ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
163 cm
Handlarka informacji, broker danych Świat
Awatar użytkownika
Handlarka informacji, broker danych, konsultantka „off-the-record”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjiliczba pojedyncza
czas narracji3os
postać
autor

Seo nie podniosła głosu ani na moment. Siedziała spokojnie po drugiej stronie stołu, palce splecione luźno, telefon odłożony ekranem do dołu , jakby to była najzwyklejsza rozmowa, nie moment, w którym czyjeś życie właśnie się kończyło w dotychczasowej formie. — Nie będę tego przeciągać — powiedziała cicho. — Nie masz do tego głowy, Kade-.Uniósł się tylko kącik jej ust. Bez uśmiechu. Raczej cień ironii. — Twoje konto bankowe. Dwa prywatne, jedno „awaryjne”, o którym myślałaś, że nikt nie wie. Profil na Instagramie, trzy zapasowe adresy mailowe, komunikatory, do których logujesz się z telefonu, który rzekomo zgubiłaś w zeszłym roku. Znam hasła. Znam odpowiedzi bezpieczeństwa. Znam też ludzi, którzy w razie potrzeby potwierdzą, że to wszystko zrobiłaś sama.- Przerwa. Krótka. Wystarczająca, by słowa zdążyły opaść. — Jeśli teraz wstaniesz i wyjdziesz, jutro obudzisz się bez tożsamości. Bez dostępu do własnych pieniędzy. Bez wiarygodności. Gang nie ufa ludziom, którzy „przypadkiem” tracą wszystko w jedną noc. Policja tym bardziej.- Spojrzenie Seo było spokojne. Analizujące. Jakby obserwowała reakcję w laboratorium. — Masz wybór. I tylko jeden z nich kończy się tym, że nadal istniejesz.- Przesunęła w jej stronę kartkę. Kilka punktów. Proste zdania. — Od tej chwili robisz to, co mówię. Kiedy mówię. Nie pytasz dlaczego. Nie improwizujesz. Twoje życie — kontakty, pieniądze, wizerunek — przechodzą pod moją kontrolę. Nie dlatego, że chcę mieć władzę. Tylko dlatego, że ty nie umiesz jej utrzymać.- Uniosła wzrok. — Nazwij to jak chcesz. Umową. Długiem. Niewolą. Słowa są nieistotne. Liczy się efekt.- Telefon zawibrował. Seo nawet na niego nie spojrzała. — W tej chwili mogę nacisnąć jeden przycisk i przestaniesz być kimkolwiek. Albo możesz zostać… użyteczna.- Wstała powoli, zakładając płaszcz. — Decyzja należy do ciebie, Kade. Ale czasu już nie masz.- I wyszła, zostawiając po sobie ciszę cięższą niż groźby, ciszę, w której Razer musiała zrozumieć, że jej życie właśnie zmieniło właściciela.
Seo wróciła, zanim Kade zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję. Drzwi zamknęły się cicho. Ten dźwięk był gorszy niż trzask, oznaczał, że rozmowa się nie skończyła, tylko właśnie weszła w kolejną fazę. — Widzę, że jeszcze tu jesteś — stwierdziła spokojnie, jakby to był fakt statystyczny, nie akt desperacji. — Dobrze. To znaczy, że możemy przejść do konkretów.- Usiadła naprzeciwko. Telefon znów znalazł się na stole, tym razem ekranem do góry. Kilka ikon. Kilka nazw kont. Zbyt znajomych. — Od tej chwili nie improwizujesz — zaczęła. — To pierwsza i najważniejsza zasada. Każdy twój odruch „bo tak czuję” jest dla mnie zmienną losową. Ja nie pracuję ze zmiennymi.- Przesunęła palcem po ekranie. — Twoja tożsamość cyfrowa jest pod moją kontrolą. Hasła znam. Dwuskładnikowe zabezpieczenia są spięte z numerem, którego już nie używasz. Jeśli spróbujesz cokolwiek zmienić bez mojej zgody… — uniosła wzrok — …znikniesz. Bez dramatów. Bez śladów.- Cisza zgęstniała. — Pieniądze. — Kolejne przesunięcie. — Każdy wpływ jest monitorowany. Hazard jest zakazany. Nie „ograniczony”. Zakazany. Jeden błąd i odcinam cię od środków szybciej, niż zdążysz się zdenerwować.- Seo odchyliła się na krześle. — Kontakty. Gang nie jest już twoją rodziną. Jest zasobem. Jeśli ich interes koliduje z moim poleceniem, wybierasz mnie. Zawsze. I nie, nie tłumaczysz się nikomu.-Jej głos pozostał równy. — Nie mówisz o tym układzie. Nikomu. Nawet w żartach. Nawet po pijaku. Zwłaszcza po pijaku.-Przerwała na moment, jakby sprawdzając, czy każde słowo zapada tam, gdzie powinno. — Każde zadanie wykonujesz dokładnie tak, jak zostało opisane. Bez inicjatywy własnej. Po wszystkim raportujesz: kto był obecny, co widziałaś, co słyszałaś, co mogło mieć znaczenie.- Spojrzała na Kade uważniej. — Przemoc? Tylko za moją zgodą. Twoje bójki przyciągają uwagę. A uwaga jest walutą, na którą cię nie stać.- Telefon zawibrował. Seo nie zerknęła. — Będziesz dyspozycyjna. Odbierzesz. Zawsze. A jeśli kiedykolwiek policja zapyta cię o cokolwiek — dowiem się o tym przed nimi.-Wstała powoli. — W zamian masz jedną rzecz. Ochronę. Czyszczę twoje błędy. Neutralizuję zagrożenia. Trzymam twoich wrogów z dala. Dopóki jesteś… użyteczna. Zebrała rzeczy, ale nie odwróciła się jeszcze do wyjścia. — Ten układ nie ma daty końcowej. Kończy się, kiedy ja uznam, że przestałaś być problemem albo przestałaś być potrzebna.- Jej spojrzenie było lodowate.
— Możesz to nazywać niewolą, jeśli pomaga ci to zrozumieć sytuację. Ja nazywam to zarządzaniem ryzykiem.
Kade Briar
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
Rodzina jako karta przetargowa, Naruszenie prywatności, Utrata kontroli nad informacją, Szantaż i presja czasowa
28 y/o
For good luck!
167 cm
baristka Second Cup Coffee Co
Awatar użytkownika
But, mama, you are in love with a criminal
And this type of love isn't rational
It's physical
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej.
Zwykłe wyjście ze znajomymi i pomoc kumplom w akcji skończyło się dla Briar gorzej niż mogła sobie wyobrazić. Ot głupia wiadomość o spotkaniu przychodząca co chwilę na jeden z jej telefonów. Z początku ignorowała. Próbowała blokować, ale to nic nie dało. Wreszcie nie wypadało jej zrobić nic innego jak faktycznie ruszyć zadek i dowiedzieć się o co chodzi. Była na tyle nieogarnięta, że nawet nie podejrzewała iż może to być związane z tym durnym wybrykiem który zorganizował Nick.
Przyjechała na miejsce, a raczej powieziono ją i niczego nie świadoma weszła do środka. Dopóki nie zobaczyła facetów wyglądających jak wielkie lodówki nie była jakoś zbytnio przejęta. Dopiero gdy stanęła z jednym twarzą w twarz zrozumiała, że może mieć nieźle przewalone. Jak nie gorzej.
Siedziała przez cały ten monolog cicho. Nie odrywała wzroku od siedzącej naprzeciw niej kobiety.
Dobrze prawiła. Kade zdawała sobie mocno sprawę z tego, że była nikim w oczach wielu ludzi. To się nigdy nie zmieniło. Wiedziała już do od momentu gdy mogła i po kolejnym odrzuceniu przez potencjalną rodzinę zastępczą.
To wszystko brzmiało jakby było wyciągnięte żywcem z jakiegoś filmu akcji. Niestety tyczyło się jej własnego życia. Jej kont bankowych, telefonów, social media i wszystkiego co faktycznie należało tylko do niej... a przynajmniej do tej pory należało do niej. Teraz ponoć to jak i jej własne marne życie należało do nikogo innego jak kobiety, która właśnie wyszła z pomieszczenia nie dając jej nawet przetrawić wszystkiego i powiedzieć czegokolwiek.
Miała kompletną papkę z i tak prawie nieistniejącego mózgu. Jak miała jej niby dać znać? I wychodziło na to, że nawet nie miała wyboru? Bo wybór między posiadaniem wszystkiego a nie to tak naprawdę nie był wybór. Była skazana i nawet nie wiedziała jak to niby wszystko miałoby wyglądać. Co za pachołem miała teraz być?
Walnęła pięścią w stół przeklinając pod nosem, ale nawet nie zdążyła wstać i opuścić pomieszczenia gdy kobieta ponownie się pojawiła. Kade zacisnęła szczękę gdy ta ponownie siadła naprzeciw Briar. -Dlaczego? uwzięłaś się akurat na mnie? - warknęła. Była ich trójka. Nie słyszała od dwóch kumpli by mieli jakiekolwiek kłopoty. Milczała przez dłuższy czas by dać się kobiecie wygadać a krew to się w niej gotowała. Gdy nie pierdoliła tyle i zamknęła jadaczkę to można było nawet się zastanowić nad poderwaniem kobiety, bo nie oszukujmy się była naprawdę śliczna. Wzrok cały czas miała utkwiony w osobie siedzącej naprzeciw niej.
-Jakby nie było to jest to niewola. Mam praktycznie zakaz wszystkiego co jest lekką paranoją. Już w bidulu miałam mniej zakazów niż Twoje widzimisię - wstała z miejsca gwałtownie przewracając krzesło i ruszając w kierunku kobiety -Kim jesteś by mi mówić kto jest moją rodziną a kto nie? - warknęła palcem dźgając stojącą przed nią kobietę. -Myślisz, że dygnę ładnie i podziękuję za wszystko bo masz ładną buźkę i jakieś zasrane kontakty? Może mam Ci jeszcze buty wylizać - spojrzała w dół na buty, które pewnie kosztowały więcej niż ona zarobiła przez całe życie. Prychnęła pod nosem ponownie lokując spojrzenie w kobiecie.

Hyejin Seo
ODPOWIEDZ

Wróć do „BATL Axe Throwing”