33 y/o
For good luck!
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
It's my party, and I'll cry if I want to!
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#4
Toporem w serce: misja przetrwać walentynki
Toronto w Lutym potrafi być przygnębiające i paskudnie zimne. Czy to jednak powstrzymywało Wendy przed wyciągnięciem siostry na spacer? Nie! Surowa zima jej niestraszna. Problem był taki, że zupełnie zapomniała o tym jaki dzisiaj mają dzień, ale nic dziwnego, bo zapomniała nawet o swoich nadchodzących urodzinach. Gdyby wiedziała, że dzisiaj jest pamiętna data czternastego lutego, to prędzej zamknęłaby się w domu, wskoczyła w piżamę, wyłączyła telefon i rozkoszowałaby się pizzą podczas oglądania jakiegoś poważnego dokumentu, który mógł dać jej złudne wrażenie bycia mądrzejszą wersją siebie od tej z wczoraj. No ale cóż, zapomniała! Poszła na spacer, a raczej podjechała taksówką w umówione wcześniej miejsce i dopiero gdy wysiadła z samochodu zdała sobie sprawę co uczyniła. To była jej logistyczna porażka - wpakowała się na pole minowe usłane czerwonymi różami. Jej nozdrza były wyczulone na kicz lepiej niż niejeden radar wojskowy. W powietrzu unosiła się nuta cukru zmieszanego z desperacją. Lodowisko pękało w szwach od sunących po nim par, które w rytm romantycznych ballad kręciły się bez celu. W myślach punktowała każdą z walentynkowych tortur atrakcji i umieszczała na kicz-liście.
— Dostaję cukrzycy od samego patrzenia na to wszystko — wyznała stojąc za plecami siostry, którą dostrzegła w tłumie parę kroków wcześniej. — Zupełnie zapomniałam jaki mamy dziś dzień — dodała na swoją obronę naciągając czapkę nieco mocniej na swoje uszy, jakby miało to w jakikolwiek sposób pomóc jej zniwelować dźwięki miłosnych piosenek. Wyciągnęła dłonie przed siebie, by przytulić siostrę na powitanie, ale wiatr złośliwie pacnął ją w twarz zbłąkanym, czerwonym balonikiem w kształcie serca. Grymas na jej twarzy był odruchowy. — Masz ochotę na kawę? — zapytała zawiedziona panującymi wokół WARUNKAMI — Tu w pobliżu jest jakaś kawiarnia ewentualnie możemy iść też coś przekąsić do japońskiej knajpki — zaproponowała coś na zabicie czasu i ogrzanie się. Za dwie godziny miały rezerwacje w pewnym lokalu, bo Winnie zadbała o to, by się nie nudziły tego dnia, ale ten czas musiały wziąć na przetrwanie, bo teraz wszędzie piętrzyły się zakochane pary. Kicz-licznik w głowie Winnie wariował. Wokół plac spowijały tysiące światełek, a biało-czerwono-różowy blask rzucał poświatę na deptak i lodowisko. — Słuchaj, powinnyśmy zrobić konkurs i zbierać punkty za każdy napotkany walentynkowy kicz. Która z nas będzie mieć najwięcej punktów stawia piwo na koniec dnia — zaproponowała pragnąc przekuć to nieszczęście - jakim niewątpliwie było wybranie się do centrum w walentynki - w zabawę.


Zella Gardner
Ostatnio zmieniony sob lut 14, 2026 3:03 pm przez Wendy Gardner, łącznie zmieniany 1 raz.
Winnie the Pooh
32 y/o
For good luck!
168 cm
owner, nail stylist at Atelier N°9
Awatar użytkownika
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

005.
Przy zawodzie Zelli niestety nie dało się zapomnieć o tym, co miało miejsce czternastego dnia lutego. Od dobrych kilku tygodni już miała pełno klientek, które życzyły sobie wszystkiego, co wiązało się z Walentynkami. Serduszka, aniołki, kupidynki, strzałki miłości, różowe i czerwone kolory. Mogła tak wymieniać bez końca, a słysząc zaś jedno z tych wielu słów na głos robiła wszystko, by faktycznie nie przewrócić oczami na te wszystkie panie. Pewnie będące w szczęśliwych związkach lub randkujące w najlepsze, tak nawiasem mówiąc. Eh. Nie wiedzieć czemu, ale tegoroczne Walentynki naprawdę irytowały młodszą Gardner bardziej niż zazwyczaj. Od dłuższego czasu była singielką, a przez nawał pracy i nowo otwarty lokal w Vancouver nie miała nawet czasu myśleć o randkowaniu. Była natomiast samotna, co doskwierało jej tylko bardziej. Z tego powodu też z chęcią przystała na spacer z siostrą, nawet mimo dnia. Ba, nawet nie zwróciła uwagi na to, że Wendy mogła zwyczajnie zapomnieć o prawdziwej naturze tego dnia. Ewentualnie mogła nawet uznać, że siostra w jakiś sposób wyczuła, że Zella niekoniecznie chciała być w ten dzień sama, planując nawet zaprosić siostrę na coś w rodzaju „anty-walentynek”. Spacer w ramach takiego dnia może nie był jej pierwszą lepszą myślą, ale nie widziała w tym też nic złego. Oczywiście, do czasu aż sama nie znalazła się w tym całym tłumie, z którego wręcz zdawała się unosić ta przeklęta, różowa poświata.
To co, coś gorzkiego albo słonego by zniwelować ten ciągnący się, zdecydowanie za słodki posmak sztucznej miłości? — rzuciła sarkastycznie w ramach powitania, od razu rozpoznając głos siostry i obracając się tak, by stanąć do niej twarzą w twarz. Zaraz jednak uniosła brwi, obserwując jak Wendy poprawia czapkę. — Naprawdę zapomniałaś? Wow, trochę zazdroszczę. Mi nie dali zapomnieć nawet na chwilę. — parsknęła cicho, od razu też milknąc, by przytulić siostrę. Prawie parsknęła na głos śmiechem, gdy zobaczyła, że jakiś balonik praktycznie uderzył ją w twarz. — O, kawa jest gorzka. Pasuje idealnie. — odpowiedziała, z aprobatą kiwając głową. — Kawiarnia będzie okej. Chociaż w knajpce może nie będzie tylu zakochańców. — westchnęła ciężko podczas zastanawiania się na głos nad tym dylematem, ostatecznie nie dochodząc do lepszej opcji. Zella westchnęła raz jeszcze, gdy jej wzrok całkiem przypadkowo wylądował na parze, która akurat nie szczędziła sobie czułości. Jezu.To ja już mam jeden punkt za całującą się parkę. Świetnie się zapowiada. — stwierdziła z przekąsem, natomiast tym samym zgadzając się na tę zabawę. Coś czuła jednak, że prędzej skończą z nią narzekając tylko bardziej niż się bawiąc, ale czy ktoś im bronił? Nie. Skoro inni rozsiewali nudzące wręcz ciepło i miłość, one mogły szerzyć jego przeciwieństwo.

Wendy Gardner
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
33 y/o
For good luck!
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
It's my party, and I'll cry if I want to!
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Winnie nie przeszkadzał status singielki, ale prawda była taka, że przyciągała do siebie mniej lub bardziej niezobowiązujące relacje, a tym samym rzadko kiedy czuła się wolna, nawet jeśli nigdy nie czuła się pełnoprawnie zajęta. To dość skomplikowane, ale była wolnym duchem, po prostu. Wielokrotnie była też błędnie interpretowana, jako ta, co wzdryga się na romantyczne gesty, ale to nieprawda. Była jedną z najwierniejszy fanek romantycznych uniesień o ile nie przekraczały one granicy kiczu i nie miały miejsca w Walentynki. Skomercjalizowane do rozpuku święto nie miało zbyt wiele wspólnego z romantyzmem, który powinien być pielęgnowany w relacji przez cały rok, a nie wtedy, gdy sprzedawcy sprowadzą ogrom badziewia z Chin i będą to sprzedawać za wyższa cenę, a reklamy przypomną wszystkim zapominalskim, że warto coś odbębnić dla drugiej połówki. Dramat. Prawdę mówiąc tylko widok siostry sprawił, że Winnie postanowiła znieść jakoś ten ociekający lukrem krajobraz.
— Z ręką na sercu, zapomniałam! Więc nie miej mi tego za złe, okej? ​​— zapytała, choć nie sądziła, by siostra mogla się na nią złościć z tego powodu. ​— U mnie w pracy się tego nie świętuje, a ty pewnie miałaś już od tygodnia przeboje z serduszkowymi wzorami, co nie? ​— odparła poprawiając szalik, gdy mroźne powietrze nie szczędziło jej policzkom atrakcji. ​— Myślę, że gorycz kawy może nas jedynie uratować przed przedawkowaniem słodyczy ​— dlatego nie zwlekając postanowiła ruszyć z siostrą w kierunku kawiarni.
Zaśmiała się lekko, gdy usłyszała o pierwszym punkcie siostry i szybko obróciła się wokół własnej osi w poszukiwaniu czegoś dla siebie. ​— Mam coś lepszego. Patrz tam ​— zatrzymując się na moment wskazała siostrze lodowisko ​— przy barierkach ​— dodała śledząc spojrzeniem mężczyznę w średnim wieku, który z trudem balansował na łyżwach trzymając w jednej ręce pęk balonów, a w drugiej bukiet róż i przemieszczał się w stronę dużo młodszej kobiety. ​— Kryzys wieku średniego i desperacja, a i tak prędzej zaliczy randkę z lodem ​— zaśmiała się jednocześnie w głowie przeliczając punkty za balony, za róże i za desperacką próbę zaimponowania na lodzie ​— tu chyba będzie z 10 punktów jak nic.
Pozostawiając desperata za sobą skierowały się do kawiarni. Winnie stojąc już przed jej drzwiami wiedziała, że to będzie trudna godzina do przetrwania. Na drzwiach wisiał walentynkowy plakat mówiący o tym, że miłość wisi w powietrzu, ale znajduje się też w ich różanym latte. Fujka.
​— Miejmy to za sobą ​— pchnęła drzwi i skierowała się prosto do lady zamawiając sobie podwójne espresso, wzięła też zamówienie od siostry i załatwiając wszystko za jednym razem zajęła miejsce przy stoliku. Gdy już miały chwilę spokoju Winnie w końcu odetchnęła. ​— Opowiadaj, co u Ciebie?

Zella Gardner
Winnie the Pooh
32 y/o
For good luck!
168 cm
owner, nail stylist at Atelier N°9
Awatar użytkownika
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zella zawsze była marzycielką o duszy romantyczki, nawet jeśli przez większość życia dusiła to wszystko w sobie. Tyle, że teraz robiła dosłownie to samo, nie mając innej opcji. Gdyby kogoś miała, najpewniej jej postawa zmieniłaby się o sto osiemdziesiąt stopni, pragnąc nawet przeżyć tak fałszywe święto miłości, jakim były Walentynki. Mogłaby się zapierać rękami i nogami, ale w głębi duszy była po prostu zazdrosna, zastanawiając się dlaczego inni mieli coś, czego ona właściwie nigdy nie posiadała. Mając już trzydzieści lat na karku i nawet brak rozwodu na koncie zmuszało ją do coraz częstszego myślenia, a jej zgorzknienie tylko narastało wraz z każdym kolejnym powodem do zazdrości. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją smutną duszą, więc trochę robiła dobrą minę do złej gry, znajdując ukojenie w naśmiewaniu się z ludzi, którym po prostu wyjątkowo dopisało szczęście.
Spokojnie, nie mam. I tak się cieszę, że chociaż spędzam ten dzień z tobą, zaufaną wojowniczką przeciwko tym miłosnym bredniom. — zapewniła ją natychmiast, ale zaraz przewróciła oczami na wieść o walentynkowym szale w manicure. — Od tygodnia? Żeby tylko. Panie już od miesiąca śpiewają o tym że Walentynki za rogiem, zastanawiają się na głos co im mężowie przygotują, a ja się gotuję z nerwów po drugiej stronie. — prychnęła, kręcąc głową. Chyba gorzkniała z roku na rok coraz bardziej, skoro tak reagowała. — Zdecydowanie. — rzuciła jeszcze na sam koniec, chowając zmarznięte mimo rękawiczek ręce do kieszeni zanim ruszyły w kierunku kawiarni.
Trochę się wahała, zanim podążyła wzrokiem za namową Wendy, ale jej usta natychmiast wygięły się w rozbawionym uśmieszku na widok strudzonego pana. Niby nie powinno się śmiać z czyichś problemów, ale w walentynkowej dobie wyglądało to wręcz podwójnie komicznie w jej oczach. — Przynajmniej coś zaliczy, nawet jeśli to tylko gleba. — skwitowała, nawet nie kryjąc rozbawionego uśmieszku, który cisnął jej się na usta. Przyznała też siostrze rację, kiwając głową z uznaniem na wyliczenie tych 10 punktów. No to było mocne, temu nie mogła zaprzeczyć.
Zella z politowaniem spojrzała na ten różowiutki plakat, wzdychając głęboko. Normalnie uwielbiała te wszystkie nowe opcje w kawach, ale ta wyjątkowo ją zniechęcała. Siostrze przekazała, że wystarczy jej dzisiaj flat white. Zwykle dodawała coś słodszego, ale coś czuła, że dzisiaj to już byłaby przesada.
A nic ciekawego, poza tym wyjazdem do Vancouver, gdzie otwierałyśmy kolejne studio. — taka była prawda, jej życie znowu zaczynało być nudne niczym flaki z olejem. Niby mogła tam zostać, tam poszukać szczęścia… Ale coś ją przed tym zatrzymało.

Wendy Gardner
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
33 y/o
For good luck!
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
It's my party, and I'll cry if I want to!
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

​— Naprawdę w s p ó ł c z u j ę ​— powiedziała, słysząc o tym miłosnym szale na walentynki, choć było w tym sporo ignorancji, bo może w walentynki nie szalała z serduszkami, ale na wszystkie inne okoliczności: święto dziękczynienia, boże narodzenie, wiosna, lato, jesień, zima no cóż, jakby to powiedzieć: była pierwsza do tematycznych wzorków.
— No okej, jeśli czegoś zazdroszczę tym zakochanym pozorantom to właśnie tego, że zaliczą dziś coś więcej niż glebę ​— bo z tym drugim to ona nie miała żadnego problemu i praktykowała regularnie, ale to drugie… no to już miała problem. Życie zsyła jej problemy, a nie umięśnione męskie klatki na które mogłaby zupełnie przypadkiem wpaść i wtulić się na noc, lub dwie. W końcu każdy kiedyś potrzebuje przytulenia, prawda? Bliskości. ​— Co nie zmienia faktu, że kicz licznik wybija poza skalę na widok takich poczynań ​— ale kto wie, co je jeszcze czeka dzisiaj.
Kiedy otrzymały zamówienie Winnie prawie od razu upiła solidny łyk espresso, przymykając lekko oczy; raz, że było gorące, a dwa, że gorzki aromat kawy był niczym detoks dla zmysłów w tej kawiarni, gdzie zapach słodyczy unosił się w powietrzu. Gdy Zella wspomniała o Vancouver, Winnie odstawiła filiżankę z lekkim stukotem i oparła brodę na dłoni, przyglądając się siostrze z uwagą.
— Nudne? Zella, błagam — przekręciła oczami wymownie, na znak, że zupełnie nie kupuje słów siostry i zaraz też przekona ją, że nie może tak opowiadać o tym co robi. — Vancouver to nie jest nic ciekawego... to imprerium! Twoje w dodatku — zapewniła entuzjastycznie, bo jeśli chodzi o wsparcie bliskich to Winnie zawsze się nakręcała jakby z automatu dając z siebie wszystko. Szczególnie widząc, że ktoś nie dostrzega swoich sukcesów. — Budujesz swoja markę, podczas gdy wszystkie inne kobiety wzdychają do serduszek nadmuchanych helem i tanich perfum — ugh, tandetne i ulotne, nie to co wlasny biznes. Prawda? — Poza tym nudne życie jest niedoceniane — a akurat Winnie coś o tym wiedziała, b o jej liczne wpadki i wypadki czasami nieźle dawały jej w kość i odrobina spokoju i nudy by się jej przydała.
— Dobrze, że wróciłaś… Toronto bez ciebie byłoby jeszcze zimniejsze, a ja nie miałabym z kim się licytować w tym całym kiczu — wyznała uśmiechając się ciepło do siostry. — Poza tym zaplanowałam nam fajne wyjście, wypijemy kawę i sama zobaczysz — dodała tajemniczo, by po chwili zesztywnieć jakby z przerażenia. — O nie, patrz tam szybko! — powiedziała prawie przez zaciśnięte wargi, jakby bała się, że jej ekscytację podłapie cała kawiarnia. Problem w tym, że oni pewnie bili by brawo, a ona zapragnęła coś zwyczajnie wyśmiać, albo podbić własną punktację. Dyskretnie wskazała palcem na chodnik przed kawiarnią. Młody chłopak, w czerwonej koszulce z krótkim rękawem klęczał właśnie na jednym kolanie trzymając przed dziewczyną otwarte pudełko. Tak, na tym mrozie. — Zanim ona powie tak on nabawi się zapalenia płuc — skomentowała szeptem. Wokół nich zgromadzili się chyba ich przyjaciele, bo jeden coś nagrywał, drugi próbował wystrzelić konfetti. — No to jest jakaś kumulacja — roześmiała się nie mogąc wyjść z podziwu czego ludzie nie wymyślą, a wszystko to z okazji 14 lutego.

Zella Gardner
Winnie the Pooh
32 y/o
For good luck!
168 cm
owner, nail stylist at Atelier N°9
Awatar użytkownika
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Weź. Specjalnie dzisiaj zrobiłam przez to wolne. Ale już wczoraj byłam tak wzburzona, słysząc o milionowych serduszkach z kolei, że miałam ochotę paru ostatnim klientkom zrobić coś karnego na tych paznokciach. — Zella przewróciła teatralnie oczami, mając nadzieję że jej siostra złapie aluzję, że mówiła o tych karnych rysunkach z zeszytów w szkołach. I o ile każde inne motywy – świąteczne, sezonowe czy jakie tam jeszcze - nie przeszkadzały jej absolutnie, tak walentynki były okrutną wręcz katorgą.
Nie każdy, Wendy! Nie każdy. Pociesz się tą myślą. — wtrąciła się, chcąc tym samym pocieszyć zarówno siostrę, jak i siebie samą. Ta drobna myśl z tyłu jej głowy, że na kilka tych przebrzydłych par trafi się jakaś jednostka, która albo dostanie odmową lub zerwaniem w twarz. Smutne, ale prawdziwe. Pokiwała natomiast głową na kolejne słowa, które padły z ust Wendy. — To prawda. Jakby nie patrzeć, miłość zawsze tam jest. Ale akurat dzisiaj wszyscy muszą się przesadnie z nią afiszować, tak jakby mówili wprost „ha, na pewno mi zazdrościsz”. — aż prychnęła na sam koniec i pokręciła głową, podkreślając swoją dezaprobatę.
Również zajęła się swoją flat white, gdy tylko dorwała ją w swoje ręce, oczywiście uprzednio odpowiednio za nią dziękując. Jej ulga szybko stała się widoczna, gdy aromat kawy zmieszał się z mlekiem, skutecznie odwracając uwagę jej zmysłów od całej słodkości panoszącej się wokół.
Moje imperium? — aż uniosła brew, jednocześnie odstawiając kawę na bok i spoglądając siostrze prosto w oczy, nie kryjąc lekkiego rozbawienia. — Po pierwsze, to jedynie po części moje imperium, jeśli już. Tamto w Vancouver to już w ogóle, bo tam to jest nas trzy. A właściwie to jedna jest tam na miejscu, a my wciąż pracujemy na starych śmieciach. — wyjaśniła pokrótce, bo już w sumie straciła rachubę, komu dokładnie mówiła o tym, na jakich zasadach miał działać jej biznes w innym mieście. Kolejne słowa siostry sprawiły jednak, że poświęciła chwilę na przemyślenia, wracając do kosztowania kawy. — Ale w sumie masz rację. Przynajmniej jestem kobietą sukcesu. To jest osiągnięcie. — pokiwała głową z uznaniem, nawet posyłając Wendy pełen wdzięczności uśmiech. Zaraz jednak parsknęła cichym śmiechem. — W sumie to nudne życie ma swoje uroki. Przynajmniej wiesz, czego się spodziewać. — tym sposobem przyznała siostrze rację. Ale czy jej życie podpadało pod tą klasyczną definicję nudy? Nie miała pojęcia.
Ja też się cieszę, że wróciłam. Vancouver nie jest wcale takie super bez ulubionej siostry. — odwzajemniła jej uśmiech w równie ciepły sposób. — No, dla samej kawki i towarzystwa naprawdę warto. Co... — zaczęła, widząc jak Wendy nagle sztywnieje, podążając natychmiast za jej spojrzeniem. Prawie że wypluła kawę z wrażenia, choć ta na szczęście zniwelowała potencjalne mdłości, które mogłyby się pojawić po doświadczeniu tej sceny. Zellę natomiast aż otrzepało z zimna na widok chłopaczka w krótkim rękawku. — Czyli potencjalnie on może umrzeć zanim w ogóle dotrą do ołtarza. — skomentowała wrednie, oczywiście tak naprawdę nie życząc obcemu człowiekowi śmierci. Ale skoro był skłonny do takich poświęceń… Najważniejsze, że dziewczyna, ewidentnie wzruszona, powiedziała mu tak. To teraz chłopak powinien biec po kurteczkę, a nie skakać z radości, ale to grono wiwatujących znajomych skutecznie mu to uniemożliwiało. — Jedyna kumulacja jaka mi się w tej chwili podoba to lotto. — a nawet nie była jakąś obłożną fanką hazardu, co chyba mówiło samo za siebie.

Wendy Gardner
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
33 y/o
For good luck!
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
It's my party, and I'll cry if I want to!
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— I czemu nie zrobiłaś? To by było epickie! — pewnie dlatego, że jej za to płacą, a w branży beauty opinia szybko się rozprzestrzenia i łatwo kogoś wyrzucić z topowych obrotów, a jednak tego siostrze nie życzyła. Troszkę tylko żałowała, że nie pokusiła się na karniaka, ale nie będzie głośno ubolewać, bo kiedyś to jej na paznokciach zaserwuje psikusa.
— No dobra, przyznaję rację i o ile nie przepadam za tym walentynkowym szałem to jednak nikomu źle nie życzę. Zerwanie w walentynki to już naprawdę szczyt okrucieństwa — nawet jak na nią. Już zapomniała jak dała kosza jednemu takiemu Williamowi z czwartej klasy, ale wtedy jeszcze może tak to nie bolało. Jeszcze byli dzieciakami, prawda? — Mnie w walentynkach wkurza to, że są tak rozreklamowane, że głupio wręcz czegoś nie kupić żonie, a potem i tak fagas da jej czekoladki i pójdzie zaliczać na boku kochankę — jeden taki był? Wendy nie wrzucała wszystkich do jednego worka, ale spora część randek i obdarowań w ten dzień to zwykła ustawka. — Dlatego nie zazdroszczę nikomu, a jak kiedyś dorobię się chłopaka z którym będę świętować walentynki to… to w sumie nie wiem co, bo nie wiem czy będę chciała je świętować — i nawet nie była pewna czy będzie mieć jakiegokolwiek stałego partnera, bo nie potrafiła odnaleźć się w związku. Ciągle ją gdzieś goniło, ciągle gdzieś uciekała. Miała jednego co z nim randkowała, to po wyjezdzie z przyjacielem do Kalifornii wszystko diabli wzięło, bo sie chłop zazdrosny zrobił o przyjaciela, a ona nie lubiła takich dramatów, raczej nie lubiła jak ktoś czepiał Petera z którym przyjaźniła się od lat.
— Oj tam — przekręciła lekko oczami z malującym się na jej twarzy rozbawieniem. — Czepiasz się szczegółów — szepnęła wtrącając się między jej słowa o częściowym imperium, po czym grzecznie słuchała jej dalej. Może to nie była sieć salonów tylko na jej zasadach, ale też nie powinno umniejszać sobie w żaden sposób sukcesu. — Rzecz w tym, że mogłabyś schować się w jakimś randomowym salonie i robić swoje bez wychylania się i wysiłku, ale tego nie robisz. Idziesz do przodu, próbujesz czegoś nowego, więc tak, zdecydowanie jesteś kobieta sukcesu! — i to nie byle jakie osiągnięcie! W zasadzie jak zaczęła się nad tym wszystkim zastanawiać, to Percivald też odniósł sukces zawodowy i wychodziło na to, że to ona tylko jest taka nieogarnięta w swoim życiu, a jej misją życiową w pracy obecnie jest oduczenie jednego dziecka ssania kciuka, a u innego stłumienie agresji, a w tym wszystkim nie była pewna, czy się w ogóle nadaje do zarządzania chaosem w grupie krabików, kiedy sama była przemieszczającym się bałaganem.
Byli jednak ludzie, którzy udowadniali jej, że nie jest z nią tak źle, poniewaz pomimo panującego w jej życiu chaosu dnia codziennego, nie narażała się bezmyślnie na zapalenie płuc, jak ten młody chłopak za szybką. — Może, ale nie z zrządzenia losu, a na własne życzenie… głupota! — no i to potwierdza, że walentynki to jakieś szaleństwo, na ludzi spada mgła mózgowa i a decyzje są podejmowane pod wpływem impulsu w wielu przypadkach.
— Wiesz, że jeśli chodzi o totalizatory to ja wychodzę z założenia, że bez grania się nie wygrywa — dlatego też regularnie stawiała jakiś kupon za parę dolarów, dwa lub trzy razy w miesiącu. Z nieba jej wygrana nie spadła, jak swego czasu wygrała osiem tysięcy i to stało się jej wyjazdowym budżetem, dzięki któremu mogła spełnić kilka marzeń i polecieć w kilka miejsc z Piotruniem, oczywiście.
Pomimo względnej akceptacji otoczenia Wendy i tak napisała do gościa odpowiedzialnego za jej późniejszą rezerwację i okazało się, że mają miejsce godzinkę wcześniej, więc aż podskoczyła na swoim krześle. — O idealnie! — pisnęła — Dopijamy kawy i idziemy dalej skoro jest taka możliwość, przesunęłam na lekko rezerwację — ileż będą siedzieć w tej słodyczy, jak czekał na nie bar i rzucanie toporami, ale tego jeszcze siostrze nie zdradzała.

Zella Gardner
Winnie the Pooh
32 y/o
For good luck!
168 cm
owner, nail stylist at Atelier N°9
Awatar użytkownika
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdybym była pracowniczką ryzykującą jedynie wylaniem z roboty to bym serio to rozważyła. Natomiast w swoim obecnym położeniu muszę się godzić z wieloma wyrzeczeniami dla dobra biznesu. — tak właśnie widziała to Zella. A że była naprawdę odpowiedzialną, dorosłą osobą, nie mogło to wyglądać inaczej. Choć jej umysł prezentował się zgoła inaczej. Każdą serduszkową klientkę żegnała, na odchodne wyobrażając sobie że paznokcie magicznie przeistaczają się w karną karmę. Skoro istniała rzekoma magia miłości, to czemu taka nie mogła mieć miejsca? Nawet z miejsca zaczęłaby ją praktykować.
O nie. Zerwanie to już totalna przesada. Zwłaszcza, że dzień wcześniej był tak wspaniały pretekst pod postacią piątku trzynastego. — aż pokręciła głową, by zaraz wypiąć pierś niemalże z dumą. Ona to miała głowę do pomysłów. — To prawda. I jakby to miało świadczyć o czyjejś miłości. Jakby, cholera, kochać się powinno w każdy dzień roku, nie tylko w ten jeden. Przecież to z daleka trąci fałszywością. — aż westchnęła, totalnie zirytowana. — Nie dziwię się, sama nie wiem w sumie czy jak ktoś mi przyniesie stos balonów i najlepszą czekoladę w Toronto to czy mi to coś odmieni. — tu wzruszyła ramionami, bo o ile nie wykluczała takiego scenariusza, to naprawdę ciężko było jej przewidzieć.
Szczegóły też są ważne, moja droga. Zwłaszcza w takim zawodzie jak mój. — zauważyła jakże błyskotliwie, nawet puszczając jej oczko zza filiżanki z kawą. Doceniała jednak to, że Wendy bardzo podbudowywała ją w tej kwestii. Gdyby nie to wsparcie, nie myślałaby nawet o jakimkolwiek sukcesie, a co dopiero o powodzeniu z własnym biznesem. — Ano, mogłam. Kto wie, gdyby nie moja wspólniczka i ta wredna jędza z zajęć, która twierdziła że jestem do niczego to może i bym tak skończyła. A tymczasem jestem tutaj… Jako kobieta sukcesu. Tak. — pokiwała nawet sobie samej głową w uznaniu, choć to był bardziej ukłon w stronę siostry, której doping bardzo doceniała. Może i ona nie miała tak wielkich planów jak Zella czy Percival, natomiast jej sukces też się liczył. Zwłaszcza mając do porównania takie figury rodziców, jakie posiadały. Przy nich nawet praca w spożywczaku była sukcesem. Zdrowy rozsądek też nim zdecydowanie był, więc chłopak na zewnątrz miał jeszcze jeden ważny milestone do osiągnięcia. Ale przynajmniej miał już kogoś u boku, kto będzie mógł w tym wspomóc. Lub też nie.
Głupota totalna. Przecież mógł tę samą koszulkę schować pod kurtkę i ją zwyczajnie rozsunąć. Co też jest głupie przy takim zimnie, ale już nie aż tak. — zacmokała, z dezaprobatą kręcąc nosem zanim upiła kolejnego łyka kawy.
Haha. Ale w sumie to jest prawda. — ta myśl widocznie rozśmieszyła Zellę, która aż musiała odstawić kawę z powrotem na blat, by nie rozlać jej przez nagły napad śmiechu. I Wendy jeszcze wiedziała, co mówi, bo przecież już kiedyś zgarnęła taką wygraną. Może dzisiaj był idealny dzień na postawienie kuponu? Skoro reszta uciekała się do aktów miłosnych, nie dbając o finanse, a wręcz je nagminnie tracąc… To musiał być znak.
Nie zdążyła nawet o tym wspomnieć, bo informacja z ust siostry sprawiła, że aż uniosła brwi z wrażenia. — O kurczę, naprawdę? Nie no, super. Z chęcią pójdę gdzieś, gdzie nie ma tylu zakochańców. Aż mam złudne wrażenie, że czają się nawet na dnie mojej filiżanki. — zażartowała, parskając na sam koniec. Była jednak widocznie zadowolona i od razu podjęła się zadania skończenia kawy w szybszym tempie.

Wendy Gardner
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
33 y/o
For good luck!
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
It's my party, and I'll cry if I want to!
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

Jeszcze chwilę rozprawiały na temat pracy, współpracowników oraz walentynkowych przegięć, a czas w kawiarni upłynął zaskakująco szybko. Wendy jednak nie zamierzała zwlekać ani chwili, gdy tylko zaświeciło się im zielone światło na opuszczenie tej kawiarenki, a tym samym mogły oddalić się od całego epicentrum walentynkowego szału, w jakie - nawiasem mówiąc - same na własne życzenie się wpakowały. Niby nieświadomie, ale jednak.
Dopiła kawę, spakowała swoje manatki i opuściła lokal z siostrą, łapiąc ją pod ramię. — To w tamta stronę — powiedziała i po chwili już wędrowały do nowej lokalizacji, która mocno odbiegała od tego, co otaczało je w danej chwili. Żwawe kroki pomagały im ogrzać się w trakcie mroźnego spaceru, podczas którego zostawiły w tyle czerwone serduszka. Teraz mijały ceglane mury i stare magazyny, aż dotarły do miejsca docelowego. Można było usłyszeć już tępe dźwięki metalu uderzającego o drewno przeplatane rockowym brzmieniem i było w tym coś kojącego dla Wendy, która bez zawahania pchnęła ciężkie drzwi i wpadła do środka. Drzewny zapach był miłą odmianą od słodyczy jaka otuliła je w kawiarnii. Tutaj nie było ani grama miłosnych barw - tylko drewno, cegły, wysokie sufity i stalowe siatki zabezpieczające. Ciężki rock, który napływał z głośników nie dawał szansy romantycznym myślom wedrzeć się do głowy. Wendy była zachwycona, całym klimatem tego miejsca włącznie z facetami w flanelowych koszulach. Może któryś z nich powie jej jak trafić w cel. I nie, nie chodziło jej o romantyczne uniesienia, ale już o zwykłe zaspokojenie potrzeb…? Być może.
Odwracając się do siostry nie sposób było nie zauwazyć błysku w jej oczach. — I co myślisz? — bardzo chciałaby, aby i Zelli się tutaj spodobało. — Będziesz mogła się teraz wyżyć za każde serduszko wymalowane na paznokciach — zażartowała kierując się do obsługi, by zrealizować swoją rezerwację.
Pan z obsługi był na tyle miły, że nie tylko pokazał im gdzie ich miejsce, ale też zrobił przyspieszony kurs instruktażowy, a Wendy z radością pozwoliła mu majdać swoją ręką, kiedy sugerował jak powinna ją ułożyć by doleciało do celu. — Jak trafię w sam środek to ta koszula będzie moja? — zapytała zawadiacko się uśmiechając i nie zdradzając, że w podobnym lokalu wykręcała już podobne celne strzały. Dlatego czyniąc honory rozpoczęła i wycelowała w sam środek tarczy i choć minimalnie jej zeszło mieściła się w głównym środkowym kole, a tym samym pozbawiła gościa koszuli. — Zrewanżować będziesz mógł się później, bo teraz chcę z siostrą spuścić trochę pary — i jakby nigdy nic podała jedną z siekier siostrze. — Dajesz, wyrzuć z siebie to co leży ci na sercu. Zdziwisz się, ale to naprawdę działa — odparła zachęcając ją do działania.

Zella Gardner
Winnie the Pooh
32 y/o
For good luck!
168 cm
owner, nail stylist at Atelier N°9
Awatar użytkownika
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chwila moment i po kawie Zelli nie było już ani śladu, a ona grzecznie dała się siostrze wyciągnąć z lokalu. Nawet nie myślała o tym, by opóźniać dalszą wycieczkę i opuszczenie kawiarni, która powoli stawała się jednym z kolejnych miejsc dla uroczo miziających się par. Ugh. Dobrze, że hamował ją gorzki posmak wypitej kawy, bo inaczej mogłaby od tego wszystkiego puścić pawia. Miała natomiast szczerą nadzieję, że tam gdzie zmierzały, tych widoków będzie mniej. Najlepiej jakby wcale ich tam nie było, ale ta wizja była zbyt piękna, by była prawdziwa.
Zbliżając się jednak coraz bliżej owego tajemniczego miejsca, młodsza Gardner niemalże czuła jakby cały ten walentynkowy zgiełk odchodził w zapomnienie, a ona wkraczała w teren jej dotąd nieznany. Ale jaki atrakcyjny! Nigdzie nie czaiło się to przeklęte, miłosne dziadostwo. Akompaniament muzyki rockowej był przyjemną odmianą od smętnych ballad, które zazwyczaj ją tylko usypiały. Co z tego, że większość tych piosenek też była o miłości – nie było to aż tak odczuwalne. Zella nie kryła zdumienia, ale i zadowolenia, gdy już znalazła się w środku i rozglądała się po kątach. Gdy jej oczy ześlizgnęły się ponownie na siostrę, też były one pełne wcześniej nieobecnych błysków podekscytowania.
Wendy, kocham cię kurczę. — aż zaklaskała z wrażenia, nie mogąc się powstrzymać. — Wygląda w s p a n i a l e! Czuję się, jakbym weszła właśnie gdzieś, gdzie czeka na mnie wreszcie moje przeznaczenie. — nawet zażartowała, śmiejąc się na sam koniec. — O tak. A tych serduszek było stanowczo za dużo. — potwierdziła, kiwając na dodatek głową. Zaraz potem podreptała tuż za siostrą, dalej dyskretnie rozglądając się po wnętrzu i chłonąc więcej szczegółów. Może nawet znajdzie tu jakąś inspirację, kto wie?
Potem przeniosła swoją uwagę na instruktora. Przystojnego, ale trochę za młodego na jej gusta. Zella preferowała akurat starszych od niej mężczyzn. Nie mogła jednak ukryć tego, jak miła i przyjemna zrobiła się atmosfera, gdy ten pan spokojnie wyjaśniał im i przedstawiał różne techniki rzutów. Czuła się zdecydowanie lepiej, z pewnością już nie stłamszona tym całym walentynkowym szajsem.
Obserwowała jak jej siostra celuje i trafia, a wtedy też z ust Zelli wyrwał się triumfalny okrzyk. Nawet zaklaskała cicho dla siostry, gratulując jej celu. Gdy ta jednak podała jej siekierę, poczuła lekką tremę. — Tak, żebym tylko kogoś nie zabiła przy okazji. — parsknęła, szykując się do rzutu i próbując przypomnieć sobie to, co tłumaczył jej instruktor. Ona nie miała natomiast doświadczenia w takich grach, więc mogło być różnie.
Dobra. Potrząsnęła ramionami, szykując się do rzutu. Wzięła zamach, rzuciła i… Już myślała, że jej się udało. Siekiera leciała prosto na planszę, wręcz na sam środek. Chyba jednak nie miała odpowiednio wyważonego nadgarstka i siekiera nie wbiła się w tarczę, spadając na ziemię. No cóż. Zella nie była zaskoczona, ale było widać że czuła się trochę zawiedziona.

Wendy Gardner
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mel Lastman Square”