Już po jej uważnym spojrzeniu wiedział, że rozszyfrowała go bezbłędnie. Dlatego, gdy zadała pytanie, przez sekundę się zawahał. Mógł znów się wymigać, rzucając jakimś ogólnikowym tekstem i pozostać w bezpiecznej strefie, lecz pod wpływem jej wzroku jego silna wola wyraźnie topniała. A jego słabością było podejmowanie ryzyka. -
Tak się składa, że znam kogoś takiego. - Czy tak mówił przyjaciel? Nie, ale on już nie czuł się wyłącznie przyjacielem i właśnie próbował to zaznaczyć. Czy powiedziałby coś takiego na trzeźwo? Możliwe, że zabrakłoby mu odwagi. Ale teraz, będąc w klubie upojony sporą ilością alkoholu, coraz bardziej zależało mu, żeby o znaczeniu wypowiedzianych przez niego słów przekonała się na własnej skórze, bo niemal drżały mu dłonie na myśl, w jaki sposób mógłby je wykorzystać na jej ciele. W innej sytuacji już dawno posunąłby się znacznie dalej, ale to nie była pierwsza lepsza dziewczyna, którą mógłby uwieść i zapomnieć o niej następnego dnia. Ich relacja była zbyt głęboka, żeby nie odczuć żadnych konsekwencji. Nic dziwnego, że Dominic miał opory, czy popsuć ją jednym fałszywym ruchem. Bo co, jeśli jego zbyt śmiałe postępowanie wystraszy Skye?
Nie posiadał całkowitej pewności, czy jego towarzystwo wywierało na nią taki wpływ, jak jej na niego. Równie dobrze mogła po prostu się z nim droczyć i nic to dla niej nie znaczyło, prawda? Momentalnie w to zwątpił, kiedy ciemnowłosa ponownie uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu. To była Skye. Nie mogłaby mu tego zrobić. -
Ale zawsze można spróbować - wzruszył nonszalancko ramieniem, a jego twarz rozjaśnił zaczepny uśmiech. Właściwie on
już odnosił wrażenie, że los dawał im kolejną szansę na naprawienie błędów sprzed roku. Przy okazji zapominał, że istniała między nimi bariera nie tylko mentalna, ale i w postaci osoby trzeciej. Z resztą, przy Skye łatwo zapominało mu się o całym świecie, gdyż to ona skupiała całą jego uwagę. I choć ta podróż w czasie, którą przyniósł im ten wieczór, dla niego oznaczała, że nie wszystko było jeszcze stracone i istniała jakakolwiek nadzieja na coś więcej, niż przyjaźń, tak w głębi siebie zdawał sobie sprawę, jak bardzo niepewna byłaby ich przyszłość, gdyby rok temu to oni przez cały wieczór wpatrywali się w swoje oczy. W innych okolicznościach kto wie, czy doceniłby Skye tak, jak na to zasługiwała. Dlatego mimo wszystko nie żałował ich rocznej przyjaźni. Szkoda tylko, że pozostawało mu już niewielkie pole do manewru.
Mimo to poprosił ją, by została. Często korzystał ze swojego naturalnego uroku, by ją do czegoś namówić, ale tym razem było inaczej - zrobił to z czysto egoistycznych pobudek. I w jego oczach, jak nigdy, czaiła się niepewność, że tym razem mu nie ulegnie. Za bardzo mu zależało na jej towarzystwie,
na niej i czuł się jak desperat, modląc się w duchu, żeby Skye tego nie dostrzegła. Bezgłośnie odetchnął z ulgą, gdy usłyszał figlarną odpowiedź zwrotną. -
Mmm, od razu lepiej - przytaknął z błyskiem w oku, osiągając swój cel. To była ledwie kropla w morzu jego obecnych potrzeb, bo łaknął jej bliskości i dotyku tak bardzo, że znów zmniejszył między nimi dystans, obejmując ją w talii i z zadowoleniem notując, jak bezwiednie położyła dłonie na jego ramionach. Lubił kontrolować sytuację, ale kiedy to ona złapała go za kark i jej gorący oddech odbił się na jego skórze, przeszedł go dreszcz. Niezmiernie podobało mu się podjęcie przez nią gry. -
Jeszcze - złapał ją za słowo, unosząc nieco arogancko jeden kącik ust. Jej wypowiedź i sposób, w jaki się z nim droczyła, mimowolnie dawały mu nadzieję. Nie spuszczał z niej wzroku, kiedy stopniowo wodziła palcami po jego szyi, wodząc go na pokuszenie, aż przez chwilę naszła go zuchwała myśl, żeby odpuścić sobie to wyjście na parkiet i przenieść się poza zasięg wzroku innych.
Taniec w tłumie wydawał się niegroźnym pomysłem, ale wystarczyło spojrzeć na Skye kołyszącą biodrami w rytm muzyki, by mężczyzna pozbawił się wszelkich złudzeń. Znajdowali się blisko siebie, jednak boleśnie odczuwał pozostałą między nimi przestrzeń. Dlatego, gdy usłyszał
początek znajomej piosenki, uśmiechnął się łobuzersko. Mieli się pobawić, prawda? Najpierw położył dłoń na jej talii, tym razem czując już każdy jej ruch ciała, by w następnej chwili ująć ją za rękę i zbliżyć do siebie. -
I wanna be tangled and wrapped in your cloud, I wanna be close to your face - zanucił niby do siebie, nie potrafiąc się powstrzymać, ale w tym czasie patrzył na Skye i czuł, jak bardzo tekst piosenki z nim rezonował. Jego zachowanie było instynktowne, bo nigdy nie miał problemu z wygłupianiem się i śpiewaniem podczas tańca, aczkolwiek tym razem posiadało ukryte znaczenie, które mogła wyczytać z jego wzroku. I choć odpowiadało mu, że stykał się ciałami ze Skye, rytm nakazał mu w pewnym momencie obrócić ją wokół własnej osi. Postanowił dać się ponieść muzyce, jednocześnie nie puszczając ręki ciemnowłosej, chcąc mieć ją przy sobie, nie dalej niż na wyciągnięcie ręki. Karmił się jej bliskością, ilekroć pozwalała mu na to melodia, nie spuszczając z dziewczyny wzroku, bo obecnie i tak nie widział niczego poza nią. Dopiero wraz z
następną piosenką zwolnili, pozwalając sobie na oddech i delektować się tym, że znaleźli się znów zaledwie kilka centymetrów od siebie. Znów trzymał dłoń na jej talii, a czując jej ciało całkowicie swobodnie poruszające się do taktu, doprowadzało go to do szaleństwa. Jej gorący oddech, zapach, bliskość i alkohol mąciły mu w głowie. W dodatku jej jawne droczenie się z nim coraz trudniej było mu znieść. Pragnął znacznie więcej. Pragnął jej, całej, dla siebie. Przyciągnął ją tak, że między nimi nie pozostawała już żadna przestrzeń i patrząc jej w oczy, uniósł jej ręce, pokazując, by otoczyła nimi jego kark. Lód, po którym stąpał, zaczął się pod nim roztapiać, ale to mu nie przeszkodziło przenieść spojrzeniem w kierunku jej ust - wyraźnie zaznaczonych krwistą jak jej sukienka pomadką, tak ponętnych, że trudno było im się oprzeć. W tej jednej chwili zapomniał o tym, gdzie byli i że było to
skandaliczne, jak ujęła to Ariana. Piosenkarka miała w sobie zdecydowanie więcej rozumu, niż on. -
Jesteś niebezpieczna - westchnął i uśmiechnął się nieco. Niesamowicie go kusiła, ale on sam podjął tę grę, w której zaczął się plątać.
Przypadkowe uderzenie go w plecy przez tańczącą obok parę sprowadziło go na ziemię i uświadomiło mu, że po sali wciąż krążyli jego znajomi. Wspólni znajomi, którzy znali zarówno Josha, jak i Skye. Nie mogli tego zrobić. A już na pewno nie tutaj. Przygryzł wargę i, nadal w rytmie kończącej się piosenki, ujął jej nadgarstki i obrócił do siebie tyłem tak, by ustami znaleźć drogę do jej ucha. -
Jest tu Dean. Chyba nie chcemy kłopotów? - dopytał, wspominając całkiem dobrego kumpla Josha, sam już nie będąc pewien, co powinien zrobić. Ta decyzja nie należała wyłącznie do niego, ale rozsądek podpowiadał mu, że to nie było odpowiednie miejsce, by sobie aż tak igrać z ogniem.
Skye Murray