ODPOWIEDZ
35 y/o
CHRISTMASSY
165 cm
adwokat / prawnik w sądzie i po za nim
Awatar użytkownika
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Clyde D. Welch

Nie lubiła tego dnia i całej tej otoczki wokół tego typu rzeczy. Zazwyczaj gdy przychodził ten dzień w kalendarzu była sama, nie miała nikogo i musiała znosić te katusze w postaci wystaw serduszek i innych pierdół w sklepach, w różnych miejscach. Gdyby mogła to przespałaby ten dzień aby nie widzieć zakochanych, całych tych nawoływań do miłości, romantycznych piosenek lecących w radiu. To było dla niej jak okropny co roczny żart, z ludzi takich jak ona z resztą. Gdy więc znów zbliżała się owa data miała zamiar nie robić praktycznie nic, omijać to co ckliwe i czerwone, a przy tym... obejrzeć co najwyżej komedię czy inny film, w którym będzie jak najmniej takich czułości.
Coś ją tknęło jednak gdy wzięła kilka dni wcześniej do ręki telefon i bawiła się apką. Tinder w jej wieku? To trochę brzmiało jak akt desperacji, jak poszukiwanie kogokolwiek kto się napatoczy. Nie ufała nigdy takim akcjom, bo to równoważyło się głównie z zaczepką na jednorazowy numer czy inne cuda. W teorii nie chciała wariatów w swoim życiu, a już na pewno przebojów które mogłyby tylko dorzucić jej problemów czy zmartwień. Czy w dzisiejszych czasach dało się znaleźć kogoś rzetelnego i prawdziwego? Chyba liczyła, że tak ale jej sceptycyzm bił na kilometr gdy odrzucała każdego kolejnego kandydata w apce. Nie widziała sensu w ich opisach, nie widziała szczerości w oczach, a nawet chyba po prostu - nie widziała swojego typu. Może była za dumna i za bardzo pyszna w tym? Trudno.
Gdy odrzuciła parę typów, może i po jakimś czasie wybrała też tą pozytywną stronę, ale o tym już nie myślała. Odrzuciła telefon i apkę na parę następnych dni, więc dopiero zaskoczyła się po jakimś czasie, gdy dostała powiadomienie. Koleś którego dała w prawo odezwał się do niej sam. Nie było w niej jakiejś wielkiej ekscytacji, jako pani prawnik nauczyła się podchodzić do pewnych rzeczy z dużą dozą rezerwy i wycofania. Życie ją tego nauczyło, przeżuło i wypluło gdy na przykład ekscytowała się rozprawą i myślała, że złapała oskarżyciela czy obronę w garści. Puff, kurz upadał a ona dostawała po tyłku.
W doborze randki, również nie chciała wyjść na podekscytowaną i nakręconą. Fakt, że dawno nie miała faceta dokładał jej do zmartwień, ale wciąż - nie widziała sensu aby rzucać się na pierwsze świeże mięso. Gdy jednak rozmowa podłapała dobry tor, a ona sama czekała w napięciu na kolejną wiadomość od przystojniaka, nadeszła propozycja. Zamarła gdy napisał jej, który dzień chcę wybrać na ich pierwsze spotkanie, na ich kolacje. To był mocny ruch i zagranie, a sam wybór miejsca z tą kolacją na dachu - kupił ją w całości. Miała się uchronić przed pochopnymi decyzjami, miała być ostrożna wiedząc jak kruche jej serce potrafiło być gdy w grę wchodziły relacje z facetami. Mimo pewnych za i przeciw jednak w to weszła, szykowała się z zapałem i tańczyła przed lustrem dobierając gustowne kolczyki. Serduszka i kwiatki. Najgorszy dzień na pierwszą randkę ever.
A mimo to, największa przeciwniczka walentynek Melanie Campbell udała się na to spotkanie z podekscytowaniem i spięciem w kolanach. Nakręciła się, a przecież tak bardzo miała uważać...
Marlen.
zagram wszystko co utrzymuje się w ramach dobrego smaku, bez krzywdzenia dzieci oczywiście!
33 y/o
For good luck!
180 cm
będzie kim zechcesz jeśli odpowiednio zapłacisz
Awatar użytkownika
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trzy
Worst case?
We get a drink.


A co to za różnica czy walentynki? Dzień jak co dzień.
Chociaż może w te sławetne walentynki będzie łatwiej? Łatwiej ją urobić, łatwiej zaciągnąć do łóżka, albo łatwiej po prostu wybadać teren? Clyde nie chodził na randki szukając miłości, on zawsze szukał okazji. Okazji, żeby coś zarobić, okazji, żeby zaliczyć, albo chociaż okazji, żeby zjeść za darmo udając, że zapomniał portfela.
Ten dzisiejszy wieczór miał się niczym nie wyróżniać, prosta szybka akcja kończąca się... może u niej?
Chociaż rozmowa wyjątkowo im się kleiła, a on nawet bez tego typowego dla siebie znudzenia zerkał co rusz do aplikacji randkowej. Pisał z kilkoma kobietami na raz, oczywiście, korzystał z uroków Toronto, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy będzie musiał ruszyć dalej.
Dalej w świat. Albo uciekać. Zależy co tutaj wywiną.
Na razie on kręcił się obok kilku panienek, w których po prostu wyczuł pieniądze. W mel34965 może też je wyczuł? Miała zdjęcia w markowych ciuszkach, używała wyszukanego słownictwa i wybrała randkę na dachu.
Była bogata?
Postanowił to sprawdzić, zabawić się. W najgorszym wypadku wypiją drinka, w najlepszym uda mu się usidlić kolejną bogaczkę. Na to liczył.
Dlatego odstawił się w jeden z tych drogich, idealnie skrojonych garniturów, do tego nieskazitelna, biała koszula, drogie buty i zegarek, który rzucał się w oczy, który wprost krzyczał, stać mnie na Ciebie. Na taką kobietę jak Ty. Bogatą i z klasą. Tak?
Po drodze do restauracji wpadł do kwiaciarni, w końcu walentynkowa randka potrzebowała chyba specjalnej otoczki, jednej, długiej samotnej róży, do której będzie mogła wracać wspomnieniami, gdy już będzie sama w swoim apartamencie, po tej pięknej randce.
W apartamencie prawda? Na to liczył.
Usiadł przy stoliku i przeczesał palcami te swoje miękkie, dobrze ułożone włosy. Znowu zerknął na drogi zegarek, a kiedy na horyzoncie pojawiła się Mel, do razu zerwał się z miejsca. Posłał w jej kierunku jeden ze swoich firmowych uśmiechów, ten hollywoodzko-luzacki. Typowy amerykański amant.
- Cześć - przywitał ją, a później z tą swoją typową nonszalancją, zbliżył się do niej. Niebieskie tęczówki przesunęły się po jej sylwetce, zatrzymał je na jej twarzy.
- Wyglądasz lepiej niż na zdjęciach - powiedział z uśmiechem przyklejonym do twarzy, a później sięgnął do stolika po tą pojedyncza, długą różę - to dla Ciebie, wiem, że róże są oklepane, ale chyba dzisiaj grzechem byłoby wybranie czegoś innego - podając jej różę musnął palcami jej dłoń, celowo, z pełną premedytacją, bo przecież Clyde wiedział jak się obchodzić z kobietami. Dał jej ten moment, żeby na niego spojrzała, a później na kwiat, a już za chwilę odsunął jej krzesło. Dosunął za nią, odpiął guzik marynarki i dopiero usiadł na swoim, z pełnym luzem.
Przez chwilę te jego niebieskie ślepia wpatrzone były w jej twarz, ale zaraz zerwał się z miejsca, przesunął swoje krzesło tak, że znalazł się po jej prawej stronie.
- Będzie ci przeszkadzało, jeśli się przysunę? Będzie nam się łatwiej... rozmawiało - czy na pewno chciał z nią tylko rozmawiać, skoro jego kolano pod stolikiem zaraz musnęło to jej, niby to przez przypadek. Ale wcale nie.

Melanie Campbell
35 y/o
CHRISTMASSY
165 cm
adwokat / prawnik w sądzie i po za nim
Awatar użytkownika
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Umówić się można w każdy dzień tygodnia czy miesiąca, ale kult tegodnia? To już był inny wymiar, jak to powtarzały jej niekiedy koleżanki, te same mądre które co roku miały z kim świętować ten dzień, więc mogły być mądre i doświadczonej, inaczej. Campbell wychodziła z założenia, że jej przypadnie los w którym za każdym razem w tych okolicach coś się wykrzaczy, jakieś spotkanie nie wypali, gorący facet się wycofa i jeszcze inne cuda. Zresztą same sklepy bombardowały ilością słodyczy, miłości i serduszek, więc jak tu się nie wkurzyć? Irytowała się łatwo, ale pewnie w głębi siebie jak każdy dziewczyna chciała przeżyć coś super w te walentynki, poczuć chociaż raz, że nie jest samotna i sama jak palec. Aplikacja była bagnem i ściekiem, ale mimo to używała jej, a rozmowa z facetem rozkręciła się w ten dziwny sposób, taki który nie mógł zwiastować nic dobrego ale co tam! Może tu chodziło nawet o jeden jedyny niezapomniany numerek? Who cares!
Potrzebowała zabawy, a przy tym męskich dłoni na swoim ciele - nie oszukujmy się, po ostatnich akcjach i zawirowaniach było jakoś dziwnie pusto w jej życiu. Nawet taka sztuka jak Melanie miała niekiedy nudne życie miłosne czy erotyczne. Więc pewnie nie święto samo w sobie przyciągnęło jej uwagę ale owe spotkanie z przystojniakiem. Była jego ciekawa, tego czy real odda to co pokazywały zdjęci oraz w sumie po raz pierwszy od dawna szła na randkę, więc nawet ona mogła mieć nogi jak z waty. Wypadła z obiegu wieki temu, zazwyczaj poznawała kogoś w barze po pracy i paru drinkach, czasami ktoś ja parował z prawnikiem, którego nie cierpiała, a innym? Na drodze stawał pieprzony ex.
Porzuciła obawy i czarny humor gdzieś we własnym mieszkaniu, przyszykowała się na to spotkanie, założyła ciemny komplet całkiem niezłej bielizny i wybrała sukienkę w kolorze.. miłości. Tematycznie, nie ma co. Wszystko aby oczarować faceta, no nie? Tak czy inaczej szła na to spotkanie przygotowana na dobrą zabawę, a nóż i coś więcej jeśli wypali, nie wykluczała żaden opcji, nigdy.
Na miejscu wyhaczyła go od razu, miała pamięć do twarzy, a także sama w sobie dużo razy wertowała jego zdjęcia, tak jakby obawiała się czy to naprawdę nie jest fejk. xd
- Hej. - mruknęła, podchodząc do niego, lekko zdystansowana i nieśmiała, jakby oczarowana całą tą otoczką. Wokół stolików panowała cała ta atmosfera związana z serduszkami i dniem jaki widniał w kalendarzu, zresztą wokół pełno było pewnie zakochanych par..
- Ohh.. uroczy już starcie, dziękuje pięknie. - posyłając mu szeroki uśmiech, złapała kwiatek po to aby od razu się zaciągnąć jego zapachem. Piękno róży, a do tego unoszący się męski zapach, a więc finalnie niebezpieczna sensualna kombinacja. Oczywiście zapunktował od razu swoją manierą, charyzmą i tą aurą jaką roztaczał. Bajerant czy czarujący facet? Jeszcze nie rozszyfrowała tego.
Na pewno zaskoczył ją swoim zachowaniem, tym jak łatwo potrafił skrócić dystans i od początku nieco ją urabiać. Na tamten moment Melanie faktycznie straciła kontrolę nad sytuacją, wpatrując się maślanym wzrokiem w jego usta. Była ciekawa jak smakują i chyba bardziej jej apetyt rósł na nie niż na samą kolację...
- Raczej nie. Ale pytanie czy dasz radę skupić się na samej rozmowie, co? - spytała sama zaczepnie bo poczuła jego przypadkowy dotyk, taki który zdradzał co nieco więcej niż same słowa. Odetchnęła jednak i na parę sekund zanurzyła się w menu tego lokalu, po które sięgnęła. - Hmmm.. polecisz coś dobrego? Jaki afrodyzjak na pózniej? - rzuciła odważnie, przygryzając swoją wargę całkiem niewinnie.


Clyde D. Welch
Marlen.
zagram wszystko co utrzymuje się w ramach dobrego smaku, bez krzywdzenia dzieci oczywiście!
33 y/o
For good luck!
180 cm
będzie kim zechcesz jeśli odpowiednio zapłacisz
Awatar użytkownika
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Clyde zawsze korzystał na portalach ze swoich zdjęć, bo był po prostu hot. Nie po to latał codziennie na siłownię i na dwa posiłki jadł kurczaka z ryżem, żeby mieć pięknie wyrzeźbiony kaloryfer, żeby później oszukiwać cudzymi fotkami. Zresztą on tylko Peach tak wmawiał, że nie robi sobie zdjęć, a tak naprawdę robił, dużo. Wysyłał je wszędzie i jak kiedyś Papper się dowie, to pewnie go zabije.
Ale na razie nie wiedziała, o niczym nie wiedziała.
I Melania też zdawała się póki co oczarowana, tym jego nienagannym wyglądem, czyli trafił w punkt. Zresztą gdy jego spojrzenie prześlizgnęło się po jej czerwonej sukience, to musiał przyznać, że pasowali do siebie idealnie, jak para wycięta z magazynu, z podpisem pod zdjęciem, tak powinna wyglądać twoja idealna randka na walentynki.
Jeszcze ta róża, krwisto czerwona.
- Urocza dziewczyna zasługuje na uroczego partnera... na walentynki - puścił jej oczko uśmiechając się zaczepnie. Mel była ładna, była podekscytowana, była... kupiona.
Czuł to. W momencie, w którym zaciągnęła się zapachem róży, w którym posyłała mu te słodkie uśmiechy. Całkiem ładne, urocze.
Clyde się nie obijał, od razu działał, od razu wchodził z grubej rury, nie było czasu na jakieś podchody, na zgrywanie nieśmiałego. Zresztą przecież to była ostatnia rzecz, którą można o nim powiedzieć. Bo pierwsza to pewnie jakiś bezwstydny.
I teraz on tak trochę bezwstydnie się do niej przysunął, poruszył kolanem ocierając się o to jej powoli, tak, żeby plecy nawiedził ten przyjemny dreszcz towarzyszący pierwszemu zbliżeniu. Byli blisko, bardzo, tak, że z powodzeniem mogła czuć ciężki zapach jego perfum. On te jej czuł, zwłaszcza kiedy jeszcze tak się pochylił się w jej kierunku, kiedy wzrok zawiesił na moment, jeden krótki, nie nachalny, na jej dekolcie, a później znów na twarzy.
- Będzie ciężko... Ale wydajesz się interesująca kobietą Mel, więc myślę, że zaciekawisz mnie... rozmową - powiedział powoli, a czubkiem języka zwilżył wargi, te na których ona zawiesiła wzrok. Opadł plecami na oparcie krzesła, kiedy Mel sięgnęła po menu, on też do swojego zajrzał, ale pewnie i tak już coś wybrał, coś co miało robić wrażenie, tak, jak lubił. Kiedy więc zapytała o to, czy poleci coś dobrego, to sięgnął do jej dłoni, żeby oprzeć na niej palce, żeby zabrać z jej ślicznych rączek menu.
- To ci nie będzie potrzebne piękna, zdaj się na mnie - uśmiechnął się delikatnie, a kiedy podszedł do nich kelner, to od razu zamówił aperitif, na rozluźnienie, Champagne Rosé z maliną i kroplą likieru z granatu, lekko słodkie, lekko cierpkie, idealne na początek, na rozpoczęcie tego wieczoru w wielkim stylu. Później przystawka, afrodyzjak numero uno, ostrygi z cytryną, różowym pieprzem i odrobiną miodu, klasyka, ale z nuta pikanterii. Tak jak Clyde, w tym swoim garniaku, z wystającymi spod niego tatuażami.
To na początek, szampan wjechał prawie od razu, ale kiedy czekali na owoce morza, niebieskie tęczówki odszukały jej ciemne, przenikające spojrzenie.
- Czym się zajmujesz Mel? - spytał z zainteresowaniem - taka kobieta jak ty, na pewno prowadzi ciekawe życie, opowiedz mi o sobie - powiedział powoli. Czy naprawdę go to interesowało? Pewnie nie, chociaż z drugiej strony... chciał wybadać czy jest bogata.

Melanie Campbell
35 y/o
CHRISTMASSY
165 cm
adwokat / prawnik w sądzie i po za nim
Awatar użytkownika
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W teorii ona nie poznała jeszcze smaku ściemy ale to chyba sama w sobie była zasługa tego, że była gorąca laska i nie musiał jej zbytnio ktoś imponować na siłę. Patrzyła z jakimś tam kryterium na potencjalnych kandydatów, a w tym głównie na ciało, takie które było zadbane a nie... ekhem. Mniejsza jednak o to bo oboje zdawali się wyglądać lepiej na żywo niż na fotkach, które nie oddawały samego seksapilu. Dobrze ubrany i widać, że zadbany a przy tym też ona sama - w skrojonej, jednej z droższych kiecek, z dodatkami i szpilkami, których kolekcje miała aż po sam sufit. Na co miała wydać innego, jak na siebie i inwestycje w swój image. Jako prawniczka musiała być zadbaną kobietą, taką z klasą i szykiem od której po prostu biła ta aura, a do tego nie zaszkodziło podkręcić to w stronę lekkiej sucz..
- Ohh.. bo się zarumienię.. - zawachlowała się aż dłonią, trochę dla picu aby ogarnąć się przy okazji i nie pokazywać jak nakręcona i podekscytowana jest tym wszystkim. Kobiecie wystarczyło naprawę niewiele, przystojniak i aura miejsca czy sam podtekst randki. Ona w teorii zawsze uważna, zawsze trudna do rozgryzienia, zawsze ostrożna. A mimo to miał ten animusz trzeba mu to oddać, że powodował iż nieco się peszyła i pewne granice czy założenia poszły do kosza. Bo tak patrząc w sumie na to wszystko od startu to pewnie chętnie by z nim zgrzeszyła później, a ponoć się nie daje na pierwszej..
Odetchnęła kilka razy już aby uspokoić swoje libido i sam fakt, że w sumie to nie była aż tak bardzo głodna ale pasowało zagrać przyzwoitą, bez podtekstu który mógłby w każdej chwili zawisnąć nad nimi. Jej głosik w głowie krzyczał coś na wskroś: Ogarnij się, Mela!Cipowstrząs jednak jakiś spowodował w niej Clyde i teraz skutecznie dokładał do pieca, podkręcając całą atmosferę.
- Myślę, że swoje już potrafisz wywnioskować, zobaczymy co będzie im dalej w las. - stwierdziła i faktycznie na moment zawiesiła wzrok na menu, aby nie patrzyć na niego i te kocie ruchy. Od razu dało się poznać, że jest zwierzakiem, jakimś gepardem co poluje na ofiarę. Jej przechodził po plecach wręcz dreszcz, a przecież dawno nie miała takich odczuć względem nikogo. Zazwyczaj to ona pewna siebie i mocna pacyfikowała byle kandydatów przy drinku, odpalając ich, bawiąc się przy tym świetnie. Tutaj on od razu zgasił tą jej część, więc siłą rzeczy odpuściła nawet z kartą i wyborem. Zdała się na jego gust i liczyła, że się nie zawiedzie - nawet jeśli to była ta wyświechtana formułka, którą mamił inne. Czy to już moment w którym powinna się jej zapalić lampka ostrzegawcza?
- Jeśli masz taki gust do jedzenia jak do doboru ubioru i perfum to może to być... elektryzujące doznanie dla moich kubków smakowych. - pokiwała głową z uznaniem, słysząc całą nomenklaturę, którą wyrzucił z siebie trochę jak wyuczoną, ale pal sześć. Oparła obie dłonie na stoliku i przechyliła głowę bardziej w jego stronę. - Hmmm.. czy ciekawe? Może. Na pewno wiele może mnie jeszcze zaskoczyć, a wiele więcej mogę odkryć. Jestem prawniczką, ale uprzedzając pytanie - zajmuje się głównie mniejszymi sprawami, w teorii dużo rozwodów czy drobnych przestępstw czy pozwów. Dopiero czekam na coś... grubszego? - wyznała, odpływając trochę w rejony swej kariery, planów i ambicji zawodowych. Do tego ciągle chciała dążyć, z tego powodu też cierpiało jej życie osobiste czy też miłosne, którego aktualnie wcale nie posiadała. - A ty? Opowiesz mi o sobie czy dalej będziesz tajemniczy? Połączenie garniaka z tatuażami, może być ciekawsze niż samo prawo. - pewnie pierwsze co do nich dotarło to małe czekadełko i alkohol, który im nalano, więc to po kieliszek sięgnęła z automatu aby nieco zwilżyć swe usta.

Clyde D. Welch
Marlen.
zagram wszystko co utrzymuje się w ramach dobrego smaku, bez krzywdzenia dzieci oczywiście!
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Roof at SOCO”