Teraz, gdy funkcjonowała jako współwłaścicielka biznesu, miała na głowie dużo więcej sztywnych obowiązków, a nie wszystkie zaliczały się do tych absolutnie przyjemnych. Utwierdził ją w tym sam pobyt w Vancouver. Otworzenie nowego lokalu wyglądało zupełnie inaczej niż gdy zaczynała swoją przygodę z przyjaciółką, nie mając praktycznie pojęcia o niczym co wiązało się z prowadzeniem własnej działalności gospodarczej. Bogatsza w doświadczenie, ale również i w więcej wątpliwości, starała się odważnie stawiać czoła nowym lub tym całkiem już dobrze znanym wyzwaniom.
Nie świadczyło to jednak wcale o tym, że z czasem wszystko stawało się łatwiejsze, a co z tym idzie, przyjemniejsze.
Zella lubiła ludzi. Funkcjonowała zdecydowanie lepiej w grupie niż w samotności, natomiast obecność tego biznesowego stresu trochę niwelowała przyjemność, którą czerpała z takich spotkań. I nie chodziło tu wcale o temat związany z zawodem, bo on nie stanowił dla niej żadnej przeszkody. Wręcz przeciwnie, bardzo chętnie rozmawiała na temat tego, czym zajmowała się samodzielnie w salonie. Jedynie sprawy dotyczące zaplecza, te bardziej "właścicielskie" były czymś, w czym nie czuła się całkowicie pewnie. Często pomagała jej obecność przyjaciółki, czyli innej współwłaścicielki, natomiast na dzisiejsze spotkanie zmuszona była wybrać się sama. Bez jej wsparcia czy opinii już czuła, jak stres powoli wkrada się do jej wnętrza wraz z momentem, w którym wsiadała do windy, która prowadziła do restauracji.
Starała się natomiast myśleć pozytywnie, a przede wszystkim spokojnie, wsłuchując się w dobrze jej znaną muzyczkę grającą w windzie. Raczej nie należała do tych osób, które potrafiły wręcz wybuchnąć od nadmiaru gorszych emocji, więc o to się nie martwiła. Jej brwi ściągały się jedynie na myśl o tym, czy dobrze wypadnie jako jednostka, na której jednak ciążyło utrzymanie dobrego imienia wspólnej pracy jej i przyjaciółki. Zerknęła na drobny, elegancki zegarek na dłoni, czując lekką panikę przez fakt, że właśnie wybijała godzina jej spotkania, a ona wciąż stała w windzie.
Ta zaś gwałtownie zatrzymała się, przez co omal nie wpadła na mężczyznę, który również znajdował się wewnątrz. Udało jej się złapać poręczy, unikając tym samym ładnej wywrotki w obcasach i eleganckim ubiorze, a to byłoby chyba dla niej podwójnie żenujące w tym wypadku. Windy lubiły robić takie numery, przez co wstępnie pomyślała, że po prostu albo ruszą dalej, albo otworzą się drzwi. Natomiast nie stało się... nic.
Harold Carnegie