-
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Nie, żeby trzeba było je jakoś specyficznie ogarniać. Jamie zawsze trochę naśmiewała się z ludzi, którzy traktowali walentynki w jakiś inny i niecodzienny sposób. Co nie przeszkadzało jej czerpać zysków z zamówień i tych gapowiczów, którzy musieli mieć coś wyjątkowego, chociaż nie pomyśleli o tym wcześniej.
Niemniej miłość według Park była czymś, co daje się na co dzień, nie przy specjalnej okazji. Kwiaty powinno dawać się tak po prostu, a nie na przeprosiny. A czternasty luty, to tylko kolejna kartka w kalendarzu, której nie trzeba wybitnie świętować, jeśli świętuje się miłość każdego innego dnia. Inszą sprawą było to, że patrzyła w ten sposób na walentynki z perspektywy bycia singielką po kilku rozstaniach i nieudanych związkach, za które obwiniała głównie siebie. A tak miło byłoby usłyszeć od kogoś...
- Będziesz dzisiaj moją walentynką? - Jamie spojrzała zaskoczona na chłopca, który ledwie sięgał głową ponad ladę.
Usmarkany, trzymał w ręku cukierka, do którego przytwierdzone było papierowe serduszko. Widok był tak rozczulający, że Jamie nie była w stanie opanować uśmiechu. Mama chłopca ledwie powstrzymywała się od śmiechu.
- Oczywiście Benji! - odpowiedziała, odbierając od niego słodycz.
Chłopiec i jego mama byli stałymi klientami, których dobrze znała. Mały miał swoje crush na panią od pączków, co raczej nie wróżyło dobrze jego karierze sportowej, ale było urocze.
- A tutaj masz ode mnie! - wyciągnęła z jednego ze stojaków ciastko w kształcie lizaka i podała je chłopcu, po czym zamieniwszy kilka słów z mamą skasowała ją za pączki w kształcie serc.
Wszyscy uwijali się jak w ukropie, bo też kolejka była naprawdę spora, a część ludzi nerwowo zerkało na zegarek.
Jason Choi
-
Baby I would go to war for you
Build an army if you need me to
Coz losing me is better than losing you
Don’t you know that I would die for you
If I knew that you would make it through
Coz losing me is better than losing you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Obdarowywanie obcych miało swoje uroki - Jason często korzystał z okazji i wrzucał na instagrama relację lub dwie. Dużo fajniejsze było jednak sprawianie przyjemności ludziom, których znał nieco bliżej. Zawsze starał się wysłać chociaż miłego smsa do wszystkich swoich samotnych znajomych, a jeśli miał do kogoś po drodze, lubił wpaść i zamienić słowo. Sprawa z Jamie była jednak nieco bardziej skomplikowana. Uwielbiał tę dziewczynę, przypominała mu niewinne, urocze kocię, które aż się chciało wziąć pod swoje skrzydła. No i miał do niej do cukierni bardzo blisko, więc decyzja o tym, aby ją odwiedzić powinna być oczywista, prawda? A jednak się wahał - raz, bo wiedział że Park nie przepada za walentynkami, a dwa - nie chciał jej przecież znów mieszać w głowie. Sam przestawił tory ich relacji z romantycznych na przyjacielskie. Wolałby, żeby nie robiła sobie znowu nadziei, nie chciał jej pod żadnym pozorem krzywdzić. Ale koniec końców, nogi same zaprowadziły go pod jej cukiernię. Powiedział sobie, że to dlatego, że musiał sprawdzić czy się przypadkiem nie przepracowywuje. Walentynki musiałby być jakimś koszmarem dla wszystkich sprzedawców kwiatów i łakoci.
Tak jak się spodziewał, lokal Jamie był zatłoczony. Mężczyzna zmarszczył lekko nos na ten widok. Ku cichemu, choć widocznemu oburzeniu, ominął kolejkę i podszedł bezpośrednio do lady, stając jednak z boku. I tak nie zamierzał niczego kupować, ale nie chciał czekać godziny tylko po to, by zamienić kilka słów z dziewczyną.
- Hej piękna. Jak zwykle po uszy w robocie. Jadłaś dziś coś w ogóle? Piłaś wodę? - przywitał się uderzając w troskliwe tony i wyczarowywując spod poły swojej kurtki niewielką, różową różę, którą skierował ku Jamie.
Jamie Park
-
Urocza, wesoła i romantyczna Koreanka, trochę pracoholiczka. Uwielbia piec, tańczyć i robi najlepszą kawę w Toronto. I jest gotowa się zakochać! <3nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Męczące jednak było to, że kolejka się nie zmniejszała, pewnie dopiero wieczorem koło osiemnastej się uspokoi, a dziewczyny pracowały tutaj jak w ukropie, przypominając trochę dobrze naoliwioną maszynę. Mijały się, nie wpadając na siebie, wydawały słodycze, inne nabijały na kasę i trochę przypominało to ul pełen szczerych uśmiechów i życzeń z okazji Walentynek. Póki co szczerych, bo jak Jason znał Jamie, to pod wieczór często już ten uśmiech był wymuszony, chociaż bardzo dobrze odegrany. Po prostu zmęczenie dawało się we znaki, a Jamie wcale nie była tak ekstrawertyczna, jak się wydawała!
Jason podszedł do lady akurat w momencie, gdy kolejny klient otwierał usta, żeby coś zamówić i z takimi ustami zamarł, bo Jamie rozpromieniła się na widok Choia i jego miłe słowa. Dłonią odrzuciła włosy z szyi, nieco się wdzięcząc na ten komplement, po czym zaśmiała się wesoło.
- Żartujesz? Rano jeszcze dopiekałam pączki! - a potem pokręciła głową w odpowiedzi na drugie pytanie, po czym ponaglona zniecierpliwionym chrząknięciem przeniosła uwagę na klienta, obdarzając go kolejnym ładnym uśmiechem.
- Pan wybaczy, ale stara miłość nie rdzewieje. - zażartowała i po kilku minutach i skasowaniu gościa, poprosiła pracownicę, żeby przejęła jej stanowisko, a ona sama wyszła zza lady, by z rozczuleniem przyjąć wreszcie różę i uściskać swojego byłego.
- Jesteś kochany! Chociaż widzę, że z roku na rok obniżasz loty. Ostatnio był pluszak. - wbiła mu piąstkę w brzuch, w żartach. - Mam chwilkę, chcesz wejść na górę i pogadać, czy zostajemy tutaj?
Jason Choi
-
Baby I would go to war for you
Build an army if you need me to
Coz losing me is better than losing you
Don’t you know that I would die for you
If I knew that you would make it through
Coz losing me is better than losing you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Mina mu wyraźnie zrzedła, kiedy Jamie oświadczyła, że nic nie jadła i nie piła. Spodziewał się, że miała tutaj młyn, ale żeby aż tak? I jak on się miał o nią nie martwić? Już miał nawet otworzyć usta, żeby się na nią nieco pogniewać (tak na niby, ciężko byłoby być na nią prawdziwie rozgniewanym), ale musiał ustąpić klientowi. No tak, w końcu trochę się wciął w kolejkę... Tym razem to on więc poczekał cierpliwie. Na słowa o pluszaku tylko zaśmiał się nieco zakłopotany. Cóż, rok temu ich relacja była jednak nieco bardziej zażyła... ale nie powiedział nic, a żeby ukryć swoje zmieszanie, złapał się za miejsce "uderzone" przez Jamie jakby zasadziła mu tam prawdziwy cios.
- Litości! - zawołał rozbawiony, zasłaniając się wciąż trzymaną różą. Potem w końcu przekazał ją w delikatne dłonie dziewczyny. Gdy zadano mu pytanie, Jason rzucił krótkie spojrzenie na kolejkę. Zostanie tutaj nie miało absolutnie sensu, ani na spokojnie porozmawiać, ani nawet usiąść. Poza tym, Choi wiedział, że widok kolejki, która w ogóle się nie zmniejsza, tylko sprawi że Jamie będzie ciągle nerwowo zerkać w kierunku kasy. Sumienie pewnie ją zaraz zeżre, że nie pomaga w rozładowywaniu tłumu.
- Chodźmy na moment na górę - zadecydował więc. Przy okazji będzie mógł chociaż dopilnować, aby dziewczyna się posiliła i napiła wody. Kobiety to były tak dziwaczne stworzenia, kiedy były czymś całkowicie pochłonięte, potrafiły funkcjonować na samej sile woli. Niezbyt to było zdrowe, nawet jeśli imponujące. Dlatego Choi ochoczo podążył za Jamie, najpierw na zaplecze, a potem schodami na górę. Zupełnie się nie przejmował nieprzychylnymi spojrzeniami, które posyłały mu inne członkinie załogi oraz niektórzy klienci. Kilkoro z nich przyszło tutaj chyba tylko po to, aby pogapić się na samą właścicielkę, tak była urocza i uśmiechnięta - nawet jeśli ten uśmiech faktycznie po pewnym czasie stawał się wymuszony.
- Trzymasz się jakoś? Czy potrzebujesz aby cie ktoś siłą i wbrew twojej woli porwał na resztę dnia, żebyś nie musiała stać za ladą do jutra? - zapytał żartobliwie, gdy stanęli przed drzwiami jej mieszkanka.
Jamie Park