-
detektyw z syndromem perfekcjonistki, która lata po mieście i aresztuje fałszerzy dzieł sztuki i innych zbirównieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracji3. osobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spóźniał się. Szczególnie jej to nie dziwiło, biorąc pod uwagę całą sylwetkę Alistaira Bedivere’a i tego co sobą zazwyczaj reprezentował, ale na litość boską, czasem mógłby ją pozytywnie zaskoczyć. Czy prosiła o tak wiele? Najwyraźniej tak, skoro jej dyskretne sugestie o zmianę konsultanta od dzieł sztuki nie zostały wysłuchane przez komendanta i ponownie przysłali właśnie jego. Czy jej prośba była małostkowa i poparta jedynie prywatnym uprzedzeniem po tym, w jaki sposób potoczyły się ich losy, kiedy był tu ostatnim razem? Tak. Czy było to nieprofesjonalne i zdawała sobie z tego sprawę? Oczywiście. Czy jakkolwiek ją to obchodziło? Absolutnie.
Widząc znajomą sylwetkę, która weszła na posterunek tym samym leniwym i nonszalanckim krokiem, prychnęła pod nosem i podniosła się z biurka.
— Alistair Bedivere. Spóźniłeś się — przywitała go oschle. Prawdopodobnie do tej chwili nie zdawał sobie sprawy, że jego personalia mogły zostać wypowiedziane w taki sposób, że brzmiały jak obelga. Nie czekając na jakiekolwiek zwroty grzecznościowe, czy wyjaśnienia z jego strony, ruszyła przed siebie, do pomieszczenia w którym mieli rozpisane i rozrysowane wszystkie informacje na temat aktualnej sprawy, przy której miał asystować, pokazując tym samym, że ma iść za nią. Kiedy wszedł za nią, zamknęła drzwi pomieszczenia i stanęła obok tablicy.
— Mamy trop, że w jednej z prywatnych galerii w North York będzie zorganizowana aukcja, na której pojawią się podrobione przedmioty. Potrzebujemy… twojego wprawnego oka do rozpracowania, czy to prawda — dało się wyczuć lekką pauzę i dyskomfort, kiedy wypowiadała się pozytywnie o umiejętnościach bruneta. Odchrząknęła jednak pośpiesznie i szybko wróciła do profesjonalnego tonu i postawy, nie zdradzając tym samym nic więcej z tego, co aktualnie działo się w jej głowie. A było tego wiele. Zbyt wiele, jak na jej gust.
Nie była do końca zadowolona z tego, że Al zajmował znacznie większą część jej myśli, niż była gotowa to przyznać, nawet przed samą sobą. Prawdę mówiąc mocno jej to uwłaczało i odczuwała lekkie obrzydzenie wobec swojej osoby za to, że ktoś taki jak on był w stanie wygenerować w niej tyle uczuć i emocji. Nigdy wcześniej nie doświadczyła podobnej mieszanki i nie do końca wiedziała jak wokół niej nawigować. Na szczęście lata pracy w policji nauczyły ją skrzętnie spychać to, co niepotrzebne i niewygodne na dno, na wierzchu pozostawiając tylko surowy profesjonalizm.
Skrzyżowała ręce na piersi i oparła się o znajdującą się za nią ławkę.
Alistair Bedivere
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Od kilku lat był jeszcze jeden powód dla którego lubił tutaj wracać. Chodziło o współpracę z pewną blondynką. Zawsze lubił życie na krawędzi. Pomiędzy tą nielegalną, a prawą stroną swojego życia. Współpracować w swojej karierze z wieloma organami ścigania. Jedne lubił bardziej, drugie mniej. Mało które miały do zaoferowania tak ciekawą partnerkę jak Henrietta. Dobrze im się współpracowało. Przynajmniej patrząc z jego strony. Zawsze dobrze się bawił. Pożartowali, podroczyli się. Nie szkodził również fakt, że jest cholernie miła dla oka. Traktował ich przygody jako naprawdę dobrą rozrywkę.
Chciałby powiedzieć, że to dla niej się dzisiaj specjalnie odstawił, aczkolwiek prawda była taka, że lubił dobrze się ubrać. Elegancko i dość drogo. W końcu pieniądze były po to żeby je wydawać i dobrze przy tym wyglądać. Więc pojawił się na jej komisariacie w dobrze skrojonym garniturze, pachnąc jej ulubionymi perfumami. Bo tak, zanotował sobie, które lubiła najbardziej. Była pod tym względem bardzo transparentna, chociaż sama pewnie tak nie uważała. Od wejścia tylko się do niej uśmiechnął zdając sobie sprawę, że jest modnie spóźniony. Lecz czy naprawdę konsultantowi można było dyktować godziny?
- Czarodziej nigdy nie jest spóźniony, ani nie jest też za wcześnie. Pojawia się dokładnie wtedy, kiedy chce. - puścił jej oczko z tym swoim rozbrajającym uśmiechem cytując jedną ze swoich ulubionych postaci z Europejskiej Literatury.
Posłusznie podążył za nią do kolejnego pomieszczenia witając się jeszcze po drodze z kilkoma innymi osobami, z którymi zdążył się już zaprzyjaźnić podczas swoich poprzednich wizyt. Znajomych nigdy nie było zbyt wiele. Przynajmniej tak sądził jeśli chodziło o organy ścigania.
W jej sprawę zdążył już być częściowo wplątany. Przez jej przełożonego, który wysłał mu akta. W końcu musiał przyjąć, bądź odrzucić ich współpracę. Jego kontakty po drugiej stronie barykady próbowały go natomiast rekrutować do tej roboty, więc wiedział o wiele więcej niż na razie zdradzał. Wypłata z tej kradzieży byłaby jednak znacznie poniżej jego standardów. Nie podjął się współpracy, lecz może będzie musiał to rozważyć na potrzeby tego śledztwa. To właśnie to życie na krawędzi. Jak nie zdradzić się przed atrakcyjną panią detektyw, a jednocześnie pomóc jej w sprawie? Już czuł jak jego serce nieco przyśpiesza z ekscytacji.
- Prywatna galeria? Policja obstawia teraz też prywatne galerie? Nie macie przypadkiem za dużo wolnego czasu? - spojrzał na nią wymownie zaraz kontynuując - To, że to prawda mogę Ci powiedzieć już teraz. - wzruszył ramionami i wiedziała, że nie było po co pytać skąd wiedział, i tak by nie odpowiedział - Lepszym pytaniem jest co dokładnie chcą ukraść, jak oraz kiedy. - uśmiechnął się do niej nieco protekcjonalnie.
W między czasie do gabinetu zapukała jedna z młodszych funkcjonariuszek przynosząc mu kawę, za którą oczywiście podziękował z szerokim uśmiechem. Nawet w jego specjalnej filiżance.
- Dobrze wyglądasz Hennie. - uśmiechnął się do niej znad swojej filiżanki skupiając na niej swoje wesołe spojrzenie i biorąc pierwszy łyk bardzo kiepskiej kawy.
haddie wheeler
-
detektyw z syndromem perfekcjonistki, która lata po mieście i aresztuje fałszerzy dzieł sztuki i innych zbirównieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracji3. osobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Może gdybyś mniej czasu poświęcał na pindrzenie się, byłbyś na czas. Czarodzieju — mruknęła pod nosem, tuż po tym jak zamknęła za nimi drzwi do pokoju. There you go, wyrzuciła to z siebie i poczuła jakby ktoś zdjął jej z klatki piersiowej spory ciężar. Czasami wychodziło z niej w takich momentach małe dziecko, które musiało powiedzieć to, co myśli, za wszelką cenę.
Nie było to nic zaskakującego w przypadku Haddie. Była naprawdę zdystansowana i zrównoważona… do czasu. Kiedy ktoś zaszedł jej za skórę, sprawa miała się zgoła inaczej. Natomiast znaleźć się w takiej pozycji nie było tak prosto, przez wzgląd na naprawdę duży poziom wyrozumiałości i cierpliwości blondynki. Tym większy sukces po stronie Bedivera, że tego dokonał. Aktualna lista osób, które były u niej na cenzurowanym była bardzo prosta — znajdował się na niej tylko on.
Skrzyżowała ręce na piersi i wzruszyła ramionami na jego prztyczek odnośnie policji i jej dysponowania czasem. Nie był to jej problem, ona tylko wykonywała rozkazy, jak widać. Gdyby bowiem zależało to od niej, zajmowałaby się teraz kompletnie inną sprawą, a z nim użerałaby się Morgan, czy Arvel. Tymczasem to ona miała niańczyć krnąbrnego konsultanta. Do którego dodatkowo sama nie pałała w ostatnim czasie zbyt wielką sympatią.
— I tak, i nie. Samo miejsce, jego charakter i przedmioty są tutaj drugoplanowe, chodzi o to kto będzie tę operację koordynował — wyjaśniła, podnosząc się z miejsca. Nie skomentowała potwierdzenia ich podejrzeń; już dawno nauczyła się nie pytać, a po prostu przyjmować dar, jakim była wiedza Alistaira na tematy fałszerstwa. Tak naprawdę nikt nigdy nie pytał, kontynuując tym samym ten skomplikowany taniec pomiędzy dobrem i złem, o ile takowe w ogóle istniały w rzeczywistym świecie. A przynajmniej w czystej formie.
Podeszła do tablicy, gdzie zastukała paznokciem w dobrze im znaną twarz, przytwierdzoną magnesem. Następnie stanęła przodem do Alistaira.
— Benson, fucking, Grey — nie był to pierwszy raz, kiedy mieli z nim styczność, a jednak dotychczas udawało mu się każdorazowo rozpływać w powietrzu i umykać policji, zupełnie tak, jakby zawsze był o dwa kroki przed nimi — Góra mocno liczy na to, że tym razem uda się go przyskrzynić — kontynuowała, krążąc powoli po pokoju — Dlatego musimy działać precyzyjnie, ostrożnie i skutecznie — zdanie przerwała jej wchodząca do pokoju funkcjonariuszka z kawą. Westchnęła, czekając aż wyjdzie. Przymknęła oczy, licząc w myślach do pięciu, zanim podjęła wywód — Wejdziemy tam pod przykrywką, jako licytujący — dokończyła, a jej wzrok prześlizgnął się po sylwetce towarzysza.
— Nie nazywaj mnie tak — rzuciła jedynie i bez pardonu podeszła, zabierając filiżankę z kawą, której od razu się napiła — Dzięki za kawę. Jakieś pytania? — tym razem to ona uśmiechała się szeroko.
Alistair Bedivere
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wy i Benson... Czasami myślę, że macie jakąś dziwną rywalizację. - przewrócił oczami cicho wzdychając.
Może nie miał na myśli jakiejś osobistej rywalizacji pomiędzy blondynką, a jego znajomym, ale podejrzewał, że takowa istnieje. Stróże prawa zawsze mają jakieś swoje nemesis. W jej przypadku był to złodziej, który umknął im już o jeden raz za dużo. Nawet jeśli ten raz był trochę z jego winy, a raczej zasługi, do czego oczywiście się przed nimi nie przyzna.
Chyba jego ego bolał fakt, że tak bardzo interesują się facetem, który nawet w połowie nie był tak rozpoznawalny jak on sam. Jednak w tym tkwił cały szkopuł. Jeśli nie chciało się mieć na ogonie organów ścigania, trzeba było pozostać nierozpoznawalnym. Cena sukcesu. Gdyby Haddie tylko wiedziała kto przed nią stoi. Powinna mówić mu - awans.
- To by wyjaśniało moją stawkę za tę sprawę. Chyba dostaliście nowy budżet. - poruszył zabawnie brwiami - Oh... Pod przykrywką... Naprawdę chcecie go dorwać. - uśmiechnął się zaczepnie przyglądając się jak podchodziła bliżej.
Bez większych protestów oddał jej swoją filiżankę z naprawdę parszywą kawą. Wziął nawet jej dłoń i wsunął w nią pozostały spodeczek. Do tego ten uśmiech. Nie mógł sobie odpuścić utarcia jej trochę nosa i podroczenia się z nią jeszcze bardziej.
- Jasne. Chcesz suknię czy sukienkę? Od tego zależy do której krawcowej Cię wyślę. - puścił jej oczko bo chyba nie myślała, że pozwoli by policja wybrała za nią - Będziesz moją nową dziewczyną czy wolisz panią Bedivere? - spojrzał jej w oczy będąc ciekaw jej reakcji.
- I najważniejsze. Mam Ci mówić Haddie, czy... - tu zrobił krok do przodu pozostawiając między nimi ledwie miejsce na tę nieszczęsną filiżankę gdy nachylał się do jej ucha by wyszeptać - Harriet? - zupełnie jak ostatnim razem gdy byli razem tamtego wieczoru kładąc jej dyskretnie swoją dłoń na biodrze.
Na pewno też czuła i pamiętała jego perfumy. Zawsze używał tych samych.
haddie wheeler