ODPOWIEDZ
17 y/o
For good luck!
157 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

# 004
Lektury dawały się we znaki, zwyczajnie brakowało mi czasu między zajęciami, by jednocześnie dbać o stopnie, jak i treningi, ale obiecałam sobie, że dopnę wszystko na ostatni guzik. Czy opracowanie analizy z angielskiego było aż tak trudne, bym musiała sięgać po pomoc Audrey? Tak, ale to niejedyny powód, dla którego do niej napisałam — chciałam się z nią zobaczyć. To prawda, że używa czasem słów, których nie rozumiem, czy odniesień do obcej mi popkultury (subkultury? trendów? jak to w ogóle nazwać?), ale to czyni z niej niezwykle ciekawą osobę do rozmów. Od tamtego wuefu nieco więcej rozmawiamy, przelotnie wprawdzie, ale to wcale nie oznacza, że na tej przelotności powinnyśmy poprzestać. Z czasem zaczęłam kojarzyć drobiazgi: to, jak bawi się końcówką długopisu, kiedy się zastanawia, albo jak automatycznie sięga po kartkę, lub tablet, żeby coś narysować, nawet jeśli rozmowa toczy się zupełnie o czymś innym i to, że instynktownie wybiera miejsca trochę na uboczu. To nie tak, że się w nią cały czas wgapiam, mamy dużo angielskiego, okej?! To nasze pierwsze spotkanie poza murami szkoły. Niby nic niezwykłego, lecz skoro tak, to dlaczego zaczęłam się denerwować?
Przystanek w spożywczym miał sprostać moim dzisiejszym oczekiwaniom zarówno na spotkanie z Audrey, co późniejszy trening. Po chwyceniu butelki soku, mieszanki orzechów (także z tymi w czekoladzie!) i owsianych ciastek, zatrzymałam się w dziale żelków. Kwaśne nie były tymi, które mnie zwykle szczególnie interesowały i pewnie nawet nie zwróciłabym na nie uwagi, gdyby nie wiadomość od Audrey. Spędziłam więc kilka dobrych minut na szukaniu specjalnej edycji z dinozaurami, póki szanowna ekspedientka nie powiedziała, że się skończyły. Normalnym byłoby kupić dowolne inne kwaśne żelki i pójść na spotkanie, ale ja przebiegłam jeszcze dwa kolejne sklepy, póki nie znalazłam odpowiednich. Lubię sprawiać znajomym przyjemność, także tę drobną, więc to oczywiste rozwiązanie.
Niskie kamienice Parkdale poprzeplatane industrialną architekturą miały swój charakter, zupełnie różny od tego, do którego przywykłam w centralnej części Toronto. Jadąc wolno za GPSem miałam okazję przyjrzeć się uroczym kawiarniom i niezależnym galeriom sztuki, których wystawy przykuwały oko. Rzadko bywałam w takich miejscach, wychodząc z założenia, że nic mnie z nimi nie łączy. Podziwianie z zewnątrz pozwalało na kompromis między docenianiem piękna a zaangażowaniem w wizytę. Za to parkowanie blisko mieszkania Audrey nie było takie piękne. Prawko mam już od jakiegoś czasu, ale nadal boję się jeździć. Czy to sprawia, że wzbraniam się przed podróżowaniem samochodem? Pewnie, że nie, w końcu każda okazja do ćwiczeń jest dobra. Staram się po mieście poruszać autobusami, czy uberem, tyle że dziś miałam jeszcze wieczorem przedostać się na drugi koniec miasta, a jeżdżenie wśród ludzi po długim treningu uważam za mało komfortowe (wolę mieć ciszę i spokój!). Schody zaczynają się w momencie, kiedy trzeba się zatrzymać w miejscu innym, niż parking podziemny w apartamentowcu Galena, czy szeroki podjazd u moich rodziców. Tu w Parkdale było… ciasno. Turkusowe BMW przyciągało spojrzenia, zwłaszcza w zderzeniu z miejską, zimową szarością, ale co poradzić, że uwielbiam ten kolor? Ignorując narastający stres i poczucie bycia obserwowaną przez przechodniów, zaparkowałam wreszcie z oddechem ulgi. Gdy tylko wydostałam się bezpiecznie z samochodu i odnalazłam odpowiednią kamienicę, pospiesznym krokiem ruszyłam po schodach. Harrison wiedziała, że się spóźnię, ale nie dlatego, że mam do tego tendencję, a dlatego, że na bieżąco wysyłałam jej aktualizację.
Wpadłam na odpowiednie piętro bez większej zadyszki, poprawiając przerzuconą przez ramię torbę od Vendula London. To jedna z moich ulubionych, przedstawiająca witrynę mistycznego sklepu ze świecami i jestem zakochana w jej ręcznie wykonanych detalach (drzwiczki się otwierają!). Za nic miałam fakt, że nie do końca pasowała do puchowej kurtki w granatowo-metalicznym kolorze, ani też nasuniętej na kręcone włosy wełnianej czapki, ale za to idealnie do czarnego sweterka i ciemnych dżinsów. Zapukałam dwukrotnie, wolną ręką chowając jeszcze do kieszonki torby pomadkę o brzoskwiniowym zapachu, której smak rozlał się właśnie po nieco spierzchniętych wargach i przyłapałam się na tym, że wstrzymuję oddech.

audrey harrison
space cadet
17 y/o
For good luck!
159 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
would you freak out if i said i liked you?
do you walk the line?
is your IQ higher than your neighbours?
and is it very much higher than mine?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

005.
Kiedy Shanae poprosiła ją o pomoc z angielskiego, Audrey natychmiast się zgodziła, obiecując sobie w duchu, że nie będzie się stresować. A potem, oczywiście, zaczęła się stresować. Zastanawiała się, czy aby na pewno postąpiła właściwie, zapraszając Wyatt do swojego mieszkania, które dzieliła ze straszą siostrą - policjantką. Te trzy nieduże pokoje nie robiły żadnego wrażenia, więc co, jeśli nowa znajoma zacznie ją oceniać? No bo właśnie w ten sposób od pewnego czasu myślała o Shanae, nazywając ją w myślach znajomą. Nie były dla siebie już totalnie obce, mimo że większość wspólnego czasu spędzały w szkole i to zazwyczaj między lekcjami, a tych nie miały razem zbyt wiele. Na liście, oprócz języka angielskiego, znajdował się jeszcze w-f i historia. Nie, wróć. Shanae przychodziła tutaj, żeby wspólnie przeanalizować powieść Francisa Scotta Fitzgeralda,
Przed przybyciem Wyatt, która dała znać, że się spóźni, wysyłając jej swoją lokalizację (co ona, do cholery, tak długo robiła w tym spożywczaku na końcu dzielnicy?), Harrison trzykrotnie sprawdzała, czy mieszkanie było wystarczająco wysprzątane, w szczególności zwracając największą uwagę na swój pokój. Nigdy nie przejmowała się panującym tam bałaganem, ale do tej pory nie miała żadnych gości. Poza Lucasem, ale przyjaciel czułby się w najgorszym gnoju jak w swoim naturalnym otoczeniu.
W pospiechu zmieniła wygodne dresy na jeansy i wcisnęła za pas błękitny sweter w granatowe romby. Poprawiła włosy i przez chwilę zastanawiała się, czy nie pomalować rzęs, ale przecież to głupie. Kto normalny siedział przez cały dzień w domu w makijażu?
Słysząc pukanie do drzwi, odskoczyła od lustra jak poparzona. Wzięła głęboki oddech, wyprostowała plecy i ruszyła do przedpokoju, żeby zaraz przywitać Shanae szerokim, niewymuszonym uśmiechem. Nic nie mogła poradzić na to, że gęba sama cieszyła się na jej widok.
Cześć — przesunęła się w przejściu, robiąc dziewczynie miejsce. — Strasznie długo ci to zajęło. Korki czy nie było miejsca parkingowego? — zainteresowała się, biorąc od niej kurtkę, którą powiesiła na wieszaku pomiędzy inna garderobą wierzchnią. Niby mieszkały tutaj tylko z June, a ilość płaszczy była adekwatna do tej, która wisiała w rodzinnym domu Harrisonów.
O wow, ale świetna torba! — Audrey nawet nie starała się ukryć swojej ekscytacji. — Wygląda jak sklep z Pokątnej! — stwierdziła, ujmując własność Wyatt w swoje dłonie, aby lepiej jej się przyjrzeć. Pewnie musiała kosztować fortunę! — Wejdź. Możemy posiedzieć w salonie albo pójść do mnie. Tylko w salonie jest więcej miejsca. Czego się napijesz? — zapytała, wyhamowując na chwilę, bo właśnie zdała sobie sprawę ze swojego słowotoku, który mógł być dla innych naprawdę męczący.
Zwykle nie odpalała się aż tak w towarzystwie Shanae, żeby nie wzięła ją za gadułę, ale teraz na pewno nie tylko uzna ją za gadułę, ale też za totalną świruskę. Powinna lepiej ważyć słowa i nie paplać aż tyle, kiedy nikt ją o to nie prosił. Tak, zdecydowanie musiała się z tym pilnować i przede wszystkim pozwalać Wyatt dojść do słowa.

Shanae Wyatt
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
17 y/o
For good luck!
157 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Szeroki uśmiech Harrison pogłębiał mój własny, trochę z radości, a trochę w onieśmieleniu. Jak ona to robiła, że zawsze wyglądała tak luźno i swobodnie? Nawet pozostawione w nieładzie włosy sprawiały wrażenie idealnych, zwłaszcza w porównaniu z moimi, które wymagały specjalnego traktowania, by utrzymać się w ryzach. Podając jej kurtkę, walczyłam z odruchem zamknięcia jej w ramionach na powitanie. To przecież naturalne, ściskanie się ze znajomymi, to zwykły gest sympatii, ale co zrobić, kiedy nie chcę się narzucać? Zupełnie jakby istniała między nami niewidzialna bariera, jakbym czekała na jej przyzwolenie, że chce się aż tak spoufalać. Ale czy sam fakt, że zaprosiła mnie do swojego domu, nie oznaczał, że się lubimy? Czy brakiem uścisku nie sprawiam, że to ona nabiera wątpliwości, czy ją lubię? Merde, ale to wszystko pokręcone!
Absolutnie nie było gdzie zaparkować! Jeszcze wszędzie ciasno — pokręciłam głową z niezadowoleniem. Nie przyznam się przecież do tego, jak przeciętnie mi idzie za kółkiem, prawda? Tego Audrey nie musi wiedzieć, jeszcze uzna mnie za jakąś łamagę i ofiarę, w końcu każdy potrafi prowadzić. — Tak w ogóle, to nie byłam dotąd w tej okolicy, całkiem sympatyczna — dodałam od razu, woląc skupić się na pozytywach. — O wiele przyjemniejsza od ścisłego centrum. — Financial District dalekie było od ideału przytulnej dzielnicy, jaką Parkdale niewątpliwie było.
Dokładnie! — zawtórowałam od razu, oddając Harrison torbę (wcale nie lekką!) do obejrzenia. Może i nie miałam tak obszernej wiedzy fandomowej, ale halo, kto nie zna uniwersum Pottera? — Jeśli ta ci się podoba, to musisz zobaczyć moją halloweenową torbę wiedźmy, albo taką z księgarnią, czy tam introligatornią. Uwielbiam ich dbałość o szczegóły, każda jest małym dziełem sztuki. Mają torebki, plecaki, portfele, etui na telefony, no cała masa — rozpędziłam się, bo o torebkach, zwłaszcza tych od Venduli, mogłam rozmawiać długimi godzinami, zachwycając się każdą drobnostką. Nie wszyscy podzielają mój zachwyt, bo to nie standardowe torebki z sieciówek o generycznym wyglądzie, który mało rzuca się w oczy. Gdzieś podświadomie wiedziałam, że Harrison je doceni, ale może po prostu chciała być miła?
Jeśli masz w bałagan w pokoju, to może być salon. Zielona herbata byłaby super, ale jeśli nie masz, to przyniosłam sok. — Słowotok? Jaki słowotok? Prawdę mówiąc, odpowiadało mi, że Harrison mówi, zamiast milczeć. Lepiej w tę stronę, niż jakbyśmy miały siedzieć w ciszy. — O i mam żelki! — Pospiesznie rozwiązałam buty i równie szybko poprawiłam ich ułożenie przy rzędzie innego obuwia, żeby Audrey nie uznała, że jestem jakąś niewychowaną syfiarą. U siebie zostawiałam je po prostu przy wejściu i resztą zajmowała się Lucita, a tutaj wypadało zadbać o porządek. Podążyłam za gospodynią, gdziekolwiek mnie poprowadziła, nie rozglądając się jeszcze szczególnie po wnętrzach, bo uwagę skupiłam na zawartości torby. Wyjęłam wspomniany sok, wsuwając go pod pachę i grzebałam dalej, by wydostać dwie paczki kwaśnych żelków. — Nie wiedziałam, że robią je wegańskie. Jesteś weganką? — Wzniosłam wzrok na blondynkę, przekazując na jej ręce dinozaury. Kiedy spotykamy się razem w porze lunchowej, raczej nie wymieniamy się jedzeniem, więc zawartość jej kanapek pozostawała tajemnicą. Już cisnęło mi się na usta, że nie ma w tym nic złego, że podziwiam i szanuję walkę o zwierzęta i dobro środowiska, ale zasznurowałam je, powstrzymując się przed potencjalnym wygłupieniem. Mnie do weganizmu daleko, nie potrafiłabym żyć bez sera, burgerów, czy szynki parmeńskiej i bekonu, ale tę ciekawostkę wolałam zostawić na moment, gdy będę mieć pewność, że zaraz jej do siebie nie zrażę.

audrey harrison
space cadet
17 y/o
For good luck!
159 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
would you freak out if i said i liked you?
do you walk the line?
is your IQ higher than your neighbours?
and is it very much higher than mine?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Och, gdyby Shanae tylko wiedziała, jak bardzo Audrey stresowała się tym spotkaniem! Przez cały czas towarzyszyło jej nieprzyjemne wrażenie, że wygląda na spiętą i przestraszoną. A przecież w swojej głowie przeżyła to spotkanie już niezliczoną ilość razy i za każdym razem było wspaniale! W tych wyobrażeniach czuła się pewna siebie i spokojna, dokładnie taka, jaką chciałaby być w rzeczywistości. Podczas całej analizy Wielkiego Gatsby’ego nie palnęła ani jednej głupoty, nie wtrąciła się w niewłaściwym momencie i — co dla niej samej było sporym osiągnięciem — nawet nie próbowała się wymądrzać. Starała się słuchać uważnie, mówić wtedy, gdy miała coś sensownego do dodania, i nie dominować rozmowy. Dlatego tak bardzo liczyła na to, że prawdziwe spotkanie będzie choć trochę podobne do tych idealnych wersji w jej głowie i że Wyatt nie uzna jej za zadufaną ani pretensjonalną. Chciała wypaść po prostu… Normalnie. Autentycznie. I może, jeśli los będzie dla niej łaskawy, zapamiętaną w dobrym świetle.
Moja siostra ma zawsze ten sam problem — pokiwała głową w nawiązaniu do znalezienia dogodnego miejsca parkingowego. — W centrum chyba jest jeszcze gorzej? Chociaż tam większość tam budynki mieszkalne mają podziemne garaże — stwierdziła po chwili namysłu. W śródmieściu na wielu ulicach obowiązywał całkowity zakaz parkowania, więc bez takich miejscówek ani rusz.
Audrey miała prawo jazdy, ale nie miała swojego samochodu. Starsze rodzeństwo użyczało jej czasami swoich pojazdów, ale w Toronto transport publiczny był tak dobrze rozwinięty, że najmłodsza z Harrisonów nie czuła nawet potrzeby, żeby wiecznie stać w korkach.
Niesamowite — wymamrotała, przyglądając się lepiej wszystkim szczegółom torebki. — Mają też plecaki? — zainteresowała się natychmiast. Raczej wolała równoważyć ciężar na plecach i pod tym względem plecaki były znacznie wygodniejsze. — Przypomnij mi, proszę, żebym później zajrzała na ich stronę — uśmiechnęła się, wchodząc w głąb mieszkania.
Stanęła na środku połączonego z kuchnią salonu i zerknęła niepewnie w kierunku uchylonych drzwi, które prowadziły do jej pokoju. Nie miała bałaganu, przecież specjalnie sprzątała. Nie chciała jednak, żeby Shanae uznała jej pokój za zbyt klaustrofobiczny. Cholera, no trudno. Jeśli coś będzie jej nie pasować, to na pewno jej powie, prawda? Że jest za ciasno, za gorąco albo za ciemno.
Wezmę szklanki na sok, ale herbatę też zaparzę. I w sumie możemy posiedzieć u mnie, wcale nie mam bałaganu. Chyba? Sama zobaczysz — zadecydowała, a na żelki, które dziewczyna wcisnęła jej w dłonie, aż zaświeciły jej się oczy. — O rany, udało ci się je znaleźć?! Ale gdzie? Wczoraj przeszukałam wszystkie okoliczne sklepy i wszystkie były wyprzedane — Audrey zapowietrzyła się z tej ekscytacji. Przez chwilę naprawdę zapomniała, jak się oddycha, aż w końcu wzięła łapczywy haust powietrza. — Dziękuję! Jadłaś je kiedyś? Są naprawdę mega kwaśne — paplała dalej i dopiero potem dotarło do niej pytanie Shanae o weganizm. — Skądże. Ale coraz więcej robią wegańskich produktów. Żelatyna akurat jest zdrowa. No wiesz, kolagen dobrze działa na kości, włosy i paznokcie — pstryknęła przycisk od elektrycznego czajnika i wyciągnęła na blat dwa kolorowe kubki. — Ty jesteś weganką? — spojrzała na koleżankę i szybko zamrugała, zdając sobie sprawę, że mogła wyglądać co najmniej podejrzliwie i oceniająco, a przecież nie miałaby absolutnie nic przeciwko, jeśli Wyatt eliminowałaby ze swojej diety produkty pochodzenia zwierzęcego, nikt nikomu w talerz nie zaglądał!

Shanae Wyatt
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”