-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Oczekiwanie na gofry wydawało się przeciągać w nieskończoność, ale można było za to winić to, że nie były jedynymi osobami, które zdecydowały się na to, aby skorzystać z oferty niewielkiego lokalu po zakończeniu meczu młodzików. Nic dziwnego, że Sammy nie mógł się doczekać swojej porcji.
- W niedzielę... O ile Zaylee nie dostanie wezwania z pracy to będziemy - powiedziała, ale jeszcze zanim młody zmarkotniał na dobre to dodała jeszcze. - Jeśli jednak nie będzie mogła to przyjdę z Lucasem. Może być?
Swanson za nic nie chciała opuścić tego meczu. Wciąż nie wracała do służby, więc niedzielę miała wolną i choćby noga jej miała z bólu odpaść to wybierze się na te rozgrywki. Z Zaylee lub Lucasem. Ewentualnie w towarzystwie obojga, żeby sprawić chłopcu jeszcze więcej radości.
W końcu otrzymali swoje zamówienia, co wywołało z pewnością falę radości zarówno u koronerki jak i u dziewięciolatka. Jeśli chodziło o jedzenie to naprawdę byli do siebie niesamowicie podobni. Evina również zrezygnowała z używania łyżeczki, bo jej zdaniem była to niezwykle niewygodna forma jedzenia gofrów.
- Za jakiś czas. Na pewno też od razu nie będę mogła robić wymagających fizycznie rzeczy, żeby nie odnowić kontuzji - odpowiedziała szczerze, bo wolne miało jej się nareszcie skończyć.
Nareszcie. Nie mogła się tego doczekać. Musiała jeszcze tylko przeżyć następny tydzień. Sloan miał dla niej na razie jakieś lekkie zajęcia oraz obiecywał partnera, który mógłby za nią robić bardziej fizyczne zadania. Nie brzmiało idealnie, ale na tyle dobrze, żeby nie przejmowała się resztą.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No pewnie, że może być! — wypalił z entuzjazmem graniczącym z niezdrowym podekscytowaniem.
Miller uniosła brew, obserwując go uważnie i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że w życiu nie zareagowałby w ten sposób, gdyby to ona oznajmiła, że przyjdzie na mecz. No dobrze, ucieszyłby się. Na pewno. Ale nie aż tak. Dzisiaj również okazywał radość, był żywszy niż zwykle, jednak pod względem sportowego zaangażowania nigdy nie mogła równać się z narzeczoną ani z własnym bratem. Nie miała jednak pojęcia, czy w międzyczasie nie będzie musiała być w pracy i przede wszystkim musiała zadzwonić do Lulu, żeby zarezerwował sobie ten termin. W razie czego, zawsze będą mogli dopingować Samuela we trójkę.
Wzięła łyżeczkę w dłoń, żeby jeść gofra warstwami. To niewątpliwie nie był typowy sposób jedzenia takiego deseru, ale nikt nigdy nie powiedział, że Zaylee była typowa. Poza tym nie chciała ubabrać sobie nowego swetra.
— I dobrze, nie możesz się od razu forsować — wymierzyła w Swanson plastikowym sztućcem. Bardzo chciała, żeby ukochana jak najszybciej stanęła na nogi, żeby wykonywać zawodowe obowiązki, ale czuła ulgę, że Sloan od razu nie pozwoli jej rzucić się w wir zadań specjalnych. Mądrze to rozegrał, oferując jej wsparcie w postaci partnera. Pewne było też, że Evina wróci do pracy o wiele wcześniej, niż nadinspektor Barney Smith, który wprawdzie wracał do zdrowia, ale miał przed sobą daleką drogę do odzyskania pełnej sprawności fizycznej. I psychicznej. Nieźle oberwał w tej chatce w lesie i niewiele brakowało, żeby wykrwawił się od postrzału w klatkę piersiową.
— No właśnie, bo znowu się przewrócisz — mądrzył się Sammy i Miller nie mogła powstrzymać się od posłania narzeczonej rozbawionego spojrzenia. — Musisz bardziej uważać — dodał takim tonem, jakby nigdy nie biegał jak szalony i to bez wyraźnej potrzeby.
— Dlatego zawsze powtarzam, że nadmierna ostrożność jest o wiele lepsza od brawury — wtrąciła Zaylee, umieszczając sobie łyżkę bitą śmietaną w ustach.
— A co to znaczy? — Młody w końcu wytarł sobie ubabrany nos serwetką.
— Wyobraź sobie, że pędzisz bardzo szybko na rowerze, nie patrzysz na drogę i myślisz, że nic ci się nie stanie — zaczęła wyjaśnienia tak, żeby Sammy mógł je zrozumieć. — To bardzo ryzykowane, bo możesz wpaść w dziurę albo pod samochód. Może wygląda to fajnie, ale w rzeczywistości mądrzej jest zwolnić i uważać — niby tłumaczyła to wszystko dziewięciolatkowi, a i tak zerknęła wymownie na Swanson, która zawsze podejmowała ryzyko, czasami nie zdając sobie sprawy z konsekwencji.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No to super. Zapytam potem Lucasa czy się pojawi na meczu - obiecała, ale nie była pewna tego czy młody Miller nie pracował przypadkiem w weekendy jako pracownik kina.
Swanson owy entuzjazm Sama przypisywałaby zarówno temu, że była kimś kto znał się na sporcie i czyje zdanie dziewięciolatek wyjątkowo cenił, ale również związane to było z tym, że przez jej niedyspozycję sporą część wizyt był zmuszony spędzić wyłącznie z Zaylee. Na pewno zatem teraz ekscytował się faktem, że Evina również mogła pojawić się na meczach i angażować w jego zainteresowania.
Wywróciła oczami, gdy tylko usłyszała zdanie narzeczonej, która musiała wtrącić swoje mądrości podkreślone dodatkowo wycelowaną plastikową łyżeczką, która miała za zadanie dopilnować tego, aby jej słowa trafiły prosto do celu.
Detektywka ewidentnie nie była zadowolona z tego niańczenia. Tym bardziej, że nie miała pojęcia kogo takiego mógłby je przypisać Sloan. Jeszcze tego jej brakowało, żeby musiała użerać się z kimś kogo wprost nie cierpiała.
- Najpierw sam lepiej uważaj na siebie - poleciła mu, bo chłopiec niezwykle często latał wszędzie w tempie ekspresowym i był mistrzem jeśli chodziło o nieuwagę.
Przez moment skupia się na swoim własnym gofrze, wgryzając się w jego miękkie ciasto oraz pokrytą kawałkiem truskawki bitą śmietanę po czym wysłuchała niezwykle obrazowego przykładu, który Miller przedstawiła dziewięciolatkowi.
- Po prostu Zaylee chce ci powiedzieć, abyś też był ostrożniejszy, bo próba popisywania się przed kimś może się źle skończyć - podsumowała krótko i posłała jeszcze narzeczonej wymowne spojrzenie, aby jak najszybciej skończyły rozmowę na ten temat.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zawsze na siebie uważam! — zastrzegł natychmiast Młody, ewidentnie urażony słowami Eviny. Niemniej niż sama Evina urażona słowami Zaylee.
— Mhm — mruknęła znad swojego gofra. — Mam ci przypomnieć, ile razy wygrzmociłeś się na schodach albo zawadziłeś w pośpiechu kolanem o ławkę? — zerknęła na niego z ukosa, na co chłopiec najpierw ściągnął w niezadowoleniu brwi, a potem wzruszył ramionami.
Miller też wzruszyła ramionami, do czego przyczyniło się wymowne spojrzenie narzeczonej. Ktoś tu nie znał się na żartach. Chociaż, jak wiadomo, w każdym żarcie skrywało się ziarnko prawdy. I właśnie nie bez powodu napomknęła o brawurze ze strony Swanson, która z jednej strony jej imponowała, ale z drugiej doprowadzała do szału. Przemówienie jej do rozsądku czasami graniczyło z cudem, a Zaylee musiała dwoić się i troić, żeby przekonać ukochaną do tego, że podjęte przez nią decyzje nie zawsze są trafne. Niestety okazywało się to dopiero po fakcie. Ostatnia sytuacja była tego doskonałym przykładem, bo niewiele brakowało, a Swanson przepłaciłaby życie wdrożonym planem, które nie był doskonały i miał sporo luk.
— Hej, zwolnij, bo potem będzie bolał cię brzuch — upomniała Sama, który łapczywie pochłaniał swojego gofra. — Nikt cię nie go i nikt ci go nie zabierze, serio — pokręciła pobłażliwie głową. Jasne, mógłby się tego obawiać, gdyby Miller nie miała swojego deseru, wtedy istniało duże prawdopodobieństwo, że wtedy podjadałaby jego gofra i jak na dorosłą, dojrzałą kobietę, stoczyłaby o niego prawdziwy bój. Jeśli chodziło o jedzenie i łóżko, Zaylee była kompletnie nieokiełznana.
Samuel otworzył puszkę z colą i złapała kilka potężnych łyków. No teraz to dopiero rozboli go żołądek.
— A kiedy będę mógł do was przyjechać? — dopytał jeszcze, bo niedawno wrócił z obozu i jeszcze nie miały okazji zabrać go na weekend. — Mieliśmy zmierzyć się w fifie — przypomniał Evinie, chociaż w rzeczywistości po prostu chciałby z nimi spędzić jak największą ilość czasu, do czego ostatnio nie było okazji.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Kiedyś to skończy się dla ciebie kiepsko. Dlatego się nie spiesz. Potem ci wszystko leci z rąk - upomniała go, bo nawet teraz widać było, że dziewięciolatek nie umiał nawet dobrze jeść, bo wszystko spadało mu z gofra, a ponadto odgryzł kawałek tektury, bo tak się spieszył z jedzeniem.
Żarty mogły pozostawać żartami, ale Swanson doskonale zdawała sobie sprawę, co właściwie narzeczona sądziła na jej temat. Niejednokrotnie kłóciły się już o to jakie metody czy podejście prezentowała sobą Evina. Być może dlatego właśnie odebrała te słowa jak najbardziej na serio. Zwłaszcza, że ostatnio bywała nieco drażliwa ze względu na przeciągające się zwolnienie lekarskie oraz dokuczające bóle w nodze.
- Kolejny weekend brzmi dla ciebie dobrze? - podpytała, gdy tylko chłopiec posłusznie zwolnił jedzenie i po kilku łykach coli postanowił się skupić na bardziej praktycznej kwestii. - Pamiętam o tym doskonale. Twój pad na ciebie czeka. Zobaczymy czy w piłce nożnej radzisz sobie równie dobrze na konsoli.
Posłała mu jeszcze pokrzepiający uśmiech i ani słowem nie wspomniała o tym, że zaczęła już jakiś czas temu przygotowywanie się do tego poprzez regularne granie we wspomnianą Fifę na playstation. Oczywiście spotykała się przy tym za każdym razem z osądzającym spojrzeniem Zaylee, która twierdziła, że zyskuje nieuczciwą przewagę nad chłopcem. Swanson widziała to jednak jak wyrównywanie szans, bo młody dużo szybciej był w stanie opanować sterowanie i zręczniej posługiwał się padem.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie byłaby sobą, gdyby nie wywróciła ostentacyjnie oczami. Chyba powoli sama nie mogła się doczekać, aż narzeczona w końcu wróci do pracy. Z jednej strony najchętniej uziemiłaby ją w domu na długie miesiące, żeby nie stała jej się żadna krzywda, ale z drugiej wiedziała, że dopiero wtedy stałaby się naprawdę nieznośna. Miller uzbroiła się po zęby w cierpliwość, ale nawet ona kiedyś musiała się skończyć. Gdyby obie musiały siedzieć w domu dwadzieścia cztery na siedem, to chyba by się pozabijały.
— Tak! I wtedy będziemy mogli pojechać razem na mecz! — przyklasnął w brudne dłonie. To oznaczało, że w niedzielę trzeba będzie odstawić na halę nieco wcześniej, żeby wziął udział w rozgrzewce. Dało się to załatwić. W międzyczasie, kiedy Młody zostanie z drużyną, będą mogły iść na kawę i herbatę albo coś zjeść. — Tylko trzeba porozmawiać z panią Rose czy mogę u was zostać — w tym miejscu Sammy spojrzał na Zaylee, jakby już dawno zakodował sobie w głowie, że to ona zwykle zajmowała się podobnymi sprawami, co akurat było prawdą. Kontaktowała się z Wierzbowym Zakątkiem znacznie częściej niż Evina, ale to dlatego, że lubiła wszystko skrupulatnie notować, aby nic im później nie umknęło.
— O nic się nie martw — zapewniła go z uśmiechem, chociaż strasznie ją irytowało, że tak upaćkał sobie ręce, które pewnie nieświadomie wytrze potem w spodnie. — Załatwimy to — dodała i podsunęła mu serwetki pod nos.
Nie podejrzewała, żeby Sam miał na w weekend jakieś plany. O ile nie wypadał mu wtedy trening albo nie szli z opiekunami z sierocińca na jakąś wycieczkę, to zwykle spędzali czas na miejscu. Z kolei one mogły poświęcać mu czas tymczasowo tylko w weekendy, kiedy obie miały zazwyczaj wolne, a to i tak nie zawsze. Zdarzało się, że któraś musiała w trybie natychmiastowym rzucić się w wir obowiązków zawodowych i nic nie wskazywało na to, aby przez najbliższe lata miało to ulec zmianie.
— Tylko nie graj beze mnie! — zastrzegł Młody, zupełnie jakby czytał w myślach detektywki i zmarszczył groźnie brwi.
Zaylee z trudem powstrzymała się, żeby nie parsknąć śmiechem w swojego gofra. Pośpiesznie spojrzała na narzeczoną, posyłając jej wyraźnie rozbawione spojrzenie, ale szybko odwróciła wzrok, aby nie dać niczego po sobie poznać. A powtarzała Swanson, że to kiedyś obróci się przeciwko niej Teraz musiała skłamać dziewięciolatkowi prosto w oczy.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie dało się zaprzeczyć temu, że obie były pracoholiczkami. Evina nie przywykła do tego, że siedziała tak długo i bezczynnie w domu. Potrzebowała czegoś czym mogłaby się zająć. Jakiejś sprawy, która rozruszałaby jej mózg i zapewniła odpowiednią stymulację. Całe szczęście nie potrzebowała do pełnej satysfakcji również fizycznych akcji.
- Dobrze. Brzmi to jak plan - przytaknęła, bo wszystko wydawało jej się być niezwykle rozsądną opcją.
Wiedziała, że Zaylee zajmie się telefonem do opiekunki z domu dziecka, bo lubiła zawsze samodzielnie ustalać pewne szczegóły, aby mieć wszystko dobrze zaplanowane oraz zorganizowane. Nie miała nic przeciwko temu. Wiedziała też, że pani Rose na pewno nie będzie miała nic przeciwko temu, że raz jeszcze przygarniały do siebie Sama.
- Jasne. Będę czekała cierpliwie na ciebie - odpowiedziała chłopcu i wsunęła dłoń pod blat, aby zacisnąć palce na kolanie narzeczonej.
Domyślała się, że zapewne koronerka nie wkopałaby jej z nielegalnymi ćwiczeniami w Fifę przed chłopcem, ale wolała mieć pewność, że faktycznie kobieta z niczym się nie zdradzi.
- Jest jeszcze coś, co chciałbyś porobić w weekend poza fifą? - zapytała chłopca, bo może miał już jakieś pomysły.
Lepiej było o wszystkim wiedzieć zawczasu, aby móc sobie odpowiednio zaplanować cały dwudzionek. Chociaż niestety bywało, że w ich przypadku nawet te skrupulatnie przemyślane plany musiały zostać anulowane.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Prychnęła pod nosem, czując pod stołem jej dłoń na swoim kolanie. Z jednej strony miała ogromną ochotę podpierdolić narzeczoną przed Samem i wyjawić, że ta od kilku dni spędza popołudnia przed konsolą, na czym Zaylee przyłapała ją kilkakrotnie po powrocie z pracy. Z drugiej, trzymały przecież sztamę i musiały wspierać się wzajemnie, aby Młody nie wszedł im na głowę. To wszystko nie zmieniało jednak faktu, że Evina grała nieczysto, bo w przeciwieństwie do niej, dziewięciolatek nie mógł przygotowywać się do wirtualnych rozgrywek w sierocińcu. No i żeby jeszcze tak kłamać? Swanson będzie się smażyć w piekle. A Miller razem z nią, bo postanowiła obrać jej stronę, zamiast postawić na szczerość. Jeśli kiedykolwiek przestanie im ufać, to będzie wyłącznie ich wina.
— Ale na pewno? — chłopiec zerknął podejrzliwie na detektywkę.
— Na pewno, na pewno — wtrąciła od razu Zaylee. — Czemu wszędzie węszysz spisek, co? Dopilnuję, żeby nic nie kombinowała — dodała i spojrzała na ukochaną spod zmrużonych powiek. Czy to oznaczała, że w zamian była jej coś winna? No raczej!
Młody dokończył swojego gofra i niezdarnie wytarł brudne łapska o serwetkę. Już przymierzał się, żeby resztę wetrzeć w spodnie, ale powstrzymał go od tego wzrok Miller, który jasno mówił, że powinien pomaszerować do łazienki.
— Hmm — zamyślił się na moment. — O, wiem! Porobimy papierowe samoloty! — zlazł z krzesła i odłożył swoją tackę na pustą tackę Miller. — I Zaylee powiedziała, że możemy zrobić taki mini escape room z zagadkami — pokiwał z aprobatą głową, bo chyba bardzo podpasował mu ten pomysł, po czym czmychnął do toalety.
Poczekała aż Młody oddali się na tyle, aby nie słyszeć o czym rozmawiają i wróciła wzrokiem w obręb twarzy narzeczonej.
— Chyba, że Evina znów będzie oszukiwać — skomentowała, przechylając przy tym głowę z wyraźną pobłażliwością. — Pojebało cię, Swanson? Żeby tak łgać przed dzieciakiem? Jesteś z siebie dumna? — tym razem w głos Miller wdarło się rozbawienie.
Nie mogła doczekać się, aż zobaczy minę Samuela, kiedy ten odkryje, że Evina ćwiczyła bez niego. A prędzej czy później tak się właśnie stanie. Młody był bystry. Poza tym po co uczyć się czego zawczasu, żeby później nie móc użyć tych umiejętności w grze? Jeśli Swanson nie chciała, żeby spadły na nią jakiekolwiek podejrzenia, to będzie musiała się nieźle maskować, a wtedy jej samotne treningi pójdą na marne.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na dźwięk prychnięcia palce Swanson wbiły się w udo koronerki nieco wyraźniej. Jakby ostrzegawczo. Choć gdyby Zaylee tego nie chciała to nigdy nie zdołałaby jej uciszyć. Całe szczęście nie chciała załamywać chłopca tym, że będzie miał nierówny start. Po co w końcu wbijać klin między Evinę, a młodego? Niech będzie przekonany o tym, że nie chciała się przygotować do ich potyczki.
- Możesz być pewny, że Zaylee mnie przypilnuje - zapewniła dziewięciolatka, spoglądając na niego spod przymrużonych powiek. - Przekabaciłeś ją na swoją stronę.
Tak naprawdę to ona miała Miller po swojej stronie, ale nie musiał tego wiedzieć. Detektywka z kolei na pewno będzie musiała jakoś się narzeczonej zrewanżować za to, że tak ją kryła. Nie miała jednak nic przeciwko temu, bo zapewne dla niej również będzie to niezwykle przyjemny rewanż. Przynajmniej tak zakładała, znając dobrze to o czym mogłaby marzyć koronerka.
- W takim razie będziemy konstruować samoloty i robić escape room - przytaknęła energicznie, a młody po chwili został wygnany do łazienki przez Zaylee, która nie mogła patrzeć na jego brudne ręce, które zaraz pewnie by wtarł w ubranie.
Mogła też się spodziewać tego, że jak tylko chłopiec zniknie z zasięgu słuchu to Miller postanowi ją pouczyć w sprawie tak jawnego kłamania dziecku w żywe oczy. No, ale na tym polegało rodzicielstwo. Czasami będą musiały kłamać w różnych kwestiach dla jego dobra, a Evina nie zamierzała wyjść na nieogarniającą Fify starszą panią, gdy przyjdzie co do czego.
- Oj, skarbie. To przecież nic wielkiego - zapewniła ją miękkim tonem, usłyszawszy, że jednak w głosie koronerki bardziej pobrzmiewało rozbawienie niż nagana. - Bardziej skupmy się na kwestii zapasów z papierniczego. Mogłybyśmy dokupić jakieś naklejki na te samoloty. Margaret też mi ostatnio wspominała o jakiejś książce, w której są szablony na różne rodzaje papierowych samolotów. Można byłoby to kupić.
Właśnie to wolała omówić. Musiały w końcu się należycie przygotować na wizytę chłopca, a to oznaczało między innymi upewnienie się czy na pewno mają wszystko, co potrzeba do wspólnego spędzania czasu. W końcu wszelkie kartki, bibuły czy plastelina niezwykle szybko się zużywały, gdy już wspólnie do czegoś przysiedli.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ale wymyślił — wywróciła oczami, bo chociaż była niezwykle sprawna manualnie, to nie miała zbyt dużego pojęcia o robieniu o tworzeniu podobnych rzeczy. Pewnie wystarczy jej obejrzenie jednego filmiku z tutorialem i po chwili stanie się mistrzynią aerogami. — Podpytaj Margaret, co to za książka i zamówię ją w internecie razem z naklejkami. Tak będzie o wiele łatwiej i szybciej. Nie mam czasu łazić po sklepach, a ty powinnaś jeszcze oszczędzać nogę — stwierdziła, bo o ile sama musiała codziennie stawiać się w pracy, to poszukiwanie to za poszukiwaniem tych wszystkich rzeczy trzeba było wypuścić się do jakiejś galerii handlowej, w których sklepy papiernicze były zaopatrzone w większy asortyment. Oprócz naklejek i wspomnianej książki, należało zrobić zapasy papieru, najlepiej kolorowego. Cała reszta, jak nożyczki czy kleje, była dostępna w domu po tym, jak obkupiły się na popołudnie z rysowaniem, ale faktycznie mogły dokupić bibułę czy plastelinę. I koniecznie modelinę, z której można coś ulepić i utrwalić potem w piekarniku. Sam na pewno będzie chciał im sprawić taką biżuterię, której i tak nigdy nie założą.
— Ale wiedz, że twoje zachowanie dalej mi się nie podoba — dodała konspiracyjnym tonem, pochylając się nad stołem. — Zobaczysz, że odbije ci się to czkawką — zastrzegła i uśmiechnęła się w kierunku Młodego, który wyszedł z łazienki i dreptał z powrotem na miejsce. Tym razem, nie licząc rąk, umył też buzię, więc Miller nie musiała go o to upominać. To był jakiś progres.
— Dopij colę i będziemy się zbierać — zakomunikowała, kiedy sama kończyła pić kawę. — Odstawimy cię do Wierzbowego Zakątka, żeby pani Rose nie mówiła, że cię za późno odwozimy — powiedziała, bo w tej kwestii zawsze starały się być słowne. Nie chciały potem wysłuchiwać upomnień wychowawczyni. Wprawdzie nigdy do tej pory to się nie wydarzyło i Zaylee wolała, aby tak zostało.
Młody pokiwał głową, wyraźnie niezadowolony z obrotu spraw. Kopnął pod stołem swoją torbę sportową. Niby przypadkiem, ale chyba też trochę w złości.
— A zrobisz jakieś fajne zagadki do tego escape roomu? Tylko takie niezbyt trudne? — zerknął na Evinę z nadzieją, że ta wykorzysta jakieś tajemnicze rebusy podparte swoją pracą zawodową. W sumie świetnie się złożyło, Swanson zajmie się łamigłówkami, a Zaylee przygotuje wszystko do tworzenia papierowych samolotów.
Evina J. Swanson