34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiadomość od Michaela ją zaskoczyła. Przecież nie mieli kontaktu od lat poza standardowym dodaniem do znajomych na portalach społecznościowych. Jednak pierwszego chłopaka z liceum się nie zapomina i tak. Pierwszy, który zdobył jej serce i pierwszy, które je potem złamał. Nie pamiętała już powodów ani okoliczności rozstania. Z perspektywy czasu nie miały one kompletnie znaczenia, bo byli tylko dwójką młodych ludzi ledwie co wkraczających w dorosłość. Nie mieli wielkich szans, żeby to miało się udać. Mimo wszystko Mara miło wspominała Grahama. Nie czuła żadnej urazy wobec niego i nie rzuciła telefon na koniec pokoju widząc smsa od niego. Ot, dawny znajomy, który potrzebuje pomocy. Musała też przyznać, że wzbudził tym w niej niemały podziw. W końcu jak wielu facetów miało odwagę napisać do byłej, która jest psychologiem, z prośbą o konsultację? Lakefield stawiała, że naprawdę niewielu. Przynajmniej on w jej badaniach był pierwszy.
Akurat we wtorek miała mieć luźniejszy dzień poza wieczornym spotkaniem grupy wsparcia. Dlatego postanowiła wykorzystać wolne okienko na wpadnięcie pod wskazany adres z fakturą. Pech jednak chciał, że dzisiaj rano samochód znowu nie chciał się jej odpalić. Rozwalił się już na anem. Musiała skontaktować się z warsztatem , wszystko załatwić, co spowodowało, że postanowiła odwołać dzisiejsze sesje indywidualne. Przynajmniej każde poza tą z nim. Zanim ogarnęła kwestie organizacyjne , powinna już wychodzić do mężczyzny. Szybko się przebrała zostawiając rude włosy lekko opadające na ramionach i ruszyła do taksówki, wcześniej zahaczając jeszcze o sklep.
Wysiadając z auta obrzuciła dom pełnym podziwem i zaskoczeniem na twarzy. Podeszła do drzwi wejściowych, a gdy jej otworzył, to nie bawiła się w żadne przywitania.
- Wiesz co, jednak cofam tą darmową godzinę. Bedziesz musiał zapłacić pełną stawkę- uśmiechnęła się zadziornie na dzień dobry i weszła do środka.
- I do tego doliczę sobie jeszcze za przyjazd do pacjenta- puściła mu oczko zdejmując z siebie kurtkę i wieszając na wieszaku obok. Oczywiście to wszystko były żarty, bo nawet jeśli faktycznie potrzebował terapii, to nie zamierzała brać od niego ani grosza.
- Rodzice mieli rację, żebym na medycynę poszła- przytaknęła rozglądając się wokół z uśmiech na twarzy, aż jej spojrzenie utkwiło na Michaelu. Bezapelacyjnie się zmienił - przybrał trochę na wadze, miał pierwsze siwe włosy, a spojrzenie było… zmęczone? Teraz zaciekawił ją jeszcze bardziej.
Ale przecież mieli teraz pogadać, prawda? To się zaraz wszystkiego dowie i może będzie blotek.
- Wiem, że jest południe, ale w sumie przyniosłam to w ramach… hmm… parapetówki- powiedziała trochę speszona wręczając mu butelkę tequili. Oby nie miał problemów z alkoholem!
- Więc mam nadzieję, że masz coś dobrego do jedzenia. Chipsy się też nadają jak coś- ponownie się uśmiechnęła czując się pewniej w jego towarzystwie.

Michael Graham
36 y/o
ORIGAMI BOY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

# 013
Wysłanie wiadomości do Mary nie należało do najłatwiejszych decyzji w życiu. To było jak przyznanie się do winy, do porażki, której nie chciał w żaden sposób definiować. Ułatwienie stanowił fakt, że tak naprawdę nie miał nic do stracenia. Znajomość z Lakefield zatarła się lata temu i nie wiedział o niej nic, poza tym, że mieszka w Toronto. I zawodowo rozmawia z ludźmi. I jest rozwiedziona. No dobrze, może wystarczyła przelotna rozmowa z Dorothy, która plotki o dzieciach znajomych zbierała w ilościach, ale to nie tak, że celowo o nią wypytywał. Podjął decyzję, by się do niej odezwać, bo miał świadomość, że powinien porozmawiać ze specjalistą, ale nie czuł się gotowy, by zgłosić się gdzieś na poważnie. Spotkanie z dawną znajomą miało być więc postawieniem pierwszego kroku, może nawet upewnieniem się, że wcale żadnej pomocy nie potrzebuje.
Całonocny dyżur na ratunkowym dawał w kość. Każda pora roku miała swoje preferencje pod kątem urazów, z jakimi zgłaszali się pacjenci, powody bywały różne, ale wszystko finalnie sprowadzało się do ran, złamań, uczuleń i wsadzania dziwnych przedmiotów w jeszcze dziwniejsze miejsca. Wrócił do Guildwood późnym rankiem i wypił kawę w kojącej ciszy ze wzrokiem utkwionym w pojedyncze, przesuwające się za oknem samochody. Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi, zatracił już poczucie czasu, więc nieco zdziwiony stanął w przejściu. Jego jasne włosy tkwiły w lekkim nieładzie, nadal wilgotne po kwadransie spędzonym pod prysznicem. Nogawki szarych dresowych spodni przesłaniały kostki pozbawionych skarpetek stóp, a związany w pasie sznurek przytrzymywał wsunięty do środka brzeg białego tshirtu. Na widok dawnej znajomej na zmęczonej twarzy pojawił się uśmiech.
Ciebie też dobrze widzieć. Zdaje mi się, czy urosłaś? — Nie tylko wzwyż, bo kiedyś ledwo sięgała mu do ramienia, ale od szkoły średniej z całą pewnością nabrała kobiecych kształtów. Po cichu miał nadzieję, że po latach nie będzie spoglądał na nią z tej perspektywy, oceniał, ani doceniał walorów, lecz umysł robił swoje, tym samym przywodząc na twarz szerszy uśmiech. — Czy mam to traktować, jak komplement? Lekarze dobrze się trzymają, wolno starzeją, bije od nich pewność siebie i potęga wiedzy? — Niedospanie i poranna porcja kawy robiły swoje. Specyficzny humor i zdolność do obracania kota ogonem z każdą chwilą będzie wyłącznie wzrastać.
Czekając aż Lakefield pozbędzie się odzieży wierzchniej, wsparł się bokiem o ścianę ze splecionymi na piersi rękami, by zaraz przyjąć butelkę z alkoholem.
Wiesz, że mieszkam tu od niemal roku? — Musiała o tym wiedzieć, jeśli ich rodzice nadal utrzymywali ze sobą kontakt. Przed laty byli dla siebie dość bliscy, ale może to tylko ze względu na parę młodych, którzy luźno podchodzili do swojej przyszłości? — Widać nasza znajomość ma swój własny czas oraz przestrzeń. — I nie miał nic przeciwko temu. Doceniał wyjątkowość takich kontaktów, brak sztampy i dyktowanie zasad na własnych warunkach.
Jedzenie. A więc jednak o czymś dzisiaj zapomniał. Wprawdzie dyżur obejmował kilka krótkich przerw, kiedy miał okazję, by podłubać swój lunch, a w drodze powrotnej nawet chwycił kanapkę z szynką, lecz żadna z tych przekąsek nie mogła być nazwana pełnoprawnym posiłkiem. Czy to sprawi, że wypije z Marą dwa kieliszki i odda się w objęcia Morfeusza? Niewykluczone, ale dziwnym trafem, zamiast czuć przy swojej byłej dyskomfort i skrępowanie, nie bardzo mu to teraz przeszkadzało.
Mam czipsy i popcorn — przytaknął, przypominając sobie o pełnym zestawie, jaki przygotował na nie-randkę z Jamie, a kiedy to smakołyki okazały się być całkowicie zbędne. — Gdybym wiedział, że tak wyglądają twoje sesje z pacjentami, nie zwlekałbym tyle z umówieniem spotkania. Teraz nie wiem, czy powinienem się bać, że wyciągasz taki arsenał, czy to jakaś zmyślna technika psychologiczna. — Wzniósł jedną brew do pary z kącikiem ust, kiedy posyłał kobiecie porozumiewawcze spojrzenie. Zaraz skinął na nią głową, prowadząc do kuchni, gdzie nastawił wodę do gotowania, jakby któreś z nich naszła ochota na rozgrzewającą herbatę.
Dom Grahama był sporych rozmiarów, acz pozbawiony codziennych bibelotów i ozdób, zwłaszcza tych osobistych. Gdyby się przejść po każdym z pomieszczeń, wprawne oko zauważyłoby, że przestrzeń została urządzona w starym stylu, stanowiąc pozostałość po poprzednich właścicielach, a bardziej prywatnych przedmiotów i pamiątek należało dobrze poszukać.
Wybacz, że wyciągnąłem cię z biura. Pewnie wolisz siedzieć we własnych czterech ścianach. Daleko stąd pracujesz? — spytał, zapraszając kobietę na jedno z wysokich krzeseł wokół kuchennej wyspy. Sam zaś zajął ręce doborem szkła i misek na przekąski. — Herbata, kawa czy od razu wprowadzamy ciężki kaliber? — zaśmiał się i szorstką brodą wskazał butelkę tequili.

Mara Lakefield
space cadet
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z racji tego, że przede wszystkim to ich rodzice mieli wciąż ze sobą kontakt, Mara co nieco wiedziała co u niego słychać, czyli że pracował jako lekarz wojskowy i również jest rozwodnikiem. Tyle i aż tyle. Możliwe, że mama jej opowiadała więcej, ale Lakefield nie przywiązywała do tego wagi. Michael był tylko wspomnieniem z czasów młodości. Przyjemnym, ale tylko wspomnieniem. Czasami jednak miło wrócić do chwil, gdy wszystko było proste, a świat wydawał się jakby stał przed nimi otworem. Dlatego nie wahała się przed odpisaniem mu i spotkaniem. Dla niej to nie było ciężkie, bo to nie ona miała problemy do przegadania. Znaczy miała swoje własne problemy, ale nie przyznawała się do nich przed samą sobą. Zalatywało trochę hipokryzją, prawda? Cała Mara - Twoja idealna nieidealna psychoterapeutka.
- Po prostu zaprzyjaźniłam się z obcasami- puściła mu oczko i wręcz ostentacyjnie obrzuciła go spojrzeniem od stóp do głowy. - Ty też wyglądasz całkiem nieźle. Tą siwiznę można jeszcze łatwo przykryć, a na pierwsze zmarszczki polecam masaż kobido- zamachała dłonią w powietrzu jakby chciała mu wskazać, gdzie należy nałożyć farbę, a gdzie mocniej naciągnąć twarz. Mimo, że jej głos brzmiał nawet poważnie, to mógł dostrzec w jej oczach iskierki rozbawienia. Zgrywała się, bo prawda była taka , że wyglądał całkiem nieźle. Podobali jej się dojrzali faceci z widocznymi śladami upływającego czasu. Dla niej to była oznaka posiadania doświadczenia życiowego. Było w tym coś pociągającego. Ale przecież mu nie powie stojąc w progu, że wygląda pociągająco. Tak nie wypada.
- Czy Wy lekarze posiadacie też umiejętność czytania w myślach?- uniosła znacząco brew, gdy odwieszała kurtkę zostając w kremowym golfie i zwykłych prostych jeansach. Do gabinetu ubierała się bardziej oficjalnie, ale wpadając do niego do domu postawiła całkowicie na wygodę i luz. Może gdyby zaprosił ją na rankę, to wtedy jej strój byłby bardziej kuszący. Lecz zdecydowanie to randką nie było, a jego dres tylko to potwierdzał. - Dorzuciłabym do tej puli jeszcze manię wyższości- dodała wręczając mu butelkę i pozbywając się butów. Zdecydowanie dosyć szybko poczuła się tutaj swobodnie jakby wpadała do niego na popołudniowe shoty co wtorek.
-i przez ten czas ani razu mnie do siebie nie zaprosiłeś?- odbiła piłeczkę łapiąc się za pierś i udając, że świadomość tego ją niezwykle uraziła. Bo jak to tak robić parapetówkę i nie zaprosić byłej dziewczyny, z którą się umawiało jakieś…. Szesnaście lat temu? To było duże faux pas z jego strony.- Masz szczęście, że mam dobre serce i wybaczę Ci to paskudne zachowanie- rzuciła jeszcze idąc za nim do kuchni, ale jej oczy przyglądały się całemu wnętrzu, które było takie surowe. Od razu było czuć, że to nie on je urządzał. Nawet jeśli od lat nie mieli kontaktu, to wydawał jej się w tym domu jakby z góry zakładał, że był tu tylko przelotem.
- Popcorn solony mam nadzieję, a nie jakiś karmelizowany- to nawet nie było pytanie. Zjadłaby jeszcze maślany z dwojga złego, ale liczyła na solony. Rozsiadła się na krześle przy stole czy przy wyspie kuchennej przyglądając mu się z tej perspektywy jak krzątał się między szafkami.- Magik nie zdradza swoich sztuczek. Odpręż się, zrelaksuj i daj mi robić swoje- uśmiechnęła się szeroko podkulając nogę pod pośladek i pochylając się do przodu, by oprzeć przedramiona o blat. - Mieszkam i pracuję w East End, więc dobrze, że kwota za dojazd jest liczona w kilometrach- bo przecież ta usługa była dodatkowo płatna. Jeszcze o tym pamiętała.
Jego kolejne pytanie skłoniło ją do szybkiego przemyślenia sprawy. Zmarszczyła brwi analizując za i przeciw. Co wypada , a co nie. Zerknęła na zegarek i miała jeszcze całe dziewięć godzin do wieczornego spotkania grupy. Dwa kieliszki chyba nie zaszkodzą, prawda? - Hmm myślę, że spotkanie w takich okolicznościach wymaga odpowiedniego trunku- odpowiedziała przysuwając do siebie butelkę tequili i poruszając brwiami z zadziornym uśmiechem. - Może urozmaicimy nieco ten czas? Zadawajmy sobie pytania - jeżeli nie chcesz odpowiadać, pijesz. Zasady dotyczą obu stron. W końcu trzeba mieć zaufanie do swojego terapeuty- a jak już widać, ona prowadziła terapię w dosyć niestandardowej formie, która najwyraźniej odpowiada Michaelowi skoro wyciągnął kieliszki do tequili. Mara od razu rozlała im alkoholu zastanawiając się nad pytaniem. - To powiedz mi mój drogi, czego najbardziej się boisz w życiu?- spytała się podsuwając mu kieliszek i czekając na jego reakcję - woli się napić czy jednak to pytanie jest dla niego z tych łatwiejszych?


Michael Graham
36 y/o
ORIGAMI BOY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Gdy tylko obrzuciła go jawnie krytycznym wzrokiem, rozpostarł ramiona i wykonał pół obrotu, prezentując się z dodatkowej strony, jakby potrzebowała pełnego oglądu.
Przykryć? Proszę cię, myślisz, że na czym opiera się mój podryw? — pokręcił od razu głową, natychmiast podejmując ten sarkastyczny ton. Był na tyle wysoki, że mało która kobieta potrafiła wyróżnić wśród blond włosów siwe kosmyki, sam zaś nie bardzo zwracał nań uwagi. — Wolę partnerki w swoim wieku, a te najczęściej wiedzą, jak wygląda starzenie. — Poza ewidentnymi zaletami ciała, zalet poszukiwał w umysłach. Dojrzałość nie zawsze szła w parze z mądrością i to starał się mieć na uwadze, odtrącając kobiety, których lekkość w przyjmowaniu codzienności znacząco różniła się od niego. Fakt, zdarzały się wyjątki, które jedynie potwierdzały regułę, lecz te mógł policzyć na palcach tylko jednej dłoni.
Nie, ale za to wysysamy siły witalne z pacjentów. Jak myślisz, dlaczego przy łóżkach stoi zwykle cała masa aparatury? — kontynuował lekko, korzystając z okazji, by rozebraną z płaszcza Marę obrzucić uważniejszym wzrokiem. Wzruszył ramionami w akcie bezradności. Z powodzeniem mógłby się utożsamić z tendencją do wywyższania, ale co poradzić, skoro miał ku temu pełne prawo? Na każdym kroku uświadamiany, że ze swoimi zdolnościami i uporem może góry przenosić, dziś był tego pewien. Z drobnymi wyjątkami, oczywiście, o których będzie jeszcze mowa, gdy butelka tequili zostanie, choć w połowie opróżniona.
Dzięki ci za swą łaskawość, nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. — Skłonił się nisko z udawaną wdzięcznością, wychwytując, że Mara rozgląda się po kuchni. Przy każdej innej osobie uznałby, że to naturalny odruch w nowym dla siebie miejscu, jednak Lakefield od zawsze miała umiejętności do obserwacji, interpretacji i wysuwania oceny. Był tego świadom, kiedy wysyłał jej swój adres i oczami wyobraźni widział kilka potencjalnych, niekoniecznie dla siebie pochlebnych scenariuszy. Dlaczego go to nie powstrzymało? Dlaczego uznał, że lepiej zaprosić ją do siebie, zamiast spotykać się na neutralnym gruncie? Tutaj czuł się komfortowo, nawet jeśli wystrój przestrzeni nie do końca na to wskazywał. Poza tym, co złego mogło się stać? — Karmelizowany? Masz mnie za barbarzyńcę? — tym razem sam się oburzył, posyłając rozmówczyni mordercze spojrzenie. Nie lubił się ze słodyczami i rzadko po nie sięgał. Chyba że to kostka gorzkiej czekolady. — Chyba z masłem, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by go dodatkowo posolić. — Uruchomił mikrofalówkę, wrzuciwszy do środka wspomniany popcorn, zapisując z tyłu głowy, by o nim pamiętać i nasłuchiwać zamiast wierzyć automatowi. — Oh tak, całe szczęście, w życiu bym się nie wypłacił. — Spodziewałby się, że praca terapeutki była dobrze płatna, najpewniej właśnie ze względu na podobne dodatki. Nie miał nic przeciwko, by sypnąć dolarami, uważał, że każdy powinien dostawać odpowiednie wynagrodzenie, niezależnie od żartów.
I to działa? — spytał rozbawiony, ale nie sprzeciwił się, tylko zgodnie z poleceniem wystawił kieliszki, opakowanie soli wraz z talerzykiem (nie miał żadnych przyborników, więc robocza wersja musiała wystarczyć) oraz cytrynę. — Zaprosiłem cię tu, bo chciałem porozmawiać. Nie sądzę, bym potrzebował alkoholu, żeby dodać sobie odwagi. — Był tego pewien, nie mając w sobie zbyt wielu kwestii, o których bał się z kimkolwiek rozmawiać. A przynajmniej takiego był przekonania, kiedy nóż zawisł w powietrzu po przekrojeniu cytryny na pół. — Sprytnie, Lakefield. Muszę się napić, by w ogóle zacząć odpowiadać na pytania — zacmokał na poły z niezadowoleniem i podziwem. Co się stało z ”Dlaczego sądzisz, że potrzebujesz terapii?” albo ”O czym chcesz dziś porozmawiać?” Mara zdecydowała o wyjęciu ciężkich dział, co tylko podkreślało, że pomimo upływu lat nadal pozostawała czujną i precyzyjną kobietą, celnie trafiającą w sedno.
Podsunął rudowłosej drewnianą deskę z ułożonymi nań ćwiartkami, przemył niespiesznie dłonie i zasiadając obok na wysokim krześle, wytarł je do sucha, odkładając płócienną szmatkę na blat. Wzniósł jasne spojrzenie na terapeutkę i jeszcze raz westchnął tylko ciężko, kręcąc głową z niedowierzaniem, by wychylić swój kieliszek. Tequila pachniała czasami studenckimi, nieprzespanymi nocami i barową duchotą. Okrutny grymas przeciął jego twarz, lecz zamiast sięgnąć po cytrynę, czy sól zgodnie z przykazaniem, zgarnął kilka solonych czipsów.
Daj dobry przykład i powiedz, czego ty się boisz w życiu? Może mnie ośmielisz — odbił piłeczkę, wspierając się łokciem o blat. Czy potrzebował być ośmielany? Zanim padło pytanie, tkwił w przekonaniu, że wcale nie, lecz teraz z wolna zaczynał nabierać wątpliwości.

Mara Lakefield
space cadet
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Chcesz powiedzieć, że lecisz już z podrywem na sugar daddy?- spojrzała na niego wymownie, a kąciki jej ust lekko zadrżały. Zaraz jednak doprecyzował, że woli partnerki w swoim wieku i wtedy Marze przez głowę przeszła myśl, że może kobiety w jego wieku wolą młodszych z kolei, ale ugryzła się już w język. Jak na razie pierwszy raz dzisiaj i może ostatni. Sama raczej nie umawiała się z młodszymi, ale gdyby się trafił ciekawy dwudziestodwuletni kawaler? Nigdy nie wiadomo.
- Serio? A jak to potem przechowujecie? Możesz mi trochę podrzucić na spróbowanie? Wiesz, możemy się wymienić - ja Ci przeprowadzę terapię, a Ty mi dasz trochę tych sił witalnych. Trochę jak z mocami w The Boys- mimo, że wiedziała, że się zgrywa to nie potrafiła sobie darować i nie pociągnąć tego żartu mówiąc z pełną powagą. Nie była też pewna czy jako taki zapracowany lekarz miał czas na seriale, ale jeżeli nie zrozumiał porównania to Mara zada mu w takim razie odpowiednią pracę domową. Tak, jako jego terapeutka miała taką moc.
W tym momencie powstrzymała się od dalszego komentowania domu. Miała swoje przemyślenia na jego temat, ale póki co zostawiła je dla siebie. Życie nauczyło ją, żeby nie odrkywać od razu wszystkich kart. Tym bardziej, że przecież przyszła do niego jako do pacjenta. Może gdyby zaprosił ją jako dawną znajomą, to by skomentowała, że kanapę warto przesunąć pod tamtą ścianę, a kuchni przydałby się remont.
Lecz jak narazie była grzecznym gościem cieszącym się z maślano-solnego popcornu.- Czy ja wiem… przy moich stawkach, to akurat działa na Twoją niekorzyść, ale do płatności przejdziemy na końcu spotkania- machnęła nawet ręką na koniec dla podkreślenia, że to kompletnie nieistotna sprawa. Warto zauważyć, że na koniec spotkania będzie też prawdopodobnie pijany. Przypadek? Może wcale niekoniecznie.
- Oboje dobrze wiemy, że chcesz się sam tego przekonać- stwierdziła na pytanie czy to działa. Z jakiegoś powodu napisał właśnie do niej. Nie do całkowicie obcej osoby. Z jakiego powodu wybrał właśnie ją- dawą znajomą, ale na tyle dawną, że była prawie obca. Brak kontaktu przed ponad dekadę robił swoje, lecz z jej perspektywy niekoniecznie. Od początku zachowywali się bardziej jak dwójka przyjaciół mająca ze sobą dosyć regularny kontakt i czująca się ze sobą dosyć swobodnie.
- A czemu od razu zakładasz, że mogłabym Cię podejrzewać o brak odwagi?- uśmiechnęła się zaintrygowana jego odpowiedzią, bo akurat nie miała planu, by go upić i wyciągnąć z niego prawdę. Nie była za takim rozwiązaniem. Ale trochę alkoholu pomoże mu może rozluźnić się nieco podczas spotkania? I jak widać potrzebuje jednak nieco tequili.
- Hmm potrzebujesz przykładu? No to patrz- nawet się nie zawahała. Wiedziała, że nie odpowie na to pytanie. Nie teraz. Nie dzisiaj. Nie jemu. Jasne, sama mówiła, że trzeba sobie zaufać. Jednak trzeba być przede wszystkim szczerym z samym sobą. A tego Marze brakowało.
- Układasz tak dłoń, potem ją wyginasz o tak, żeby powstał tutaj takie dołeczek. Następnie sypiesz trochę soli o tak- zaczęła instruować go dokładnie wykonując każdy krok.- Na następną parapetówkę dostaniesz solniczkę- mruknęła sypiąc solą delikatnie.- I teraz zlizujesz- przesunąła językiem po wgłębieniu w dłoni nie odrywając przy tym spojrzenia z niego. - Pijesz- szybkie przechylenie kieliszka. - Zagryzasz- i złapała ćwiartkę cytryny, w którą się wgryzła krzywiąc się przy tym. Kiedy kwaśny smak zaczął zabijać, polała im po kolejnym kieliszku. - Mam nadzieję, że przyglądałeś się uważnie- zerknęła jeszcze na niego z ukosa unosząc znacząco jedną brew. Z tej perspektywy wyraźniej dostrzegała te siwe kosmyki i skubany miał rację. Dodawały mu on tego uroku i wdzięku. A to pech. Chyba będzie trzeba zacząć odpowiadać na pytania.
- Wyobraź sobie, że na dwadzieścia cztery godziny masz nieograniczone możliwości- możesz polecieć, gdzie tylko chcesz i spotkać się z kim sobie tylko wymarzysz. Nie ma żadnych ograniczeń. A teraz powiedz, jak chciałbyś spędzić taki dzień?- spytała ponownie uśmiechając się zadziornie i wystawiając w jego kierunku pełny kieiszek. Odpowie czy czuje pragnienie?


Michael Graham
36 y/o
ORIGAMI BOY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Sugar daddy mogłoby być dla Michaela kuszącą opcją, dość wygodną w prowadzonym przez niego trybie życia. Wiązało się jednak z jakimś zobowiązaniem, składaniem obietnic i próbami wywiązywania z nich, a do tego wolał nie dopuszczać. Zbyt wygodnie czuł się w obecnej sytuacji, nawet jeśli po długim dniu pracy zmuszony był do powrotu do cichego domu. Przywykł do tej rzeczywistości, do pustego łóżka i samotności, podstawowe potrzeby spełniając wtedy, gdy miał na nie czas, czy ochotę, nawet jeśli dochodziło doń sporadycznie.
Możemy się tak umówić — przytaknął, kojarząc wspomniany serial i brutalność zarysowanego w nim świata. Miał zbyt mało czasu, by spędzać go przed telewizją, ale nie żył pod kamieniem.
Czuł się swobodnie w towarzystwie Lakefield, ale na ile był to rzeczywisty luz, a na ile zgrabnie przybrana maska? Michael preferował przekraczanie granic zamiast kurczowego trzymania się ograniczeń konwenansów. Miażdżył je bez względu na to, czy miał do czynienia z sąsiadką, szefem, czy byłą ukochaną. Stał jednak na wieżach wzniesionego przez siebie muru, obserwując wszystko z bezpiecznej odległości, gdzie nie musiał obawiać się zranienia.
Bo mnie nie znasz i nie chcesz przestraszyć psychoterapeutycznym bełkotem — odparł lekko, odpowiadając uśmiechem. — Wiesz, że średnio 20-30 procent pacjentów w gabinetach, to mężczyźni. To przykra rzeczywistość, zwłaszcza kiedy ma się świadomość, jak toksyczne potrafią być powtarzane przez wielu schematy. Nie podoba ci się to i nie chcesz sobie pozwolić na utratę jednej, samotnej duszy — nadinterpretował swobodnie, mając połowę szans, że trafił. Czy Lakefield należała do grona przesyconych ideałami osób? Nigdy nie odniósł takiego wrażenia, lecz może po prostu za mało ze sobą rozmawiali?
Na to wychodziło, bo Mara nie miała w zamiarze odpowiadać na własne pytania, woląc zasłonić się instrukcją picia tequili. Nie ma jednak złego, które by na dobre nie wyszło, bo przyglądając się jej poczynaniom, Graham zrozumiał, że jej potrzebował.
Rozkojarzyłem się. Pokażesz jeszcze raz etap z solą? — spytał niewinnym, acz zaangażowanym tonem, podtrzymując niewzruszony kontakt wzrokowy, kiedy rozległ się dźwięk mikrofalówki, obwieszczając zakończenie produkcji popcornu. Podniósł się więc z miejsca i przesypał zawartość opakowania do miski, dołączając ją do reszty przekąsek.
Podsunięty kieliszek kusił, lecz nie przez kolejne pytanie, tylko z poczucia, że może w istocie przydałoby się zaprawić, zanim w ogóle przejdą do dalszych kwestii. Finalnie zdecydował, że na ten moment pozostawi szkło nietknięte.
Hmm… — mruknął, sięgając wzrokiem gdzieś za okno. Pytanie należało do gatunku tych łatwiejszych, bo choć musiał zastanowić się nad odpowiedzią, to nie wydawało się problematyczne. — Najpierw poleciałbym tam, gdzie nikt mnie nie zna i nie potrzebuje, najlepiej z dobrą kawą i zerowym zasięgiem. Zjadłbym coś niezdrowego, pospał cztery godziny więcej niż zwykle i przez jeden dzień udawał, że świat sam się jakoś ogarnie beze mnie. — To odpowiedź, która z nim rezonowała i była w pełni szczera, ale jeśli chciał od tego spotkania czegoś więcej, niż luźna powierzchowność, musiał dać od siebie coś więcej. Potarł dłonią szorstki policzek i palcami drugiej zabębnił kilka razy o kuchenny blat. — Albo chciałbym spotkać ludzi, których straciłem po drodze. Usiąść z nimi i upewnić się, że pamiętają mnie, jako kogoś lepszego, niż sam siebie pamiętam. A potem po prostu zniknąć i w spokoju przespać resztę dnia. — Sen był tu kluczową sprawą, bo o ile nie mógł wielce narzekać na brak okazji, to gnębiąca go przypadłość zdecydowanie utrudniała funkcjonowanie.
Wrócił wzrokiem do rozmówczyni, nie pytając, czy odpowiedź ją satysfakcjonuje. Musiała pogodzić się i pracować z tym, co dostaje. Sięgnął po małą garść popcornu i nim wpakował ją sobie do ust, rzucił kolejnym pytaniem:
Wiem, że interesowałaś się psychologią, że poszłaś na studia, zaczęłaś pracę, może nawet miałaś po drodze kryzys wiary, ale co sprawia, że dziś wciąż się na to decydujesz? Tylko nie mów, że jakoś trzeba płacić rachunki. Zbyt dobrze się trzymasz, żeby nie przygruchać sobie z powodzeniem jakiegoś sugar daddy. — Zawoalowany komplement w stylu Grahama, delikatność i bezpośredniość w jednym.

Mara Lakefield
space cadet
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dawne życie Mary znacznie się różniło od obecnego. Wcześniej wiodła stabilne życie u boku męża, z którym planowała powiększenie rodziny. Rozwijała się zawodowo wspinając się po szczeblach kariery. Tworzyła plany na przyszłość. Dzisiaj z tego wszystkiego niewiele pozostało. Na jej palcu na próżno szukać obrączki czy chociażby pierścionka zaręczynowego. Zamiast wybierać ubranka dla dziecka, wybiera wina na wieczór. Wolne chwile nie spędza pisząc artykuły naukowe, a w ostatnim czasie w ramionach mężczyzn, których ma już nigdy więcej nie spotkać. Na część z tych rzeczy ma wpływ i może je zmienić. Niektóre nie są jednak zależne od niej. Ale czy chce jej się z tym coś robić? W tym momencie niekoniecznie. Czasami po prostu egzystuje wciąż próbując się odnaleźć w nowej dla siebie sytuacji.
Zamiast skupiać się na sobie i własnych problemach, znacznie lepiej jej wychodzi skupić całą swoją uwagę na potrzebach innych. Dlatego pomimo ciężkiego poranka, przyjechała dzisiaj do Michaela. Mogłaby usiąść na kanapie i wkurzać się rozwalonym autem, ale czy to miałoby sens? Nie. Lepszym sposobem było zostawić to za sobą i przyjechać do dawnego znajomego, a nawet do byłego chłopaka. Nie ma co też ukrywać, że trochę ją zżerała ciekawość - co u niego słychać i co takiego się wydarzyło, że napisał właśnie do niej.
Przysłuchiwała się mu uważnie jakby to co mówił było niezwykle interesujące. I było, ale nie tyle co sama treść, ale fakt, że to właśnie on to przedstawił. - Hmm ciekawa interpretacja- przyznała kiwając głową ze szczerym uznaniem. - A dlaczego sądzisz, że uważam Cię za samotnego?- spytała przekrzywiając głowę na bok i jeszcze bardziej przeszywając go spojrzeniem. Z tego całego wywodu to właśnie ta część ją najbardziej zainteresowała. Kolejny raz sam siebie opisywał w jej imieniu. To było ciekawe zagranie. Zanim jednak odpowiedział na pytanie, wyprostowała się i postanowiła coś wyjaśnić. - I tak poza tym nie uważam, że brakuje Ci odwagi. W sumie to masz niezłe jaja, żeby napisać po latach ciszy do swojej byłej z prośbą o terapię. Łatwiej byłoby się umówić z kimś całkowicie obcym- wzruszyła ramionami, bo sama pewnie by tak zrobiła na jego miejscu. Lecz on zachował się dosyć odważnie wybierając właśnie jej numer. Ludzie zazwyczaj na znajomych z przeszłości, a już tym bardziej na byłych partnerach, chcieli wywrzeć jak najlepsze wrażenie. Pokazać, że sobie radzą znakomicie. On z kolei potrafił wciąż rzucić bajerką nie tracąc przy tym swego uroku, a jednocześnie przyznać się do problemów natury psychicznej. Niewiele osób tak potrafiło, a już szczególnie mężczyzn.
Na jej twarzy zawisł zadziorny uśmiech, gdy z całego jej pokazu wyłapał tylko część zlizywania soli. - Zadaj odpowiednie pytanie, to zobaczysz jeszcze raz- uniosła znacząco brew nie dając tak łatwo za wygraną. Doceniła natomiast fakt, że w końcu nabrał odwagi na otworzenie się nieco i odpowiedzieć na jej pytanie, które może i nie było na pozór takie trudne, ale wiele też mówiło o człowieku. Słuchając go żałowała trochę, że nie ma przy sobie swojego notatnika, aby zapisać najważniejsze rzeczy. Na dodatek już jest pod wpływem alkoholu, co zmniejsza jej szanse na zapamiętanie wszystkiego z sesji, która przecież właśnie prowadzi. Naprawdę chujowa z niej psycholog. Nie komentowała w żaden sposób tego co powiedział, bo nie było tutaj dobrej i złej odpowiedzi. Przyjęła całkowicie to z czym się z nią podzielił. Skoro ustalili pewne zasady, nie mogła mu zadać do tego żadnych pytań. Przynajmniej w tym momencie. Nie wiadomo co będzie za pół godziny.
Jego pytanie z kolei miała ochotę zapić i to podwójnym kieliszkiem, ale jaki dawałaby przykład jako terapeuta przed swoim pacjentem? Alkoholiczki unikającej konfrontacji. Trzeb było wziąć to na klatę i się z tym zmierzyć. Wzięła do ręki kieliszek z tequilą i zaczęła się nim bawić dwa centymetry nad blatem będąc przy tym uważnie wpatrzona w tą czynność. - A skąd wiesz czy nie przygruchałam sobie żadnego sugar daddy, ale nam nie wyszło?- uniosła znacząco brew spoglądając na niego. W jej życiu miał epizod pewien starszy trochę od niej mężczyzna. Czy chciała o nim teraz mówić? Niekoniecznie. Ostatecznie westchnęła głośno i odłożyła kieliszek podnosząc spojrzenie na niego.- Kiedyś lubiłam obserwować ludzi. Wyłapywać szczegóły w ich mimice czy czytać między wersami ich wypowiedzi. Byłam zainteresowana różnymi przypadkami- poczynając od dziecięcej depresji, przez morderców skazanych na dożywocie czy kończąc na pacjentach w ciężkim stanie zamkniętych w szpitalach. Interesował mnie ludzki umysł- pierwszy raz od dawna czuła, że jej w jej głosie pojawiła się pewna znajoma nutka… czy to była pasja? Nie, to niemożliwe.- Teraz po prostu chcę mieć poczucie, że chociaż trochę komuś pomogłam podnieść się z ciężkiej sytuacji i nauczyłam jak radzić sobie samemu w przyszłości. Po tylu latach to jedyne co umiem, co pozwala mi opłacać rachunki- dodała wzruszając ramionami jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, a jej życie jest super teraz będąc takie jakie jest.Teraz przyszła kolej na jej pytanie. Potrzebowała raptem ułamka sekundy na przemyślenie .- Wymień trzy rzeczy, których żałujesz najbardziej na świecie- powiedziała nie odrywając od niego spojrzenia. Uda jej się teraz dostrzec jakieś zmiany.


Michael Graham
36 y/o
ORIGAMI BOY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Gdyby tych dwoje skorzystało z okazji na szczerą, otwartą rozmowę, z łatwością odnaleźliby wiele punktów wspólnych. Czy i Michaelowi nie zależało na założeniu własnej rodziny? Czy nie wolałby czegoś stabilnego, opartego na zaufaniu i miłości, na swobodnym rozwijaniu kariery, zamiast dusić się w szpitalu, do którego nie chciał tracić i w objęciach przelotnych kochanek, których jakoś wybitnie nie selekcjonował? Różnica między nimi polegała na tym, że po latach Graham zaczynał z wolna uświadamiać sobie, że takie dryfowanie nie wiąże się z korzyścią, a bierne przyjmowanie tego, co podsuwa los, przestaje dawać satysfakcję.
Bo łudzę się, że powiesz, że nie potrzebuję terapii — odparł bez większego zastanowienia. To też miał już przemyślane i miał szczerą nadzieję, że po tym spotkaniu będzie mógł z czystą głową wrócić do swojego życia. Gdzieś w głębi serca tkwiło poczucie, że to, z czym dotychczas się mierzył i w czym trwał, nabierze innego kierunku, układając się w bardziej optymistyczną całość, lecz każda zmiana ma to do siebie, że wymaga wysiłku włożonego w wychodzenie ze strefy komfortu. — Zresztą jako moja była raczej nie powinnaś mnie terapeutyzować, więc zakładam, że na przyjacielskiej poradzie się skończy. — Nie miał nic przeciwko wykorzystaniu przez Marę posiadanej wiedzy i doświadczenia. Schody zaczęłyby się w momencie, gdyby górę zaczął brać jej prywatny osąd, a tego krajowa rada psychoterapeutów mogłaby nie pochwalić. — A dlaczego sądzę, że uważasz mnie za samotnego? Bo w twojej profesji rzadko zakłada się, że ktoś zgłasza się bez deficytu. Zresztą w tej sytuacji to najbardziej oczywista hipoteza. Były partner, po bolesnych przejściach, kontakt po latach, rozmowa o terapii — statystycznie to zwykle tak wygląda. — Co nie oznaczało, że samotność mu nie doskwierała. Ta nie zawsze polegała na deficycie ludzi dookoła, a na braku pytań, jak długo jeszcze da radę żyć w ten sposób. — Może zgodziłaś się z poczucia obowiązku, może z ciekawości, albo własnej potrzeby rozrywki? A może po prostu sama się za mną stęskniłaś? — Takie scenariusze też lubił pisać przewrotny los. Kącik ust drgnął, zdradzając czającą się nań przebiegłość. Czy to prowokacja? Niewykluczone.
Pogodził się z faktem, że nie będzie dodatkowej prezentacji. Jakie pytania będą odpowiednie, by zagiąć Marę i zmusić do dalszego picia? Na pewno znalazłby takich na pęczki, mógłby drążyć, szukając bolesnej prawdy, ale zależało mu na tym, by czegoś się o niej dowiedzieć, nie zaś zaginać i blokować. Może po opróżnieniu połowy butelki udałoby im się dotrzeć do trudniejszych tematów, kiedy alkohol rozplątałby języki, czyniąc cały proces mniej niekomfortowym?
To moja kolej na zadawanie pytań — przypomniał z uśmiechem, kiedy Mara nadłamała zasady gry, odpowiadając na pytanie własnym. Nie do końca wierzył w tę opcję, zwłaszcza biorąc pod uwagę zamożność rodziny Lakefield. Oczywiście, że jej zakończone już małżeństwo mogło być oparte o podobną zależność, ale po co od razu wychodzić za mąż, kiedy pieniądze nie mają takiego znaczenia? — Czyli coś nas jednak łączy — podsumował, kiwając wolno głową, bo i jemu głównie zależało na pomocy innym. Kiedyś celował w ambicję, w sprostanie nałożonym oczekiwaniom, poszukiwanie wiedzy i zwiększanie swoich umiejętności, by z czasem przerodziło się to w jedyny sposób na przetrwanie kolejnych dni.
Ha! — wyrwało mu się, kiedy parsknął krótko śmiechem. Nie tylko spodziewał się tego pytania, ale i zdążył wcześniej nad nim zastanowić. Radość była wyłącznie chwilową przykrywką, bo męska twarz nieco spoważniała, a po ściągnięciu jasnych brwi na czole pojawia się zmarszczka. — Tu nie ma prostej odpowiedzi. Chciałbym mówić, że nie żałuję w życiu niczego, bo gdyby nie wzloty i upadki nie byłbym tu, gdzie jestem teraz, ani kim jestem. Gdybym częściej stawiał na swoim, nie oglądając się na czyjeś oczekiwania, nie zmieniłbym diametralnie kierunku. Nie poznałbym ludzi, którzy byli mi bliscy i nie raniłbym ich później w poszukiwaniu wygody. — Myślami uciekł do rodziców i zawoalowanych konfliktów. Gdyby nie Zaylee i postawiona jasno sprawa, ile trwałoby postawienie się starszym Grahamom? Czy zgłosiłby się do wojska i opuścił kraj, gdzie nabrał szorstkości i bezwzględności? Może znalazłby prawdziwą miłość i nie musiał uciekać do kolejnego kłamstwa? Zbyt wiele fundamentalnych zmian, gotowych obrócić jego życie do góry nogami i nie był w stanie przewidzieć, czy którykolwiek z tych scenariuszy byłby dlań lepszy. — Wygody, oddechu, własnej przestrzeni, w sumie sam już dzisiaj nie wiem — mruknął jeszcze ze wzruszeniem ramion, sięgając po kieliszek i wychylając jego zawartość, znów bez oprawy z soli i cytryny. W końcu nie odpowiedział na pytanie, czy tak? — Kiedy ostatni raz skłamałaś komuś, mówiąc, że wszystko u ciebie w porządku? — Pytanie z kategorii tych luźniejszych, ale kto wie, czy odpowiedzią nie będzie ”chwilę temu, po przekroczeniu progu twojego domu”?

Mara Lakefield
space cadet
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na swój sposób to było zabawne, że Mara, która zawodowo zajmowała się rozmową, w życiu prywatnym miewała z tym spory problem. Wystarczy spojrzeć na jej miłość z czasów studiów, którą wcale nie był jej przyszły mąż, a jej nauczyciel. Gdyby wtedy oboje się zebrali na szczerą rozmowę o swoich uczuciach, ich życie mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej. Pomimo, że była tego świadoma, wciąż popełniała ten sam błąd. Czy kiedykolwiek się nauczy? Niewykluczone. Zobaczymy.
Jak na razie jednak skupiała się na Michaelu i jego wypowiedziach. To szło jej znacznie lepiej niż myślenie o sobie i rozmowa o jej problemach. Może to była jej pokręcona forma autoterapii? Posłuchać problemów innych, aby na koniec stwierdzić, że u niej wcale nie jest tak źle. Na całe szczęście nie była aż tak szalona.
- Czyli liczysz, że nie potrzebujesz terapii, a jak już to nie ja ją powinnam prowadzić, a jednocześnie to do mnie napisałeś…. Interesujące…- powiedziała to bardziej do siebie kiwając głową w zamyśleniu i nie spuszczając z niego swojego intensywnego spojrzenia. Starała się go rozszyfrować, ale wiedziała, że ma jeszcze wiele brakujących elementów, więc skupiała się na zbieraniu kolejnych, aniżeli łączeniu tego co ma. Bywało to w jej pracy niebezpieczne, a ryzykiem było postawienie nietrafionej diagnozy.
- Psychologia to nauka o emocjach, nie o liczbach- zwróciła uwagę nieco się krzywiąc, gdy znowu przytoczył statystykę. Nie lubiła spłaszczania ludzi jakiś liczb na papierze. - Mając wokół ludzi, którzy Cię wspierają mogą być oni niesamowitą zachętą do tego, aby zgłosić się na terapię i uporządkować swój umysł- nie zawsze tak było, zgadzała się z tym. Ale to też działało w drugą stronę- Więc nie, nie zakładam że pacjent, który się do mnie zgłasza jest samotny- dodała dla podkreślenia, że tak naprawdę nie wiedziała o nim jeszcze wiele. Może i łączyła ich jakaś licealna miłość, związek czy po prostu dobra zabawa, ale nie widzieli się i nie rozmawiali ze sobą pół życia. Strzępki informacji, które znali od osób trzecich na swój temat były tak naprawdę niczym. Mara zawsze opinię na czyjś temat budowała na własnym doświadczeniu, a nie kogoś innego.- A może wszystkiego po trochu?- uniosła znacząco brew i sięgnęła po popcorn biorąc większą garść w dłoń, żeby móc sobie podjadać w trakcie rozmowy.
- Eh służbista - przewróciła z rozbawieniem oczami słysząc jak ją skarcił za jej pytanie. W rzeczywistości nie pamiętała czy Michael tak mocno trzymał się zasad. Wydawało jej się, że nie, ale mogła się mylić… Chociaż nie. Gdyby był służbistą, a raczej oboje byli, to na pewno nie odbywali teraz sesji terapeutycznej przy butelce tequili zadając sobie pytania nawzajem. Najwyraźniej oboje do pewnych spraw podchodzili raczej ze sporym dystansem. Mara akurat nie zawsze taka była, ale życie zweryfikowało jej podejście. - Cóż, w końcu miałam od dziecka wałkowane, żeby iść na medycynę- a więc i chęć pomocy była jej wpajana. Nie była pewna czy taka odpowiedź go satysfakcjonuje, ale nie o to w tym chodziło. Mieli za zadanie się poznać na nowo i może obdarzyć zaufaniem?
Dlatego odpuściła tą kolejkę i zadała mu pytanie, a jego wypowiedź spowodowała, że na koniec głośno westchnęła. - A myślałam, że najbardziej żałujesz, że wyjechałeś i mnie zostawiłeś ze złamanym, krwawiącym sercem- spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem, jakby oczekiwała, że zaraz zmieni zdanie. - Jednak rozumiem Twoje podejście. Jest mi bliskie- bo ona podchodziła do tego samo. Nawet jeśli momentami było to cholernie ciężkie, to ostatecznie nic nie dzieje się bez przyczyny. - Uznałabym to jako odpowiedź na moje pytanie, ale skoro twierdzisz inaczej…- tym razem już zaśmiała się głośno, gdy przechylił kieliszek. Lecz jej śmiech zanikł, gdy usłyszała od niego pytanie. Miała dwa wyjścia- pierwszym było przyznanie się jak często kłamie. Drugim było napicie się dając mu przy tym sygnał, że kłamie odpowiadając na to pytanie. Które rozwiązanie było lepsze?
- Ok, to skoro chciałeś powtórkę z instrukcji picia tequili, to patrz uważnie, bo nie wiem kiedy znowu powtórzę- zdecydowała powtarzając kroki zaczynając od soli, a tym razem robiąc to naprawdę powoli. Skoro miał się dowiedzieć prawdy, to chociaż ona się napiję z tego powodu.
Gdy przechyliła kieliszek, to nalała im kolejną porcję.
- Kiedy ostatni raz czułeś się szczęśliwy i spełniony?- spytała odkładając butelkę z powrotem na blat, nad którym zaraz się pochyliła i oparła głowę na dłoni, gdy łokciem się zapierała.


Michael Graham
36 y/o
ORIGAMI BOY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Z nauką na własnych błędach była związana jedna istotna kwestia — trzeba było chcieć zmiany, by do niej dążyć, a nie wyłącznie odhaczać kolejne porażki. Skupianie się na cudzych problemach dawało możliwość odepchnięcia własnych; gorzej, jeśli te zaczynały rezonować.
To proste. — Uniósł kącik ust w połowicznym uśmiechu. — Obcy terapeuta chciałby mnie z miejsca naciągnąć na kolejne sesje, zarzekając się, że go potrzebuję. U ciebie liczę na szczerość, chyba że polecisz mi jakiegoś znajomego, od którego pobierzesz prowizję. Czy tak funkcjonuje wasz zawód? — W to szczerze wątpił, to nie branża nieruchomości, by przerzucać się klientami na podobnych zasadach.
O emocjach? To się dałem wrobić — zacmokał z udawanym niezadowoleniem. — Ale to dobrze, że mam ciebie. Czytasz ze mnie, jak z otwartej księgi. — Oczywiście, że ironizował, jakże śmiałby być poważny? Sugestia, jakoby przemawiały do niej wszystkie argumenty po trochu, pozwoliły myśleć, że nie jest dla niej wyłącznie kolejnym nazwiskiem w terminarzu.
Czy Michael kiedykolwiek bywał służbistą? Zdarzało się, naturalnie, jako najstarszy syn mierzył się z ciężarem nakładanych na siebie oczekiwań i próbował im sprostać, jednocześnie starając się nie zatracić siebie. Miał tyle szczęścia, że chłonny umysł z łatwością przyswajał wiedzę, sam też interesował się bardziej nauką, niż rozrabianiem. Chyba że chodziło o sięganie po ryzyko i wyrachowanie, wprawę w odwracaniu kota ogonem i roztaczanie wokół siebie tego intrygującego woalu, który jednych odstraszał, a drugich przyciągał. Rodzina i nauczyciele dawali mu łatkę rozsądnego i spokojnego, ale ci, którzy mieli okazję, by go prawdziwie poznać, dobrze wiedzieli, że to pozory, pod którymi krył zdolność do wybierania najkorzystniejszej i najbardziej atrakcyjnej dla siebie drogi. I tak, sesja terapeutyczna pod przykrywką alkoholowej gry z pewnością doń należała. Skinął tylko na połowiczne przyznanie do chęci pomocy. To, że było jej wmawiane, że medycyna jest odpowiednim krokiem, wcale nie musiało oznaczać, że się z tym utożsamia. Na dalsze drążenie jeszcze przyjdzie czas.
Zostawiłem cię? Trzymałem się cienia nadziei, że jednak dołączysz do mnie na studiach — udał oburzenie, bo w tamtych czasach rzeczywiście odrobinę łudził się, że ich związek nie zakończy się na jego wyjeździe. Ottawa pochłonęła go jednak całego, zarówno mnogością wiedzy do przyswojenia, jak i nowym towarzystwem, atrakcyjnymi kobietami i studenckimi barami. Mara z wolna odchodziła na dalszy plan, kontakt wymykał się spod kontroli, spotkania stawały się rzadkie i sporadyczne, i żadne z nich nie miało w sobie na tyle siły, by zawalczyć o nastoletnią miłość. — Zasady są jasne, a pytanie dość precyzyjne. Nie wspominałaś, że można oszukiwać, albo poddawać całość luźnej interpretacji — przybrał niewinny ton, wsparty wzruszeniem ramion. Dźwięczny śmiech Lakefield wprowadzał go w dobry nastrój i wcale nie miało to związku z alkoholem.
Opróżnienie szkła było wymownym gestem, do którego obserwacji nachylił się trochę przesadnie, uważnie obserwując ruchy rąk, warg, wykwitłe w grymasie zmarszczki. Nie trzymał się przy tym powagi, uśmiechając równie wymownie z satysfakcją i zadowoleniem. Pokiwał głową, zapisując w pamięci zarówno widok zbierającego sól języka, co strategiczne pominięcie pytania.
To nie są dwie osobne rzeczy? Czy da się być spełnionym bez poczucia szczęścia, czy szczęśliwym bez świadomości, że osiągnęło się cel? — I czy dwa kieliszki tequili wystarczą człowiekowi po całonocnym dyżurze, by zacząć filozofować i z coraz większą trudnością dobierać słowa do logicznej wypowiedzi? Graham odetchnął mocniej, szukając kolejno wspomnień, jakie wyraźnie zapisałyby się w pamięci. — Sądzę, że kilka miesięcy temu, kiedy ostatecznie podpisaliśmy z Danny papiery rozwodowe. To nie był związek, który w jakikolwiek sposób by mi ciążył, nie chodziło o żadne poczucie wolności. Może trochę, ale nie od związku, tylko innych zobowiązań. — Zamachał ręką w bliżej nieokreślonym geście, jakby nie chciał wdawać się w szczegóły, bo tych było więcej, niż wymagało zadane pytanie. Może przy następnym będzie ku temu okazja.
Przyglądał się Marze przez moment, szukając odpowiedniego pytania.
Co sprawia, że przestajesz komuś ufać? — Sam nie bardzo miał z tym problem, z reguły zakładał, by nikomu przesadnie nie ufać. Przybrał podobną pozycję z oparciem głowy na dłoni i utkwił jasne spojrzenie w piwnych tęczówkach.

Mara Lakefield
space cadet
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”