-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Mam nadzieję, że będziesz miała taką możliwość - uśmiechnęła się nieśmiało, a jej czerwone od mrozu policzki, przybrały ciemniejszy kolor. Nie miała nawet na myśli tego, że kobieta zasiądzie przed telewizorem i poświęci dwie godziny (a może więcej, jeśli kobieca gra przypadnie jej do gustu) swojego życia na oglądanie czegoś, czym nie była zainteresowana. Raczej chodziło jej o fakt, że uda jej się osiągnąć postawiony sobie cel i profesjonalnie kopać piłkę.
Niewiele wiedziała na temat sztuki, dlatego nie była w stanie wypowiedzieć się w tym temacie. Poza tym, była tylko biedną studentką, która pomimo stypendium jakie otrzymała, musiała z rozwagą podchodzić do wydawania pieniędzy dlatego od teatrów trzymała się z daleka.
- Nigdy nie byłam w teatrze, ani w galerii - przyznała, odrobinę zakłopotana tym faktem. Ludzie mieli różne zainteresowania, a piękno, które dostrzegali w sztuce, ona była w stanie odnaleźć na boisku. Jej zdaniem sport powinien zaliczać się do tej kategorii, nawet jeśli nikt inny nie był w stanie się z nią zgodzić. Oczywiście, nie zamierzała dzielić się swoimi przemyśleniami, czy dyskutować na tematy, które nie była w stanie poprzeć żadnymi logicznymi argumentami.
- Lia, podoba mi się - przyznała, zaciskając obie dłonie na kierownicy hulajnogi i powoli skierowała się w odpowiednim kierunku. - Tak, czasami treningi odbywają się dość późno - powiedziała, a może raczej pożaliła się. Nie narzekała, najważniejsze było dla niej to, że mogła rozwijać swoje umiejętności i grać w drużynie, która osiągała sukcesy, choć treningi niejednokrotnie kolidowały z jej pracą. - Czasami niełatwo przychodzi mi godzenie ich ze studiami i pracą - dodała, skręcając w boczną uliczkę. Biorąc pod uwagę wydarzenia sprzed momentu, rozsądnym byłoby trzymać się lepiej oświetlonych ulic, mimo to, nie chciała zmuszać Ophelii do marnowania przez nią całego wieczoru.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Odpowiedziała na ten nieśmiały uśmiech, który wyraźnie świadczył o tym, że idą w dobrym kierunku. wspomnienie o niedawnym napadzie wydawało się być teraz nieco bardziej wyblakłe, a one dwie skupiały się na tym, aby prowadzić zwyczajną, spokojną rozmowę.
Jeśli chodziło o Ophelię to była osobą, która interesowała się naprawdę wieloma dziedzinami. Nawet jeśli niezbyt się w nie zagłębiała to lubiła mieć o nich chociaż jakieś pojęcie i dowiedzieć się czegoś nowego, co mogłoby być dla niej jakimś ciekawym odkryciem.
- Musisz się kiedyś wybrać. Chociażby, aby zobaczyć jak tam jest. Istnieje tyle rodzajów przedstawień czy wystaw, że na pewno znalazłabyś coś, co cię zachwyci - zaproponowała.
Nie chciała oczywiście nagle jej przeciągać na stronę wielkich koneserów sztuki, ale naprawdę sądziła, że jeśli tylko ktoś się postarał to mógł znaleźć w sztuce coś, co go zainteresowało. Może nawet gdzieś robiono wystawę fotografii sportowej, gdzie uwieczniono chociażby takie piłkarki w artystycznych ujęciach podczas wyczynów z piłką? Kto wie.
- Dzięki - odpowiedziała z lekkim uśmiechem, nienawykła do tego, aby ktoś w jakiś sposób komplementował jej imię.
Wcisnęła dłonie w kieszenie płaszcza, aby nie szczypał ich zanadto mróz i skinęła głową na uwagę na temat treningów. Na pewno musiały być czasochłonne i wymagać od niej sporo zaangażowania jeśli myślała o profesjonalnej karierze.
- Studiujesz też coś związanego ze sportem? Czy jakaś inna dziedzina, która mogłaby być planem B? - zapytała wprost, bo na pewno niektóre z dziewczyn wybierały bardziej przyszłościowe kierunki, aby mieć jakieś zabezpieczenie.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miesiącami musiałaby odkładać pieniądze, by wystarczyło jej na wypad do teatru. Zwłaszcza teraz, gdy zmuszona była nie tylko kupić nowe korki, ale także wydać wszystkie oszczędności na naprawienie hulajnogi. Całe szczęście, że uniwersytet był odpowiedzialny za zapewnienie jej stroju do treningów.
- Koleżanka na roku często zachwala musicale - przypomniała sobie, bo pomimo tego, iż zawsze najchętniej rozmawiała o futbolu, była w stanie prowadzić również inne konwersacje i wbrew pozorom słuchała tego, co inni mieli do powiedzenia. - Ostatnio wspominała o Wicked, znasz? - zapytała, nie mając pojęcia, że prawdopodobnie każdy kto choć odrobinę interesował się teatrem znał ten tytuł. Dla niej było to trochę jak czarna magia - kompletnie nie znała się na rzeczy.
Wiadomym było, z czym wiązała swoją przyszłość. Miała jednak plan B, choć ten tak bardzo nie odbiegał od tego czym zajmowała się na co dzień.
- Studiuję sport i rekreację - odpowiedziała, nie biorąc pod uwagę tego, że dla kogoś, kto miał niewiele wspólnego ze sportem, wybór taki mógł okazać się mało interesujący czy też pozbawiony ambicji. - Jeśli z jakiegoś powodu nie mogłabym profesjonalnie kopać piłki, chciałabym zostać trenerką albo komentatorką sportową - zdradziła swój plan, którego tak naprawdę w ogóle nie brała pod uwagę. Miała zostać piłkarką, wrócić do Anglii i trafić do Arsenalu oraz reprezentować swój kraj na arenie międzynarodowej. Niestety żeby teraz zostać zauważoną, musiała przynależeć do jakiejś drużyny, nawet jeśli ta była nieodłącznie powiązana z uniwersytetem. W końcu nie każda wybitna piłkarka zaczynała swoją przygodę w akademii jednego z lepszych klubów, dlatego Brackenborough nie wątpiła, że wciąż ma szansę na spełnienie marzeń.
Miała wrażenie, że panująca temperatura spadała z zawrotną prędkością, za sprawą czego naciągnęła czapkę na uszy i mocniej opatuliła się szalikiem.
- Naprawdę da się przyzwyczaić do tej pogody? - zapytała, nie wiedząc, czy sama będzie w stanie to zrobić. Pomimo, iż kanadyjska zima była bardzo piękna, nie napełniała jej entuzjazmem i czasami szczerze tęskniła za zwykłym deszczem i dodatnią temperaturą.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Choć z jednej strony była przekonana o tym, że nikt nie powinien się zamykać tak na inne doświadczenia to podziwiała ludzi, którzy potrafili tak po prostu oddać się jednej rzeczy i dążyć w niej do prawdziwego mistrzostwa. Było coś naprawdę ujmującego w ich determinacji oraz zapale.
- Jedni je kochają, a inni nienawidzą, bo drażni ich jak nagle ludzie zaczynają tańczyć i śpiewać jakby to było normalne - powiedziała z lekkim rozbawieniem, bo niestety nie był to format rozrywki dla każdego. - Chyba każdy o nim słyszał po ekranizacji z Arianą Grande i Cynthią Erivo. Całkiem zabawny.[/akpit]
Parę lat temu to może faktycznie jedynie wielbiciele musicali słyszeliby o Wicked, ale po premierze kinowego hitu uległo to zmianie. W końcu trudno było przeoczyć ciągłe reklamy i bilboardy reklamujące film.
Wysłuchała dokładnie tego jaki kierunek obrała dziewczyna i jakie możliwości rozważała poza wspominaną wcześniej piłką nożną. Musiała przyznać, że zacięcie w tej sportowej dziedzinie było naprawdę godne podziwu i życzyła dziewczynie jak najlepiej, ale zapewne największe szanse miała na posadę nauczycielki wuefu albo jakiejś trenerki na jednym z miejskich obiektów sportowych. Był to jednak jeden z momentów, w których Attwood liczyła na to, że jednak nie będzie miała racji odnośnie przyszłości i Billie będzie mogła się realizować na boisku jako profesjonalna zawodniczka, a dopiero po przejściu na emeryturę sportową przejdzie do komentatorstwa czy trenowania.
- Czyli tak czy siak planujesz skupić się na piłce - podsumowała jej wypowiedź.
Ile by dała, żeby samej mieć znowu dwadzieścia lat i energię oraz nadzieję na to, że uda jej się zapisać swoją przyszłość dokładnie tak jak ją widziała w swojej głowie. Ciekawe w jakim miejscu znajdowałaby się teraz, gdyby tylko uparcie obstawiała przy swoim.
- Naprawdę - zaśmiała się krótko, słysząc jej uwagę na temat pogody. - Zapewne tak jak do angielskiej. Chociaż ci z nas, którzy się tu urodzili nie musieli się przyzwyczajać.
Nie miała problemu z tym, aby wychwycić u dziewczyny europejski akcent pochodzący z wysp. Nie było to szczególnie trudne. Zwłaszcza, gdy ktoś faktycznie słuchał swojego rozmówcy.
- Dawno się tu przeprowadziłaś? - spytała, chcąc raz jeszcze nakłonić ją do tego, aby może powiedziała coś więcej o sobie.
Przed nimi był jeszcze całkiem długi spacer. Chętnie zatem zapozna się z dziewczyną, którą postanowiła odprowadzić pod jej mieszkanie.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ja tam wolę gry planszowe i seriale postapokaliptyczne od wpatrywania się w tańczących i śpiewających ludzi - przyznała szczerze, choć oczywiście była w stanie docenić zainteresowania innych. Ona miała swój sport, inni znów odnajdywali się na deskach teatru. - Więc to o to chodzi z tymi wszystkimi różowo-zielonymi plakatami w metrze? - ożywiła się, bo nazwisko Grande obiło jej się o uszy, głównie dzięki playlistom, które leciały w szatni przed meczami. - Widziałam reklamy, ale szczerze mówiąc, myślałam, że to po prostu kolejny film o czarownicach. Nie miałam pojęcia, że to z teatru. I że oni tam naprawdę... tak po prostu zaczynają śpiewać? - zaśmiała się pod nosem, próbując wyobrazić sobie podobną scenę na boisku. - Gdybyśmy my zaczęły śpiewać po strzelonym golu zamiast po prostu cieszyć się jak normalni ludzie, trenerka pewnie wysłałaby nas na badania głowy - podzieliła się z kobietą własnymi myślami. - Ale skoro mówisz, że jest zabawny, to może kiedyś się odważę. Chociaż pewnie i tak będę czekać, aż ktoś w końcu poda im piłkę, żeby przestali tańczyć - zażartowała, mówiąc z myślą o filmie, bo na bilet na spektakl w tym momencie nie było jej stać. Choć można było założyć, że ekranizacja ta nie przypadnie jej do gustu i tym samym zniechęci do wydawania pieniędzy na wypad do miejscowego teatru, co byłoby wielkim błędem. Niestety film nie umywał się do oryginału, a już szczególnie druga część, która ciągnie się w nieskończoność, wypchana niepotrzebnymi wątkami. No nieważne, kiedyś może Brackenborough spróbuje obejrzeć Wicked i wtedy przypomni sobie kobietę, która odprowadziła ją do domu po napaści.
- Myślisz, że to nudne? - zapytała, bo nawet jeśli nie zamierzała schodzić z obranej przez siebie ścieżki, chętnie pozna opinię przypadkowej osoby.
Zaśmiała się na słowa kobiety, chyba już dawno wyrzuciła z głowy myśli o nieprzyjemnym zdarzeniu. Oczywiście, te z pewnością jeszcze do niej wrócą, ale najważniejszym było to, że w tym momencie nieco się wyluzowała i nie oglądała za siebie z każdym postawionym do przodu krokiem.
- Za nic nie byłaby w stanie ukryć mojego akcentu - stwierdziła, choć tak naprawdę nie zamierzała tego robić. Była dumna ze swojego pochodzenia, choć tak naprawdę tylko w połowie była Angielką - jej matka, Joanna, pochodziła z Polski. - Pogoda na wyspach nie jest taka zła, szczególnie dla miłośników deszczu - poprawiła szalik, bo ten przekrzywił się podczas marszu.
- Dwa lata temu, wraz z rozpoczęciem studiów - odpowiedziała z uśmiechem, bo naprawdę potrzebowała tej przeprowadzki. Nie tylko przez wzgląd na rozwój kariery piłkarskiej, ale przez tyranię ojca, która zaczęła wymykać się spod kontroli.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Każdy ma coś swojego - odparła lekko. - Ja nie lubię się ograniczać. Jeśli tylko coś jest uznawane za ciekawe czy dobre... To chętnie to sprawdzam.
Niektórzy może nawet byliby w stanie powiedzieć, że kolekcjonowała jakieś unikalne doświadczenia. Mogła jej nie interesować na co dzień historia ognia, ale jeśli ktoś opowiedziałby jej o ciekawym muzeum zapałek, w którym można byłoby przyjemnie spędzić czas to czemu nie? Zawsze było to coś nowego i być może ekscytującego.
- Dokładnie o to. Jest o nim głośno od długiego czasu, bo to już druga część - wspomniała, mając wrażenie, że ostatnie dwa lata były bezustanną kampania reklamową Wicked, bo widziała niemal wszędzie rzeczy związane z musicalem.
Uśmiechnęła się jedynie krótko na wzmiankę o świętowaniu każdego gola. No cóż, to przypomniało jej pewne wspomnienia z młodości. Patrząc jednak na to, że dzieliła ją pewna dosyć znacząca różnica wieku to nie sądziła, aby niezainteresowana teatrem muzycznym czy też filmami z tej kategorii Billie oglądała te same rzeczy, co ona.
- Widziałaś kiedyś High School Musical? - zapytała.
Co prawda tam może nie było piłkarzy, a drużyna koszykarska, ale mimo wszystko motyw nieco podobny. Dlatego też zdecydowanie rozbawiła ją wzmianka o takich śpiewach i tańcach na boisku. W prawdziwym musicalu kontynuowaliby grę nawet w takich warunkach, bo nic im by nie przeszkadzało.
- Myślę, że to godne podziwu, że jesteś tak skoncentrowana na konkretnym celu - odpowiedziała, bo jak dla niej z pewnością nie było to nudne, że ktoś miał tak ogromną pasję i to w dodatku taką jak sport.
Zmiana tematu na pogodę z różnych części świata nie była w zasadzie taka zła. Nawet wzbudziła serdeczny śmiech, gdy tylko Billie domyśliła się, że Attwood wywnioskowała jej pochodzenie po słyszalnym akcencie, którego faktycznie nie dało się ukryć.
- A i po co miałabyś to robić? Brzmi naprawdę uroczo - stwierdziła, ale zapewne to było jedynie jej zdanie jako osoby, która na co dzień nie obracała się raczej wokół ludzi o jakimkolwiek brytyjskim akcencie.
- Wiesz, pogoda w Toronto też nie jest taka zła. Dla wielbicieli chłodu i śniegu - odparowała w podobnym tonie, a następnie skinęła głową na jej odpowiedź. - Całkiem krótko. Jak się tutaj na razie odnajdujesz? Podoba ci się tutaj?
Ludzie mieli całą gamę odczuć odnośnie Toronto. Sama lubiła tę metropolię. Chociaż czasami tęskno robiło jej się do małych miasteczek czy spokojnych wsi, które mogłyby jej dostarczyć nieco innych bodźców i pomóc odpocząć. Wtedy jednak zawsze mogła wrócić choćby na jakiś czas do rodzinnego domu i zaczerpnąć tam świeższego powietrza.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Mam podobnie z grami planszowymi i tymi na konsole - przyznała, nawiązując do słów Ophelii. Nie odwiedzała teatrów czy galerii sztuki - nie spędzała czasu na robieniu rzeczy, które nie były dla niej wystarczająco interesujące. Ona miała swój sport, idąca obok kobieta posiadała inne zainteresowania i dzięki temu ich rozmowa mogła skupić się na więcej niż jednej rzeczy, co samo w sobie było ciekawe. Nie była ignorantką, chciała odkrywać świat, jednak uważała, że w pojedynkę niewiele może osiągnąć. Miała koleżanki z uczelni, z których większość ograniczała się do dziewczyn z drużyny. Była także Indie - jej współlokatorka, na towarzystwo której mogła czasami liczyć. Naprawdę jednak była całkiem sama na tym świecie, dlatego łatwiej przychodziło jej skupienie się na jedynej, prawdziwej miłości, niż doświadczanie nowych przygód, gdy nie miała nikogo, z kim mogłaby je dzielić. Nie była zbyt towarzyska, rzadko kiedy zapraszano ją na imprezy, co jej zdaniem zawdzięczała ojcu i przedwczesnej śmierci matki, z odejściem której nie miała jak się uporać. Zamiast czasu na żałobę, musiała nauczyć się życia z agresywnym rodzicem, który traktował ją niczym prywatny worek treningowy. Była wycofana i potrzebowała terapii, dzięki której mogłaby odnaleźć się w tym wielkim świecie. A może zwyczajnie wystarczyłoby, aby w swoim życiu natrafiła na kogoś, kto złapałby ją za rękę i otworzył przed nią całe otaczające ją piękno, którego sama nie była w stanie dostrzec.
Zamyśliła się na moment, rozpoznając wspomniany tytuł.
- To ten film o śpiewających koszykarzach? - odpowiedziała pytaniem, bo nie miała pewności, czy aby na pewno dobrze kojarzyła fakty. To nie tak, że nigdy nie oglądała filmów, po prostu nie były one jej priorytetem.
Wraz z kolejnymi słowami kobiety, na twarzy blondynki pojawił się szeroki uśmiech. Nie odpowiedziała jednak nic, bo nawet jeśli miło było usłyszeć, że jej wysiłek i zaangażowanie było godne podziwu, nie szukała poklasku. Wolała poprzez czyny udowodnić wszystkim, że to co robiła, mogło zaowocować w prawdziwą karierę.
- Dziękuję - mruknęła nieśmiało, gdy Ophelia skomplementowała jej akcent. - Śnieg jest piękny, ale chyba wolę oglądać go na zdjęciach - zaśmiała się krótko, bo wciąż nie potrafiła przyzwyczaić się do tego chłodu, który w Kanadzie był normalnością.
- Tak naprawdę, marzyłam o studiach w Stanach - przyznała szczerze, uważając, że nie urazi tym swojej wybawicielki. - Początkowo byłam trochę rozczarowana, ale także wdzięczna za szansę - dodała, gdy skręcały w kolejną uliczkę. - Poza ciągłym oswajaniem się z zimnem, czuję się niemal jak u siebie - albo i lepiej. Wyjazd do Toronto pozwolił jej uwolnić się od tyranii ojca, nie mogła więc wybrzydzać tylko dlatego, że marzyły jej się treningi na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Poza tym jej ulubiony klub na początku trwającego sezonu podpisał kontrakt z Olivią Smith - młodą Kanadyjką, która na początkach swojej kariery grała dla jednej z drużyn Toronto. Dziewczyna była świetna i każdy wróżył jej świetlaną przyszłość, co pozytywnie wpływało na Brackenborough.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Skupiasz się głównie na postapo z zombiakami czy może masz szersze preferencje? - zapytała, chcąc jeszcze nieco rozwinąć myśl.
Z jednej strony zombie były na tyle popularnym motywem, że nawet w ich obrębie człowiek zapewne mógł znaleźć niezwykle sporo produkcji. Z drugiej czy to właśnie nie była ta pojawiająca się monotematyczność? Ophelia sama miała swoje ulubione motywy, ale chyba zwariowałaby, gdyby nie miała chociaż jakiejś odmiany w swoim życiu. W końcu wszystko w zbytnim nadmiarze mogło w końcu człowiekowi zbrzydnąć i zacząć męczyć lub po prostu nudzić. Może jednak to po prostu Attwood była dziwna i dlatego poszukiwała tak wielu różnych doświadczeń oraz rozrywek.
- Licealistach - poprawiła, bo nie tylko o sportowców tam chodziło. - Ale tak. Byli tam koszykarze, który jeden utwór wykonywali nawet na boisku. Head in the game.
Od dawna nie widziała tej trylogii, która kiedyś stanowiła istną obsesję milionów nastolatek, ale wciąż pamiętała niektóre szczegóły. Przez chwilę mogła nawet zatęsknić do tych chwil, gdy sama miała szesnaście lat i wzdychała do Zaca Efrona.
Prawienie komplementów przychodziło jej z niezwykłą łatwością. Może dlatego, że wychodziła z założenia, że ludzie na ogół słyszą zdecydowanie za mało miłych rzeczy. Na pewno jednak w jej głosie nie pobrzmiewał fałsz. Jak najbardziej mówiła w tamtym momencie szczerze.
- Przesadzasz. Nie jest tak źle. Trzeba się przyzwyczaić i odpowiednio ubrać - odparła, samej nie przejmując się szczególnie zimnem. - Pewnie w takich warunkach trenujecie gdzieś na hali?
Nie wyobrażała sobie tego, aby ktokolwiek miał biegać po boisku w stroju sportowym w takich warunkach. Chociaż nie miała pojęcia jakimi środkami dysponowali. Przeniesienie jednak wszystkiego na wnętrze hali wydawało się być najprostszym i najmniej kosztownym rozwiązaniem na trudne warunki pogodowe.
- To dokąd dokładnie w Stanach chciałaś trafić? - dopytała, spoglądając to na swoją towarzyszkę to na okolicę, w której aktualnie spacerowały.
We własnych myślach dodała, że pewnie w jakiejś części Ameryki, która była o wiele cieplejsza. O to w zasadzie nie było aż tak trudno jeśli wyłączyło się ze swoich planów Alaskę.
Billie Brackenborough