Minęło kilka dni, odkąd ostatni raz rozmawiała z Ianem. Zastanawiała się, ile dni będzie wystarczające, żeby pokazać, że jest podekscytowana tą kolaboracją… ale nie jest zdesperowana. Chociaż była. Wracając do domu w uberze, którego jej zamówił, nie mogła przestać uśmiechać się do siebie, raz po raz muskając opuszkami palców kolczyki, które jej sprawił. Dziwne uczucie spełnienia przepełniało jej duszę. Chciała znowu z nim spędzić czas. Po prostu przy nim być. Czuła się, jakby ich życia od dawna były połączone czerwoną nicią... tylko że na początku tak poplątaną, że nie mogli na siebie trafić. Teraz, kiedy już w końcu znali swoje imiona, ta nić nadal tam była… tylko z supełkami. Niektórymi małymi. Niektórymi dużymi. Takimi, które było im przeznaczone rozplątać, jeśli faktycznie chcieli się do siebie zbliżyć.
Podczas dzisiejszej południowej zmiany - Vita cały dzień rozmyślała nad typem wiadomości, którą mu wyśle. Wiedziała, że jak rozsiądzie się wygodnie przed telewizorem, z kubkiem gorącej herbaty między nogami, to będzie miała więcej pomysłów. Teraz miała tylko pewność, że chce się do niego odezwać. Wszystkie plany zostały zrujnowane, kiedy zobaczyła zgraję ludzi z liceum. Na sam ich widok odwróciła się szybko, żeby jej nie zauważyli… gdy... - Holloway! - Piskliwy głos rozprzestrzenił się po barze, a Vita, z przygryzioną wargą, odwróciła się z krzywym uśmieszkiem. - Kate… co ty tutaj robisz… z wszystkimi? - uśmiechnęła się do niej, z nadzieją, że ta głupia NPC rozmowa zaraz się skończy. - Ooooh, zrobiliśmy sobie mini reunion - Kate rozpromieniła się. - Zaprosiłam wszystkich z naszego rocznika… tylko niektórzy nie mogli przyjść… hmm… - blond dziewczyna przysunęła palec do podbródka i zmarszczyła nos. - Chyba zapomniałam wysłać tobie zaproszenie. Ale niezdara ze mnie!
W ostatnim roku liceum, gdy wszyscy dowiedzieli się o zdradzie matki Vity, rozeszły się plotki, że Holloway po matce musi być niewierna... nie tylko romantycznie, ale i przyjacielsko. A prowodyrem tej całej śmietnikowej narracji była oczywiście Katherine Bellends. - Nic się nie stało - rzuciła Vita, zerkając w podłogę. - No, ale cóż, było cię suuuper widzieć! - Kate palnęła i wróciła do swojego stadka.
Pod koniec zmiany Vita poszła zarzucić na siebie płaszcz, planując zamówić taksówkę. Znowu ubrała ciuchy, które nie pasowały do tej minusowej pogody i nie chciała się przeziębić. L O G I C Z N E. Wychodząc z pokoju socjalnego na zewnątrz, nim zdążyła nawet otworzyć aplikację, ktoś chwycił ją za nadgarstek. Usłyszała tylko piski, śmiechy i... nim zdążyła mrugnąć... znajdowała się w taksówce. W drodze do… klubu?! - Co wy robicie? Ja… ja muszę wracać do domu! - wyrzuciła z siebie skrępowana. - Ah, przestań Holloway, jak zawsze kij w dupie masz… - prychnął chłopak. - Wybawisz się z nami! Powspominamy liceum, napijemy się, będzie sympatycznie! - dopowiedziała Kate z przedniego fotela pasażera. - Mam randkę, nie mogę… - skłamała. Nie wiedziała czemu. Po prostu chciała uciekać. - Świetnie! Nie wypuścimy cię, dopóki go nie zobaczymy! - dorzuciła inna dziewczyna, której de facto nawet nie rozpoznała. - Tak, no dalej Holloway… pokaż nam, że potrafisz się bawić, a nie zgrywasz Sadako z horroru. - Vita spięła się w miejscu. Czuła się cholernie niekomfortowo. Ostatni rok liceum wspominała kurewsko źle... przecież na dobrą sprawę stała się pośmiewiskiem zdrady rodzica, została wykluczona z aktywności... I teraz… Teraz znowu o niej „pamiętali”. Przez myśl przemknęło jej, że może… zostałaby na chwilę.
W klubie, na samym wejściu, wcisnęli w nią kilka shotów. Zdawała sobie sprawę, że nie zachowują się wobec niej szczerze… ale w tym momencie jej to nie przeszkadzało. Czuła jednak, że potrzebuje planu ratunkowego. Tiń. Wyciągnęła telefon i napisała do niego wiadomość z prośbą o ratunek. Nie wierzyła, że zgodził się ją odebrać. Pół godziny później - już trochę podchmielona - rozglądała się po palarni, czy za moment go nie zauważy. Trochę stresowała się tym, że on też jest pod wpływem, innym co prawda... Ona zresztą też. Tylko że… jeszcze go z tej perspektywy nie znała. Chwilę później już go zobaczyła. I dosłownie pobiegła w jego kierunku, rzucając mu się na szyję. Przytuliła go mocno i zbliżyła usta do jego ucha. - Tiń… zrobię wszystko, czegokolwiek będziesz chciał. Obiecuję ci.- Powiedziała to na lekkim bezdechu, tkwiąc w jego ramionach, i nie mogła przestać myśleć o tym, że cholernie dobrze jej w tym miejscu. Przy nim. Po chwili odsunęła się, niepewna, czy może go chwycić za rękę, więc tylko stanęła bokiem i kiwnęła głową w stronę bandy fałszerzy. Podeszli do nich, a Vita uśmiechnęła się szeroko. - Wszyscy… to mój chłopak, Ian. Ian - wszyscy. Będziemy się zaraz zbierać. - Zerknęła na niego, wiedząc, że nie chce tam być. - Poczekaj! Chociaż jeden drink! - rzuciła Kate, dosłownie chwytając Iana za nadgarstek i przyciągając go do siebie, żeby usiadł między nią a inną dziewczyną. Vita zmarszczyła nos, sfrustrowana tą całą sytuacją. Chwilę później wepchnęli mu drinka do rąk. - Może… chodźmy już… - zaczęła, ale pogłos klubu zjadł jej słowa. Muzyka na moment się ściszyła. I wtedy usłyszała Kate, - Ian, tak? Nie boisz się, że Vita cię zdradzi? Ma problemy z wiernością odkąd pamiętam!
fake boyfriend