Na uwagę o horoskopie się uśmiechnął. On nie wierzył w takie rzeczy i nawet nie poświęcał temu uwagi. Było coś takiego i tyle. Nie sprawdzał nawet znaczenia swojego znaku zodiaku. Nie wierzył, że coś może mieć na niego wpływ.
-
Boże, daj mi cierpliwość – mruknął pod nosem. Swoją drogą jeździł porządnym autem, ale nie była to wypasiona bryka z katalogów.
Ach, te kobiety – mruknął w myślach. Później dał się ponieść emocjom i zrobił, co zrobił. A wiedział, że przegina, ale jeśli to miał być jedyny sposób na to, by z nią porozmawiać, wolał zaryzykować. Niech się gapią, niech mówią, nie dbał o to. Patrzył wyłącznie na swoją dawną towarzyszkę, która chyba w końcu zmiękła, albo po prostu nie chciała być częścią sceny, jaka się działa. Złapała go za płaszcz i nie miał wyjścia, musiał powstać. Przez chwilę patrzył na nią z góry – no cóż, na to nic nie mógł poradzić – a potem przepuścił ją bez słowa przodem. Kiedy doszli do wejścia do knajpki, otworzył przed nią drzwi i gestem zaprosił do środka.
Kiedy znaleźli dla siebie kącik, w którym mogli porozmawiać na spokojnie, odsunął kobiecie krzesło i sam po chwili zajął miejsce naprzeciwko, wcześniej pozbywając się okrycia i odkładając książkę, którą gdzieś tam cały czas miał ze sobą.
I kiedy oboje w końcu się rozgościli, Cemil wrócił do tematu kartki.
-
Weź ją – powiedział i przesunął ją w jej kierunku. Sam fakt, że ciągle ją miał w swoich rzeczach, stanowił dowód na to, że nie zapomniał o niej. –
Powinnaś była się o tym dowiedzieć już dawno.
Wiem, że zawaliłem, ale naprawdę… - nie chciał się już popisywać. Chciał jedynie pogadać i naprawić to, co zostało zepsute. Do tego jednak potrzebowali woli obu stron. On chciał znów się pojawić w jej życiu, a ona? Dała mu szansę coś powiedzieć i nie chciał tego zmarnować.
Kelnerka wręczyła im menu i przez chwilę milczeli. Cem zdecydował się na mocną, czarną kawę, a do tego dwa kawałki czekoladowego ciasta. Był głodny, to raz, a dwa – jeden kawałek dla takiego zestresowanego i wielkiego chłopa, to było zdecydowanie zbyt mało. I pewnie Eden mu to wytknie, ale może chociaż się uśmiechnie, gdy zobaczy jak znajomy pochłania te wypieki z zadowoleniem.
Kiedy złożyli zamówienie, pozostało im czekać i… mówić, czy milczeć? Cem nie należał do tych, którzy potrafili przez długi czas siedzieć cicho.
-
Nie chciałem robić scen, ale sama rozumiesz – ona była uparta jak koza, ale tego nie powiedział na głos, bo nie chciał dostać książeczką z ofertą po głowie.
-
Ludzie przychodzą i odchodzą, ale niektórzy wracają. Przyszedłem, bo chciałem się dowiedzieć o tym, co się z tobą działo i jak wygląda twoje życie teraz. Może i dostałem fioła, jak powiedziałaś, ale taki już jestem. Co w głowie i w sercu, to na ustach – wzruszył ramionami, jakby to było coś małoważnego. Tymczasem on naprawdę kiepsko kłamał w prawdziwym życiu, bo oddzielał pracę od rzeczywistości. Nie udawał, bo nie chciał. Miał nadzieję na to, że zasłuży sobie na drugą szansę.
Starał się nie przypatrywać jej zbyt uważnie, bo mogło ją to speszyć lub wkurzyć, a tego nie chciał.
Był też ciekaw, czy miała gdzieś bransoletkę, taką zwykłą, z małych koralików, którą podwędził ze szkatułki matki i którą dał w tajemnicy Eden, kiedy ta przyznała się, że miała niedawno urodziny. Czy takie gesty i rzeczy miały dla niej w ogóle znaczenie? A może ktoś to znalazł i wyrzucił? Zaczął sobie przypominać różne sytuacje i pamiętał, jak kiedyś obiecał jej, że zabierze ją gdzieś, kiedy będą starsi. Może i ich rozdzielono, ale jakby nie było, właśnie ta sytuacja miała teraz miejsce i uśmiechnął się do swoich myśli.
Szkoda, że tak późno – powiedział sam do siebie w swym umyśle.
-
Nie miej mnie za totalnego wariata, proszę – odparł nagle. –
Jestem nim, ale gdy trzeba, potrafię się zachowywać taktownie – bronił się. Nie wyglądała na złą, ale co on tam wiedział o kobietach. Dotąd miał do nich pecha, ale pytany o to w wywiadach zawsze powtarzał, że jeszcze nie spotkał tej jedynej.
Wierzył w miłość, ale jej nie poznał. Leciały dotąd na jego nazwisko i to, co miał. Chciały mieć swoje pięć minut, podczas gdy on poszukiwał czegoś prawdziwego. Nigdy nie potrafił zrozumieć kobiet, a im większa zagadka się przed nim pojawiała, tym bardziej się angażował w znajomość. Eden stanowiła dla niego wyzwanie, ale chciał jej pokazać, że tamten chłopiec, którego poznała, nie zniknął wraz z wiekiem. To ciągle była ta sama osoba i chciał jej to udowodnić.
eden de poesy