ODPOWIEDZ
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Jezusie słodki, jakiego ja mam kaca. Suszy mnie jakbym właśnie przeszedł wzdłuż i wszerz całą Saharę i nie miał przy sobie ani kropelki wody, łeb nakurwia wręcz niemiłosiernie, dosłownie cała głowa razem z karkiem, chyba nie dam rady podnieść jej z poduszki. Zanim otworzę oczy wracam myślami do poprzedniego wieczora i próbuję sobie wszystko poukładać - balowałem w Emptiness, najpierw z Madoxem, ale on się zawinął dosyć wcześnie, więc skorzystałem z okazji i zagadałem do tej barmanki, którą już kiedyś tam widziałem, Laury. Okazała się świetną dziewczyną, więc jak tylko skończyła zmianę to wpadliśmy we wspólny wir melanżu - kilka kolejek, taksówka do domu i noc na mojej kanapie. Otwieram ślepia, ale nie widzę jej nigdzie, więc chyba zawinęła się w chatę, coś tam chyba ględziła, że jutro też ma pracę. Szczerze? Miałem nadzieję, że nie spotkam jej gdzieś w kuchni albo łazience, teraz tak naprawdę chciałem tylko umrzeć. Mrużę oczy, bo zwyczajnie nie jestem w stanie ich otworzyć, ale przesuwam spojrzeniem dookoła - gdzieś pod fotelem leży moja gitara, więc chyba grałem jej jakieś serenady, standard, na stoliku pełna popielniczka i opróżniona prawie że w całości butelka szkockiej, zaschnięte, lepiące się plamy alkoholu. Fuj, syf jak chuj. Dalej widzę płyty winylowe porozrzucane po podłodze, oby tylko żadna nie ucierpiała. Chyba nic więcej, więc podnoszę się do siadu i łapię za głowę, po prostu masakra, ale przecież muszę się jakoś ogarnąć. Pierdolnik wokół już zaczyna działać mi na nerwy, więc biorę się za ogarnianie przestrzeni wokół, chociaż może najpierw powinienem siebie? Wynoszę butelkę do kuchni i wylewam resztki do zlewu, pusta ląduje w śmietniku. Potem polewam sobie wody i dopełniam dzbanek z filtrem. Szklankę opróżniam na raz, przepijając dwie tabletki na ból głowy, nie wierzę, że mogłoby przejść samo. A potem włączam kuchenne radio i podgłaszam na tyle, żebym słyszał też w łazience, bo tam kieruję swoje kroki. Na antenie Sunday Morning, czyli idealna nutka na dobry początek dnia. Zresztą uwielbiam Velvet Underground, mam nawet kilka winyli od nich, płyta z bananem po prostu rewelacja. Nucę pod nosem, przemywając twarz lodowatą wodą, co daje mi pozorne orzeźwienie, a potem rozglądam się dookoła i zaraz mnie dosłownie chuj jasny strzeli, bo mój wzrok pada na kosz pełen prania. Czy naprawdę tylko ja w tym domu sprzątam? W dodatku widzę, że te ciuchy, które się dosłownie WYLEWAJĄ wcale nie są moje - jakieś jasne, koronkowe bluzeczki, białe stringi, staniki tak małe, że nie wiem czy cokolwiek zakrywają - Nosz kurwa, ja pierdole - rzucam pod nosem, z hukiem otwierając pralkę i zaczynam ładować bęben na oślep, wciąż psiocząc pod nosem na moją nową współlokatorkę. Ceniłem swoją prywatność, właściwie pomimo bycia typowym ekstrawertykiem lubiłem mieszkać sam, gdyby to ode mnie zależało, w życiu nie zgodziłbym się na żadnych lokatorów, ale czy tak naprawdę miałem jakikolwiek wybór? Przeklinam coraz głośniej i już słyszę tupanie na schodach, tak głośne, że dosłownie mam wrażenie, że całe mieszkanie się trzęsie - ŁUP ŁUP ŁUP - to się aż odbija echem w mojej głowie. Zajebiście, a miałem nadzieję, że jej nie ma.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel jakby ktos pytal, to Peach nie poleca jako współlokatora. Niby chłop po trzydziestce, który ma większe doświadczenie w mieszkaniu sam niż większość facetów po trzydziestce (którzy są singlami), a serio to się zachowuje o k r o p n i e. Baluje tak przynajmniej trzy razy w ciągu tygodnia, wcale nie chodzi na siłownię, nie wiadomo czy pracuje czy tylko rucha a do tego ma obrzydliwy zwyczaj charchania rano. Obrzydliwe. Ile tu już mieszka Peach? Tydzień? Dwa? Już się czuje bardziej zdemoralizowana niż przez całe swoje życie, a to wcale nie jest tak, że Wiliama zna dopiero odkąd z nim mieszka, bo zna go połowę swojego życia, odkąd zaczęła chodzić do klubów jako nastolatka i przestał ją traktować jak randomowe dziecko na imprezie rodziców. I póki znała go na odległość to było okay, ale niestety jak się z kimś zamieszka to klapki z oczu spadają, serio.
Weźmy na przykład to co on zrobił wczoraj w nocy. Ewidentnie się zapomniał, w sensie zapomniał, że nie jest sam w mieszkaniu. Peach sobie robiła właśnie SPA night w swoim pokoju, świeczki zapalone, odpalona miła muzyczka, pewnie jakaś Billie Eilish, maseczka nałożona, w piżamce sobie siedzi i obrabia foteczki na Instagram, a tu nagle słyszy jakieś wycie z dołu, aż wystawiła głowę z pokoju i patrzy na dół a tam ciemno, jakieś lampki zapalone i widzi jak William z gitarą siedzi i drze się udając, że wie jak śpiewać Nickleback a przed nim siedzi niunia ze sztucznymi cyckami. Nawet na początku to było śmieszne i kawałek tego wycia nagrała, ale z tego śmiechu potrąciła jakiś obrazek i się przestraszyła, że ją niunia Williama zobaczy, wiec zaraz uciekła do pokoju. Nie wiadomo co jej do głowy wpadło, żeby być takim dzikusem, bo to zupełnie nie jest w jej stylu, ale pożałowała tego bardzo mocno, bo kiedy tylko chciała iść spać okazało się, że William i panna wcale spać nie chcą i mają całkiem głośną imprezę na dole. Peach już miała do nich iśc na dół, żeby poprosić żeby nie darli się tak bardzo, ale po pierwsze to była trochę pod wrażeniem, że aż tak się darli a po drugie jednak ma troche ptsd po oglądaniu jak inni ludzie sie ruchają (po Frankie Ferrarim) więc leżała w łóżku swoim, z poduszką na twarzy i zaciskała ją na uszach, żeby nic nie słyszeć.
Niestety bardzo dużo słyszała i przez to nie spała prawie całą noc. Obudziła się jakoś po ósmej i uznała, że musi iść pobiegać, ale najpierw chciała wstawić pranie. Natomiast jak tylko zniosła rzeczy do prania i zobaczyła jaki pierdolnik William zostawił w salonie to jebnęła tym praniem i przeklinając pod nosem wyszła pobiegać.
Naiwna myślała, że jak wróci to już będzie wszystko posprzątane, ale nie! Wróciła po przebiegnięciu ośmiu kilometrów, zmęczona i w sumie całkiem już jej przeszła ta złość na Wiliama, ale kiedy tylko weszła okazało się, że ten dalej śpi. No żesz! Jebneła drzwiami wejściowymi najmocniej jak się dało, ale wcale to na Williama nie zadziałało. No więc poszła sie wykąpać i tak sobie w głowie układa co powiedzieć dziadowi, żeby mu w pięty poszło, a jak już sie wykąpała to idzie na dół w jakimś dresiku i z mokrymi włosami, bo pewnie suszarkę trzyma akurat na dole.
- O kurwa Mick Jagger wstał, no DZIEN DOBRY - mówi podniesionym głosem, bo wyraźnie Wiliam dziś wygląda tak jakby go przynajmniej autobus z piętnastoma hiszpańskimi seniorkami przejechał. Naburmuszona tylko tak na niego patrzy spod byka i idzie do kuchni, bo mają taką otwartą. Otwiera głośno szafkę i wymuje z niej blender a później idzie do lodówki i też głośno ją otwiera i bierze rzeczy do shake'a. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nic nie powiedziała, dlatego tak sobie komentuje: -Nawet nie spytam jak wieczór, bo wiem
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No i jest gwiazdeczka moja w dresie i mokrych włosach. Wywracam oczami i wzdycham ciężko jak jakiś męczennik, jakby mi co najmniej sto batów sprzedała, zresztą tak mniej więcej się czuje, kompletnie wymięty. Zatrzaskuje bęben pralki, ustawiam na szybkie 20 minut i wychodzę do kuchni, gdzie Peach już sobie wesoło buszuje. Łeb mi pęka a ta jak gdyby nigdy nic trzaska drzwiami, tupie i jeszcze wyciąga blender, nie wiem co mnie bardziej przeraża w tym momencie, obecność jej czy tej przeklętej kuchennej maszyny. W tym momencie żałuję, że kocham gotować i mam takie różne sprzęty pochowane w szafkach. Przeciętny trzydziestolatek pewnie ograniczał się do patelni i garnka, ale ja, jebany masterchef musiałem mieć blendery, miksery i roboty planetarne. Wszystkie bardzo głośne. Zwykle nie używałem ich w taki dzień jak dzisiaj - O co ci chodzi? Jestem u siebie - marszczę brwi, ale prawdę mówiąc gula podchodzi mi do gardła. Ogólnie zdążyłem już zapomnieć, że nie mieszkam sam, albo przynajmniej wczoraj o tym nie pamiętałem, może liczyłem, że gdzieś wybyła i mam wolną chatę. Dziwne, że się nie pofatygowała do nas na dół, skoro była na górze, wydawało mi się to zupełnie niepodobne do Peach. Pamiętałem ją raczej jako tą głośną nastolatkę, która chodziła z nami po klubach chociaż w ogóle nie powinna i sępiła alkohol, chociaż była zdecydowanie za młoda. Co się stało, że nie zrobiła wczoraj bury, jak tylko zacząłem swój koncert? - No chyba ci się coś poprzestawiało jak myślisz, że będziesz teraz robić szejki, ja potrzebuję, nie, ja WYMAGAM ciszy - jak go odpali to przysięgam, że wyląduje za oknem. Tylko nie wiem co pierwsze - blender czy Peach? Podchodzę bliżej i te wszystkie rzeczy, które ona sobie powyjmowała zaczynam z powrotem chować. Nie dam sobie wejść na głowę, bo jak raz odpuszczę, to się za bardzo rozbestwi - Lepiej byś tu ogarnęła ten pierdolnik, ja muszę wziąć prysznic - bo jebałem starym, przechlanym capem. Sam to czułem i było mi z tym bardzo źle. Marzyłem o tym, żeby wreszcie zmyć z siebie brudy wczorajszego wieczora, a potem wysprzątać mieszkanie i wreszcie móc zasiąść w czystej przestrzeni.

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

-Może u siebie, ale jakaś ludzka przyzwoitość by wymagała, żeby jednak nie przeszkadzać ludziom z którymi się dzieli mieszkanie, prawda? - Peach to się nawet nie pofatygowała, żeby rzucić spojrzeniem w stronę Wiliama, zresztą na odległość było go czuć, bo tak śmierdział jak stary cap. - A jak mówię o ludziach, to chodzi o mnie. Może kolejnym razem daj mi znać, jak będziesz chciał sobie po nocy robić koncert Nickleback czy innego gówna albo spraszać panny lekkich obyczajów - tym razem położyła jogurt na blacie z trochę większym impetem, niż wcześniej i dalej gada: - Czy ty wiesz, że ta twoja panna chyba mi podpierdoliła spinkę do włosów? I to nie byle jaką spinkę, tylko z PRADY - już trzyma w ręku selera naciowego i odwraca się, a tu William ewidentnie nie rozumie, że Peach sobie robi energy proteinowego shake'a, dzieki któremu będzie miała piękną i sprężystą skórę na buzi i nie tylko.
-A ja wymagam szejka, dla Twojej wiadomości przebiegłam właśnie dziesięć kilometrów, więc just don't kill my vibe - i macha na niego ręką, i to co on chowa spowrtoem do lodówki, to ona wyjmuje znów z lodówki. Przy okazji tak go mierzy wzrokiem trochę zdegustowanym, bo jak do niej podszedł to bardziej czuje jeszcze tego cepa. - Tobie zresztą też by nie zaszkodziło trochę poćwiczyć William -tak mu radzi, chociaż jak na to, że on się odżywia głównie kokainą i fast foodem to ma dość hot tyłek, ale no mu przecież nie powie tego, szczególnie że jakby zaczął serio ćwiczyć to by mógł na pewno jeszcze lepiej wyglądać niż wygląda.
Oczy jej prawie z orbit wyszły jak powiedział, że ona mu ogarnąć.
- Zwariowałeś? Nie będę sprzątać po Twojej imprezie. To - tu zakręciła palcem pokazując ogólnie salon - jest twój problem

William N. Patel
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- O Jezu, a nie mogłaś zejść do nas na dół? Inaczej byś gadała gdybyś wychyliła kilka drinków - wywracam oczami. Po alkoholu była nawet zabawna. Przynajmniej jak miała trzynaście lat, potem długo się nie widzieliśmy i właściwie nie miałem pojęcia kim teraz jest Peach Pepper. Jasne, obserwowałem jej konto na Instagramie i nawet odpalałem relacje, ale raczej skupiałem się na opiętych bluzkach a nie tym co tam pierdoliła do kamery. W sumie to mógłby być całkiem miły wieczór - ja i dwie pijane laski. Zaczynam sobie wyobrażać jakieś wyuzdane sceny, ale szybko odganiam od siebie te myśli, kręcąc energicznie głową - No a jakbym ci dał znać to co? - co by to niby zmieniło? Wyszłaby z chaty i jeździła całą noc metrem z menelami? Nie sądzę - To na chuj kupujesz spinki z Prady? - dziwię się - Zresztą na pewno nie, Laura nie jest złodziejką - zapewniam chociaż tak naprawdę to nie mam pojęcia. Widziałem ją ze dwa razy w życiu, jeszcze nie sprawdzałem czy mi nic nie zginęło - Jebnełaś gdzieś w swoim syfie i szukasz winnego - wywracam oczami. Już nawet nie komentuje jej maratonu, tylko wzdycham przeciągle. Ta jasne, a ja jestem nowym papieżem. Dam se rękę obciąć, że z tych dziesięciu kilometrów to pięć przejechała autobusem, a dwa taksówką. Co prawda wyglądała świetnie i temu nie dało się zaprzeczyć, ale i tak nie wierzyłem - Nie mam czasu na takie pierdoły - bo wiadomo, byłem poważnym panem prawnikiem, a ta praca pożerała czas jak nic innego. Gdybym zaczął chodzić na siłownię to kto by za mnie latał po klubach? Kto by za mnie sprzątał, prał i prasował? Raczej nie ona, a ja musiałem mieć wyprasowane majtki i skarpetki poukładane kolorystycznie, to wymagało czasu - Mój problem, tak? Piorę twoje brudne gacie, pozwoliłem ci tu zamieszkać, też byś mogła coś dla mnie zrobić - wkurzam się, pewnie trochę za bardzo ale na kacu bywam drażliwy. Niby wiedziałem, że to nie był jej pomysł, tylko jakiś dziwny plan naszych starych, którego chyba wolałem nie rozkminiać, ale przecież musiałem znaleźć winnego. Nikogo innego nie było w pobliżu. W nerwach łapię za seler naciowy i otwieram okno, a potem go ciskam na ulicę. Z dworu dochodzi do nas głośne ała! hej!... więc unoszę jedną rękę w geście przeprosin - Sory! Możesz sobie go wziąć! - lepiej żeby wziął, nie lubiłem marnować jedzenia, ale Peach mnie dosłownie doprowadzała do szału. Chociaż tak naprawdę niczym konkretnym nie zawiniła, po prostu miałem zwałe i kaca, paskudne połączenie - Żadnych szejków, bez dyskusji! - normalnie przez ułamek sekundy poczułem się jakbym był jej ojcem.

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Nie chciałam ci przerywać, później byś powiedział że jestem cockblocker a nie współlokatorka - wywraca oczami, zupełnie nieświadoma co taki William sobie wyobraża, że mogłoby się wydarzyć jakby zeszła. No może faktycznie mogłoby być śmiesznie, ale odkąd się wprowadziła ten tydzień czy dwa temu, to jeszcze nie mieli takiego vibe, żeby sobie usiąść winka się napić i porozmawiać o tym, że są teraz nagle współlokatorami. Tak swoją drogą, to jak Peach się wprowadziła, to na prawdę nie chciała być taka niemiła, ale William wrócił z jakiejś rozprawy sądowej i uznał, że świetnym będzie pomysłem, żeby sobie zamówić jakieś obleśne KFC, a ona już pół dnia robiła pieczone bataty i brukselkę, co tak skomentował niemiło, ze wyjebal jej te brukselkę do śmieci, twierdząc później że śmierdziało jak trup, za co się na śmierć na niego obraziła. No i od wtedy tak się kłócą jak pies z kotem.
- Wow, nie wiedziałam, że tak się znacie z tą Laurą. A ona przypadkiem nie pracuje w Emptiness? Bo wygląda na taką co nie ma nic w głowie - złośliwie Peach dalej ciśnie, chociaż tak szczerze go niby nic do Laury nie ma, ale no jeżeli jej zabrała te spinkę od Prady, to trochę jednak może jej nienawidzić. - Ja nie jestem rasistka, ale tak szczerze, to właśnie zawsze to tak wygląda, że te latynoski to nic by najchętniej nie robiły tylko leżały dupa do góry, a takie hard working girls jak ja później na tym tracą. Na przykład spinki od Prądy. I dlaczego to niby jest moja wina, że mi ją ukradła twoja siksa? Powinieneś mnie rozumieć, sam dużo pracujesz - no ale niestety nie rozumiał i wszystko tylko na Peach zwala, że to jest jej wina. Jeszcze wcale z nim nie może dojść do porozumienia, więc się znów denerwuje i widzi, że ten jej jogurt znów schował, więc znów go musi wyjąć na zewnątrz.
Później Willam się tak odpalił, że już Peach normalnie stoi tylko i oczy na niego wytrzeszcza, buzia też jej trochę opadła, w sensie szczęka, bo William łapie za selera, wyjebuje go za okno???? Pewnie jebnal na inny taras bo oni nie mieszkają na parterze przecież. Potem krzyczy na nią, że żadnych szejków nie będzie i Peach zagotowała się w sobie i zaciska usta, żeby nie płakać, chociaż trochę jej łzy do oczu napłynęły.
- Nienawidze z tobą mieszkać, jesteś najgorszy - mówi mu jakby faktycznie była jego córka i obchodzi te wyspę kuchenną z drugiej strony i idzie na górę obrażona już na amen.

William N. Patel
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Właściwie to miała sporo racji, mnie się dzisiaj nie dało dogodzić, byłem w nastroju bez kija nie podchodź - nie przyszła, źle, przyszłaby też źle. Już nawet nic nie mówię, bo musiałbym jej przyznać rację, a to mi się w ogóle nie uśmiechało - Dopiero się poznajemy - mruczę pod nosem - Akurat ty to nie powinnaś komentować kto ile ma w głowie - bo sama nie miała za wiele. Może więcej niż Laura, ale przecież tu nie chodziło o to, żeby prowadzić jakieś głębokie rozmowy, pijany ja też nie jest zbyt bystry szczerze mówiąc - I kto to mówi? Hindusi też nie mają za dobrej opinii - ja niby w Indiach nigdy nie byłem, ale słyszałem, że srają na ulicę, dobrze że Peach umiała używać kibla. Poza tym niech już tak nie przesadza z tą pracą, co to za wysiłek wstawić kilka postów na Instagram? Wydawało by się że żaden, kulis nie znałem, ale przecież można to było robić z kanapy. A potem chyba obydwoje się gotujemy w środku, ale kiedy dostrzegam łzy w jej oczach to robi mi się jakby głupio? Chyba przesadziłem, nie chciałem być aż tak niemiły - I vice versa! - krzyczę za nią, patrząc jak omija wyspę i ulatnia się na górę. Mam ochotę tupać i krzyczeć w poduszkę, ale zamiast tego oddycham kilka razy - głośno i głęboko. Powtarzam w myślach, że jestem jebanym kwiatem lotosu na tafli wody i staram się uspokoić. Jeszcze kilka oddechów, zanim wreszcie zdecyduję się iść za nią. W tej krótkiej chwili przemyślałem swoje zachowanie, zrobiło mi się jej trochę szkoda, ostatecznie nie miała złych zamiarów, a z naszej dwójki to zwykle ja wybuchałem pierwszy. Podchodzę pod jej pokój i zaglądam do środka - Peach? Ja... Przepraszam - wzdycham przeciągle - Niepotrzebnie się uniosłem, to przez kaca - próbuje się tłumaczyć, chociaż tak po prawdzie to żadne wytłumaczenie. Żaden kac nie dawał mi zezwolenia na wyżywanie się na Bogu ducha winnej dziewczynie. Zresztą tabletki przeciwbólowe zaczynają działać i nie czuje już tego pulsującego bólu w skroniach - Chodź na dół, zrobię nam jakieś śniadanie, dobra? Jakąś sałatkę? - ja najchętniej to bym teraz zeżarł jajecznicę z dziesięciu jajek i kawał boczku, ale poświęcę się. Zjem trawę, byle nie szejki bo jednak nie chciałem jeszcze używać blendera, myślę że to mogłoby roznieść mi uszy.

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- wow - skomentowała tylko to, że hindusi nie mają dobrej opini, ale jednak zaraz znów spytała, bo jak dolewać oliwy do ognia to ona akurat umie - A jaką niby ja mam opinię w twoich oczach? - no i tak stoi z ręką na boku, przechyla głowę aż jej ciekną kropelki wody z kręconych włosów na ziemię, oby się William później na nich wyjebał. Szczególnie mu tego życzy jak ucieka na górę z płaczem.
No wcale jej się nie podoba taki współlokator. Jak byli u rodziców, którzy to zaaranżowali, to wydawało jej się, że to może wyglądać zupełnie inaczej. Może sobie nawet wyobrażała, że skoro William jest taki dorosły i prawnik, to może jej coś pomoże z jej sytuacją obecną, ale to już na prawdę więcej zrobił Clyde, który z nią poszedł na oględziny zalanej chaty i rozmawiał pół dnia z robolami. Jak już poszła do tego pokoju to jest zła jak osa, ale też smutna jak bóbr i ściąga tą bluzę którą miała na sobie i zaczyna w szafie szukać innych ubrań, takich które może założyć, żeby wyjść stąd. Wywala z pół szafy na łóżko i już łapie za walizkę, bo uznała, że trudno, bedzie mieszkała z Clydem i jego kuzynką nawet jeżeli oni razem śpią w jednym łóżku, cokolwiek jest lepsze niż po prostu przebywanie tutaj w tym mieszkaniu w którym ma jakiegoś starego prawnika, który się na niej wyżywa i nawet jej nie pomoże ze znalezieniem innego rozwiązania na mieszkanie. No ale zanim zdążyła się spakować, to William już puka do jej drzwi, czego na początku nie usłyszała, ale nagle słyszy że on do niej mówi, aż podskoczyła i się obraca i patrzy na niego jak mu te zmarszczki cale napuchły od zatrzymanej wody w organizmie i też wzdycha, bo żal na prawdę się kłócić o takie bzdety, dobrze że ją przyszedł przeprosić, bo nagle cała ta jej złość jakby zmalała do litości, że on jest jednak już dojrzały i po prostu pewnie nie może normalnie strawić alkoholu. Otarła łzy, dobrze że nie miała make upu to nie poleciały jej jakieś wodospady tuszu. Odrzuciła jakąś tam bluzkę, którą właśnie ściskała w ręku i staje tak na środku pokoju.
- Billy, ty nie możesz mnie tak traktować jak jakiegoś intruza, jak bardzo nie chcesz mieć współlokatorki to trzeba było powiedzieć to swoim rodzicom, a nie zgodziłeś się jak potulny baranek, a teraz to moja wina jest, że nie podoba mi się, że zapominasz że ja tu jestem
Chyba nici z tej jajecznicy, bo Peach wcale nie wygląda jakby się chciała ruszać gdziekolwiek.


William N. Patel
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No teraz to mnie trochę zagięła szczerze mówiąc. Jaką miała opinie w moich oczach? - A jakie to ma znaczenie? - wywracam oczami. Tak po prawdzie to żadne, mogłem myśleć o niej różne rzeczy, mogłem jej to nawet powiedzieć i czy to by cokolwiek zmieniło? Chyba tylko jeszcze więcej między nami zepsuło. Zresztą dam sobie obie ręce uciąć, że ja w jej oczach też nie byłem ideałem. To nawet za dużo powiedziane, byłem paskudny, szczególnie teraz, kiedy biedna ucieka na górę. Też czułem się chujowo że sobą.
Wchodzę głębiej do pokoju i moje spojrzenie pada na stertę ubrań na łóżku i otwartą walizkę - Co ty? Pakujesz się? - pytam, szczerze zdziwiony i zatrzymuje się w pół kroku, bo robi mi się jakoś przykro. Dobra, może częściej darliśmy ze sobą koty, a ona, tak jak dzisiaj, potrafiła doprowadzić mnie do szewskiej pasji, to jednak gdzieś w głębi czułem, że potrzebuję towarzystwa. A Peach była dobrym kompanem, jeśli akurat potrafiliśmy się dogadać. Przecież bywały chwile, w których siadaliśmy na kanapie i oglądaliśmy śmieszne koty albo wypadki, a raz jak zasnąłem zmęczony po pracy na kanapie to nawet okryła mnie kocem. Nie była zła, mogłem trafić zdecydowanie gorzej - Przecież chyba nie masz za bardzo gdzie iść? - dopytuję, bo jakby miała to by się do mnie nie wprowadzała, co nie? Słucham co ma mi do powiedzenia, a potem wzdycham ciężko, pora na moment szczerości - Wiem. To nie twoja wina, ja po prostu potrzebuje chwili na przyzwyczajenie się, że nie jestem tu sam. Nie bierz tego personalnie - przesuwam jej fatałaszki i siadam na łóżku - Myślę, że dobrze mi zrobi towarzystwo, tylko potrzebuje trochę więcej czasu. Następnym razem jak będę chciał kogoś zaprosić to napisze ci SMS, okej? - to chyba brzmiało jak próba dogadania się. Miałem wroga po drugiej stronie klatki, nie chciałem mieć go również w domu. Naprawdę wierzyłem w to, że możemy zacząć współegzystować, a lata temu przecież bawiliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Tylko ona dorosła, a ja zdziadziałem, dlatego taka młoda osoba mogła wnieść trochę życia w moje codzienne rutyny. Wykładam się na łóżku, wspierając łokciem o materac i zaczynam przeglądać jej ubrania - A weź przymierz to - rozkładam jakaś bluzkę i jej podaję - Skąd ty masz tyle ubrań? - baby chyba zawsze miały ich pełne szafy. Jak ona to zmieściła do walizki?

Peach J. Pepper
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
For good luck!
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jak on pyta, czy się pakuje to Peach tylko rzuca mu oburzone spojrzenie, oczywiście że się pakuje, przecież widać. Co prawda to pakowanie to rzeczywiście by jej zajęło z tydzień, ale można robić scenę chociażby po to żeby rozładować napięcie. No faktycznie nie miała gdzie iść i ponieważ trafił w sedno, to trochę jej ręce opadły i przestała rzucać sweterki w stronę łóżka. Zamiast tego powiedziała mu tamto i ku jej zdziwieniu William N. Patel przyznał jej rację. No to się zdziwiła, a jeszcze bardziej się zdziwiła jak zobaczyła, że on jej narusza prywatność i siada na jej łóżku.
- Uważaj... - mówi cicho i zabiera mu spod tyłka jakąś jedwabną sukieneczkę, która równie dobrze mogła być piżamą jak i elegancką sukienką. Trzyma ją w ręku i gładzi materiał w zamyśleniu, kiedy jej zaproponował taki układ. - No okej, możemy tak zrobić. Chociaż znając Ciebie to co dwa dni będę dostawała takie smsy - trochę mu tak pocisnęła, ale co zrobić jak się mieszka z jakimś Barney Stinsonem, który ma więcej dziewczyn niż garniturów. Zaciska usta i pociąga jeszcze nosem, ale to ostatni raz. No dobrze, może faktycznie mogła mu nie zaczynać dnia od ciętych komentarzy, przecież widzi jaki jest przetyrany. Odłożyła sukienkę na łóżko. - Poza tym, tak jak zauważyłeś, nie mam gdzie iść. Mój chłopak na przykład wyraził się dość jasno o tym, że woli mieszkać ze swoją kuzynką, niż ze mną, mimo że teraz też szuka mieszkania i moglibyśmy wynająć coś wspólnie. Mindy* mówiła, że to pewnie dlatego, że jest z tej rodziny w której śpi się ze swoimi kuzynami w jednym łóżku. Bo on jest z Arizony, rozumiesz - wywróciła oczami, bo bardzo ją to mierziło tak po prawdzie, że nie może sobie mieszkać ze swoim boyfriend, tylko musi kątem u dziecka przyjaciół swoich rodziców. - Więc nawet jakbym chciała do niego iść, to nie wiem czy mogę. Ale... myślałam, że mnie tu nie chcesz - przyznała w końcu i posyła mu takie znaczące przedłużone spojrzenie, które aż woła o to, żeby jej powiedział, że nie, że chce żeby tu mieszkała.Chociaż w sumie nawet już to zrobił.
W każdym razie on się rozłożył na jej łóżku i jakieś bluzki obleśne w nią rzuca i mu odrzuciła.
- Sam sobie to przymierz, to jest H&M - uśmiecha się lekko i to jest już taki sygnał na to, że może jednak zakopią ten topór wojenny. Złapała za to coś innego, w sensie rzeczy na wieszakach i postanowiła je spowrtoem wsadzić do szafy. - Hm, no wiesz... dostaję od marek, żeby się w tym fotografować i robić im kontent. Jak chcą na przykład wprowadzić jakąś kolekcję, to czasami wysyłają mi całą paczkę żebym ich znaczyła na zdjęciach. Ale nie które rzeczy są dziwne i wtedy ich nie zakładam, na przykład to - pokazała mu jedną z sukienke, które nie wyglądały nawet jak sukienka, tylko jak szalik z dziurami, chyba na głowę i biodra. No tyle, że Peach zawsze chciała być modelką, więc taka praca to jest dla niej spełnienie marzeń. - Jakbym chciała to mogłabym to nawet sprzedawać, czasami tak robię - zdradza mu i po włożeniu kolejnych rzeczy do szafy staje przed nim z założonymi rękami. - Jak tu już jesteś, to możesz mi doradzić, bo chciałam dla Clyde zrobić taki prezent na walentynki - i idzie do szafki przy łóżku, wiec Wiliam to pewnie sie juz boi co ona wyciągnie z tej szuflady, moze jakieś erotyczne zabawki, ale nie, bo to co wyjęła to był tablet na którym mu szybko wyszukała (bo przed snem to googlowala). - Myślisz, że mu się spodoba? - i pokazuje mu ten tablet a na nim jest romantyczna sesja na reformerach i drink na koniec w jakimś różowym studio.

*jakaś random przyjaciółka Peach
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
ODPOWIEDZ

Wróć do „#21”