29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
159 cm
były ratownik medyczny, były pilot US Navy
Awatar użytkownika
— What are your biggest weaknesses?
— Tall men who need therapy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Kto jak kto, ale Damon musiał wiedzieć, że spokój bywał zdradliwy. I nie dlatego, że zapowiadał katastrofę, ale dlatego, że pozwalał zapomnieć o czujności, o nawyku sprawdzania drobnych szczegółów i reagowania na nieznaczne odchylenia od normy, a ostatnie tygodnie właśnie takie były – zbyt przewidywalne, zbyt równe, rutynowe, niemal schematyczne. Bez jakiejkolwiek większej roboty dla Giovanniego, która wymagałaby długiej nieobecności. Dopiero ledwie kilka dni temu Włoch zlecił Koreańczykowi nieco bardziej skomplikowane zadanie, które wymagało od niego ledwie paru dni pracy w terenie, z dala od domu.
  Te parę dób absolutnie wystarczyło, by zaszła jkakaś zmiana.
  Drzwi od mieszkania nie były zakluczone, ale Senna tak robiła. Mimo świadomości, że Damon ma swój własny klucz, ten sam, który dostał od niej długie miesiące temu, na potwierdzenie tego, że jest w tej przestrzeni w pełni akceptowany, i tak zostawiała mieszkanie otwarte. Ryglowała je dopiero, gdy szła spać, ale to nie była pora, w której zwykle to robiła.
  Po przekroczeniu progu również nic nie wykazywało żadnej anomalii. Wszystko stało tam, gdzie zawsze, nienaruszone i nieprzesunięte. Stała, schematyczna norma. Ze wszystkiego tylko cisza mogła wydawać się podejrzana, ale mieszkająca tu pilot też wybierała ciszę ponad wszystko inne. Logicznie więc powinno odrzucić to wszelkie niespokojne odczucia, bo nic nie zapowiadało, że coś mogło być nie tak.
  Dopiero kiedy cisza miała się przeciągnąć, pomimo obecności Damona, coś mogło wydać się alarmujące. Szybko też okazało się, że lokatorki nie ma w całym mieszkaniu, a to zaraz wykluczało się z otwartymi drzwiami i brakiem telefonu. Urządzenie po jej stronie było głuche; brak odpowiedzi na otrzymaną jeszcze wczoraj wieczorem wiadomość może nie byłby taki złowróżbny, gdyby nie fakt, że nie została ona nawet odczytana.
  I dopiero od świadomości tego, że rezydentki nie ma na miejscu, wszystko co do tej pory wydawało się być normalne, zaczęło nagle odsuwać się od znanej rzeczywistości. Nagle zaczynało okazywać się, że kanapa była minimalnie odsunięta, że roślina na szafce odwrócona nie ta stroną, co zawsze. Były to detale tak drobne, że jeszcze kilka chwil wcześniej nawet Damon pewnie nie zwróciłby na nie uwagi. A teraz jednak wszystko zauważał, a układało się w ciąg, który nie pasował do obrazu spokojnego wyjścia z domu.
  W ciągu kilku krótkich chwil obraz ‘wszystko jest w porządku’ zaczął zmieniać się w definicję ‘nic nie jest w porządku’. Bo nic już nie pasowało, odchylenia od normy były już zbyt oczywiste, by je przeoczyć. Ślady z początku tak subtelne, że niewidoczne, nagle zrobiły się ciężkie. I nie mogła to być paranoja – nawet Senna miała swój rytm i swoją rutynę, a także rzeczy, których absolutnie nie robiła. Nigdy nie wychodziła z domu bez jego zamknięcia. I nawet jeśli nie odczytywała wiadomości, bo zdarzyło jej się zasnąć, to robiła to zaraz po przebudzeniu. Poza tym, po uważniejszych oględzinach, nawet jej portfel się znalazł. Ubrania treningowe były nietknięte, co wykluczało wyjście na zajęcia (a poza tym zrezygnowała z nich, bo najadła się wstydu tego jednego razu);
  Ostatnia w oczy rzuciła się plama, która nie była widoczna na pierwszy rzut oka. Była ukryta częściowo pod niską szafką, przysłonięta dywanikiem, który ktoś przesunął starannie, zakrywając dowód. Zdecydowanie była to krew. Nie była świeża, bo zdołała już ściemnieć i wsiąknąć w tkaninę. Nie było jej zbyt wiele, na pewno nie jak po masakrze. Ale była. A jej obecność automatycznie wykluczała jakikolwiek logiczny i codzienny punkt odniesienia. Wyjście na trening, spotkanie z sąsiadką, wyjście do sklepu.
  Po bliższych oględzinach wyraźnym stało się, że miejscami plama nabierała zbyt regularnego kształtu na zwykłe chlapnięcie. Krople, które rozlewały się po materiale, układały się w coś, co przypominało cyfrę. Nierówną, nieregularną, chaotyczną, faktycznie jak stworzoną przez przypadek. Cztery, które powstało tak po prostu, wśród pociemniałych smug.

Damon Tae
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
Am I the monster in your eyes? Or just the victim of your lies? You made me into what you fear and now you're coming for me here.
I am the monster. You created what you see. I am the monster, that you forced me to be. You wanted darkness, you got your wish. I am the nightmare you can't dismiss.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odkąd zaczął pracować dla Giovanniego, z jakiegoś powodu wierzył, że sprawa jego ucieczki z Korei jest w pełni załatwiona. W końcu kto jak kto, ale Salvatore doskonale radził sobie ze wszystkimi sprawami organizacyjnymi, zwłaszcza tymi nielegalnymi, gdy trzeba było zadbać o czyjeś papiery. A nawet zniknięcie z globu. Dlatego też, głupio i naiwnie, wierzył, że Korea Północna była jego zakończonym rozdziałem w życiu. Pojebanym, pełnym traumy i budowania samego siebie, ale jednocześnie czymś, do czego nie będzie musiał już nigdy więcej wracać, bo w Toronto miał już nowe życie, problemy i pracę.
I równie niebezpiecznego szefa. Z deszczu pod rynnę.
Misja, którą miał dla niego Salvatore niczym nie różniła się od tego, co miał w swojej niepisanej umowie. Wystarczyło kilka dni, aby się uporał z problemem i wrócił do domu, jak gdyby nigdy nic. Jakby pracował w wielkiej korporacji i jeździł na spotkania poza granice państwa. Można powiedzieć, że czasami widywać się z różnymi ludźmi, ale niekoniecznie jego wizyta sprowadzała się do zasad dyplomacji. Mało tam było dialogu.
Wrócił do domu jak gdyby nigdy nic. Otworzył drzwi zmęczony i głośniejszą informacją oznajmił, że jest w domu. Rzucił swoją torbę na kanapę i obejrzał się odruchowo w kierunku sypialni.
Tylko, że nikt mu nie odpowiedział.
Brew mu drgnęła. Przeszedł się do wspólnego pomieszczenia, ale zatrzymał się w progu, kiedy zauważył, że w łóżku nikogo nie było, a to było normalnie zasłane. W tym momencie coś zaczęło mu się nie podobać w tym wszystkim. Zobaczył też łazienkę, gdzie jej nie było i wrócił do salonu, gdzie stanął na środku, aby się dokładnie obejrzeć dookoła.
Cisza. Nieobecność Senny.
Sięgnął po telefon, aby wykonać połączenie do dziewczyny, ale telefon miała wyłączony. Od razu go odrzucało. Nieprzyjemne uczucie niepokoju zaczynało narastać, ale nie pozwalał mu się przytłoczyć. Spojrzał na ostatnią wiadomość, którą do niej wysłał. Tą samą, gdzie oznajmiał, że dzisiaj wraca, ale ta nie została odczytana.
Nagle całe to dziwne poczucie bezpieczeństwa i spokoju się rozsypało.
Coś pękło w jego ułożonej strukturze. Nowa forma się zniekształciła i pozwoliła wrócić temu, co zostało częściowo przykryte przez monotonnie i naiwność. Postać doskonale wyszkolonego agenta czarnego wywiadu wysunęła się przed jego ułożone życie, zyskując nowy oddech. Potrzebował w tej chwili tej części osobowości. Schematycznej, doskonałej i spostrzegawczej. I dopiero teraz zaczął zauważać, że wszystko co wydawało się być w porządku… wcale w porządku nie było.
Stanął nieruchomo, dokładnie tam, gdzie był, i pozwolił, żeby obraz mieszkania jeszcze raz „siadł” mu w głowie. Serce nieprzyjemnie mu przyspieszyło, ale dłonie nawet mu nie drżały. Nie dotykał niczego, czego nie musiał. Zaczął sprawdzać wszystko po kolei. Łazienkę, sypialnię, kuchnię, salon. Każdy szczegół, który odchodził od normy. Każdy kąt, który mógł nieść podpowiedź. Nawet pieprzone fugi czy ustawienie kwiatków. Teraz, gdy wszedł w tryb pracy, wszystko było widoczne. Widział odchylenia, które wcześniej wydawały się być nieistotne.
Krew.
Nie dotknął jej palcami. Przesunął materiał końcem rękawa, odsłaniając więcej. Analitycznie oglądał każdy fragment plam, nie dopuszczając do głosu serca, bo w tej chwili było ono mu niepotrzebne. Nie zamierzał panikować, tylko działać. A kto jak kto, on wiedział, że emocje wiele potrafiły przytłumić. Nie chciał pracować w szale, tylko dowiedzieć się co się wydarzyło, a wkurw mu w tym nie pomoże.
Będzie potrzebny dopiero wtedy, jak przyjdzie do ewentualnego starcia.
Sprawdził kolor. Czas zaschnięcia. Jej ilość oraz kierunek rozchlapania. Po tym mógł stwierdzić, ze to nie był wypadek. To nie było skaleczenie przy gotowaniu obiadu, i na pewno nie było zostawione przypadkiem.
Cyfra? Cztery.
Czy to była informacja, którą zostawiła mu Senna, zanim zniknęła?
Zacisnął mocniej zęby. To był jedyny objaw jego zdenerwowania.
Cyfra nie była napisana palcem w kałuży. Raczej przeciągnięta czymś wilgotnym, może palcem, może fragmentem materiału. To znaczyło, że miała chwilę. Kilkanaście sekund. Może minutę. Wystarczająco, żeby zostawić znak, ale za krótko, by napisać coś więcej.
Numer piętra? Mieszkania? Liczba napastników?
Wstał i sięgnął po telefon. Zadzwonił do Giovanniego, rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu kolejnych śladów czy znaków, które mogłyby go jakkolwiek naprowadzić. Może było ich więcej. Może Senna zrobiła coś jeszcze, czego nie powinien był przegapić. W międzyczasie powiadomił Salvatore’a, że… będzie potrzebować jego pomocy. Nawet jeśli sprzedał duszę, to mógł sprzedać coś jeszcze. Potrzebował jakichś śladów, filmów z monitoringu, świadków. Ktoś musiał coś widzieć.
Samemu przeszedł do sąsiada. Zapukał w drzwi, spokojnie, jak zawsze. Bo chociaż w środku mu buzował wewnętrzny gniew, to nie zamierzał dać mu się przyćmić i prowadzić. Wolał zatrzymać go na bardziej odpowiedni moment.

Valkyrae Callahan
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
159 cm
były ratownik medyczny, były pilot US Navy
Awatar użytkownika
— What are your biggest weaknesses?
— Tall men who need therapy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Sąsiadka, która mu otworzyła, wyglądała na mocno skonsternowaną jego widokiem. Ze zdziwieniem od razu wypaliła pytaniem ‘to pan nie pojechał jednak na ten urlop?’. W miarę dalszej rozmowy miało się okazać, że Senna była u niej, w towarzystwie jakiegoś mężczyzny – nietrudno było założyć, że najpewniej w towarzystwie kogoś, o mocnych, azjatyckich rysach, skoro kobieta założyła, że to miał być Damon. Biali raczej często mieli problemy z rozpoznawaniem Azjatów, a na pewno taki problem miała ich emerytowana sąsiadka, z którą nie raz zdarzało im się minąć na klatce.
  Z jej zeznań wynikało, że przyszli – on i Senna, a na pewno Senna – poprosić ją, aby podlewała kwiatki w trakcie ich dwutygodniowego urlopu. Kobieta nie omieszkała wspomnieć, że trochę też ją to zdziwiło, bo nigdy wcześniej dziewczyna jej o to nie prosiła, ale że pomogła jej kilka razy z zakupami, to zamierzała się odwdzięczyć. Rozgadana emerytka opowiedziała także, że Senna i Damon – chociaż wychodziło, że chyba nie on – mieli wyjechać na urlop do Korei Północnej. Tutaj powiedziała, że pewnie jej się pomyliło, bo tam się nie lata, bo mieszkają tam szajbusy i naziści.
  Dopiero po chwili przestała peplać, najwyraźniej reflektując się, że być może nie powinna opowiadać o tym mężczyźnie, którego jednak nie potrafiła zidentyfikować przez jego urodę. Mogłaby się opierać na wyrazie twarzy, ale próżno uznawać, że ten, który był z Senną, przyszedł uśmiechnięty i radosny.
Kobieta musiała chyba zostać bez odpowiedzi, czy jednak ma podlewać te kwiatki czy nie, bo na Damona, w swojej posiadłości, czekał Giovanni. Ten, który łaskawie znalazł dla niego czas, aby mu pomóc. W końcu nikt na świecie nie lubił długów wdzięczności tak bardzo jak on.
  Wewnątrz rezydencji Salvatore przyjął Damona w salonie. Kanadyjska Concetta zaoferowała Koreańczykowi wino, a następnie – za skinieniem szefa – zostawiła ich całkowicie samych w gabinecie.
  — Trzeba było skusić się na to wino — odezwał się Włoch, kiedy kobieta zamknęła za sobą drzwi. — Dobre, kalabryjskie. Nasze własne. — Z rodzinnej winnicy przecież. — Innego bym ci nie oferował. — Tae może tego nie widział, ale u Salvatore’a to był całkiem serdeczny gest. A raczej taki, który uznawał ich partnerstwo. No homo.
  Giovanni odchylił się na swoim wygodnym fotelu biurowym.
  — To co się dzieje, towarzyszu Tae? Jak mogę ci pomóc? — spytał. Dość często go tak adresował, bo miało to odpowiedni sznyt. Odpowiedni, czyli taki, który zaznaczał, że całkiem sporo o nim wie, o jego przeszłości i o tym, gdzie służył wcześniej. Gdzie i dla kogo. Informacja miała być najwyższą walutą, w końcu tak powiedział Navi. I według takiej zasady żył. A wszystko wokół jedynie potwierdzało, że to twierdzenie nie było odległe od prawdy. Wiedział więc dużo, jeszcze więcej obiło mu się o uszy. Miał swoje kontakty niemal wszędzie, a gdzie ich nie miał, to szybko wyrabiał, kiedy były mu potrzebne. Bez nich nigdy nie odnalazłby Navi – a i tak do tego potrzebował kilku dni. To i tak dobry wynik, znacznie lepszy niż policja ze swoimi wydziałami do spraw osób zaginionych czy nawet Interpol. Ten drugi nie tak dawno temu był ością w jego gardle, ale wystarczyła jedna, celna eliminacja, by całkowicie zażegnać

Damon Tae
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
Am I the monster in your eyes? Or just the victim of your lies? You made me into what you fear and now you're coming for me here.
I am the monster. You created what you see. I am the monster, that you forced me to be. You wanted darkness, you got your wish. I am the nightmare you can't dismiss.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Urlop.
Napięcie w jego mięśniach się nasiliło. Zapytał jak dawno temu się pojawiła, bo to było istotne.
Senna tu była, w dodatku z jakimś innym mężczyzną, który miał chociaż częściowo przypominać jego. Nie osądzał kobiety i nie uważał jej za rasistkę, skoro nie potrafiła rozpoznać własnego sąsiada tylko dlatego, że nowa osoba przy Callahan była również Azjatą. Skupił się przede wszystkim na fakcie, że ktoś, w miarę podobny do niego, tutaj z nią był i co ważniejsze - mieli udać się wspólnie do Korei Północnej. Ludzie przypominający jego, kierujący się z dziewczyną w ostatnie miejsce, gdzie powinni?
Szukali go. I wzięli kogoś, kto był z nim związany.
Aby go zwabić.
Wkurwił się. Nie było tego widać po wyrazie jego twarzy, bo nawet pojedynczy mięsień nie wybił się z szeregu. Jego spojrzenie natomiast pociemniało. To był ten sam wzrok, który informował ludzi, że lepiej nie wchodzić mu w drogę, jeśli chce się zachować życie. A mimo to, grzecznie podziękował starszej kobiecie za informacje i spojrzał na telefon, gdzie już widniała wiadomość od Salvatore. Jego diabła, któremu sprzedał duszę już jakiś czas temu.
Tego samego, który mógł być doskonałą pomocą w zamian za jego lojalność.
Udał się do posiadłości mężczyzny, łamiąc kilka przepisów po drodze. Wysiadł ze swojego firmowego auta podarowanego mu przez szefa i skierował się prosto do rezydencji Włocha. Skupił się przede wszystkim na nim, bo wiedział, że czas mu się kończy. Jeżeli jego znajomi z Północy odnaleźli go aż tutaj i w dodatku wzięli sobie zakładnika, który miał go przekonać, aby sam do nich przyszedł, to musieli o nim wiedzieć więcej niż by chciał. Samo to, że wiedzieli gdzie mieszkał było już niepokojące.
A on nie lubił, gdy inni wiedzieli więcej, niż by chciał.
I brali to, co należało do niego.
Nie zwracał uwagi na kanadyjską Conettę, swoje spojrzenie skupiając przede wszystkim na mężczyźnie. Mógł wyjść na niemiłego buca, ale nie zaszczycił ją nawet krótkim odwróceniem wzroku, ignorując też propozycję wina. Nie przyszedł tu w końcu na plotki, tylko aby raz jeszcze sprzedać swoją duszę, w zamian za pomoc w odnalezieniu dziewczyny.
Kiedy indziej — mruknął twardo, nie wchodząc w szczegóły kalabryjskiego wina.
Pewnie i tak by mu nie przeszło przez spięte gardło.
Nawet nie usiadł na głębokim fotelu, które znajdowało się w gabinecie. Jakby nie było na to czasu, chociaż i tak aktualnie nie wychodził.
…Jak mogę ci pomóc?
Szukają mnie. I zabrali Sennę — poinformował, niczym automat. Bez zbędnych emocji, które przysłaniały często osąd. Nie zamierzał krzyczeć, ani płakać. Nie był typem co panikował. Był pieprzonym zadaniowcem, który skupiał się na swoim celu. — Potrzebuję ją odnaleźć. Jak najszybciej. — Bo liczył się czas. Nie wiadomo jak ją traktowali, czemu poddali. Mógł się domyślać, że skoro ją ze sobą wzięli i wiedzieli, że była z nim związana, to chcieli wiedzieć o nim jak najwięcej. Chcieli informacji, które mogłaby posiadać.
W końcu była nie tylko przynętą. Była jego partnerką.
Z tego co mi wiadomo, najprawdopodobniej wybrali się na wycieczkę do Korei Północnej, więc chyba jednak moi koledzy się zdenerwowali, że nie zostawiłem im liściku miłosnego na odchodne — prychnął.
Mogli od niej wyciągnąć, że pracował dla Giovanniego. W końcu Senna doskonale o tym wiedziała. Wiedziała co robił, chociaż nie znała szczegółów poszczególnych misji. Nie to jednak miało dla niego w tym momencie znaczenie. Liczyło się to, aby przede wszystkim była bezpieczna, a na Północy groziło jej niebezpieczeństwo.

Valkyrae Callahan
36 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
'Cause I'm the serpent, I'm the flame, the mortal world is scared to say my name.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Odkąd się spotkali, obserwował go. Analizował i szacował. Wszystko to, co sobą pokazywał, choć na pozór – nie pokazywał wiele. Ale i takich nauczył się opracowywać, choć byli znacznie trudniejsi i znacznie wyższe ryzyko błędu szacunkowego.
  Gdy Damon powiedział, że szukają go, a później, że zabrali Sennę, Salvatore w odpowiedzi milczał. Nie potrzebował wiedzieć dużo więcej, by skategoryzować sprawę jako pilną. I to nie dla niego samego, a bardziej dla mężczyzny. Nie musiał zaglądać im do domu, aby wiedzieć, że coś ich wiązało. W zasadzie – wystarczyła mu krótka wizyta w domu Senny, gdy to jej przyszedł zaoferować współpracę, aby na podstawie zachowania Damona śmiało założyć, że nie była mu obojętna. Doskonale wręcz pamiętał, jaką postawę przyjął wtedy Koreańczyk. Cichą, obserwującą, ale w gotowości, by chronić. A to znaczyło, że Senna była ważna. I na tej podstawie liczył koszty. Informacja była monetą.
  Choć jednocześnie w jego pamięci, niemal równocześnie, przesunął się jeszcze jeden obraz. Przedstawiający jego samego, w dniu, w którym Navi zniknęła. A on zmuszony był siedzieć i czekać, aż jego źródła zadziałają i w ogóle nadadzą tym poszukwianiom kierunek.
  Nim się odezwał, Damon znów zabrał głos, uchylając nieco więcej informacji na temat tego całego zabrania Senny. Okazywało się, że to nie smród z jednej z misji dla N’draghety się za nim ciągnął, a jeszcze inny. Starzy znajomi, którzy sobie o nim przypomnieli.
  Albo w końcu wpadli na jego trop. Rok to całkiem dobry wynik i tak.
  — Korei Północnej — powtórzył. Mimika jego twarzy pozostała niewzruszona, choć tylko z początku. Po chwili od potwierdzenia, jeden kącik jego ust rozciągnął minimalnie uśmiech. I to nie z tych radosnych czy tych, które niosły ulgę, bo zwiastowały, że problem wcale nie będzie aż takim problemem. — To będzie drogo — odpowiedział, tym samym rozwikłując zagadkowość tego grymasu, który chwilę temu przywdział.
  Wszystko sprowadzało się przecież do pieniędzy. A jeśli nie do pieniędzy, to do przysługi. Te zwykle drogo kosztowały. Tyle że z Damonem problem był taki, że on przysługę był winny cały czas. Dostawał pieniądze na życie i całkiem dobrą pozycję.
  — Myślałem, że smród po sobie lepiej posprzątałeś — dodał, opierając przedramiona o blat biurka, w stronę którego się przechylił. — Miałem ci załatwić nową tożsamość, nie odpinać smycz. — Najwyraźniej nie zerwał się z niej całkowicie, skoro po niego przyszli. Giovanni też nie uwzględniał, że będą polować na jednego człowieka. Choć z drugiej strony – może jednak powinien. W końcu Damon był całkiem obrotnym człowiekiem i dobrym do każdej roboty. Nie był jednak jedyny taki na świecie, pewnie znalazłby kogoś na jego miejsce. Tak czy siak – błąd w kalkulacji. Kosz niewliczony – gdyby chodziło o sprzątanie smordu, to wyniosłoby to znacznie więcej.
  — Roześlę wici, towarzyszu Tae — odparł, z tym samym adresowaniem, które usłyszał przy pierwszym ich spotkaniu. I tym samym, które słyszał na co dzień na Północy. — Ale to potrwa. — O tym wiedział aż za dobrze. Wiedział, jak gotowała go każda godzina czy każda minuta oczekiwania na coś, co pozwoli ustalić trop. U Damona było o tyle lepiej, że wiedzieli kto i wiedzieli gdzie. Potrzebne było potwierdzenie. — Czego jeszcze potrzebujesz? — spytał,
  Nie wymieniał tego, co może mu zaoferować i co uznał, za potrzebne mu. Jak przykładowo transport czy sprzęt, gdzie obaj doskonale wiedzieli, że to było niezbędne. Samoloty rejsowe były monitorowane; prywatne i legalnie również. Nie mówiąc już o tym, że wlecenie w przestrzeń powietrzną Korei Północnej nie wchodziło w grę. W ogóle dostanie się tam było ciężkie. Choć pewnie nie tak ciężkie, jak wydostanie się.
  A akurat o tym coś Tae wiedział.

Damon Tae
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
Am I the monster in your eyes? Or just the victim of your lies? You made me into what you fear and now you're coming for me here.
I am the monster. You created what you see. I am the monster, that you forced me to be. You wanted darkness, you got your wish. I am the nightmare you can't dismiss.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedział na co się pisze, gdy przychodził po pomoc do Giovanniego. To nie miała być przyjacielska przysługa, bo Damon dla niego już jakiś czas wiernie pracował. Nie byli kolegami. Salvatore nie robił przysług, które nie kosztowały i nie miały odsetek. W końcu samemu wiele razy gonił takich ludzi, aby odebrać wciąż rosnący dług. Jak nie poprzez czyjeś życie, to odebranie czegoś o wiele cenniejszego. Dlatego w pełni świadomie skierował się do mężczyzny, wiedząc, że to ponownie skaże go na dług, który wciąż spłacał. I pewnie będzie go spłacać do końca pieprzonego życia.
Ale była to cena, którą był w stanie zapłacić.
I teraz nawet nie myślał o tym, że związek był jego słabością. Tą samą, których się tak wyrzekał.
Nie obchodzi mnie cena — powiedział krótko, ale Giovanni zapewne to wiedział. Nie był w końcu pierwszą lepszą osobą, która chciała prosić o przysługę, w nadziei, że odsetki go nie zabiją. Nie był smutną osobą, która szła na układ i liczyła, że nie będzie mieć to niewiadomo jakich konsekwencji. Układy z diabłem zawsze niosły za sobą późniejsze komplikacje.
Nawet brew mu nie drgnęła na jego słowa. Posprzątał tyle, ile się dało zanim uciekł z Północy. Starał się także nie zostawiać za sobą śladów. To, że go znaleźli oznaczało, że musieli być naprawdę zawzięci. Wolałby jednak, aby zajęło im to więcej czasu i nie mieszali w to poszczególnych osób. Skoro jednak teraz musiał wypić piwa, które sam nawarzył… to zamierzał to zrobić.
To, że nie zabił odpowiedniej ilości ludzi, było jego problemem. I błędem.
Załatwię to — powiedział twardo, nie spuszczając wzroku z Giovanniego.
Wiedział, że to był jego problem. Jego śmieci, dlatego wszystko zamierzał odwalić sam. Całą brudną robotę. Jak zawsze. Domyślał się, że będzie to skomplikowane i wiedział, że jest to pułapka. W dodatku taka, w którą świadomie zamierzał się wjebać tylko po to, aby wymienić siebie na Sennę. A najlepiej to odzyskać ją i pozabijać wszystkich dookoła, aby raz na zawsze zakończyć pościg za jego osobą.
Chociaż do tego musiałby zajebać całe dowództwo z Dyktatorem na czele.
To było o wiele bardziej skomplikowane zadanie, zważając na jego obstawę, mury i całą tą sektę przy jego boku. To byłaby misja na kiedy indziej. Teraz najbardziej zależało mu na tym, aby odbić jego kobietę.
Czego jeszcze potrzebujesz?
Myślę, że obydwoje wiemy czego potrzebuję — powiedział, w dalszym ciągu nie ruszając się z miejsca. Przekrzywił lekko głowę w bok, dalej lustrując Włocha swoim niewzruszonym spojrzeniem. — Transportu na Północ i sprzętu. Broń, ładunki, sprzęt obserwacyjny. I ludzi, którzy pomogą nam wyjść. — Bo każda osoba, która była powiązana z nim jakkolwiek zapewne już nie żyła, dlatego mógł stwierdzić, że jego znajomości na Północy już nie istniały. Uciekanie przez granicę nie wchodziło z Senną w grę. Wolał mieć lepszy plan, skoro już sprzedawał duszę komuś, kto podobno mógł załatwić wszystko.
A naprawdę wierzył, że Giovanni miał powiązania wszędzie. Nawet na Północy.
Znajdę ją już sam. — Zapewne też dlatego, że chcieli, aby ją znalazł.
Tam będą na niego czekać.

Giovanni Salvatore
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
159 cm
były ratownik medyczny, były pilot US Navy
Awatar użytkownika
— What are your biggest weaknesses?
— Tall men who need therapy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Desperacja. Tak właśnie określał momentum, w jakim znajdował się obecnie Damon. Jeśli cena nie miała dla niego znaczenia, a wiedział, u kogo zaciąga ów dług, to nie mógł tego inaczej nazwać. To znaczyło, że był już pod ścianą i innego wyjścia nie było. A Salvatore uwielbiał takie sytuacje, bo były dla niego korzystne. Tym bardziej, kiedy wiedział, że osoba, z którą zawierał układ jest wypłacalna. W przypadku mężczyzny nie chodziło o pieniądze, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że tych nie ma. Chodziło o jego umiejętności, te były bardzo praktyczne i użyteczne, a z takim długiem wdzięczności, jaki zaciągał teraz, będzie mógł go popchnąć do nieco większych projektów; Damon miał się stać jeszcze ważniejszą figurą na szachownicy Salvatore’a.
  Oczekiwał, że sprawa ogona Koreańczyka zostanie zamknięta, tym razem porządnie. Polityczne rozgrywki go nie interesowały, a skoro Damon miał być tak istotnym narzędziem, to wolał nie zostać z nim wiązany. Ostatecznie, jeśli będzie trzeba i będzie to bardziej korzystne, Salvatore po prostu odwróci się od mężczyzny. Wcześniej wbijając mu nóż w plecy, aby raz i na zawsze nie mieć już z nim nic więcej wspólnego.
  I mieć czyste ręce. Metaforycznie.
  — Odezwę się, gdy wszystko będzie gotowe — odpowiedział krótko, przyjmując formalnie jego żądania. Wszystkiego, co wymienił, spodziewał się. Ale chciał to usłyszeć od niego, bo formalnie – to oznaczało zakup. Gdyby tylko on to nadmienił, byłaby to propozycja, której dałoby się wyprzeć.
  Nie mógł zagwarantować, że sprawę załatwi w trybie pilnym, bo to wymagało organizacji, reorganizacji i pociągnięcia za kilka kontaktów. Zanim jeszcze odprawił Damona, wyciągnął do niego dłoń, jak za pierwszym razem, gdy Damon zawierał z nim układ, tak i teraz. Aby stało się to formalne. Aby umowa zaczęła obowiązywać. Bez tego, bez oficjalnego przystania na warunki, choć te niby nie były pisemne i zawsze można było próbować się ich wyprzeć, nie zacząłby działać.
~*~

  Salvatore odezwał się dopiero parę dni później. Przesłał Koreańczykowi szyfrowaną wiadomość, która nie zawierała niczego innego jak koordynaty. Wskazujące na środek pustkowia w Arizonie, w Stanach Zjednoczonych. A to oznaczało ponad trzy tysiące kilometrów podróży samochodem. Lub zwykłe pięć godzin lotu samolotem. Oprócz tego była też bliska data i konkretna, nocna godzina.
  Po dotarciu na miejsce dało się dostrzec na pierwszy rzut oka zarys ogromnej maszyny, wojskowego samolotu, wyglądającego jak wyciągniętego rodem z filmu science fiction. Ale był realny, pośrodku pustkowia. Przy samolocie znajdowały się cztery osoby. Gdy Damon pojawił się na miejscu, przyprószony już siwizną mężczyzna, który swoim wyglądem niemalże od razu przywoływał na myśl weterana wojskowego, wystąpił naprzód, by zweryfikować mężczyznę. Druga osoba, kobieta, od razu i z zaskoczenia zrobiła zdjęcie gęby Koreańczyka, a potem krótko potwierdziła tożsamość z panelu.
  Weteran widocznie się rozluźnił. Przedstawił siebie, jako Rotha, męską dziewicę w okularach jako Rikarda, niemal lustrzane odbicie Damona jako Ducha, i na koniec kobietę, jako Sylvię Annę.
  — Lećmy już — odezwał się najstarszy mężczyzna, zaraz otwierając właz, by opuścić klapę ładunkową do maszyny.
  Po wejściu na pokład zamknął właz, a następnie przeszedł przez niewielką ładownię do kokpitu, gdzie zajął miejsce na fotelu pilota, na drugim usiadł okularnik, od razu zaczynając szykować maszynę do odlotu. Pan ponury i koleżanka od zdjęć przeszli na tył, by usiąść na ławce w ładowni, gdzie zapięli pasy. Gdy Damon zajął miejsce obok nich, a samolot wciąż był rozgrzewany, nie dało się nie zauważyć, że fotografka się na niego bezczelnie gapi.
  — Musisz się naprawdę opłacać Giovanniemu. Musiałam ściągnąć tego Spirita z Pentagonu na tę twoją okazję — powiedziała, unosząc przy tym nieznacznie brew. To, że maszyna była z Pentagonu chociaż trochę tłumaczyło jej niecodzienny wygląd. Jakby o kilka technologii naprzód. — Po starcie, jak już będziemy nad oceanem, wydam ci sprzęt i zrobię ci odprawę. Wolę to zrobić wcześniej, gdybyś jednak miał co do niego pytania.

Damon Tae
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
Am I the monster in your eyes? Or just the victim of your lies? You made me into what you fear and now you're coming for me here.
I am the monster. You created what you see. I am the monster, that you forced me to be. You wanted darkness, you got your wish. I am the nightmare you can't dismiss.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odezwę się, gdy wszystko będzie gotowe.
Podał mu rękę na przypieczętowanie swojego losu. Wiedział na co się pisze. Wiedział, że sprzedaje swoje życie w ręce Diabła, który nie zawaha się go wykorzystać w najbardziej ekstremalnych sytuacjach, mogąc się od niego odwrócić, gdy tylko będzie wymagała tego sytuacja. Wiedział, że była to umowa, której się nie zrywa i której nie spłaci pieniędzmi. Zwłaszcza, że i tak żadnych nie miał. A i tak nie zawahał się nawet o milisekundę przed podaniem mu dłoni.
Teraz należało tylko czekać.
To było najdłuższych kilka dni.
Dom wydawał się być pusty. Jak wcześniej nie miał problemu z byciem samemu, bo w końcu był samotnikiem, tak ostatnio miał problem ze spaniem w tym konkretnym łóżku, kiedy jej nie było obok. I to chodziło przede wszystkim o świadomość, że Senna była w niebezpieczeństwie. I wiedział, że tak było, a ta myśl była nie do zniesienia. On, człowiek niewzruszony niczym, nie mógł normalnie zasnąć dopóki nie nadszedł dzień podróży.
Gdy tylko dostał informację z koordynatami, wziął ze sobą spory plecak, który od momentu rozmowy z Salvatore stał przygotowany do podróży. Miał tam wszystko czego potrzebował, a co mógł zabrać z domu. Brakowało tylko sprzętu, który miał mu dodatkowo załatwić Giovanni. Nie pytał jak, bo wiedział, że cokolwiek robił, miał dojścia wszędzie i był w stanie załatwić wszystko.
Nie czekał, tylko załatwił sobie transport. Jak gdyby nigdy nic.
Spojrzał na maszynę, gdy jej gabaryty przysłoniły połowę horyzontu. Brew mu nie drgnęła, chociaż domyślał się na kim mogłaby ona zrobić chociaż minimalne wrażenie. Nawet przyłapał się na tym, że myślami powędrował do wizualizacji tego, jak opowiada mu o całej specyfikacji maszyny, nawet jeśli nikt o to nie pytał.
Podszedł do kilku osób widocznych przy samolocie. Ręki nie wyciągał. Przymrużył oczy, gdy ktoś wyskoczył, aby zrobić mu zdjęcie. Skrzywił się krótko, lustrując spojrzeniem drobną dziewczynę, która była niedaleko i która wklepywała coś w mały komputerek, by potwierdzić jego tożsamość.
Przeskoczył po wszystkich przedstawionych osobach niewzruszonym spojrzeniem i przytaknął na propozycję lotu. Nie chciał się opierdalać i tracić czasu na zbędne zapoznania, które nie były mu do szczęścia potrzebne. Jedyne co potrzebował, to jak najszybsze znalezienie się na miejscu i odnalezienie jego kobiety.
Przeszedł na tył z dwójką ledwo poznanych ludzi, zajmując miejsce na skraju ławki. Oparł się plecami i potylicą o metalową ścianę maszyny, w głowie powtarzając sobie wszystkie możliwe scenariusze, które mogłyby się rozegrać jak tylko dotrze na miejsce. Było ich wiele. Wiele z nich było także na tyle złych, że wolałby do nich nie dopuścić.
Czuł jednak na sobie czyjś wzrok. Przeniósł spojrzenie czarnych oczu na kobietę.
Co — burknął.
Czy mu się opłacał? Nie powiedziałby, ale na pewno był dobrym psem do czarnej roboty. W końcu z tego też powodu polował na niego Północny czarny wywiad. Bo był zajebiście dobry, ale spierdolił bez pozwolenia, którego i tak nigdy by nie dostał. Odszedł ze wszystkimi informacjami, umiejętnościami i zdradą wypisaną na czole.
Szefostwu pewnie pociekła piana z pyska jak się dowiedzieli o jego dezercji.
Co mi dostarczył i jaka jest tego specyfikacja? — spytał już teraz. W końcu Damon nie prosił o konkretne rzeczy. W tym zdał się na Giovanniego, który wydawał się wiedzieć co robi i na co go przygotować. Chciał jednak wiedzieć jaką broń dostał i czego będzie mógł użyć, aby przedostać się do stróżowanych budynków.

Valkyrae Callahan
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

  — Wydam ci sprzęt i zrobię odprawę po starcie, jak już będziemy nad oceanem — sparafrazowała własne słowa, odwracając spojrzenie od Damona. Niemniej dało się poczuć, że teraz to jej równie sympatyczny z wyglądu, co i Tae, kolega Azjata, czujnie wciąż go obserwuje, tak jak zaczął to robić, ledwie kobieta się odezwała. Najwyraźniej mieli, hehe, więcej wspólnych cech, niż można było przypuszczać.
  I najwyraźniej pilnował, żeby było tak, jak ona ustaliła, i aby pretensje Damon zachował jedynie dla siebie.
Bombowiec, rodem z filmu o przyszłości słyszalnie wzbił się i kolejnych kilka minut, w lekkim pochyle, nabierał wysokości.
  W pewnym momencie męska dziewica, zwana dalej Rikardem, wyszła z nieodległego kokpitu i zakomunikowała, że mogą się w końcu odpiąć pasy. Nowa, z pewnością też ulubiona koleżanka Damona zrobiła to, a później wstała, rozciągając się. Spojrzała w stronę Północniaka, a potem krótkim gestem kiwnęła na niego, sygnalizując, by ten za nią poszedł.
  Zatrzymali się kawałek dalej, wciąż pod radarem ze spojrzenia jej kolegi, przy kilku ciężkich, zabezpieczonych skrzyniach. Ona wpierw klepnęła metalową ścianę maszyny.
  — B-2 Spirit, najnowsza maszyna w amerykańskiej technologii stealth. Jego kanciaste powierzchnie rozpraszają fale radarowe na boki, powodując że nie wracają one do radaru. Pokryty jest specjalną powłoką, która działa na fale niczym gąbka. To znaczy, że wejdziemy w przestrzeń Korei Północnej początkowo niezauważeni i zauważą nas, gdy będziemy z niej wychodzić. Wlecimy od strony wodnej, nie granic lądowych, bo to tej najmocniej pilnują. Ale to też znaczy, że nie podrzucimy cię do stolicy, jeśli to planowałeś. — W zasadzie to nie ustalono punktu zrzutu, co dla nich było jasnym sygnałem, że punkt przerzutu był raczej obojętny. Podeszła do pierwszej ze skrzyń. — To bombowiec, więc idealny do zrzutów. Ty do zrzutu podejdziesz w wingsuicie. To nowy model, jest szybszy, bardziej opływowy, jego biometria jest sprzężona z użytkownikiem. Gdybyś jednak stracił panowanie czy przytomność, zachowa kąt podejścia taki, żebyś co najwyżej zdarł sobie cały naskórek z mordy i ubrania, ale nie połamał kręgosłupa. Jest płynniejszy, mniejszy i nie musisz go ściągać, co znaczy, że zawsze będziesz go miał na sobie do sytuacji awaryjnych. Dostaniesz do tego spadochron. Bardzo zwyczajny. Bo z takiej wysokości będziesz i tak musiał wyhamować. Ale wingsuit pozwoli ci się oddalić od nas o kilka dobrych kilometrów, więc jak już się połapią, że to nie był cień na radarze i będą chcieli to sprawdzić, będziesz odpowiednio daleko. Później ci pokaże jak alternować między jednym a drugim. — Nogą przesunęła w jego stronę drugą skrzynię. — Z dodatkowego sprzętu dostaniesz nośnik łączności, działa na takiej częstotliwości, że jej nie przejmą, bo raczej nikt się nie będzie jej spodziewał. Więc będziemy na łączach. Kombinezon pod ubranie, będzie trzymał stałą temperaturę i jednocześnie chłodził, albo zagrzewał. Ale przede wszystkim zaburza odczyt z podczerwieni, więc pod termowizją jesteś plamą. Dodatkowo ten moduł na piersi odczytuje twoje podstawowe parametry jak temperatura czy tętno, ale jednocześnie lokalizację. Ma wbudowany beacon awaryjny, który daje nam znać czy jeszcze żyjesz. Jeśli mamy cię wyciągać, to wolelibyśmy nie czekać na stygnącego już trupa. — Każdą wspomnianą rzecz wyciągała ze skrzyni i przekładała na bok. — Tu masz TST, jest mniejsze i szybsze, jego wiązką bez problemu przetniesz kłódki. Ale będzie śmierdział, jak to laser. — I nie działał tak jak laserowa szminka z Odlotowych Agentek – których pewnie żadne z nich nie oglądało – tylko jak typowy, przemysłowy laser do metalu, ale znacznie szybszy. — Ale to prototyp, więc jeszcze nad nim pracuję, dlatego nie przeciążaj go i dawaj mu odpocząć w razie czego.
  Wydała mu jeszcze kilka pomniejszych urządzeń z opisem. Wydała mu parę sztuk broni, tyle aby nie obwiesić go całkowicie sprzętem, ale jednocześnie takim, który by mu się przydał. I to nie było nic rewolucyjnego, choć z pewnością usprawnionego. Jakby nie patrzeć – wychodziło, że jest geniuszem biotechnologii pracującym ściśle od lat z Pentagonem. Giovanni naprawdę znał wszystkich i każdego potrafił nakłonić na współpracę. Pewnie na wszystkich od współpracy miał haka.
  Gdy skończyła prezentację całego sprzętu, odsunęła nogą jedną z otwartych skrzyń.
  — Powrót będzie znacznie trudniejszy. — Chociaż o tym pewnie wiedział. Ona nie musiała wiedzieć, że sam doskonale o tym wiedział. — Najbezpieczniej by było, gdybyś wrócił do punktu przygranicznego z Koreą Południową. Ustalisz koordynaty gdzie będziemy mogli posadzić samolot. — Ale to był problem na nieco później. Ale wyjątkowo poważny. — Będziemy na łączach. — Bo to, jak stamtąd go wyciągną, nie było do zaplanowania na teraz. Mogli tworzyć zarys, ale nic z tego mogło nie mieć przełożenia na rzeczywistość. — Na twoim miejscu bym się przespała. Czeka nas blisko dwanaście godzin lotu, a wyglądasz jak po kilkudniowym melanżu. — A jego zmysły powinny być odpowiednio wyostrzone, czego deficyt snu nie zapewniał.

Damon Tae
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
Am I the monster in your eyes? Or just the victim of your lies? You made me into what you fear and now you're coming for me here.
I am the monster. You created what you see. I am the monster, that you forced me to be. You wanted darkness, you got your wish. I am the nightmare you can't dismiss.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brew mu drgnęła, ale nie odpowiedział. Skoro chciała wszystko zrobić jak już będą nad nieszczęsnym oceanem, to nie zamierzał się z nią dalej kłócić. Niemniej zamknął się, a swoje spojrzenie ulokował w facecie za nią, który nie spuszczał go ze wzroku. On zamierzał zrobić podobnie, bo nie podobała mu się jego morda oraz spojrzenie. Z jednej strony mógłby zrozumieć, bo miał przecież podobne, zwłaszcza jeśli znajdowała się obok Senna, ale z drugiej…
W zasadzie nie było drugiej strony.
Gdy w końcu zasygnalizowano, że mogą odpiąć pasy, bez słowa to zrobił. Wstał i przeciągnął zastałe mięśnie i zerknął na dziewczynę, aby za nią przejść do zabezpieczonych skrzyń, gdzie miał się znajdować sprzęt dla niego. Było ich sporo i były one ciężkie, więc domyślał się, że Włoch zrobił wszystko o co został poproszony, a nawet więcej.
A to znaczyło, że cena będzie kurewsko wysoka. Nie żeby i tak już nie spłacał swoich długów.
Słuchał jej wywodu na temat całego sprzętu w milczeniu. Nie tylko o maszynie w jakiej się znajdowali, ale przede wszystkim o tym, co miał zabrać ze sobą. Wingsuit był ciekawy, zwłaszcza, że nie miał być taki zwyczajny. Miał już z takim do czynienia, ale był trochę… trochę bardzo gorszy, bo pochodził z Północy. Tu jednak szybko się nauczył, że jeśli współpracował z Giovannim, to dostawał najlepszy sprzęt, niezależnie od pochodzenia.
A spadochron też znał. Aby nie było.
Słuchał o kolejnych sprzętach, które miał zakładać na siebie i musiał przyznać, że były to ciekawe urządzenia. Każde kolejne, bo żadne nie były tak po prostu zwyczajne. No może poza spadochronem. Wszystko inne miało jednak swoje usprawnienia, bo wychodziło na to, że koleżanka, która mu wydawała wszystko, mocno siedziała w temacie. I chyba sama dopieszczała poszczególne maszyny, aby działały jak najlepiej.
Gdy prezentacja się skończyła, a on wydawał się zapamiętać wszystkie przekazane mu instrukcje, podniósł spojrzenie ze skrzyń na nią. Na ten moment nie przejmował się powrotem, bo myślał przede wszystkim o tym, aby się tam dostać i ją znaleźć. Chociaż on jak to on, zapewne będzie o tym myśleć, bo w końcu wolał być kilka kroków do przodu i zamiast planu A, mieć także B, C i D.
W porządku — odpowiedział jej tylko krótko, na temat koordynatów przy granicy. Tej samej, która była pilnie strzeżona i która prawie go zabiła jak próbował się przez nią przedostać, nawet przygotowany.
Ale teraz miał być lepszy. Lecz też nie sam.
Giovanni się widzę postarał — mruknął. Albo twoja nowa koleżanka, Damon. Zależy kto wybierał sprzęt do zadań specjalnych, bo może Włoch tylko określił misję, a dziewczyna wybrała całą resztę na podstawie danych, które dostała.
Cokolwiek to nie było, Tae był zadowolony z tego, co dostał.
Zerknął krótko na dziewczynę, gdy zasugerowała mu sen.
Ta, postaram się. — Nie uważał, że wyglądał jak menel, ale… on to raczej nie zwracał zbytnio uwagi na swój wygląd. Dbał o swoją higienę, ale nie podążał za trendami modowymi. Musiał jednak przyznać, że nie sypiał ostatnio najlepiej przez ostatnie wydarzenia, co nie było dla niego typowe. Generalnie, zamartwianie się o kogoś było nie w jego stylu.
Jak ostatnio wiele rzeczy.
Zerknął w kierunku wielkich okien, przez które widać było ocean nad którym przelatywali. Wszystko działo się za wolno, a jednak nie było po nim widać, że się niecierpliwił. Każdy dzień zwłoki był jak drzazga w oku, zwłaszcza, że nie mógł nic na to poradzić.
Zanim jednak poszedł spać, podszedł raz jeszcze do skrzyń, aby samemu zapoznać się ze sprzętem. Spojrzeć na guziki, przełączniki oraz wszystko co mogło mu się przydać, by potem nie musiał niczego szukać po omacku. I tak nie będzie mógł zasnąć, nie mówiąc już o samej sytuacji, ale też tym, że był wśród obcych ludzi. Prędzej będzie czuwać, ale nie będzie to normalny sen, którego potrzebował jego organizm. Tego nie zaznał odkąd Senna zniknęła.
Teraz musiał przywrócić wszystko do porządku dziennego.

Valkyrae Callahan
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”