34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mimo znajomości z Michaelem, która miała chyba miejsce w dawnym życiu, wciąż nie mogła rozgryźć, co go tak naprawdę skłoniło do napisania do niej. Szczerze wątpiła w chęć odnowienia kontaktu, bo gdyby tak było, skontaktowałby się z nią tuż po powrocie do Toronto. Łączyła ich szczenięca, nastoletnia miłość, której raczej żadne z nich nie żałowało przez tyle lat każdego dnia. Dlatego tak, wciąż próbowała się dowiedzieć dlaczego potrzebował terapii i dlaczego u niej. Jego tłumaczenia ani trochę jej nie przekonywały, ale za to szczerze bawiły. Dawno już się tak dobrze nie czuła w czyimś towarzystwie.
- A nie obawiasz się, że ja bym mogła się zemścić za złamane serce i postanowiła Cię naciągnąć?- uniosła znacząco brew uśmiechając się kącikiem ust. - Albo co gorsza odpowiednią terapią Cię zmanipulować i zrobić sieczkę z mózgu?- a jako psychoterapeutka pewnie potrafiłaby to zrobić. Jeszcze przepisując mu odpowiednie leki? Mogłaby go tak zaprogramować, że tańczyłby jakby mu zagrała. Całe szczęście, że Mara to nie psychopatka i nie zamierza tego zrobić. Ale nastraszyć go trochę nie zaszkodzi.
- Oczywiście. Poznałam już wszystkie Twoje zakamarki- obrzuciła go wymownym spojrzeniem, bo raczej spotykając się nie trzymali rączek na kołdrze. Byli młodzi, nabuzowani hormonami i ciekawi świata. W dodatku Michael pewnie jako zapalony miłośnik biologii od najmłodszych lat chętnie uczył się po godzinach ze swoją dziewczyną. - I pewnie przez lata nie mogłeś odnaleźć swojego miejsca na ziemi, aż wróciłeś do Toronto, do mnie, gdzie byłeś naprawdę szczęśliwy?- aż uniosła dłoń do piersi udając wzruszenie. Mimo, że ich związek się rozpadł, to wspominała go naprawdę dobrze. Byli młodzi i będąc na dwóch różnych uczelniach, które dzieliły tysiące kilometrów to nie miało możliwości się udać. Mara również się szybko pocieszyła zakochując się w swoim profesorze, aby ostatecznie zaręczyć się z jeszcze kimś innym. Najwidoczniej żadne z nich nie próżnowało. Najważniejsze jednak, że potrafili do tego podchodzić z dystansem żartując z siebie samych. Lakefield zawsze ceniła takich ludzi i spotkania.
- Skoro nie wspominałam to może z założenia dlatego, że można? Wiesz, skoro coś nie jest zakazane, to chyba jest dozwolone- poruszyła brwiami, bo z interpretacją bywało niekiedy tak, że każdy mógł mieć własną. Tutaj to oni tworzyli własne zasady, a raczej to ona, skoro stała się właśnie jego terapeutką.
Dostrzegła jak bardzo się jej przygląda, gdy zabrała się za pice tequili. Ten jego uważny wzrok i wymowny uśmiech podniosły temperaturę jej ciała o dodatkowy stopień. Było w tym coś pociągającego. Nie pociągnęła jednak tego dalej zachowując pełen profesjonalizm. Skarciła się w myślach za nagłą potrzebę, żeby nie odpowiedział na jej pytanie i się napił, by tym razem to ona mogła się mu przyjrzeć i ocenić pracę języka w tej sytuacji. Nie byłoby to odpowiedzialne, chociaż w ostatnim czasie coraz rzadziej taka bywała.
Postanowiła jednak zadać mu takie pytanie, na odpowiedzenie którego raczej nie powinien się czuć niekomfortowo.- Hmm w połowie mogłabym się zgodzić. Nie wyobrażam sobie bycia spełnionym bez poczucia szczęścia. Z kolei faktycznie, można byś szczęśliwym, ale nie czuć że spełniło się wszystko, co sobie założyliśmy- wchodziło to już w coraz głębsze filozofowanie, ale czemu by nie? Jej alkohol również już trochę uderzał do głowy. - Trafna uwaga Graham- pochwaliła go i słuchała dalej jego wypowiedzi. - Ciekawa odpowiedź- przyznała z lekkim grymasem na twarzy. Ostatni raz był naprawdę szczęśliwy rozwodząc się? To było smutne i dziwne - na ten moment nic więcej nie przychodziło jej do głowy. Najwidoczniej tequila nie jest dobrym kompanem podczas sesji.
- Zacznijmy od tego, że nikomu w pełni nie ufam. Chyba z natury każdy tak ma- chwyciła kieliszek z alkoholem i zapatrzyła się w niego na chwilę. Wróciła wspomnieniami nie tylko do kłamstw męża, ale również tych, którymi sama karmi swoją siostrę od jakiegoś czasu.- Ale za to kłamstwo jest w stanie pozbawić kogoś resztek zaufania, którym tego kogoś darzę. Zawsze powtarzam, że wolę brutalną prawdę, niż piękne kłamstwo- nie brzmiała przekonująco, ale dawniej właśnie tym się kierowała w życiu. Westchnęła głośno odstawiając wciąż pełny kieliszek i dopiero teraz podniosła na niego spojrzenie. Przechyliła głowę na bok i zaczęła mu się uważnie przyglądać mrużąc oczy i zastanawiając się nad odpowiednim pytaniem. Chciała żeby się napił czy chciała się dowiedzieć czegoś o nim? To stawał się ciężki wybór, lecz z drugiej strony im był bardziej pod wpływem alkoholu, tym mógł być bardziej szczery. W pewnym momencie na jej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech, a w oczach zaświeciły iskierki. Nachyliła się jeszcze bardziej w jego kierunku nie spuszczając z niego swojego spojrzenia.- Co sprawia, że się zawstydzasz?



Michael Graham
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie jesteś aż tak wyrachowana, Lakefield — pokręcił głową, od razu szczerze dzieląc się opinią o jej charakterze. — Swoją drogą, to byłoby bardzo ciekawe zobaczyć, jak mną manipulujesz. Zakładam, że twoje umiejętności musiały przez lata się nieźle rozwinąć i aż chciałoby się je zobaczyć w akcji. — Wzniósł jasne brwi, posyłając kobiecie znaczące spojrzenie. Czy to rzucone wyzwanie, a może ciąg dalszy niewinnych przepychanek? Nie przypominał sobie, by przed laty Mara nim manipulowała, a nawet jeśli, to absolutnie nie był tego świadom. Raczej starał się unikać osób, które miały w planie wodzić go za nos, wychodząc z założenia, że swój rozpozna swego, ale czy nie dał się tak wmanewrować Iris? Zaślepiony i wprowadzony na pole minowe, które po latach okazało się wcale nim nie być, a przynajmniej tak powtarzała Valentine, zasłaniając się zwykłym brakiem rozwagi. Czy należy to podciągnąć pod manipulację?
Zaśmiał się na to wymowne spojrzenie, bo doskonale wiedział, co miała na myśli. Jako nastolatek korzystał z każdej nadarzającej się okazji, by się dokształcać, zarówno w teorii, co praktyce. Jako pasjonat podchodził doń pełen zaangażowania, szczerze zafascynowany wszelkimi tajemnicami. Dziś mógłby Marze podziękować za oddanie nauce i pomoc w uzyskaniu jak najlepszych wyników na uczelni, a z czasem także licznych pochwał od damskiego grona studentek, wszak mało który facet w tym wieku wie co i jak działa.
Zwilżył wargi czubkiem języka i westchnął tylko cicho, przechylając lekko głowę na bok.
Kolejny strzał w dziesiątkę, jak ty to robisz? — Był pod pełnią teatralnego wrażenia. — Chciałbym powiedzieć, że teraz widzę, za co płacę, ale zaryzykuję stwierdzenie, że niektóre z twoich danych mogą być już nieco przestarzałe. Po wywiadzie rozpoznawczym poleciłbym pełne badanie celem nałożenia odpowiedniej korekty. — Wolał nie zagłębiać się w temat szczęścia, bo to oczywiste, że za dzieciaka wiele spraw wydawało się lepszych i atrakcyjniejszych. Problemy życia dorosłego nie piętrzyły się jeszcze niemiłosiernie i młodzieńcza głowa skutecznie nie dopuszczała do siebie świadomości, że przyszłość może ułożyć się inaczej, niż została zaplanowana.
Stwierdzenie, że celował w lekkie podniesienie temperatury i plączące się, mocno dwuznaczne myśli, nie byłoby tu żadną śmiałą nadinterpretacją. Podpuszczanie Graham traktował niczym rozrywkę, impuls często silniejszy, niż świadomość, jakby sugestywne spojrzenie i rozciągnięcie ust układały się samoczynnie. Mógłby się bardziej pilnować, oczywiście, że tak, tyle że obecność Lakefield w dziwny sposób sprawiała, że maska trzymającego się w ryzach wojskowego opadała.
Ciekawa w sposób, który zapala lampkę ostrzegawczą? — podsunął, zachęcając, by rozwinęła myśl. Skoro już uzgodnili, że zasady dostosowują do własnych potrzeb, to nic nie stało na przeszkodzie, by zadawać pytania pomocnicze.
Jasna brew nie drgnęła, kiedy wzniósł się kieliszek i Mara sprawiła wrażenie zastanawiającej się, czy chce udzielić odpowiedzi, tudzież w ogóle się wycofać. Zacisnął wargi w wąską linijkę, kiedy na usta cisnęło się kilka komentarzy co do rzeczonych kłamstw. Chciał o nich opowiadać — a raczej chciał i nie chciał jednocześnie, bo może i zaprosił terapeutkę z zamiarem rozmowy, to w tym momencie już sam nie wiedział, czy może lepiej byłoby część niewygodnych faktów zostawić dla siebie.
Zawstydzam? — powtórzył zaraz za nią szczerze zaskoczony i zamrugał parokrotnie. — Następnym razem musisz mi wcześniej wysłać listę pytań, bo zaraz odniosę wrażenie, że zadajesz tylko takie, które zmuszają mnie do kopania w pamięci. A tym wzrokiem wywierasz presję czasu. — Zadarł nieco brodę, tylko krótką chwilę mierząc rudowłosą spojrzeniem, by zaraz wyciągnąć rękę i ująć kobiecą dłoń, pierw posyłając pytający o pozwolenie wzrok. — Ze wstydem jest taki problem, że zazwyczaj nie chce się go czuć — mówił, drugą ręką sięgając do woreczka z solą i usypał szczyptę na wierzchu kobiecej dłoni. — Są jednak sytuacje, kiedy zawstydzenie łączy się z czymś jeszcze, na przykład z ekscytacją, która zachęca do działania. — Ujął pełny kieliszek i wzniósł wzrok na twarz byłej ukochanej i wzruszył lekko ramionami. — Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie i wątpię, byśmy mieli czas, by je dziś dogłębnie poeksplorować. — Bez zrywania połączonych spojrzeń, niespiesznie zlizał sól i wychylił zawartość kieliszka, by zaraz wgryźć się w ćwiartkę cytryny. Kompozycja smaków była zdecydowanie przyjemniejsza od samego alkoholu zasypanego garścią popcornu. Uważnie przyglądał się przy poprzednich razach poczynaniom Mary, więc miał pewność, że nie pominął żadnego kroku. Zasady nie mówiły jasno, na czyjej dłoni powinna znaleźć się sól, a skoro coś nie jest zakazane, to chyba dozwolone?
Wiesz już, dlaczego się do ciebie odezwałem. — I mogła w jego słowa wierzyć, albo nie, lecz nie o to chciał pytać i nie na tych zapewnieniach mu zależało. Wyciągnął się na wysokim krześle i oparł wygodniej, wspierając łokciem na blacie. — Jaka była wtedy twoja pierwsza myśl i dlaczego finalnie zgodziłaś się na spotkanie? — Mówiła o pieniądzach, o ciekawości, coś o odwadze i samotności, jednak żadna z tych wcześniejszych sugestii nie była konkretną, szczerą odpowiedzią. Mogła się łudzić, że to zaginie gdzieś w toku dalszej rozmowy, lecz Graham może i miał przeciętną pamięć do imion oraz twarzy, ale nigdy do takich szczegółów.

Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
space cadet
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”