18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeśli będzie cokolwiek pamiętać z dzisiejszego wieczora, a raczej to co się działo po wspólnej grze w pierwszego w jej życiu beer-ponga, to będzie dobrze. Chociaż zapewne pewnych rzeczy wolałaby nie kojarzyć, jak chociażby całej powrotnej ścieżki, bo inaczej jej godność zostanie mocno podeptana. I tak już była, ale teraz przynajmniej nie musiała się tym specjalnie przejmować. Zmierzy się z tym jak wróci świadomość i zdrowy rozsądek, który teraz sobie słodko drzemał.
Może wróci wtedy też do dyskusji na temat anime.
Nie wiedziała jak będzie się zachowywać po alkoholu, ale wychodziło na to, że zamiast agresji wchodził w nią entuzjazm pięciolatki oraz pamięć złotej rybki. Zamiast się martwić, że zrobi awanturę, lepiej było po prostu przywiązać ją do siebie na linę, aby nie zrobiła sobie krzywdy na przykład tym, że wbiegnie pod nadjeżdżające auto lub wyglebie się na twarz chcąc zrobić coś głupiego.
Ale chociaż w miarę współpracowała.
Posmutniała jednak w momencie, gdy Evan powiedział, że Georgia nie chce iść na żaden spacer. Zoe to oczywiście by poszła. Była w takim stanie, że zgodziłaby się zapewne też na skok z mostu na bungee, nie mówiąc o tym, że była zdania, że spacer to świetny pomysł. Znowu. Tylko on by się chociaż cieplej ubrał, aby nie musiała go przytulać.
Nie chsesz? — spytała swoim jakże zawiedzionym głosem, głaszcząc w dalszym ciągu rude futro.
Podążyła spojrzeniem za zwierzakiem, gdy Georgia dołączyła do niej na kanapie. Blondynka przyjęła wygodniejszą pozycję siedzącą, aby być bliżej pieska i zaczęła go głaskać. Uśmiechała się pod nosem niczym zadowolona kilkulatka.
To choś, bęsiemy się misiaś tutaj — powiedziała do suczki na której skupiła całą swoją upojoną alkoholem uwagę.
Nawet nie zauważyła, że światło zostało zgaszone. Nie widziała żadnych znaków, które miałyby ją ululać, bo skupiała się w tym momencie na psie. Zapomniała też pewnie o tym, że mieli iść do niej, a byli zupełnie gdzieś indziej. U niego w domu. W domu, w którym nigdy nie zamierzała się przecież pokazać, bo raczej byłoby jej tu nie po drodze.
Gdy pies się położył, ona w dalszym ciągu go głaskała. Przeniosła wzrok na chłopaka dopiero w momencie jak się zwrócił bezpośrednio do niej, tym słynnym już przezwiskiem na które zwykle starała się nie reagować.
Nie jesem smęszona — powiedziała oburzona, jak typowa pięciolatka, której mama każe iść się położyć, bo już późno.
Szybko jednak to oburzenie przeszło. Znowu.
Poprawiła się, aby być jeszcze bliżej pieska i okryła się lepiej kocem, zakrywając też częściowo suczkę do której się tuliła. Zoe nigdy psa nie miała chociaż bardzo chciała, więc teraz, jak miała okazję się poprzytulać i wygłaskać co jej, to zamierzała to wykorzystać.
A so obejszymy? Włąsz anime! — powiedziała podekscytowana, zerkając w stronę telewizora. — Szo teras ohlądasz? — spytała, naprawdę czekając na maraton. Aktualnie nie wyglądała nawet jakby była śpiąca, ale zapewne jak tylko ciepło koca oraz psa ją uderzy, a w tle zacznie grać jakiś film czy cokolwiek innego, to szybko oczy jej się przymkną.
O tyle dobrze, że ostatni alkohol miała w ustach dawno temu, więc może dzięki spacerowi oraz magicznej tabletce w wodzie, jakoś dożyje jutra i nie będzie aż tak źle. Przynajmniej nie zezgonowała i nie miała breloczka na włosach. Jakąś część godności zachowała.

Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Georgia pokrzyżowała mu nieco plany. Ale nie zamierzał być zły na rudą królewnę, bo mimo wszystko – uwielbiał suczkę. I to ona mu towarzyszyła w tym pustym apartamencie. Ojciec pojawiał się w Toronto dość rzadko, większość czasu spędzał w rozjazdach, a gdy wracał, to nie zawsze tutaj, tylko do posiadłości w Kingsway. Tak więc można było stwierdzić, że to Kross i Georgia byli jedynymi domownikami w apartamencie na śródmieściu.
  Przewrócił oczami, kiedy Zoe ogłosiła, że ona to zmęczona nie jest – i teraz nie wiedział, czy ma jej wierzyć i serio będzie miał więcej roboty z jej pijaną dupą (w przenośni, bo tak naprawdę to nie chciał mieć nic wspólnego z jej dupą, tym bardziej pijaną) czy jednak założyć, że była w takim stanie, że nie do końca ogarnia czy jest zmęczona czy nie i wystarczyło jej głowę położyć na poduszce, żeby odleciała.
  Szkoda tylko, że na razie na to się nie zanosiło, bo dziewczyna była zajęta psem.
  A oburzony to on był, bo trochę go już to wszystko męczyło. Zrezygnował z własnej zabawy i całej imprezy tylko po to, aby zająć się dziewczyną. Mógł nic nie robić i pewnie w tej chwili leżałaby w sypialni, wydymana i z wyrzutem sumienia. Mógł faktycznie być tym złym i niedobrym, któremu tylko ruchanie i debilne żarciki w głowie, jak to Zoe opisywała jego i jego znajomych.
  Rozłożył się wygodniej, wyciągając nogi na sofie, sięgając po pilota. Zerknął krótko na blondynkę, kiedy się odezwała. Jeszcze raz przewrócił na nią oczami – to akurat był już odruch niekontrolowany przez niego w jej towarzystwie, niezależnie czy była pijana czy trzeźwa.
   Sranime włączy a nie anime.
  — Włączam Too Hot to Handle — stwierdził, najwyraźniej ignorując jej prośbę o włączenie jakiegoś anime. Nie robił tego na złość – no może trochę – ale w ciszy liczył, że głupi program o tym, jak wszyscy się oceniają po wyglądzie i zdradzają nawzajem tak ją zniechęci, że będzie wolała faktycznie się położyć, aby zasnąć. W końcu ten program to nie były jej klimaty.
  Parę kolejnych kliknięć później na ekranie telewizora pojawił się program, o którym mówił. On to nawet oglądał, ale bardziej puszczając w przelocie, gdy coś zrobił, niż aby faktycznie poświęcać temu pełnię swojej uwagi. Niemniej wiedział o co w tym wszystkim plus-minus chodziło i raczej rozpoznawał kto był z kim. I kto jak zagrywał w tej całej, pożal się Boże, produkcji.
  I miał szczerą nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i Zoe będzie zbyt zdegustowana postaciami z programu, aby poświęcać temu więcej uwagi. Problem to dopiero będzie miał, kiedy jednak się w kręci i zacznie o wszystko wypytywać. Musiał od razu zastanowić się, czy wybierze strategię ‘nie wiem, jako odpowiedź na wszystko’ czy jednak zalać ją takimi detalami, że jej mózg eksploduje ze zmęczenia i jednak padnie.

Zoe Avery
18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Piesek był najlepszym punktem tej wycieczki.
Miał być też ostatnim, bo przecież to był przystanek końcowy o którym nie do końca zdawała sobie sprawę. Możliwe, że dlatego też jej podświadomość tak długo ją trzymała pobudzoną, bo przecież mieli iść gdzieś dalej. Tu byli tylko na chwilę. W dodatku była suczka, która ją bardzo ucieszyła.
To jednak była kwestia czasu, aż nie zaśnie na tej kanapie, na której się znajdowali.
I chyba też nie zdawała sobie sprawy, że mogła już być nieco męcząca. W końcu dobrze się bawiła, była miła i… to nie był Marvin, tylko Kross z którym nie byli zbyt blisko. Jej umysł jednak się na to kompletnie wyłączył, bo skoro Evander jej pomógł, to na pewno był fajny, prawda? A w tym momencie nie liczyło się nic innego.
Z żenady umrze dopiero następnego dnia.
Włączam Too Hot to Handle.
Włąszasz so? — spytała, spoglądając na niego z ewidentnym zaskoczeniem i przy okazji niezrozumieniem, bo jak wiele rzeczy wydawała się znać, tak na różnych debilnych programach… no. Wystarczyło, że wiedziała czym jest anime i znała ich całkiem sporo. Na resztę programów już nie mogła znaleźć czasu, bo w wolnych chwilach robiła zupełnie co innego.
Zerknęła w kierunku telewizora i przekrzywiła lekko głowę, gdy zaczął grać pierwszy odcinek.
Grymas niezrozumienia oraz pewnego zażenowania namalował się na jej twarzy, gdy pijany umysł próbował zrozumieć zasady włączonego przez Krossa programu. Powiedziałaby, że fabułę też chciała załapać, ale… to nie miało fabuły. Tylko jakichś pięknisiów i zrobione laski, którzy ze sobą otwarcie flirtowali.
A o so w tym chosi? — spytała, nie odrywając spojrzenia od ekranu.
Naprawdę starała się zrozumieć, ale ten program był już chyba zbyt ciężki na jej głowę. Niezależnie czy była pijana czy trzeźwa. W obu stanach chyba nie umiała znieść tych ludzi na ekranie.
Ułożyła się wygodniej przy zwiniętej w kłębek suczce i przykryła wygodniej kocem, opierając się plecami o zagłówek. I wkręciła się w program na tyle, że chociaż mówić przestała. Oglądała poszczególne postaci oraz ich relacje, ale nie wynosiła z tego zbyt wiele. Jej umysł się już całkowicie wyłączył i jedynie wegetował.
Aż w końcu odleciała. Przymknęła oczy w znużeniu, a głowa jej poleciała na ramię kolegi, który wraz z nią miał oglądać to jakże przejmujące show. W pełni nieświadomie, a jednak układając się na tyle wygodnie, że organizm pozwolił sobie na to, aby się wyciszyć i zacząć w końcu regenerować.
Zoe całkiem odleciała, ku uciesze Krossa.

Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Na całe szczęście Zoe długo nie walczyła z samą sobą. Ledwie się obejrzał, a już chrapała. Albo to po prostu była Georgia. Któraś z nich pochrapywała cicho i z damską gracją, a nie jak typowy stary, w rytm chrapnięć którego robisz swoje własne squid game, próbując zabrać mu swój telefon z szafki lub zejść do kuchni po coś słodkiego.
  Przez pierwsze, długie chwile, gdy zakonotował jej stan, wciąż siedział na kanapie, kończąc przy okazji odcinek, z którego nie wyniósł tak naprawdę nic. Choć w zasadzie jak ze wszystkich poprzednich – programu używał raczej jako czegoś na odmóżdżenie (tak, jemu też to było potrzebne; tak, też miał mózg). Gdy platforma streamingowa zaczęła odtwarzać kolejną część, sięgnął po pilot i zatrzymał odcinek. Nie wyłączył jednak telewizora, korzystając z niego w tym momencie jako ze źródła światła – sam i tak po czasie bez aktywności się wyłączy.
  Wstał ze swojego miejsca, bardzo ostrożnie, nie chcąc obudzić ani Zoe – choć to pewnie byłoby trudne, ani też Gerogii – bo ta, gdyby się zerwała, najpewniej przebiegłaby jeszcze po blondynce i faktycznie wytrąciła ją ze snu. Lub nie – nie był pewien, jak ciężkie spanie miała dziewczyna po alkoholu.
Nie zbudziła się jednak, kiedy się ewakuował. Zaskakująco – nawet ruda piękność nie wstała, a jedynie uchyliła oko, gdy się oddalał. Została i warowała przy swojej pijanej towarzyszce, bo przecież ona, jako jedyna, dawała jej mizianie. Sprzedajna suka.
  Poszedł na górę. Wziął szybki prysznic, z wrażeniem, że właśnie ostatnie dziesiątki promili opuszczają jego ciało. Potem założył na siebie spodnie dresowe oraz bokserkę, finalnie lądując we własnym łóżku. Nie potrzebował długo, by faktycznie zasnąć. Zmęczony był dzisiejszym dniem, imprezą, a alkohol też wyciągnął trochę energii z niego.
  Obudził się dość wcześnie i w swoim stroju sypialnianym przeszedł do łazienki, gdzie odświeżył się na szybko, przemywając twarz chłodną wodą. Poprawił włosy po nocy, by kolejno przejść na schody i zejść na parter, po drodze widząc, że Zoe wciąż śpi, a Georgia zmieniła swoje miejsce, ułożywszy się tam, gdzie wcześniej siedział on.
  Nie zamierzał brutalnie budzić swojej blond koleżanki. Nie zamierzał się jednak też skradać po własnym domu. Zachowywał się normalnie – przeszedł do kuchni, włączył czajnik z wodą, a potem otworzył lodówkę, by zastanowić się, co chciałby zjeść i co powinien dać dziewczynie do zjedzenia po przebudzeniu.
  Przyszykował jej również kolejną porcję swojego eliksiru i odstawił ją na bok. W kwestii jedzenia zdecydował się na gotowe gofry z paczki, które przesmarował jakimś białym serkiem. Zrobił sobie herbatę, a potem przeszedł w stronę kanapy, gdzie zajął miejsce obok Georgii.
  Pies już nie spał, bo rozbudził się wizją żebrania o kawałek gofra, którego oczywiście dostał. Ciężko było odmówić tym pięknym, wielkim oczom, które do bólu miały opanowane to proszące, błagające wręcz, spojrzenie. Rozdzierający serce wzrok zwierzęcia, którego nigdy nic dobrego w życiu nie spotkało i który dekady spędził bez jedzenia.
  Odwrócił spojrzenie w kierunku kopca z koca, pod którym coś się poruszyło i była to wybudzająca się blondynka.
  — Proszę, proszę, proszę — odezwał się, niespecjalnie głośno, już z postanowienia. Oddzielił kolejny kęs gofra i podał go rudemu zwierzęciu. — Witamy wśród żywych, smartypants — pociągnął dalej, wracając spojrzeniem do pupila. — Przynieść ci może wiadro? Miskę? — Tak gdyby jednak postanowiła rzygnąć. To, że nie dała popisu w drodze tutaj, ani podczas zasypiania, a także że nie zastał jej kompletnie zarzyganej pod kocem, wcale nie musiało obiecywać, że teraz jej treść żołądka nie postanowi wrócić drogą, którą przyszła.
  

Zoe Avery
18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak zasnęła, tak miała wrażenie, że nic jej nie wybudzi. Dobrze jej się leżało pod kocem, na kanapie, z rudym psem przy boku, który zapewniał dodatkowe źródło ciepła. Nic wtedy już do niej nie dochodziło. Ani dźwięki dochodzące z sypialni, ani nawet te, które dochodziły z telewizora. Jak w końcu pozwoliła oczom odpocząć, to cały jej organizm się zwyczajnie wyłączył.
Może to lepiej dla jej pijanej głowy.
Nie spała jednak wystarczająco długo. Na pewno nie na tyle, aby się w pełni zregenerować. Nie wiedziała jednak czego się spodziewać po alkoholu, bo nigdy wcześniej nie była w takim stanie. Nigdy wcześniej się nie upiła, nigdy nie miała kaca. Nie wiedziała czy alkohol wydobywa z niej smutnego emo czy jednak pocieszną pięciolatkę. Mogła też się upić na agresora.
Jej organizm przebudził się w momencie, jak do jej uszu doszedł dziwny dźwięk. Tego, że ktoś krzątał się po mieszkaniu, jednak nie spodziewała się, że będzie to jej młodszy brat, bo on zwykle śpi długo, a jej ojciec… ojciec raczej nie bywał w kuchni, nawet jeśli miał dwójkę dzieci pod opieką. To Zoe w końcu dbała o wyżywienie w tym domu i robiła wszystko, aby jej młodszy brat jadł śniadanie, obiad i kolację.
Miejsce na kanapie się zapadło. Ktoś na niej usiadł.
Zaraz… kanapie?
Otworzyła oczy i nieco skonsternowana, a także zagubiona podniosła się do siadu, aby spojrzeć na… Krossa. Ostatnią osobę, którą spodziewałaby się zobaczyć rano.
Przynieść ci może wiadro? Miskę?
Wodę — mruknęła zmęczona, dopiero teraz czując jak wszystko ją boli, a głos ma zachrypiały.
Odchrząknęła i przeczesała drobnymi palcami jasne, potargane włosy, rozglądając się dookoła. Jej umysł pracował aktualnie na bardzo zwolnionych obrotach, a mimo to próbowała zrozumieć co tu robiła i w zasadzie co się wydarzyło poprzedniego wieczora. Sięgała pamięcią do wydarzeń na imprezie, ale ostatnie co pamiętała, to mecz w beerponga z kolegą przed nią oraz kłótnia z Marvinem. O ile kłótnią szło to nazwać, bo to on krzyczał.
Podniosła się wyżej do siadu, czując jak w żołądku jej się przewraca, a głowa boli, jakby oberwała w nią obuchem. Światło jej nawet przeszkadzało.
Co się… dlaczego tu jestem, a nie w domu? — spytała, mając nadzieję, że kto jak kto, ale Kross wie co takiego miało miejsce i jej wyjaśni. Chociaż z drugiej strony, fakt, że to on tu był, albo raczej - że ona była tu, był nieco krępujący. — I dlaczego ty… — urwała, rozglądając się po bogatym apartamencie, psie i całej reszcie. Usilnie próbowała przywrócić jakiekolwiek wspomnienie, nawet jego strzępek, ale jedyne co napotykała, to czarna ściana nie do przebicia.
Marvin nie mógł cię odprowadzić, bo poszedł obrażony z imprezy. Zrobił to więc... Evan?
Sięgnęła po eliksir życia, który przygotował jej Kross i zapewne jej podał, aby upić z niego kilka łyków, które przyjemnie oblały jej gardło oraz osiadły na żołądku.
Co się stało? — spytała, chociaż nie wiedziała czy naprawdę chce wiedzieć. Z jakiegoś powodu już czuła ogromne zażenowanie, a kac moralny zaczął wyraźniej przebijać się ponad tym, z którym radził sobie aktualnie jej organizm. — Jezu, jak mnie głowa boli… — stęknęła, sięgając ręką do skroni, próbując jak najmocniej ucisnąć pulsujące miejsce. Mało co to jednak dawało.
Twój pierwszy kac w życiu.
Ale chociaż jej żołądek współpracował i nie zamierzał zwracać treści. W tym momencie, chyba najlepiej będzie jak włoży łeb do lodu i prześpi kolejne dwanaście godzin. Tylko miejsce było do tego raczej nieodpowiednie.
Zrobiłam coś głupiego? — Masz na sobie majtki, Avery, więc nie mogło być tak źle. — Boże, nie było mnie na noc w domu. Ojciec mnie zabije… — sięgnęła dłonią do twarzy, aby zakryć ją w słynnym facepalmie żenady.
Po raz pierwszy złamałaś zasady i spędziłaś noc poza domem, Zoe. Gratulacje. Jesteś jeden krok bliżej bycia rebelem. O ile twój ojciec w ogóle zauważył twoje zniknięcie.

Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Nie było mu jej szkoda. Ale też nie uważał, że dobrze jej tak. Kaca mordercę uważał jednak za coś, co było nieodłącznym aspektem ostrego imprezowania, który obowiązywał każdego, kto sobie pofolgował. Jeśli chodziło o Zoe, to nie była inna, też musiała to przerobić. Faktem było, że w tym upiciu jej pomógł, ale faktem również było, że trochę też to upijanie jej ‘utrudniał’, przewracając niektóre kubki. Gdyby doliczyć ten alkohol, który rozlał, to najpewniej skończyłoby się dodatkowym wyrzutem treści z żołądka.
  Podał jej eliksir, który może nie był cudowny, ale mógł chociaż trochę pomóc, choć z czasem. Jako pierwszą ulgę przynosił nawodnienie. Wilgoć na suche, zaciśnięte gardło i wciąż obecny posmak alkoholu.
  Poczatkowo się nie odzywał, pozwalał jej rzucać pytaniem za pytaniem. Dawał jej czas, aby to ona sama ułożyła sobie wszystko w głowie, samemu też próbując wyczuć, ile pamiętała, a o ile musiała dopytać. I z tego, co zrozumiał, to najwyraźniej niewiele pamiętała. Ani powodu, aby się tu znaleźć. Ani tego, że wyszła z nim z imprezy. I ciekawe czy pamiętała swoją niedokończoną przygodę z Dudley’em.
  Pewnie lepiej by było dla niej, aby jednak poszło to w niepamięć. Choć z drugiej strony, może, ku przestrodze, wcale nie powinno. Aby raz i na zawsze zapamiętała mądrości z Bogdańca, że dziewczyna pijana to dupa sprzedana.
  A przynajmniej w momencie, kiedy nie jest w zaufanym towarzystwie, w zaufanych okolicznościach i z zaufanymi ludźmi. Patrząc jednak na to z innej perspektywy, to pewnie długo była przekonana, że na imprezę idzie z zaufanymi ludźmi. Albo dokładniej jednym ludziem człowiekiem.
  Tym, który okazał się skończonym frajerem, strzelającym focha i zostawiającym pijaną przyjaciółkę na pastwę obcego otoczenia.
  I był to godne pożałowania, bo nawet oni – czego pewnie Zoe się po jego grupie nie spodziewała – dbali o siebie nawzajem na takich wydarzeniach. Inaczej Kross nie miałby naturalnego odruchu, by ją przygarnąć do siebie.
  I kiedy tak miotała się, desperacko szukając odpowiedzi na podstawowe pytania typu: kto, co, gdzie i jak, w jego głowie zrodziła się debilna, jak dla niego to niewinnie zabawna, koncepcja.
  Na samo pytanie, czy zrobiła coś głupiego, nie odpowiedział od razu, ale zawiesił na niej spojrzenie na dłużej. Swoją miną nie zdradzał absolutnie niczego, a na pewno nie planowanego przez siebie śmieszka. Jego twarz zajęta była przez pełną powagę, lekką konsternację, jak gdyby w głowie rozważał, co i czy powinien powiedzieć. Cały ten suspens, który zawisnął w chwili, nie trwał długo, choć dla niej pewnie musiał się ciągnąć nieubłaganie.
  Kross w końcu wyprostował się, wpuszczając na kącik ust drobny uśmiech. Nie ten z tych przyjaznych, których próżno u niego szukać, a ten charakterystyczny – kpiący, z lekka protekcjonalny. Przechylił głowę w zabawny sposób, wciąż lustrując ją w ten nieodgadniony sposób, aż w końcu podjął:
  — Wiesz, to zależy, co uznajesz za głupie — odparł, tak na początek, w ślad za tym dodając: — No bo, trochę się różnimy, chociaż po tym, jak się wstawiłaś, to nawet udało nam się znaleźć wspólny język. — Specjalnie mocno zaakceptował ostatnie słowo, pogłębiając grymas na półgębku. Było teraz znacznie prościej go trzymać na ustach, kiedy cała ta szopka zaczynała go zwyczajnie bawić. — Ja tam nie narzekam — dodał, wzruszając ramionami, jak gdyby nigdy nic. — I pamiętam, że ty też nie narzekałaś — wspomniał, gwoli przypomnienia, gdyby miało się okazać, że tego też nie pamięta.
  Kompletnie też zdawał się nie zwracać uwagi na wspomnianą już przez nią wcześniej część o tym, że jej ojciec nie będzie zadowolony z tego, że nie była na noc. Za bardzo zajął się swoją niskobudżetową, choć dla niej może przekonującą, grą aktorską. W końcu swoją rolę oparł na tym, jakiego zdawała się go widzieć i opisywać – tutaj wystarczyło odnieść się jedynie do tej niesławnej rozmowy w samochodzie, gdy miał ją podwieźć. Oparł ją też o okoliczności – w końcu znajdowali się u niego, w apartamencie, i to tutaj najwyraźniej spędziła noc.
  I po trzecie – miała lukę w pamięci spowodowaną alkoholem. Tę dość prosto było uzupełnić czymkolwiek, bo nie było żadnego punktu odniesienia. Ledwie przebłyski w pamięci. Choćby z rzygania pod prysznicem.

Zoe Avery
18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To było straszne uczucie. Obudzić się w obcym miejscu, z chłopakiem z którym nie powinnaś tu być i w dodatku kompletnie nie pamiętając tego, co się wydarzyło poprzedniego wieczora. Usilnie starała się wracać pamięcią do tego, co się wydarzyło, ale napotykała jedynie ścianę. I nie wiedziała jak ma się przy tym zachować. Nie wiedziała czego się spodziewać. Czy zrobiła coś głupiego? Czy się ośmieszyła? Czy się z kimś pokłóciła? Czy jak pojawi się w szkole, to jeszcze będzie mieć życie? Czy jej ojciec ją zabije jak tylko wróci do domu i dostanie szlaban swojego życia?
Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. W zasadzie, jedyną osobą, która mogła jej udzielić jakichkolwiek informacji… był właśnie Kross. Dlaczego była w jego mieszkaniu? Dlaczego w ogóle była tu z nim? Gdzie był Marvin i czy faktycznie ją całkiem zostawił? Dlaczego nie spała we własnym domu tylko tu na kanapie?
Mogła myśleć o najgorszym, ale wtedy chyba nie byłaby w pełni ubrana.
Ból głowy i nieprzyjemne uczucie w żołądku były upierdliwe, ale nie tak nie do zniesienia, jak brak świadomości tego co się wydarzyło. Na to mogłaby jeszcze jakoś zaradzić przez sen, tabletki i odpowiednie nawodnienie, ale co się stało to się nie odstanie, a jako, że pierwszy raz się upiła, to nie wiedziała czego się po sobie spodziewać.
A jego uśmiech, który widziała w kącikach ust nie zwiastował niczego dobrego.
… chociaż po tym, jak się wstawiłaś, to nawet udało nam się znaleźć wspólny język.
Co? — wyparowała, a na jej serce spadło coś bardzo ciężkiego. Już była blada, ale po tej informacji, którą jej przekazywał, wydawała się mieć karnację trupa. Bardzo przerażonego trupa, którego strach i niedowierzanie odbijało się w oczach. — Nie mówisz poważnie — mruknęła, a serce w przerażeniu mocniej zabiło.
Teraz mógł jej wmawiać absolutnie wszystko i… mogła w to uwierzyć. Nawet jeśli na trzeźwo nie zamierzałaby go dotykać z żadną dziwną intencją, a co dopiero całować, tak na imprezie, pod wpływem alkoholu przecież można było dopuścić się wszystkiego.
Wtedy jej zdrowy rozsądek sam był pijany.
Błagam, powiedz, że nie mówisz serio… — Wycofała się na kanapie, zakrywając mocniej kocem, w tej chwili z całych sił próbując sobie bardzo mocno przypomnieć to co się wydarzyło, ale żadne przebłyski się nie pojawiały. Nawet chwilowe.
Oj, daj spokój, Zoe. Całowanie się z Krossem nie może być tak traumatyczne.
Dużo lasek na pewno by chciało tego doświadczyć w przeciwieństwie do ciebie. Z drugiej strony, jeśli Maldita by się dowiedziała, to najlepiej by było, jakbyś zmieniła szkołę. A najlepiej to kraj lub kontynent, tak dla pewności.
Nie ma szans — spojrzała na niego, w dalszym ciągu bijąc się z myślami, starając sobie przypomnieć cokolwiek. To nie tak, że panikowała, że mogłaby się z kimś całować, ale Kross… no to nie był jej pierwszy wybór, nie mówiąc o tym, że był w związku, a ona raczej nie była typem laski, która dobiera się do zajętych. Na pewno nie na trzeźwo.
Ale po alkoholu…
Dobrze, że o Dudleyu też nie pamiętała. Gdyby tak było, to pewnie już by nie tknęła alkoholu, nie mówiąc o tym, że na imprezach pilnowałaby się o wiele bardziej. I na kolegę, który nie był jej kolegą, by już nie spojrzała w ten sam sposób.
Serio? I czemu się głupio uśmiechasz! — sięgnęła po poduszkę i rzuciła nią w niego, bo nie mogła już znieść tego jego wymownego grymasu, który w tym momencie działał jej na nerwy.
Z dwojga złego, lepiej się całować, Zoe. Zawsze mogłaś się obudzić naga w jego łóżku.

Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Jej reakcja była zabawna – to musiał przyznać. Czego się jednak spodziewać po kimś, kto dosłownie na co dzień pastwi się nad kimś i wykręca lub przyklaskuje głupim numerom planowanym w gronie. Z innej strony – to był przecież wyłącznie niewinny żart. Nic, co faktycznie mogło jej wyrządzić krzywdę. Jedynie chwilowy stres, a później już tylko ulga, którą miałoby przynieść poznanie prawdy. Bo przecież to wcale nie tak, że zamierzał ją wkręcać przez kilka dni czy tygodni, choć z drugiej strony, jakby się nad tym mocniej zastanowić, plan ten wcale nie wydawał się być zaraz taki zły.
  Przez wiele słów i pytań jej po prostu nie odpowiadał, patrząc jak się miota. Nie czuł przy tym jakiejś wielkiej satysfakcji, ale ostatecznie uznał, że faktycznie było to nawet zabawne. Jednocześnie zastanawiał się dlaczego to miałby być dla niej aż taki szok. Aż takie zaskoczenie. I wywołać aż tak żywą panikę.
  Bo już raczej nie chodziło o to, że zły tata ją zbije za to, że nie wróciła do domu na noc.
  Nie uginał się do jej prośby, nie demaskował siebie i swojego prześmiesznego żartu. Nawet Georgia się zainteresowała dziewczyną i do niej podeszła na kanapie, by polizać ją, próbując najwyraźniej uspokoić. Zwierzę nie miało pojęcia, że jej pan właśnie wtłaczał do głowy blondynki wielką farsę, przez którą ta się miała czuć ze sobą… Właśnie, jak? Źle? Obrzydliwie? Ciekawe jak się czuła.
  — Czemu „nie ma szans”? — spytał, unosząc przy tym nieznacznie brew. Utkwił w niej pytające, nieco prowokujące spojrzenie. Nie ma szans bo co? Bo uważała go za paskudnego? Nie to, żeby zaraz się tym przejął, albo aby zależało mu na aprobacie i uwielbieniu u każdego, jeśli miało chodzić o jego wygląd. Ale wydawała się być tak bardzo o tym przekonana, że aż musiał zapytać, dlaczego tych szans miało nie być.
  Przekrzywił nieco głowę, przyglądając się jej, gdy znów cisnęła w niego kolejnym pytaniem, jednym i drugim, a wraz za nimi poduszką, przed którą się osłonił ręką.
  — Głupio? Normalnie. — Wzruszył ramionami. Fakt, że cisnął mu się na gębę szyderczy uśmiech, ale ten był tak z nim utożsamiany, że teoretycznie nie powinno w nim być niczego podejrzanego. Skoro dokuczał wszystkim dookoła – a przynajmniej takiego była chyba zdania – to i wyraz na gębie musiał mieć do tego adekwatny.
  Westchnął w końcu, kręcąc przy tym głową, jakby z niedowierzaniem. Jak gdyby jej zachowanie było dla niego absolutnie niezrozumiale. Albo raczej – skala tej reakcji. Olbrzymia i trochę zbyt dramatyczna jak na jego nos. A na dramatach się musiał znać, w końcu umawiał się z Malditą.
  — Przestań, Zoe. Było, co było. Ludzie się całują na imprezach. I robią inne rzeczy — dodał, znaczącym tonem, w podobny sposób na nią zerkając. To, że była ubrana faktycznie mogło być znakiem, że do nizcego więcej nie doszło, ale z drugiej strony, jeśli by się mocniej nad tym zastanowić, to nie zawsze do więcej musiano się całkowicie rozbierać. Czasami wystarczyło pewne rzeczy z siebie zsunąć, a to była zwykła oszczędność czasu.
  Nie to, żeby próbował. Ale próbował. Było to dość przydatne, kiedy więcej robiło się w miejscach, w których niekoniecznie należało je robić.
  — Jak ci będzie lepiej, to ci nawet obiecam, że nikomu nie powiem. — A w zasadzie, na jego miejscu, to powinien wręcz zapewniać, że niczego nie powie, skoro przecież miał dziewczynę. I nie powinien był całować się z innymi koleżankami, czy robić z nimi inne rzeczy. Z drugiej strony, gdyby ktoś
  Mrugnął nawet do niej porozumiewawczo, na znak, że to autentycznie mogłoby zostać ich sekretem, którego zamierzał zachować. Dobry był z niego kolega i najwyraźniej partner do całowania i innych rzeczy. Potrafiący dochować sekretów.

Zoe Avery
18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla niego to był śmieszny żarcik, a dla niej… częściowy dramat. Nie spodziewała się, że na jej pierwszej, mocno skrapianej alkoholem imprezie, dojdzie do czegoś takiego. Nie myślała o tym, że kiedykolwiek urwie jej się film, bo przecież nie dopuszczała do siebie opcji, gdzie miałaby się tak bardzo upić i stracić zdrowy rozsądek. Nie tak dawno temu było to abstrakcyjne, a teraz? Teraz wychodziło na to, że jej odporność na alkohol nie była zbyt duża i właśnie przeżyła swoje pierwsze, licealne piekło.
I ewidentnego kaca moralnego, który był zdecydowanie gorszy od normalnego.
Nawet głowa już jej tak nie bolała. O wiele gorsze były wyrzuty sumienia.
Czemu „nie ma szans”?
On serio o to pytał?
Bo… no nie — powiedziała, zerkając na niego zaskoczona, że jego to w żaden sposób w zasadzie nie ruszało. I z jednej strony chodziło o to, że zupełnie do siebie nie pasowali pod względem… no pod wieloma względami, a przynajmniej na to wyglądało, ale najważniejszym aspektem było to, że on kogoś miał.
A ona była tą szmatą, która całuje się z zajętymi.
Niby to miałaby być obustronna wina, bo on wie, że kogoś ma, ale sama czuła się z tym źle. A patrząc po jego reakcji, to wydawało się, że on nie miał z tym najmniejszego problemu. Może to ona była dziwna? I może jednak faktycznie odstawała od tego imprezowego towarzystwa.
Głupio — powtórzyła, lustrując jego wyraz twarzy spojrzeniem.
Z jakiegoś powodu nie uważała, że żartował. Może na początku, ale im bardziej w to brnął, tym bardziej była przekonana, że po pijaku zrobiła coś, czego miała potem żałować. I jak samo całowanie z kimkolwiek nie było takie złe, to jednak makeout z Krossem przekraczał już kilka granic. Tego to już w ogóle Marvin by jej nie wybaczył. Całować się z jego największym dręczycielem… wystarczyło, że spała u niego na kanapie.
I, że to on ją odstawiał do domu w przeciwieństwie do bliskiego przyjaciela.
Na jego kolejne słowa, to aż jej brew drgnęła wysoko w niedowierzaniu. Spojrzała na niego, jakby właśnie powiedział coś bardzo, bardzo głupiego, a ona miała nadzieję, że się przesłyszała. Co to miało znaczyć - było, co było?
Żartujesz? Masz dziewczynę i dla ciebie to normalne, że się całujesz z inną na imprezie? Bo to impreza i wszyscy tak robią? Może nie przepadam za Malditą, ale w życiu nie chciałam zrobić innej dziewczynie czegoś tak… — przerwała, zastanawiając się nad własnym czynem — boże. — Załamała się, opierając plecami o zagłówek. — No i to ty. My nie… no nie. — Uważała, że nie pasują do siebie, a Zoe to raczej staromodna była i nie całowała się z kim popadnie. Wolała to zachować dla kogoś, kim faktycznie była zainteresowana. A nie dla przelotnej zabawy.
Im więcej mówił, tym bardziej nie wierzyła w to co słyszy.
Co? — rzuciła, spoglądając na niego z boku. Pogłaskała Georgię dla uspokojenia własnych, rozpędzonych myśli, ale niewiele to niestety pomagało.
Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, usilnie starając się sobie przypomnieć cokolwiek, ale… no w dalszym ciągu miała czarną dziurę w pamięci i raczej się to już nie zmieni.
Mój boże, jestem obrzydliwa — powiedziała do samej siebie, wstając z kanapy. Musiała to rozchodzić. Miała szczerą nadzieję, że na całowaniu się skończyło, ale też nie czuła żadnej zmiany, ani nic w dolnych partiach. Zapewne po pierwszym razie czułaby jakiś dyskomfort, ale tego nie było, więc mogła przypuszczać, że na całowaniu się zakończyło.
Odwróciła się do niego, zatrzymując kilka metrów od niego, bo teraz wolała trzymać się na odległość. Jak gdyby to miałoby cokolwiek zmienić.
Musisz jej powiedzieć. To totalnie nie fair wobec niej — stwierdziła, krzyżując ręce na piersi.
No, dalej Kross. Zadzwoń do Maldity i przyznaj się, że całowałeś się z blondynką. Wtedy Zoe będzie mieć przejebane w szkole i będzie musiała zmienić Kontynent, albo po prostu pewnego pięknego dnia zniknie i nikt jej nie znajdzie.

Evander Kross
19 y/o
Welkom in Canada
184 cm
uczeń w Riverdale Institute | quarterback Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I suck at apologies, so unfuck you...

or whatever.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Ależ ona przeżywała. I momentami uważał, że dyskusja z nią wyglądała jak dyskusja z żelkiem. Niby taka mądra, niby taka erudytka, a odpowiadała jak pięciolatka. Jakimiś ‘bo nie’ lub ‘głupio’. To już z nim dało się bardziej rzeczowo dyskutować. Niby mógł jej wybaczyć, bo właśnie najpewniej ją straumatyzował – a przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Dla niego było to tylko całowanie – a jeśli się już zdarzyło, to przecież trudno, bywa. Nie jest to coś, co będzie się za nim ciągnąć do usranej śmierci.
  Ale ona najwyraźniej miała nieco inne zdanie o tym.
  Przez większość jej przedstawienia po prostu stał w miejscu, obserwując ją. Nawet głowę przechylił, mierząc ją uważnym spojrzeniem, próbując nie parsknąć śmiechem. Cała sytuacja by go nie bawiła aż tak bardzo, gdyby nie jej żywa, dramatyczna reakcja. Jak gdyby faktycznie jej się świat walił.
  Niemniej zatrzymał się i zareagował na coś, co padło między całym tym wywodem.
  — 'My nie ‘co’? — odpowiedział, kompletnie ignorując wcześniejsze jej dywagacje na temat Maldity i tego, że mogła wyrządzić jej jakąś krzywdę swoim zachowaniem. Uniósł przy okazji brew, w wymowny sposób, i założył ramię na ramię, autentycznie ciekaw, co miało za tym stać. Co chciała powiedzieć. Skoro to on, to dlaczego miało w równaniu my, sprowadzać je do nie. Zwykła, czysta ciekawość, wobec tego, co miało być powodem do skreślania go. Nie podobał się jej? Nigdy nie uważał, że musi podobać się wszystkim, choć lubił być w centrum dziewczęcego zainteresowania. Czy po prostu chodziło o to, że uważała go za głupiego, by cokolwiek takiego z nim chcieć zrobić? Tym też by się nie przejął, bo chociaż w kwestii wiedzy nie miał wybujałego ego, to opinię naczelnej kujonicy w tym temacie miał szczerze gdzieś.
  Nie skomentował tego, jak sama siebie oceniła. Generalnie to owszem, powinno się udawać podobne zachowania – jak lizanie z cudzym typem czy cudzą dziewczyną za słabe, ale żeby aż tak dramatyzować?
   Musisz jej powiedzieć. To totalnie nie fair wobec niej
  No, prawie się zaśmiał. Spojrzał na nią dość pobłażliwie, jak gdyby chciał spytać, czy ona aby na pewno dobrze się czuje.
  — Oczywiście, już się rozpędziłem — odparł sucho, na jej słowa. Wolał się nie podejmować dyskusji o tym, co było fair, a co nie fair w tym związku, bo akurat to wszystko było nieco w tym wszystkim wypaczone. I nie za obopólną zgodą, tylko za faktem dokonanym. Nie to, żeby mu to zaraz bardzo przeszkadzało, bo przyzwyczaił się do tej nie fair części (no, dobra, mimo wszystko, trochę mu to zgrzytało).
  Nie zamierzał nigdzie dzwonić. Nawet jeśli nie byłby to głupi żart, to zwyczajnie by tego nie zrobił. Dla niego, w obecnej relacji, nie było to nic, do czego powinien się oficjalnie przyznawać i co odżyłowywać. Było tu trochę toksycznie – a nawet bardzo – niemniej dalej w tym siedział. Dlaczego? Bo to się opłacało. Na zasadzie popularności.
  Ale chyba to był dobry moment, żeby przestać ciągnąć całą tę szopkę. Jeszcze dziewczyna dostanie zawału, a z tego nie chciałby się przed nikim tłumaczyć.
  — Dobra, już nie sraj stresem pod siebie, smartypants. Niczego ci nie zrobiłam i nie całowaliśmy się — powiedział, wywracając przy tym oczami. — Ale miło wiedzieć, że zdanie dalej masz o mnie niezmienne. ‘Bo to ty’, ‘nie ma szans’. I że w ogóle bym to zrobił. Jakbym był największym syfem tego świata — prychnął, choć bez złośliwej uszczypliwości czy podszycia z wyrzutu. — Wody się napij i powiedz, co chcesz zjeść. — Mimo bycia największym syfem tego świata, to jednak dbał o nią, jako o gościa, bo było to po prostu normalne. Nie był to przejaw wielkiej troski z jego strony; żadne wielkie poświęcenie. Litość też nie.

Zoe Avery
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”