-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjiczas narracjipostaćautor
Do mieszkania weszła po cichu, na wypadek gdyby Indie czy Moira były już pogrążone we śnie. Trening zakończył się dość późno, a do tego nie tylko została pozbawiona środka transportu (z elektrycznej hulajnogi oderwała się lampa, a bez niej niemożliwym było używanie pojazdu po zmroku), ale jeszcze zagadała się z kobietą, która po całym zdarzeniu z napaścią przybyła jej z pomocą. Oczywiście nie była w stanie zwrócić jej skradzionej torby, w której znajdował się dorobek jej życia - strój treningowy i korki.
Wnętrze mieszkania było niemal całkowicie pogrążone w ciemnościach, jedyne światło jakie potrafiła dostrzec, dobiegało z pokoju Indie, dlatego to właśnie tam od razu się udała. Zapukała cicho i nie czekając na odpowiedź, uchyliła drzwi po czym wsunęła do środka głowę.
- Hej, nie śpisz jeszcze? - zapytała z nadzieją, że nie zostanie odprawiona przez współlokatorkę. Naprawdę potrzebowała z kimś porozmawiać, a o tej porze nie miała za bardzo możliwości na to, by wybrzydzać. To nie tak, że w innych okolicznościach udałaby się na zwierzenia w inne miejsce. Darzyła Indie sympatią, nawet jeśli czasami dziewczyna była dla niej odrobinę zbyt głośna. - Masz ochotę na gorącą czekoladę z piankami? Ja robię - zapewniła z uśmiechem, chcąc przekonać ją do tego, że jej własne towarzystwo było zdecydowanie lepsze od spania, czy zajmowania się wszystkim tym, co robiła do tej pory.
Z tego wszystkiego nawet nie zdjęła z głowy kasku i zapomniała o tym, że ta wciąż przepełniona była bólem. Podobnie jak obdarte kolano, którym planowała zająć się nieco później. Była mistrzynią w opatrywaniu ran i ukrywaniu ich pod warstwą makijażu, co również zawdzięczała swojemu ojcu. Na szczęście w potrzaskanym kolanie nikt nie będzie doszukiwał się przemocy domowej, dlatego miała w planach je tylko przemyć, choć tak naprawdę nie była w stanie powiedzieć czy rana nie wymagała założenia opatrunku.
Indie Caldwell
-
ona stała, w łapie dwa szlugi
pierwszy zgasł więc zapala drugi
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/on, i don't mindtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ostatnia godzina czy dwie upłynęły jej głównie na bezczynnym zaleganiu na niepościelonym łóżku, tuż obok rzuconej na materac sterty prania, która na poskładanie czekała tam już chyba trzeci dzień z rzędu. Z braku lepszych zajęć najchętniej położyłaby się spać, ale nie miało to większego sensu — wszystko, co ostatnio działo się w jej życiu skutecznie spędzało jej sen z powiek, więc wiedziała, że na wczesne zaśnięcie nawet nie było co liczyć. Telefon i scrollowanie już dawno temu zaczęły ją okropnie nudzić, więc niespodziewany dźwięk pukania do drzwi był prawdziwym wybawieniem. Jej spojrzenie od razu podniosło się znad ekranu telefonu i zatrzymało na zaglądającej przez próg Billie, którą Caldwell od razu powitała łagodnym uśmiechem. Nie miała nic przeciwko takim niezapowiedzianym wizytom, nawet tym późnym, wręcz przeciwnie — szczerze cieszył ją fakt, że współlokatorki czuły się z nią na tyle komfortowo, żeby pukać do jej drzwi o dowolnej porze.
— Nie śpię — potwierdziła z krótkim przytaknięciem głowy, wyraźnie zaintrygowana pytaniem Billie. Nie była pewna, w jakiej sprawie ta mogłaby pukać do jej drzwi o tej porze, więc przyglądała się jej ze szczerym zainteresowaniem w oczach, ciekawa powodu. Jak na duszę towarzystwa (i gadułę) przystało, Indie rzadko kiedy nie była skłonna zgodzić się na rozmowę czy wspólne spędzanie czasu, ale dziś propozycję współlokatorki odebrała z szczególnym entuzjazmem, nawet większym niż zazwyczaj. — Jeszcze się pytasz? No ba, że tak — odpowiedziała pogodnie. Siedzenie dziś sam na sam z własnymi myślami niespecjalnie jej służyło, no i szczerze lubiła towarzystwo Billie, więc nie musiała nad jej propozycją zastanawiać się dwa razy. — A ten kask to rozumiem że tak dla bezpieczeństwa, w razie gdybym zaatakowała? — rzuciła żartobliwie, dopiero teraz znajdując chwilę na to, żeby porządnie przyjrzeć się współlokatorce i zauważyć, że coś było na rzeczy. — Wszystko git? — spytała od razu. Może trochę głupio, bo widziała, że chyba jednak nie wszystko, więc zaraz poprawiła pytanie: — Co jest, Bills?
Billie Brackenborough