ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

01.



Nie możemy tego przełożyć na przyszły miesiąc? — rzuciła błagalnie, przyciskając telefon ramieniem do ucha, podczas gdy jej dłoń zacisnęła się na chłodnej, metalowej klamce od lokalnej kawiarni. — Tak jak wspominałam, mamy w tym miesiącu wyjątkowo dużo wydatków, jeszcze przelewałam wam przecież pieniądze na antybiotyki dla mamy i kolejną ratę… — kobieta po drugiej stronie nawet nie dała jej dokończyć — od razu zaczęła prawić swoje racje na temat polityki ośrodka i jak to muszą traktować każdego tak samo, bez wyjątków. Tylko co ona miała poradzić w sytuacji, w której fizycznie nie miała tych pieniędzy?
Maya wiodła życie od pierwszego do pierwszego. Wszystkie wydatki miała starannie policzone i odpowiednio przygotowane, żeby starczało na czynsz, miesięczną opłatę za ośrodek odwykowy dla matki oraz doładowanie środków Tobiemu, by mógł chociaż dzwonić z więzienia. Nie wspominając o tym, że wciąż potrzebowała kolosalną ilość pieniędzy na spłacenie długu. W jej budżecie nie było więc miejsca na nagłą podwyżkę i to jeszcze o wartości drugie tyle, co płaciła obecnie.
Ja wszystko rozumiem, ale niech mnie pani też chociaż spróbuje. To jest naprawdę spra… — i znowu jej przerwano. Nawet nie była w stanie jakkolwiek spróbować jej przekonać do przesunięcia terminu zapłaty, bo kobieta po drugiej stronie nawijała jak nakręcona, a kiedy nagle znalazło się okienko, by się odezwać, ktoś akurat szturchnął ją w ramię i zanim zdążyła porządnie spiorunować go wzrokiem, administratorka ośrodka już na nowo nawijała, przytaczając jej nikogo nie interesujące podpunkty w regulaminie. — Ale ja… — nie no kurwa nie było opcji, że ta rozmowa zakończy się jakimkolwiek kompromisem, dlatego Parker najzwyczajniej najbezczelniej w świecie odstawiła telefon od ucha i wciskając się w długą kolejkę do kasy, rozpoczęła akcję ratunkową.
Prze… przepraszam, ale jadę tu-ne-em i ni-c ni-słysz-e — kręciła komórką na wszystkie strony świata, o mały włos nie trącając jednej z kelnerek, która próbowała przebić się przez tłum ludzi z tacką pełną szklanek. — Za-szzzz-dzwonie pote…szyszy — podrzuciła ją dwa razy w powietrzu, tak dla lepszego efektu, a zaraz potem nacisnęła czerwoną słuchawkę. — Ja pierdole — mruknęła pod nosem, wypuszczając z płuc większy haust powietrza i przy okazji robiąc krok w tył.
Może nawet byłby to normalny krok w tył, gdyby jej but nie natrafił na coś twardego, zupełnie jak jej łokieć, który mimowolnie wbił się w — tak dla odmiany — coś miękkiego. A raczej kogoś, bo jak się okazało, gdy tylko się odwróciła; wpadła na człowieka. Mężczyznę dokładniej. Uniosła ciemne spojrzenie do jego twarzy, by zauważyć, że jego błękitne oczy, już były w nią intensywnie wpatrzone. Długo się jej przyglądał? Widział ten cały cyrk, który odwaliła przed chwilą z telefonem i tunelem? Oby nie.
Nic nie słyszałeś — dla pewności zagroziła mu palcem, zadzierając głowę w górę, nawet nie siląc się na jakiekolwiek przeprosiny, że przed chwilą zamachnęła się na jego życie własnym łokciem i piętą. A tą piętę to wciąż trzymała na jego ładnym lakierku, czego nawet nie zauważyła. Pachniał też niczego sobie. Może dlatego wciąż się nie odsunęła?

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

064.
I thought this would be just another coffee.


Rzadko to robił, przychodził do kawiarni, bo zazwyczaj tę kawę miał już na swoim biurku, albo po prostu korzystał z tego drogiego ekspresu w swoim gabinecie. Parzył sobie nowojorską gejszę w fikuśnej filiżance i pił ją przez cztery godziny, aż robiła się ohydna.
Galen nawet nie przepadał za kawa, nie był jej jakimś smakoszem, a jednak dzisiaj śpieszył się na spotkanie. Dzisiaj był w ogóle w plecy, a najgorsze jest to, że nawet nie miał na nadgarstku swojego drogiego zegarka, telefonu też nie miał. Zostawił go w Porsche dwie ulice dalej. Nie wiedział czy jest spóźniony, na plecach czuł, że jest. Może dlatego postanowił zainwestować w kawę. Nie dla siebie, dla klientki z którą był umówiony. Nie w biurze... U jej manikiurzystki. Galen przecież nigdy nie umawiał się na tak dziwne spotkania, był poważnym prezesem, w swoim poważnym garniturze od Armaniego, to on zawsze dyktował warunki. Ale Winston inwestował w Northex tak horrendalne pieniądze, że Galen Wyatt poleciałby nawet na Borabora, żeby spotkać się z jego żoną.
Nie miał pojęcia ile robi się paznokcie, ale liczył, że długo, zwłaszcza gdy kobieta taka jak Pani Winston po prostu miała na to czas, miała pieniądze, mogła tam siedzieć cały dzień. Tak jak Galen u fryzjera, to nie była krótka wizyta, bo przecież Pan Wyatt musiał czuć się odpowiednio zaopiekowany. Dzisiaj żona Winstona też miała się tak poczuć z tą swoją ulubioną kawką.
Stanął w kolejce chociaż czuł się tu dziwnie nie na miejscu, nie skrolując telefonu, nie patrząc na zegarek odliczając minuty, kiedy już powinien tam być. Pięć, może dziesięć? Jak spóźni się dwadzieścia, to jeszcze jakoś się wytłumaczy, obroni kawą. Ale jeśli dłużej?
Nabrał w płuca powietrze, a niebieskie tęczówki zawiesił gdzieś w wiszącym nad ladą menu. Co to za nazwy... Spicy Pumpkin Latte, Cinnamon coś tam. Przejechał palcami po twarzy, on się zupełnie nie znał na kawie. Jego uwagę przykuła jednak dziewczyna, która stała przed nim i podrzucała telefonem. Co ona właściwie robiła?
Uniósł jedną brew przyglądając jej się. Może nie powinien? Ale przecież nie miał telefonu, w który mógłby się gapić. A zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że mu zasłaniała teraz te kawowe specjały. Trochę się zawiesił, a może ona po prostu cofnęła się szybko, tak, że nie zdążył zareagować, odsunąć się, a zaraz ona stała już na jego bucie, a jej łokieć wbijał mu się w brzuch. Stęknął, bo akurat trafiła chyba w śledzionę. Wypuścił powietrze z płuc, a niebieskie tęczówki zatrzymały się na jej twarzy, kiedy się odwróciła.
- Sorry, ale nie mam w tunelu zasięgu... - rzucił wywracając oczami, bo tak, słyszał to całe przedstawienie. Chciał się cofnąć, ale ona wciąż stała na jego bucie, więc zamiast tego, co zrobił Galen?
Krok w przód.
Tak, że ona musiała się cofnąć, albo nie? Ale jeśli tego nie zrobiła, to już stali naprawdę blisko siebie. Ale czy Galenowi Wyattowi to przeszkadzało? W żadnym wypadku, on przecież nie znał takiego pojęcia, jak przestrzeń osobista.
- Chyba twoja kolej? - rzucił, bo rzeczywiście teraz ona, a później on, tylko... on wciąż nie wiedział co ma wziąć. Cinnamon coś tam? A może czekoladowe... co?
Czym się w ogóle przeprasza kobietę ze spóźnienie? Albo co one piją na paznokciach? Może powinien kupić szampana.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
For good luck!
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maya normalnie również nie pijała kawy w kawiarniach. Tylko wcale nie dlatego, że miała w domu jakąś specjalnie parzoną nowojorską gejszę w fikuśnej filiżance, którą piłaby cztery godziny, aż nie zrobiłaby się ohydna. Jej powody były o wiele prostsze niż to, a mianowicie: ona po prostu nie miała tyle pieniędzy, by pozwolić sobie pijać kawki w kawiarniach.
Na co dzień okładała każdy możliwy grosz, a jeśli już wychodziła na miasto, najczęściej potrafiła zakręcić się wokół kogoś, kto zapłaciłby i za jej rachunek. Jedni mogli nazwać to bezczelnością, ona zwalała to po prostu na swój urok osobisty. Bo w życiu trzeba było sobie jakoś radzić, żeby nie odmawiać sobie przyjemności.
Dzisiaj nie zdążyła wypić codziennej dawki kofeiny w domu — pewnie jakiejś ohydnej, parzonej lury — bo od samego rana miała do załatwienia sprawy na mieście. A że bez kawy nie umiała odpowiednio funkcjonować, skończyła w Balzac. I chociaż planowała sobie sprawić jakieś fikuśne late, tak za nic nie planowała wpadać na przypadkowych ludzi, a tym bardziej deptać ich po butach. To jednak stało się tak szybko, że Parker nie zdążyła nic na to poradzić. Przypadek? A może przeznaczenie.
Prychnęła, gdy mężczyzna oznajmił, że nie miał zasięgu w tunelu. Dobrze. Doceniła fakt, że nie chciał dyskutować tego, co przed chwilą zobaczył, chociaż jego słowa jasno wskazywały na to, że w pełni świadomie stał się świadkiem jej wcześniejszej odklejki. Maya natomiast wcale się tym nie przejęła. Co więcej — kiedy zamiast cofnąć nogę, przesunął ją jeszcze bardziej do przodu, nawet nie drgnęła. Tak się składało, że ona również nie uznawała czegoś takiego jak przestrzeń osobista. Szczególnie, że szukanie kłopotów miała już we krwi.
Na moment przeniosła spojrzenie z jego intensywnie niebieskich oczu w dół; w tą niewielką przestrzeń między nimi, by przyjrzeć się, jak jej glan uciska jego błyszczącego bucika.
Lakierek ci się pobrudzi — zauważyła z uśmiechem, wracając do jego twarzy. Nie była obojętna na mowę ciała i doskonale zdawała sobie sprawę, że mógł spokojnie cofnąć nogę. Czego nie zrobił. — A szkoda, bo to bardzo ładne buty — bo przecież były. Emanowały świeżością na kilometr. Nie to co jej: przetarte, z prawie ośmioletnim stażem.
Mogli tak stać i dyskutować, jednak wtedy on powiedział, że teraz jej kolej, a Maya uniosła wysoko brew do góry. Tak szybko?. Odwróciła głowę, wyglądając przez ramię, a zaraz prychnęła śmiechem.
Twój pierwszy raz w kawiarni? — spytała z rozbawieniem, przy okazji ściągając nogę z jego buta. Robiąc ten jeden kroczek w tył. — Bo widzisz, tutaj kolejka zakręca, więc te wszystkie osoby tam — wskazała blat niedaleko kasy, na którym były idealnie ułożone słoiki z sypaną herbatą. — Też stoją i czekają — wyjaśniła, bo facet chyba nie do końca ogarnął, że przed nimi było jeszcze z dobre pięć osób. Akurat znaleźli się tutaj w godzinach szczytu i chociaż na Mayi nie robiło to większego wrażenia, tak wcale nie uszło jej uwadzę, jak brew mężczyzny uniosła się ku górze.
W ogóle co tak patrzysz ciągle na tą tablicę? — dopytała, bo nawet wcześniej zaglądał na nią tak skonsternowany, jakby dopiero co uczył się czytać. — Nie wiesz, na co masz ochotę? Czy zastanawiasz się, jaką kawę mi postawić? — wbiła w niego ciemne spojrzenie, a jej twarz znowu rozpromieniła się w delikatnym, bezczelnym uśmiechu. Oczywiście nie oczekiwała, że po tym, jak podeptała mu wypolerowanego buta, będzie chciał mieć z nią cokolwiek wspólnego, ale przecież zawsze warto spróbować, czyż nie?

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnął ciężko, bo już pewnie mu tym glanem pobrudziła lakierka, będzie go musiał jutro oddać do czyszczenia i pastowania, to znaczy napisać smsa dziewczynie, która mu takie rzeczy ogarniała, bo oczywistym było, że Galen nie robił takich rzeczy sam. On tylko wchodził rano do swojej garderoby wielkości średnich rozmiarów pokoju, przechadzał się miedzy rzędami nieskazitelnych koszul i wybierał sobie jakieś wypastowane buciki. Czasem najpierw wybierał koszulę, a potem dobierał resztę. Kiedyś od tego też miał jakąś dziewczynę, od szykowania mu garderoby, ale denerwowało go to. Bo czasami zmieniał zdanie w ostatnim momencie i zamiast klasycznego czarnego Armaniego, on zakładał... czarną Pradę.
Dzisiaj też był na czarno-biało i tylko ten jego beżowy płaszcz odróżniał jego stylówę od jakiejś bankietowej... albo pogrzebowej. Bo dzisiaj nawet koszulę miał czarną. Wszystko czarne, jak jego dusza... albo serduszko.
Albo chociaż jak kawa, którą pijał.
- To Ralph Lauren - rzucił na ten jej komentarz na temat jego butów. Ralph Lauren gnieciony bezczelnie przez znoszonego glana.
Ale żadne z nich nie zamierzało się cofnąć, więc mogli sobie tak stać do wieczora, jej pięta na jego palcach. Tylko, że Galen myślał, że to jest już jednak ich kolej.
Nie był to jego pierwszy raz w kawiarni. Ale może trzeci? W tej zresztą na pewno pierwszy. On nie pijał Cinnamon coś tam, czy Choco Loco.
Oczywiście powiódł spojrzeniem w kierunku, który mu wskazała. Oczywiście, że nie zdawał sobie sprawy, że jest przed nimi tyle osób, bo on sobie po prostu... stanął za nią. Może to te jej ciemne... kudły? włosy go przyciągnęły, a może po prostu rzuciła mu się w oczy, albo stała w brzegu.
- Tyle ludzi? - mruknął - nigdy wcześniej tu nie byłem - no tak, uznał, że musi się jej wytłumaczyć, bo skąd niby miał wiedzieć, że to nie jest ta lada, tylko jakaś tamta. A ci wszyscy ludzie to stoją w kolejce, a nie tak po prostu. Do Galena nagle dotarło dlaczego on nie chodzi do kawiarni, tylko wysyła tam jakieś swoje sekretarki.
Skrzywił się jakoś i uniósł jedną brew, bo analizował czy opłaca mu się tutaj stać, czy chce mu się. Czy w ogóle ma to sens?
Już może nawet miał zrezygnować i uniósł do góry nadgarstek, na którym nie miał dzisiaj zegarka. Po co on go w ogóle zdjął? A najważniejsze pytanie, gdzie? Ale jak się nad tym zastanowił to widział go w łazience na blacie. Nie chciał go zamoczyć? Wodoodpornego zegarka?
Z tych myśli wyrwały go dopiero słowa brunetki.
- A na co mam się patrzeć? Na ciebie? - ściągnął do siebie brwi, nie miał telefonu, więc to odpadało, buty miał podeptane, więc to też. A ona... no była może w jego typie, bo ostatnio on miał przecież słabość do takich ładnych, ciemnych oczu, ale brakowało jej jakiś szpilek i seksownej sukienki, żeby zawiesił na niej oko.
- Jaką kawę ci kupić? - powtórzył po niej i te niebieskie tęczówki z tablicy przeniósł na jej twarz. Nie miał wcale zamiaru kupować jej kawy, za ten podeptany but? Ale z drugiej strony...
- Dobra, jak mi doradzisz co mam wziąć dla żony mojego kontrahenta, to kupię ci kawę - stwierdził, że mogą oboje na tym skorzystać, bo on nie będzie musiał się zastanawiać czym się różni coś tam z laską wanilii, od czegoś tam z aromatem wanilii, a przecież co to dla niego kawa. Może nawet mógłby jej zapłacić, żeby postała tutaj w kolejce za niego, a on by się w tym czasie wrócił po telefon do samochodu? Dziwnie się czuł bez niego. I bez zegarka, chociaż gdzieś w głębi na ścianie wisiał taki jeden i Galen znowu na niego zerknął.
- Ile to jeszcze potrwa? - zapytał dziewczyny, jakby miała wiedzieć, ale może wiedziała więcej niż on? Na przykład, że ta kolejka tam zakręca przecież wiedziała.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Balzac's Coffee Roastery”