ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji
czas narracji
postać
autor

W dalszym ciągu była przybita z powodu sytuacji, w jakiej znalazła się w drodze powrotnej do domu. Nie potrafiła zrozumieć, czym kierowali się ludzie, którzy decydowali się napadać na innych. Wprawdzie powinna być do tego przyzwyczajona, w końcu ojciec przez lata spuszczał jej lanie w najmniej przewidywalnych momentach. Niestety, z jakichś powodów była tym wszystkim mocno zaskoczona, jak gdyby oczekiwała, że to wielkie miasto, do którego przeprowadziła się przed kilkoma miesiącami, nie oferowało niczego poza szansą na przyszłość i pełnym bezpieczeństwem. Musiała jednak pamiętać, że nie mieszkała już na małej, angielskiej wyspie, i że nie wszyscy ludzie mieli podobne myślenie do jej własnego. Była zła i rozczarowana, dlatego w tym momencie chciała tylko wyżalić się współlokatorkom przy kubku gorącej czekolady z piankami.
Do mieszkania weszła po cichu, na wypadek gdyby Indie czy Moira były już pogrążone we śnie. Trening zakończył się dość późno, a do tego nie tylko została pozbawiona środka transportu (z elektrycznej hulajnogi oderwała się lampa, a bez niej niemożliwym było używanie pojazdu po zmroku), ale jeszcze zagadała się z kobietą, która po całym zdarzeniu z napaścią przybyła jej z pomocą. Oczywiście nie była w stanie zwrócić jej skradzionej torby, w której znajdował się dorobek jej życia - strój treningowy i korki.
Wnętrze mieszkania było niemal całkowicie pogrążone w ciemnościach, jedyne światło jakie potrafiła dostrzec, dobiegało z pokoju Indie, dlatego to właśnie tam od razu się udała. Zapukała cicho i nie czekając na odpowiedź, uchyliła drzwi po czym wsunęła do środka głowę.
- Hej, nie śpisz jeszcze? - zapytała z nadzieją, że nie zostanie odprawiona przez współlokatorkę. Naprawdę potrzebowała z kimś porozmawiać, a o tej porze nie miała za bardzo możliwości na to, by wybrzydzać. To nie tak, że w innych okolicznościach udałaby się na zwierzenia w inne miejsce. Darzyła Indie sympatią, nawet jeśli czasami dziewczyna była dla niej odrobinę zbyt głośna. - Masz ochotę na gorącą czekoladę z piankami? Ja robię - zapewniła z uśmiechem, chcąc przekonać ją do tego, że jej własne towarzystwo było zdecydowanie lepsze od spania, czy zajmowania się wszystkim tym, co robiła do tej pory.
Z tego wszystkiego nawet nie zdjęła z głowy kasku i zapomniała o tym, że ta wciąż przepełniona była bólem. Podobnie jak obdarte kolano, którym planowała zająć się nieco później. Była mistrzynią w opatrywaniu ran i ukrywaniu ich pod warstwą makijażu, co również zawdzięczała swojemu ojcu. Na szczęście w potrzaskanym kolanie nikt nie będzie doszukiwał się przemocy domowej, dlatego miała w planach je tylko przemyć, choć tak naprawdę nie była w stanie powiedzieć czy rana nie wymagała założenia opatrunku.

Indie Caldwell
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
lexa
posty pisane w pierwszej osobie
23 y/o
Welkom in Canada
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
ona stała, w łapie dwa szlugi
pierwszy zgasł więc zapala drugi
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/on, i don't mind
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

09
✩ ✩ ✩
Dzisiejszego wieczoru Indie nie zamierzała spędzać w domu. Pierwotny plan zakładał wyprawę na przedmieścia i parapetówkę u poznanej jeszcze w Vancouver znajomej, ale finalnie zniweczyła go pogoda — ciężkie opady śniegu i utrudnienia w dojazdach doprowadziły do tego, że wczesnym popołudniem padła decyzja o przeniesieniu imprezy na inny termin. Była z tego powodu odrobinę niepocieszona, bo wolnego od pracy wieczoru nie chciała marnować na siedzenie w domu, zwłaszcza samotne, ale na znalezienie sobie jakichkolwiek zastępczych atrakcji było już trochę za późno. Nikt nic nie wiedział, nikt nie chciał wychodzić i tym oto sposobem Caldwell skończyła dokładnie tam, gdzie być nie chciała: sama we własnych czterech ścianach.
Ostatnia godzina czy dwie upłynęły jej głównie na bezczynnym zaleganiu na niepościelonym łóżku, tuż obok rzuconej na materac sterty prania, która na poskładanie czekała tam już chyba trzeci dzień z rzędu. Z braku lepszych zajęć najchętniej położyłaby się spać, ale nie miało to większego sensu — wszystko, co ostatnio działo się w jej życiu skutecznie spędzało jej sen z powiek, więc wiedziała, że na wczesne zaśnięcie nawet nie było co liczyć. Telefon i scrollowanie już dawno temu zaczęły ją okropnie nudzić, więc niespodziewany dźwięk pukania do drzwi był prawdziwym wybawieniem. Jej spojrzenie od razu podniosło się znad ekranu telefonu i zatrzymało na zaglądającej przez próg Billie, którą Caldwell od razu powitała łagodnym uśmiechem. Nie miała nic przeciwko takim niezapowiedzianym wizytom, nawet tym późnym, wręcz przeciwnie — szczerze cieszył ją fakt, że współlokatorki czuły się z nią na tyle komfortowo, żeby pukać do jej drzwi o dowolnej porze.
Nie śpię — potwierdziła z krótkim przytaknięciem głowy, wyraźnie zaintrygowana pytaniem Billie. Nie była pewna, w jakiej sprawie ta mogłaby pukać do jej drzwi o tej porze, więc przyglądała się jej ze szczerym zainteresowaniem w oczach, ciekawa powodu. Jak na duszę towarzystwa (i gadułę) przystało, Indie rzadko kiedy nie była skłonna zgodzić się na rozmowę czy wspólne spędzanie czasu, ale dziś propozycję współlokatorki odebrała z szczególnym entuzjazmem, nawet większym niż zazwyczaj. — Jeszcze się pytasz? No ba, że tak — odpowiedziała pogodnie. Siedzenie dziś sam na sam z własnymi myślami niespecjalnie jej służyło, no i szczerze lubiła towarzystwo Billie, więc nie musiała nad jej propozycją zastanawiać się dwa razy. — A ten kask to rozumiem że tak dla bezpieczeństwa, w razie gdybym zaatakowała? — rzuciła żartobliwie, dopiero teraz znajdując chwilę na to, żeby porządnie przyjrzeć się współlokatorce i zauważyć, że coś było na rzeczy. — Wszystko git? — spytała od razu. Może trochę głupio, bo widziała, że chyba jednak nie wszystko, więc zaraz poprawiła pytanie: — Co jest, Bills?

Billie Brackenborough
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
leo
mam alergię na chat gpt i ai w jakiejkolwiek innej postaci, poza tym wszystko cacy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”