Nie odpowiedział. Orientował się w terenie, rozglądając się na boki.
Nie było nic widać, ale miał wrażenie, że każdy, pieprzony zakamarek tego cholernego państwa znał na wylot. Nawet jeśli w pomniejszych wioskach nie bywał, to wszystko było tu prawie takie samo. Tak samo biedne, tak samo wystraszone i tak samo na pokaz, jakby turyści mieli kiedyś przyjechać, aby zobaczyć tą propagandę. Żałosny kraj z żałosnym liderem na czele. Im więcej widział poza granicami Północy, tym bardziej się upewniał, że to co się dzieje tutaj, jest zwyczajnie popierdolone.
Dlatego musiał jak najszybciej odnaleźć Sennę i stąd spierdalać.
Nie miał pojęcia gdzie mogła dokładnie być, ale miał swoje podejrzenia. Ludzi przetrzymywano głównie w stolicy, bo była najlepiej strzeżona. Miała odpowiedni sprzęt oraz ludzi. Wioski były biedne i nie miały nic, poza pojedynczymi domkami z farmerami. I nikt nawet nie myślał o tym, aby robić tam jakiekolwiek biuro dowodzenia czy więzienie.
Ale obozy pracy były popularne.
Musiał złamać kilka przepisów i praw, aby dostać się do stolicy. Nikt jednak nie zamierzał się też z nim kłócić, chociaż raczej nie chciał rzucać się w oczy, nawet podczas kradzieży auta. Był cholernie zmotywowany, więc nawet nie odczuwał zmęczenia, a już na pewno nie psychicznego. Przestawił się na tryb zadaniowy, jak najszybciej chcąc dotrzeć do postawionego sobie celu. Wszystko inne straciło na znaczeniu.
Stolica była spora, ale było tylko kilka miejsc, które faktycznie go interesowały. Problem w tym, że nie wiedział gdzie szukać, a każde wtargnięcie było… dość problematyczne ze względu na liczbę straży. Nie mówiąc o tym, że jego gęba zapewne stała się dość popularna wśród ludzi, zwłaszcza teraz, gdy po prostu chciano go tu zwabić. I spodziewano się, że w końcu wróci do państwa.
Cały dzień w dupę strzelił, gdy nie udało mu się nie ustalić niczego konkretnego. Czuł wewnętrzne ciśnienie na to, aby jak najszybciej ją odnaleźć, ale nie mógł przyspieszyć niektórych rzeczy. Nie mógł też postępować nierozsądnie, bo to nie przyniosłoby niczego dobrego. Chciał uratować ją, a także nie doprowadzić do skazania siebie, więc nie mógł działać pod wpływem jakichkolwiek emocji. Martwy nikomu nie pomoże.
Na całe szczęście znał miejsca, które miały być bezpieczne na chwilową kryjówkę. Stolicę znał jak własną kieszeń, a przez rok jak go nie było, za wiele się tu nie zmieniło. Kolejny wieczór był dla niego jednak zwycięski, chociaż nie do końca. Mały krok, który poprowadził go do jednego z żołnierzy z którym sobie porozmawiał. Miło, o ile chciał w ogóle mówić. Robiło się brutalnie, kiedy kazał mu się walić.
Sęk w tym, że Damon był znany z tego, że z każdego wydobywał informacje. Prędzej czy później. A jemu zależało na tym, aby kolega z kraju szybko zaczął sypać.
Koszary. Musiał walczyć z samym sobą, mocno zaciskając szczęki, aby pozwolić spłynąć niektórym, zasłyszanym tekstom po sobie. Nie chciał teraz sobie wyobrażać co jej robiono, bo to nie doprowadziłoby do niczego dobrego. Teraz musiał wykorzystać osłonę nocy i dostać się jak najszybciej do strzeżonego, wojskowego miejsca. Domyślając się, że się go spodziewano.
Pamiętał dokładnie to miejsce. Rytm dnia, wieczora oraz nocy, a także ludzie oraz strategiczne miejsca. Wiedział jak oddycha ten obiekt wojskowy i jak bardzo niektórzy popadali w rutynę. To był łatwy do zapamiętania schemat.
Przygaszone światła, przytłumione głosy i żołnierze, którzy byli absolutnie wszędzie. Wiedział jak oni wszyscy myśleli, bo przecież kiedyś myślał tak samo. Działał więc w cieniu, poruszając się między miejscami do których nikt nie zaglądał i słuchając urywków rozmów ludzi, których mijał, chcąc poznać pokój w którym znajdowała się Senna. Zabijał tego, kogo musiał. Uciszał wszystkich, którzy stali mu na drodze.
Każdy kolejny metr wydawał się cięższy do przejścia. Nie przez żołnierzy, ale przez świadomość tego, że w końcu ją zobaczy. I chyba podświadomie obawiał się stanu w jakim ją zastanie.
Gdy w końcu trafił tam, gdzie była przetrzymywana, zatrzymał się. Obejrzał na boki i wszedł do środka, a widok drobnej, doskonale znanej mu dziewczyny niemalże rozerwał mu to skamieniałe serce.
—
Senna — mruknął, podchodząc do ledwo przytomnego ciała Amerykanki. Sięgnął ostrożnie palcami do jej twarzy, odgarniając mokre od potu i krwi włosy z jej twarzy. —
Wydostanę cię stąd — powiedział, sięgając do jej więzów, aby za pomocą specjalnego lasera od nowej koleżanki, przeciąć je bez problemu i uwolnić dziewczynę. —
Możesz chodzić? — spytał, drugim uchem nasłuchując ewentualnych problemów i gości, których mogli się przecież spodziewać w każdej, jebanej chwili.
Valkyrae Callahan