-
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Jak tylko Eric dowiedział się, że jego nauczyciel od poprawnego uderzania w worek treningowy oraz uderzania innych ludzi znajduje się w szpitalu, zamiast wracać z pracy do domu, odbił w jedną z uliczek, gdzie serwowano - zdaniem Stonesa - jeden z lepszych ramenów w mieście. Wziął dwie miski na wynos, a następnie skoczył do spożywczaka po musy owocowe, krzyżówki oraz herbatniki - nie miał zielonego pojęcia, czy Madox w ogóle będzie mógł te herbatniki zjeść ale no, najwyżej zje je po wyjściu ze szpitala. Korzystając z okazji że był w spożywczaku, kupił też od razu produkty dla siebie.
Zaparkował na szpitalnym parkingu, a następnie udał się w kierunku wejścia. Przywitał recepcjonistkę, do której od razu podszedł, by powiedzieć dlaczego tutaj był tj. chciał dowiedzieć się, gdzie powinien pójść, ponieważ jego dobry znajomy trafił tutaj. Oczywiście powiedział, że nie będzie długo, bo zdaje sobie sprawę, że odpoczynek teraz był najważniejszy. Już był gotów przekupić pielęgniarkę poprzez wręczenie jej kilku banknotów, lecz ostatecznie okazała serce i udzieliła Ericowi potrzebnych informacji. Podziękował ładnie, a następnie poszedł tam, gdzie powinien leżeć Madox. Stones nie byłby sobą, gdyby ostatecznie nie zgubił drogi, co spowodowało, że wykonał ładne kółko po oddziale Dobrze, że nikogo tu nie było, bo pewnie kazaliby mi opuścić szpital. pomyślał, choć wtedy uświadomił sobie, że przecież na korytarzu były kamery... Stanął więc i zaczął przypominać sobie słowa recepcjonistki. Słowo po słowie, aż wreszcie trafił do dobrego skrzydła. Dzięki otwartym drzwiom, zauważył Madoxa. Zapukał i po chwili już znajdował się w środku sali.
- Już po badaniach czy jeszcze będziesz miał odwiedziny? - spytał, w sumie by wiedzieć, czy zaraz wkroczy tu pielęgniarka, czy jednak będą mogli chwilę pogadać.
- Przyniosłem małe co nieco. - i po tych słowach, zaczął wyciągać rzeczy z reklamówki.
- Dwa rameny, musy różne, bo w sumie to nie wiem jaki jest Twój ulubiony, herbatniki i krzyżówkę. - taki był dobry, że Madox nie musiał zgadywać co na szafce powykładał Stones. W dodatku takim był dobrym ziomkiem, że do krzyżówek zostawił mu swój długopis - bo tego nie kupił, a w domu i tak miał jeszcze kilka, więc jeden w tę czy we w tę nie robiły mu szczególnej różnicy.
- W ogóle ochroniarz to nie wiem czy mnie zaraz nie wyjebie ale mniejsza. - machnął ręką. Bo przecież każdy tutaj mógł się zgubić, szczególnie, jeśli nie był zbyt częstym bywalcem.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Yeah.
Good. Means you’re alive.
Cały czas wypytywał wszystkich kiedy będzie mógł wyjść, bo już miał dość, nie chciał tu siedzieć. A do tego to szpitalne żarcie, miał już go po dziurki w nosie, chociaż Pilar obiecała mu coś przynieść, kiedy wyjdzie. Nie wiedział czy wyszła, bo od rana kierowali go na jakieś badania i on nawet nie miał czasu do niej zajrzeć.
Zjadł kolejną ohydną galaretkę o smaku suszonej śliwki, bo nic innego nie miał, bo Maddie mu tylko przynosiła nowe ciuchy i nie wpadła na to, żeby mu przynieść coś do jedzenia. Dobrze chociaż, że mu telefon przyniosła. Bo już mógł pisać smsy do ludzi. A przede wszystkim to mógł szukać im jakiejś fajnej wycieczki, na którą obiecał zabrać Stewart.
Właśnie wertował jakieś fajne, egzotyczne kierunki, bo miało być ciepło, kiedy do jego sali wszedł Eric.
Madox naprawdę się go nie spodziewał i w pierwszej chwili to się zerwał z tego łóżka, jakby robił coś niedozwolonego, a przecież grzebał tylko w telefonie.
- O kurwa... - ładnie go przywitał - cześć młody - zreflektował się zaraz i poprawił na łóżku - już po badaniach, właź - machnął na niego ręką i zaraz mu wskazuje fotel obok łóżka, żeby sobie usiadł, ale Stones zaczął mu coś wyciągać na stolik, więc Madox uniósł jedną brew, ale jak usłyszał, że coś do jedzenia to się od razu podniósł -oja, a akurat jestem taki głodny - i od razu sięgnął po ten ramen - dzięki - dodał jeszcze, a potem patrzy na Erica - to co? Jemy? - bo jak przyniósł dwa, to sobie pewnie razem zjedzą? Madox od razu swój otworzył, pachniał zajebiście, aż mu w brzuchu zaburczało.
- A co? Podrywałeś pielęgniarki? - zapytał i poruszył śmiesznie brwiami, a potem to nawet nie czekał na jakieś słowa aprobaty, tylko wziął się ze swoją zupę. Bo wreszcie jakieś normalne jedzenie, a nie galaretki o smaku suszonej śliwki. Hatfu.
- Zajebiste... - rzucił jeszcze z pełną buzią, ale serio takie było, musiał pochwalić. No i też od razu mu się cieplej zrobiło. Takie jedzenie mu powinni dawać, to by się zaraz rozgrzał, a nie jakaś paćka z zielonego groszku, która mroziła krew w żyłach. Fuj.
Eric Stones
-
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Także to nie było tak, że wizyta tutaj była jedną z pierwszych, lecz jeżeli chodziło o część szpitala, to w niej jeszcze nigdy nie był - i pewnie dlatego się zgubił.Normalnie labirynt... pomyślał sobie, gdy dotarło do niego, że wykonał piękne koło.
- Ciebie też miło widzieć. - powiedział, parskając śmiechem, choć sam nie wiedział co go bardziej bawiło, czy to zerwanie się Madoxa, czy jego tekst na przywitanie.
- Co tam ciekawego... lub kogo ciekawego oglądałeś? - spytał, zabawnie poruszając brwiami i wskazując palcem na telefon komórkowy, który chwilę wcześniej Noriega trzymał w dłoni. Poczuł pewnego rodzaju ulgę, gdy usłyszał, że Madox był już po badaniach, bo przynajmniej nie będzie tak, że po minucie wejdzie tu lekarz lub lekarka i będą kazali mu spadać... znaczy wyjść.
- To się wręcz idealnie składa. - odparł, gdy usłyszał, że Madox był bardzo głodny. Posłał Noriedze uśmiech oraz machnął ręką, co było równoznaczne z nie ma za co i skinął głową, zgadzając się na rozpoczęcie konsumpcji.
- Mam nadzieję, że jest jeszcze ciepły. - odrzekł, choć widząc unoszącą się parę, można było uznać, iż nie był zimny.
Parsknął śmiechem, kiedy usłyszał o podrywaniu pielęgniarek. Pokręcił głową.
- Zgubiłem się. Tu powinni dawać jakieś mapy albo stawiać więcej tabliczek z zaznaczeniem gdzie się jest. - stwierdził podirytowany, zaczynając jeść ramen. Naprawdę był dobry. Dobrze było wrzucić coś ciepłego - aczkolwiek Eric po tym maratonie szpitalnym, nie mógł marudzić na odczuwanie zimna.
- Cieszę się. - odparł. - A w ogóle, wiesz już może kiedy wychodzisz? - spytał z ciekawości, bo kto wie, może po wyjściu zamiast jeść ramen w sali szpitalnej, zjedzą go przy stoliku w knajpie?
- I w ogóle jak się czujesz? - spytał, bo to chyba powinno być jednym z pierwszych pytań, które powinien zadać po wejściu do sali ale już mniejsza.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Pierwszy raz chyba to słyszę, że komuś jest miło mnie widzieć... - to był fakt, zazwyczaj to on słyszał takie o kurwa Madox, albo jakieś znowu ty, po chuj tu przylazłeś, czy coś... Madox Noriega nie był milutkim typem. Aż dziwne, że kolegował się z takim Ericiem, całkiem sympatycznym kolesiem. Ale może działało to na zasadzie jakiś przyciągających się przeciwieństw?
- A jakieś hotówy na Instagramie, piszę im komentarze - oczywiście, że kłamał, ale bardziej do niego pasują te hotówy, niż szukanie wakacji z dziewczyną. Właściwie tajną dziewczyną przecież - wiesz, mam się rozgrzewać, to pomyślałem, że jakieś gorące fotki będą jak znalazł - ale on wciskał kit temu Ericowi… A jakby Pilar go usłyszała, to pewnie wyprowadziłaby mu cios prosto w śledzionę.
Madox od razu wziął się za jedzenie, bo kiszki grały mu jakiegoś marsza pogrzebowego, to pewnie przez to gówno, które mu dawali.
- O stary, wiesz co tutaj mają, galaretkę o smaku suszonej śliwki - rzucił, bo wciąż brzmiało to ohydnie, mimo, że Noriega takich galaretek zjadł już kilkanaście - chyba stare dziady to lubią - on nie lubił, a i tak jadł. Bo był to ten rodzaj żarcia, który niby odpycha, ale i tak go jesz, bo ma coś w sobie, jak wyrób czekoladopodobny, niby ohyda, a jednak czasem po prostu najdzie cię na niego ochota.
Pokiwał głową, że ramen jest jeszcze ciepły, był, a do tego zajebisty, aż mu się uszy trzęsły kiedy go jadł.
Dopiero na kolejne słowa Erica wciągnął jakiś makaron i spojrzał na niego, a zaraz się wyszczerzył.
- Jak będę uzupełniał ankietę zadowolenia z pobytu, to wpiszę, że powinni postawić jakieś interaktywne mapy na korytarzach - rzucił między kolejnymi kęsami. Na pytanie Stonesa, kiedy wychodzi wzruszył ramionami - może jutro... - cały czas mu mówili, że jutro. Bo Madox cały czas się pytał kiedy, albo chciał się wypisywać na własne żądanie, a przy tak ciężkiej hipotermii to nie jest takie hop siup, więc tak go zwodzili. W końcu westchnął ciężko zaglądając w na wpół już pusty pojemnik z zupą.
- Ale tak naprawdę to myślę, że jeszcze mnie potrzymają, bo kurwa... młody, serce mi prawie stanęło - popatrzył na niego robiąc wielkie oczy. Pewne jest, że jeśli miałby to zrobić jeszcze raz, iść za Daltonem wiedząc, że wyląduje pod lodem i dozna hipotermii, za Pilar, to by to zrobił.
Ale jednak wolał nie, bo mimo wszystko odczuwał tego skutki. Organizm się prawie poddał. Zresztą walka była kurewsko nierówna, woda była lodowata...
- Zajebiście - odpowiedział od razu na to jak się czujesz, chociaż na załączonym obrazku widać było, że kłamie, bo wyglądał chujowo. W ogóle na jego twarzy nie było tego typowego kolorytu, wyglądał jakby zobaczył ducha, albo wylazł z grobu. Ale i tak było już lepiej, niż ta pierwsza doba, kiedy było mu cały czas zimno.
- A w ogóle... może byś zajrzał do Emptiness? Uprzedzę dziewczyny na barze, żeby ci zrobiły drinka, zobaczysz jak sobie radzą - nie to żeby Madox tak bardzo potrzebował pomocy w klubie, miał Maddie, ale chciał zmienić temat. A że Eric by sobie przy okazji porozmawiał z Laurą, to też na plus, bo tamtą ostatnio podrywał William, a powiedzmy sobie szczerze, że Billy mimo, że był dobrym ziomkiem, to był chyba najgorszą partią w całym Toronto.
Eric Stones
-
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- O proszę. Czyli tak się regenerujesz. Dobrze, dobrze. Oby Ci sporo hotówek odpowiedziało. - cóż, Eric też nie raz i nie dwa pisał komentarze pod postami na instagramie, bo po coś ta funkcja była, prawda? Poza tym, on też niejednokrotnie otrzymał komentarz od kogoś, kogo nie znał. I wiadomości prywatne też np. o tym, że dostanie 10 tysięcy jeśli zgodzi się na współpracę i wyśle zdjęcia stóp, albo albo od jakichś napalonych Kanadyjek, które chciały spotkać się w oczywistym celu, bo myślały, że Eric to taki typowy chłop z koreańskiej dramy lub kpopowego zespołu, co im będzie śpiewał albo złapie, jak się poślizgną. Poza tym, często też wysyłały mu zdjęcia z jakimiś podpisami.
- Co… i Ty to jesz? - spytał z grymasem na twarzy, bo nie wyobrażał sobie, by mógł zjeść coś takiego. Nie lubił śliwek w czekoladzie. Jedyne śliwki jakie mógł zjeść to tylko i wyłącznie jako owoce, bez niczego.
- Jeszcze zrozumiałbym jakby to była galaretka truskawkowa… ale ze śliwkami? Nigdy nie widziałem, by były gdziekolwiek podawane. - stwierdził. No ale szpital to ani restauracja ani nie hotel, więc w sumie można było przewidzieć, że serwowane jest coś nietypowego, byleby było zdrowe i dostarcza potrzebnych witamin.
- Dzięki. Ciekawe, czy ktoś już wcześniej też o tym wspomniał w ankiecie. - w sumie to pytanie miał zadać samemu sobie w myślach, ale ostatecznie je wypowiedział. Zatrzymał się na moment tak, jakby właśnie zmienił się w posąg, bo nie sądził, że Madox leżał tutaj ze względu na akcję związaną z prawie zatrzymanym biciem serca.
- O chuj… - wypowiedział wreszcie. - Ale dlaczego? Co żeś odjebał? - zaczął pytać, bo biorąc pod uwagę okoliczności, to wcale się nie dziwił takiego przetrzymania. Naprawdę go ciekawiło, co było powodem, że Madoxowi prawie stanęło serducho. Przez myśl mu przeszło pobicie, lecz z drugiej strony nie sądził, że to to, skoro Noriega potrafił przywalić.
Na odpowiedź dotyczącą stanu zdrowia, Stones jedynie przewrócił oczami, bo ani trochę nie wyglądał na takiego, co czułby się zajebiście ale no cóż.
- Jasne. Mogę nawet i dziś, bo nie mam planów. - odpowiedział szczerze. A z Laurą chętnie by porozmawiał, a jeśli byłaby zajęta, poczekałby i kto wie, może nawet odwiózłby ją do domu? A dobrego drinka szkoda było odmówić.
- Jakbyś jeszcze czegoś potrzebował to mów. - dodał zaraz, o ile rzecz jasna potrzebowałby czegoś, co Eric byłby w stanie ogarnąć.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Właściwie to wolę podrywać panienki na żywo, bo one na Instagramie to zawsze tak wyretuszują te fotki - aż wywrócił oczami - a na przykład w Emptiness to od razu widzisz jak się rusza, czy czuje muzę latino i w ogóle - Madox tak sobie zawsze jakąś pannę przygruchał, kiedyś nawet prawie kuzynkę Erica, Jamie, na której zastosował podryw na salsę, ale wtedy oni jeszcze z Pilar udawali, że nic ich nie łączy. Teraz niby też... A wiedziało pół szpitala, cały komisariat i Emptiness i dwunastu imigrantów z chaty Madoxa… No dobra nie było ich tam aż tyle, ale troje było.
- No jak nie miałem ramen to jadłem - powiedział, no bo co miał wtedy zrobić? Maddie mu nic nie przyniosła, a gotowała zajebiście, a Stewart... może mu coś zamówi, bo na pewno nie ugotuje, prędzej by kuchnie spaliła, a biorąc pod uwagę to, że miała się wprowadzić do niego, no to lepiej jednak, żeby tego nie robiła.
- A widziałeś zupę z... - aż go zemdliło jak o tym pomyślał i się skrzywił - nie wiem jak to fachowo nazywają, ale to jakiś bełt i każą nam to jeść, jakby ktoś puścił tam pawia - aż język znowu wywalił, bo to było takie ohydne - ale spuściłem ją w kiblu - wyjaśnił, bo tej zupy nie zdzierżył, a też by jej nie oddał, bo nie chciałby się przyznać, że mu nie smakowało. Madox niby był takim gangusem i niegrzecznym chłopcem, a głupio mu było powiedzieć salowej, że on nie zje zupy, bo mu nie smakuje. No ale jak kiedy ona się zawsze tak cieszyła, jak on mówił, że zajebista zupa?
- Mogę zadać też takie pytanie w mojej ankiecie, na końcu... Ale nie wiem jak mi odpowiedzą, może maila podam? - uniósł jedną brew, tylko ciekawe czy ktokolwiek go potraktuje poważnie, jak on miał takiego - madox69@buziaczek.com, założonego sto lat temu. Ale dla Erica mógł nawet spróbować, taki był dobry ziomek.
Na kolejne pytanie chłopaka, trochę się skrzywił, no ale w sumie czemu miał go kłamać? To nie była jakaś wielka tajemnica.
- Goniłem takiego psychola, który porwał... - zawiesił się i popatrzył na Erica, no ale lubił go, naprawdę go lubił, więc może nie powinien mu tak wciskać kitu? - No dobra młody - pochylił się trochę do przodu, bo zamierzał mu właśnie zdradzić tajemnicę - psychol porwał moją dziewczynę, tylko jak coś to... to nie jest oficjalnie moja dziewczyna, ale kiedyś będzie - pokiwał głową i opadł plecami na poduszkę - no i najpierw mnie postrzelił - odchylił piżamę, żeby pokazać Ericowi opatrunek na ramieniu, w sumie to kula go tam tylko drasnęła, nic takiego - a potem strzelił w lód... Bo to się działo na zamarzniętym jeziorze i się tam wpierdoliłem - aż stęknął, bo mógł tam nie włazić… Nie no, nie mógł. Niczego nie żałował, bo finalnie to unieruchomił Daltona i go złapali, no a jego też wyciągnęli. Jak zwykle... Madox i jego szczęście w nieszczęściu.
- No to świetnie - zaraz się trochę ożywił, kiedy Eric powiedział, że może zajrzeć do klubu nawet dzisiaj - to powiedz tam dziewczynom, że kazałem ci ich pilnować - poruszył brwiami, a na kolejne słowa Erica westchnął ciężko - wiesz czego bym potrzebował? - zapytał, a zaraz znowu się pochylił w kierunku chłopaka -koksu - powiedział poważnie, ale zaraz parsknął śmiechem - nie no, żartuję, za bardzo by mnie tutaj nosiło - wzruszył ramionami.
Pewnie by sobie tutaj jeszcze pogadali, ale nagle do sali zajrzała pielęgniarka.
- A czemu ta kroplówka nie leci? - no i już się zaczynało, aż Madox poprawił się na łóżku - miał się pan nie kręcić panie Noriega - znowu groziła mu paluchem, a Madox wywrócił oczami - a pan co tutaj robi? Już jest po godzinach odwiedzin - teraz czepiła się Erica, ale Madox akurat wiedział, że ta jest czepialska.
- Zupę mi przyniósł - mruknął Madox, a piguła popatrzyła najpierw na niego, a potem na Stonesa.
- Dobrze, ale już proszę iść, bo już dawno po godzinach odwiedzin - popatrzyła na zegarek, a tam może była z pięć, albo dziesięć minut po, ale ta pielęgniarka to akurat była służbistka. Zaczęła grzebać przy kroplówce Madoxa i znowu spojrzała na Erica wyczekująco.
- No dobra młody, to spadaj, zgadamy się... jakoś - rzucił w końcu Madox, bo chyba piguła nie zamierzała odpuścić - napisz mi jak tam się mają moje dziewczynki - dodał jeszcze, a pielęgniarka spojrzała na niego z ukosa. Madox wzruszył ramionami, no równie dobrze to mogły być przecież jego córki... A że wyglądał jakby to były całkiem inne dziewczynki, no to cóż.
Spoiler
ale kończę wątki poboczne, żeby się trochę odgrzebać, przepraszam! no i co... i przyjdę po jakiś aktualniejszy jak już będę czyściutka, jak coś to wiesz, łapiemy się ;p
szturchnij mnie tylko, czy chcesz odpisać, czy mam dać zt ; )