ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Harper Crain

Bardzo był zdołowany Riczi tymi wszystkimi sytuacjami w jego życiu. Najpierw przyjechał do Toronto i zanim rozpakował walizki, to został wplątany w sytuacje chowania trupa. Później trafił pod dom jakiegoś gangstera. Później jak siedział już u Madoxa to okazało się, że siedzi tam też stewardessa, z którą leciał w samolocie - i z którą myślał, że się pośmieją z tego, że w jego locie jakiś chłop zatkał kibel i śmierdziało na pół samolotu - ale dziewczyna się od nich wyprowadziła jak tylko przyjechał no i troche mu się przykro zrobiło. Później było super, znalazł bejbe do której tu przyjechał, ona się bardzo ucieszyła z tego i pozwoliła mu u siebie spać, ale nie minał tydzień i zaraz przyjechała niespodziewanie do niego jego żona, wiec też miał z nią ciężką kłótnię, później ta żona z kolei domagała się dzieci, wiec znów było fajnie, tylko że znów później musiał do dziewczyny z kanady pójść i jej wyjaśnić co sie dzieje no ale nie powiedział jej nic, pokłócili się i teraz chodził ulicami Toronto jak w teledysku, zimno mu bardzo było i wciskał tylko na głowę wielką czapkę, ale tu prószył śnieg, tu znów ślisko bylo. No nie podobało mu się w tym Toronto.
Poszedł do mexican restaturant, żeby trochę słońca zażyć, objadł się fasoli i opił tequilli, trochę mu się humor polepszył, wiec jak wyszedł to już z randomowymi ludźmi, których nazywał swoimi amigos i z którymi poszli na gierki kontynuować imprezkę. Już bliżej północy humor miał na prawdę dobry, niestety najwyraźniej Toronto nie było gotowe na to, aby dać Ricziemu spokój, bo jak wyszedł z chłopakami na zewnąrz na pijackiego papierosa (bo tak to nie palił przecież), patrzy w bok a tam na ulicy jakieś wielkie chłopy zaczepiają dziewczynę i jej koleżanki. Długo nie myślał, tylko zaraz ruszył z odsieczą i tego który był najbliżej dziewczyny podszedł i powtórzył:
- Amigo, zluzuj, dziewczyny nie są zainteresowane - i patrzy mu w oczy wyzywająco, chyba zbyt, bo szybko przeszło od "odczep się latynoskie ścierwo", przez "cofnij to białasie", aż po pierwszy cios. Później przyszedł drugi, trzeci, aż nowi koledzy Ricziego też pojawili się obok i tak odbyła się pierwsza bójka Ricziego w Kanadzie.
Skończyła się tym, że nachalni faceci zostali przepędzeni, a cała banda chłopaków właśnie rozprostowywała kości, tylko Riczi rękę przy policzku trzyma ocierając krew płynącą z ust i z głowy z łuku brwiowego mu cieknie krew. Zbijają piątki z chłopakami, którzy już zapraszają dziewczyny do środka, żeby się ogrzać po bójce, a Riczi jeszcze stoi i opiera się o mur budynku, bo jakby nie oparł się to chyba by upadł i patrzy na tą dziewczynę, którą tak bronił jak hero z piosenki Enrique Iglesiasa.
- Nic ci nie jest?
26 y/o
For good luck!
152 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I just hope you get agoraphobia some day and all your days are sunny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nowa praca i nowe towarzystwo całkiem podpasowały Harper. Nie powiedziałaby jeszcze, że czuła się tam w pełni komfortowo, prawie jak u siebie, ale przecież dopiero zaczynała, prawda? Nie mogła oczekiwać, że wszystko od razu stanie się idealne. I tak była z siebie dumna. Dumna z tego, że powoli otwierała się przed nowymi ludźmi i że w ogóle próbowała. Zawsze obawiała się nowych znajomości. W głowie nieustannie krążyły jej te same myśli: że ktoś ją znielubi, że uzna ją za dziwną, że zauważy coś, czego ona sama w sobie nie akceptowała. Ale każdego dnia było trochę prościej i łatwiej.
Tej nocy dała się namówić koleżankom stewardessom na wspólne wyjście po pracy. Nie piła alkoholu, ale to nigdy nie było problemem, bo istniało przecież mnóstwo bezalkoholowych drinków. Nie chciała czuć się wykluczona tylko dlatego, że nie sięgała po procenty. Leki jej na to nie pozwalały, a poza tym nigdy nie przepadała za smakiem alkoholu. Nie żałowała, ale chciała być jednak włączona w ten świat. Może przestanie być taka zamknięta w sobie.
Ubrana w wygodne jeansy i dopasowany seksowny top, szła z trójką dziewczyn rozmawiając i śmiejąc się cicho z sytuacji, które miały miejsce dzisiaj w pracy. Powietrze było chłodne, ale przyjemne, a miasto tętniło wieczornym życiem. Toronto naprawdę łapało jeszcze więcej plusów, gdy miasto zmieniało się w świecącą bryłę pełna neonów i przyjemnego ciepła z lamp. Harper pozwoliła sobie na chwilę zapomnienie i relaksu, aż do momentu, gdy ktoś zagrodził im drogę.
Najpierw usłyszały śmiech… Głośny i zbyt pewny siebie. Potem padły pierwsze komentarze. Te głupie, nachalne i wkurzające. Które sprawiały, że człowiekowi zaraz robiło się niedobrze, a każda komórka w ciele krzyczała uciekaj.
— Dokąd się tak śpieszycie, piękności. — dziewczyny próbowały ich zignorować, Crain przyspieszyła kroku ale nieznajomi nie odstępowali. Byli coraz bardziej nachalni i byli… coraz bliżej. Jeden z nich podszedł aż tak blisko, że Harper poczuła jego zapach zbyt intensywnie. I zbyt mocno, aby czuła się z tym jakkolwiek komfortowo.
— No dalej, maleńka. Pozwól zaprosić się na drinka. — powiedział, pochylając się w jej stronę. W tym momencie już otwierała usta, gotowa odpowiedzieć chłodno i stanowczo, kiedy nagle ktoś stanął między nimi. Harper uniosła wzrok, wpatrując się w wysokiego mężczyznę przed nimi. Nie znała go. Ciemne włosy, opalona skóra, mocno zarysowana szczęka.
Atmosfera zgęstniała, a nagle cała sytuacja eskalowała dość szybko. Mężczyźni zaczęli się tłuc, a ona sama nie wiedziała już co się dzieje. Jej koleżanki odsunęły się i uniosły brwi, a gdy było po wszystkim… nagle została sama z nieznajomym.
Wszystko okej. — odpowiedziała na jego pytanie i przybliżyła się trochę, wyciągając z torebki chusteczkę aby móc pomóc mu pozbyć się krwi. — Powinnam raczej ciebie zapytać czy nic ci nie jest. — zaznaczyła przyglądając się jego obrażeniom.
Ale dziękuję za pomoc. Byli cholernie nachalni. — zaznaczyła, bo nie chciała wyjść na niemiłą. W końcu dał sobie obić mordę dlatego, aby ona i jej koleżanki były bezpieczne. Bardzo to doceniała. Podała mu w końcu rękę. — Jestem Harper. A obrońca to…?
rycerz z toronto
szop
nie zabijać i nie współżyć bez zgody
ODPOWIEDZ

Wróć do „National at The Well”