-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dziękuję za tak ogromną dozę zaufania, kochanie — rzuciła z wyraźną ironią, bo to, co wygadywała w irytacji, kiedy kolejna warstwa kurzu zbierała na się na wypchanej łasicy, zupełnie mijało się z rzeczywistością. Prawda była taka, że Miller mogła odgrażać się, wymachiwać pięściami i określać Gary'ego najgorszymi epitetami świata, ale nie zrobiłaby narzeczonej czegoś tak okropnego. I to ze świadomością, że ten martwy zwierz znaczył dla niej więcej niż jebana sztabka złota. — Co ty myślisz? Że mam pięć lat? — Zaylee była pierdolnięta, ale na pewno nie była dziecinna i nie zapędziłaby się aż tak, żeby zrobić Evinie na złość.
Na urocze pierdol się wywróciła jedynie oczami. Z przyjemnością faktycznie by to zrobiła — wycofała się do sypialni i zostawiła cały temat za sobą — ale zaginięcie łasicy nie dawało jej spokoju. Uniosła wysoko brwi na wzmiankę o przyszłych teściach. Nie przypominała sobie, żeby ostatnio wpadli znowu, tym razem z niezapowiedzianą wizytą, więc jeśli rzeczywiście się tu pojawili, musiało to być pod jej nieobecność. Narzeczona o tym nie wspomniała. I to było w porządku, nie miała takiego obowiązku. Mogła też zwyczajnie zapomnieć, w końcu nie była to żadna sensacja ani wydarzenie wymagające raportu. Tylko że teraz wszystko zaczynało układać się w bardziej logiczną całość. Albo przynajmniej jakąś całość. Zwłaszcza gdy pomyślała o rachunku za frytki, który w niewytłumaczalny sposób znalazł się w salonie. Rachunku, który nagle przestał być przypadkowym śmieciem, a zaczął wyglądać jak znaczący dowód w śledztwie.
— Ale czemu mieliby zabrać Gary’ego? — zapytała, bo tego akurat kompletnie nie rozumiała. Owszem, raz czy dwa zdarzyło jej się wspomnieć przy Elaine i Davidzie, że nie przepada za wypchaną łasicą i głównie mówiła o tym, że zupełnie nie pasowała do wnętrza i zawsze miała wrażenie, że patrzy na nią z lekką naganą. Nigdy jednak nie przyszło jej do głowy, że wezmą to aż tak do siebie, aby uznać, że najlepszym rozwiązaniem będzie wyniesienie Gary’ego z ich domu.
A przecież nie domagała się jego usunięcia ani nie robiła z tego problemu. Była to raczej luźna, żartobliwa uwaga, którą rzuciła mimochodem.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Proszę cię... Teraz będziesz odstawiać obrazę majestatu? - zapytała, nie wierząc w to, że Zaylee aż tak bardzo przejmowała się tym faktem, że została jedną z podejrzanych, a w trakcie kłótni Swanson rozważała coraz to nowsze powody, dla których mogła pozbyć się znienawidzonej wypchanej łasicy.
Mogły spędzić czas na tysiące dużo przyjemniejszych sposobów, ale wszystko sprowadzało się do tego, że nie umiały po prostu przejść obojętnie obok sprawy zniknięcia Gary'ego oraz wysuwanych oskarżeń. Świetnie. Teraz obie były nie dość, że piekielnie zmęczone, obolałe (przynajmniej w przypadku Swanson) to jeszcze najlepiej skoczyłyby sobie do gardeł.
Faktycznie, nie wspomniała wcześniej koronerce o tym, że bez zapowiedzi wpadli do niej rodzice, gdy Miller była poza domem. Być może zapomniała, a być może zajęło ją cokolwiek innego. Możliwe, że mogła być nawet bardziej zaaferowana takimi sprawami jak kolejne durne smsy od Lucasa, bo jako jego ulubiona (i na ten moment jedyna) szwagierka stała się jego powierniczką oraz wyrocznią. W każdym razie złożyli jej dosyć krótkie odwiedziny po tym jak przeszli całe Spadina House Museum.
- Zaraz się przekonamy - mruknęła, wybierając na telefonie numer do własnej matki i czekając na to, aż odbierze.
Głos Elaine zabrzmiał w słuchawce już po drugim sygnale, a Evina przynajmniej na chwilę mogła odetchnąć, wiedząc, że jeszcze chwila, a wyjaśni się zagadka zniknięcia ukochanej łasicy.
- Cześć, mamo. Nie. Nic się nie stało. Wszystko w porządku... Tak... - zapewniła, gdy tylko kobieta wyraziła zaniepokojenie tym, że detektywka zadzwoniła do niej tak nagle i brzmiała na nieco spiętą. - Mamo, chciałam was zapytać o Gary'ego...
Nie zdążyła jeszcze dobrze skończyć, a już głos po drugiej stronie spieszył jej z odpowiedzią.
- Oczywiście, słońce. Powinien być do odbioru jutro. Tata zgarnie go jak będzie wracał z ryb. Możemy od razu przyjechać do was jeśli chcecie - powiedziała Elaine, w której głosie nie kryło się nic poza szczerą życzliwością.
- Ach, nie musicie się fatygować. Mhmm... Nie mamy raczej żadnych planów... Dam znać jutro - rzuciła do słuchawki, zerkając jeszcze na narzeczoną nim finalnie mogła się pożegnać i zakończyć połączenie.
Nie spodziewała się czegoś podobnego. Odetchnęła głęboko i rzuciła telefon na kanapę. Czy naprawdę to wszystko musiało wyniknąć ze zwykłego nieporozumienia?
- Mój ojciec zabrał go na czyszczenie do lokalnego taksydermisty... Mogą przywieźć go jutro - wyznała i chyba to powinien być ten moment, gdy jej usta powinny opuścić przeprosiny, ale chwilowo te słowa nie były w stanie przejść jej przez gardło.
Jak do cholery mogła zapomnieć o czymś podobnym? Choć z drugiej strony Elaine potrafiła nadawać jak katarynka, więc możliwe, że informacja o zgarnięciu Gary'ego gdzieś jej umknęła w całym natłoku wielu innych zdań.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Chyba sobie, kurwa, ze mnie żartujesz?! — podniosła głos, a kręcący się po salonie Rad czmychnął za kanapę. — To ja sobie tutaj żyły wypruwam, żeby przekonać cię, że nie mam nic wspólnego ze zniknięciem twojej zasranej łasicy, a twoi rodzice wzięli go sobie na wycieczkę do Whitby?! Kurwa, no nie — przycisnęła palce do nasady nosa, żeby trochę się uspokoić. Nie pomogło.
Niby to bzdura i ta sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca, ale Miller poczuła się obdarta z zaufania. I miała do tego pełne prawo! Swanson na pewno miałaby podobnie, gdyby oskarżyła ją bez namacalnych dowodów o zabranie jej zapasu kawy czy ukochanego skalpela, który zawsze spoczywał w torebce koronerki i który niejednokrotnie ratował jej skórę.
— Nawet nie próbuj — wymierzyła w nią ostrzegawczo palcem, widząc, jak narzeczona rozchyla usta, żeby coś powiedzieć, ale równie szybko je zamknęła. Zaylee była na nią tak wściekła, że miała ochotę rozszarpać ją gołymi rękami. Był to jednak stan przejściowy, który wymagał czasu i chwili, w której wyżyje się na niej słownie. — Ty jesteś jakaś pierdolnięta — skwitowała krótko. — Nie myśl teraz, że po powrocie Gary dalej będzie mieć swoje honorowe miejsce w salonie. Jak tylko rodzice go zwrócą, ląduje od razu na dnie kartonu w garażu albo na strychu — nie, nie mówiła poważnie. Przemawiało przez nią czyste wkurwienie.
Prychnęła jeszcze pod nosem, trochę jak kot, po czym szybkim krokiem ruszyła do kuchni, gdzie wskoczyła na blat i uchyliła okno. Sięgnęła po leżącą niedaleko paczkę papierosów, odpaliła jednego i zaciągnęła się nim porządnie, pozwalając nikotynie ukoić nerwy. Ostatnio coraz rzadziej paliła w domu ze względu na Samuela, żeby w przyszłości wyciągać paczkę tylko na zewnątrz, ale dziś wróciły do niej stare nawyki.
Nie miała pretensji o to, że Evina zapomniała jej wspomnieć o niezapowiedzianej wizycie teściów. Ani o to, że ci zabrali wypchaną łasicę do czyszczenia. Była wkurwiona, bo kiedy zarzekała się, że nie ma z tym nic wspólnego, dalej pozostawała jedyną podejrzaną. Jeśli nie ufały sobie w takim błahych sprawach, jak miały to robić, kiedy sytuacja dotyczyła naprawdę czegoś poważnego?
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Proszę cię. Za bardzo się na to nakręciłaś. Jakbyś powiedziała raz i konkretnie bez sarkazmu i naskakiwania na mnie, że to nie ty to nie byłoby całej tej rozmowy - przypomniała jej, bo zdaniem Swanson Zaylee od samego początku reagowała aż nadto emocjonalnie na oskarżenia związane z Garym.
Nie sądziła, że z tej prostej sprawy kryminalnej wyniknie aż tak wielka afera i drama związkowa. To było naprawdę absurdalne i nie miała pojęcia jakim cudem skończyły właśnie w takim położeniu.
Jak zwykle, gdy Miller się za bardzo nakręciła nie dała jej nawet okazji do tego, aby doszła do głosu. Dała jej dokończyć ten swój wybuch i wyjść do kuchni. Słyszała dźwięk otwieranego okna i już domyśliła się, że ta sięgnęła po leżącą na parapecie paczkę papierosów. Odczekała krótką chwilę i wstała z fotela z pewnym trudem po czym ruszyła do kuchni.
- Kochanie… - zaczęła podchodząc bliżej.
Ułożyła dłonie na udach koronerki. Powoli rozchyliła je, aby stanąć pomiędzy nimi i przesunęła ręce ku biodrom Zaylee oraz skrajowi luźnej koszulki, pod którą z chęcią by się znalazła.
- Wybacz… To była ciężka noc dla naszej dwójki - mruknęła, pochylając się, aby musnąć wargami szyję narzeczonej.
Nie miała pojęcia, co jeszcze mogłaby zrobić na tym etapie, aby postarać się udobruchać jakoś Miller. Na pewno zajmie to sporo czasu. Tego jednak miały wystarczająco skoro planowały spędzić wspólnie życie.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zazwyczaj emocje opadały równie szybko, jak się pojawiały (pomijając tamte długie, ciche dni) i gdyby tym razem było podobnie, sprawa pewnie rozeszłaby się po kościach. Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby Evina nie poszła za nią do kuchni. To tylko dolał oliwy do ognia.
— Przestań — nakazała, wypuszczając dym kącikiem ust. Miała ogromną ochotę strącić dłonie narzeczonej ze swoich bioder, ale jednak tego nie zrobiła. — To ja miałam ciężką noc — przypomniała jej, bo z nich dwóch, to właśnie Zaylee sterczała nad stołem sekcyjnym przez kilkanaście godzin. Wracając do domu miała nadzieję na spokojny poranek po tym, jak nie mogła zmrużyć oka. Chciała tylko zejść jajecznicę, która już dawno była zimna i nie zdatna do konsumpcji i obejrzeć durny serial, wtulając się w ramię Swanson. Batalia po Gary'ego sprawiła, że kompletnie straciła na to ochotę.
Zaciągnęła się papierosem i wcisnęła niedopałek do popielniczki. Przez chwilę wpatrywała się w ciszy w błękitne tęczówki, aż w końcu wyciągnęła rękę i zacisnęła palce na jej szyi. Niezbyt mocno, ale to wystarczyło, żeby zostawić na nich ślady paznokci.
— Wkurwiasz mnie bardziej niż ktokolwiek inny na świecie — wysyczała przez zaciśnięte zęby. — Gdybym nie kochała cię nad życie, udusiłabym cię — oznajmiła takim tonem, jakby w każdej chwili mogła spełnić tę obietnicę. — Przysięgam, że kiedyś przez ciebie oszaleję. Musisz teraz odkupić swoje winy — zabrała rękę z jej szyi i chwyciła nią dłoń Eviny, którą wsadziła bezceremonialnie wsadziła sobie pod materiał bielizny. — A potem zamawiasz żarcie — dodała, wymownie unosząc brew.
Wbrew pozorom, Zaylee była bardzo prostą kobietą. Nie potrzebowała wiele, żeby zostać udobruchana. Wystarczył seks na rozładowanie frustracji i dobre jedzenie. Czy to ta kobieta nie była chodzącym marzeniem? Swanson nie musiała kajać się na kolanach (zresztą z tym swoim kolanem i tak nie mogłaby tego robić) ani wysyłać poczty kwiatowej w ramach przeprosin, co z pewnością wiele ułatwiało.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Całe szczęście Swanson wiedziała, co działało na jej narzeczoną. Nawet jeśli z pozoru Zaylee udawała niedostępną i wściekłą to zawsze można było ją ułaskawić odpowiednim dotykiem oraz gotowością do tego, aby zapewnić jej wszelkie rozkosze rozpraszające całkowicie niedawną złość.
Słysząc to krótkie polecenie spojrzała na narzeczoną w sposób, który wyraźnie sugerował, że zdawały sobie sprawę z tego, że nie mówiła poważnie. Nie zamierzała się z nią też wykłócać o to, że sama również miała ciężką noc, gdy czekała na nią w łóżku przez pół nocy, a przez drugie pół zwijała się z bólu póki leki przeciwbólowe nie zadziałały. Co prawda miała to na własne życzenie, bo w teorii mogła je wziąć wcześniej, ale nie chciała być od nich zależna i przyzwyczaić się do nich zanadto.
Szansa na zjedzenie jajecznicy oraz spokojne obejrzenie serialu właśnie przepadła, ale zamiast tego zawsze mogły zabawić się w zupełnie inny sposób. Właściwie to chyba już zaczęły. Evina mogła jedynie wypuścić drżący oddech, gdy poczuła zaciskające się na jej szyi palce. Nie na tyle mocno, aby coś jej zrobić, ale na tyle by faktycznie mogła poczuć ich ucisk. Przez chwilę wpatrywała się w Miller wyzywająco. Zupełnie jakby czekała na moment, aż ta użyje większej ilości siły, ograniczając jej dostęp do powietrza.
- Zawsze to powtarzasz - mruknęła pospiesznie podciągając wolną dłonią koszulkę Zaylee, którą zamierzała cisnąć gdzieś w kąt kuchni. - Mogłabyś kiedyś spróbować. Zobaczyć jak skutecznie doprowadzę cię do orgazmu, gdy zacznie mi brakować powietrza.
Cofnęła się o krok. Poświęciła zaledwie ułamek sekundy na przestudiowanie niebieskimi tęczówkami półnagiej sylwetki narzeczonej nim dłonią wspartą o dół jej pleców postanowiła przesunąć ją bliżej skraju blatu.
- Gdyby nie ten jebany postrzał byłabym teraz przed tobą na kolanach - rzuciła, a jej głos zawibrował tuż przy skórze Zaylee, gdy pochyliła się ku niej, aby przygryźć jej ramię tuż nad wypukłością obojczyka. - Chwilowo jednak będziesz musiała zadowolić się moimi palcami...
Poruszyła nimi niespokojnie pod materiałem bielizny koronerki. Wyczuwała doskonale to jak mokra była już jej narzeczona. Miller zawsze wystarczyło niewiele, aby już rozpływać się pod jej dotykiem. Wystarczyło jedynie dobrze usytuować palce, aby bez większego trudu wsunąć się dwoma z nich w rozpalone wnętrze kobiety.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor