miała zaraz przy twarzy Harrisona. — Nie mamy pojęcia w jakiej formie to rozprowadzają. Może to być tabletka ale równie dobrze jakiś proszek. Może coś do jedzenia? Cukierek, ciasteczko? No albo do picia — opcji przecież było wiele. Nieskończenie nawet, bo w dzisiejszych czasach narkotyki już nie tylko ograniczały się do klasycznych metod i form. — Szukaj wszystkiego, co podejrzane. No i raczej stąd nic się nie dowiemy. Trzeba się będzie zakręcić wokół ludzi — przekręciłą głowę, zaglądajać w jego ciemne oczy. — Więc chyba jednak bierzesz mnie na parkiet, B e n.

David Harrison
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W sumie widząc tych wszystkich małolatów, David wrócił pamięcią do czasów, nim wstąpił do wojska i razem ze znajomymi skakał do klubowej muzyki, nie myśląc o jutrze. Chodziło wyłącznie o dobrą zabawę oraz zrzucenie zmartwień na drugi plan. To były czasy... pomyślał, wzdychając. Spojrzał na dj'a i zaczął zastanawiać się Ciekawe, czy on coś wie. Z zamyślenia wyrwało go pytanie Pilar. A więc tak odbiła piłeczkę. Harrison prychnął.
- To, że miałem dość... sporą przerwę od imprez nie oznacza, że zapomniałem to i owo. Chcesz się przekonać? - spytał, choć czy uważał siebie za króla parkietu? Cóż... niekoniecznie. Głównej roli w Dirty Dancingu czy Step Up'ie raczej by nie otrzymał. Zresztą, gdyby chciał zostać aktorem, to próbowałby swoich sił głównie w filmach akcji oraz thrillerach. W horrorze w sumie też mógłby zagrać, bo niejednokrotnie widział behind the scenes i miał wrażenie, że obsada się super bawiła.
Parsknął śmiechem, kiedy usłyszał pytanie wypowiedziane przez Pilar.
- Skąd. Po prostu wolałbym żebyśmy nie musieli tracić czasu gdy się potłuczesz. - odparł, posyłając jej uśmieszek z przymrużonymi oczami. Tak naprawdę to nie chciał, by się uszkodziła, lecz wolał tego nie mówić na głos. Dla niego pójście po stabilne krzesło nie było czymś skomplikowanym czy trudnym do wykonania. Na pewno inni ludzie też zamieniali siedziska, bo wygodniej jest siedzieć na czymś stabilnym a już szczególnie, kiedy planuje się wypić sporą ilość alkoholu.
David również próbował nie wybuchnąć śmiechem, kiedy widział jak Meredith zabija wzrokiem Pilar.
- Dobrze, że nie jest Meduzą bo zmieniłaby Cię w kamień. - powiedział do Pilar, mając rzecz jasna na myśli Meduzę z mitologii greckiej, która zamiast włosów miała węże.
- Ależ nic. Bardzo mi się podoba. Benjamin Franklin. - odparł, samemu dopowiadając sobie nowe nazwisko lub drugie imię, inspirowanego jednym z założycieli Stanów Zjednoczonych oraz wynalazcy piorunochronu.
- Po prostu skojarzyło mi się z postacią z serialu animowanego Ben 10. W sumie... biorąc pod uwagę jedną rzecz, to jesteśmy podobni, w sensie, też mam fajny zegarek. - stwierdził, podnosząc rękę na której miał smartwatcha, którego wyświetlacz odblokował gestem tj. ruchem do siebie. Parsknął głośnym śmiechem, kiedy usłyszał jaką ksywkę wymyśliła Pilar kiedyś dla kogoś.
Nie skomentował tego zabrania szklanki bez zapytania bo i tak by jej ją wręczył.
- Chyba zaczynam żałować, że nie wziąłem rumu albo whiskey. - stwierdził ze skrzywioną miną.
Tym razem faktycznie mieli misję do wykonania ale może któregoś razu uda im się wyskoczyć gdzieś, gdzie wykonaliby testing alkoholi - najlepiej do jakiegoś fancy lokalu.
Uważnie słuchał Pilar i rejestrował każde jej słowo. Nie miał problemu z tym, że ich ciała się ze sobą stykały - musiało tak być, by nikt z zewnątrz ich nie słyszał.
- Opcji jest od cholery... - stwierdził, bo tak jak mówiła Pilar Paula, to gówno mogło być rozprowadzane w przeróżnej formie - od sypkiej po coś większego.
- Ciekawe czy w naszych drinkach już tego nie mamy... - stwierdził, sięgając po swoją szklankę i mieszając ją poprzez ruch dłonią, lecz nic podejrzanego wewnątrz nie widział. Tak czy inaczej skinął głową, rozumiejąc, że musi mieć oczy dookoła głowy i zwracać uwagę na to, co się dzieje.
- Zatem nie traćmy czasu Paulo. - rzucił, schodząc ze stołka i gdy Paula zrobiła to samo, zaczął iść w kierunku parkietu. Co kilka sekund odwracał głowę by mieć pewność, iż jego towarzyszka nie zgubiła się ani nikt nie porwał jej po drodze.
Gdy znaleźli się na parkiecie, zaczął tańczyć do piosenki, jednocześnie jeżdżąc oczami z jednej na drugą stronę żałując, że nie posiada skanera w oczach lub okularach.
- Mam wrażenie że tamtych dwóch dziwnie się na nas gapi. Czy jeden z nich to jakiś Twój znajomy? - spytał, wskazując dwóch młodziaków, stojących po skosie, kilka osób od nich. Ale w sumie gapienie się jeszcze o niczym nie świadczyło. W głowie Ben układał też plan, by spróbować się czegoś dowiedzieć od osób, które będą w toalecie - bo wewnątrz toalet również sporo potrafiło się dziać.

Pilar Stewart
gall anonim
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miło z jego strony, że nie chciał tracić czasu, aż Stewart sie potłucze. Grunt to troska o swoich partnerów w sprawie. I chociaż Pilar z łatwością wyłapała w tych słowach żart, to wcale nie powstrzymało ją od tego, by nie strzelić mu z otwartej dłoni w bark. Bo przecież oczywiście, że powinien troszczyć się o jej tyłek.
W przeciwieństwie do Stewart, która za nic nie troszczyła się o te gromy z oczu Meredith, które leciały w jej stronę. Była zazdrosna? T r u d n o. Poza tym, zazdrość to bardzo brzydka cecha i dziewczyna z pewnością powinna nad tym popracować. Pilar zresztą też, bo przecież zrobiła ostatnio Noriedze nie miałą aferę, kiedy dowiedziała się, że flirtuje z jakąś Jamie i tańczy z nią gorące salsy. Ale przecież on wcale nie był lepszy, kiedy wydzierał się na nią o Galena Wyatta. Wychodzi więc na to, że chyba wszyscy powinni nad sobą popracować. Ciekawe czy David był ostatnio o kogoś zazdrosny?
Może nawet by go o to zapytała, ale on już zaczął nawijać o swoim zajebistym, nowym zegarku i Pilar zaraz spuściła na niego spojrzenie.
No piękny — rzuciła i nawet wyciągnęła paluchy, żeby coś tam sobie na nim poklikać, tylko zaraz się okazało, że zaczęła do kogoś dzwonić, a kiedy próbowała mu to rozłączyć, to jeszcze napisała smsa do jakiejś dziewczyny. A dokładniej wysłała jej kciuka. Kciuka kurwa. No to Harrison będzie mieć nieco tłumaczenia do zrobienia, kiedy już stąd wyjdą. — Sorki, strasznie małe te wszystkie ikonki — rzuciła w ramach wymówki. Chuj, że jeszcze dwa posty temu pisałam, że Pilar miała sokoli wzrok i widziała doskonale. Wymówka to wymówka.
Spojrzała na Davida, gdy rzucił komentarzem o drinkach.
Raczej nie byliby tak głupi, żeby dolewać czegoś wszystkim gościom zaraz na wejściu — stwierdziła spokojnie, chociaż przelotnie spojrzała jeszcze w stronę Meredith. Może akurat ona chciałaby ukrócić żywo Pilar? — Wydaje mi się, że to raczej dostają zainteresowane osoby. Matka Chloe, tej dziewczyny, która zmarła mówiła, że od kilku dni ciągle siedziała na telefonie i z kimś pisała. Niby to mogła być po prostu jakaś jej koleżanka czy sympatia, ale podobno potem ciągle mówiła o imprezie, kiedy nawijała z koleżanką przez telefon — wzruszyła ramionami, dzieląc się tym z Davidem. Czy było to w aktach? Nie miała pojęcia, ale sama osobiście przesłuchiwała starszą kobietę. Telefonu Chloe oczywiście do tego nikt nie znalazł. Ciekawe czy miał go ten dealer lub ktokolwiek, kto dał jej narkotyki? Czy były tam jakieś dowody?
Cóż, oni musieli się tego dowiedzieć, a przecież z wygodnych hokerów mieli raczej nikłe szanse, dlatego już po chwili Stewart wyzerowała drinka i zeskoczyła z krzesła, zachęcona słowami Harrisona, że to już czas ruszyć na parkiet.
Wyciągnęła rękę przed siebie, żeby chociaż mogli złapać się za nadgarstki, by nie zgubić w tłumie ludzi, jednak David jak prawdziwa księżniczka ruszył sam przed siebie. Dobrze, że chociaż z dwa razy odwrócił się w jej stronę, normalnie wyczyn godny prawdziwego gentelmana.
Na parkiecie również sie nie popisał, bo zamiast wziąć Stewart do tańca i wtedy jakoś się porozglądać, on po prostu zaczął wykręcać głową na lewo i prawo, co spotkało się z głośnym prychnięciem ze strony Pilar. Miał wrażenie, że ktoś się dziwnie na nich patrzył?
Może dlatego, że tak się wiercisz? — zaśmiała się, kręcąc głową z niedowierzaniem. — To nie pralka, Harrison. Nie wiruj tak głową, to po pierwsze — podeszła krok bliżej i złapała jego dłonie, po czym umieściłą je sobie na plecach. — A po drugiej zacznij się zachowywać, jakbyś faktycznie przyszedł się tu dobrze bawić i wyrwać jakąś laskę — chyba nie musiała mu pokazywać, jak powinien zachowywać się facet, kiedy miał przed sobą kobietę w obcisłej sukience i ledwo co zaprosił ją na parkiet? Byli tu pod przykrywką, musieli się jakoś wtopić w tłum, a wystarczyło się tylko rozejrzeć dookoła na tych wszystkich nastolatków, obmacujących się na lewo i prawo. Wykonała obrocik, który sama zainicjowała, a następnie wróciła do bujania biodrami, rozglądając się d y s k r e t n i e.
Patrz na tamtych — przysunęła się do Harrisona, by zaraz potem odwrócić ich tak, że teraz to on patrzył w miejsce, które wcześniej widziała Stewart. — Pierwsza loża od drzwi. Ci co dyskutują z jakąś blondynką — pokazała kumplowi swoich podejrzanych, a potem znowu ich odwróciła, by sama mogła popatrzeć na dalszy rozwój wydarzeń. — Wygląda na to, że idą do palarni — to chyba wypadałoby za nimi pójść?

David Harrison
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”