33 y/o
For good luck!
168 cm
detektyw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
detektyw z syndromem perfekcjonistki, która lata po mieście i aresztuje fałszerzy dzieł sztuki i innych zbirów
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3. osobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siedziała na rogu biurka półdupkiem i machała nogą, którą nie opierała się o podłogę. Co jakiś czas podrzucała kulkę z gumek recepturek, którą trzymała w ręku i od niechcenia zerkała na zegarek, sprawiając wrażenie kogoś zobojętniałego na zaistniałą sytuację.
Spóźniał się. Szczególnie jej to nie dziwiło, biorąc pod uwagę całą sylwetkę Alistaira Bedivere’a i tego co sobą zazwyczaj reprezentował, ale na litość boską, czasem mógłby ją pozytywnie zaskoczyć. Czy prosiła o tak wiele? Najwyraźniej tak, skoro jej dyskretne sugestie o zmianę konsultanta od dzieł sztuki nie zostały wysłuchane przez komendanta i ponownie przysłali właśnie jego. Czy jej prośba była małostkowa i poparta jedynie prywatnym uprzedzeniem po tym, w jaki sposób potoczyły się ich losy, kiedy był tu ostatnim razem? Tak. Czy było to nieprofesjonalne i zdawała sobie z tego sprawę? Oczywiście. Czy jakkolwiek ją to obchodziło? Absolutnie.
Widząc znajomą sylwetkę, która weszła na posterunek tym samym leniwym i nonszalanckim krokiem, prychnęła pod nosem i podniosła się z biurka.
Alistair Bedivere. Spóźniłeś się — przywitała go oschle. Prawdopodobnie do tej chwili nie zdawał sobie sprawy, że jego personalia mogły zostać wypowiedziane w taki sposób, że brzmiały jak obelga. Nie czekając na jakiekolwiek zwroty grzecznościowe, czy wyjaśnienia z jego strony, ruszyła przed siebie, do pomieszczenia w którym mieli rozpisane i rozrysowane wszystkie informacje na temat aktualnej sprawy, przy której miał asystować, pokazując tym samym, że ma iść za nią. Kiedy wszedł za nią, zamknęła drzwi pomieszczenia i stanęła obok tablicy.
Mamy trop, że w jednej z prywatnych galerii w North York będzie zorganizowana aukcja, na której pojawią się podrobione przedmioty. Potrzebujemy… twojego wprawnego oka do rozpracowania, czy to prawda — dało się wyczuć lekką pauzę i dyskomfort, kiedy wypowiadała się pozytywnie o umiejętnościach bruneta. Odchrząknęła jednak pośpiesznie i szybko wróciła do profesjonalnego tonu i postawy, nie zdradzając tym samym nic więcej z tego, co aktualnie działo się w jej głowie. A było tego wiele. Zbyt wiele, jak na jej gust.
Nie była do końca zadowolona z tego, że Al zajmował znacznie większą część jej myśli, niż była gotowa to przyznać, nawet przed samą sobą. Prawdę mówiąc mocno jej to uwłaczało i odczuwała lekkie obrzydzenie wobec swojej osoby za to, że ktoś taki jak on był w stanie wygenerować w niej tyle uczuć i emocji. Nigdy wcześniej nie doświadczyła podobnej mieszanki i nie do końca wiedziała jak wokół niej nawigować. Na szczęście lata pracy w policji nauczyły ją skrzętnie spychać to, co niepotrzebne i niewygodne na dno, na wierzchu pozostawiając tylko surowy profesjonalizm.
Skrzyżowała ręce na piersi i oparła się o znajdującą się za nią ławkę.

Alistair Bedivere
gall anonim
nie kieruj moją postacią i nie podejmuj za nią decyzji bez wcześniejszego ustalenia tego ze mną
40 y/o
For good luck!
188 cm
Konsultant Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kanada zawsze była jednym z jego ulubionych kierunków. Przede wszystkim dlatego, że ich ochrona dzieł sztuki była na dość niskim poziomie w porównaniu do innych rozwiniętych krajów. Nie była tragiczna, aczkolwiek organy ścigania miały pełne ręce roboty z innymi przestępstwami, więc te schodziły na dalszy plan. W końcu czym jest kradzież drogiego obrazu z prywatnej kolekcji w porównaniu z podrabianiem syropu klonowego za grube miliardy? Niczym szczególnym. Zawsze znajdował tutaj szansę by powiększyć swoją kolekcję albo po prostu się obłowić.
Od kilku lat był jeszcze jeden powód dla którego lubił tutaj wracać. Chodziło o współpracę z pewną blondynką. Zawsze lubił życie na krawędzi. Pomiędzy tą nielegalną, a prawą stroną swojego życia. Współpracować w swojej karierze z wieloma organami ścigania. Jedne lubił bardziej, drugie mniej. Mało które miały do zaoferowania tak ciekawą partnerkę jak Henrietta. Dobrze im się współpracowało. Przynajmniej patrząc z jego strony. Zawsze dobrze się bawił. Pożartowali, podroczyli się. Nie szkodził również fakt, że jest cholernie miła dla oka. Traktował ich przygody jako naprawdę dobrą rozrywkę.
Chciałby powiedzieć, że to dla niej się dzisiaj specjalnie odstawił, aczkolwiek prawda była taka, że lubił dobrze się ubrać. Elegancko i dość drogo. W końcu pieniądze były po to żeby je wydawać i dobrze przy tym wyglądać. Więc pojawił się na jej komisariacie w dobrze skrojonym garniturze, pachnąc jej ulubionymi perfumami. Bo tak, zanotował sobie, które lubiła najbardziej. Była pod tym względem bardzo transparentna, chociaż sama pewnie tak nie uważała. Od wejścia tylko się do niej uśmiechnął zdając sobie sprawę, że jest modnie spóźniony. Lecz czy naprawdę konsultantowi można było dyktować godziny?
- Czarodziej nigdy nie jest spóźniony, ani nie jest też za wcześnie. Pojawia się dokładnie wtedy, kiedy chce. - puścił jej oczko z tym swoim rozbrajającym uśmiechem cytując jedną ze swoich ulubionych postaci z Europejskiej Literatury.
Posłusznie podążył za nią do kolejnego pomieszczenia witając się jeszcze po drodze z kilkoma innymi osobami, z którymi zdążył się już zaprzyjaźnić podczas swoich poprzednich wizyt. Znajomych nigdy nie było zbyt wiele. Przynajmniej tak sądził jeśli chodziło o organy ścigania.
W jej sprawę zdążył już być częściowo wplątany. Przez jej przełożonego, który wysłał mu akta. W końcu musiał przyjąć, bądź odrzucić ich współpracę. Jego kontakty po drugiej stronie barykady próbowały go natomiast rekrutować do tej roboty, więc wiedział o wiele więcej niż na razie zdradzał. Wypłata z tej kradzieży byłaby jednak znacznie poniżej jego standardów. Nie podjął się współpracy, lecz może będzie musiał to rozważyć na potrzeby tego śledztwa. To właśnie to życie na krawędzi. Jak nie zdradzić się przed atrakcyjną panią detektyw, a jednocześnie pomóc jej w sprawie? Już czuł jak jego serce nieco przyśpiesza z ekscytacji.
- Prywatna galeria? Policja obstawia teraz też prywatne galerie? Nie macie przypadkiem za dużo wolnego czasu? - spojrzał na nią wymownie zaraz kontynuując - To, że to prawda mogę Ci powiedzieć już teraz. - wzruszył ramionami i wiedziała, że nie było po co pytać skąd wiedział, i tak by nie odpowiedział - Lepszym pytaniem jest co dokładnie chcą ukraść, jak oraz kiedy. - uśmiechnął się do niej nieco protekcjonalnie.
W między czasie do gabinetu zapukała jedna z młodszych funkcjonariuszek przynosząc mu kawę, za którą oczywiście podziękował z szerokim uśmiechem. Nawet w jego specjalnej filiżance.
- Dobrze wyglądasz Hennie. - uśmiechnął się do niej znad swojej filiżanki skupiając na niej swoje wesołe spojrzenie i biorąc pierwszy łyk bardzo kiepskiej kawy.

haddie wheeler
33 y/o
For good luck!
168 cm
detektyw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
detektyw z syndromem perfekcjonistki, która lata po mieście i aresztuje fałszerzy dzieł sztuki i innych zbirów
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3. osobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nabrała powietrza w usta, żeby nie powiedzieć czegoś, z czego musiałaby się potem tłumaczyć swojemu przełożonemu. W końcu znajdowali się w otwartej przestrzeni, w której poza nią i Alistairem byli tu też inni pracownicy policji. Milczała więc jak zaklęta, kiedy przechodzili do bardziej kameralnego pomieszczenia.
Może gdybyś mniej czasu poświęcał na pindrzenie się, byłbyś na czas. Czarodzieju — mruknęła pod nosem, tuż po tym jak zamknęła za nimi drzwi do pokoju. There you go, wyrzuciła to z siebie i poczuła jakby ktoś zdjął jej z klatki piersiowej spory ciężar. Czasami wychodziło z niej w takich momentach małe dziecko, które musiało powiedzieć to, co myśli, za wszelką cenę.
Nie było to nic zaskakującego w przypadku Haddie. Była naprawdę zdystansowana i zrównoważona… do czasu. Kiedy ktoś zaszedł jej za skórę, sprawa miała się zgoła inaczej. Natomiast znaleźć się w takiej pozycji nie było tak prosto, przez wzgląd na naprawdę duży poziom wyrozumiałości i cierpliwości blondynki. Tym większy sukces po stronie Bedivera, że tego dokonał. Aktualna lista osób, które były u niej na cenzurowanym była bardzo prosta — znajdował się na niej tylko on.
Skrzyżowała ręce na piersi i wzruszyła ramionami na jego prztyczek odnośnie policji i jej dysponowania czasem. Nie był to jej problem, ona tylko wykonywała rozkazy, jak widać. Gdyby bowiem zależało to od niej, zajmowałaby się teraz kompletnie inną sprawą, a z nim użerałaby się Morgan, czy Arvel. Tymczasem to ona miała niańczyć krnąbrnego konsultanta. Do którego dodatkowo sama nie pałała w ostatnim czasie zbyt wielką sympatią.
I tak, i nie. Samo miejsce, jego charakter i przedmioty są tutaj drugoplanowe, chodzi o to kto będzie tę operację koordynował — wyjaśniła, podnosząc się z miejsca. Nie skomentowała potwierdzenia ich podejrzeń; już dawno nauczyła się nie pytać, a po prostu przyjmować dar, jakim była wiedza Alistaira na tematy fałszerstwa. Tak naprawdę nikt nigdy nie pytał, kontynuując tym samym ten skomplikowany taniec pomiędzy dobrem i złem, o ile takowe w ogóle istniały w rzeczywistym świecie. A przynajmniej w czystej formie.
Podeszła do tablicy, gdzie zastukała paznokciem w dobrze im znaną twarz, przytwierdzoną magnesem. Następnie stanęła przodem do Alistaira.
Benson, fucking, Grey — nie był to pierwszy raz, kiedy mieli z nim styczność, a jednak dotychczas udawało mu się każdorazowo rozpływać w powietrzu i umykać policji, zupełnie tak, jakby zawsze był o dwa kroki przed nimi — Góra mocno liczy na to, że tym razem uda się go przyskrzynić — kontynuowała, krążąc powoli po pokoju — Dlatego musimy działać precyzyjnie, ostrożnie i skutecznie — zdanie przerwała jej wchodząca do pokoju funkcjonariuszka z kawą. Westchnęła, czekając aż wyjdzie. Przymknęła oczy, licząc w myślach do pięciu, zanim podjęła wywód — Wejdziemy tam pod przykrywką, jako licytujący — dokończyła, a jej wzrok prześlizgnął się po sylwetce towarzysza.
Nie nazywaj mnie tak — rzuciła jedynie i bez pardonu podeszła, zabierając filiżankę z kawą, której od razu się napiła — Dzięki za kawę. Jakieś pytania? — tym razem to ona uśmiechała się szeroko.

Alistair Bedivere
gall anonim
nie kieruj moją postacią i nie podejmuj za nią decyzji bez wcześniejszego ustalenia tego ze mną
40 y/o
For good luck!
188 cm
Konsultant Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czytanie ludzi oraz ich reakcji było nieodłącznym elementem życia Aliego. Stąpając zawsze po cienkiej granicy pomiędzy stróżami prawa, a ich celami. Ba, nawet będąc jednym z tych celów, musiał wiedzieć czego może się spodziewać od swoich współpracowników. Znać ich reakcje oraz akcje jeszcze zanim sami o tym pomyślą. Często też musiał ich do pewnych poczynań nakłaniać. To nie było łatwe życie, lecz to czyniło je emocjonującym. Takim, które warto było przeżyć. Haddie miała to nieszczęście, że wpadła mu w oko. To sprawiło, że się nią zainteresował, a co za tym szło nauczył się całkiem dobrze naciskać wszystkie przyciski, które miała żeby wydobyć z niej te najciekawsze reakcje. Lubił się z nią droczyć i żartować. Wyprowadzać ją z równowagi w sytuacjach, kiedy nie mogła sobie pozwolić na wybuch. To pewnie czyniło z niego prawdziwego dupka, ale wierzył, że ona chociaż w jednym procencie też to lubiła. Inaczej nie pracowaliby razem za każdym razem gdy miał tutaj kontrakt. Jasne, mogła się zasłaniać tym, że to tylko jej obowiązki, ale on nigdy nie stawiał warunku, że będzie pracować tylko z nią. Mogli mu przydzielić kogokolwiek, a jednak zawsze była to ona. Nie wierzył w takie przypadki. Lecz może jest człowiekiem małej wiary?
- Wy i Benson... Czasami myślę, że macie jakąś dziwną rywalizację. - przewrócił oczami cicho wzdychając.
Może nie miał na myśli jakiejś osobistej rywalizacji pomiędzy blondynką, a jego znajomym, ale podejrzewał, że takowa istnieje. Stróże prawa zawsze mają jakieś swoje nemesis. W jej przypadku był to złodziej, który umknął im już o jeden raz za dużo. Nawet jeśli ten raz był trochę z jego winy, a raczej zasługi, do czego oczywiście się przed nimi nie przyzna.
Chyba jego ego bolał fakt, że tak bardzo interesują się facetem, który nawet w połowie nie był tak rozpoznawalny jak on sam. Jednak w tym tkwił cały szkopuł. Jeśli nie chciało się mieć na ogonie organów ścigania, trzeba było pozostać nierozpoznawalnym. Cena sukcesu. Gdyby Haddie tylko wiedziała kto przed nią stoi. Powinna mówić mu - awans.
- To by wyjaśniało moją stawkę za tę sprawę. Chyba dostaliście nowy budżet. - poruszył zabawnie brwiami - Oh... Pod przykrywką... Naprawdę chcecie go dorwać. - uśmiechnął się zaczepnie przyglądając się jak podchodziła bliżej.
Bez większych protestów oddał jej swoją filiżankę z naprawdę parszywą kawą. Wziął nawet jej dłoń i wsunął w nią pozostały spodeczek. Do tego ten uśmiech. Nie mógł sobie odpuścić utarcia jej trochę nosa i podroczenia się z nią jeszcze bardziej.
- Jasne. Chcesz suknię czy sukienkę? Od tego zależy do której krawcowej Cię wyślę. - puścił jej oczko bo chyba nie myślała, że pozwoli by policja wybrała za nią - Będziesz moją nową dziewczyną czy wolisz panią Bedivere? - spojrzał jej w oczy będąc ciekaw jej reakcji.
- I najważniejsze. Mam Ci mówić Haddie, czy... - tu zrobił krok do przodu pozostawiając między nimi ledwie miejsce na tę nieszczęsną filiżankę gdy nachylał się do jej ucha by wyszeptać - Harriet? - zupełnie jak ostatnim razem gdy byli razem tamtego wieczoru kładąc jej dyskretnie swoją dłoń na biodrze.
Na pewno też czuła i pamiętała jego perfumy. Zawsze używał tych samych.

haddie wheeler
33 y/o
For good luck!
168 cm
detektyw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
detektyw z syndromem perfekcjonistki, która lata po mieście i aresztuje fałszerzy dzieł sztuki i innych zbirów
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3. osobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie odpowiedziała. Nie od razu. Alistair miał rację, której nie chciała ot tak mu przyznać. Czy dla samej zasady, czy z powodu tego, że sama nie była do końca dumna z tego jak mocno Benson Grey zaszedł jej za skórę na przestrzeni ostatnich miesięcy? Powoli zaczynała mieć wrażenie, że wie o nim więcej niż o samej sobie, a jednak wciąż za mało, żeby go przymknąć. Stan aktualny był bardzo irytujący, zwłaszcza dla kogoś z zapędami do perfekcjonizmu absolutnego.
Ujmijmy to tak… bardzo zależy mi na tym, żeby oglądał świat zza krat — wzruszyła ramionami i wbrew wydźwiękowi wypowiedzianych słów, uśmiechnęła się pogodnie, co bardzo gryzło się z ciężarem wypowiedzi — Nie tylko mi zresztą. Komendant bardzo dosadnie wypowiada się o preferowanym przebiegu tej sprawy.. Złapanie go pewnie wiązałoby się z jakimś awanse i uściskiem dłoni prezesa, przecięciem wstęgi do celi Bensona i celebracjami, trwającymi cały miesiąc. Tak, naprawdę chcemy go złapać, Ally — dodała po chwili z przekąsem, po czym odstawiła kawę na stolik, odwracając się na moment tyłem do Bedivere’a i krzywiąc na to, jaką lurę serwowali na komisariacie. Ktoś powinien otworzyć sprawę karną dla osób odpowiadających za benefity, bo zdecydowanie wołały o pomstę do nieba. Szybko zwróciła się ponownie przodem do rozmówcy, a na jej twarzy nie było śladu po wcześniejszym zdegustowaniu, graniczącym z obrzydzeniem.
Machnęła ręką na wywód o kreacjach, tym samym ucinając mężczyźnie prawie w połowie zdania.
Posterunek zajmie się takimi duperelami, to nieistotne — mruknęła, pokazując tym samym, że moda i prezencja nigdy nie były zbyt mocną stroną Haddie. Odkąd pamiętała, wolała biegać z kolegami po drzewach w ogrodniczkach, niż stroić się z koleżankami z klasy i nie uległo to wielkiej zmianie na przestrzeni lat. Ubierała się schludnie, ale prosto i aseksualnie. Dzisiaj miała na sobie proste w kroju jeansy w klasycznym, kolorze indygo oraz biały tiszert. Spod kołnierzyka wystawał złoty łańcuszek, z którym się nie rozstawała.
Kiedy jego dłoń znalazła się na jej biodrze, zacisnęła usta w cienką kreskę, zdradzającą, że w tej chwili wykorzystuje wszystkie swoje zasoby na to, aby trzymać swoje zachowanie w ryzach. Zerknęła przez ramię na open space za szklanymi szybami, ale wszyscy zdawali się być zajęci swoimi sprawami i pochłonięci w posterunkowej codzienności. Jej ręka delikatnie przesunęła się do filiżanki z lurą, a oczami wyobraźni Haddie widziała już, jak płyn spływa po głowie Alistaira, plamiąc jego idealnie skrojony garnitur i spłukując uśmieszek z jego twarzy.
Serce biło szybciej, krew przyśpieszyła w żyłach, ale nie dawała po sobie poznać, że brunet wciąż miał kontrolę nad jej emocjami.
Odchrząknęła i skrzyżowała ręce na piersiach, dystansując się od niego w ten sposób.
Ani jedno, ani drugie. Będziesz moim doradcą — zerknęła w papiery, leżące obok na stole — I będziesz się do mnie zwracał Sigrid — z tymi słowami wyślizgnęła się zgrabnie i odeszła w przeciwległy kąt sali, pod tablicę — Sigrid Dalsgaard, będzie kolekcjonerką sztuki z Kopenhagi — przeczytała z nienagannym akcentem.

Alistair Bedivere
gall anonim
nie kieruj moją postacią i nie podejmuj za nią decyzji bez wcześniejszego ustalenia tego ze mną
40 y/o
For good luck!
188 cm
Konsultant Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie musiała niczego potwierdzać ani tym bardziej przytakiwać. Znał ją na tyle by wiedzieć, kiedy ma rację. Kiedy robi dobrą minę do złej gry. Zdawał sobie również sprawę jak bardzo potrafi się zafiksować na swojej pracy. Czasami miał wrażenie, że w ogóle nie zwracała na niego uwagi podczas prowadzonych spraw. Przynajmniej było tak na samym początku ich znajomości. W końcu udało mu się przekonać do siebie nawet taką służbistkę jak Haddie. Zawsze uważał, że nie ma kogoś, kogo nie potrafił do siebie zjednać. To czyniło go tak efektywnym we wszystkich rolach, jakie sobie zakładał. Pomagało też utrzymać ten delikatny balans pomiędzy jasną, a ciemną stroną mocy.
- Ty i te twoje fiksacje. - poklikał językiem kręcąc głową - Zastanawialiście się kiedyś, czy może dlatego nie mogliście go do tej pory złapać? Zrobiliście się przewidywalni. Wie, że chcecie go dorwać za wszelką cenę. - wzruszył ramionami, spodziewając się po nich niestety takiej postawy.
Ten jeden raz nie dodawał już niczego o tym, że po to właśnie zatrudniają jego. Jest ich asem w rękawie. Często myśli niekonwencjonalnie. Dlatego, że sam często uciekał przed wymiarem sprawiedliwości, więc wiedział gdzie szukać Bensona gdy próbował uciec. Będzie dokładnie tam, gdzie chce. Z jego ego gryzło się natomiast to, że to nie na jego punkcie mają obsesję. Mianowicie, że ona nie miała takiej obsesji. Nie potrzebował całego wydziału, który próbowałby go dorwać. Jakkolwiek schlebiające by to nie było. Nie narzekałby natomiast gdyby Haddie myślała o nim tak często jak o swojej pracy, której przecież był bardzo ważną częścią. Nawet nie wiedział, czy kiedykolwiek kogoś złapali bez niego.
Mogła uważać, że jest bardzo opanowana i nie daje niczego po sobie poznać, ale on wiedział, że nie był jej kompletnie obojętny. Podobnie jak ona jemu. Uśmiechnął się jedynie widząc jak się od niego dystansuje. Sam nie odszedł z miejsca. Jedynie odwrócił się w jej stronę patrząc na nią badawczo.
- Sigrid? - mruknął jakby smakując to imię na swoich ustach - Pasuje Ci, podoba mi się. - przytaknął opierając się o stolik za sobą.
- Ale Kopenhaga? Czy wiesz cokolwiek o Danii? Znasz język? - podobnie jak ona skrzyżował ręce na piersi przechylając lekko głowę - Tym bardziej jeśli chcesz uchodzić za kolekcjonerkę sztuki chyba nie myślisz, że posterunek jest Ci w stanie zapewnić odpowiednią kreację na taką okazję? - spojrzał na nią nieco pobłażliwie.
- Esencją wejścia pod przykrywkę jest rzeczywiste uwierzenie, w postać, którą się tworzy. Musisz stać się Sigrid. - nieco spoważniał, w końcu jego reputacja oraz cała akcja zależała od jej zdolności - Zatem powiedź mi, Sigrid, jaki jest twoje ulubione dzieło sztuki? Co czyni je takim wyjątkowym? - uśmiechnął się do niej nieco złośliwie nie wierząc, że sobie z tym poradzi - I która aukcja interesuje Cię najbardziej? - uniósł pytająco brew mierząc ją zaciekawionym spojrzeniem.
W swoim życiu miał już tyle aliasów, że czasami ciężko było się połapać, czy któregoś nie używał za często. Wchodzenie w swoją rolę przychodziło mu całkiem naturalnie. Wiedział jak czytać ludzi, jak powiedzieć to, co chcieli usłyszeć. Nie mogła znaleźć sobie lepszego mentora jeśli chodziło o wchodzenie pod przykrywkę.

haddie wheeler
33 y/o
For good luck!
168 cm
detektyw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
detektyw z syndromem perfekcjonistki, która lata po mieście i aresztuje fałszerzy dzieł sztuki i innych zbirów
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3. osobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie skomentowała jego uszczypliwego komentarza. Głównie z bardzo prostego powodu — doskonale zdawała sobie sprawę z tego, ze w tym konkretnym wypadku miał rację. W obu kwestiach. Była mocno zafiksowana na złapaniu Greya i zdawała sobie sprawę z tego, że miewała tendencję do hiperfokusu, kiedy na czymś jej zależało. Prawdopodobnie gdyby urodziła się dekadę, czy dwie później, ktoś zdiagnozowałby ją z adhd, ale żyła w błogiej nieświadomości, jak połowa jej rówieśników. Dla niej był to po prostu styl bycia. Kiedy czegoś chciała, dążyła do celu za wszelką cenę. A teraz chciała schwytać Bensona.
A co do drugiej kwestii…
Zastanawialiśmy. Dlatego zmieniamy zasady gry i podejdziemy go od drugiej strony. Dlatego… cię potrzebuję…emy — skrzywiła się, kiedy jej uszu dotarły własne słowa i to jak tragicznie niezręcznie zabrzmiały. Fakty przedstawiały się jednak bardzo jednoznacznie — potrzebowali go. Posterunek, do zrealizowania postawionego sobie celu. Ona, do egzekucji planu, które miał ten cel dowieźć do mety — Tym razem przenikniemy do jego świata i nie zaatakujemy ze strony, której się nie będzie spodziewał — dlatego tak ważne było dopracowanie planu. Mieli tylko jeden strzał, nie mogli go zmarnować.
Odchrząknęła i przygryzła policzek, zbierając myśli i kontrolę nad własnymi uczuciami, która odrobinę wymknęła jej się z garści. Cholerny Alistair. Z cholernym uśmiechem i cholernymi niebieskimi oczami.
Ja, Sigrid — odpowiedziała z duńskim akcentem i po raz pierwszy na niego spojrzała. Tak naprawdę. Nie na sylwetkę Bedivere’a, nie gdzieś obok niego lub ponad nim. Na niego, prosto w jego oczy. I nawet nie drgnęła, wciąż zachowując kamienny, nieco nonszalancki wyraz twarzy — Jeg ved så meget som jeg har brug for. Jeg har alle oplysningerne i mine dokumenterWiem tyle, ile potrzebuję. Wszystkie informacje mam w dokumentachna studiach w Montrealu brałam dwa semestry duńskiego, z nudów — wyjaśniła gładko, unosząc kąciki ust w bardzo nikłym uśmiechu. Rozplotła ręce, opuszczając je wzdłuż ciała, jednocześnie pokazując w ten sposób, że poczuła się pewniej i swobodniej, kiedy najpewniej zaskoczyła go swoją znajomością języka obcego — Naprawdę uważasz, że ubranie ma aż takie znaczenie? — w jej pytaniu nie było prześmiewczości, pytała poważnie. Wszak to on był ekspertem w poruszaniu się po świecie do którego mieli niepostrzeżenie wsiąknąć. Choć nie podobała jej się perspektywa strojenia, wiedziała, że w tej kwestii musi zdać się na jego ekspertyzę — Co się tyczy dzieł sztuki — Ty mi powiedz. Po coś cię tu mamy, prawda? — jej uśmiech stał się nieco szerszy.
Przeszła przez pomieszczenie i przysiadla nieopodal Alistaira, spoglądając na niego z uniesioną brwią.

Alistair Bedivere
gall anonim
nie kieruj moją postacią i nie podejmuj za nią decyzji bez wcześniejszego ustalenia tego ze mną
40 y/o
For good luck!
188 cm
Konsultant Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Te jej fiksacje były czymś, co czyniło ją ciekawą. Coś, co przykuwało jego uwagę. Lubił kobiety, które wiedziały czego chciały, a co ważniejsze, po prostu do tego dążyły. Haddie miała to do siebie, że jak się zafiksowała, nie było zmiłuj. Charakter jednak nie wystarczał by dopaść kogoś takiego jak Benson. Był z niego cholernie cwany lis. Może nawet tak przebiegły jak sami Alistair. Nieuchwytny na kilku kontynentach. By go złapać potrzeba było odpowiednich znajomości, dojść. Przede wszystkim technik, które znali tylko ci, którzy sami maczali palce w tym biznesie. Było wiele powodów dla których żaden wymiar sprawiedliwości nie był w stanie go dopaść. On znał je wszystkie. Sam je stosował. To była dobra okazja by wyeliminować swoją konkurencję. Szkoda byłoby nie skorzystać. Tym bardziej, że przy okazji mógł spędzić z nią trochę czasu. Sam na sam. Pod przykrywką. Tego jeszcze razem nie robili.
- Potrzebuję, czy potrzebujemy? Zdecyduj się. - uśmiechnął się do niej zaczepnie patrząc na nią z tą nieznośną satysfakcją wiedząc, że złapał ją właśnie za słówka, za czym oczywiście nie przepadała.
- Wreszcie zmieniacie podejście. To mi się podoba. - przytaknął z pewnym uznaniem przypuszczając, że to właśnie ona sprawiła, że Ci na górze zmienili swoje metody.
Potrafiła być cholernie uparta, aczkolwiek nie była naiwna. Wiedziała, że robienie tego samego w kółko i oczekiwanie różnych efektów było po prostu szaleństwem. Słusznie podchodzili do tego z zupełnie innej strony. Strony, którą on doskonale znał. Mógł im z tym pomóc tak długo jak nie będą zadawać zbyt wielu niewygodnych pytań. W końcu na tym polegała jego relacja z lokalnymi służbami. Oni nie zadawali pytań, na które nie chcieli znać odpowiedzi, a on nie mówił o tym, czego wiedzieć nie powinni. Każdy otrzymywał to, czego chciał. Ostatnim razem otrzymał nawet o wiele więcej.
Spojrzał na nią nieco zdziwiony, gdy odpowiedziała mu po czymś, co rzeczywiście brzmiało jak duński. Nie to żeby akurat znał ten język, więc mogła powiedzieć cokolwiek. Nie mógł zweryfikować nawet jej akcentu. To jednak nie przeszkodzi mu w kolejnych przekomarzankach.
- Dwa semestry nie wystarczą. - pokręcił głową z łagodnym uśmiechem - Lekcja numer jeden, nie daj się wmanewrować w tematy, których nie jesteś całkowicie pewna. - podniósł dłoń wyciągając jeden z palców - A jeśli już musisz wypowiadać się na temat czegoś, o czym nie masz pojęcia, musisz mówić o tym z całkowitym przekonaniem. To więcej niż połowa sukcesu. - puścił jej oczko z tym swoim zadziornym uśmiechem opierając się o blat i przyglądając jej się z wesołymi chochlikami w tęczówkach.
- Uważam..? Hennie... - pokręcił głową klikając językiem - To pierwsze na co zwróci uwagę, a jako kobieta to jedna z twoich najlepszych broni. Nic tak nie opuszcza męskiej gardy jak odpowiedni dekolt, piękny uśmiech i zainteresowanie. - przechylił lekko głowę już wyobrażając ją sobie w kilku kreacjach, przez co jego spojrzenie przybrało nieco drapieżniejszego wyrazu - Plus jeśli jest chociaż w połowie tak dobry, jak myślę powinien wiedzieć kto pracuje nad jego sprawą. Nie może Cię poznać. - zwilżył nieco usta przypominając sobie ich ostatnią noc i odkrył, że zaczynał być zazdrosny.
To do niego nie podobne. Jednak sama myśl, że między nim, a Bensonem mogłoby dojść do czegoś więcej niż wymiany uprzejmości. Powodowało to pewien dyskomfort, którego do tej pory nie doświadczył. Ciekawe.
- Oh, czyli tak chcesz to rozegrać? Będziesz piękną, bogatą kolekcjonerką, a ja będę wskazywać co jest warte swojej ceny? Sprytne... - przytaknął z szerokim, rozbawionym uśmiechem.
To miało całkiem dużo sensu.
- Lekcja numer dwa. Historia jest najważniejsza. Więc jaka jest nasza? Byłem tylko jednorazowym skokiem w bok? Chcesz czegoś więcej, ale nasza relacja biznesowa jest dla Ciebie zbyt ważna? - uniósł pytająco brew patrząc jej w oczy specjalnie pozostawiając wiele niedomówień.
Mówił o ich aktualnej relacji czy przykrywce, pod którą mają wystąpić?

haddie wheeler
33 y/o
For good luck!
168 cm
detektyw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
detektyw z syndromem perfekcjonistki, która lata po mieście i aresztuje fałszerzy dzieł sztuki i innych zbirów
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3. osobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej poczucie niezręczności było wręcz namacalne, kiedy mieliła słowa, których tak bardzo nie chciała wypowiedzieć na głos. Ale złapał ją, a ona nie miała w zwyczaju uchylać się od odpowiedzialności, czy swoich własnych błędów.
Ja. Ja cię potrzebuję. Zadowolony? — zaakcentowała swoją osobę zdecydowanie mocniej niż wypadało, jeszcze bardziej podkreślając to, jak uwierał ją ten fakt. Zwłaszcza teraz, kiedy była na niego otwarcie… zła? Poirytowana? Zdezorientowana? Zarządzanie emocjami i uczuciami na tle prywatnym nigdy nie było jej mocną stroną, nic więc dziwnego, że mocno gubiła się w nawigowaniu w jawnym koktajlu Mołotowa, jaki odczuwała wobec Bedivere’a. Westchnęła i powoli pokręciła głową.
Głównie dlatego, że ta zmiana podejścia to trochę moja sprawka i naprawdę zależy mi na tym, żeby to wypaliło. Ujmę to tak, sporo oczu jest skierowanych bezpośrednio na mnie — wyjaśniła, tym samym potwierdzając przypuszczenia bruneta. Jedyny mankament polegał na tym, że wpadła na ten pomysł, kiedy jeszcze nie otwierał jej się na jego widok scyzoryk w kieszeni. Ale nie zamierzała być nieprofesjonalna i pozwalać swoim emocjom na przejęcie sterów — a przynajmniej nie w całości — Na ciebie zresztą też, bo być może zareklamowałam cię jako pewniaka — uśmiechnęła się od niechcenia i machnęła ręką, bagatelizując temat. Niezależnie jednak od aktualnego stosunku jaki do niego miała, zdawała sobie sprawę z tego, że jest cholernie dobry w swojej pracy i jeśli ktokolwiek miał pomóc im przełamać złą passę i dorwać Bensona, był to Alistair Bedivere, nikt inny.
Muszą wystarczyć — ucięła w ten sposób temat, ponieważ tyle mieli i z tym mogli jakkolwiek pracować. Mało prawdopodobne, że w krótkim czasie douczy się więcej — Będę wyjątkowo małomówną i wycofaną kolekcjonerką sztuki z pogranicza przestępczości — dodała, po tym jak uważnie wysłuchała jego wskazówek na temat możliwie najpłynniejszego wtopienia się w otoczenie. Mogli się przekomarzać, mogli mieć do siebie różny stosunek, ale jedno i drugie pozostawało cholernie profesjonalne. I to była zazwyczaj ich przewaga nad innymi zespołami. Współgrali, jak dobrze naoliwiona maszyna.
Oh — dało się dostrzec zakłopotanie i lekkie zawstydzenie, kiedy wspomniał o kobiecych wdziękach i ich sile. Wydawało jej się, że nie ma niczego bardziej odległego od jej strefy komfortu niż coś pozornie tak banalnego, jak kobiecość. Przełknęła ślinę, głośniej niż planowała — W takim razie czeka nas sporo pracy — przyznała bez ogródek, a jej wzrok powędrował na martensy, które miała dzisiaj na nogach. Nie była naiwna, domyślała się, że będzie to od niej sporo wymagało, ale stawka była na tyle wysoka, że była gotowa na poświęcenia i dyskomfort.
Poczuła jak po zadanym przez Bedivere’a pytani robi jej się gorąco. Jednocześnie przyjemnie i nieprzyjemnie. Wyprostowała się odruchowo, nie uciekając jednak spojrzeniem w bok, a wytrzymując utkwione w niej niebieskie tęczówki mężczyzny. Wiedziała o co pytał, wiedziała o czym przed chwilą rozmawiali. A mimo wszystko…
Nasza relacja jest czysto biznesowa — odpowiedziała gładko, choć słowa cięły ostro, jak brzytwa. Szybko rozluźniła postawę, wracając do swojego naturalnego i swobodnego sposobu bycia, kiedy opowiadała o sprawach, nad jakimi pracowała — Muszę sprawiać wrażenie dostępnej dla Bensona — dodała i uniosła brew — Musi chcieć nawiązać ze mną relację i wpuścić mnie przez zasieki — w przeciwnym razie cała szopka nie miała sensu.

Alistair Bedivere
gall anonim
nie kieruj moją postacią i nie podejmuj za nią decyzji bez wcześniejszego ustalenia tego ze mną
40 y/o
For good luck!
188 cm
Konsultant Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzał jej specjalnie torturować. Wiedział jak ciężko przychodziło jej mówienie o jakichkolwiek uczuciach w życiu prywatnym. Widząc jak próbuje z siebie wydusić te słowa naprawdę starał się nie zaśmiać. Przypominała właśnie małą dziewczynkę, która wiedziała, że w końcu musi przyznać się do błędu, ale tak bardzo nie chciała. To czyniło ją uroczą. Dlatego trochę jej odpuścił. Również dlatego, że miała przy sobie broń, a on wiedział, że jeśli za długo będzie naciskał niektóre guziczki może się to źle dla niego skończyć. Dlatego jedynie lekko się uśmiechnął przytakując i nie ciągnąć dalej tego tematu. Zawsze wolał słyszeć od kobiet, że go chcą. To był wybór. Potrzeba to... potrzeba. Do tego pierwszego jeszcze dojdą. Na razie potrzeba w zupełności mu wystarczy. Może to nawet ważniejsze? Tylko on mógł to zrobić. Tak, z tym powinien czuć się jeszcze lepiej. Tak postanowił.
- To krzywdzące... Tak jakbym potrzebował reklamy. - przewrócił oczami z pewnym niesmakiem.
Jej przełożeni powinni już dawno zdać sobie sprawę z tego, że jest pewniakiem. Nie zawalił dla nich jeszcze żadnej sprawy. Ta wykraczała nieco poza ich zwyczajowe obowiązki. Benson jest naprawdę łakomym i dość nieuchwytnym kąskiem, lecz on był w stanie go dopaść. Jedynym problemem będzie zatarcie swoich śladów, ale to już jego problem na inny dzień.
- Myślę, że nie tylko przez to te wszystkie oczy są skierowane na Ciebie. - posłał jej zaczepne spojrzenie, a na usta wkradł się ten nieznośny, lekki uśmieszek.
Nigdy nie zaszkodziło powiedzieć kobiecie kilka komplementów, chociaż podejrzewał, że akurat Haddie postanowi doszukać się w tym jakiegoś trzeciego dna, na które on nawet by w tym momencie nie wpadł. Taki już jej urok jeśli o niego chodziło. Chociaż teraz ich relacja wyglądała już nieco inaczej. Była na niego wkurzona. Dał jej ku temu całkiem dobry powód. Wszystko, co powie przeinaczy na jego niekorzyść. Przynajmniej dopóki jej jakoś nie zadość uczyni. Benson powinien być całkiem dobrym prezentem na pojednanie.
- Piękna i tajemnicza... Szybko się uczysz. Dobry pomysł. - przytaknął całkiem energicznie głową aprobując takie podejście, a przede wszystkim szybkie myślenie.
Dokładnie tego będzie potrzebować jeśli chce się wmieszać w tłum przestępców. Pod przykrywką na pewno natrafią na jakąś sytuację, której nie przewidzą. Lepiej będzie wtedy oddać stery jemu. Może tego nie wiedziała, ale doskonale odnajdował się w tym świecie. Gdy sam kradł dzieła sztuki zawsze szło coś nie tak. Improwizacja jest jedną z jego najsilniejszych stron. To ona lubi mieć na wszystko plan. Dlatego ten duet działał. Zawsze ratował sytuację gdy plan nie wypalił.
- Czy ja wiem... Skoro zamierzasz dać mi załatwić większość rozmów... Wtedy musisz mi się tylko pozwolić odpowiednio odstawić. - poruszył wymownie brwiami już doskonale wiedząc gdzie pójdą po jej wieczorową kreację.
Może sama w to nie wierzyła, ale on wiedział jak bardzo kobieca potrafi być. A może po prostu oboje tamtej nocy nieco za wiele wypili?
Wyczekiwał jej odpowiedzi. Chciał poznać jej opinię. Ton, którym wypowiedziała następne zdanie zdecydowanie przygasił jego entuzjazm. Jego tęczówki nieco pociemniały i tym razem nie z pożądania. Jednak Ali nie byłby sobą gdyby tak łatwo się poddawał. Wiedział, że jakoś ją udobrucha. Inaczej nie przyjąłby przecież tej roboty.
Kiedy jednak wspomniała o byciu dostępną wezbrało w nim coś nieprzyjemnego. Zacisnął mocniej dłonie na blacie biurka, o które się opierał. Nie chciał widzieć ich razem. Nawet pod przykrywką. Benson na nią nie zasługiwał. Na żadną uwagę poza tą służbową. Czy to właśnie była zazdrość? Czy on był zazdrosny..? To dla niego nowe uczucie. Zawsze brał to, na co miał ochotę. Nigdy nie musiał być zazdrosny, a jednak... Dlaczego był teraz? Pokręcił lekko głową sam siebie nie poznając.
- Nie będzie mógł Ci się oprzeć, jestem tego pewien. - choć powiedział to z uśmiechem, jego ton był nieco chłodniejszy niż ją do tego przyzwyczaił.
Powinien się ogarnąć.

haddie wheeler
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”